Powiedziałybyście czy nie - na poważnie.

02.06.16, 23:07
Taka historia: jest matka ok 75letnia. Bardzo perorująca w dyskusjach o muzułmanach w Niemczech którzy gwałcą 16 latki, w radiomaryjnym stylu, że kolorowy to samo zło, itd. Zarzuca tymi informacjami córkę która wcale nie ma ochoty słuchać.
Jest jej córka, córka dzieli się informacją, że niedawno w sąsiedniej miejscowości (sami biali krajanie) był przypadek gwałtu na nastolatce przez nauczyciela, matka zdziwiona nie wierzy, bo ona nie słyszała o tym,
na pewno niedobra córka wymyśla żeby jej tezy o złych uchodźcach dezawuować.

Córka przed laty jako 12 latka była ofiarą usiłowania gwałtu, napastnikiem był obcy biały facet w średnim wieku, było to niedaleko od domu, podczas prac do których zrobienia wysłali ją rodzice. Udało jej się uciec bo facet się przestraszył że ktoś usłyszał jej krzyk. Nie powiedziała tego rodzicom nigdy, nie było dobrego klimatu w domu, rodzice wiecznie się z sobą kłócili, córka nie dostawała poczucia bezpieczeństwa w domu.
Jak córka słyszy teraz oburzone wygadywania matki o gwałtach imigrantów w innym kraju, skupienie matki na sobie i swoim "przeżywaniu" dalekich problemów, jej focha gdy córka jej nie wtóruje - to córka ma ochotę wygarnąć "a gdzie byłaś gdy mnie chciano zgwałcić? " lub coś w tym stylu, uświadomić co się przed laty stało.
Z drugiej strony matka to starsza osoba.

Co myślicie?
    • taki-sobie-nick Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:17
      Myślimy "Naprawdę nie dało się wcześniej"?
      • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:38
        Jako ofiara molestowania (nie gwałtu) w dzieciństwie myślimy, że się nie dało, skoro nie powiedziałyśmy o tym matce do tej pory, a mamy lat 40 - i generalnie nie jesteśmy w stanie dzielić się tym z nikim w realu.
        I wierzymy, że głupie perory matki mogą otworzyć stare rany, każda taka napaść jest obrzydliwa i niszcząca dla psychiki atakowanej osoby, nawet jeśli nic złego pozornie się nie stało.
        • kama265 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:21
          brawo Lokitty
        • nie-mama Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 14:11
          Zgadzam się w 100%, lokitty!
        • taki-sobie-nick Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 18:22
          l
          > I wierzymy, że głupie perory matki mogą otworzyć stare rany, każda taka napaść
          > jest obrzydliwa i niszcząca dla psychiki atakowanej osoby, nawet jeśli nic złeg
          > o pozornie się nie stało.\

          Jaka napaść?
          • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 20:27
            Molestowanie, gwałt.
            Wierzę, że nadawanie mamuśki non stop nt. gwałcicieli - i bardzo uproszczone postrzeganie ich - mogło otworzyć stare rany, i że w kobiecie wszystko się zagotowało.
            Ja do dzisiaj pamiętam moje poczucie wstydu i zażenowania bardzo niefajną sytuacją sprzed 31 lat.
            Powiem więcej, mam dość konkretne urazy i uprzedzenia związane z tym. Do dzisiaj.
            • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:46
              To był ktoś znajomy?
        • rosapulchra-0 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 19:00
          lokitty napisał(a):

          > Jako ofiara molestowania (nie gwałtu) w dzieciństwie myślimy, że się nie dało,
          > skoro nie powiedziałyśmy o tym matce do tej pory, a mamy lat 40 - i generalnie
          > nie jesteśmy w stanie dzielić się tym z nikim w realu.
          > I wierzymy, że głupie perory matki mogą otworzyć stare rany, każda taka napaść
          > jest obrzydliwa i niszcząca dla psychiki atakowanej osoby, nawet jeśli nic złeg
          > o pozornie się nie stało.
          100/100!
          Moja też nie wie, co mi się przytrafiło, gdy miałam 13 lat. I nigdy się nie dowie.
          >
          • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 20:28
            sad
    • paloma_blauwinder Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:23
      Taka matka, usłyszawszy tę historię prawdopodobnie powie coś w stylu "dlaczego MI nie powiedziałaś? jak mogłaś MI to zrobić?". A i to w najlepszym razie, w gorszym zakwestionuje prawdomówność córki. W każdym razie jeśli córka myśli, że matką wstrząśnie ta informacja i w jej wyniku zmieni swoje życie i rasistowskie poglądy - to to na 100% nie nastąpi. Pewnego typu ludzi nie ma sensu przekonywać (chyba że słucha ktoś niezdecydowany).
      • livia.kalina Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:28
        >Taka matka, usłyszawszy tę historię prawdopodobnie powie coś w stylu "dlaczego MI nie >powiedziałaś? jak mogłaś MI to zrobić?".
        To jest niestety optymistyczna wersja. Mniej optymistyczna i moim zdaniem z większym prawdopodobieństwem jest reakcja: "wymyślasz, lubisz wymyślać takie historie a jeśli już coś było to pewnie była w tym twoja wina".

