Dodaj do ulubionych

Wasze wlasne prawie nagrody Darwina

01.12.15, 20:51
W jaki najglupszy sposob sobie zrobilyscie krzywde? Ja przed chwila ukruszylam sobie zab gryzac... zelowy paznokiec,ktory mi zrobila kolezanka sad A moja przyjaciolka miala w zwyczaju po pomalowaniu rzes tuszem rozdzielac je igla do szycia. Raz sie dziabnela,na szczescie w powieke a nie w oko... Macie na sobie jakies blizny,ktore Wam przypominaja,ze do MENSY nie macie co startowac? wink
Obserwuj wątek
    • melancho_lia Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 21:03
      Prasowałam kiedyś latem. Upał nieziemski, ja w samym kostiumie. Do dziś mam piękną liniową bliznę na udzie od przypalenia krawędzią stopy żelazka.
      Moja mama z kolei miała zwyczaj wychodzenia na spacer z psem i rowerem - to znaczy jechała na rowerze, trzymala w ręku smycz a na smyczy psa. Pies spokojny, aż któregoś razu wystraszył sie innego psa i szarpnął. W wyniku upadku mama złamała nogę - 8 tyg. w gipsie.
    • capa_negra Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 21:09
      Trzydzieści lat temu przy obieraniu ziemniaków prawie podcięłam sobie żyły lewego nadgarstka jak mi się ostry nóż po ziemniaku ześliznął, a tak całkiem niedawno sięgałam po coś ponad gorącym garem i oparzyłam sobie brzuch.... 2x
      Pierwsze to raczej kategoria wypadek, ale drugie zdecydowanie Darwin
    • kota_marcowa Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 21:17
      Ja co prawda na szczęście trwałych obrażeń nie odniosłam, ale mogło to się skończyć tragicznie.
      Już kiedyś pisałam, ze wywołałam w kuchni pożar. Na zlewie stała puszka ze sprayem (no wiecie jak pronto do sprzątania) i po skończeniu krojenia wrzuciłam do zlewu nóż, pech chciał, że rzucając trafiłam czubkiem w tę puszkę i ją przebiłam, wtedy zaczęła z prędkością światła wylatywać ta pianka i zajęła całą komorę zlewu, a że na kuchence obok gotował się obiad, to te chemikalia się podpaliły, jakimś cudem po odkręceniu kranu i polewaniu wodą z wiaderka udało się ugasić i puszka nie wybuchła. Gdyby rozwaliło puszkę oberwałabym jak granatem.
      Straty- opalona szafka nad zlewem i plastiki typu sitko i koszyczek na sztućce ze zmywarki.
    • ichi51e Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 21:52
      Już miałam napisać ze nie mam ale owszem!
      Jako dziecko w okresie świątecznym odwidzalam babcie na wsi. Poszliśmy z kuzynami nad staw. Do dziś pamietam jak mowię "tu już chyba w porządku" tupiąc w lód noga z całej siły. Ziemia się przesunęła. big_grin
    • mia2002 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 22:09
      W ogrodzie ściągałam złamaną wieeelką gałąź, która zahaczyła się o inne. Rąbnęła mnie w głowę, aż zobaczyłam gwiazdy. Co gorsza, byłam wtedy sama z niemowlakiem, reszta rodziny miała zjechać dopiero za parę godzin.
      Wygrałam?
    • zona_mi Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 22:13
      W liceum, w szkolnej łazience położyłam torbę z książkami po jedyną na ścianie umywalką i poszłam załatwić potrzebę.
      Gdy wróciłam po torbę, była otoczona wieloma ludźmi, polawirowałam i schyliłam się po nią gwałtownie, by wyjść jak najszybciej - to była nieoficjalna palarnia uczniów.
      Z całej siły przydzwoniłam czołem w tę umywalkę.
      W szpitalu przez tydzień lekarze nie mogli powstrzymać uśmiechu (dobra, rechotu) na widok zmieniającego barwy sińca.
    • kkalipso Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 01.12.15, 22:30
      Maluteńką bliznę mam w rogu oka, bujałam się w fotelu przy ławie i gwiznęłam.
      Nad kolanem maleńką zrobiłam sobie sama siarką od zapałek ( taka moda byłatongue_out).
      Pod ustami od wypadku samochodowego. Ostatnia to w trakcie kąpieli jak mi szklanka spadła w której trzymałam żyletką. Blizna została okrutna aż szkoda....
      Mam też dwie od siostry "sadystki" jedna bardzo widoczna każdy pyta;- Co to?
    • kai_30 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 00:00
      Zgubiło mnie poczucie humoru i skłonność do popadania w głupawki. W wieku mocno nastoletnim siedziałam na jakiejś rodzinnej imprezie - wystrój typowo peerelowski, wersalka, rozkładana ława, na niej talerzyki do ciasta i herbata w prawdziwych szklankach, w koszyczkach. Ktoś opowiedział jakiś dowcip, który mnie rozśmieszył do tego stopnia, że złożyłam się w pół i rąbnęłam łbem w krawędź szklanki, rozcinając sobie łuk brwiowy.

