Druga strona medalu.

04.08.15, 22:36
Tekst dla wielu kobiet nie do przyjęcia. Szczególnie dla tych porzuconych. Wyrzygiwanie tu niektórym, że związek rozpoczęły z żonatym, ten facet wyjaśnia ze swojego punktu widzenia. No i oczywiście - tyle historii, ilu ludzi i ile związków.
Enjoy, drogie panie!
    • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 04.08.15, 22:51
      Facet jest głupi jak kilo gwozdzi.

      Ciekawe jak sie okazało 2 dziecko skoro seksu nie było?

      Praca ,dom ,dzieci ,a ona miała czelność nie wysłuchać jego narzekań? Wydaje mu sie ze ja wspierał?

      Poza tym znamy tylko jedna stronę medalu nie wiadomo jak takie jego chyba wspieranie i pomaga od wyglądało.

      Wyjście ma kolacje czy do kina, kiedy człowiek pada na pysk po dniu w domu dziecmi to super pomysłuncertain
      Największym marzeniem jest długa kapie i spanie, ciekawe czy zajął
      Sie dziećmi zeby żona mogła odespać?
      • jola-kotka Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 00:36
        No sory koleś ma racje gdzie w tym wszystkim relacja maz żona? Czyli jak żona opiekuje sie dziećmi to juz na kolacje z mężem nie musi iść i męża wysłuchać tez nie musi? Życie z matka kwoka a juz nie kobieta to fajne nie moze byc. Kobieta chyba powinna wiedzieć ze rola matki nie moze jej przysłonić roli zony? Czyli jak sa dzieci to można zaniedbać męża a potem jeszcze psy na nim wieszać ze niedobry był.
        • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:52
          No sory koleś ma racje gdzie w tym wszystkim relacja maz żona? Czyli jak żona opiekuje sie dziećmi to juz na kolacje z mężem nie musi iść i męża wysłuchać tez nie musi? Życie z matka kwoka a juz nie kobieta to fajne nie moze byc. Kobieta chyba powinna wiedzieć ze rola matki nie moze jej przysłonić roli zony? Czyli jak sa dzieci to można zaniedbać męża a potem jeszcze psy na nim wieszać ze niedobry był.
          Odpowiedz



          Jolus jak bedziesz kiedyś mieć dzieci to zrozumiesz ze kilkanaście niesprawnych nocy i człowiek ma ochotę wyskoczyć z okna.

          I wtedy nie w głowie romantyczne kolacje tylko łóżko i święty spokoj.
          Jak po pierwszym dziecku jest złe to sie drugiego dziecka nie robi ...

          Albo przejmuje sie cześć obowiązków.

          Moim zdaniem to typ faceta który wraca z pracy i chciałby zeby go żona ze śpiewem na ustach przywitała , dała do potrzymania dziecko w nakarmione przewiniete ,a potem siedziała i patrzyła jak pan i władca zjada obiadek z dwóch dań i deserek a ona bedzie siedzieć i wpatrywać sie w oczy i wysłuchiwać lamentu pana.


          Moim zdaniem jego problemy sa wydumane, zycie rodzinne jest inne niz te przed dziećmi.
          I sorry pracująca żona ogarniająca dom i dzieci i miała czelność nie słuchać zali pana No wredna sucz Nouncertain


          Mógł odejść wcześniej bez nowej pani, wtedy żona by zobaczyła ze cis jest nie tak mogliby popracować nad związkiem na odległość i moze wrócić do siebie...

          Moim zdaniem takie tłumaczenie znalezienia kochanki "bo to zła kobieta była"

          I moge sie założyć ze gdyby pogadać z panią to pan tez miałby swoje wady i to pewnie większe.
          Zarzucać zonie ze sie własnymi dzieci zajmuje a to dobre.
          • memphis90 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:12
            Mamuśka, małżenstwo pana trwało 10 lat- gdzie przy 10-letnich dzieciach masz nieprzespane nocki? A po całych dniach prowadzenia domu zostawienie dzieci z opiekunką i wyskoczenie do kina we dwoje to sama przyjemność.

            >Moim zdaniem jego problemy sa wydumane, zycie rodzinne jest inne niz te przed dziećmi.
            >I sorry pracująca żona ogarniająca dom i dzieci i miała czelność nie słuchać zali pana No wredna >sucz No
            A moim zdaniem nie ma nic wydumanego w tym, że człowiek chce być wysłuchany, chce porozmawiać o swoich problemach, przemyśleniach. Na tym polega związek, natomiast wypucowany sedes i poprasowane gacie to sprawy marginalne.
            • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:21
              memphis90 napisała:
              > A moim zdaniem nie ma nic wydumanego w tym, że człowiek chce być wysłuchany, c
              > hce porozmawiać o swoich problemach, przemyśleniach. Na tym polega związek, nat
              > omiast wypucowany sedes i poprasowane gacie to sprawy marginalne.

              Pewnie! To teraz wróć do tekstu i znajdź fragmenty w których pan okazywał troskę, zrozumienie i wysłuchanie żonie. Bo ja tam widzę tylko, że jej 'nie rozumiał'. Ojej!
          • jola-kotka Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 17:06
            Nie ważne co sie chce ważne co sie powinno. Usprawiedliwiasz zaniedbanie męża bo dzieci niby na to pozwalają. Jaka przyjemność z posiadania zony w beznadziejnym dresie utyrana przy dzieciach? Dla faceta to nie jest fajne i nie kazdy to zniesie a jak to trwa 10lat to sory. Ja rozumiem pana .
          • kotradykcja Re: Druga strona medalu. 06.06.16, 08:41
            "I wtedy nie w głowie romantyczne kolacje tylko łóżko i święty spokoj.
            Jak po pierwszym dziecku jest złe to sie drugiego dziecka nie robi ..."

            No bez jaj!

            ?Może wyjdziemy do kina? Na kolację" proponowałem. Mieliśmy nianię, dwie życzliwe babcie.

            "Mógł odejść wcześniej bez nowej pani, wtedy żona by zobaczyła ze cis jest nie tak mogliby popracować nad związkiem na odległość i moze wrócić do siebie..."

            No tak...
            "Na porządku dziennym były słowa: ?wypiera?.aj", ?możesz się wyprowadzić", ?chcesz się rozwieść, proszę bardzo".

            Rozumiem, co chcesz powiedzieć, ale pomyśl sama - masz perspektywę odejścia SAMEJ, BEZ DZIECI w pustkę. Robisz to? Musisz zostawi całe swoje życie nie wiedząc co będzie. Robisz to? Ile osób ma siłę na taki krok? Łatwo jest ocenić. Stać byłoby Cię żeby zostawić dzieci z mężem i po prostu odejść nie mając niczego i nikogo? Jakoś nie sądzę.
      • przeciwcialo Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 16:43
        Facet ma sporo racji. W związku trzeba być matką, żoną kochanką a facet ma być ojcem, mężem i kochankiem.
      • kotradykcja Re: Druga strona medalu. 06.06.16, 08:34
        To odwróć płeć - pisze to kobieta o swoim mężu. Też stwierdziłabyś, że jest głupia jak kilo gwoździ? Też zakładałabyś, że ona bzdury opowiada?
        Szacunek obowiązuje w obie strony.
    • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 04.08.15, 23:15
      Jeśli było dokładnie tak, jak ten pan napisał, to można zrozumieć, że w końcu odszedł. Ze związku. A nie do innego związku. To jednak duża różnica.

      Co do związku z żonatym - tak, są różne historie. Według mnie akceptowalna moralnie jest tylko taka wersja, w której pani kompletnie nie ma pojęcia, że pan jest żonaty (wbrew pozorom panowie potrafią się kamuflować czasem kilka lat). W innym przypadku - cóż, rozumiem, serce nie sługa, ale wypadałoby mieć jeszcze rozum. O honorze nie wspominam, bo to rzadka rzecz obecnie.
    • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 04:43
      Sprawa jest niezwykle prosta. Najpierw się kończy jeden związek a potem zaczyna drugi.
      To ciekawe, że pan latami się męczył i trwał przy wstretnej zonie, a odszedł dopiero kiedy pojawiła się inna panitongue_out
      • ruda.anka2 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 05:51
        Ale tu jest właśnie pies pogrzebany - panowie tak to przeprowadzająbig_grin Nie odchodzą jak im źle pożyć solo, tylko jak znajdą następną. A panie wtedy larum i raban, jaka to zła kobieta ta druga. Jakby nie były w stanie zrozumieć, że pan jest na wylocie i tak. Nie ta to inna. Fakt, że pan w domu nie ogłasza, że już robi castingi. Ale warto wiedzieć, że jak poszedł do innej, to znaczy, że chciał odejść zanim ją spotkał. To jest dla mnie wniosek z artykułu dla pań.
        A panie tylko: bo ta druga to bez honorubig_grin
        Ps. Nie znaczy to, że łykam artykuł jak pelikan. Na kilometr pachnie zranionym misiem, co się uważa za ideał i cienia wad w sobie nie widzi. Bywa.
      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:03
        Koniec związku smierc emocji, nie ma nic wspolnego ze wspolnym mieszkaniem.
        • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:08
          A powinno mieć. Przynajmniej tak robią uczciwi ludzie.
          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:01
            Facet jest zle traktowany i w zwiazku z tym ma porzucic dorobek zycia jak rozumiem.Ma sie wyprowadzic z wlasnego domu dokądś.Oczywiscie płacic alimenty na dzieci i wynając lokum.
            Bardzo wygodne dla drugiej strony, która robiła wszystko by zwiazek sie rozpadł.
            To wg Ciebie uczciwe rozwiązanie?
            • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:05

              widocznie dla tego pana uczciwe, skoro teraz dokładnie tak zrobił.
              A skoro zrobił to dopiero po poznaniu nowej pani, to oznacza, że przyczyną jest nowa pani, a nie poprzednia.
              • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:12
                Przyczyną nie jest ani nowa pani ani poprzednia, jedynie głupota i tchórzliwość pana bez jaj.
                • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:14

                  ale ja nie mówię o przyczynie rozpadu małżeństwa, tylko o przyczynie wyprowadzki pana z domu.
              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:20
                Tez bym tak zrobila.Bo niby czemu mam sie wyprowadzac z domu przez kogos, kto ten związek rozwalał i samej ponosic koszty utrzymania się , co by mi pogorszyło znacznie sytuacje? Mnie w moim domu dobrze,niech sie wyprowadzi druga strona.Noserio nie widzialabym powodu opuszczania wlasnego lokum.
                Co innego gdy znajdzie sie ktos z kim chciałabym zamieszkac, wtedy sytuacja sie zmienia.
                • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:42
                  Dom należy nie tylko do męża i żony, ale również do dzieci. Wyprowadza się ten, kto nie jest gotowy na podjęcie się całodobowej opieki nad dziećmi. Niestety dzieci komplikują rozstania.
                  • aragorna71 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:48

                    dom nalezy do meza i zony i czasem do....banku.
                    Dzieci dziedzicza po rodzicach, ale przy rozstaniu jest podzial majatku miedzy rodzicami i tylko miedzy rodzicami, oczywiscie proporcje moga byc rozne, ale nie jest tak, ze ta osoba, co zostaje z dziecmi przjmuje dom/mieszkanie bez splacenia drugiej strony.
                    • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:52
                      Piszesz o formalnościach rozwodowych, a ja o rozpadzie rodziny.
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:57
                    No i dlatego nie widze koniecznosci wyprowadzki jak tylko zwiazek emocjonalny juz nie istnieje.Nie chce byc z zona, ale chce byc z dziecmi.To z nimi mieszkam.
                    Sytuacja sie zmienia, gdy sie kogos poznaje i chce zamieszkac z nim.
                    • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:02
                      > Sytuacja sie zmienia, gdy sie kogos poznaje i chce zamieszkac z nim

                      No, zmienia się. Zwłaszcza w tym "ale chce byc z dziecmi" zakresie.

                      Uczciwie jak cholera.
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:13
                        Trudno to wówczas pogodzic ,nie sadzisz? Oczywiscie mógłby walczyc o to, by dzieci zamieszkały z nim,ale to jest droga przez męke, bo matka bedzie bronic sie jaklwica przed takim rozwiazaniem, a poza tym- dla dzieci to moze byc gorsza sytuacja.
                        • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:18
                          Lolka, gubisz się w zeznaniach.
                          Pan się poświęca dla dzieci i dla nich tkwi w koszmarze bycia z oprawczynią, a nie jest w stanie dla tych samych dzieci zawiązać sobie małego na supeł i pukać kochanke tylko okazjonalnie?
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:36
                            Facetchce wiesc normalne zycie.Jak kazdy.
                            Jakos nie wyobrazam sobie sytuacji, gdy majac kochanke ciagle mieszka z zona- bo ta zona by na to nie pozwoliła przeciez.Gdyby nie robiła z tego powodu chryi zapewne mógły tak sobie zyc.
                            • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:03
                              Zapominasz chyba, że ten stan rzeczy musiałaby jeszcze zaakceptować nowa dama jego serca.
                    • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:12
                      Lola, nie chrzań głupot. Niby czemu poznanie kogoś miałoby zmienić chęć rodzica do mieszkania z własnymi dziećmi? Nie widzę możliwości, żeby takie zjawisko wystąpiło np. u mnie. Najczęściej w podobnych sytuacjach pan mieszka z żona bo mu tak wygodnie, a nie dlatego, że chce być z dziećmi. Gdyby naprawdę chciał być z dziećmi to nowa kochanka nic by w tym zakresie nie zmieniła.
                      • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:16
                        > Gdyby naprawdę chciał być
                        > z dziećmi to nowa kochanka nic by w tym zakresie nie zmieniła.

                        Bardzom ciekawa jak lola będzie racjonalizować tę kwestię broniąc skrzywdzonego misia big_grin
                        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:19
                          cosmetic.wipes napisała:
                          > Bardzom ciekawa jak lola będzie racjonalizować tę kwestię broniąc skrzywdzonego
                          > misia big_grin

                          No już zracjonalizowała - pan by nardzo chciał ale żona będzie walczyć jak lwica big_grin
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:42
                            Owszem, ojcom jest bardzo trudno po rozwodzie uzyskac prawo do mieszkania z dziecmi, matka chocby najgorsza dla sądów jest lepszym rodzicem.
                            • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:45
                              Dlatego najczęściej poddają się zupełnie bez walki, a w dodatku odmawiają nawet finansowych nakładów na te kochane dzieci, z którymi ich siła rozdzielono?
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:24
                                Nie wiem na jakich danych sie opierasz piszac najczesciej.Znam mnostwo facetów utrzymujacych kontakt z dziecmi, łożacych na ich utrzymanie mimo rozpadu zwiazku.
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:22
                        Pan moze nadal chciec tylko co na to jego aktualna zona? Dopuszczasz mysl, ze ona by to grzecznie poszła?
                        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:23
                          lola211 napisała:
                          > Pan moze nadal chciec tylko co na to jego aktualna zona?

                          Czyli pan jednak dzieci chce mniej niż nowej d..y?
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:43
                            Pan zapewne by chcial i nowej pani idzieci, tylko jak to w polskich warunkach przeprowadzic?Matke chyba wysyłajac w kosmos.
                            • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:44
                              lola211 napisała:

                              > Pan zapewne by chcial i nowej pani idzieci, tylko jak to w polskich warunkach p
                              > rzeprowadzic?Matke chyba wysyłajac w kosmos.

                              No skoro ta cała zdrada jest z jej winy, to chyba może przecież taki pozew złożyć.
                              Chcę z nową laską wychowywać dzieci, bo moja żona mnie nie wspierała, a w ogóle to zajmowała się tylko dziećmi a nie mną. Ups.
                              • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:25
                                lola211 napisała:

                                > Pan zapewne by chcial i nowej pani idzieci, tylko jak to w polskich warunkach p
                                > rzeprowadzic?Matke chyba wysyłajac w kosmos.

                                No skoro ta cała zdrada jest z jej winy, to chyba może przecież taki pozew złożyć.
                                Chcę z nową laską wychowywać dzieci, bo moja żona mnie nie wspierała, a w ogóle to zajmowała się tylko dziećmi a nie mną. Ups.
                                Odpowiedz


                                Lola ty masz cos z głowa?
                                Z jakiej racji zabrać matce dzieci? Bo co ? Była swietna matka i tylko tatuś nie był" pierwszy po Bogu?"

                                Równie dobrze każdemu zdradzającymi powinni sie zakazać widywać dzieci ,bo on jest winny rozpadu małżeństwa.
                                • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:26
                                  > Z jakiej racji zabrać matce dzieci?
                                  A kto mówi o zabieraniu? O mieszkaniu z ojcem i widywaniu z matka piszę.
                                  • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 10:48
                                    > Z jakiej racji zabrać matce dzieci?
                                    A kto mówi o zabieraniu? O mieszkaniu z ojcem i widywaniu z matka piszę.

                                    naoraede masz cos z głowa nie tak... Facet zdradził kobietę i jeszcze ona ma stracić dzieci i przychodzić w odwiedziny .
                                    • kotradykcja Re: Druga strona medalu. 06.06.16, 08:46
                                      "> Z jakiej racji zabrać matce dzieci?
                                      A kto mówi o zabieraniu? O mieszkaniu z ojcem i widywaniu z matka piszę.

                                      naoraede masz cos z głowa nie tak... Facet zdradził kobietę i jeszcze ona ma stracić dzieci i przychodzić w odwiedziny ."

                                      OJP Typowe.
                                      A jak baba się sku..., odejdzie do kochanka i zabierze dzieci, to jest wszystko OK i "nie należy mieszać roli matki z rolą żony"?
                                      Vide nasza kochana Triss.
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:25
                                Moze zlozyc pozyw i owszem.Ale wcale nie musi od razu,jak dla mnie nie ma to zadnego znaczenia, kiedy formalnosci sie załatwi.
                        • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:25
                          Nie dowiemy się dopóki jakiś pan nie spróbuje wyprowadzić żony, żeby zostać z dziećmi i kochanką. Swoją drogą, ciekawe czemu nigdy w życiu nie spotkałam się z takim przypadkiem. Może jednak panowie mają więcej przyzwoitości niż się tobie wydaje i nawet jeśli się do tego na głos nie przyznają to doskonale wiedzą, jak się rozkłada odpowiedzialność za rozpad związku i kto z tego powodu najbardziej cierpi.
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:43
                            A ja owszem znamtaki przypadek.I przypadki beznadziejnych zon,ktore oczywiscie graja role biednych zdradzonych.
                            • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:59
                              lola211 napisała:

                              > A ja owszem znamtaki przypadek.I przypadki beznadziejnych zon,ktore oczywiscie
                              > graja role biednych zdradzonych.

                              A kogo mają grać, skoro są zdradzone? big_grin
                              Zrozum, fakt że bywają beznadziejne żony nie ulega wątpliwości. Pytanie teraz co z tym fantem zrobić? Wszyscy Ci tu piszą że uczciwiej jest najpierw się rozwieść (albo chociaż pozew złożyć) a dopiero później ruszać na łowy, a Ty dla odmiany uważasz że zdrada w kiepskim związku to nie zdrada i to żona powinna wziąć całą odpowiedzialność za to że mąż zamoczył gdzie indziej.

                              Mam wrażenie że ten wątek to tak dla sportu, zdanie odwrotne przyjęłaś z przekory.
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:28
                                Pozostane przy swoim zdaniu.Formalny rozwód nic dla mnie nie znaczy, najwazniejsze jest czy zwiazek istnieje czy istnieje tylko na papierze.Jak to drugie to nie widze w ogole koniecznosci dochowywania wiernosci-tego zwiazku i tak juz nie ma.
                          • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:05
                            Znam jeden taki przypadek, gdzie pani wyprowadziła się z domu zostawiając mężowi dzieci. Bynajmniej nie do nowego pana. Zresztą niedawno był wątek o pomocy 17-latkowi (chyba), którego matka wyjechała do Niemiec i urwała z mężem i synem kontakt. Pan syna wychowywał, ale porobiło mu się coś z głową i zniknął jak sen złoty z życia chłopaka. Przygarnęła go jedna forumka i pytała, co zrobić, żeby dzieciakowi pomóc, bo po zniknięciu ojca chłopak został wyrzucony na bruk.
            • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:08
              lola211 napisała:
              > Facet jest zle traktowany i w zwiazku z tym ma porzucic dorobek zycia jak rozum
              > iem.Ma sie wyprowadzic z wlasnego domu dokądś.Oczywiscie płacic alimenty na dzi
              > eci i wynając lokum.

              Przeiceż właśnie to zrobił - jak poznał nową panią. I wtedy to nieuczciwe nie było?
              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:21
                Ale wtedy mieszkajac z kims nie skazuje sie na koniecznosc utrzymywania w pojedynke.
                • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:26

                  czyli pan myśli ekonomicznie, zaoszczędzi na wynajmowaniu nowego lokum, od razu wprowadzi się do nowej pani big_grin
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:37
                    Bardzo rozsadnie.Powinien w sumie dazyc do tego, by wyprowadzila sie ona, ale to byłoby bardzo trudne do przeprowadzenia.
                    • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:44


                      ???
                      Lola ty na głowe upadłaś?