        I moja odpowiedź dla autorki wątku: nie, nie opowiadać, jeśli córka nie mówiła do tej pory to pewnie miała swoje powody i one teraz się nie zmieniły. Przeżyje tylko kolejne rozczarowanie.
        • janinakowa Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:42
          No tak, jest też przecież taka ewentualność, że matka będzie wolała założyć że córka specjalnie kłamie.
          • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:39
            Nie słuchać głupiego ględzenia, jak to mówią, jednym uchem wpuszczać, drugim wypuszczać.
            Na głupotę nie ma lekarstwa, ot tyle.
    • aleksandra1357 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:24
      Myślę, że rasizm matki, a próba gwałtu na Tobie to dwie różne sprawy. Jeśli chcesz podzielić się z matką swoim przeżyciem, bo masz taką potrzebę, to to zrób. Na rasizm to nie wpłynie, niczego w ten sposób nie udowodnisz. Ale może po coś potrzebujesz zrzucić to na matkę. To jest jakiś skomplikowany psychologiczny temat, pewnie dobry terapeuta by pomógł. Zaburzenia relacji z matką to jest temat-rzeka, a Ty odsłoniłaś nam tu czubek góry lodowej.
    • niktmadry Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:25
      Ja myślę, ze teraz już nie ma sensu. Zadałabym sobie pytanie PO co? Bo jeśli jedyną intencją jest "dowalić babci" to nie - nie powiedziałabym. Niech umiera w spokoju. Chyba, że niedoszła ofiara gwałtu ma do dziś jakieś zaburzenia z tym związane i uważa, ze taka rozmowa z matką ją uzdrowi (w co wątpię).
      • paloma_blauwinder Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:28
        Niech umiera w
        > spokoju.
        Ale tu mowa o 75-latce, nie o 90-latce, no bez przesady z tym umieraniem. Choć miałam w rodzinie takiego, co zaczął umierać w wieku 60 lat i kontynuował ten proces przez kolejne 31wink
    • 3-mamuska Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:26
      Dla mnie bez sensu, jest matka dziecku nie wierzy to po cholerę?
      Poza tym co córce da ze matce wygarnie i czemu chce matke uświadomić ze nie tylko kolorowi gwałcą?
      Dla mnie problem z tyłka wzięty...
      Nawet jęli corka przytula kiedys próbę gwałtu powinna sama przepracować problem bez wciągania matki we własne sprawy.
      • janinakowa Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:37
        Może nie tyle chodzi o kwestię kolorowych, ale o to, że matka podnieca się sprawami które są daleko a nie widzi co się dzieje pod jej własnym nosem bo na to ma zamknięte oczy. Że uważa się za obrończynię dobra na świecie a własnych dzieci nie potrafiła dopilnować ani o nie odpowiednio zadbać.
        • aleksandra1357 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:44
          Janinakowa, ta córka niech idzie do terapeuty. Córka ma wielki żal do matki, że jej nie obroniła wtedy, że ją wysłała na te roboty, że to matki wina. A jeśli nawet nie matki, to córkę gnębi, że matka nie ma poczucia winy. Że śmie uważać się za dobrego człowieka i dobrą matkę. Córce nie daje to spokoju, chce ją wreszcie uświadomić, że jest zła. Wewnętrzne dziecko w córce, malutkie i bezbronne, wciąż żebrze o miłość. Nie kupi jej w sklepiku matki. Niech córka szuka innego sklepiku. Długa psychoterapia.
        • paloma_blauwinder Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:46
          Tak, jest oczywiste, że problemem jest poczucie skrzywdzenia przez matkę, a nie ujście cało z próby gwałtu. Tylko zabierasz się do tego od złej strony. Bo chcesz "ulepszyć" matkę. A to się nigdy nie stanie, tylko ty tego jeszcze nie wiesz. Musi "ulepszyć" siebie. Na początek porzucić wszelką nadzieję, że matka się zmieni, przytuli, przeprosi, doceni twoje cierpienia i skupi się już odtąd na tobie, rekompensując ci straty z dzieciństwa.
          • aleksandra1357 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:51
            Oj tak. Na początek porzucić wszelką nadzieję, że matka przeprosi i przytuli, a potem, co gorsza, wybaczyć i uznać, że była najlepszą matką, jaką mogła być. Bez tego nosi się to poczucie krzywdy jak ropiejący wrzód, nie pozwalający funkcjonować. Więc może powiedz o tej próbie gwałtu. Powiedz właśnie po to, by porzucić nadzieję, że to cokolwiek zmieni i że w ten sposób wyżebrzesz to współczucie, ciepło i miłość, której zabrakło.
        • olikol Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:28
          Matka która całe życie była zbyt zajęta sobą by się losem dzieci przejmować nie zmieni się na stare lata choćby się dowiedziała, że córka była zbiorowo gwałcona. Co najwyżej taka matka będzie się użalać nad sobą w stylu "o jaka JA biedna bo MOJEJ córce tak zrobili". A w domu córka będzie miała jeszcze większe piekło od niej, bo oprócz awantur o uchodźcach dodatkowo będzie musiała mamusię uspokajać ze spazmów i użalania się nad JEJ ciężkim losem.