      Mój mąż z kolei ucierpiał też przez szklankę, do piwa. Któregoś lata zepsuła nam się zmywarka, naczynia zmywaliśmy na zmianę, była jego kolej. Ponieważ ma lekką fobię, zmywał w lateksowych rękawiczkach (ale za to w samych bokserkach, bo upał był), no i namydlony pokal wyślizgnął mu się z ręki. Zamiast się odsunąć, mąż koniecznie usiłował go uratować i przycisnął ramieniem do boku. Pokal nie spadł, owszem, ale przyciśnięte szkło pękło i spory kawał wbił mu się powyżej łokcia. blizna na pięć centymetrów.

      O, jeszcze jedno mi się przypomniało. Grałam z wakacyjnym towarzystwem w bilard, w towarzystwie był chłopak, który mi się bardzo podobał, koniecznie chciałam mu zaimponować i przyłożyłam się do trudnej bili, trzeba było mocno uderzyć pod idealnie wymierzonym kątem. Nie wiem, jak kąt, bo walnęłam tak mocno, że rozwaliłam sobie dłoń o krawędź stołu, a bila poszybowała łukiem i wylądowała przy barze big_grin
    • aurinko Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 00:08
      Wlazlam koledze "na barana" zeby zdjac flage Polski powieszona na budynku na wysokosci II pietra. Spadlam na beton, stluczony lokiec + wstrzas mozgu. Flage dopiero ratownik z karetki zdolal mi odebrac.

      Wypilam dwa piwa po lekach, ktorych nie wolno bylo mieszac z alkoholem. Kumple musieli mnie wlec pod pachy, taki odlot mialam. W dodatku upieralam sie, ze sama pojde i wypieprzylam sie na prostej drodze lamiac gorne jedynki.

      Jak tak wspomne swoje 15-17 lat to mysle, ze mialam wiecej szczescia niz rozumu. Nie umarlam i nie zostalam kaleka na skutek wypadku, nie zostalam zamordowana, zgwalcona, pobita itp. W dzisiejszych czasach z tym samym rozumem (a raczej z jego brakiem) nie byloby tak lekko...
    • szarsz Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 00:16
      Kroiłam chleb, opierając go na swej wczesnonastoletniej wątłej piersi. I jak mi nagle nóż przeleciał, to się zatrzymał na okularach, które szczęśliwie miałam na nosie. Już nigdy więcej nie kroiłam niczego w powietrzu i nie kroiłam niczego "do siebie".

      A kiedyś coś rozpakowywałam i nagle napięta taśma zwolniła (bo ją przecięłam bez przytrzymywania) i smagnęła mnie po twarzy, skończyło się rozcięciem powieki.

      Że jeszcze mam oczy, to jakiś cud.
      • turzyca Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 12:05
        > Kroiłam chleb, opierając go na swej wczesnonastoletniej wątłej piersi. I jak mi
        > nagle nóż przeleciał, to się zatrzymał na okularach, które szczęśliwie miałam
        > na nosie. Już nigdy więcej nie kroiłam niczego w powietrzu i nie kroiłam niczeg
        > o "do siebie".

