Dodaj do ulubionych

Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona.

06.08.16, 13:41
Nie wiem czy można w internecie ale ja tam szczękę zbieram z podłogi.
Jedzenie łożyska, sikanie do umywalki, zrzucanie towarów z półek, niemycie rąk po toalecie i ...no same przeczytajcie wink
Artykuł Oświecona-
Jeden fragment:
Samik wie, że przed wyjściem z domu trzeba się ubrać. Kiedyś zastanowiło go , czemu w lecie tylko on chodzi po osiedlu bez koszulki.
-Dlaczego inni są w ubrankach?- spytał mamy.
-Bo mają silnie zakodowane programy związane z brakiem miłości i uważają, że ich ciało nie jest dobre, trzeba się go wstydzić- wytłumaczyła.

To by było na tyle, idę się ubrać... tfu! rozebrać bo wychodzę do sklepu big_grin
Obserwuj wątek
      • aurinko Artykuł 06.08.16, 14:34
        Czy rodzice mają prawo wychowywać dziecko zgodnie z własnymi przekonaniami?

        Stanęła przez sądem pod zarzutem braku "adaptacji dziecka do warunków polskiego społeczeństwa"

        Kiedy Patrycja idzie przez osiedle z synem zawiniętym w chustę, od sąsiadek słyszy: "Cyganicha. On się udusi!".

        Kiedy pozwala mu wspinać się na kasę w supermarkecie, od pana w kolejce: "To nie plac zabaw!". Gdy zimą Samik ma ochotę boso dotknąć śniegu, nieznajoma krzyczy: "Przecież się rozchoruje!".

        "Co za zdzira, karmi dziecko, a na pewno nie ma tam pokarmu. Robi to dla orgazmu!" - czyta pod jednym ze swoich filmów na YouTubie. A pod wystawionym na sprzedaż mieszkaniem - że to "dzieło szatana".

        - Moją kulturą jest natura, a moją religią miłość. Teraz - miłość do mojego dziecka - mówi z dumą Patrycja.

        Pogodziła się ze świadomością, że Polska nie jest gotowa na to, co ona robi. Ale nie podejrzewała, że państwo będzie ją chciało kontrolować. Kiedy dostała wezwanie, by stawić się na komendzie, zrobiła w głowie szybki przegląd, o co może chodzić. "Chyba tylko o moje działania w internecie" - pomyślała. Nie przypuszczała, że osiem miesięcy później stanie przed sądem m.in. pod zarzutem braku "adaptacji dziecka do warunków polskiego społeczeństwa". - Czasem mi się wydaje, że mi się to wszystko śni. Ale Jezusa, Gandhiego, Malcolma X też prześladowano za szerzenie świadomości i miłości.

        Totolotek

        Już widok drzwi do mieszkania zapowiada, że będzie inaczej. Nad wejściem migocze kolorowy baldachim z lusterkami. W środku witraże, zasłony, posążki Buddy, misy. Autorskie malowidła inspirowane kulturą Dalekiego Wschodu wiją się na podłodze, suficie, meblach, a nawet na klapie toalety. To mieszkanie Patrycja kupiła w wieku 19 lat za pieniądze z niemieckiego totolotka (wygrał ojciec, może chciał jej w ten sposób zrekompensować 16 lat nieobecności - drogi rodziców szybko się rozeszły).
        Wychowywała się z mamą i agresywnym ojczymem. Jest samotną matką podobnie jak babcia. Ale pierwszą w rodzinie, którą regularnie odwiedza kurator.
        Jej bujne blond włosy opadają na odsłonięte ramiona. Ma na sobie zwiewną sukienkę, delikatny makijaż. Kiedy przychodzą goście, ona i czteroletni Samuel wkładają ubrania. Wszystko, co mają w szafie, zaprojektowała sama.
        - Dziś miałeś ochotkę ubrać się w te spodenki? - zagaduje do synka, który przybiega w pomarańczowych szarawarach, by się do niej przytulić. Zamykamy za sobą drzwi. Gdy kilka godzin później Samik otwiera je i zostawia otwarte na oścież na minimum pół godziny, mama nie podrywa się, nie strofuje. Niewzruszona tłumaczy: - Widocznie poczuł taką potrzebę.
        I wraca do rozmowy.