          Więc jeśli córka potrzebuje wykrzyczeć info o gwałcie to niech to wyrzuci z siebie, ale niech na nic dobrego ze strony matki nie liczy, raczej trzeba założyć, że ta informacja będzie przez matkę rozegrana tak, że jeszcze bardziej córkę sobą obciąży.
          • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:53
            Ale na jakiej podstawie uważasz, że matka całe życie była zbyt zajęta sobą??? Dlaczego uważacie, że to zła matka, a córka nie ma co liczyć na cokolwiek dobrego z jej strony? Tylko dlatego, że jak większość starszych osób przeżywa newsy z gazet, które- tak się akurat zdarzyło- dotykają pewnego bolesnego zdarzenia, jakie lata temu spotkało córkę?
            • olikol Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 12:01
              Bo zostało to napisane m.inn. w pierwszym poście
              "Nie powiedziała tego rodzicom nigdy, nie było dobrego klimatu w domu, rodzice wiecznie się z sobą kłócili, córka nie dostawała poczucia bezpieczeństwa w domu. "

              oraz kolejnym
              "że matka podnieca się sprawami które są daleko a nie widzi co się dzieje pod jej własnym nosem bo na to ma zamknięte oczy. Że uważa się za obrończynię dobra na świecie a własnych dzieci nie potrafiła dopilnować ani o nie odpowiednio zadbać. "
              • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 08:11
                I na tej podstawie uważasz, że całe życie nie interesowała się zupełnie swoimi dziećmi i jest ogólnie złą matką....?
        • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:50
          Czyli: jak powiemy starej kobiecie "50 lat temu ktoś napadł twoje nastoletnie dziecko, bo nie potrafiłaś upilnować" to jest ok (na tej samej zasadzie matka dziecka, które zostało zarąbane siekierą na ulicy też jest winna, bo powinna była je obronić, w końcu stała obok, prawda...?). Jak stara kobieta powie "zostałaś napadnięta, bo pewnie prowokowałaś"- to nie jest ok?
          • mamameg Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 15:17
            To nie sa pretensjedo matki, ze nie obronila corki, wiadomo, ze to absurd. Raczej zal, ze nie mogla wtedy w dziecinstwie matce opowiedziec o probie gwaltu i nie miala szans na jej zainteresowanie i wsparcie.
            • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 08:13
              Ja myślę, że to jednak są pretensje do matki, ale takie pretensje małego dziecka "mamo, stała mi się krzywda, jak mogłaś mnie nie obronić???". Matka jest pod ręką, napastnika- żeby do niego skierować żale i szukać zadośćuczynienia- nie ma. Do przepracowania z terapeutą.
          • nie-mama Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:11
            Obydwa stwierdzenia są bardzo bardzo nie ok!

            Tylko, że skoro córka mówi, że przez wiele lat nie mogła matce opowiedzieć o traumatycznym wydarzeniu, to na pewno były jakieś przyczyny tego oporu.

            Jeżeli ktoś reaguje egoistycznie, agresywnie, albo umniejszająco na małe problemy, to nie opowiadamy mu o dużych problemach, prawda?

            Nie wiem, jak matka reagowała, ale na pewno nieodpowiednio, bo przez wiele lat córka nie zdecydowała się opowiedzieć o sytuacji.
    • sillke Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:29
      Też uważam, że teraz to już nie ma sensu.
    • jola-kotka Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:35
      Ale co chce wygarnac matce jak jej nigdy nie powiedziala co ja spotkal? Matka wrozka jest,ze ma wiedziec?
      • janinakowa Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:38
        Dlatego jest pytanie - czy może jednak powiedzieć?
        • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:46
          No ale nie po to, żeby jej udowadniać, że zdarzają się napastnicy niebędący muzułmanami. Nie po to, żeby jej cokolwiek "wygarniać", bo co ona winna, że kiedyś znalazł się zwyrodnialec, napastujący małe dziewczynki?
          • nie-mama Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:13
            Ona nie jest winna tej sytuacji.

            Ona jest winna temu, że nie umiała zapewnić córce na tyle poczucia bezpieczeństwa, czy akceptacji, aby córka mogła podzielić się z nią takim trudnym przeżyciem.