                      żona z dziećmi ma się wyprowadzić, bo pan przeżywa, że spadł z pierwszego królewskiego miejsca w rodzinie ?
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:59
                        Pan obwinia pania za rozpad zwiazku i nie widze powodu by mu nie wierzyc.Doprowadzila do takiej sytuacji.Nie rozumiemw ogole dlaczego mialby sie wyprowadzac on?
                        • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:27
                          >>.i nie widze powodu by mu nie wierzyc.

                          Nawet to, że z domu rodzinnego wyprowadza się wprost do kochanki nie jest powodem, żeby poddać w wątpliwość jego wersję wydarzeń? LOL
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:44
                            Napisalam juz powyzej co sadze o wyprowadzce z WLASNEGO domu donikad.
                            • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:49
                              Ale co to ma do rzeczy w kwestii winy za rozpad związku?
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:30
                                Wine ponosi zona, skoro tak, to niech ona sie wyprowadza.Z jakiej racji ma robic to facet?
                      • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:59
                        Jak pan loli zacznie przeżywac, to lola bardzo chetnie weźmie dzieci pod pachę i ułatwi panu terapię (za pomocą młodych piersi kochanki) traumy po nieudanym związku w starym gniazdku. Bo lola jest taka empatyczna, rozsądna i rozumiejąca. No jakże to tak, żeby biedny miś musiał narazać się na problemy lokalowe, skoro problem zmiany żony wystarczająco dał mu w kość big_grin
                        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:07
                          cosmetic.wipes napisała:
                          > Jak pan loli zacznie przeżywac, to lola bardzo chetnie weźmie dzieci pod pachę
                          > i ułatwi panu terapię (za pomocą młodych piersi kochanki) traumy po nieudanym
                          > związku w starym gniazdku. Bo lola jest taka empatyczna, rozsądna i rozumiejąca
                          > . No jakże to tak, żeby biedny miś musiał narazać się na problemy lokalowe, sko
                          > ro problem zmiany żony wystarczająco dał mu w kość big_grin

                          Mało tego - będzie przyjeżdżać panu gacie i skarpetki prać w ramach samobiczowania, że taką złą żoną dla biednego misia była big_grin
                        • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:26
                          Problemem jest zachowanie zony doprowadzajace do rozpadu zwiazku, a nie finał ten całej sytuacji- moze nad tych sie pochylic zamiast kpić?
                          • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:40
                            Ależ przecież właśnie pochylam się nad finałem. Związek się rozpadł, nieważne dlaczego. Jeśli są dzieci to trzeba o nich pomyśleć. Rozwód jest dla nich wystarczającym dramatem, dlatego należy im oszczędzić przynajmniej przejść z przeprowadzką, więc powinny zostać w swoich pokojach. Kochanka ojca jest dla nich obcą osobą, jeśli związek tatusia jest świeży to głupotą byłoby zmuszać dzieci do mieszkania z jego nową kobietą. Zatem jeśli tatuś ma nową kochankę i chcę się obok niej budzić i obok niej zasypiać, a przy tym ma jakikolwiek wzgląd na dobro dzieci to powinien pogodzić się z faktem, że dzieci wraz z matką zostaną w dotychczasowym mieszkaniu, a on będzie sobie wił nowe gniazdko.
                            • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:46
                              Związek się rozpadł, nieważne d
                              > laczego

                              Alez to własnie jest w tym najwazniejsze.A dzieci juz wystarczajaca cierpia przez matke, która nie potrafi byc zona.
                              • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:49
                                lola211 napisała:
                                > A dzieci juz wystarczajaca cierpia przez matke,
                                > która nie potrafi byc zona.

                                No teraz to pojechałaś big_grin Rozumiem, że tatuś nie krzywdzi dzieci będąc złym mężem? Nie nie - misio usprawiedliwiony z wszystkiego jak fiut niezaspokojony big_grin
                                • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:30
                                  Az czego wyczytales, ze on był złym mezem?
                                  • araceli Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 07:25
                                    lola211 napisała:
                                    > Az czego wyczytales, ze on był złym mezem?

                                    Skoro go wyzywała i miała do niego pretencje to na peeeeewno był mężem na medal big_grin

                                    Ach nie! Ty jesteś pewnie z tej frakcji co jak facet powie to święte a babka to kłamie big_grin
                                    • kropkacom Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 07:35
                                      > Ach nie! Ty jesteś pewnie z tej frakcji co jak facet powie to święte a babka to
                                      > kłamie big_grin

                                      Raczej chodzi o to, że realnym życiu stanęła po stronie takiego pana i przyjęła jego wersję wydarzeń. Może to był partner, może brat.
                                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:04
                                        > Raczej chodzi o to, że realnym życiu stanęła po stronie takiego pana i p
                                        > rzyjęła jego wersję wydarzeń. Może to był partner, może brat.

                                        Bo koniecznie musialam na zywo temat przerobic.Inaczej sie nie da.Bzdura.
                                        • kropkacom Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:07
                                          No to napisz jak twoi bliscy i ty kończyliście związki? I tak, opinie nie biorą się z powietrza. Niestety/stety.
                                    • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:05
                                      A jak zona ma podbite oko to na pewno zasłuzyła.
                                      No gratuluje takiego myslenia.
                                      • kropkacom Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:08
                                        Tylko, ze pan nie ma podbitego oka, prawda?
                                      • araceli Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:11
                                        lola211 napisała:
                                        > A jak zona ma podbite oko to na pewno zasłuzyła.
                                        > No gratuluje takiego myslenia.

                                        Ty twierdzisz, że jak pani została zdradzona i porzucona to NA PEWNO sobie zasłużyła / jest winna.
                                        • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:01
                                          Opieram sie na relacji męza.Tylko to jest pewne.Dlaczego mu nie wierzyc? Takie kobiety i takie zony naprawde istnieja.Jesli tak sie zachowywala to tak, jest winna.
                                          • araceli Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 07:57
                                            lola211 napisała:
                                            > Opieram sie na relacji męza.Tylko to jest pewne.Dlaczego mu nie wierzyc?

                                            Bo gdyby za każde 'żona mnie nie rozumie' wypowiedziane przez faceta można było nakarmić dziecko to problem głodu w Afryce by się sam rozwiązał.
                                            • lola211 Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 08:02
                                              Aha, czyli odpowiedzialnosc zbiorowa i wrzucanie wszystkiego do jednego wora.
                                              No to sie nie zrozumiemy, bo ja rozpatruje ten przypadek indywidualnie.
                                              • araceli Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 08:10
                                                lola211 napisała:
                                                > Aha, czyli odpowiedzialnosc zbiorowa i wrzucanie wszystkiego do jednego wora.
                                                > No to sie nie zrozumiemy, bo ja rozpatruje ten przypadek indywidualnie.

                                                Nie - nie zbiorowa. Po prostu logika i prawdopodobieństwo. Ty działasz za to w trybie 'wysoki sądzie ja nie zabiłem teśiowej - ona się sama przewróciła na nóż... i tak 17 razy!' big_grin
                                        • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:17
                                          Ja sie trzymam tego, co przeczytalam.Ty tego co sobie wymyslilas.
                                          • araceli Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 07:53
                                            lola211 napisała:
                                            > Ja sie trzymam tego, co przeczytalam.Ty tego co sobie wymyslilas.

                                            Nie - Ty sobie interpretujesz to co przeczytałaś. Niewygodne fragmenty )pretensje pod adresem pana) w szczególności.
                                            • lola211 Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 08:04
                                              Niewygodne fragmenty )pretens
                                              > je pod adresem pana) w szczególności.

                                              Przytocz, bo serio nie wiem co pominełam.
                                              • araceli Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 08:08
                                                lola211 napisała:
                                                > Przytocz, bo serio nie wiem co pominełam.

                                                Jakie to znamienne - przeczytała tekst ale tylko w zakresie żalów pana big_grin Dobre!
                                    • klamkas Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 21:38
                                      Taaaa... bo nie istnieją ludzie wyzywający innych bez powodu, ot tak, bo muszą się wyżyć (nie twierdzę, że tak jest w tym przypadku).

                                      Ja np. jestem z frakcji, że nie ma świętych i każdy ma swoje za uszami, dlatego teza "facet to świnia" jest nic nie warta wink.
                              • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:51
                                Tatuś znajduje sobie kochankę dla dobra dzieci???
                                • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:31
                                  Tatus znajduje sobie osobe z która chce normalnie zyc.
                                  Tak, to z pewnoscia lepsze dla dzieci niz zycie w rodzinie, gdzie rodzice sie nie cierpią i nie szanuja.
                            • pade Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:29
                              Przyczyna rozpadu związku jest bardzo istotna.
                              Pan miał tkwić przy beznadziejnej żonie bo dzieci?
                              Poważnie wyrzekłybyście się seksu, rozmów, wyjść byleby tylko utrzymać związek, dla dzieci?
                              • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:34
                                Pan powinien rozwieść się dawno temu, skoro było mu zle. A nie wyszukiwać wymówki, żeby odejść do kochanki.
                              • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:59
                                Rozmawiać to można nawet przy robieniu obiadu. Nie wierzę, żeby nie było ku temu okazji w przypadku dwójki ludzi mieszkających razem. Z wyjść razem z mężem owszem byłabym w stanie zrezygnować, wychodziłabym sama. Bez seksu żyć bym nie chciała i to byłby dla mnie powód do rozstania się, chociaż nie wiem jak ta potrzeba będzie u mnie ewaluować z czasem. W każdym razie scenariusz - wyprowadzam się od jednego i od razu wprowadzam do drugiego jawi mi się jako koszmar. Za dużo emocji na raz. Na etapie randkowania, mając dwadzieścia lat zaliczyłam coś w tym stylu i do tej pory mam po tym kaca.
            • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:09
              Uczciwym rozwiązaniem byłoby gdyby pan zakończył niesatysfakcjonujący związek, a dopiero później rozglądał się za nową miłością.
              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:22
                Zwiazek mozna zakonczyc nadal mieszkajac pod jednym dachem.
                Zalezy co kto rozumie przez zakonczenie zwiazku.
                • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:28
                  lola211 napisała:
                  > Zwiazek mozna zakonczyc nadal mieszkajac pod jednym dachem.
                  > Zalezy co kto rozumie przez zakonczenie zwiazku.

                  Można ;zakończyć związek' nie komunikując tego drugiej stronie? Rozumiem, że pan może sobie po ciuchu zakończyć związek, przelecieć inną panią na boku po czym tak samo po ciuchu stwierdzić, że jednak ponownie otwiera związek z żoną? Cieeeeekawe big_grin
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:38
                    Dlaczego zakladasz z góry brak komunikatu?
                    • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:40
                      lola211 napisała:
                      > Dlaczego zakladasz z góry brak komunikatu?

                      Ależ komunikat był przecież: 'Odchodzę do kochanki' big_grin Standarcik.
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:01
                        Komunikaty były juz duzo wczesniej,same awantury i teksty jak chcesz to sie rozwiedz juz nimi sa.
                        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:09
                          lola211 napisała:
                          > Komunikaty były juz duzo wczesniej,same awantury i teksty jak chcesz to sie roz
                          > wiedz juz nimi sa.

                          No więc pan powienien powiedzieć 'tak chcę się rozwieść'. Widać jaj starczyło tylko na kochankę smile
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:26
                            Obstawiam, ze powiedzial nie raz i nie dwa.
                            • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:47
                              lola211 napisała:

                              > Obstawiam, ze powiedzial nie raz i nie dwa.

                              Gdyby powiedział, to chyba by wspomniał o tym w swoim liście, nie sądzisz?
                              Zobacz o ile lepiej wygląda: poznałem nową kobietę w trakcie rozwodu, niż: "odchodzę żono od ciebie do innej laski".
                            • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:52
                              Czemu zatem nie złożył pozwu? Toż to godzina roboty.
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:34
                                Bo np oznaczaloby to podzial majatku, jakies hocki z koniecznoscia sprzedazy lokum,rózne moga byc motywacje.Znam ludzi którzy ze soba nie mieszkaja od lat, a rozwodu nie maja.Bo ta cala procedura wydaje im sie bardziej problematyczna niz stan w jakim zyja.
            • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:16
              > w zwiazku z tym ma porzucic dorobek zycia jak rozum
              > iem.Ma sie wyprowadzic z wlasnego domu dokądś.Oczywiscie płacic alimenty na dzi
              > eci i wynając lokum.

              Pominęłam frazę o złym traktowaniu, bo to jest mantra wszystkich biednych, niezrozumianych misiów.
              Decyzja o odejściu/rozwodzie nie musi wiązać się z "porzuceniem" dorobku. Ponieważ panu jest źle, to trudno wymagać, żeby w związku z jego (urojonym) dyskomfortem ulotniła się małzonka z przychówkiem. Poza tym jak widać jakoś nowa, świeża pani spowodowała, że panu się załączyl motorek w doopce i powyższe dylematy stały się nieznaczące.

              > Bardzo wygodne dla drugiej strony, która robiła wszystko by zwiazek sie rozpadł

              No tak, zawsze winna ta szuja żona - to ona go pchnęła w ramiona kochanki big_grin

              > To wg Ciebie uczciwe rozwiązanie?

              Uczciwe rozwiązanie to formalne zakończenie związku który jest niszczący. Najpierw. Potem z czystym kontem można rozpoczynać nowe zycie. Cała reszta, o której piszesz to tylko szczegóły organizacyjne.
              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:26
                Te szczególy organizacyjne sa najwazniejsze.
                Dla mnie koniec zwiazku nastepuje duzo wczesniej niz formalny rozwód czy wyprowadzka.
                Ja wiem, ze tu solidarnosc jajnikow się ematkom włacza, ale prawda jest taka, ze rozpad wielu zwiazko to duza zasługa kobiet.A ze one jako matki najczesciej chca zostac z dziecmi to i łatwiej im grac rolę biednej porzuconej.
                • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:44
                  Byłoby im znacznie trudniej grać rolę biednej porzuconej, gdyby panowie z małżeńskiego łóżka nie przenosili się wprost od łóżka nowej kobiety.
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:03
                    Jako winne rozpadu związku to one powinny sie wyprowadzic.Ale tego nie robia.Na miejscu faceta tez bym sie nie wyprowadzala w takiej sytuacji.
                    • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:06
                      lola211 napisała:
                      > Jako winne rozpadu związku to one powinny sie wyprowadzic.

                      Taaa... pan misio się pożalił i od razu pani winna smile Jakoś nie przyszło Ci do głowy, że skoro awantury były i pani wyzwizsk używała to może pan misio taki bielusieńki nie był?
                    • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:11
                      Tylko widzisz, żona nie jest winna odejściu do kochanki.
                      Mogła być winna rozpadu związku wcześniej, ale w sytuacji gdy pan ją zdradził i spyla do nowego gniazdka to wina jest po jego stronie. Mógł to załatwić odchodząc wcześniej, kiedy powodem było to, że mu jest źle w związku. Widocznie nie było tak źle skoro wcześniej nie chciał rozwodu. A teraz powodem jest nowa laska po prostu.

                      Nie udawaj że tego nie rozumiesz. Jesteś drugą żoną, taką z zakładki?
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:28
                        Jego odejscie do kochanki to tylko skutek.Przyczyna to zachowanie zony i to jest w tym wszystkim najwazniejsze.
                        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:30
                          lola211 napisała:
                          > Jego odejscie do kochanki to tylko skutek.Przyczyna to zachowanie zony i to jes
                          > t w tym wszystkim najwazniejsze.

                          Oczywiście! Pani przecież powinna być całodobową gejszą, sprzątaczką, pomywaczką, kucharką, opiekunką, lekarzem, psychologiem, kumplem etc.! A zła zołza nie była big_grin Jak śmiała big_grin
                          • memphis90 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:25
                            > Oczywiście! Pani przecież powinna być całodobową gejszą, sprzątaczką, pomywaczk
                            > ą, kucharką, opiekunką, lekarzem, psychologiem, kumplem etc.! A zła zołza nie b
                            > yła big_grin Jak śmiała big_grin
                            Ale wiesz, może w związku naprawdę nieistotny jest błyszczący sedes, koszule wyprasowane bez zagniotka, odkurzane codziennie dywany, rączniczki do rąk prane po jednym użyciu i pościel zmieniana co trzy dni? Może wystarczy chwila na zwyczajną rozmowę i raz na jakiś czas trochę seksu (bez "jestem taka zmęczona, bo cały dzień myję podłogi, pucuję sedesy, piorę firanki co tydzień, gotuję trzydaniowe eko-obiady z ekologicznych kur przywiezionych od rolnika 40km od miasta i zmieniam pościel codziennie")? Cały problem w tym, że dajemy to, czego druga strona nie chce/nie potrzebuje, a nie dajemy tego, co powinniśmy.
                            • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:28
                              memphis90 napisała:
                              > Cały problem w tym, że dajemy to, czego druga str
                              > ona nie chce/nie potrzebuje, a nie dajemy tego, co powinniśmy.

                              Ale tu jest tylko jedna strona - pan i jego potrzeby. 'Pan nie dostał' a żona co dostała? Dzieci?
                            • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:43
                              Oczywiście rozmowa jest bardzo istotna, ale nie fantazjuj, że pani zamieniła ją na codzienne odkurzanie i pościel co trzy dni. Pełen etat i dwójka dzieci w wieku poniżej 10 lat, plus mąż, który "zapewnia byt" więc z domowych obowiązków czuje się zwolniony i nie trzeba codziennie odkurzać i zmieniać firanek, żeby mieć zajęcie od szóstej rano do przynajmniej dziewiętnastej. A rozmawiać nie trzeba w restauracji - można rozmawiać gotując razem posiłek, albo będąc z dziećmi na spacerze.
                              • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:18
                                Ale priszczilla, problem jest przedstawiany przez niektóre forumki (vide araceli) w kolorach czarno - białych. I na to większość się z was nabiera. Ale żadna z was nie dostrzega zupełnie szarości, które przecież mają różne odcienie. Zauważ, że w tej chwili dyskusja, choć na podstawie tekstu (OK, jednostronnego i usprawiedliwiającego się przez pana), to tak naprawdę z tym tekstem niewiele ma wspólnego, same wyobrażenia - albo dobre, albo złe. Nic poza. Zero środka.
                                • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:22
                                  Zakładając (dla ułatwienia dyskusji), że pan napisał samą prawdę i pani była z tych najgorszych, a on kryształowy - najpierw się kończy jeden związek, a potem zaczyna drugi. Tu nie ma miejsca na odcienie szarości.
                                • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:41
                                  Jaki problem? Dopóki się mieszka z partnerem to się nie szuka nowej miłości, a jak się jakieś romantyczne zainteresowanie na horyzoncie pokaże to się zapisuje jego numer w kajeciku, rozwiązuje rodzinną układankę i jako wolny człowiek zaczyna się dopiero nową romantyczną znajomość. Jeśli się nie zachowa takiej kolejności to można sobie narobić sporych kłopotów, można np. zrobić dziecko żonie, od której się zamierza odejść. W drugą stronę (czyli wiążąc się z zajętym człowiekiem) też się sporo ryzykuje.
                                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:37
                                    Co ma do tego wspolne mieszkanie? Ludzie po rozwodach wspolnie mieszkaja, bo nie maja innego wyjscia- wspolne mieszkanie nic nie znaczy.
                                    Jakbym za winnego uwazala partnera to bym oczekiwala,ze to on sie wyprowadzi.Bo ja niby z jakiej racji? Nie dosc ze mi zycie utrudnia to jeszcze mam mu zostawiac chałupe? A w zyciu.
                                    • echtom Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:22
                                      > Jakbym za winnego uwazala partnera to bym oczekiwala,ze to on sie wyprowadzi

                                      To chyba norma, że za winnego uważa się partnera smile Czyli każdy facet, który dla nowej pani porzuca żonę, powinien ją wraz z dziećmi wyrzucić z mieszkania? Nieźle dajesz w tym wątku smile
                                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:16
                                        Porzuca zone, która rozłozyła zwiazek.To ona jest winna temu,ze im nie wyszło.Znalazł kogos na jej miejsce wyłacznie dlatego, ze z nia nie dało sie zyc.Zwiazek nie rozpadł sie dlatego, ze on sobie kogos znalazł, tylko duzo wczesniej z winy zony.
                                        Czyli każdy facet, który dl
                                        > a nowej pani porzuca żonę, powinien ją wraz z dziećmi wyrzucić z mieszkania?
                                        Nie, mowa jest tylko o tych którzy maja tego typu zony.
                                        • echtom Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 09:34
                                          > Nie, mowa jest tylko o tych którzy maja tego typu zony.

