Do zaborczych i zazdrosnych mam

26.09.04, 20:39
Mam pewien problem ze sobą, który pośrednio dotyczy mojego synka. Otóż jakoś
nie lubię jak ktoś inny (oprócz mnie i męża) nosi go na rękach, przytula,
całuje itp. Zdaje sobie sprawę, ze naszemu maleństwu należy się miłość od
babć, dziadków, cioć, wujków, ale chcę mieć go tylko dla nas. Dziwne trochę,
no nie? Staram się z tym walczyć, ale niezbyt mi wychodzi. Wydaje mi sie, że
każdy trzyma go nie tak jak trzeba, denerwują mnie wszystkie rady. Za dwa lub
trzy miesiące najprawdopodobniej wrócę do pracy na pół etatu. Synkiem chce
zająć się moja teściowa, a ja nie mogę sobie wyobrazić, że nie będę z nim
cały czas, że może nie przy mnie powiedzieć pierwsze słowo czy zrobić
pierwszy krok. Czy któraś z Was też jest taka zaborcza i jak sobie z tym
radzicie?
    • mbkow Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 26.09.04, 21:00
      oj tez tak mialam. przeszlo mi czesciowo jakos w okolicach 6mies. w kazdym
      razie tez dotyczylo to wszystkich oprocz meza - z moja mama wlacznie! strasznie
      nie lubilam dzielic sie synkiem. teraz ciesze sie, jak widze, ze maly usmiecha
      sie na widok baby smile
      nie wiem, ile ma Twoj synek... ale z czasem chyba przechodzi z prostej
      przyczyny - nie wyrabiam fizycznie (8.5mies, z 11kg!!! i duzo energii), wiec z
      wielka ochota oddaje synka w rece baby!
      ale przeszlo mi czesciowo. ciagle w stosunku do niektorych mam takie uczucia. i
      chyba nie przejdzie, bo tu juz wchodzi kwestia stosunkow miedzy mna a dana
      osoba. jak nie jest idealnie, to jakzebym mogla spokojnie oddac moj najwiekszy
      skarb, na punkcie ktorego oszalalam i proces ten postepuje wink
      pozdr, monika
    • skarolina Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 26.09.04, 21:05
      Hehe, mnie to przeszło dopiero przy drugim dziecku. Przy pierwszym miałam
      dokładnie to samo smile
    • marianna22 Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 27.09.04, 07:03
      Cóż, cieszę się, że nie tylko ja mam takie problemy. Mój synek ma 4 miesiące.
    • anik801 Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 27.09.04, 07:41
      u mnie było to samo!teraz mała ma 9m i jest juz ok.nie martwię się gdy ktos z
      rodziny bierze ją na ręce,natomiast co do obcych nie mam za grosz zaufania!
      Przyznam jednak że nadal niechętnie podchodzę do tego by ktoś sam wybrał się z
      małą na spacer,albo w odwiedziny.Boję się że po prostu jej nie dopilnują,że
      mała coś na siebie zrzuci itd.Z moją mamą była na spacerze tylko raz,a z
      teściową może trzy.Zresztą zarówno moja mama jak i teściowa jak tylko nie widzę
      wpychają jej do jedzenia różne rzeczy,których ja nie akceptuję u dziecka w tym
      wieku np czekolada.Dlatego owswzem mogą się z nią bawić,nosić itd ale lepiej
      żebym ja to widziała.
    • gagunia Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 27.09.04, 08:18
      nigdy czegos takiego nie mialam. kocham moje dziecko najbardziej na swiecie,
      ale jak babcia zabiera go na godzinke do siebie, to jestem jej niezmiernie
      wdzieczna, bo moge cwile odsapnac. jak byl malenki to troche mnie draznilo jak
      dziadek (meza ojciec) bral go na rece troche niezgrabnie, ale nie machal nim w
      powietrzu i trzymal go delikatnie, wiec specjalnie sie nie denerwowalam.

      nie jestem zazdrosna, bo nikt mi dziecka nie ukradnie i na pewno nie zrobi mu
      krzywdy smile) a kazda minuta u babci to dla mnie chwila wytchnienia.
      • koleandra Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 27.09.04, 10:29
        Własnie gagunia, ja miałam tak samo. Zero zazdrości... i dlatego jakos nie mogę
        zrozumieć autorki wątku.