        Nigdy nie kroilam niczego w ten sposob, mimo ze moja matka ten sposob uwielbia, bo ilekroc to robila, to moj przewrazliwiony na punkcie domowego bhp ojciec wrozyl dokladnie taki koniec. W zwiazku z czym nawet nie probowalam zaczynac, nie chcialam sprawdzac, jaki arsenal kar ma moj ojciec.
          • turzyca Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 23:25
            Tyle że u mnie oboje tak kroili, a mnie zabraniali.

            A nie, pod tym względem tatuś był wzorcowy, krojenie odbywało się zawsze na desce, na stabilnym podłożu, krótkimi ruchami posuwisto-zwrotnymi.
            A w ogóle w ramach dbania o jedność stadła rodzice kupili krajalnicę, bo kromki krojone ręcznie w wykonaniu mojej mamy miały skok pomiędzy poszczególnymi pociągnięciami noża większy niż grubość kromki taty. big_grin
    • solejrolia Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 00:56
      Pasteryzowałam słoiki z sokiem z czarnego bzu.

      Woda z garnka wygotowala się
      więc ...zlapalam gar i dodałam wodę z kranu.. 5słoików z sokiem wystrzelilo w górę - prosto mi w twarz. Kuchnia rodzicow-pełna szkła i soku no i SUFIT!!!z sufitu kapał sok.
      Od razu pobiegłam do łazienki i pod kran i pod zimną wodę. Całą noc zanurzałam twarz w misce z zimną wodą a potem siedziałam przed wiatrakiem no i silne leki przeciw bólowe przez kilka dni.
      Bylam poparzona ale jakos jakos, i twarz uratowana-zero blizn;nie ma śladu po wybuchu.
      Kuchnia też doszorowana -wszelkimi sposobami,w niektorych tylko miejscach trzeba bylo wyskrobac i zaszpachlowac i polozyc gładź od nowa.
    • eliszka25 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 03:11
      mialam moze z 7 lat, kiedy w trakcie mroznej zimy postanowilam polizac zewnetrzna, metalowa klamke drzwi wejsciowych od naszego domu. cale szczescie mama byla akurat na podworku, bo przykleilam sie tak, ze nie bylam w stanie nawet zawolac pomocy.

      moj mlodszy brat jako kilkulatek wlazl na wielki stog ze sloma i z niego zlecial. zaraz za stogiem byl drewniany, dosc wysoki plot. brat spadajac ze stogu powiesil sie na tym plocie do gory nogami. duzo nie brakowalo, a skonczyloby sie tragicznie. na szczescie moj najstarszy brat szedl jakos zaraz potem po slome i uslyszal, ze cos sie z drugiej strony stogu szamocze.

      jako 23-latka mieszkalam z kolezanka w wynajmowanym mieszkaniu. kolezanka dostala od swojego chlopaka zlota rybke w takiej szklanej kulce z jakiejs tam okazji. w szkle musial byc jakis blad, bo kulka pod naporem wody pewnego pieknego dnia po prostu pekla. przelozylysmy rybke do innego naczynia, a potluczona kulka powedrowala do kuchni na blat. mialysmy ja wyniesc do pojemnika na szklo, ale tak nam schodzilo, ze stala i stala. pewnego dnia obieralam ziemniaki i ulozylam je sobie na blacie obok tej kulki. siegajac po nie machnelam reka tak, ze rozwalilam sobie dlon o te potluczona kulke. krew sie lala, jak z zarzynanej swini, blizny na palcach mam do dzis, ale kulka jeszcze tego saamego dnia trafila do kontenera ze szklem wink.

      jakies 5 lat temu, kiedy mlodszak byl na etapie raczkowania, wybieralam sie gdzies z obydwoma chlopakami. mialam jechac autobusem, wiec nie moglam sie spoznic na przystanek, bo autobus raz na godzine. wiadomo, jak to z dwojka malych dzieci, zawsze za malo czasu. chlopaki chwile wczesniej porozrzucali zabawki w korytarzu. m.in. przed drzwiami wyjsciowymi lezala taka spora wanka-wstanka. drzwi otwieraja sie do srodka, wiec zeby wyjsc, musialam ja przesunac. nie chcialo mi sie schylac, w pospiechu kopnelam grata z czuba i.... zlamalam sobie duzy palec u nogi. ciezke bylo cholerstwo big_grin
      • cersei8 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 16:04
        Ja to samo zrobilam bedac prawie 10 lat starsza...
        Na szczescie brat cioteczny byl wprawiony (podobno kazda dziewczyna ktorej mowilo sie, ze jezyk przymarza do klamki na mrozie, sama to sprawdzala) i uwolnil mnie przy pomocy suszarki...