            Memphis, ja się z Tobą zgadzam, że nie należy matce teraz o tym mówić, ja tylko rozumiem chęć pokazania komuś, że nie jest wcale taki idealny jak sobie wyobraża, krytykując innych.
    • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:45
      Wiemy co chcesz powiedzieć. Przeciwko "uchodźcom" są stare, tępe baby, słuchające Radia Maryja. Ładna historyjka, dawaj więcej. Może o jakimś recydywiście, amatorze małych dziewczynek, katującym dodatkowo okoliczne koty, który również jest przeciwko "uchodźcom"?
      • janinakowa Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:48
        Nie marudź mi tutaj, to nie sprawy dla ciebie, nie ogarniesz.
    • angeika89 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 02.06.16, 23:53
      W takich sprawach sama musisz zdecydować czy powiedzieć o tym mamie. Temat jest bardzo trudny, wiem o tym doskonale...
      Jeśli przez tyle lat trzymałaś to w tajemnicy, a akurat teraz potrzebujesz zrzucić to z siebie, to jej powiedz. Uważam natomiast, że nie wpłynie to na rasistowskie poglądy Twojej mamy. Nie łącz ze sobą tych dwóch spraw, bo się rozczarujesz. Matka zapewne poglądów nie zmieni, ale może mówiąc jej o tym Ty poczujesz się lepiej. Może jakiś terapeuta by Ci pomógł, wiem, że takie sprawy siedzą głęboko w człowieku, pomimo, iż wydaje się że wszystko jest w porządku.
      Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam
      • paloma_blauwinder Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 00:01
        Nie poczuje się lepiej. W tej chwili tylko ją dodatkowo zaboli, jak matka nie zareaguje tak, jak ona sobie roi, że powinna.
    • kamunyak Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 02:01
      z tego co zdołałam zrozumieć - córka ma pretensje, że rodzice wysłali ją do prac, przy których jakis facet chciał ją zgwałcić.
      To tak, jakby miec pretensje do kogos, kto zamówił taksówkę dla swojego bliskiego i potem ta taksówka miała wypadek, w ktorym bliski doznał powaznych szkod. No i ta bliska osoba ma teraz żal do wzywającego taksówkę, a nie do kierowcy taksówki.
      Przepraszam, ale problem (i żale) z doopy strony.
      Matką 75 - letnią absolutnie się nie przejmuję bo o ile nie ma jeszcze mniejszej lub wiekszej demencji to na pewno nudzi się jej i zajmuje się problemami, ktore jej absolutnie nie dotyczą i o ktorych ma małe pojęcie - z nudów jak wspomniałam.
      Czyli, z matka w ogole nie rozmawiam na te tematy. Próbuje na inne. Albo w ogóle daje sobie spokój z matką.
      Skoro nigdy w domu "nie było klimatu" to, sądzę, i teraz nie ma żadnego.
      • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:43
        Zależy od rodzaju prac.
        Jeśli dziewczyna sama coś robiła w polu, na opustoszałym terenie, bez innych ludzi, musiała chodzić wieczorami nie uczęszczaną boczną dróżką wśród krzaków - tak, można wtedy założyć, że coś mogłoby jej się stać.
        Niestety rozumiem ten tok myślenia, czasem rodzice powinni zastanawiać się, w co ładują swoje dzieciaki.
        • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:43
          Najwięcej gwałtów dokonują osoby znane ofierze- czyli bardziej niebezpieczne jest wysłanie dziewczynki na pole z kuzynem lub poproszenie, żeby odebrała paczkę dla tatusia od kolegi, który tę paczkę przywiezie do domu.
          • naplaze Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 12:07
            napastnikiem był obcy biały facet w średnim wieku
          • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 12:24
            Ale nie tym razem...
            • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 12:27
              Przy czym dodam, że rozsądni rodzice wobec kolegi tatusia czy dalekiego wujka też powinni stosować zasadę ograniczonego zaufania. Ale w tym celu trzeba też widzieć i dziecko, i potencjalne złe sytuacje, które mogą mu się przydarzyć, a nie tylko czubek własnego nosa i wiadomości z tabloidów, jak pani mamusia.
              • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:48
                Bliski wujek też potrafi być bardzo miły.
                • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 04.06.16, 00:05
                  No i jeśli jest aż za bardzo miły, to sygnał, że coś jest nie tak.
                  Na serio nie jesteś w stanie odczytać pewnych sygnałów?
                  Bo ja tak i jako nastolatkę/dorosłą instynkt mnie raczej nigdy nie zawiódł.
                  • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 11:37
                    O wujku każdy wiedział. Obmacywał swoją córkę przy wszystkich udając "żarty". Tu nawet żadna specjalna intuicja nie była potrzebna. Udawało się, że cesarz jest ubrany jeśli wiecie co mam na myśli. Wujek nie pił, miał dość dobrą (jak na ogólnie ubogą rodzinę) pracę, był sympatyczny i lubił żartować, miał poczucie humoru, rozkręcał rozmowy przy stole itp. Nawet mój ojciec za plecami zamiast "wujek Igrek" mówił "zboczeniec", ale nikt z tym nic nie robił i wprost nic nie było.
        • kamunyak Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 13:44
          >Jeśli dziewczyna sama coś robiła w polu, na opustoszałym terenie, bez innych ludzi, musiała >chodzić wieczorami nie uczęszczaną boczną dróżką wśród krzaków - tak, można wtedy założyć, >że coś mogłoby jej się stać.


