maciulka
20.09.04, 10:52
Moja koleżanka ma 5-letnią córeczkę. Tzn. miała i nie wiadomo, czy
kiedykolwiek jeszcze będzie miała, ale od początku.
Było to w zeszłym roku na wakacjach. Koloeżanka pojechała z córeczką nad
morze i kiedy wróciła, poprosiła męża, aby zszedł do samochodu i pomógł jej
zabrać rzeczy. Nie zabrała kluczy. Mąż zszedł, ale akcja rozegrała się bardzo
szybko. Schwycił dziecko, wsadził do swojego samochodu i uciekł. Dziewczyna w
jednej sekundzie została sama, bez dziecka, bez dachu nad głową, mężem
psychopatą, który uciekł nie wiadomo gdzie. Mieszkanie jest własnością jej
męża jeszcze z czasów, kiedy był kawalerem.
Facet zamieszkał u rodziców, dotychczas jest bezkarny i pomimo wielu spraw
sądowych, które się odbyły, koleżanka nic nie wkórała. Wydała mnóstwo
pieniędzy, ale on więcej... Nie stawia się na żadną sprawę sądową, sąd nie
stosuje dla niego żadnych konsekwencji. Otrzymała prawo do widywania się raz
w tygodniu z córeczką, ale mąż i na to nie pozwala, nie wpuszcza jej do domu,
to samo robią jego rodzice. Koleżanka wynajęła nawet detektywów, wydaje
wszystkie pieniądze, mieszka na sublokatorce, robi wszystko co możliwe, a to
wszystko nie przynosi rezultatów. Przez rok tylko kilka razy widziała
córeczkę i dziecko jest tak zastraszone przez ojca, że ucieka na jej widok.
Dodam, że koleżanka ma 2 fakultety, dobrą pracę, mąż nie pracuje, dziecko
wychowują dziadkowie, a ona płaci jeszcze alimenty!!! Nie na dziecko, tylko
na "utrzymanie rodziny", czyli na dziecko i na niego! Był wielki artykuł w
gazecie lokalnej, program w TV lokalnej i nic. Kiedy chciała dostać się do
TVN Uwaga czy innego ogólnopolskiego programu, usłyszała, że o takich
sprawach to oni słyszą codziennie. Żadna nowość.
I gdzie jeszcze można się zwrócić, kiedy wszystkie możliwości zawodzą?
Rzecz dzieje się w Szczecinie. Jak widać można zrobić wszystko, nawet ukraść
dziecko i być bezkarnym! To już nikogo nie obchodzi, bo jak wyraził się
sąd: "Ojciec ma takie same prawo do dziecka jak matka..."