        eliszka25 napisała:

        > mialam moze z 7 lat, kiedy w trakcie mroznej zimy postanowilam polizac zewnetrz
        > na, metalowa klamke drzwi wejsciowych od naszego domu. cale szczescie mama byla
        > akurat na podworku, bo przykleilam sie tak, ze nie bylam w stanie nawet zawola
        > c pomocy.
    • elske Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 07:04
      Maz szedl na impreze nocna do kumpla. Poprosil mnie żebym zrobiła dla nich ciasto. Zrobilam 3 bit. Upieklam biszkopt ,mialam przygotowana smietane na krem. Zostal do zrobienia karmel. Przez 2 godziny gotowalam puszke mleka skadesowanego. Po gotowaniu chcialam sprawdzic ,czy karmel juz gotowy. Cos mi w glowie switalo ,ze nie otwiera sie goracej puszki ,bo może wszystko wybuchnąć. Ale na 100% pewna nie byłam,wiec na wszelki wypadek sciagnelam okulary ,zeby mi sie karmel do nich nie przykleil 😆. Zrobilam maly otwor w goracej puszce,a wtedy goracy karmel wystrzelil w gore. Zdazylam tylko zamknac oczy. Krmel przykleil mi sie na powieke i czolo. W sumie mialam poparzone czesc twarzy (1 i 2 stopien ). Maz prawie zawalu dostal ,jak mnie zobaczyl. Pognal do apteki ,a ja siedzialam na fotelu trzymajac paczke mrozonego groszku na twarzy i placzac z bólu. Maz przywiózł mi zel w spraju na oparzenia. Żel mial dzialanie przeciwbolowe. Skoro twarz mnie przestala bolec ,to skonczylam robic ciasto (szkoda zeby sie zmarnowalo 😊wink i wykopalam maza na impreze .
      Przez tydzien wygladalam jak ofiara przemocy domowej 😜.
    • default Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 08:40
      Nawalało mi auto - w czasie jazdy czasem (nie zawsze) zaczynał się przegrzewać silnik. Miałam coś z tym zrobić, ale ponieważ owo przegrzanie zdarzało się lub nie, a ja miałam akurat mało czasu, za to dużo jeżdżenia, to jakoś nie pojechałam do mechanika (jakbym liczyła, że "samo przejdzie", he, he).
      No i pewnego razu auto zagotowało się do tego stopnia, że musiałam stanąć na poboczu (poza miastem to było) i czekać, aż ostygnie. Uznałam, że to będzie bardzo długo, mnie się śpieszy, a ponieważ kiedyś widziałam jak mąż odkręcał korek i dolewał zimnej wody do zagrzanego płynu chłodniczego, to postanowiłam zrobić to samo, żeby przyśpieszyć proces stygnięcia.
      W ogóle nie pomyślałam, że mąż robił ten manewr z dolewaniem po dość długim czasie od zgaszenia silnika....
      Dobrze, że miałam szyję owiniętą chustą, a na nosie spore okulary przeciwsłoneczne - tryskający gejzer wrzącego płynu chłodniczego tylko trochę opryskał mi czoło, natomiast główny impet poszedł na wewnętrzną stronę przedramienia: od nadgarstka do łokcia miałam oparzone do żywego mięsa. Że nie zwariowałam z bólu, w oczekiwaniu na męża, zawdzięczam temu, że przypadkiem miałam w torebce całą tubkę fenistilu, z którego zrobiłam sobie gruby okład.
    • goodnightmoon Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 09:09
      fornitta69 napisał(a):

      > moja przyjaciolka miala w zwyczaju po pomalowaniu rzes tuszem rozdzielac je igla do szycia. Raz sie dziabnela,na szczescie w powieke a nie w oko...