          bardzo cie przepraszam ale jesli odnosisz sie do prac na wsi to tak tylko niesmiało zapytam, ile tam dzieciaków samotnie pasie krowy czy jakichs innych zwierząt dopilnowuje, ile z nich zbiera owoce w sadach, ogrodach, takze samotnie. Przeciez to norma na wsi.
          Natomiast proba gwałtu normą nie jest i absolutnie nie zmienia to faktu, że odpowiedzialny jest ktoś, kto zgwałcić próbował.
          No, chyba, że matka wysłała ją samotnie do domu podstarzałych lowelasów (właściwie jednego), którzy ostro imprezują. Tak, jak w przypadku sprawy Polańskiego.
          Ale i wtedy nikt zarzutów tamtej matce nie postawił ani nawet nikt na tym forum jej winy nie widział, tylko Polańskiego. Nawet towarzysz Polańskiego żadnych zarzutów nie miał, tylko sprawca.
          • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 15:02
            Mnie nie chodzi o stawianie zarzutów, ale o myślenie o bezpieczeństwie dziecka. Moje by samopas obrabiać pole nie chodziło wink.
            • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 15:10
              Ja w szkole średniej miałam koleżankę (to było jeszcze przed wysypem tych wszystkich busów), która do szkoły dojeżdżała pociągiem z bardzo malutkiej wioseczki. Opowiadała, że ze stacji do domu ma pół godziny piechotą. A zajęcia kończyły się o 17.00, pociąg np. o 18.00 i już mogło być ciemno. Rodzice pracowali i nie mogli ją wozić samochodem, zresztą mieli też inne dzieci. Teraz mamy inną epokę. Dzieci mało, więc można spokojnie trząść się nad tym jednym (rzadziej dwoma) kurczątkiem. Samochody teraz po dwa na rodzinę. Busy do każdego Pierdziszewa. Itp.
              • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 15:50
                No właśnie słyszałam już o takiej uczennicy, która dostała kamieniem w głowę na polnej dróżce wracając ze szkoły do domu i została brutalnie zgwałcona.
                I co jest złego w "trzęsieniu się" nad własnym dzieckiem? Świat idzie do przodu, transport się rozwija, a dzieci i domowe zwierzęta przestają być po prostu elementem domowego inwentarza wink.
                Jak widać na przykładzie postu startowego, ludzie zlewani przez rodziców jako dzieci długo hodują w sobie urazy. Bo jak ktoś wyżej napisał, tak naprawdę chodzi nie tylko o niedopilnowanie - ale o to, że w domu w ogóle nie było atmosfery, żeby powiedzieć o takim wydarzeniu. A pożalenie się mamie na pewno przyniosłoby ulgę 12-latce.
                • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:16
                  Jak się ma warunki to nic złego. Kiedyś tych warunków nie było.
                  • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 17:37
                    Ja bym powiedziała, że kiedyś po prostu inne podejście królowało wink.
                • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 08:23
                  Ale Ty znasz wersję jednej strony... A co byś powiedziała, gdyby dziecko żaliło się po latach, że "w domu nie było atmosfery", a tymczasem właśnie w tym momencie matka zmagała się np. z ciężki kryzysem w małżeństwie, zdradą, alkoholizmem czy przemocą ze strony męża albo własną depresją - o czym dziecko nie wiedziało, ale odczuwało sktuki? Też byś mówiła "no jaka zła matka, jak ona mogła nie dać sobie rady ze wszystkim naraz i być świętą Marią dla swoich dzieci"?

                  A wysyłanie dzieci na pole, szczególnie dziesiątki lat temu, to nie było "zlewanie dzieci". 50 lat temu dzieci w ogóle miały więcej swobody. I gdybyś 50-lat temu mieszkała na wsi- to owszem, Twoje dziecko by chodziło pomagać w gospodarstwie....
                  • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 11:27
                    Za naszych czasów dzieci (w sumie ze wszystkich rodzin, nawet tzw. dobrych domów) samodzielnie latały po podwórkach, lasach, parkach. Normą było, że od drugiej klasy dziecko samo chodziło do szkoły itp.
      • olikol Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:58
        >z tego co zdołałam zrozumieć - córka ma pretensje, że rodzice wysłali ją do prac, przy których jakis >facet chciał ją zgwałcić.


        Ja to inaczej rozumiem; córka ma żal, że rodzice o nią nie dbali gdy była dzieckiem, nie zwracali na nią uwagi, nie traktowali z uwagą, że była dzieckiem niewidzialnym, pozostawionym samemu sobie, że rodzice tak byli sobą zajęci że ona nawet nie miała komu się zwierzyć z usiłowania gwałtu.
        A teraz się matka kreuje na taką wrażliwą na cudzą krzywdę i jeszcze córkę uważa za niedobrą niewspółczującą gwałconym przez uchodzców.
        Choć na mój gust obecny stosunek matki do córki to tylko prosta kontynuacja tego co było w dzieciństwie. Tak jak się kiedyś z córką nie liczono tak i nadal jej zdanie jest nieistotne, uczucia nieważne, ma być i słuchac co matka mówi bo matka ma potrzebę.
        Typowa toksyczna mamusia. Lepiej się oddalić i nie wnikać w rozmowy i tłumaczenia bo to nic nie da.
        • nie-mama Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:21
          Dokładnie tak samo to odebrałam.

