zawsze-w-drodze
20.07.15, 13:26
Dowiedzialm sie o zdradzie i romansie męża dobrych pare lat temu i dobry rok po zakończeniu przez męża tamtej relacji. Pisałam zreszta o tym. Przeorało to mnie, męża, małżeństwo. Przetrwaliśmy jako rodzina ale koszty ponosimy do dzisiaj. Zmiany następowały stopniowo, czasem niby niezauważalnie. Po pierwsze- ja stałam sie inna osoba. Straciłam sporo złudzeń, zyskałam ogromna pewność siebie. Teraz wiem, jak jestem silna. Straciłam tez sporo wrażliwości i empatii. zyskałam duża dawkę zdrowego egoizmu. Wzajemne relacje w domu kompletnie sie przewartościowaly. Nowe role sie utrwaliły. Bez skrupułów wykorzystałam i wykorzystuje poczucie winy męża. Majątek przepisałam na siebie. Cały. Maż nie ma nawet samochodu. Pensje (obie) wpływają na moje konto. To z kolej spowodowało, ze maż jeszcse stracił na pewności siebie. Spełniam teraz swoje marzenia i moje potrzeby sa dł mnie najistotniejsze. Dzieci maja obydwoje rodziców. Spędzamy razem każda wolna chwile, często wyjeżdżamy. Maż doskonale zarabia i jest teraz absolutnym gazetowym ideałem. Jesli czasem próbuje wracać do starych nawyków (samiec alfa) w domu - przypominam mu dlaczego jest tak jak jest. Swoje samcze z potrzeby dominacji i rządzenia uskutecznia w pracy. Jest mi wygodnie i bezpiecznie. Straty - straciłam emocje. Beztroski śmiech albo szloch słyszałam we własnym wykonaniu daaaawno temu. Trudno. Lubie swoje zycie teraz. Maż płaci za to co zrobił każdego dnia. I wcale mi go nie żal. Teraz on boi sie, ze koło pięćdziesiątki zostanie z niczym. Dzieci nie wiedza. Ale przecież zawsze mogą sie dowiedzieć. Dowody starannie przechowuje. A teraz kluczowa kwestia. Tamta. Niedawala mi spokoju myśl ze pozostała bezkarna. Czytałam dziesiątki poradników o wybaczanie. Dobra dobra. Na mnie to nie działało. W końcu spuscilam sama siebie ze smyczy. Trwało to kilka lat konsekwentnego działania i sporych zabiegów i intryg ale udało sie. Kompletnie zepsułam jej zycie na jakiś czas. Doprowadziłam do tego ze chyba bezpiwrotnie straciła szanse na cos dla kobiet czesto kluczowe - ciąże (wiek). Wiem, ze próbowała złapać na dziecko tez mojego męża - stało sie tak ze usunęła - całe zycie byłam pro-life, w tym wypadku nie żałuje, wręcz cieszę sie ze tak sie stało. Nie miałam obiekcji, zeby wiedzę o tej aborcji wykorzystać. Niekoniecznie w zbożnym celu. Po dokonaniu tej zemsty(?) aktu sprawiedliwości(?) poczułam ulega i spokój. Czy jestem z siebie dumna? Nie. Czy czuje wyrzuty sumienia, ze kobieta została sama, bez pracy i bez ciąży? Nie. Nie czuje. Taka spowiedź a'propos wątków o nieślubnych dzieciach, zdradach i wybaczaniu. A wybaczanie jest przereklamowane.