        Półlotosowy poród

        14 styczeń 2012 r. Cicha, zimna noc. Pierwszy skurcz pojawia się o godz. 21. Patrycja jest zadowolona, mimo że towarzyszy jej partner z Niemiec, na którego obecność początkowo nie chciała się zgodzić - wiedzieli, że nie będą wychowywać dziecka razem. Poznali się, bo został wydawcą jej autorskiego kalendarza jogicznego na niemiecki rynek. Patrycja miała 37 lat, gdy w czasie wyprawy do Indii niespodziewanie zaszła w ciążę (nie zabezpieczała się od kilkunastu lat i już nawet pogodziła się z myślą, że macierzyństwo nie będzie jej dane).

        "Decyzję o porodzie domowym podjęłam w wieku 20 lat. Do porodu bez asysty dojrzewałam w trakcie ciąży" - napisze później w trzecim wydaniu amerykańskiej książki Laury Kaplan Shanley "Unassisted Childbirth", w której historiami samodzielnych porodów dzielą się głównie matki z USA i Kanady. Patrycja jest wśród nich jedyną Polką.
        Jej zdaniem poród w szpitalu gwarantuje traumę: odcinanie pępowiny, pobieranie krwi, ostre narzędzia - to wszystko niewiarygodna brutalność. - Klacz ani słonica nie potrzebują sztabu lekarzy. Są w transie zainicjowanym przez ich wrodzony instynkt. Poród jest naturalnym procesem fizjologicznym jak pójście do toalety czy uprawianie miłości. Tak samo intymnym i wcale nie bardziej niebezpiecznym. Więc dlaczego doświadczać go przy ludziach?
        Po kilku godzinach bóle się wzmagają, za oknami rozpętuje się śnieżyca. Patrycja siada w wodzie, spaceruje, krzyczy i, jak mówi, "delikatnie tańczy". Sąsiedzi nie orientują się, że za ścianą trwa poród.

        Ostatnie trzy godziny są intensywne. Mimo to nie dzwoni po pomoc. - Pogodziłam się z myślą, że umieram. I razem z synem narodziłam się na nowo.

        Zrezygnowała z położnej, bo słuchałaby jej zaleceń zamiast siebie. - Naturalnie wzięłam pełną odpowiedzialność za życie i zdrowie mojego dziecka.

        Biegnie do wanny. Wkłada ręce między nogi. Czuje główkę. Kładzie syna pod piersią, na dłużej nie starcza pępowiny, a chce, by poród był lotosowy - czyli łożysko ma urodzić się samo, a pępowina samoistnie odpaść od dziecka. Nie przeszkadza jej sznurek między nogami. - Jest tej długości - Patrycja bierze w dłoń kabelek od iPhone'a, który leży w szklanej misie - i bardzo mocna. Doznałam absolutnej ekstazy, ze szczęścia nie spałam przez kolejną dobę!

        Samik krąży wokół podwyższonego stołu, przy którym siedzimy, zaciekawiony naszą obecnością. - O naszej miłości opowiadam, kochany - tłumaczy mama. Syn wspina się po zwisającej z sufitu drabince na wysokie ławy, uśmiecha się do nas, po chwili schodzi i idzie do kuchni, skąd woła do Patrycji: - Mamo, a będziesz jadła makaronik?

        Gotuje z opiekunką, przyszła z okazji naszej wizyty, by "dać uwagę Samikowi". Opowieść o samym porodzie potrwa dwie i pół godziny.

        Mija kolejny dzień, a łożysko wciąż jest w środku (w szpitalach z reguły usuwa się je, jeśli nie wyjdzie po godzinie). Zestresowana Patrycja konsultuje się z położną, która sugeruje natychmiastową wizytę w szpitalu. Jednak świeżo upieczona mama decyduje się zaufać naturze. Gdy na trzeci dzień łożysko w końcu się rodzi, Patrycja myśli, czy go nie wysuszyć, sproszkować, a później połknąć w formie kapsułki. Szanuje kobiety, które wzorem innych samic od razu je zjadają (smażone albo na surowo). Wygląda jak wątróbka (a Patrycja od 20 lat jest weganką). Jednak wkłada je do zamrażarki. Wyciąga osiem miesięcy później, w dniu swoich 38. urodzin. Razem z Samikiem grzebią je podczas pełni obok wejścia do bloku, obsypują kwiatami i sadzą drzewko ginkgo. Patrycja robi zdjęcie, na którym widać syna, pierś i łożysko. Jeszcze nie wie, że przyniesie jej kłopoty.
        • aurinko Re: Artykuł 06.08.16, 14:38
          Pierś ma moc

          Nic, co nastąpi później, nie będzie przypominać tradycyjnego wychowania. Samik nie ma wózka. Chusta "kieszonka" to jego jedyny niemowlęcy gadżet - najważniejsza jest bliskość ciała matki, która zapewnia bezpieczeństwo. Nie ma na sobie nic, co ograniczałoby kontakt z wodą, powietrzem, ciałem mamy. Nie nosi pieluch (mama wyczuwa, kiedy mały chce siku, i wystawia go nad umywalką), majtek, body czy rajstopek - nawet gdy wychodzą zimą, Patrycja ubiera go w przewiewne lniane ubranka i owija ciepłym kocem.