          Dlatego nie warto rozmawiać z matką na ten temat.
    • princess_yo_yo Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:17
      potrzebujesz wyrzucic to z siebie wiec to zrob ale nie oczekuj od matki niczego i przygotuj sie na niemila reakcje. ona sie nie zmieni, nad czym bym popracowala dla twojego spokoju to pogodzenie sie z tym jakim jest czlowiekiem, ulomnym, skupionym na sobie, moze nawet glupim. wyrzucenie z siebie doswiadczenia sprzed lat moze ci pomoc zeby to tez dostrzec. w pewnym sensie to dwa ptaki uplowane przez jeden kamien, ale tylko wtedy jesli oczekiwania masz dostosowane do nieprzyjemnej rzeczywistosci.
      • ola_dom Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:28
        princess_yo_yo napisała:

        > potrzebujesz wyrzucic to z siebie wiec to zrob ale nie oczekuj od matki niczego
        > i przygotuj sie na niemila reakcje.

        Uważam tak samo.
        Zrobić to ze względu na siebie, na wieloletni żal do matki - wyrzucić z siebie, skoro wciąż boli.
        Ale nie spodziewać się, że to jakkolwiek wpłynie na zdanie matki odnośnie gwałcących uchodźców, czy na stosunek do córki.
        Natomiast, jeśli się czuje, że się chce teraz właśnie to wykrzyczeć - to tak, zrobić to.
    • zielonelato Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:23
      Cokolwiek, by teraz nie powiedziała to zderzy się z pretensjami i mentalnym betonem. Starzy ludzie nie zmieniają ot tak poglądów, a z wiekiem jeszcze bardziej radykalizują się. I stosowanie wyparcia, że coś takiego nigdy nie miało miejsca(np. przemoc w rodzinie, kłótnie) to standard u takich osób.
    • snakelilith Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 10:35
      Jeżeli córka nie mówiła tyle lat matce o zdarzeniu z dzieciństwa, to najprawdopodobniej wiedziała, że nie spotka się z odpowiednią reakcją. Różnie to bywa, jeszcze by usłyszała, że gdyby nie zachowywała się jako dorastająca panienka jak Lolitka, to nikt by jej nie zaczepiał. Ludzie, także własna matka, potrafią być wredni, by uspokoić własne sumienie. Więc dziś nic bym już nie mówiła, a tylko postawiła granicę. Po prostu trzeba ostro powiedzieć - nie życzę sobie mamo, byś w mojej obecności mówiła na temat uchodźców, idź pogadaj sobie z sąsiadką, ksiądzem, czy kimkolwiek, kto chce cię wysłuchać, mnie ten temat nie interesuje, nie i koniec. I ostro przerywać, albo wychodzić z pomieszczenia, gdy tylko o tym zacznie. Na początek będzie może zdziwko, że córka się stawia, ale raz, że dorosłe dzieci nie muszą dawać się terroryzować przez rodziców, a dwa, rodzice muszą przyjąć do wiadomości, że dorosłe dzieci mają własne zdanie na pewne tematy i mogą domagać się uszanowania swoich racji. Nie ma zmiłuj się, jeżeli chce się zaoszczędzić na psychoterapeutach, to trzeba pokazać trochę egoizmu, w końcu córka wie, czego sobie nie życzy i musi to tylko wyegzekwować.
      • nie-mama Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:05
        Dokładnie tak, snakelilith! Właśnie tak bym zrobiła.

        Zmiana może być dla matki trudna, ale znoszenie męczącej, rasistowskiej gadaniny i to na taki temat jest jeszcze gorsze dla córki.
    • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:39
      >Jak córka słyszy teraz oburzone wygadywania matki o gwałtach imigrantów w innym kraju, skupienie >matki na sobie i swoim "przeżywaniu" dalekich problemów, jej focha gdy córka jej nie wtóruje - to >córka ma ochotę wygarnąć "a gdzie byłaś gdy mnie chciano zgwałcić? " lub coś w tym stylu, >uświadomić co się przed laty stało.
      Nie, nie w ten sposób, nie z tego powodu, nie z tym podejściem. To, że Ciebie próbowano zgwałcić, to żadna wina rodziców, nawet, jeśli wysłali Cię wtedy z domu z jakąś pracą. To, że matka nie wie - to też nie jej wina i to, że nie przeżywa próby gwałtu na swojej córce- to też nie jej wina, skoro nie ma o tym pojęcia. To, że dziś przeżywa przemoc w obcym kraju, że jest skupiona na sobie- jej prawo. To starsza osoba, pewnie samotna.

