paniszelka
14.06.16, 15:54
Jakby ktoras z Was chciala poczytac to opowiem moja historie.
Bylo to tak : sciagano mi z pensji 650 fr.co miesiac za wyzywienie a w rzeczywistosci, to jedzenie bylo stare,smierdzace,male porcje albo w ogole go nie bylo-kuchnie zamykano.Przestalam jesc kolacje i nie dostawalam zwrotu pieneidzy.Ale pytalam sie kilka osob i oni dostawali ten zwrot.Wiec po 9ciu miesiacach i bycia ciagle glodnym postanowolam zapytac pracodawce o zwrot za dni,w ktore nei jadlam.Zapytalam grzecznie a zrobiono z tego taka awanture jakbym byla morderca.Najpierw szefowa po tej rozmowie przybiegla do pokoju i dala mi pieniadze,pozniej szef 66-letni chlop wbiegl,popukal po glowie,powiedzial,ze ejstem glupia,nakrzyczal na mnie i zabral mi te pieniadze z powrotem.W dniu nastepnym w pracy zle mnei traktowano,zakazano zrobic sobie kawke,obrazano mnie,szef przy wszystkich powiedzial nawet cyt.ales Ty brzydka.Na koniec dnia dali mi wyplate ale powiedzialam,ze tego nie podpisze bo sciagneli mi jakies 1550fr za jakis podatek i 140 fr nawet nie wiem do dzis dnia za co-szef specjalnie czaami cos doliczal.Dzwonilam do dwoch kolegow z Polski bo za wiele osob to ja nie znalam-Piotra,ktory uwazal mnie za swoja dziewczyne i mowil ,ze zawsze mi pomoze i do Mariusza,ktorego ledwo,ledwo znalam.Szefowa kazala mi podpisac ten papier o jakis podatek albo mam 10min na wyprowadzke i wzywa policje.Bylam w takich nerwach,ze nakrzyczalam na kolege Piotra bo poprosilam go aby zadzwonil do biura pracy,z ktorego tam ja bylam i zapytal o ten podatek.Piotra prosilam o ta przysluge juz 3dni i co,ja w nerwach a ten cudowny Piotr rzuca mi telefonem.Rozumiecie to?Facet,ktory mi mowil,ze jest we mnie zakochany i chcialby ze mna zamieszkac w chwili mojej porazki rzucil telefonem.Zadzwonilam do Mariusza i on mi mowi,ze tak,tak ten podatek 1550fr placi sie i mam podpisac papier.A wiec podpisalam i na dzien nastepny musialam spakowac walizki i gdzies isc.Uratowal mnie Mariusz i kazal przyjechac az pod Zurich,mowil tez,ze za 3dni jedzie do Polski i moge jechac z nim.A wiec z moimi 6cioma bagazami-walizkami i torbami przez las,przez gory i pagorki w 2,5 godz.doszlam na dworzec,kupilam bilet i pojechalam do Mariusza i 3ech jego kolegow.Mieszkalo sie super,choc warunki tak luksusowe,ze to nei dla mnie ale zaplacilam im za swoj pobyt,kupilam jedzenie i ogolnie wspominam super.A te chlopy tam codziennie sobie wodeczke i drineczka pili i bawili w swoim gronie.Zniknely mi tez pieniadze z torebki.Podejrzewam jednego z tych Polakow ale nie widzialam kiedy mogl mi wyciagnac i zabrac.Po 3ech dniach Mariusz stwierdzil,ze nie jedzie do Polski.Bylam tak wsciekla bo przyjechalam tu z walizkami bo mi obiecywal.ze jedzie do tej Polski.Zdecydowlaam,ze zostawiam im polowe moich rzeczy a polowe zabieram i jade autokarem.
Dzis jestem bez pracy,zalamana psychicznie.