                                          Lola, każdy facet odchodzący od żony tak to sobie racjonalizuje smile
                                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 09:41
                                            Co to znaczy- każdy? Nie ma tak.Kazda sytuacja jest inna.
                                            Poza tym- chcesz powiedziec,ze nie ma zwiazkow, gdzie winna jest faktycznie jedna ze stron? Czy to kobieta czy mezczyzna?
                                            Bo ja uwazam, ze takich zwiazkow jest skoro.Jedno w porzadku, a drugie toksyczne.
                                            • iwles Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 11:15
                                              Lola, ilu znasz facetów po rozwodzie, którzy otwarcie (i w sądzie, i wśród znajomych) powiedzieli:
                                              "rozwiodłem się z żoną, bo znalazłem kochankę, ale żona była wspaniałą żoną, nie mam jej nic do zarzucenia".
                                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 22:43
                                                Gdyby nie mial nic do zarzucenia to by nie szukał kochanki-pomijajac przypadki nalogowych popychaczy.
                                                Ja rozpatruje przypadek, gdy wina kobiety jest ewidentna.
                                              • klamkas Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 22:53
                                                Nikt tak nie powie, bo człowiek szczęśliwy z związku nie miewa romansów. To dlaczego jest nieszczęśliwy to inny temat. Ale kochanki nie szuka się ze szczęścia, tylko z powodu jakichś braków (bywa, że osobistych, a nie u żony). Zdrady biorą się z deficytów, a nie nadmiaru szczęścia.
                                          • klamkas Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 22:50
                                            Niestety - istnieje jakiś procent, który odchodzi od żony z takiego powodu, ale od razu jest wrzucany do wora z tymi, którzy mają kryzys wieku średniego/znudzili się/zmęczyli obowiązkami. Niestety w opinii wielu kobiet mężczyzna nie ma prawa czuć się w związku zaniedbany (jakkolwiek, z zasady powinien odmawiać zdrowaśki do końca życia, bo któraś go zechciała).
                                          • kotradykcja Re: Druga strona medalu. 06.06.16, 10:38
                                            "Lola, każdy facet odchodzący od żony tak to sobie racjonalizuje smile"
                                            Uściślijmy - KAŻDY CZŁOWIEK odchodząc od partnera racjonalizuje sobie na zasadzie "to nie moja wina" lub "to nie do końca moja wina"
                        • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:38
                          lola211 napisała:

                          > Jego odejscie do kochanki to tylko skutek.Przyczyna to zachowanie zony i to jes
                          > t w tym wszystkim najwazniejsze.
                          >

                          Aha, no to już wszystko rozumiem.
                        • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:44
                          Lolu, twój mąż na pewno jest przeszczesliwy, skoro wie że może odejść do kochanki a ty i tak winę weźmiesz na siebie
                          I dobrowolnie będziesz płacić mu alimenty w ramach rekompensaty big_grin
                          • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:45
                            cosmetic.wipes napisała:

                            > Lolu, twój mąż na pewno jest przeszczesliwy, skoro wie że może odejść do kocha
                            > nki a ty i tak winę weźmiesz na siebie
                            > I dobrowolnie będziesz płacić mu alimenty w ramach rekompensaty big_grin

                            Brak odpowiedzi na moje pytanie może świadczyć o tym, że on ma już doświadczenie w takim manewrze.
                            • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:49
                              Nie,nie ma.
                              Zreszta-nigdy nie był zonaty.A ja nigdy za mąz nie wyszłam.
                              • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:51
                                lola211 napisała:
                                > Nie,nie ma.
                                > Zreszta-nigdy nie był zonaty.A ja nigdy za mąz nie wyszłam.

                                I rozumiem, że nie będąc żoną żadna przyzwoitość wobec drugiej strony związku Cię nie obowiązuje? Partner wie o tym czy sam ku..wi się na boku w najlepsze?
                                • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:39
                                  Gdybym miala na porzadku dziennym awantury, fochy, durne zachowania to bym sie z lojalnosci sama zwolniła.Bo niby wobec kogo? Kogos, kto celowo niszczy związek?
                                  • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 22:26
                                    lola211 napisała:

                                    > Gdybym miala na porzadku dziennym awantury, fochy, durne zachowania to bym sie
                                    > z lojalnosci sama zwolniła.Bo niby wobec kogo? Kogos, kto celowo niszczy związe
                                    > k?


                                    Ta tylko pani tez moze uznać zachowanie pana za powód rozpadu związku , fochy bo nie poszli na kolacje ,foch bo ona do seksu niegotowa kiedy mu sie chce.
                                    I równie dobrze pani moze uważać ze to pan jest powodem rozpadu związku, wiec kto ma sie wyprowadzić skoro każde obwinia to drugie?
                                    • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:03
                                      No wiec wlasnie- zadne nie bedzie sie poczuwalo do wyprowadzki.To skad ten postulat ematek,ze powinien to zrobic facet?
                                      • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 11:02
                                        No wiec wlasnie- zadne nie bedzie sie poczuwalo do wyprowadzki.To skad ten postulat ematek,ze powinien to zrobic facet?


                                        Dlatego ze facet znalazł sobie kochankę.
                                        I to z nia ma budować przyszłość.
                                        No chyba nie myślisz ze kochanka wprowadzi sie do mieszkania małżeńskiego.

                                        I moge przyznać ze można ze sobą mieszkać nawet po rozwodzie .
                                        Tylko trzeba to rozwiązać powiedzieć zonie/mężowi nie chce byc z toba .

                                        W mojej rodzinie był przypadek, mieszkanie na kredyt niepełnosprawne dziecko, i rozwód.
                                        Mieszkali razem płacili rachunki pol na pol, on dorzucał sie do jedzenia ,leków dla dziecka i innych potrzeb.
                                        Jedzenie gotowali oddzielnie. Dyżury do sprzątania .
                                        On miał jeden pokój ,ona drugi ,dziecko trzeci.

                                        Po jakimś czasie sie zeszli, facet po prostu zobaczył co to znaczy opieka i obowiązki , bo wcześniej tylko praca była dla niego ważna, a od rozwodu dzielili wizyty u lekarzy pol na pol.
                                        Tez miał podejście jak pan z artykułu.
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:48
                            Sęk w tym,ze ja sie nie zachowuje w opisany w artykule sposób.
                            • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:49
                              Tobie się tak zdaje. Twojemu mężowi może się za chwile zdawać wręcz odwrotnie big_grin
                            • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:50
                              lola211 napisała:

                              > Sęk w tym,ze ja sie nie zachowuje w opisany w artykule sposób.
                              >
                              >

                              A to by trzeba zapytać Twojego faceta. Najlepiej w sytuacji gdy będzie zauroczony w kimś innym - percepcja może się zmieniać.
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:41
                                Aha, czyli pan sobie wymyslil
                                Gdyby autorka wynurzen była kobieta nikt by nie podwazał jej oceny związku.
                                • kotradykcja Re: Druga strona medalu. 06.06.16, 10:46
                                  "Aha, czyli pan sobie wymyslil
                                  Gdyby autorka wynurzen była kobieta nikt by nie podwazał jej oceny związku."

                                  Dokładnie tak to wygląda na ematce big_grin I nie tylko, żeby być sprawiedliwą.
                                  Historia taka:
                                  Pan i pani, małżeństwo 10 lat.
                                  Ona przez 8 lat regularnie go zdradzała. Bo "czegoś jej brakowało". Oczywiśnie nie wpadło jej do główki żeby uczciwie odejść od męża, bo nie chciała "rozwalać rodziny".
                                  Przez te lata przyjaciółki zapewniały jej alibi na spotkania z kolejnymi kochankami (ach ta babska solidarność!).
                                  Przez cały ten czas pan coś tam przeczuwał, ale kochał żonę i dziec,i i nie chciał tracić nadziei, że jednak są w jakiś tam sposób szczęśliwą rodziną.
                                  Po 8 latach pan się zakochał w innej.
                                  Pani żona się dowiedziała, zrobiła panu jesień średniowiecza. Wypieprzyła z domu, ukróciła kontakty z dziećmi (na szczęście na krótko, bo dzieci w miarę podrośnięte i swoje zdanie miały o sytuacji),w sądzie rypała go jak burą sukę, robiła z niego najgorszego drania.
                                  Na pytanie dlaczego tak się zachowuje, przecież to ona go zdradzała przez 8 lat odpowiedziała "ale ja go nie zostawiłam, nie rozwaliłam rodziny!". Lgika smile

                                  Zatem - najgorsze co może zrobić facet to nie mieć kochankę, ale odejść od żony. Bo to się nazywa, że "rodzinę porzuca", "nie ma jaj" . "nie szanuje matki swoich dzieci" i takie różne.
                                  A żona jak ma kochanka, widocznie ma powód, bo "facet nie ma jaj" i "nie potrafi o żonę zadbać" i ona po prostu zasługuje na coś lepszego.
                          • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:50
                            Ja po zaciętości loli w obronie skrzywdzonego misia, raczej wnioskuję, że sama wyjęła żonatego. Bo żadnego innego sensownego wyjaśnienia nie widzę.

                            O ile jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że zona nie była święta i być może miała swój wkład w rozpad związku, o tyle pan jak dla mnie stracił całkowicie wiarygodność, zwalając całe zło tego świata wyłącznie na żonę, a z siebie robiąc absolutnie niewinną leliję. No sorry, ale takie bajki, to może wciskać naiwnej kochance, która to łyknie jak pelikan, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia.
                            • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:53
                              > Ja po zaciętości loli w obronie skrzywdzonego misia, raczej wnioskuję, że sama
                              > wyjęła żonatego. Bo żadnego innego sensownego wyjaśnienia nie widzę.

                              Albo od małego była hodowana na gejszę - jest cichutka, misia nie zamęcza swoimi oczekiwaniami i usłuznie wykonuje wszelkie obowiązki. Do tego ciągle się uśmiecha i uprawia seks na żyrandolu big_grin
                              • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:55
                                Albo jest zwyczajnie głupia jak but.
                            • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:44
                              Skoro tylko to ci przychodzi do głowy to znak,ze ciezko u ciebie z wlasciwym wnioskowaniem, no ale czego wymagac od osoby ktora nie potrafi dyskutowac na poziomie.
                        • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:55
                          lola211 napisała:

                          > Jego odejscie do kochanki to tylko skutek.Przyczyna to zachowanie zony i to jes
                          > t w tym wszystkim najwazniejsze.
                          >
                          big_grin odszedl do kochanki bo znalazl taka ktora go zechciala. W przeciwnym przypadku siedzialby z ta 'koszmarna' zona czekajac na okazje z tym ze trzymalby przed zona ten fakt w tajemnicy. Zachowanie typowego tchorza,ale po tych powodach ktore podal nie dziwi.
                        • karrioka Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:51
                          no ton trzeba było myśleć właśnie i się rozwieść wcześniej, zanikm kochanka się pojawiła. Wtedy sąd prawdopodobnie rozważałby, czy z winy żony.

                          Jak ktoś odchodzi do kochanki/kochanka to czemu się dziwi? Wszystko można mądrze sobie zorganizować, jeżeli się myśli.
                • langsam Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 08:34
                  Koniec związku może nie wiązać się z formalnościami prawnymi, ale u przyzwoitych ludzi musi wiązać się z jednoznacznym komunikatem i praktycznymi ustaleniami.
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:02
                    Awantury, wyzwiska i przyzwoitosc.Nie kłoci ci sie to?
      • jatojagodnik Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:21
        Mój ex na taki wyrzut stwierdził, że tak to tylko w filmach ludzie sie rozstają smile I że taka nieżyciowa jestem, że tak bym wolała. I że tez się ze mną męczył niemiłosiernie a nowa panna o 18 lat młodsza nic z rozwodem nie miała wspólnego big_grin
        • aneta-skarpeta Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:53
          Oj mój też niezłe historie o mnie opowiadał. Taki był biednymi niezrozumiały. Stara śpiewa. Ziew.
    • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 06:03
      Żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią, ale z odejściem poczeka na nastepną gałąź. Biedny misio.
      • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:38
        No biedny, a dwójkę dzieci św Mikołaj pod choinkę przyniósł albo z niepokalanego poczęcia są.
        • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:40
          Mało to dzieci sie rodzi w zwiazkach ktore sa beznadziejne?
          • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:50
            Ale jednak żeby się rodziły, trzeba uprawiać seks smile
            • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:09
              Owszem, tylko ze to nie znaczy iz ten seks nie jest mocno sporadyczny oraz ze jest fajny.
              • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:14
                Oczywiście, pan spłodził dziecko chociaż orgazm tylko udawał.
                • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:20
                  Zwłaszcza, że pan nie pisał, że seks był kiepski, tylko o białym małżeństwie i braku seksu w ogóle.
                  Oj mylę, że ta wredna żona nieźle by się zdziwiła jak by poznała wersję ex męża big_grin
                • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:29
                  Orgazm u faceta nie musi oznaczac fajnego seksu, kobietom jest zdecydowanie trudniej go uzyskac.
                  • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:07
                    Ale oznacza seks, a seks oznacza, że związek z żoną się nie rozpadł, więc jeśli pan ma kochankę, to żonę zdradza.
                    • memphis90 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:31
                      Ale doczytałaś, że małżeństwo rozpada się po 10 latach, więc dzieci są raczej starsze niż młodsze? Mało seksu było w okolicach ciąży i wychowywania osesków, czy i ile seksu jest aktualnie- nie wiadomo. Może raz dziennie i panu to jest mało, a może nie ma go wcale i pan rzeczywiście ma powód do narzekań.
                      • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:38
                        memphis90 napisała:

                        > Ale doczytałaś, że małżeństwo rozpada się po 10 latach, więc dzieci są raczej s
                        > tarsze niż młodsze? Mało seksu było w okolicach ciąży i wychowywania osesków, c
                        > zy i ile seksu jest aktualnie- nie wiadomo.

                        starsze dzieci to sa w wieku 15-17 lat a i to nie jest dobry moment na rozwalanie im zycia tylko dlatego ze zona ma niskie libido i martwi sie finasami gdy maz sie skarzy jak mu zle w pracy.
                        10 lat malzenstwa oznacza ze dzieci sa male. Jestem mezatka 14 lat (w zwiazku dluzej) dzieci maja 12 i 8 - zrobilabym wszystko co mojej mocy byle nie rozwalac im zycia a juz np noe z powodow ktore podal ten facet. Pierd...ny egoista i tyle.
                        • zuleyka.z.talgaru Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 16:56
                          Tej, ale jak żonka męża ma w dupie to jest ok? Mam nadzieję, że moi synowie będą gejami, bo w związkach hetero cokolwiek nie zrobią to będą mieli przesrane...zawsze na przegranej pozycji w społeczeństwie.
                          • 18lipcowa3 Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 17:05
                            Mam nadzieję, że moi synowie będ
                            > ą gejami,


                            Pogieło cie zdrowo.
                            • zuleyka.z.talgaru Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 17:08
                              Jak wychowujecie córki tak, że mogą facetami pomiatać i oczekiwać, że on będzie zawsze ich podnóżkiem to sorry, wolę żeby byli gejami wolnymi od takich suk smile
                • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:38
                  05.08.15, 10:14
                  Oczywiście, pan spłodził dziecko chociaż orgazm tylko udawał.

                  No albo go zgwałciła tabletkę gwałtu dała big_grinbig_grinbig_grin
    • kropkacom Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:04
      Rozumiem opcji aby najpierw się rozwieść, a potem szukać miłości pan nie przewidział. W takich tekstach brakuje mi też słów o zaangażowaniu pana na przykład w rodzicielstwo. Nie o jego chęci opieki nad dziećmi po rozwodzie. I to właśnie różni go od większości kobiet. Oczywiście wiem, że zaraz ktoś napisze, że pani mu nie pozwalała w dzieci się angażować. Jednak chyba jako kobiety i matki wiemy, że to nie jest prawda.
      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:07
        Osobiscie bym wolała,aby pan sie wyprowadził do innej i dopiero występował o rozwód niz zyc z nim pod jednym dachem w trakcie trwania procesu rozwodowego.
        Rozwód to tez podział majatku,byc moze koniecznosc sprzedazy mieszkania - co wówczas robi taka matka z dziecmi?Gdzie mieszka?
        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:10
          lola211 napisała:
          > Osobiscie bym wolała,aby pan sie wyprowadził do innej i dopiero występował o ro
          > zwód niz zyc z nim pod jednym dachem w trakcie trwania procesu rozwodowego.

          Ale jakby sobie szukał nowej miłości i zdradzał na boku to byś wolała, żemy mieszkał z Tobą?
          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:12
            Skoro emocje sie wypaliły to nie byłoby juz zadnej zdrady, niech sobie robi co chce i z kim chce.
            • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:15
              lola211 napisała:
              > Skoro emocje sie wypaliły to nie byłoby juz zadnej zdrady, niech sobie robi co
              > chce i z kim chce.

              Błahahahaha big_grin Dobre! Każdemu zdradzającemu 'emocje się wypaliły' - uczciwość na zakomunikowanie tego drugiej stronie widocznie też big_grin
              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:30
                A druga strona slepa i nie ma pojecia ze tak sie zadzieje? Skoro w zwiazku jest tak beznadziejnie to chyba zdaje sobie sprawe w jakim kierunku to zmierza?
                • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:34
                  lola211 napisała:
                  > A druga strona slepa i nie ma pojecia ze tak sie zadzieje? Skoro w zwiazku jest
                  > tak beznadziejnie to chyba zdaje sobie sprawe w jakim kierunku to zmierza?

                  Panu jest beznadziejnie (po ciuchu) a pani jest ok. Czego nie rozumiesz?
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:50
                    A pani robiac awantury z wyzwiskami uwaza,ze zwiazek jest super i panu jest dobrze.I jest zaskoczona i pokrzywdzona.
                    Co za pokretna logika.
                    • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:52
                      lola211 napisała:
                      > A pani robiac awantury z wyzwiskami uwaza,ze zwiazek jest super i panu jest dob
                      > rze.I jest zaskoczona i pokrzywdzona.

                      Ależ nie! Pani nigdy nie powinna podnosić głosu! Pani nigdy nie powinna się niczego domagać tylko poświęcić swe życie zaspokajaniu potrzeb męża. Wysłuchiwać, wspierać, masować stópki, usuwać pyłki z drogi big_grin
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:11
                        Awantury, wyzwiska, brak szacunku dyskwalifikuja związek.
                        Nikt nie wymaga poswicen, chodzio normalne partnerskie zachowanie.
                        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:14
                          lola211 napisała:
                          > Awantury, wyzwiska, brak szacunku dyskwalifikuja związek.

                          No więc związek trzeba ZAKOŃCZYĆ a nie szykać kochanki. Proste?
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:31
                            Ciagle wracam do tego- co to znaczy zakonczyc zwiazek? Wyprowadzic sie,rozwiesc? Dla mnie nie ma takiej koniecznosci.
                            • beataj1 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:48
                              Oczywiście że nie ma takiej konieczniści. Jeśli obie strony sa w stanie wymyślić rozsądny kompromis to może to jako tako funkcjonować.
                              Pytanie zasadnicze brzmi - czy żona wiedziała że jest między nimi tak źle i że pan jest taki uciśniony. Czy może została całkowicie zaskoczona sytuacją i dowiedziała się o katastrofalnym stanie związku w momencie gdy pan przedstawił kochanke...
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:50
                                Czy może została całkowicie zaskoczona sytuacją i dowi
                                > edziała się o katastrofalnym stanie związku w momencie gdy pan przedstawił koch
                                > anke...

                                To by o niej fatalnie swiadczyło.Ze zwiazek pełen chamstwa,bez seksu,bez szacunku uznaje za normalny.
                                • beataj1 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:06
                                  Och prosze cie a ile to jest kobiet które dowiadują się że zyją z związku bez seksu z głęboko nieszczęśliwym facetem bez zrozumienia i porozumienia dusz dopiero w momencie gdy pan przyprowadza do domu nową niesmiganą panią która mu ten seksik i porozumienie dusz zapewnia.
                                  A tymczasem jak się dokładniej dopyta to okazuje się że seks i owszem był tylko ten nowy z nową panią jest fajniejszy. A i porozumienie by się znalazło - tylko się opatrzyło.

                                  Przecież tekst "żona mnie nie rozumie i nie sypiamy ze sobą" to klasyka gatunku.
                                  • echtom Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:42
                                    > Och prosze cie a ile to jest kobiet które dowiadują się że zyją z związku bez seksu z głęboko nieszczęśliwym facetem bez zrozumienia i porozumienia dusz dopiero w momencie gdy pan przyprowadza do domu nową niesmiganą panią.

                                    I w ogóle zawsze były beznadziejne, nie dbały o dom i tak irytująco siorbały herbatę wink Ile razy słyszę takie historie, zdumiewa mnie ich podobieństwo, jakby wszyscy z jednego scenariusza zrzynali. Parę lat temu syn znajomej doznał objawienia, z jaką to straszną kobietą przeżył 10 lat swojego życia - tylko dziwnym zbiegiem okoliczności w parę miesięcy później brał ślub z inną.
                                • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:11
                                  Czemu tylko o niej fatalnie to świadczy??? Przecież on tkwił w tym związku tak samo jak ona.
                            • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:42
                              Ciagle wracam do tego- co to znaczy zakonczyc zwiazek? Wyprowadzic sie,rozwiesc? Dla mnie nie ma takiej koniecznosci.


                              POWIEDZIEĆ zono nasz związek jest fatalny nie chce z toba byc.
                              Od tej chwili oboje jesteśmy wolni...

                              Moze sie wyprowadzić z sypialni do salonu, lub dogadać sie z żona kto jaki pokój zajmuje.
                              Z racji posiadania dzieci nie chce sie wyprowadzić chce byc blisko nich, ale małżeństwem juz nie jesteśmy.
                • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:37

                  bo może w tym związku nie było tak beznadziejnie, jak pan to przedstawia ?
                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:51
                    Tak to sobie mozna zawsze gdybac i usprawiedliwiac.Zamien ich miejscami- od razu byłaby usprawiedliwiona.
                    • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:16
                      lola211 napisała:

                      > Tak to sobie mozna zawsze gdybac i usprawiedliwiac.Zamien ich miejscami- od raz
                      > u byłaby usprawiedliwiona.

                      Przez Ciebie?
                      Żadna zdrada nie jest usprawiedliwiona.
                      I nikt nie twierdzi że związek był super. Tylko że dopóki istnieje to zdrada jest świnstwem.
                      Widać panu zabrakło jaj żeby zakończyć małżeństwo przed wskoczeniem do nowego łóżka. Albo bał się że nie znajdzie, albo wcale tak źle nie było.
                      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:32
                        Zdrada to jest wtedy jkak zwiazek jest fajny, druga strona w porzadku, a szuka sie wrazen.
                        W takim zwiazku, który sie juz skonczył, jest w beznadziejnej kondycji trudno mówic o zdradzie.Tez zwiazek i tak juz nie istnieje.
                        • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:40
                          lola211 napisała:

                          > Zdrada to jest wtedy jkak zwiazek jest fajny, druga strona w porzadku, a szuka
                          > sie wrazen.
                          > W takim zwiazku, który sie juz skonczył, jest w beznadziejnej kondycji trudno m
                          > ówic o zdradzie.Tez zwiazek i tak juz nie istnieje.

                          A to nawet zgrabne. Czyli wystarczy przed zamoczeniem siusiaka powiedzieć sobie w głowie: żono, nasz związek nie istnieje?
                          Czy żona jednak powinna być wtajemniczona w fakt, że związek przestał istnieć?
                        • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:46
                          lola211 napisała:

                          > Zdrada to jest wtedy jkak zwiazek jest fajny, druga strona w porzadku, a szuka
                          > sie wrazen.
                          > W takim zwiazku, który sie juz skonczył, jest w beznadziejnej kondycji trudno m
                          > ówic o zdradzie.Tez zwiazek i tak juz nie istnieje.

                          Malzenstwo zakonczone jest wtedy gdy rozwod zostal orzeczony. Wczesniej moze byc separacja, w ich wypadku nie bylo. Facet zonaty znalazl sobie mezatke wiec to jest romans a pan zdradza zone. Nierozumiany mis zyjacy bez seksu znalazl sobie pocieszycielke i tyle.
                          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:49
                            To sa tylko formalnosci itechniczne szczególy.
                            Zwiazek przestaje istniec, gdy ludzie sa sobie obcy i maja sie dosc, a czasem tylko jedno ma dosc drugiego.Formalny rozwód nic nie ma do rzeczy.
                            • kropkacom Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 07:10
                              > Zwiazek przestaje istniec, gdy ludzie sa sobie obcy i maja sie dosc, a czasem t
                              > ylko jedno ma dosc drugiego.Formalny rozwód nic nie ma do rzeczy.

                              Wraz z długotrwałym związkiem, małżeństwem rozpad tegoż to jednak bardziej skomplikowana sprawa niż próbujesz to przedstawić. I o ironio, ten list pana z pierwszego postu jest tego dowodem. Nie wiem skąd czerpiesz doświadczenia, ale po prostu nie masz racji.
                            • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 10:38
                              lola211 napisała:

                              > To sa tylko formalnosci itechniczne szczególy.
                              > Zwiazek przestaje istniec, gdy ludzie sa sobie obcy i maja sie dosc, a czasem t
                              > ylko jedno ma dosc drugiego.Formalny rozwód nic nie ma do rzeczy.

                              Różne są definicje kończenia związku. Ja na przykład uważam, że absolutne minimum to chociaż komunikat: Stara, to koniec, nie mam siły walczyć o ten związek. Jak ustalamy z dziećmi i majątkiem?

                              U ciebie wystarczy żeby było źle i już można się puszczać na boki, bo to przecież nie zdrada (dosłownie tak napisałaś), a związek przecież nie istniał bo ona mu awantury robiła.

                              Nie pojmuję jak ty to sobie umiesz zracjonalizować, ale domyślam się, że na forum nie wypada przyznać się do tego że się zagalopowałaś i dlatego brniesz w bzdury.
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:10
                                Dokładnie tak mysle jak napisalam.Inni moga miec inne zdanie, ja pozostaje przy swoim.
                            • dziennik-niecodziennik Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 11:08
                              > Zwiazek przestaje istniec, gdy ludzie sa sobie obcy i maja sie dosc, a czasem t
                              > ylko jedno ma dosc drugiego.

                              i co, i to wystarczy? to znaczy że jak ja mam dość męża i czuję że stał mi sie obcy to juz mogę lecieć i szukac sobie kogoś innego? i to jest OK, i nikt nie moze miec do mnie pretensji? i mój mąż nie powinien sie czuc nawet zdziwiony? on co prawda czuł ze sie popsuło miedzy nami, ale uwaza ze jeszcze jest o co powalczyc, ze jeszcze moglibysmy spróbowac - no ale przeciez ja juz mam go dosc, wiec to ze sie przeprowadzam do innego faceta to najzupełniej normalna rzecz?...
                              wiesz, mi sie zawsze wydawało że jak juz ktoś ma drugiej osoby dosc i chce zakonczyc związek to najpierw to KOMUNIKUJE swojemu dotychczas partnerowi. chocby najprostsze "mam dosc, odchodze".
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:08
                                > i co, i to wystarczy? to znaczy że jak ja mam dość męża i czuję że stał mi sie
                                > obcy to juz mogę lecieć i szukac sobie kogoś innego?

                                A z jakiego powodu nie? Na co czekac?
                                > wiesz, mi sie zawsze wydawało że jak juz ktoś ma drugiej osoby dosc i chce zako
                                > nczyc związek to najpierw to KOMUNIKUJE swojemu dotychczas partnerowi. chocby n
                                > ajprostsze "mam dosc, odchodze".
                                Tia, odchodze.Gdzie- pod most? Rzucasz dorobek zycia i ot tak po prostu sobie idziesz.Uwazajac w dodatku drugą stronę za winowajce i sprawce twoich problemów.
                                Mnostwo ludzi nie stac na to.Po prostu.Dlatego nadal ze soba mieszkaja, mimo ze nie chca.
                                Pojda,jak znajda kogos, z kim beda mogli prowadzic wspolne gospodarstwo domowe.
                                Proza zycia.
                                • dziennik-niecodziennik Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 11:29
                                  nie, nie "odchodzę, wyproadzam się", tylko "odchodze od Ciebie, nie ma nas, nas związek to przeszłośc".
                                  bez takiego komunikatu to nie jest układanie sobie życia na nowo, tylko po prostu zdrada.
                                  uważas ze ci wszyscy panowie ktorzy głusza swoje kochanki tekstami "nasze małżeństwo nie istnieje, nie odchodze tylko dla dobra dzieci" - po czym zrywają z kochankami i wracają do żon - to co? układają sobie życie czy raczej szukają wrażeń?
                                  wreszcie - jak Ty różnicujesz zdrade od zakonczenia związku?...
                                  • lola211 Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 22:48
                                    Zdrada to jest wtedy, gdy związek jest wydawaloby sie w porzadku, a tu druga strona wywija taki numer.Gdy zwiazek kuleje i nic sie na lepsze nie zmienia,rozpad i znalezienie kogos innego do zycia jest naturalna konsekwencja.
                                    • araceli Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 23:04
                                      lola211 napisała:
                                      > Zdrada to jest wtedy, gdy związek jest wydawaloby sie w porzadku,
                                      > a tu druga strona wywija taki numer.

                                      Nie rozumiesz, że żonie tego pana mogło się 'wydawać się', że jej związek jest w porządku?
                                      • zuleyka.z.talgaru Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 16:58
                                        Wyjątkowo upośledzona widocznie była ta jego ex żonka, żeby nie zdawać sobie sprawy, że takim zachowaniem małymi krokami zbliża się ku rozwodowi...
                                        • araceli Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 17:38
                                          zuleyka.z.talgaru napisała:
                                          > Wyjątkowo upośledzona widocznie była ta jego ex żonka, żeby nie zdawać sobie
                                          > rspawy, że takim zachowaniem małymi krokami zbliża się ku rozwodowi...

                                          Ten pan się nie rozwiódł tylko ku.wił na boku.
    • triss_merigold6 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:33
      Ahahahaa...w jednym zdaniu pan pisze że zapewniał żonie byt, a w drugim że żona pracowała.
      Zostawi jej dom, samochod - z majątku wspólnego albo w ogóle okaże się że pani przedslubne dobra.

      Moglabym napisać z 10 takich rzewnych historii z perspektywy panów, każdy twierdził że żona go nie wspiera i nie rozumie.
      • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:42

        no i ta teściowa, wredna, wchrzaniająca się we wszystko. A w drugim zdaniu "mamy dwie życzliwe babcie" big_grin
        • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:09
          Gdzie tu sprzecznosc?
          "zyczliwa babcia" zajmujaca sie chetnie wnukami nie moze byc "wredna tesciowa"?
          • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:20

            jeżeli teściowa krytykuje wszystko, co robię, łącznie z moimi metodami wychowawczymi, i najchętniej ukróciłabym wszelkie kontakty, to sorry, ale honor nie pozwoliłby mi prosić o pomoc.
            No i on nie napisał, że jest dobrą kochającą babcią dla wnuków, tylko, że "babcia jest życzliwa", czyli chętnie pomoże córce i zięciowi.
            • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:40
              Napisal

              "„Może wyjdziemy do kina? Na kolację" proponowałem. Mieliśmy nianię, dwie życzliwe babcie."

              czyli, ze ma kto zaopiekowac sie dziecmi w czasie ich wyjscia.
              I tylko tyle.
              • aneta-skarpeta Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:03
                Jak babcia jest wredna ale zajmuje się wnukami to nie jest życzliwa tylko wpie $/#ajaca się wink
      • brak.polskich.liter Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 12:54
        triss_merigold6 napisała:

        > Zostawi jej dom, samochod - z majątku wspólnego albo w ogóle okaże się że pani
        > przedslubne dobra.

        Tez mnie to zaintrygowalo. Czasami diabel tkwi w szczegolach i okazuje sie, ze "zostawienie wszystkiego" polega na zabraniu swoich gaci i konsoli i wyprowadzeniu sie z mieszkania nalezacego albo do wspolnoty majatkowej (wersja light), albo wrecz do majatku odrebnego wkrotce juz eksi (wersja pro).

        Niedawno znajomy znajomych zalil sie w szerszym gronie, ze "on zostawil zonie wszystko" (rozwod to stosunkowo swieza sprawa). Po czym okazalo sie, ze samochod wchodzil w sklad wspolnoty majatkowej, zas mieszkanie kupili tesciowie. Zonie. Na dlugo przed slubem panstwa, jak by sie kto pytal.
        Laskawca, nieprawdaz.

        Wiec do takich rzewnych historii majacych budowac wizerunek pana, jak sadze, podchodze z duzym dystansem. Osobiscie znam JEDEN przypadek, kiedy pan, odchodzac do nowej pani, faktycznie podarowal ekszonie swoje wlasnie lokum. Bylo to swoista rekompensata i zaplata za milczenie wkrotce juz bylej zony - srodowisko mocno konserwatywne, pan byl osoba publiczna, nie chcial skandalu i wywlekania innych sprawek, a co nieco za uszami mial.

        W wiekszosci przypadkow ludzie jednak dziela wspolny majatek (o ile jest co dzielic) i kazde zabiera swoje wlasne zabawki. Ale "on zostawil jej wszystko" tak szlachetnie brzmi, nie?
    • asia_i_p Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:45
      Że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią ...

      Festiwalu żalów nie doczytałam do końca, bo się nie da. Jak się kogoś kocha, to się pracuje z żywym materiałem, z tym co życie przyniesie, a nie manipuluje w kierunku "ideału związku". Przy tym ta praca czasem oznacza, że trzeba tupnąć nogą aż tynk poleci, a nie cichutko pojęczeć w kąciku, a potem spakować walizki.
      • kamyk.w.skarpecie wątek nastawiony na jatkę 05.08.15, 08:47
        Forumowa celebrytka z nudów "podkłada się" z chwytliwym i dotyczącym jej tematem. Ciekawe ile ematek łyknie haczyk? big_grin
        • cosmetic.wipes Re: wątek nastawiony na jatkę 05.08.15, 08:52
          Ależ to żadne odkrycie, że celebrytka się podkłada. Zbiera materiał do wrzasków o hejcie. Nie mam nic przeciwko, żeby jej w tym pomóc, bliźnim trzeba pomagać big_grin
          • kota_marcowa Re: wątek nastawiony na jatkę 05.08.15, 09:57
            Ja tylko nie rozumiem takiego umartwiania się. Raczej bolesnych spraw wolałabym nie wywlekać.
            Ale co kto lubi, jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu nogi śmierdzą.
    • kalina_lin Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:50
      NIe widzę w linkowanym tekście usprawiedliwienia dla rozpoczynania związku z żonatym facetem. NAtomiast nie dziwię się, że to małżeństwo się rozpadło.
      • triss_merigold6 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:56
        I 10 lat i 2 dzieci pan czekał żeby się określić, biedny miś.
        • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:01
          Frapuje mnie skąd wzięło się drugie dziecko, wszak pani podobnież niedostępna była.
    • default Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 08:52
      Pan zadaje dramatyczne pytanie:
      "Dlaczego kobietę, która odchodzi od męża, bo ją niszczy wszyscy rozumieją?
      Dlaczego nikt nie rozumie mężczyzny, który odchodzi od kobiety, bo ona go niszczy?"


      Może dlatego, że kobieta najczęściej odchodzi od męża właśnie dokładnie i wyłącznie z tego powodu, że on ją niszczy, a nie dlatego że za rogiem czeka już kolejny facet, który ją bardziej kręci.
      I jakoś mam wrażenie, że jeśli kobieta odchodzi bezpośrednio dla i do innego faceta, to po pierwsze : takiego zrozumienia już nie ma, a po drugie : kobiety w takich sytuacjach dużo rzadziej niż faceci dorabiają do zdrady historie "bo mąż mnie nie rozumie i wcale ze mną nie śpi".
      • echtom Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:48
        > I jakoś mam wrażenie, że jeśli kobieta odchodzi bezpośrednio dla i do innego faceta, to po pierwsze : takiego zrozumienia już nie ma, a po drugie : kobiety w takich sytuacjach dużo rzadziej niż faceci dorabiają do zdrady historie "bo mąż mnie nie rozumie i wcale ze mną nie śpi".

        10/10
    • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:03
      Co za wzruszająca historia. Biedny niedźwiadek. Przez 10 lat był nierozumiany, tłamszony i żył w celibacie. I po 10 latach z tej frustracji odszedł... do nowej pani. Popłaczę się. big_grin
    • karrioka Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:22
      Nie raz kończyłam zzwiązki i nie raz wiązałam się z osobą, która związki za sobą miała
      Te związki były absolutnie niesatysfakcjonujące
      Jednak nie przyszło mi do głowy szukać kolejenj osoby w trakcie związku i nie związałabym się z kimś, kto nie ma odwagi cywilnej najpierw coś zakończyć i "narazić się" na samodzielność a potem zacząć szukać nowej miłości

      Nie wspominając o tym, że takie związki z odrzutami polegają dość często na wysłuchiwaniu jak bardzo złą i niekochającą kobietą była eks. Przyzwoity cżłowiek załatwia to u terapeuty, a nie z nową dziewuchą. Czasem też oparte są na reanimowaniu poczucia koalicji next z mężem przeciw eks bo więcej emocji i przeżyć tam nie ma
    • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:23
      big_grinbig_grinbig_grin spodziewalam sie czegos innego a tu typowe skargi biednego misa.
      1. Zazdrosc o dzieci, no typowo, biedny misio przestal byc zauwazany a on przeciez centrum swiata powinien byc, a nie dzieci
      2. Brak seksu, bo ciaza, bo male dziecko, bo zmeczenie ale jednak seks byl skoro druga ciaza powstala,pani sie raczej nie zaplodnila bez zaangazowania pana. No ale pewnie bzyknal raz i od razu w druga ciaze zaszla.
      3. Brak wsparcia, no bardziej typowo juz sie nie da. OnI przeciez zawsze nie sa wspierani, nie sa rozumiani itd....
      4. Rodzice zony, zwlaszcza tesciowa. Babcia dobra zeby wnuki zostawic co by pan mogl do kina albo na impreze z zona wyjsc ale to tyle, potem babcia niech znika.

      Pan znalazl pocieszycielke, takze 'samotna' mezatke i odszedl zanim jeszcze zakonczyl swoj zwiazek. Teraz bedzie sielanka, musi byc, nastepna pani bedzie sie seksic z entuzjazmem kilka razy na dzien, nie bedzie tesciowej, bedzie rozumiec, pocieszac, glaskac po glowie swoje ksiecia, on bedzie w centrum jej uwagi na pewno. Jego dzieci przygarnie pod swoje macosze skrzydla i bedzie je uwielbiac, bedzie je wspierac finasowo i duchowo. big_grin tiaaa, powodzenia
      • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:31
        BTW, przy okazji takich wątków zawsze bardzo się dziwię, że ktokolwiek (w tym wypadku rosa) się na te bajki biednych bezjajecznych facetów nabiera. Jak mi raz na imprezie żonaty facet wyjechał z tekstem, że żona go nie rozumie zaczęłam się śmiać i nie mogłam przestać.
        • karrioka Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:52
          Młode dziewczyny często się nabierają, bo to przecież duża gratyfikacja, że ktoś poważny uznał dzidzię za wystarczająco dorosłą partnerkę do zwierzeń i omawiania "poważnych problemów" Nie wszystkie dziewczyny mają wysoką samoocenę i wystaczającą wiedzę o cudzych doświadczeniach by załapać, że to wytarte sztuczki.
      • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:36
        najma78 napisała:

        > big_grinbig_grinbig_grin spodziewalam sie czegos innego a tu typowe skargi biednego misa.
        > 1. Zazdrosc o dzieci, no typowo, biedny misio przestal byc zauwazany a on przec
        > iez centrum swiata powinien byc, a nie dzieci
        > 2. Brak seksu, bo ciaza, bo male dziecko, bo zmeczenie ale jednak seks byl skor
        > o druga ciaza powstala,pani sie raczej nie zaplodnila bez zaangazowania pana. N
        > o ale pewnie bzyknal raz i od razu w druga ciaze zaszla.
        > 3. Brak wsparcia, no bardziej typowo juz sie nie da. OnI przeciez zawsze nie sa
        > wspierani, nie sa rozumiani itd....
        > 4. Rodzice zony, zwlaszcza tesciowa. Babcia dobra zeby wnuki zostawic co by pan
        > mogl do kina albo na impreze z zona wyjsc ale to tyle, potem babcia niech znik
        > a.
        >
        > Pan znalazl pocieszycielke, takze 'samotna' mezatke i odszedl zanim jeszcze zak
        > onczyl swoj zwiazek. Teraz bedzie sielanka, musi byc, nastepna pani bedzie sie
        > seksic z entuzjazmem kilka razy na dzien, nie bedzie tesciowej, bedzie rozumiec
        > , pocieszac, glaskac po glowie swoje ksiecia, on bedzie w centrum jej uwagi na
        > pewno. Jego dzieci przygarnie pod swoje macosze skrzydla i bedzie je uwielbiac,
        > bedzie je wspierac finasowo i duchowo. big_grin tiaaa, powodzenia


        Ale te wszystkie powody mają sens - każdy chce być w związku kochany i doceniany. Oczywiście należałoby wysłuchać drugiej strony, żeby wiedzieć jak to było naprawdę, ale przecież są kobiety które po urodzeniu dziecka zmieniają się w kwokę, która nie tyle przestaje wielbić męża, ale po prostu go już nie potrzebuje, a i do dziecka nie dopuści, bo przecież ona wszystko zrobi lepiej. To jest realny problem, bo taki facet naprawdę może się poczuć jak piąte koło u wozu, albo zwyczajny bankomat.