      A córka najwyraźniej ma problem nieprzepracowany, żal, który kieruje nie do tego, do kogo powinna. Pytanie, czy mówić coś takiego matce, która ma blisko 80 lat - mam wrażenie, że w tej chwili tylko po to, żeby jej dopiec? Dla mnie temat do przepracowania z terapeutą.
      • pade Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:54
        Dla Ciebie głównym argumentem, żeby nie mówić matce jest jej wiek i ewentualna samotność??
        • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 11:55
          Wisz co- to nie jest trudne. Przeczytaj jeszcze raz mój post, wystarczy pierwsze zdanie.
          • pade Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 12:01
            Przeczytałam wyobraź sobie.
            I zastanawia mnie po co dodałaś matce 5 lat?big_grin
            • taki-sobie-nick Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 18:28
              pade napisała:

              > Przeczytałam wyobraź sobie.
              > I zastanawia mnie po co dodałaś matce 5 lat?big_grin
              >
              > Bo jej się pomyliło? Ludzie są omylni.
              • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 20:32
                Niekoniecznie.
                W tym wątku pojawia się silny nurt myślowy pt. oszczędzać staruszkę wink.
                To i memphis mogła się zasugerować, obecnie staruszka to właśnie ktoś w okolicach 80-tki.
                Moja babcia w wieku 75 lat była osobą sprawną intelektualnie, dość sprawną fizycznie, mimo różnych schorzeń - umarła właściwie dlatego, że miała tzw. pecha. I nie wydaje mi się, żeby tego typu historia sprzed wielu lat ją miała przyprawić o zawał.
                • pade Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:19
                  Otóż to, o ten nurt mi chodziłosmile
                • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:43
                  To zależy. Niestety w tym wieku jak najbardziej mogą wystąpić choroby demencyjne, które zresztą często zaczynają się już od 60 roku życia. Oczywiście początkowo w niewielkim stadium.
                  • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:45
                    I jeszcze co do oszczędzania staruszki. Dlaczego córka nie powiedziała jej co jej leży na wątrobie gdy matka była młodsza? Na przykład 10 lat od zdarzenia? Czemu z tym czeka się do starości rodziców? Gdy są słabsi, bardziej zależni?
                    • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:49
                      Gdyby matka nie pier... non stop głupot o gwałcicielach w tonie jedynej słusznej i najmojszej racji, córce zapewne do dziś nie wpadłoby do głowy poruszać z nią ten temat.
          • princess_yo_yo Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:00
            pierwsze zdanie jak najbardziej okay, reszta juz nie bardzo. jak szukanie winy teraz w niczym nie pomoze tak usprawiedliwianie rodzicow jesli chodzi o braki ktore watkodajce teraz daja znac tez nie ma sensu.
            • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 08:29
              Dlatego jeśli chce wyjaśnić dawne żale z dzieciństwa np. "mamo zdarzyło mi się coś złego i bardzo mnie boli to, że nie mogłam wtedy tego powiedzieć, bo w domu była taka atmosfera" to ok. Jeśli chce matce udowodnić, że są gwałciciele w Polsce i nie trzeba być muzułmaninem- bez sensu. Jeśli chce udowodnić, że matka wcale nie jest taka empatyczna, bo 50 lat wcześniej nie zauważyła, że dziecko spotkało coś złego- bez sensu. Jeśli chce matce dopiec- bez sensu.
    • zapalka.na.zakrecie Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 12:58
      Myślę, ze matka i tak nie zrozumie, nie usłyszy.. I zawsze znajdzie usprawiedliwienie, by uzasadnić swoją postawę.
    • iziula1 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 13:55
      Usłyszy coś w stylu,że sprowokowała, źle była ubrana, kokietowała etc itp. Zakład tongue_out
    • nie-mama Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 14:16
      Janinakowa, nie warto tego opowiadać. Tej dawnej sytuacji się nie zmieni, matki się już nie wychowa, a córka nie dość, że odnowi te okropne wspomnienia, to może jeszcze zostać oskarżona o kłamstwo. Na pewno nie dostanie tego czego potrzebuje, czyli zrozumienia albo przeprosin.