    • mama_radka Re: Do zaborczych i zazdrosnych mam 27.09.04, 11:20
      Powiem tak, rozumiem autorkę wątku, bo niestety też tak miałam, ale po roku od
      urodzenia, a i już wcześniej jakoś w sobie przezwyciężyłam zazdrość, że ktoś
      inny trzyma me dziecko niż ja czy mój mąż. Trzymać tez mogli: moja mama, mój
      tato (choć to on na poczatku się bał i nie brał na ręce), teściu, gorzej z
      teściowa, ale to ona zapoczątkowała tą niechęć. (to ona była na początku
      zaborczą babcią – niestety) – teraz jest już lepiej, a to dlatego, że teściowa
      się uspokoiła, bo naprawdę zachowywała się jakby to było jej dziecko, a nie
      moje i męża...Co do innych ludzi to nie chciałam i nie dawałam – choć zdarzały
      się wyjątki i czasami lądował w rękach innych – trochę się we mnie gotowało,
      ale jakoś wytrzymywałam – ale w pewnym momencie po prostu powiedziałam rodzinie
      najbliższej, że oni mogą, ale innym nie mogą dawać Radka – to było wtedy gdy
      mały bał się obcych – branie na ręce przez kogos kogo on nie znał kończyło się
      strasznym histerycznym płaczem... a poza tym może się że mna nie zgodzicie,
      może będziecie na mnie krzyczeć, ale wg. mnie dziecko to nie jest zabawka,
      lalka, którą wszyscy mogą się pobawić, to jest przecież taki sam człowiek jak
      ja, jak ty czy kto inny, i co i Ciebie też wszyscy biorą na ręce, dotykają Cie
      i co jesteście z tego bardzo zadowolone?
      Moją niechęć można tłumaczyć tym, że długo czekałam na dziecko, później je
      nosiłam prze 9 miesiecy pod sercem i jakoś wtedy nikogo nie obchodziło, że
      jestem w ciąży, oprócz mi najbliższych osób – mama, tata, siostra, brat.
      Żadnych ulg, nic a potem jak urodziłam to wszyscy od razu chcieliby brać na
      ręce małego, niby chcą wyrazić miłość, tylko czemu tego wcześniej nie okazywali
      gdy mały był u mnie pod sercem, czemu wtedy nikt nie dbał o mnie, o mnie piszę
      celowo, bo wiadomo, że jak kobieta zadbana w ciaży to dziecko też się dobrze
      czuje.... Poza tym poród miałam ciężki, końcówka ciąży była nienajciekawsza, i
      po prostu chiałam się po tym wszystkim nacieszyć własnym dzieckiem, tak po
      prostu.
      Teraz jest trochę inaczej, wręcz się cieszę że babcia czy dziadek (teść,
      teściowa) biorą na chwilkę małego, bo przynajmniej mogę chwile odpocząć. Jest
      strasznie żywym dzieckiem, natomiast ja z natury jestem spokojna i z tych mniej
      żywych, mam niskie ciśnienie, niedokrwistość, więc cały dzień z dzieckiem to
      już na koniec nie mam siły na nic. Oczywiście nadal nie daję obcym synka – nie
      ufam obcym. Po prostu, tak jak nie pożyczam np. pieniędzy tak nie daję synka
      (może mało trafione porównanie) obcym.
      Co do dania teściowej dziecka pod opiekę, gdy pójdziesz do pracy – ja miałam
      podobne obawy, gdy pierwszy raz miałam zostawić synka na dłużej z teściową
      (mieszkamy razem), szłam na wesele, ale okazały się bezpodstawne, mały
      najedzony, wykąpany, szczęśliwy.... Wiem, że zostawianie dziecka kilka razy w
      tygoidniu z teściową na początku może wydawać się straszne, ale przyzwyczaisz
      się, a może teraz zostaw z teściową dziecko na kilka godzin, przykonasz się czy
      umie się zająć synkiem.
      Pierwszy krok, pierwsze słowo – są przecież ważniejsze od tak drobnych
      szczegółów – wiem one cieszą – ale jak nie będzie Cię przy tym to nic się nie
      stanie, wierz mi.
      Pozdrawiam
Pełna wersja