        Tyle tylko, że te wszystkie pretensje są tutaj pretekstem do skoku w bok. I to znacznie obniża ich wiarygodność. Bo jeśli w związku jest źle (z winy kobiety) to najpierw robi się wszystko żeby związek uratować. A jeśli to się nie uda to się go z klasą kończy, a powiedzenie "odchodzę do Kryśki z Działu Księgowości" to nie jest klasa.
        • aneta-skarpeta Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:10
          Ja się zastanawiam ile faktycznie tych kwoki nie dopuszcza chłopa do dzieci a ilu się angażuje mocno wybiórczo ale kreują się na ojca roku. Bo generalnie to w 99 % kobiety z ulgą przyjmują zaangażowanie meza
          • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:14
            aneta-skarpeta napisała:

            > Ja się zastanawiam ile faktycznie tych kwoki nie dopuszcza chłopa do dzieci a i
            > lu się angażuje mocno wybiórczo ale kreują się na ojca roku. Bo generalnie to w
            > 99 % kobiety z ulgą przyjmują zaangażowanie meza

            Nie wiem ilu, ale wiem że są takie kwoki. W szkole rodzenia miałam do czynienia z taką parą, gdzie jeszcze przed urodzeniem dziecka facet nie mógł w spokoju wykąpać lalki, bo mu żona z rąk wyrywała big_grin

            A skąd wzięłaś 99%?
            • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:27
              rasowa_sowa napisała:
              > A skąd wzięłaś 99%?
              Bardzo dobre pytanie. Nie znam badań na ten temat, ale mam trochę lat życia i doświadczenia. Takich sytuacji, w których ojciec chętnie by się zaangażował, ale "wszystko" robił źle, a mamusia z miną świętej męczennicy pokazywała światu twarz umordowanej matkipolki, która nie ma wsparcia ze strony męża trochę widziałam. W najbardziej mi bliskim przypadku skończyło się to rozwodem bez zdrady. Po 14 latach małżeństwa. Więc jakby zgodnie z "klasą". Szkoda tylko całkiem fajnego chłopaka, że tyle lat stracił. Kiedy związał się z kimś po DWÓCH latach od rozwodu oczywiście w przekonaniu eks okazał się kawałem sq...a
    • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:47
      Przeczytałam i aż mi normalnie łezka ze wzruszenia pociekła.
      Jednak proza życia pokazuje, że panowie przeważnie, po prostu szukają sobie młodej, chętnej ci*pki, a wredność żony okazuje się znudzeniem prozą życia codziennego.
      No bo nowa zawsze chętna, na etapie randkowania zawsze wymuskana, lodzika zrobi zawsze chętna i gotowa o każdej porze, o rachunkach i wywiadówkach nie truje...
      • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:54
        Ja w ogole doszlam do wniosku, ze model zwiazku czy tam malzenstwa jest do d.
        Bardzo czesto unieszczesliwia.Rodzi konflikty, problemy.Ludziom sto razy zyloby sie lepiej osobno.
        • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 10:10
          lola211 napisała:

          > Ja w ogole doszlam do wniosku, ze model zwiazku czy tam malzenstwa jest do d.
          > Bardzo czesto unieszczesliwia.Rodzi konflikty, problemy.Ludziom sto razy zyloby
          > sie lepiej osobno.
          >
          A to fakt, zwlaszcza ze w kazdym zwiazku sa problemy, mniejsze, wieksze ale sa. Jedni jakos tam ze soba zyja w miare ok, szanuajc swoje potrzeby i nie wchodzac sobie zbytnio w droge, w innych jest gorzej. Dlatego ja tez uwazam ze ludzie powinni zyc osobno. Problem jednak polega na tym ze takie zwiazki czyli mama, tata i dzieci sa gleboko zakorzenione w spoleczenstwach i w zwiazku z tym jest to najlepsza opcja dla dzieci. Dzieci wychowywane w sposob alternatywny wciaz niestety sa narazone na wieksze ryzyko roznych problemow. Inny powod to kiepska sytuacja kobiet, ktore wciaz sa wychowywane do bycia zona i matka i ma to byc najwazniejsza rola w ich zyciu.
    • lauren6 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 09:59
      Druga strona medalu jest taka, że im więcej związków z panem z odzysku znam, tym bardziej mam ochotę pogratulować pierwszym zonom, że pogoniły takiego z domu.
      To samo wrażenie mam czytając Twojego bloga.
    • beataj1 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:00
      A zauważyliście że w całej tej wypowiedzi o tym jaka podła jest żona i jak go praktycznie osobiście nadziała na obcą pochwę nie ma ani słowa o wkładzie pana w zycie rodziny.
      Owszem pan pracuje i utrzymuje dom - hwała mu!
      ALe żona też pracuje + ogarnia dwójkę dzieci które pojawiły się na świecie w tajemniczych okolicznościach z uwagi na brak seksu (co jak wiadomo jest winą zony).
      Owszem pan w ramach dbania o związek zaproponował że się dziećmi zajmą babcie a on ją na kolacje weźmie.

      Ale nie ma ani słowa o tym że próbował ją odciążyć obowiązkami domowymi (bo pani na dwóch etatach leci). Że zajął się dziećmi albo angażował z codzienność.

      cały myk polega na tym że ona była dla niego niemiła i nie robiła loda na śniadanie a on tak cięzko pracował - co stanowi wytłumaczenie samo przez się węszenia z nową babą....
      Bo jak wiadomo gdy on tak cięzko pracował ona leżała i się leniła a w wolnych chwilach przy współudziale matki knuła jak mu tu zniszczyc życie i unieszczęśliwić go jeszcze bardziej.

      Dobrze że kochanka się trafiła to da naszemu pawiowi wolność i pozwoli mu rozwinąć skrzydła i pokazać co potrafi i jaki jest wspaniały.
      • wyyznawczyyniwielkiegoczerwia Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:11
        Nie rozumiem w tego typu wątkach jednego. Zawsze zakłada się, że pani pracuje na dwa etaty, a pan po robocie leży. Przecież nigdzie nie jest napisane, że pani zapieprzała przy dzieciach i domu do północy, a zdrajca w tym czasie odpoczywał. To jakaś ekstrapolacja własnych doświadczeń, obserwacja otoczenia czy co?
        • beataj1 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:22
          Och nie twierdze że tak jest zawsze.
          ALe zauważ ten opis.
          Pan przedstawił cała listę win pani. Chyba tylko za zarazę i trąd jej nie obwinił.
          Siebie przedstawił jako niewinna ofiarę "starającą" się zawalczyć o związek przy pomocy kolacji.
          Czy myślisz że gdyby angażowałby się w życie rodziny nie padło by choć raz:
          Tak się starałem , pomagałem przy dzieciach , przejmowałem cześć obowiązków itd lub w wersji hardcorowej : nie dosyć że pracowałem całymi dniami to jeszcze po pracy musiałem zajmował się dziećmi bo ona nic nie robiła...

          Skoro nic takiego nie padło znaczy że pan nie bardzo miał podstawy by i na tym polu się wybielić...
        • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:31
          Opieka nad dziećmi i prowadzenie domu bywa nie mniej wyczerpująca niż praca zawodowa. I niestety mając dzieci, a nawet tylko dziecko przynajmniej przez parę lat trzeba zapieprzać znacznie dłużej niż 8h dziennie, jak ma to miejsce na etacie. Widzę, że jesteś niezorientowana - dziecko do pewnego wieku nie zje samo, nie napije się, nie wysmarka sobie nosa, nie podetrze pupy, nie ubierze się, nie rozbierze, nie umyje itd. Kiedy osiągnie rozwój pozwalający na naukę tych czynności, to opiekun musi tego nauczyć. Jeśli tak trudno ci wyobrazić sobie, że to ciężka praca to zastanów się czy byłabyś zmęczona jako opiekunka i rehabilitantka np. osoby sparaliżowanej po udarze. Całodobowa opiekunka.
          • lola211 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 23:57
            Mam 2,5 latka na stanie.
            Wstaje o 7, oglada bajki- fakt,trzeba mu kasze zrobic.Zajmuje to 5 min.Zaprowadzic do przedszkola- 15 minut.Po 6 godzinach odebrac.15minut.Ot, cała orka przy dwuipollatku.Po powrocie z p-kola ma juz do dyspozycji przynajmniej 2 dorosłych.
            A dopoki do przedszkoka nie poszedł- kasze zrobic, pobawic sie, wyjsc na spacer.Dac jescW tym 2 godziny drzemki mlodego..No baardzo meczace.Niesamowicie.
            • priszczilla Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 07:51
              LOL, niektórzy karmią dzieci czasem jeszcze czymś oprócz kaszy, zmieniają im pieluchy, kąpią, piorą ubranka, pościel i takie tam różne. big_grin
              • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:01
                To faktycznie bardzo trudne, normalnie orka.
              • vre-sna Re: Druga strona medalu. 07.08.15, 20:00
                Jako osoba, która była sześć lat na wychowawczym i obecnie pracująca oraz nadal mająca sporo obowiązków okołodomowych uważam, że to nie ogarnianie potrzeb innych wykańcza tylko rutyna, powtarzalność i ograniczenie wolności ( w znaczeniu nie mogę wyjść bo jestem jedynym opiekunem dziecięcia).
                Pamiętam do dziś i bardzo miło wspominam, gdy córka wisząca na piersi i nietolerująca za bardzo innych możliwości żywieniowych została zaanektowana przez moją matkę podczas wspólnego z matką i mężem wyjazdu w Sopocie, a mój mąż wówczas zabrał mnie do Złotego Ula. Czułam się tak, jakbym spędzíła weekend w spa conajmniej. Trzy godziny odmianysmile
                Ad rem: to rutyna powoduje zmęczenie - nie nadmiar obowiązków. A i często dochodzi niedospanie co już jest gwoździem do trumny.
            • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 11:35
              lola211 napisała:

              > Mam 2,5 latka na stanie.
              > Wstaje o 7, oglada bajki- fakt,trzeba mu kasze zrobic.Zajmuje to 5 min.Zaprowad
              > zic do przedszkola- 15 minut.Po 6 godzinach odebrac.15minut.Ot, cała orka przy
              > dwuipollatku.Po powrocie z p-kola ma juz do dyspozycji przynajmniej 2 dorosłych
              > .
              > A dopoki do przedszkoka nie poszedł- kasze zrobic, pobawic sie, wyjsc na spacer
              > .Dac jescW tym 2 godziny drzemki mlodego..No baardzo meczace.Niesamowicie.

              No tak jak sie sadza dziecko przed bajkami, wysyła do przedszkola a samemu sie leży dupa do góry to tak można uważać ze robota w domu to pikus.

              No niesamowite jakie 2 rodziców do dyspozycji ?????
              JAK pan nic nie pisał o opiece nad dziećmi, wiec przychodząc z pracy siada ,a zono słuchaj a dzieci same sie umyją i położą spac nawet te kilku miesięczne.

              Jakbyś miała 4 i 2 latka to byś dopiero zobaczyła jak dzieci sie kloca. Kiedy one sa w przedszkolu ty w pracy a po pracy zakupy sprzątanie gotowanie, i pranie.
              A jeszcze mezus przyjdzie i jęczy.

              Moj młody gdy miał 2 latka zaczął mieć problemy ze spaniem i ma je do dziś czyli 6 lat.


              Moja znajoma miała takiego meza, narobili se dzieci 3 rok po roku, on w domu nie zrobił nic kompletnie nic.
              Dziecka nie nakarmił butla, a jeszcze oczekiwał zeby ona mu siedziała na kolanach głaskała miziala i słuchała tylko jego. Jak wraca z pracy do wieczora.
              Mając 6 miesięcy dziecko, 1.5, i 2.5 letnie.
              I duży 2 piętrowy dom z ogrodem do posprzątania, a on nawet trawy nie skosił.

              A jeszcze była w 4 ciąży bo on chciał syna i tak polowali na chłopaka , tylko ze ciąże straciła i więcej nie chciała,wiec zaczęła sie zabezpieczać okłamując jego ze po poronieniu niemoze zajść w ciąże.
              Dzień sa po rozwodzie.
        • iwles Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:37

          Zauważ, że nie jest też napisane, że pan robił cokolwiek w domu, a przecież pisząc takie żale biedny miś jak najbardziej powinien był (oprócz "zjechania" żony) pochwalić się, jakim to on był dobrym mężem i ojcem.
          Z listu wynikają tylko jego ciągłe zachcianki i pretensje w kierunku kobiety. Dostało się (tendencyjnie) nawet teściowej, szkoda, że nie ma nic o psach, kotach i chomiku wink
          • madi138 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:08
            No i postawmy się na miejhscu żony. Jeśli pan tygoidniami nie interesował się obowiązkami i bez skrupułów zwalał wszystko na nią, a potem nagle zapraszał na romantyczną kolację, to czy można się dziwić, że pani sié nie chciało? Romantyczny wypad z kimś, kto ns codzień totalnie cię lekceważy i traktuje, jak służącą? Pan rzucił okazjonalnie ochłap i dziwi się, że żona pogardziła.
            • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:38
              madi138 napisała:

              > No i postawmy się na miejhscu żony. Jeśli pan tygoidniami nie interesował się o
              > bowiązkami i bez skrupułów zwalał wszystko na nią, a potem nagle zapraszał na r
              > omantyczną kolację, to czy można się dziwić, że pani sié nie chciało? Romantycz
              > ny wypad z kimś, kto ns codzień totalnie cię lekceważy i traktuje, jak służącą?
              > Pan rzucił okazjonalnie ochłap i dziwi się, że żona pogardziła.

              Zaraz, zaraz. To że pan nie napisał, co robił w domu i jak pomagał żonie przy obowiązkach, naprawdę nie oznacza tego, że tego nie robił i w jakim stopniu.
              • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:49
                rosapulchra-0 napisała:
                > To że pan nie napisał, co robił w domu i jak pomagał żonie przy obowiązkach,

                'Pomagał żonie przy obowiązkach' big_grin Normalnie BOHATER w swoim domubig_grin
        • memphis90 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:44
          w_w_c, ja nie rozumiem jeszcze czegoś- zakładania, że jak pan ma dwoje dzieci, to seks musi w związku być. Opcji, że małżonka dopuszczała pana w celach prokreacyjnych 10 lat temu, a przez kolejne 8 lat seks był dwa razy do roku, jakoś nikt nie dopuszcza - a i tak się przecież zdarza.
          • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:56
            Ależ zdarza się. Dlatego są rozwody, po których można sobie szukać odpowiedniejszego partnera.
    • nangaparbat3 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:03
      Różyczko, żeby cokolwiek powiedzieć, trzeba by znać obie historie, i meża, i zony. Z jednej nie wynika nic.
      • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:43
        Zobacz, jak solidarnie pani zjechały pana zakładając od razu, że kłamie i jest złym człowiekiem, złym ojcem i był złym mężem.
        • tak_to_nowy_nick Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:52
          > Zobacz, jak solidarnie pani zjechały pana zakładając od razu, że kłamie i jest
          > złym człowiekiem, złym ojcem i był złym mężem.

          A tymczasem to mógł być... *werble* ...idealny mąż!! *ba-dum-tss!!* big_grin
          • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 16:58
            tak_to_nowy_nick napisał(a):

            > > Zobacz, jak solidarnie pani zjechały pana zakładając od razu, że kłamie i
            > jest
            > > złym człowiekiem, złym ojcem i był złym mężem.
            >
            > A tymczasem to mógł być... *werble* ...idealny mąż!! *ba-dum-tss!!* big_grin

            big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
    • dziennik-niecodziennik Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:21
      strasznie dziwny ten list.

      "Ona, po urodzeniu dzieci, przestała mnie zauważać. Przestałem dla niej istnieć. Byłem tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, pomocą domową, której zadaniem jest coś posprzątać, podać. Wiem, że tak się dzieje. To nie jest, że nie wiedziałem, że związek się nie zmienia. Byłem pewny, że się zmienia. Ale naprawdę aż tak, że dla drugiej osoby przez kilka lat nie ma innego życia. Że staje się tylko matką? „Może wyjdziemy do kina? Na kolację" proponowałem. Mieliśmy nianię, dwie życzliwe babcie. „Nie chcę wychodzić" mówiła wprost. Ileś razy. Przestałem proponować."

      padnietej na twarz kobiecie proponowac wyjscie (do ktorego trzeba sie przygotowac, jakos zawyglądac). i oczekiwac entuzjazmu. hehe. zapewne jeszcze o godzinie 18 rzucic te propozycje. to ze sie teoretycznie ma nianie i dwie babcie nie rozwiązuje kwestii - ja mam dwie chetne pary dziadków, a i tak o planach podrzucenia im dzieci musze ich informowac co najmniej dzien wczesniej. wiec takie propozycje od czapy to naprawde zbytek łaski. lepiej by zaproponował że dzieckiem sie zajmie caly wieczór, albo chałupę porzadnie ogarnie - wiecej by mu to dalo niż wyciaganie do kina, żona by troche odpoczęła, byłoby milej.

      "Wydaje mi się, że ją wspierałem. Zapewniałem jej byt, starałem się być dobrym ojcem. W drugą stronę to nie działało. Byłem tę bardziej emocjonalną stroną w związku, brakowało mi zrozumienia. Kryzys w pracy, przychodzę do domu, chcę porozmawiać. „Ale chyba nie rzucisz pracy?! Kto będzie zarabiał" kończyła. I przerzucała się na temat swojej pracy, dzieci, obowiązków. Przysięgam, nigdy mnie do końca nie wysłuchała. Kiedyś byłem w nią tak zapatrzony, że mi to nie przeszkadzało. Ale w końcu zaczęło."

      no własnie, wydaje mu sie. pytanie czy aby na pewno ją wspierał. bo ja tu widze ze ona jego moze nie, ale on jej na pewno tez nie. jej problemy, "jej praca, dzieci, obowiązki" ewidentnie uważa za mniej istotne niż jego. poza tym - pierwsze co on mowi to ze "zapewniał jej byt", ale jak ona o tym zapewnieniu bytu mowi to juz źle. dziwność, dziwnosc.

      "Ile razy można słyszeć: „nie". Najpierw dlatego, że ona jest w ciąży (zrozumiałem), potem, bo dziecko jest małe (zrozumiałem), bo druga ciąża ( zrozumiałem), bo drugie dziecko jest mało (już mniej), bo ona jest zmęczona obowiązkami (nie rozumiałem)."

      no comments po prostu.

      "Od zakochania przeszliśmy do momentu, w którym ona przestała mnie szanować. Być może sam do tego doprowadziłem, bo nie postawiłem jej wyraźnych granic. „Gdzie ty to kładziesz?!", „A, bo Paweł o niczym nie pamięta".

      a Paweł pamięta? a Paweł kładzie rzeczy tam gdzie powinny lezec? czy żona znów sie bezpodstawnie czepia? te akurat sytuacje mam w domu - i cóż, dopóki dziecka nie było to mogłam miec do męża świętą cierpliwość, ale od kiedy całą cierpliwość absorbuje córka, to do męża cierpliwości nie mam. i nie bede mu po 50 razy przypominac o różnych rzeczach, i nie bede po nim sprzątac, i nie bede odpowiadac na pytania "gdzie są jego kapcie/skarpety/cokolwiek". mój to zrozumiał, autor listu widze ze nie ogarnia rzeczywistości.

      nie wiem. jakies to wszystko gó...arskie. jakies to wszystko "ja, ja, ja". nie widze tu myslenia "my".
      • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:55

        "Ile razy można słyszeć: „nie". Najpierw dlatego, że ona jest w ciąży (zrozumiałem), potem, bo dziecko jest małe (zrozumiałem), bo druga ciąża ( zrozumiałem), bo drugie dziecko jest mało (już mniej), bo ona jest zmęczona obowiązkami (nie rozumiałem)."

        No dokładnie czyli przy pierwszym dziecku mogła byc zmęczona to przy drugim juz zrozumienia nie ma i ma byc sex bo pan chce.
      • memphis90 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:56
        > padnietej na twarz kobiecie proponowac wyjscie (do ktorego trzeba sie przygotow
        > ac, jakos zawyglądac). i oczekiwac entuzjazmu. hehe.
        No ale ona przez bite 10 lat była padnięta na twarz i potrzebowała 3 dni, żeby się do kina wyszykować...? U nas, jeśli uda się znienacka "sprzedać" komuś dzieciaki, wystarcza kwadrans, żeby sprawdzić repertuar, wskoczyć na moto i polecieć do kina i na jakąś kolację. I, szczerze mówiąc, wolałabym, żeby mąż porwał mnie na zaimprowizowany weekend bez dzieciaków, niż wyprasował kubik prania zabawiając przy tym dzieciarnię i polerując srebra rodowe. Ale to ja smile

        jej problemy, "jej praca, d
        > zieci, obowiązki" ewidentnie uważa za mniej istotne niż jego.
        Ja wcale tego tak nie odbieram. Po prostu pewnie czasem chciałby być wysłuchany i pomówić o swoich problemach, bez reakcji "a ja to mam ciężej, bo.... i w ogóle to nie narzekaj".

        > a Paweł pamięta? a Paweł kładzie rzeczy tam gdzie powinny lezec? czy żona znów
        > sie bezpodstawnie czepia?
        To, czy Paweł pamięta, nie jest istotne. Ważne jest, że nie deprecjonuje się bliskiej osoby przy postronnych. Paweł może i nie pamięta, gdzie ma położyć warząchiew, ale Asia za to zawsze krzywo parkuje. Dla Asi ważne jest miejsce odłożenia warząchwi, a dla Pawła zostawienie miejsca na drugi samochód na podjeździe. Mogą drzeć koty w nieskończoność, albo przyjąć, że nie będą robić idealnie tego, czego zażyczy sobie druga osoba.
        • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:59
          memphis90 napisała:
          > ć do kina i na jakąś kolację. I, szczerze mówiąc, wolałabym, żeby mąż porwał mn
          > ie na zaimprowizowany weekend bez dzieciaków, niż wyprasował kubik prania zabaw
          > iając przy tym dzieciarnię i polerując srebra rodowe. Ale to ja smile

          Ależ oczywiście! Mąż porwie a następnego dnia pójdziesz do pracy w wymiętej bluzce pracując np. w obsłudze w banku smile Przynajmniej wszyscy będą widzieć jakie masz świetne życie erotyczne big_grin

          > To, czy Paweł pamięta, nie jest istotne.

          Oczywiście nieistotne! Nieistotne czy Paweł zaspokaja potrzeby żony! Ani odrobinę istotne! Ważne, że wypad do kina proponuje big_grin
          • klamkas Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:19
            Araceli, nie pie..rz. Jak trzeba wyprasować bluzkę to mówi się "tak ja teraz skoczę do łazienki poprawić makijaż, a ty mi wyprasuj koszulę na jutro". Albo prasuje się ją samodzielnie, przy skomplikowanym kroju to maksymalnie 5 min, można ogarnąć w czasie gdy mąż przegląda repertuar kinowy, o ile koniecznie trzeba własnoręcznie. Jak się chce wyjść, to da radę ogarnąć koszulę na jutro. A jak się nie chce, to się wykorzysta każdy pretekst, żeby tego nie robić.
            • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:25
              Albo mowi sie, pojdziemy za tydzien i idziemy.
              • klamkas Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:28
                Albo smile.
            • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:53
              klamkas napisała:
              > Araceli, nie pie..rz. Jak trzeba wyprasować bluzkę to mówi się "tak ja teraz sk
              > oczę do łazienki poprawić makijaż, a ty mi wyprasuj koszulę na jutro".