      Ja, bedac mala dziewczynka, czesto nasladowalam ciocie, ktora robila to samo.
      Raz sie dziabnelam - wlasnie ze w oko.
      O dziwo, mnie sie nic nie stalo, ale widok 4-latki z igla, sterczaca z oka, doprowadzil moja babcie do stanu przedzawalowego sad
        • goodnightmoon Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 10:17
          fornitta69 napisał(a):

          > Mnie by tez doprowadzil,biedna babcia. Ale po prostu sobie ta igle wyjelas i nic Ci nie bylo? wink

          Ciocia wyjela smile Oczywiscie plakalam i mialam zaczerwienione oko, ale nic poza tym sie nie stalo. Pewnie igla sie wbila pod powieke i tylko drasnela bialko, ale podobno widok byl przerazajacy.
      • kota_marcowa Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 19:56
        Ja w podobny sposób straciłam opuszek palca. Moja babcia jak prasowała, to sprawdzała czy żelazko jest dobrze nagrzane, dotykając je mokrym palcem, jak zaskwierczało, znaczyło, że odpowiednio rozgrzane (nie wiem, czy pamiętacie te toporne komunistyczne żelazka, przeważnie rozgrzewały się za bardzo i łatwo było coś przypalić). Miałam może z 4-5 lat i chciałam zrobić tak jak ona, tyle, że miałam suchego palca, no i nie dotknęłam tak "szybko", tylko normalnie przyłożyłam palucha, zanim do mnie dotarło, że pali i cofnęłam palec, to cała skóra już została na żelazku.
    • mila04 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 10:12
      Mając 10 lat usilowalam "przesunąć" wielki kamień mając na nogach rolki. Ukruszona górna jedynka do połowy

      W pobliskim lesie mieliśmy hustawke zawieszona na ogromnym drzewie. Gdy huśtawka oddalala się od drzewa odległość od ziemi to było ze 12 metrów. Ktoś wymyślił zabawę polegająca na wskakiwaniu na kolana osobie hustajacej się. Raz jeden mój skok się nie udał i zawislam nad tą skarpa trzymając się nóg koleżanki... Boję się pomyśleć co by było gdybym spadła... Wystające korzenie, odziomki po drzewach, byłoby nieciekawie.

      Mąż w pracy został "niechcący" poparzony luska spawalnicza w oko. Jakoś tak sie napatoczyl koledze... On to w ogóle awaryjny, często sobie krzywdę robi, na szczęście niegroznie
      • melancho_lia Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 10:52
        Miałam kiedyś kolegę, który ciągle się uszkadzał. Podczas dwutygodniowych wakacji:
        - zrzucił sobie na głowę metalowy karnisz
        - wpadł na pełnej prędkowści na żyłkowe sznurki z praniem- efekt- piękne przypalone linie na twarzy
        - wlazł na zardzewiały gwóźdź
        - rozciął sobie łydkę o rynnę na rogu budynku- 15 szwów
        - spadł z betonowych schodów
    • bazylea1 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 10:37
      bujałam się na czubku sosny, czubek się ułamał. na szczęście gałęzie zamortyzowały upadek smile

      dotknięcie językiem metalowej barierki na mrozie - zaliczone. język krwawił przez tydzień....

      a niedawno - położyłam duży nóż (ten za naklejki z Lidla ) na blacie a sama siedziałam obok. kot skoczył na nóż a nóż na mnie. dobrze, że trzonkiem w moją stronę a nie odwrotnie...
    • fornitta69 Re: Wasze wlasne prawie nagrody Darwina 02.12.15, 10:58
      Jeszcze mi sie dwie historie kolezanek przypomnialy. Jedna bawiac sie w chowanego na strychu schowala sie za drzwiami za ktorymi bylo tylko powietrze-miala polamane rece i nogi i wstrzas mozgu-nagroda oczywiscie nalezy sie jej rodzicom za to,ze nie zabezpieczyli strychu,nie jej,mala byla. Druga kolezanka palila papierosa na wietrze i zar wpadl jej do oka-przypalila sobie rzesy. Podobno odrosly nawet gestsze i ciemniejsze ale ja tego nie widze bo jak ma wytuszowane to oba "oka" sie wydaja takie same wink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka