karola1008
11.09.15, 09:55
Czy jest film, któremu przyznałybyście swoją prywatną Złotą Malinę

? Taki, po którego obejrzeniu byłyście w stanie powiedzieć tylko "Co za shit!"? W którym nie było nic, ale to nic sensownego i na samo wspomnienie flaki Wam się przewracają?
Ja mam taki film. Otóż jest to "Bitwa pod Wiedniem", rzadkie gówienko produkcji włoskiej. Z udziałem, niestety, Jerzego Skolimowskiego w roli Jana III Sobieskiego, Piotra Adamczyka jako cesarza Leopolda oraz Alicji B-C w roli księżnej Lotaryńskiej. Dofinansowane przez nasz PISF.
Doprawdy nie wiem, jak ten film opisać. Głównym jego bohaterem nie jest król Sobieski, ani cesarz, ani wezyr Kara Mustafa. Jest nim mnich Marek z Aviano, postać historyczna, twórca koalicji antytureckiej. Otóż film zaczyna się od tego, że młodemu Markowi ukazują się scena śmierci jego dziadka, który zginął w potyczce z Turkami (no comment). Potem Marek dorasta, wstępuje do zakonu kapucynów, a przez jego życiorys co jakiś czas przewija się wilk. Zwierzę, znaczy się. Ten wilk, np. ratuje Markowi życie (inwencja twórcza scenarzysty). Modli się Marek, modli, aż w końcu dowiaduje się, że na Europę zamierza ruszyć Kara Mustafa, któremu Marek niegdyś uratował życie (brednie), jak się okazuje - zupełnie niepotrzebnie. Rusza Marek do Wiednia, na dwór cesarza Leopolda, który to cesarz jest kompletnym debilem (nie był). Marek go urabia, uzdrawia po drodze jego kuzynkę, Eleonorę Lotaryńską, Turcy idą na Wiedeń i nagle (nie do końca wiadomo skąd), na scenę wchodzi Jan III Sobieski, którego Leopold i jego Panowie Rada traktują jak ostatnią popierdułę (niemożliwe w realu). Nawet siadać nie proszą (niewyobrażalne wręcz). Sobieski, którym Austriacy wytarli właśnie podłogę, z absolutnie tajemniczego powodu godzi się jednakże obronić Wiedeń. W sumie i tak przyjechał już z całą armią, to co mu szkodzi. Zatem Król Nasz Jegomość lezie na własnych nogach na wzgórze Kahlenberg, tarzając się w błocie (akurat

) i własnym Majestatem pchając armatę. Razem z królem lezie przez to błoto Marek z Aviano. Prowadzi ich wilk.
W końcu Sobieski rozbija Turków w puch, Kara Mustafa zostaje z rozkazu sułtana uduszony, a Markowi po raz ostatni ukazuje się wilk, który następnie zmienia się w jego nieżyjącego dziadka i w promieniach słońca odchodzi do nieba. Serio.
Przy takiej superprodukcji oczywiście niezwykle istotne są efekty specjalne. Nieprzebrane zastępy wojsk, wybuchy, strzały, piuropusze ognia, krew lejąca się strumieniami, zwłoki wylatujące w powietrze, itp. Producenci "Bitwy pod Wiedniem" zaangażowali do tego zadania chyba grupę 13-latków, siedzącą akurat na Fejsie.
Oglądałam to cudo trzy lata temu. Z racji obowiązków służbowych. Wczoraj dostałam ten film na płycie, od osoby, która niewątpliwie chciała mi sprawić przyjemność, a która nie miała pojęcia o wartości tego arcydzieła.
Trochę to przydługie, ale musiałam dać upust roznoszącym mnie emocjom

. Macie jakiś swoich faworytów?