      Warto natomiast uciąć te rozmowy, grzecznie ale bardzo stanowczo zmieniać temat. Jeśli matka się obrazi, to trudno - przejdzie jej. To może być najlepsze wyjście, bo będzie skierowane na obronę córki, a nie na uzyskanie czegoś od matki.
    • anorektycznazdzira Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 16:04
      Myślimy, że to może mieć sens tylko wtedy, jeśli córce od tego NA NAPRWDĘ zrobi się lepiej, niezależnie od tego, jaka będzie reakcja matki.
      Bo może być różna, bardzo daleka od współczucia, matka to już trochę może być nie teges z kojarzeniem czy empatią, w tym wieku to skleroza, demencja, Alzheimer i Parkinson tongue_out
      Z powyższego też powodu wszelkie nadzieje na edukacyjne oddziaływanie (na matkę) takiego wyznania można sobie od razu na wstępie w całości darować.
      • bazia8 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:50
        A jeśli nie liczymy na efekt wychowawczy, a matkę jednak pogryzłoby sumienie na stare lata? Czy to jest złe, że zabieramy komuś komfort życia w niewiedzy? Dlaczego ofiara musi ukrywać to, co stało się przed laty? Co jest ważniejsze?
        • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 03.06.16, 21:58
          Nie musi ukrywać, ale teraz to musztarda po obiedzie. Zaszkodzi starej kobiecie, która w żaden sposób nie przyczyniła się do tego co się stało, a sprawca (o ile jeszcze żyje) nadal jest bezkarny. I skąd wiecie, że matka (wtedy) źle by zareagowała gdyby córka jednak zgłosiła się do niej (od razu) z tym co ją spotkało? Małżeństwa mogą się kłócić, matki w codziennej harówie i konfliktowym mężu mogą nie zwracać uwagi na jakieś błahostki, ale w takiej poważnej sytuacja wiele z nich wsparłoby córkę/syna. Dlaczego uważacie, że ta kobieta nie udzieliłaby jej wtedy wsparcia gdyby córka jednak o wszystkim opowiedziała? Być może to była jej pierwsza traumatyczna sytuacja więc skąd wie jak matka by zareagowała?
          • lokitty Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 04.06.16, 00:07
            Zapewniam cię, że zanim dziecko wyciągnie takie wnioski, przeżywa po drodze pierdylion różnych sytuacji, w których jego przeżycia i emocjonalne potrzeby są totalnie zaniedbywane przez rodziców/
            • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 04.06.16, 00:24
              Tak też może być.
              • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 04.06.16, 00:29
                P.s. Przypomniał mi się pewien nauczyciel z moich czasów, który "lubił" chłopców. Został wydalony ze szkoły. Z ciekawości wpisałem właśnie teraz jego imię i nazwisko. Facetowi się zmarło kilka lat temu. Na pewnej stronie pisze, że odszedł "wieloletni przyjaciel młodzieży". Heh....
        • memphis90 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 08:44
          >A jeśli nie liczymy na efekt wychowawczy, a matkę jednak pogryzłoby sumienie na stare lata? Czy to >jest złe, że zabieramy komuś komfort życia w niewiedzy? Dlaczego ofiara musi ukrywać to, co stało >się przed laty? Co jest ważniejsze?
          Dlatego, że nie jest ofiarą matki, tylko napastnika. To nie matkę na gryźć sumienie, tylko zboczeńca. Jeśli ma podzielić się tą informacją tylko po to, żeby starą matkę "pozbawić komfortu"- no to wybacz, ale to nie jest dobra motywacja.

          Po drugie- nie zgadzam się, że matka jako taka był zła. Wiemy, że w tamtym momencie w domu była zła atmosfera, kłótnie - działo się coś, o czym dziecko nie miało pojęcia. Nie jest powiedziane, że to matka była "winna" - może zmagała się wówczas z własnymi demonami (zdrada męża? przemoc? alkoholizm?) i już nie dała rady zapewnić w tym momencie domu ciepłego, bezpiecznego? (Ciekawe, co po latach wygarną dzieci ematek- tych, które się teraz rozwodzą, nasyłają komorników na ojców swoich dzieci, walczą z depresją czy anoreksją, biorą nadgodziny, żeby spłacić kredyt we franku...? Naprawdę uważasz, ze wszystkie tu jesteśmy takie idealne i ze nasze dzieci będą nas oceniać superpozytywnie....?) I wiemy, że teraz matka się ekscytuje uchodźcami, co jest chyba typowe dla całego pokolenia geriatrycznego (moja babcia ma od 10 czy 15 lat naklejone na drzwi zdjęcie z lokalnej gazety z portretami oszustów podających się za inkasentów- i do teraz lustruje wszystkich przychodzących... I dalej tym żyje... Była matką oddaną, choć przeszła tragedię - straciła małe dziecko i muszę powiedzieć, że odcisneło to ślad na całej rodzinie.). Ja bym tych dwóch sytuacji z automatu nie łączyła.
          • kaz_nodzieja Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 05.06.16, 11:31
            10/10

            Ofiara nie jest winna, ale skoro nie powiedziała matce o zdarzeniu nie ma prawa jej obwiniać, że matka jej nie wsparła. To tak jakby założyć, że w danej sytuacji np. policja czy straż miejska na pewno nic nie pomogą i ich krytykować, mimo że nie wykonało się nawet telefonu by się o tym faktycznie przekonać.
            Matka mogła w tak trudnej sytuacji wesprzeć córkę lub odrzucić albo zignorować. Nie dowiemy się tego bo córka dokonała wyboru - postanowiła nie mówić nic matce (a swoją drogą czemu się skarży tylko na matkę, skoro w chwili próby gwałtu miała oboje rodziców w domu).
    • allut5 Re: Powiedziałybyście czy nie - na poważnie. 04.06.16, 23:17
      Myślimy, że szkoda prądu na uświadamianie. Lepiej nie słuchać tego co gada.
Pełna wersja