              No mówi SIĘ big_grin Widzisz mój chłop jest jeszcze lepszy zwykle mówi 'kochanie co trzeba zrobić, żebyśmy mogli skoczyć wieczorem do kina' big_grin

              Tyle, że on nie ma dwóch lewych rączek i generalnie wie, że dom to najpierw obowiązki a potem przyjemności. I nie tupie nóżką jak przedszkolak jak po obowiązkach nie starcza czasu na przyjemności.
              • klamkas Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:08
                To medal dla męża. Ale innym trzeba powiedzieć, że potrzebujesz bluzki na jutro i powiedzenie tego nie boli, korona z głowy od tego nie spada a i mąż poczuje się potrzebny wink. Małżeństwo jest między innymi od tego, żeby się komunikować, a nie domyślać czego komu trzeba i co jest do zrobienia. Natura po to dała nam usta (m.in.). I tu niespodzianka - po jakimś czasie komunikowania potrzeb druga osoba wie o co chodzi, czego nie osiągnie po latach domyślania się.
                • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:21
                  klamkas napisała:
                  > To medal dla męża. Ale innym trzeba powiedzieć, że potrzebujesz bluzki na jutro
                  > i powiedzenie tego nie boli, korona z głowy od tego nie spada a i mąż poczuje
                  > się potrzebny wink. Małżeństwo jest między innymi od tego, żeby się komunikować,
                  > a nie domyślać czego komu trzeba i co jest do zrobienia. Natura po to dała nam
                  > usta (m.in.). I tu niespodzianka - po jakimś czasie komunikowania potrzeb druga
                  > osoba wie o co chodzi, czego nie osiągnie po latach domyślania się.

                  Wiesz - myślenie, że każdy po 'komunikowaniu' doznaje olśnienia jest mocno optymistyczne smile
                  • klamkas Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:33
                    Jest większa szansa niż na olśnienie bez komunikacji i niczego nie tracisz próbując.
            • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 13:16
              Re: Druga strona medalu.
              klamkas05.08.15, 13:19
              Araceli, nie pie..rz. Jak trzeba wyprasować bluzkę to mówi się "tak ja teraz skoczę do łazienki poprawić makijaż, a ty mi wyprasuj koszulę na jutro". Albo prasuje się ją samodzielnie, przy skomplikowanym kroju to maksymalnie 5 min, można ogarnąć w czasie gdy mąż przegląda repertuar kinowy, o ile koniecznie trzeba własnoręcznie. Jak się chce wyjść, to da radę ogarnąć koszulę na jutro. A jak się nie chce, to się wykorzysta każdy pretekst, żeby tego nie robić.

              Wiesz tu nie jest tylko kwestia czasu czy zmęczenia.

              Jak mnie maz kru....wi bo kolejny tydzień bierze nadgodziny, a ja musze ogarnąć dom, 3 dzieci psa i koty. Swoją szkole i prace. Bo on fizycznie nie da rady bo jest poza domem , dzieci nie widuje albo jeszcze śpią albo juz śpią.
              Wszystkie papiery telefony i sprawy urzędowe. A on mi mowi ze nie zadzwonił gdzieś tam w ważnej sprawie ,bo nie miał czasu bo pracuje.
              To szlak mnie trafia i nie mam ochoty isc z nim gdziekolwiek, tym bardziej jeśli mi mowi ze nadgodzin bedzie tydzień ,a potem wychodzi z tego 3 tygodnie to wiesz swoją kolacyjkę czy kino moze sobie w doope wsadzić.
              Na szczęście zdarza sie to bardzo bardzo sporadycznie.
              No i wiem ze musi pracować, ale czasami po prostu po ludzku mam dosc.
              On mi zawsze mowi ale bedzie spora kasa, ok ale czasem zycie nie sprowadza sie do kasy i sa ważniejsze rzeczy.


              bluzkę to mówi się "tak ja teraz sk
              > oczę do łazienki poprawić makijaż, a ty mi wyprasuj

              Pierdzielisz to ty a jak pan powie ze nie wyprasuje bo mu sie nie chce bo nie umie.
              I tak seks jest przyjemność ma pan ale odpowiedzialności żadnej.

              Maz ma usiąść i ogladac co by tu obejrzał a ty zasuwaj szykuj sie mimo ze padasz na twarz.
        • priszczilla Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:59
          Pan z historyjki to napisał list do gazety, żeby opowiedzieć wszystkim jaką jędzą była jego żona. W dodatku zrobił to już po tym ja sobie znalazł kochankę, z którą zaczął romansować sypiają z żoną w jednym łóżku. To świadczy o jego wielkiej klasie i kulturze osobistej - na pewno w trakcie małżeństwa też taki był wink
          • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:50
            priszczilla napisała:

            W dodatku zrobił to już po tym ja sobie znalazł kochankę, z
            > którą zaczął romansować sypiają z żoną w jednym łóżku. To świadczy o jego wielk
            > iej klasie i kulturze osobistej - na pewno w trakcie małżeństwa też taki był wink

            Skąd wiesz, że sypiał? Może tylko w tym łóżku spał?
            • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:52
              Napisz proszę, że żartujesz.
              • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:59
                Nie, nie żartuję. Znałam jedno takie małżeństwo. Na początku sobie z dziobków jedli. Po dziesięciu latach dopiero urodziło się im dziecko. I.. Koniec z seksem. Do dziś śpią w jednym łóżku, ale nawet się nie dotykają. On twierdzi, a ona potwierdza, że ostatni seks mieli prawie 18 lat temu. I nie. Nie są zgodnym, białym małżeństwem.
                • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:15
                  Ale tu piszemy o konkretnym przypadku. Pan miałby spać z żoną w łóżku (bez seksu) i jednocześnie mieć na boku kochankę? Abstrahując od żony, w ten sposób byłby podły także dla kochanki (kobiety,w której ponoć się zakochał). Albo głupi, albo wyrachowany. Nie wiem, co gorsze.
                  • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:16
                    Ja niczego takiego nie napisałam.
                    • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:32
                      rosapulchra-0 napisała:

                      > Ja niczego takiego nie napisałam.

                      Owszem, nie napisałaś. Ale to wynika z kontekstu:

                      > priszczilla napisała:
                      >
                      > W dodatku zrobił to już po tym ja sobie znalazł kochankę, z
                      > którą zaczął romansować sypiają z żoną w jednym łóżku. (...)

                      rosapulchra-0 napisała:

                      > Skąd wiesz, że sypiał? Może tylko w tym łóżku spał?


                      Jakie, w tym konkretnym opisywanym przypadku, ma w takim razie znaczenie, że być może "tylko w tym łóżku spał", jeśli nie takie, że to jakoś pana tłumaczy? Chyba, że najpierw, co wynika z zacytowanej wymiany zdań, odnosisz się do tego konkretnego opisywanego przypadku, a potem robisz woltę i piszesz o zupełnie innych sytuacjach - ale to wypacza sens rozmowy, bo zamiast logicznej dyskusji mamy niezgrabną sofistykę.
                      • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:34
                        A skąd priszczilla wie, że on sobie kochankę znalazł, gdy jeszcze sypiał z żoną, w sensie uprawiał seks?
                        • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:39
                          rosapulchra-0 napisała:

                          > A skąd priszczilla wie, że on sobie kochankę znalazł, gdy jeszcze sypiał z żoną
                          > , w sensie uprawiał seks?

                          Jakie to ma znaczenie? Nie odpowiadałam na post priszczilli, a na Twój. Twój post nie miał treści "Skąd wiesz, że sypiał?", tylko "Skąd wiesz, że sypiał? Może tylko w tym łóżku spał?" i na ten post odpowiedziałam. Zgodzisz się, że to jednak ogromna różnica?
                • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:15
                  > Po dziesięciu latach dopiero urodziło się im dziecko. I.. Koniec z seksem. Do dziś śpią w jednym łóżku, ale nawet się nie dotykają.

                  Im też towarzyszysz w sytuacjach intymnych? Tak jak koleżance puszczalskiej?
        • dziennik-niecodziennik Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 12:27
          > No ale ona przez bite 10 lat była padnięta na twarz i potrzebowała 3 dni, żeby
          > się do kina wyszykować...?

          a tego to nie wiem, tam zdaje sie nie jest napisane jak długo to trwało?...

          > U nas, jeśli uda się znienacka "sprzedać" komuś dzie
          > ciaki, wystarcza kwadrans, żeby sprawdzić repertuar, wskoczyć na moto i polecie
          > ć do kina i na jakąś kolację.

          u nas też. ale to sie najpierw sprzedaje dzieciaki, a potem organizuje wyjscie. a nie że o 18 słyszę "kochanie chodzmy do kina na 20, dajmy komus dzieci" - bo w takim systemie jest 85% szans ze opieki dla dziei nie zorganizujemy, i jakby mi sie mąż obrażał że przeciez on proponował a ja co - no to jak słowo daję...

          > I, szczerze mówiąc, wolałabym, żeby mąż porwał mn
          > ie na zaimprowizowany weekend bez dzieciaków, niż wyprasował kubik prania zabaw
          > iając przy tym dzieciarnię i polerując srebra rodowe.

          tez bym wolała. ale niech to zorganizuje od a do z - czyli GŁÓWNIE zorganizuje opieke dla dzieci z ogarnięciem całej logistyki (czyli kogo do kogo wieziemy, jak ewentualnie dziecko odbieramy skoro przypuszczalnie pojdzie spac zanim wrócimy, jesli ma spac u dziadków to kto nastepnego dnia je zawiezie do przedszkola, co trzeba spakowac itd). i wtedy prosze bardzo, niech mnie porywa.

          > Ja wcale tego tak nie odbieram. Po prostu pewnie czasem chciałby być wysłuchany
          > i pomówić o swoich problemach, bez reakcji "a ja to mam ciężej, bo.... i w ogó
          > le to nie narzekaj".

          a ja mam wrażenie że ona ma takie samo poczucie niezrozumienia jak on. jemu sie wydaje ze ona nie dba o jego problemy, jej sie wydaje że on nie dba o jej problemy. i tak to sie kreci.

          > To, czy Paweł pamięta, nie jest istotne. Ważne jest, że nie deprecjonuje się bl
          > iskiej osoby przy postronnych (...) Mogą drzeć koty w nieskończoność, albo przyjąć, że nie
          > będą robić idealnie tego , czego zażyczy sobie druga osoba.

          gorzej jak Paweł po raz kolejny zapomni zapłacić rachunku, kupic pieluchy/mleko/smoczek lub pojsc z dzieckiem na szczepienie, albo jak Paweł po raz kolejny po przewinięciu dziecka zostawia mokre chusteczki byle gdzie, w efekcie czego matka na przewijaku kolejny raz zostaje z rozebranym obesranym dzieckiem ktorego nie ma czym oporzadzic, a na poszukiwanie chusteczek tez nie ma sie jak udac. no sorry Cie bardzo, ale najświętsza osoba tego nie wytrzyma.
          co do postronnych to sie moge zgodzic.
      • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 12:13
        dziennik-niecodziennik napisała:

        mój to zrozumiał, auto r listu widze ze nie ogarnia rzeczywistości.

        Bo wiekszosc panow tak ma, niektorzy ogarniaja rzczywistosc i przychodzi im to latwiej a innym trudniej (moj ogarnal gdy po kilku ostrzezeniach jego rzeczy wyladowaly w smieciach) a jeszcze inni jak bohater artykulu czuja sie skrzywdzeni i znajduja nowe panie ktore nie beda zrzedzic jak zony. Tyle ze opcje sa dwie albo znajda glupie uslugiwaczki albo beda dokladnie te same problemy gdy juz motylom skrzydelka oslabna. A pan ma dwoje dzieci wiec problemy zapewne beda.

        > nie wiem. jakies to wszystko gó...arskie. jakies to wszystko "ja, ja, ja". nie
        > widze tu myslenia "my".

        Ano gowniarskie.
    • aandzia43 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 11:57
      Pan dał sobie wejść na głowę połowicy i sprowadził się.do poziomu przywannowego dywanika. Nawet nie pantofla. Nie wiem czemu aż tak. Dlaczego miało miejsce aż takie agresywne przesuwanie granic ze strony żony i ciągłe ustępowanie męża. Może pił, może mało.zarabiał, może był beznadziejny w łóżku, a może miał coś innego za uszami? A może po prostu był łajzą. Nie puścił jednakowoż gałęzi, dopóki nie chwycił następnej, w międzyczasie pozwalał jeździć po sobie, jak po burej suce. Słabowity jakiś. Tak by było, gdyby historia była prawdziwa wink Powiem tylko, że ja był go mie chciała - za mało jaj w facecie.
      • pole_koniczyny Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 12:22
        Wiecie co, jedno jest w tym wszystkim dla mnie ciekawe.
        Daleka jestem od twierdzenia, że to ZAWSZE facet jest winny rozpadowi małżeństwa czy związku w ogóle. Widziałam kobiety z paskudnymi charakterami, od których naprawdę sama chciałabym uciec. Na przykład zaborcze i kontrolujące, nie puszczające faceta nigdzie samego, organizujące cały wolny czas, sprawdzające potajemnie komórki i maile, wręcz nałogowo. Albo panie w moim ulubionym typie: zawsze lekko z czegoś niezadowolone. Nawet jak mąż zabierze na wspólny wypad do luksusowego hotelu ze spa to będzie foch o to, że pokój za ciemny, albo pogoda nie dopisała więc miś ma ją natychmiast odwieźć do domu bo ona się męczy.

        Co ciekawe od takich kobiet mężczyźni jakoś masowo nie odchodzą. Co najwyżej uciekają w jakieś swoje pasje, znajdują miejsce gdzie mogą przez moment poczuć się jak mężczyźni, a potem grzecznie wracają do domu. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

        Natomiast list tego pana to niestety wygląda na klasyczne znudzenie prozą życia, a nie ucieczkę od trudnej współmałżonki. Pragnienie powiewu świeżości.
        • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:26
          >
          > Co ciekawe od takich kobiet mężczyźni jakoś masowo nie odchodzą. Co najwyżej uc
          > iekają w jakieś swoje pasje, znajdują miejsce gdzie mogą przez moment poczuć si
          > ę jak mężczyźni, a potem grzecznie wracają do domu. Dlaczego? Nie mam pojęcia.
          >

          Bo nie mają się czasu nudzić, cały czas muszą o panią zabiegać wink
          To moja teoria, sama jestem taką heterą tongue_out
          • aandzia43 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:24
            > Bo nie mają się czasu nudzić, cały czas muszą o panią zabiegać wink

            Owszem, jeśli pani kręci fizycznie, to oni kręcą się i zabiegają. A jak już nie kręci, to też siedzą na dupie i nie uciekają, bo faceci stosunkowo nieźle znoszą nieszczęśliwe małżeństwo. Nas to rozwala i niszczy, oni jakoś sobie przechodzą sprawnie z szufladki do szufladki i ciągną ten wózek do przodu bez większego psychicznego szwanku.
          • esme83 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:35
            Możesz mieć rację.
            (Ja też jestem. Tzn. nie tą zaborczą, tylko tą z fochem, niestety).
    • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:47
      Zadna z pan nie zwraca uwagi na "proponowałem terapię", domyslam sie, ze skoro wiecej nie ma slowa na ten temat, pani propozycji nie przyjela.

      "Mnie nie było łatwo powiedzieć „koniec", bo mam z żoną dwoje wspaniałych dzieci. Kilka lat wierzyłem, że coś się między nami zmieni, proponowałem terapię, starałem się. Ale o tym nikt nie wie, prawda? Według wersji mojej żony jestem draniem, który odszedł do innej. Nie, nie odszedłem do innej. Odszedłem od niej."

      Moglbym napisac to samo z jednym malym wyjatkiem.
      Nie proponowalem terapii, ja tylko chcialem rozmawiac o naszym malzenstwie, o problemach, oczekiwaniach.
      Na sama propozycje odpowiadala "A co Ci sie nie podoba? Jestes chory, idz do psychiatry!"
      Na kolejna probe odpowiedz taka sama.. wiec poszedlem i.. i juz nie wrocilem.
      Po latach rozmawialismy o przyczynach rozpadu naszego malzenstwa, powodach, wspomnialem jej brak checi do rozmowy i wysylanie mnie do psychiatry..
      Odpowiedziala.
      Glupia bylam.
      • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:50

        > "Mnie nie było łatwo powiedzieć „koniec", bo mam z żoną dwoje wspaniałych
        > dzieci. Kilka lat wierzyłem, że coś się między nami zmieni, proponowałem terap
        > ię, starałem się. Ale o tym nikt nie wie, prawda? Według wersji mojej żony jest
        > em draniem, który odszedł do innej. Nie, nie odszedłem do innej. Odszedłem od n
        > iej."

        Nie odszedłem do innej. Odszedłem od niej, do innej, ale głównie to od niej. smile

        Tu jest szkopuł. Nikt nikomu nie każe siedzieć w nieszczęśliwym związku, tym bardziej jeśli druga strona nie wykazuje chęci naprawy. Ale można to rozegrać z klasą, a można też odejść do innej, zwalając całą winę za zdradę na żonę.
        • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:01
          > zwalając całą winę za zdradę na żonę.
          Alez ja nie zwalam na nikogo winy, winie ja za brak checi rozmowy (ona siebie tez.. po latach),
          winie ja za przekonanie, ze maz, to jest ktos dany na stale, na zawsze.. bo przysiegal.
          To samo napisze o zonach majacych takie przekonanie.
          • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:03
            Ups..
            "to samo napisze o mezach majacych przekonanie, ze zona jest dana na zawsze.
            a jesli juz dzieci urodzila, to przywiazana na amen"
          • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:17
            baltycki napisał:

            > > zwalając całą winę za zdradę na żonę.
            > Alez ja nie zwalam na nikogo winy, winie ja za brak checi rozmowy (ona siebie t
            > ez.. po latach),
            > winie ja za przekonanie, ze maz, to jest ktos dany na stale, na zawsze.. bo prz
            > ysiegal.
            > To samo napisze o zonach majacych takie przekonanie.

            Ale ja piszę o autorze listu, którego fragment o odejściu do innej kobiety podsumowałeś "Moglbym napisac to samo z jednym malym wyjatkiem."
            On winą za swoją zdradę obarcza żonę. Piszę że niesłusznie, bo nawet jeśli to była hetera niezainteresowana naprawą związku, to jest lepszy sposób na jego zakończenie niż odejście do kochanki.
            • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:27
              > jest lepszy sposób na jego zakończenie niż odejście do kochanki.
              Owszem.
              Bywa, ze tkwimy (kobiety, mezczyzni) w roznych niechcianych sytuacjach i do zmiany potrzebny jest bodziec w zyciu, w pracy..
              Kochanka byla takim bodzcem.
              • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:33
                No ale wtedy trzeba wziąć na klatę rolę męża który puścił się bokiem. A nie oczekiwać że otoczenie ulituje się nad mężem, którego żona wcale nie rozumie, ale zdał sobie z tego sprawę dopiero jak pojawiła się nowa kobieta na horyzoncie.
                • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:43
                  > zdał sobie z tego sprawę dopiero jak pojawiła się nowa kobieta na horyzoncie.
                  Jestes pewna, ze dopiero wowczas?
                  Kobiety tez nie odchodza z prostego powodu, nie maja dokad odejsc..
                  Mezczyzni podobnie.
                  • rasowa_sowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:54
                    baltycki napisał:

                    > > zdał sobie z tego sprawę dopiero jak pojawiła się nowa kobieta na horyzo
                    > ncie.
                    > Jestes pewna, ze dopiero wowczas?
                    > Kobiety tez nie odchodza z prostego powodu, nie maja dokad odejsc..
                    > Mezczyzni podobnie.
                    >
                    >

                    Ale ja nie twierdzę, że kobiety są w tym zakresie bardziej przyzwoite od mężczyzn.
                  • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:55
                    baltycki napisał:
                    > Kobiety tez nie odchodza z prostego powodu, nie maja dokad odejsc..
                    > Mezczyzni podobnie.

                    Dodkąd czy do kogo? Bo to ogromna różnica.
                    • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:01
                      Dokad..
                      Gdyby kochanka nie dysponowala lokum, nie odszedlby pod most.
                      • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:34
                        baltycki napisał:
                        > Dokad..
                        > Gdyby kochanka nie dysponowala lokum, nie odszedlby pod most.

                        I myślisz, że jakby miał lokum a nie miał kochanki to też by odszedł?
                        • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:42
                          Tak, tak mysle..
                          • araceli Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:45
                            baltycki napisał:
                            > Tak, tak mysle..

                            A ja nie. Pan nie miał 'dokąd' a nagle jak się pojawiła kochanka to żonie i mieszkanie zostawi i alimenty będzie płacił i połowę opieki nad dziećmi przejmie? A świstak siedzi i zawija w te sreberka.

