e-kasia27
01.03.16, 17:17
w zmywarce.
Skoro można myć ręce w kiblu, bo "przecież kupy tam nie ma", to nie wiem, czy jak nie widzę, to babcia nie myje tam czasem kubka, albo łyżki? Talerz się chyba nie zmieści, ale kto wie?
Więc ta jedna szczotka w zmywarce już chyba nic nie zmieni.
Pomocy!
Może ktoś wie, gdzie można kupić kibel, w którym nie stoi woda, może taki z klapą, jak w pociągach bywają?
Czy alternatywą, dla zwykłego sedesu jest tylko zbicie z desek drewnianego wychodka??
Ale jak wtedy wytrzymam smród w chałupie?(bo musi być w chałupie)
Chyba niedługo przyznam rację tym, które twierdzą, że czasem nie da się nie oddać starego człowieka do domu opieki, ale i tak wiem, że jej nie oddam, bo albo ją tam nafaszerują lekami, żeby leżała spokojnie, albo przywiążą do krzesła/łóżka, albo kaloryfera, jak było w przypadku mojego kuzyna i nie mówcie, że to nie prawda, bo właśnie do kaloryfera był przywiązywany ojciec mojej kuzynki, a rodzina tylko się użalała, że przykro patrzeć, jak tak siedzi przywiązany.
Naszą babcię też by z pewnością musieli przywiązać, żeby innym nie szkodziła i to mocno, bo siłę ma i by się uwolniła.
Próbowałam przyszyć ręcznik do sznura w łazience, bo taki był złośliwy, że ciągle znikał, ale nie dało się, tak szarpała, aż ręcznik podarła i sznur urwała.
Papier toaletowy też znika z łazienki.
Służy do zawijania i przykrywania jedzenia, żeby nie wyschło, zatykanie szpar w oknach (poutykany we wszystkich ramach - już go nie wyjmuję, to jest szansa, że nowego dokładać nie będzie), nakrywania parapetów, żeby było ładnie, upychania w butach, nie wiem, po co, i zwijania w małe ruloniki, też nie wiem, po co,...
Powynosiłam z łazienki już wszystko, nawet szczotkę do mycia kibla - po tym jak posłużyła do zamiatania podłogi i omiatania ścian z pajęczyn(no kupy na niej nie było).
Została jeszcze pralka - chyba ją do kuchni przeniosę, postawię na środku i wreszcie będzie spokój. Bo pralka tak wercy, że dom wybuchnie, i taki ogień się tam pali, że dom podpali, i taka jest gorąca, że na pewno się zaraz spali - nie mam siły przez całe pranie pilnować, żeby nie szarpała za kabel i nie kręciła gałkami.
Ogień z przedpokoju już wyniosłam dawno, znaczy się telefon i router i wszystkie kable, bo wiecznie wszystko było porozłączane i poskręcane. Teraz stoją w sieni za drzwiami bez klamki. Każdy(z wyjątkiem babci) ma własną klamkę i z nią chodzi po domu, bo są też inne drzwi bez klamek, za którymi babcia dopiero by miała używanie.
Z pokoju babci też wyniosłam ogień - telewizor - zawsze leżał, bo by się przecież przewrócił, i kable wszystkie były powyciągane, i pozwijane, więc zabrałam. A specjalnie go kupiłam(my nie mieliśmy, bo nie oglądamy), że może poogląda, choćby jakąś mszę(raz oglądała), ale się nie dało spokojnie oglądać, bo ogień.
Teraz jeszcze ta nieszczęsna pralka tylko została - nie mam na nią miejsca w kuchni, ale chyba będę ją musiała jednak upchnąć, bo pranie zrobiło się bardzo stresującym zajęciem.
Mąż mówi, że naprawi gniazdko w łazience(wyrwała) i że się będzie łazienkę zamykać(teraz nie można, bo włączam do gniazdka w przedpokoju), ale jak przedtem czasem zamykałam, to stała pod drzwiami i się awanturowała, że zamknięte, a jej się może sikać zachcieć, więc zamykanie nie likwiduje problemu.
Nie musicie mi odpisywać, tak tylko się chciałam wygadać.