teraz pewnie by ją nazywano uchodźcą.... /jakby to obraźliwe było?

/
w niedzielę, w ramach takiego, hmmm, wydarzenia, wysłuchałam historii młodej kobiety (25 lat, juz pani doktor nauk ścisłych/
jest córką Irańczyka, profesora uczelni. opowiadała o swoim dzieciństwie, szkole podstawowej i gimnazjum. zupełnei niedawno, prawda? rzecz się ma w warszawie, więc nie prowincja.
opowiadała o koszmarze wyzywania- brudas, cyganka, muslimka ??? (kurde, mam nadzieję, że się gdzieś wyzywa ludzi od katolików- ojciec ateista, żeby nie było) i wiele innych. dręczenie na całego, ogromne kompleksy. całe lata tego były, aż wyjechała na studia do Brukseli, choć stwierdziła, że w LO było lepiej.
kogo widziałam przed sobą? kobietę o niebywałej urodzie, o skórze w kolorze praktycznie mojej, włosach nieco ciemniejszych od moich- taki francuski typ.
i takie pytanie- słyszeliście coś takiego? widzicie cos takiego? to się w głowie nie mieści

w szkole mojej młodej jest dość dużo dzieci obcokrajowców- niektóre sie wyróżniają, niektóre nie.
czy zawsze ta jest? przecież to jest straszne

co będzie z takim społeczeństwem?