                            Swoją drogą - nigdzie nie jest napisane, że pani kochanka ma własne lokum - równie dobrze może wynajmować i chcieć od pana partycypacji w kosztach. Także ten tego - nie 'dokąd' tylko 'do kogo'.
                            • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 16:00
                              > Swoją drogą - nigdzie nie jest napisane, że pani kochanka ma własne lokum - rów
                              > nie dobrze może wynajmować i chcieć od pana partycypacji w kosztach. Także ten
                              > tego - nie 'dokąd' tylko 'do kogo'.

                              Swoja droga.. to panie czytaja to, co nigdzie nie zostalo napisane.. Normalka smile

                              > żonie i mieszkanie zostawi i alimenty będzie płacił i połowę opieki nad dziećmi przejmie?

                              Swoja droga, to pan nie napisal, ze mieszkanie bylo jego wylaczna wlasnoscia..
                              Zostawil, znaczy nie bedzie sadzil sie po podzial..
                              Zostawil nie tylko mieszkanie (panie widza tylko mieszkanie, dom), "zostawienie mieszkania", to zostawienie wszystkiego, i lyzki kazdej, i widelca, noza ktore to trzeba sobie kupic..
                              i odkurzacza, pralki, (wymieniac wiecej?)

                              Zostawilem, wyszedlem z 2 torbami ciuchow, jakbym wyjezdzal na urlop..
                              reszte musialem kupic.
                              Tak, moge z czystym sumieniem powiedziec.. zostawilem wszystko!
                              • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 16:22
                                Zostawiłeś i ok. Czym innym jednak jest mieć dość i zostawić żonę, albo, nie wiem, uznać, że się wypaliło i po rozmowach odejść, a czym innym - znaleźć sobie kochankę, a z żoną nadal być. To jest nie fair zarówno wobec żony, jak i kochanki. Przy czym, rozumiem, że się tak poetycko wyrażę, że serce może zadrgać na widok innej pani, ale najpierw należałoby skończyć poprzedni związek, zanim wejdzie się w następny.
                                • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 16:32
                                  > uznać, że się wypaliło i po rozmowach odejść,
                                  Po rozmowach..
                                  No to sprobuj rozmawiac ze mna, jesli na rozmowe nie ma ochoty.
                                  Jak mnie zmusisz?
                                  Jak ja moglem zmusic?
                                  • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 16:34
                                    Przepraszam, dokonałam niepotrzebnego skrótu myślowego. Jeśli starasz się rozmawiać i mimo wszystko nie ma efektu, to można uznać, że próbowałeś i nie wyszło, nie z Twojej winy.
                              • ruda.anka2 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 20:57
                                > Zostawilem, wyszedlem z 2 torbami ciuchow, jakbym wyjezdzal na urlop..
                                > reszte musialem kupic.
                                > Tak, moge z czystym sumieniem powiedziec.. zostawilem wszystko!
                                >
                                Też tak kiedyś wyszłam. Z jedną torbą. I nie mając lokum. I nie mając kochanka. Można wyjść bardziej fair.
                                • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 23:19
                                  Order z ziemniaka sie nalezy.
                                  Na tej samej zasadzie dom opuszczaja matki z przychówkiem, w mieszkaniu zostawiajac gnoja, który nimi pomiatał.Gnój tym samym wygrywa.Tak to ma byc?
                                  • ruda.anka2 Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 23:13
                                    Przepraszam ale nie zrozumiałam: co to ma wspólnego ze mną?
                                • rosapulchra-0 Re: Druga strona medalu. 09.08.15, 02:56
                                  ruda.anka2 napisała:

                                  > Też tak kiedyś wyszłam. Z jedną torbą. I nie mając lokum. I nie mając kochanka.
                                  > Można wyjść bardziej fair.

                                  Podobnie moja koleżanka.
                  • cersei8 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:02
                    Ja osobiscie znam taka pare.
                    Panstwo po 30, kilkuletnie dziecko, pani po urodzeniu dziecka wszystko sie w glowie poprzestawialo, nic ani nikt poza dzieckiem nie jest wazny.
                    Maz liczy sie wylacznie jako ojciec dziecka, z tym ze bardziej bankomat niz opiekunka, bo w tej kwestii pani traktuje go jako niedorozwinietego.
                    Wytyka mu wszelkie, choc juz sprzed kilku lat, bledy w opiece nad dzieckiem, np. niewlasciwa temperatura mleka w butelce (choc nie podal malemu wrzatku), nie takie buty na spacer, nie ta kurtka, to ze nie zna nazwiska pediatry dziecka itd.
                    Tylko ze problemem jest ze ona mu praktycznie nie daje nic przy lub z tym dzieckiem zrobic, na porzadku dziennym sa teksty ze tatus nic nie wie, na niczym sie nie zna. Maly tez zaczyna powoli traktowac ojca jak przyglupa ktory nie ma nic do powiedzenia.
                    Trudno jest mu "wbic" sie w relacje matka-syn, ona byla z nim na wychowawczym na 3 rz i strzeze go jak jastrzebica smile.
                    Mowi tak do malego i do wszystkich dookola. Tak o nim mowi wsrod znajomych tata lub tata Adasia. Dodam, ze pan calkiem sensowny z wygladu, inteligentny, dobra praca.


                    Kiedy w ubiegle wakacje maly wyjechal z dziadkami pani lamentowala, ze jej zycie stracilo sens na te dwa tygodnie itd, na sugestie ze moge wreszcie z mezem gdzies wyjsc czy spedzic razem wieczor popatrzyla na mnie jak na kosmitke i stwierdzila ze nie sa juz nastolatkami zeby razem gdzies wychodzic, oni sa rodzicami itd.

                    Ostatnio okazalo sie, ze pan znalazl sobie pocieszycielke i wyprowadzil sie z domu, rozwod w toku, pani szaleje,
                    a ja mu sie nie dziwie...

                    My mamy dwojke dzieci w wieku 6 i 5 lat, praktycznie od poczatku staramy sie wyskoczyc z mezem raz w tygodniu (chco w praniu roznie to wychodzi) na randke, czyli do kina, teatru, na kolacje czy chocby spacer, w tym czasie rozmawiamy o wszystkim oprocz domu i dzieci.
                    Choc raz, dwa razy w roku wyjezdzamy sami na dluzszy weekend, gdy dzieci sa na wakacjach z dziadkami, tesknimy za nimi, ale cieszymy sie soba.
                    Czyli mozna smile
                    • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:20
                      > ja mu sie nie dziwie...
                      "Lubie to"
                    • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 17:24
                      Cersei, przywracasz mi wiarę w zdrowy rozsądek. Uważam dokładnie tak, jak ty. Czułość , zainteresowanie i troska należą się w związku/rodzinie każdemu. Także mężowi/partnerowi. Niestety, też znam pary, w których pani coś się w mózgu poprzestawiało, pan zapłodnił, teraz ma płacić i nie narzekać. A ponieważ są zaobrączkowani, to pani ma głębokie przekonanie, że już nic nie musi. Potem pan odchodzi (kit z tym, czy sam czy do innej) i jest płacz i lament, bo on jest ostatni skurczybyk. Z tym, że jak pan prosił o to, żeby cokolwiek zmienić, żeby byli związkiem, a nie matką z dzieckiem i bankomatem, to się pani ciężko oburzała o co też panu chodzi, przecież jest doskonale, bo ONA ma dziecko. Nie rozumiem tych kubłów pomyj wylewanych na pana z artykułu, bo wierzę, że mógł mieć dość.
                      Baltycki - bardzo Ci współczuję i wierzę, że próbowałeś.
                      • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 17:30
                        gulcia77 napisała:

                        (...)
                        > Potem pan odcho
                        > dzi (kit z tym, czy sam czy do innej) i jest płacz i lament, bo on jest ostatni
                        > skurczybyk. Z tym, że jak pan prosił o to, żeby cokolwiek zmienić, żeby byli z
                        > wiązkiem, a nie matką z dzieckiem i bankomatem, to się pani ciężko oburzała o c
                        > o też panu chodzi, przecież jest doskonale, bo ONA ma dziecko. (...)

                        Ależ przeciwnie, bardzo ważne jest to, co napisałaś w nawiasie. Gdyby nie nawias, mogłabym się podpisać. Pan czuje się źle, czuje się odrzucony - próbuje rozmawiać i naprawiać. Nie da się - odchodzi. Ale nie powinien szukać sobie kobiety na boku, bo to nieuczciwe. Także wobec tej nowej kobiety.
                        • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 17:46
                          Znam osobiście sytuację gdy pan odszedł do innej i znam sytuację gdy po prostu się wyprowadził i rozwiódł. To naprawdę nie miało większego znaczenia. Te związki de facto nie istniały. Druga sytuacja dotyczyła mojej własnej kuzynki, miałam ochotę ją walnąć, cisnąć nią o mur, pieprznąć w twarz - zrobić cokolwiek, żeby się ocknęła, kiedy jeszcze to małżeństwo trwało. Po dwóch latach po rozwodzie facet związał się z inną kobietą - lament taki sam. W pierwszej sytuacji przez SZEŚĆ lat mąż wręcz błagał, żeby poszli na terapię, coś w związku zmienili, mieli tylko jedno dziecko, dziewczyna uznała, że jego rola ogranicza się do zarabiania na nią i dziecko pieniędzy. Żeby było zabawniej, o jego próbach ratowania małżeństwa wiem od żony, która zwierzała mi się, że czego on chce, przecież mają dziecko, że mógłby się zająć budową domu, bo jej w mieszkaniu ciasno, a nie, on chciał wychodzić, wyjeżdżać, rozmawiać, no PO CO? Koronny argument - "przecież jesteśmy PO ŚLUBIE, a on, durny, chce na randki z żoną wyjść, pieniędzy szkoda, mogłaby sobie nowy ciuch kupić, albo coś dla dziecka". Naprawdę dużo z nią wtedy rozmawiałam, tłumaczyłam, żeby się zmieniła, że małżeństwo to naprawdę coś więcej niż dziecko i pieniądze - nie docierało. Kiedy kogoś poznał i się wyprowadził, to ona ze zdumienia wyjść nie mogła, co też mu mogło w tym małżeństwie nie pasować. Piszę o tym z przykrością o tyle, że my też mieliśmy kilka lat temu poważny kryzys i doszło do zdrady - z MOJEJ strony. Dużo się napracowaliśmy, żeby przetrwać razem. Jeśli czegoś się nauczyłam, to tego, że NIC nie jest na zawsze i trwałe, jeśli się o to nie dba.
                          • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 17:57
                            Wierzę, sama znam takie historie. W jednym (!) tylko przypadku, terapia wstrząsowa, jaką było odejście pana, pomogła - w tym sensie, że pani przemyślała wszystko, co się działo w jej związku i co zrobiła nie tak. O ile wiem, błędów już nie powtarzała (jest w innym związku, raczej szczęśliwym). Nadal jednak uważam, że klasę należy zachować do końca i najpierw odejść, potem tworzyć nowy związek.
                      • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 17:55
                        Nie rozumiem tyc
                        > h kubłów pomyj wylewanych na pana z artykułu, bo wierzę, że mógł mieć dość.

                        Gulciu, jak najbardziej mógł mieść dość i miał do tego mania dość prawo. Ale nie chodzi o to. Chodzi o to, że jak się ma dość i juz nie ma możliwości naprawy, to taki związek należy zakończyć.
                        Pytanie zasadnicze: dlaczego pan nie zakończył? Tylko spie...ł do kochanki kiedy nadarzyła się okazja? Czy gdyby kochanka się nie pojawiła to tkwiłby w tym bagnie do śmierci?
                        • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:12
                          cosmetic.wipes napisała:
                          > Pytanie zasadnicze: dlaczego pan nie zakończył? Tylko spie...ł do kochanki kied
                          > y nadarzyła się okazja? Czy gdyby kochanka się nie pojawiła to tkwiłby w tym ba
                          > gnie do śmierci?
                          Naprawdę nie znasz małżeństw, które istnieją tylko na papierze i wspólnym adresie? Ja znam i to całkiem sporo. Szczerze mówiąc należą do nich moi rodzice. Teraz, na stare lata, po różnych rodzinnych tragediach jakoś nauczyli się razem funkcjonować, ale dla nich byłoby lepiej, żeby to małżeństwo się rozpadło najpóźniej 20 lat temu. A jednak, wpływ wielu czynników spowodował, że się nie rozpadło. I choć generalnie, to ja mam wiele żali do ojca, to jednak uczciwie muszę przyznać, że ogromną rolę w tym, że im się nie ułożyło odegrała moja mama. Właśnie takim kiepskim podejściem, że przecież jesteśmy po ślubie, to ja już nic nie muszę. Nad związkiem się pracuje, a mąż jest równie ważny jak dzieci. Jak się o tym zapomina, to potem jest... średnio.
                          • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:38
                            gulcia77 napisała:

                            Nad związkiem się pracuje, a mąż jest równie ważny jak dzieci. Jak się o tym zapomina, to potem jest... średnio.

                            Maz nie jest jak dziecko, ale wielu panow tak wlasnie sie zachowuje i to jest problem. Kobiety ogarniaja prace zawodowa,dom, dzieci i meza, bo mezowie zaxhowuja sie jak dzieci i chca byc w centrum uwagi a kobiety robia wszystko zeby wszyscy byli zadowoleni lacznie z rodzicami i tesciami. Za to o nie nikt sie nie troszczy a same nie maja czasu a wiele z nich traktuje to jako fanaberie i ma wyrzuty sumienia gdy raz na jakis czas zrobi sobie przyjemnosc.
                            • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:55
                              Wiesz, ja ci strasznie współczuję męża, jeśli zachowuje się jak dziecko. Nie chodzi o to, żeby mąż był w centrum uwagi, ale żeby nie był na marginesie życia. A dom dziecko i pieniądze to akurat u mnie ogarnia się mniej więcej w tym samym zakresie i w ogóle nie uważam, że powinno być inaczej.
                              • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:46
                                gulcia77 napisała:

                                > Wiesz, ja ci strasznie współczuję męża, jeśli zachowuje się jak dziecko.

                                big_grin ty to starszne wspolczucie zostaw dla kogos potrzebujacego. Poza tym ja o swoim mezy nie napisalam.

                                Nie chodzi o to, żeby mąż był w centrum uwagi, ale żeby nie był na marginesie życia.


                                Tiaaa, bo z mezusiem trzeba sie obchidzic jak z dziecmi,bo on przeciez uwagi potrzebuje...tylko kobieta jej nie potrzebuje bo jak juz ta uwage skupi odpowiednio na dzieciach, mezu, tesciach, rodzicach,,cioci zosi i wyjki marku, pracy, zakupach,sprzataniu itd to nawet o sobie nie pomysli.
                                Najgorsze ze wiele kobiet tak mysli i jeszcze wmawia to innym.

                                > A dom dziecko i pieniądze to akurat u mnie ogarnia się mniej więcej w tym samym
                                > zakresie i w ogóle nie uważam, że powinno być inaczej.

                                A co mnie obchodzi jak u ciebie sie ogarnia, do twojej sytaucji sie odnioslam przeciez.
                                • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:57
                                  Możesz jakoś jaśniej o co ci chodzi? Bo nie ogarniam.
                                  • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:03
                                    gulcia77 napisała:

                                    > Możesz jakoś jaśniej o co ci chodzi? Bo nie ogarniam.

                                    A czego nie ogarniasz?
                                • klamkas Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:04
                                  Najma, oczywiste jest to, że każdy w związku (niezależnie od płci) potrzebuje uwagi, poczucia, że jest się ważnym i kochanym. Problem jest wtedy, kiedy pojawia nierównowaga lub wzajemna równia pochyła. Dobry związek to taki, w którym obie osoby są zgodnie z ich potrzebami zaopiekowane i zaspokojone. A ty sprowadzasz sytuację do "albo, albo". Jak jest albo mąż albo żona, albo każde sobie, to kończy się jak w poście startowym.
                                  • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:06
                                    Przecież to oczywista oczywistość.
                                • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:07
                                  Najma, ale gulcia dobrze pisze. Związek polega na tym, żeby miec uważność dla drugiej strony. Obopólną, niezaleznie od płci.
                          • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:39
                            Znam i zawsze jak o nich myślę, to wielce się dziwię po co tkwią w nienaprawialnym układzie. I cały czas o tym mówię - jeśli jest źle, to sie zamyka rozdział. Jesli się czeka latami, a potem ucieka do kachanka/ki, to albo nie było tak źle, albo jest się tchórzem.
                            • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:05
                              Nikt nie ma obowiązku być bohaterem, a najwygodniejsze są stare kapcie, nawet, jeśli się rozpadają. Prosta prawda, którą ci powie każdy psycholog. Żeby coś zmienić, nawet jeśli układ jest kompletnie do kitu, potrzebny jest bodziec. Przykre to, ale często bodźcem jest właśnie nowa kobieta/nowy mężczyzna. Przecież kobiety też odchodzą, w tym względzie często panuje równouprawnienie. Nie twierdzę, że to jest w porządku, tylko stwierdzam fakt, że po prostu tak jest. A muszę przyznać, że często, czytając emamę, zastanawiam się PO CO niektórym kobietom są mężowie. Mój chłop to mój najlepszy przyjaciel, to z nim rozmawiam o najważniejszych sprawach w moim życiu, to jemu się zwierzam i to z nim się borykam z problemami. Fakt, że nasza naturalna dynamika związku jest odwrotna do większości znanych mi układów, bo to raczej on pełni rolę "bridge over troubled water" i strażnika domowego ogniska, a ja jestem zadaniowa, efektywna i prąca do przodu, ale nie przyszłoby mi do głowy, żeby go kierować gdzieś na margines mojego życia. Zresztą u nas problemy pojawiły się kiedy tylko przestaliśmy ze sobą rozmawiać.
                              • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:40
                                Rozumiem wszystko co piszesz. Rozumiem też tez życie się bardzo różnie układa i ludzie nie są robotami, mają emocje i pod ich wpływem działają. Ale nadal stoję na stanowisku, że żeby wejść w nowy związek i móc uczciwie, z ulgą, bez ciągnącego się bagażu zacząć nowe życie, trzeba po sobie zostawić porządek. Zdrada, nielojalność jest zła. Nie oceniam cię - jedyna osoba, która ma prawo to robić ci wybaczyła i to jest najważniejsze, ale piszę z własnej perspektywy - zazwyczaj wszędzie mam bałagan, zazwyczaj jestem egoistką, zazwyczaj mam wiele rzeczy w tyłku na czele z konwenansami, ale pewne fundamentalne sprawy (a zdrada dla mnie taka jest) traktuję niezwykle powaznie. Konserwatywnie wręcz. Nawet mogę powiedzieć, że z kijem w doopiewink
                                • miss_fahrenheit Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:53
                                  cosmetic.wipes napisała:

                                  > Rozumiem wszystko co piszesz. Rozumiem też tez życie się bardzo różnie układa i
                                  > ludzie nie są robotami, mają emocje i pod ich wpływem działają. Ale nadal stoj
                                  > ę na stanowisku, że żeby wejść w nowy związek i móc uczciwie, z ulgą, bez ciągn
                                  > ącego się bagażu zacząć nowe życie, trzeba po sobie zostawić porządek.

                                  Pozwól, że się podpiszę pod tymi słowami.
                                  • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:04
                                    Ale ja też tak uważam. Tylko mam świadomość, że życie potrafi wykonać takie fikołki, że głowa mała. No i nie zawsze zachowujemy się tak dokładnie idealnie, jak byśmy sami chcieli. Moim zdaniem uczciwość przede wszystkim zakłada przyznanie się do własnych błędów, a dopiero potem ocenianie innych. Jedno wiem na pewno - zdrada, zakładając, że nie mówimy o lokalnych lowelasach i dziuńkach, tylko o poważnych, dorosłych ludziach naprawdę nie bierze się z powietrza. I to z obydwu stron. Czasem wina jest większa/mniejsza, ale nigdy stuprocentowa.
                                    • cosmetic.wipes Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:13
                                      Możemy się trochę pospierać? wink

                                      > Jedno wiem na pewno
                                      > - zdrada, zakładając, że nie mówimy o lokalnych lowelasach i dziuńkach, tylko
                                      > o poważnych, dorosłych ludziach naprawdę nie bierze się z powietrza. I to z oby
                                      > dwu stron. Czasem wina jest większa/mniejsza, ale nigdy stuprocentowa.

                                      Nie zgadzam się. Zdrada (zwłaszcza w rokującym związku) wynikająca z kwasów, niezrozumienia, poczucia braku miłosci, rozjechania się nie jest nigdy winą strony zdradzanej. Owszem - ból, rozgoryczenie, żal, tak, może być spowodowany zachowaniem drugiej strony, ale zdrada jest zawsze wyborem zdradzającego, nawet jesli ten wybór nie jest racjonalny.
                                      • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:29
                                        Tylko bywa tak, że wszystkie te złe uczucia się znakomicie kumulują, a druga strona nie reaguje na jakąkolwiek próbę rozmowy, naprawienia tego, co złe i po prostu czasem okoliczności i emocje biorą górę. Nie usprawiedliwiam zdrady, jako takiej, ale wiem, że wiele czynników do niej prowadzi. W dobrze przepracowanym układzie o zdradzie nie ma mowy. Czasem o tym rozmawiamy. To nie jest tak, że udajemy, że tematu nie było. Ale mamy pewną, że tak się wyrażę, jasność, co się między nami stało. Przestaliśmy rozmawiać, a zaczęliśmy wymieniać komunikaty. Na szczęście rozmowa zawsze była naszą najmocniejszą stroną i ja się po prostu wyspowiadałam, bo siedziało mi to na sumieniu.
                              • lola211 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 00:10
                                Przywracasz wiare w ludzi i zdrowy rozsadek.
                                Jako chyba jedyna w tym watku rozumiesz istote problemu.
                                • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 06.08.15, 09:18
                                  Bo istota problemu dotknęła nas osobiście uncertain Czasem trzeba zaliczyć glebę, żeby zrozumieć, co jest naprawdę ważne. Cudownie, że nam się udało przetrwać, ale był taki moment, że wcale nie było to pewne.
                      • rosapulchra-0 Gulcia 07.08.15, 07:36
                        Gulcia, sprawa jest prosta jak futerał na cepy. Jeśli nie przeżył na własnej skórze pewnych rzeczy, to sobie może teoretyzować na maksa, a i tak ta teoria zawsze, no po prostu zawsze, choćby z powodu marginesu błędu statystycznego, się rozejdzie z rzeczywistością. Ja tu jestem regularnie opluwana przez określoną grupę forumowiczek, bo związałam się z człowiekiem, który jeszcze formalnie był żonaty, ale faktycznie jego związek już nie istniał. Ostatnie dwa lata związku to były ciągłe próby odejścia od niej i jej błagania, żeby wrócił i że ona się zmieni, poprawi, szantażowanie swoim dzieckiem z pierwszego małżeństwa, mamienie seksem, prośbami, groźbami, szantażowaniem, a gdy wracał, to w ciągu tygodnia sytuacja wracała do "normy". Chorobliwa zazdrość, wyrzucanie z domu z tekstem "wy..j" było na porządku dziennym. Aż w końcu nie dał jej kolejnej szansy i odszedł. Na zawsze. No to się dowiedział, że jest w ciąży i musi do niej wrócić dla dobra dziecka (zaznaczam, że jeszcze wtedy nie byliśmy ze sobą), na co on stwierdził, że właśnie dla dobra dziecka do niej nie wróci. Kilka miesięcy później z premedytacją spuściła ciążę. Szóstą z kolei. Od samego początku piła, paliła, dźwigała ciężary, przesuwała samodzielnie meble w mieszkaniu, pchała zepsuty samochód, potrafiła przyjechać w mróz trzaskający, w środku nocy, pijana jeszcze z butelką wina w aucie po pieniądze na paczkę papierosów. Bo tak. Będąc w czwartym miesiącu ciąży.
                        Rok później mu się przyznała, że ona nie chciała tego dziecka i straciła je z pełną świadomością i tylko żałuje, że tak długo to trwało. Bo gdyby miała pieniądze na skrobankę, to bez zastanowienia by ją wtedy zrobiła.
                        Ale panie z forum wiedzą lepiej i dopowiadają swoje legendy. A potem obrażają mnie i mojego męża.
                        Gulcia, ja też przeżyłam zdradę, tylko z drugiej strony (wyrzygiwaną mi tu na każdym kroku). Był kryzys, nie byliśmy wtedy razem, to był jednorazowy wyskok, po imprezie, podczas której mój mąż się upił. Do laski, która doskonale wiedziała, że on jest żonaty i ma dzieci mam uzasadniony żal i gardzę nią za to co zrobiła. Mąż jest mi znacznie bliższy. Odchorowałam tę zdradę bardzo - zdrowie mi się posypało jak domino. Prawie pół roku w dwóch szpitalach, spadek wagi o 70 kg. Trzeba było mnie wnosić na schodach, bo nie dawałam rady sama podnieść nogi na stopień, a co dopiero dźwignąć i tak wychudzone ciało na kolejny. Mój mąż odpokutował swoją winę nie w dwójnasób, ale w wielonasób. I cieszę się, że jednak nie odeszłam od niego, że nadal tworzymy rodzinę, solidarną i kochającą się wzajemnie, choć niektórym paniom to po prostu w gardle ością staje i ciągle się dopisują do moich postów w sposób obrażający mnie, mojego męża i moje dzieci.
                        • lola211 Re: Gulcia 07.08.15, 08:06
                          Załosne są te ematki.
                          Robia to z bezsilnosci, zero rzeczowych argumentów ,wiec jedyne co im zostaje to personalne wycieczki.
                        • gulcia77 Re: Gulcia 07.08.15, 09:23
                          A ja rozumiem emamy. Żyjemy w takim, a nie innym środowisku, mamy taką, a nie inną mentalność. To, że potrafię pewne rzeczy zrozumieć, czy spojrzeć z szerszej perspektywy, to jeszcze wcale nie oznacza, że pochwalam. Pewne rzeczy się po prostu dzieją, nawet jeśli nie do końca są w porządku. Nigdy nie opowiadałam się po żadnej ze stron w jatkach na Twój temat, bo wychodzę z założenia, że to Twoje życie, Twoje sprawy i mnie nic do tego. Natomiast zauważam pewną niekonsekwencję u Ciebie. Jeśli Twój mąż Cię zdradził, to dlaczego obwiniasz o to inną kobietę, a nie własnego męża? Moim zdaniem wina leży po stronie tej osoby, która jest w związku, a nie "tej drugiej". Ciekawe, że u nas wątek osoby, z którą zdradziłam jakoś prawie się nie pojawia. Ot, był, ale to ja byłam winna, nie on. Ponieważ to ja byłam związana z moim chłopem, nie on. A "odpokutowywanie", czy też ciągłe wracanie do żali i pretensji przecież nie ma najmniejszego sensu. Jeśli nie potrafilibyśmy sobie z tą sprawą poradzić, to byśmy się rozstali. No, ale to moje zdanie.
                          • rosapulchra-0 Re: Gulcia 07.08.15, 10:31
                            Napisałam długiego posta i.. poszedł w niebyt uncertain
                            Napiszę w takim razie krótko - mój mąż jest w 100% winny zdrady. I jego obarczam winą, a do tamtej kobiety mam słuszne pretensje, że wiedząc że facet jest żonaty, nie w separacji!, dzieciaty i pijany wlazła mu w rozporek.
                            Zaraz mi tu któraś wyrzyga, że sama się związałam z żonatym. To prawda. Był żonaty. TYLKO FORMALNIE, bo w rzeczywistości był wolnym człowiekiem, który zakończył związek ze swoją żoną, ale jeszcze nie formalnie nie przeprowadził rozwodu. Podkreślam - FORMALNIE. Nie dzielił z nią żadnego majątku, podobnie jak Baltycki, spakował dwie walizki i się wyprowadził na amen. Miesiąc czy dwa miesiące później dowiedział się, że ona jest w ciąży, resztę historii już znasz.
                            • araceli Re: Gulcia 07.08.15, 11:02
                              rosapulchra-0 napisała:
                              > Napiszę w takim razie krótko - mój mąż jest w 100% winny zdrady. I jego obarcza
                              > m winą, a do tamtej kobiety mam słuszne pretensje, że wiedząc że facet jest żon
                              > aty, nie w separacji!,
                              dzieciaty i pijany wlazła mu w rozporek.

                              A jeszcze przed chwilą było:
                              > Był kryzys, nie byliśmy wtedy razem,


                              Pewnie mężulek idąc w tango z kochanką był-niebył dokładnie tak samo z Tobą jak z byłą żoną.
                              • rosapulchra-0 Re: Gulcia 07.08.15, 15:27
                                Odpowiedziałam, ale mnie wycięto, więc odpowiem jeszcze raz, ale swojego zdania na twój temat nie zmienię.
                                Był kryzys problemy z pracą, a przede wszystkim z zarobkami i mój mąż pojechał do UK, był tam sam, a ja byłam w Polsce z dziećmi. Dzieliło nas jakieś 2000 km. Dotarło??
                                • araceli Re: Gulcia 07.08.15, 23:01
                                  rosapulchra-0 napisała:
                                  > Odpowiedziałam, ale mnie wycięto,

                                  Ciekawe prawda?
                                  • rosapulchra-0 Re: Gulcia 08.08.15, 08:37
                                    Wycięto mnie za to, w jaki sposób cię nazwałam. I zdania na twój temat nie zmienię.
                                    • araceli Re: Gulcia 08.08.15, 11:35
                                      osapulchra-0 napisała:
                                      > Wycięto mnie za to, w jaki sposób cię nazwałam.

                                      Dowód chamstwa. Proszę bardzo - nawet sama przyznajesz zamiast jak zwykle udawać świętą big_grin
                                      • rosapulchra-0 Re: Gulcia 08.08.15, 11:42
                                        To jest twoja kłamliwa opinia.
                                        • araceli Re: Gulcia 08.08.15, 13:29
                                          Biorąc pod uwagę ilość wykasowanych ostatnio Twoich postów pod moim adresem to niestety czysta prawda.
                                          • rosapulchra-0 Re: Gulcia 08.08.15, 13:30
                                            To jeszcze policz, ile twoich zostało wykasowanych..
                                            Zresztą, nie chce mi się z tobą gadać. EOT.
                          • vre-sna Re: Gulcia 07.08.15, 20:27
                            A ja dopowiem z innej strony. Pojawienie się fascynacji inną osobą wynika nie z poczucia bycia nieważnym w związku i w konsekwencji poczucia zranienia. Wtedy raczej dochodzi do zamknięcia się na obce relacje.
                            To raczej wypalenie uczuć skłania do bycia otwartym. Niby jedno z drugim się przenika, ale raczej wdupiemanie partnera jakoś nie powoduje deprechy a chęć wchodzenia w jakiś nowy układ.
                            Dlatego racjonalizowanie zdrady, bo poczułem się nieważny jest dla mnie nieprawdziwe. Bo gdy kocham to cierpię, a gdy cierpię to nie umiem otworzyć się na inną.
                            • gulcia77 Re: Gulcia 08.08.15, 09:05
                              Mnie się wydaje, że to jednak kwestia osobnicza. Każdy człowiek na taką sytuację reaguje inaczej. Gdyby wrzucić tu stereotypy, to inaczej na złą sytuację w związku zareaguje kobieta, inaczej mężczyzna. Ale też nie każda i nie każdy. U mnie częste są typowo "męskie" reakcje na świat, mój chłop czasem bywa bardziej "kobiecy". Ale nam obojgu to pasuje i funkcjonujemy sobie we własnej dynamice. Wydaje mi się, że takie ekstrapolowanie własnych reakcji i emocji na innych nie zawsze się sprawdza.
                      • 3-mamuska Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 13:33
                        gulcia77 napisała:

                        > Cersei, przywracasz mi wiarę w zdrowy rozsądek. Uważam dokładnie tak, jak ty. C
                        > zułość , zainteresowanie i troska należą się w związku/rodzinie każdemu. Także
                        > mężowi/partnerowi. Niestety, też znam pary, w których pani coś się w mózgu popr
                        > zestawiało, pan zapłodnił, teraz ma płacić i nie narzekać. A ponieważ są zaobrą
                        > czkowani, to pani ma głębokie przekonanie, że już nic nie musi. Potem pan odcho
                        > dzi (kit z tym, czy sam czy do innej) i jest płacz i lament, bo on jest ostatni
                        > skurczybyk. Z tym, że jak pan prosił o to, żeby cokolwiek zmienić, żeby byli z
                        > wiązkiem, a nie matką z dzieckiem i bankomatem, to się pani ciężko oburzała o c
                        > o też panu chodzi, przecież jest doskonale, bo ONA ma dziecko. Nie rozumiem tyc
                        > h kubłów pomyj wylewanych na pana z artykułu, bo wierzę, że mógł mieć dość.
                        > Baltycki - bardzo Ci współczuję i wierzę, że próbowałeś.


                        Wiesz sa takie osoby ja mam w rodzinie taka ciotkę która tak traktowała faceta plus mieszkali z jej matka.


                        Ale z tekstu pana nie wynika ze pani tak traktowała pana, pani sie zagubiła miedzy 2 dzieci , praca , domem.

                        Pani nic nie napisał jak to pomagał robił wszystko, czy panią wspierał a ona traktowała go jak głupka.
                        Myśle ze przy takim narzekaniu pan by zapewne o tym wspomniał.

                        I tak sa osoby które po latach uważa ze nie wypada chodzić na randki, trzymać sie zakręcę okazywać czułość publicznie, bo juz wyrośli sa za starzy.

                        Ale takie rzeczy można wypracować, najcześciej sie o nich wie zabim dzieci sie pojawia.


                        I nikt nie każe panu tkwić w takim związku.
                        Ale jeśli ci złe to sie zmienia, jeśli siedziesz to nie szukaj wymówki na zdradę tylko weź na klatę zdradziłem jestem winny odchodzę. Niestety nie byłem zono z toba szczęśliwy.

                        Zreszta każdy kij ma 2 końce. Ludzie sa różni i rożnie odbierają ten sam tekst , gest ...


                        Po prostu obraz sie wyłania taki ze ciepłe kluchy z pana.
                        Nie odszedł jak mu było złe, nie rozumiał zony nie zajmował sie domem, a czy ja wspierał to mu sie jedynie wydawało i zapewniał byt na tym rola faceta sie kończy a i jeszcze narzekanie.
                        Albo zdrada.
                  • karrioka Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:24
                    Fajnie, że w takich - przeciętnych ekonomicznie - sytuacjach to takie powszechnie zrozumiałe, że ktoś "nie ma dokąd pójść" a jeśli chodzi o osoby żyjące w kompletnej biedzie, alkoholowe rodziny etc to wszyscy się dziwią "czemu ona nie odchodzi". i mają wizję miliona możliwości

                    • gulcia77 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:35
                      Bo zawsze się fajnie teoretyzuje, dopóki samemu kłopotu się nie ma. Ten pierdylion możliwości za każdym razem mnie rozczula.
      • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:02
        baltycki napisał:

        > Zadna z pan nie zwraca uwagi na "proponowałem terapię", domyslam sie, ze skoro
        > wiecej nie ma slowa na ten temat, pani propozycji nie przyjela

        Alez pani ogarniala swoja prace swoje obowiazki plus sprzatala po swoim mezu i byla wykonczona tak ze nawet nie miala sil wyjsc do kina ani na seks ale powinna jeszcze znalezc czas na terapie.

        > "Mnie nie było łatwo powiedzieć „koniec", bo mam z żoną dwoje wspaniałych
        > dzieci. Kilka lat wierzyłem, że coś się między nami zmieni, proponowałem terap
        > ię, starałem się. Ale o tym nikt nie wie, prawda? Według wersji mojej żony jest
        > em draniem, który odszedł do innej. Nie, nie odszedłem do innej. Odszedłem od n
        > iej."

        Hahaha, tiaaa, odszedl od zony gdy sie nowa pani pojawila no i staral sie ale sie nie postaral.

        > Na sama propozycje odpowiadala "A co Ci sie nie podoba? Jestes chory, idz do ps
        > ychiatry!"

        hmmm, no coz...

        > Odpowiedziala.
        > Glupia bylam.

        Chcialbys taka odpowiedz uslyszec.
        • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 18:47
          Nie wiem, dlaczego mialbym chciec..
        • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 19:11
          > > Odpowiedziala.
          > > Glupia bylam.
          >
          > Chcialbys taka odpowiedz uslyszec.

          No popatrz, jak dobrze pamietam moje "klamstwa"..
          juz w 2011 opowiadalem to samo..

          "Ty jestes chory, lecz sie, idz do psychiatry!!
          No to poszedlem (nie do psychiatry) i nie wrocilem...
          Jej odpowiedz na moje wspomnienia??

          "Glupia bylam!""
          forum.gazeta.pl/forum/w,571,121977876,122179072,Samo_zloto_.html
          w pozniejszych latach tez, ale nie bede wklejal..

          Podobno trzeba samemu byc klamca, aby innym bezpodstawnie zarzucac klamstwo.
          • najma78 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 20:01
            baltycki napisał:

            > Podobno trzeba samemu byc klamca, aby innym bezpodstawnie zarzucac klamstwo.
            >

            big_grin a kto ci klamstwo zarzuca? Przeciez kazdy moze miec jedna wersje, ktora mu pasuje i ego mile stymuluje, a ty to lubisz, totez na ematce wciaz przesiadujesz big_grin
    • kardiolog Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 13:51
      Aż przeczytałem wywiad oczywiście bez 180 wpisów tutejszych zaangażowanych i widzę pewne pokrewieństwa sytuacyjne z moim znajomym. Tyle że on chyba chciał wrócić do żony i dzieci ( no chyba ze poznał inną bratnią duszę o czym nie wiem) a był z kochanką. Nie zawsze facet chce odejść od żony i dzieci i warto abyście o tym pamiętały godząc się na rolę side pussy. On najwyraźniej od żony odejść nie chciał. Bohater wywiadu odwrotnie. Tak czy inaczej fakty są jakie są czyli na korzyść faceta- jak dla mnie.
      Kardiolog
    • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:32
      Apropos tych bzdurnych żali pana, przypomniało mi się, ze znałam (a w zasadzie znam, ale nie mam ochoty na podtrzymywanie znajomości) faceta, który poznał dosyć atrakcyjną panią, będąc oczywiście w związku. Pan pani wpadł w oko, więc zaczęli flirtować i pan zaczął wylewać swoje żale jaka to ta jego zona jest wredna, zła, niedobra, wręcz piekło mu z życia robi, oczywiście seks kuleje, a teściowa uuuu dramat. Żona, gdyby się o tym dowiedziała, to zbierałaby szczękę spod poziomu podłogi, bo pan oczywiście w domu przykładny mąż, słodzący zonie, pożycie małżeńskie wręcz wzorowe. Na tydzień przed ślubem kościelnym (mieli do tej pory tylko cywilny) pan umawiał się z kochanką na wyjazd do Chorwacji, żonie wciskając kit, ze jedzie na szkolenie.

      Jako, że znam całą trójkę, a sytuacja dla mnie z tych obrzydliwych, zapytałam atrakcyjną panią, czy ją nie uwiera fakt, że przyczynia się do rozbicia małżeństwa, wcale nie takiego złego, jak pan ściemnia, na co pani z oburzeniem odrzekła, że ani trochę, bo ta zona to tyran i sucz, bo każe panu - i tu tadam - wieszać pranie!

      Pan się opamiętał w momencie, gdy atrakcyjna pani zachęcona jego opowieściami, zaczęła naciskać na rozwód i oczywiście ślub z nią. Wtedy pan z podkulonym ogonem wrócił do żony.
      • klamkas Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:36
        No wiesz, ja znam teściową, która obsmarowywała synową jako najgorszą kobietę świata, żonę zaniedbującą i niekochającą, bo synio musiał raz w tygodniu poodkurzać mieszkanie (35m, więc żaden pałac) i składać... swoje skarpetki w pary wink.Kobieta wychowana przez taką matkę może uważać, że wieszanie prania to forma przemocy wink.
        • kota_marcowa Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:51
          K
          > obieta wychowana przez taką matkę może uważać, że wieszanie prania to forma prz
          > emocy wink.

          Nie wiem jaką miała matkę, ale ona naprawdę uważała, że TO JEST przemoc.
          Co ciekawe, pan nie jakiś brzydki, ale żaden adonis, na dodatek gołodupiec, obciążony kredytem na 30 lat.
          Atrakcyjna pani, młoda, ładna, zarabiająca kilkanaście (to nie pomyłka) razy tyle co pan.
      • baltycki Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 14:49
        Kiedys bylem w domu kobiety, ktora mnie podrywala, wrecz napastowala..
        Niechcacy uslyszalem rozmowe tej kobiety z jej siostra, siostra dziwila sie siostrze, ze zabiera sie za zonatego, dzieciatego mezczyzne..
        - Czy tych dzieci jej nie zal?
        - A kto matrwil sie o moje dziecko, gdy zostalam sama?
        • vre-sna Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:14
          Tak, zranieni ludzie odgrywają się na otoczeniu.
          Ale zawsze, jeżeli taką osobę się spotka można na spokojnie wyłuszczyć, że a. Jestem zajęty/a, b. Powyższa relacja powoduje we mnie brak zainteresowania.
          Ba, będąc w związku niezależnie od motywacji zarywającego odmawiamy. Wszak tę chemię się czuje, ale gdy mamy też zobowiązania, to czyż nie jest naturalnym odpuszczenie sobie tej przyjemości?
          Oczywiście, że to nie jest łatwe.
    • 18lipcowa3 Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:11
      Wzruszyła mnie historia misia, uśmiałam się też czytając komentarze forumek- oczywiscie te jadące po misiu.
    • morgen_stern Re: Druga strona medalu. 05.08.15, 15:19
      Nie, to nie jest jednoznaczne. Pomagać można komuś przy JEGO pracy. Obowiązki domowe po prostu wykonują domownicy. Komu "pomagają"?
      Zwrot "pomaga żonie w domu" ma dość czytelną wymowę. Ja, łaskawy i dobry pan pomagałem żonie przy jej robocie.
    • azurana Re: Druga strona medalu. 08.08.15, 15:28
      E matko! Przeczytałam tylko post startowy i zalinkowany tekst, więc zapewne powtórzę coś co już zostało napisane, sorry. Facet kompletnie nie bierze odpowiedzialności za swoje 50%. Wybrał tę kobietę, spłodził z nią dzieci. Związek nie przetrwał i to wszystko jej wina? Nie jestem porzuconą kobietą, a i tak tego nie kupuję. Rosa, a jak Ciebie opisałby "idealny mąż" - tak, podczytałam bloga, fajny smile - potencjalnej kochance?
Pełna wersja