          - Samik nigdy nie miał kataru, wysypki, gorączki ani biegunki, nie mówiąc już o poważniejszych chorobach. Nawet podczas dwumiesięcznej podróży w tropikach - wylicza.

          Nie miał też smoczka ani butelki - to substytuty piersi, guma zamiast skóry. Może ssać pierś, kiedy i jak długo chce.

          - Zaprzeczyliśmy naturze - to nie pierś jest potrzebna, ale smoczek. Pierś reprezentuje miłość i moc, a seksualność to tylko jeden z jej aspektów. Seksualizowanie karmienia piersią jest wyrazem ignorancji i zaburzeń mentalnych. To naturalne, że dziecko chce przytulić i pogłaskać pierś. Ale te piersi chcą schować Kościół i establishment, by nas osłabić. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie zaczęła się na mnie ta oburzająca nagonka.

          Plemię

          Na początku był zachwyt.
          Dumna z syna i swojego alternatywnego podejścia do macierzyństwa Patrycja wrzuca ich wspólne zdjęcia na Facebooka - jak karmi na tle paprotek, pod drzewem, w tuk-tuku. Na większości z nich ma półprzymknięte oczy i obnażone piersi. Niektóre wykonała samodzielnie, inne są efektem sesji, na które umawia się dwa-trzy razy w roku.
          Sypią się komentarze i wiadomości z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Polski. Śledzą ją nawet w RPA czy Dubaju. Patrycja nazywa je "listami podziwu". Autorzy nazywają ją Lwicą, Tygrysicą, Boską/Świętą/Kosmiczną Matką, Promykiem, a nawet Matriarchalną Imperatorką Słońca.
          Monika z Torunia: "Dzięki Tobie wiem, że nieposyłanie syna do przedszkola to najlepsza decyzja w moim życiu". Ania ze Szczecina: "Patrzę na Ciebie i uczę się, jak żyć". Samuel z Krakowa: "To na bank Twoja ostatnia inkarnacja".

          Patrycja uważa, że "plemię", którego nie udało się jej stworzyć z rodziną i znajomymi, znalazła na Facebooku. Ale niebawem portal blokuje zdjęcie nagiego Samika w wannie z płatkami róż i profil użytkowniczki na miesiąc. To samo dzieje się z fotografią z zakopywania łożyska. I innymi. Zakłada nowe profile (m.in. Satya Samuel Shining), by mieć kontakt ze swoim "plemieniem".

          - Niektórzy ludzie uważają to za lans. A ja miałam potrzebę podzielenia się cudem mego macierzyństwa oraz inspirowania ludzi do zmiany.

          Sutki Eskimoski


          Samik chętnie okazuje czułość - już po pierwszym spotkaniu mocno nas przytula na pożegnanie. Robi nam się bardzo miło.

          - Na jednym filmiku Samik podchodzi, gładzi mnie po sutkach noskiem jak Eskimos, chwyta je, daje buziaka i odchodzi, a ja mu za to dziękuję. Chciałam pokazać, jak codziennie sam z siebie mój syn okazuje wdzięczność piersiom i je kocha. Na podstawie tego filmu psychiatra i prokurator stwierdzili, że dziękuję mu za usługę seksualną. To jest obłęd! Nasza cywilizacja zmierza w chorym kierunku.

          Dziś Samik jest z opiekunką na zewnątrz, w piaskownicy, a my na balkonie. Woła z dołu: - Mamuś, a co to za roślinka?

          - Nie wiem, króliczku, weź ją ze sobą, zobaczymy w atlasiku - głośno odpowiada mama.

          Naszej rozmowy jednak nie słyszy, więc pytamy: - A nie niepokoi cię, że ktoś mógłby perwersyjnie wykorzystać te zdjęcia czy filmiki?
          - Jeśli moje materiały inspirują do pedofilii, robią to także wszystkie macierzyńskie akty w sztuce. Nagość jest naturalna, nie zboczona, dziecko się jej nie wstydzi. Jesteśmy z synkiem dumni z naszych ciał, mamy prawo do wolności ekspresji jak każdy rodzic - wyjaśnia Patrycja. - Nasze zdjęcia nikogo nie krzywdzą, tylko przyczyniają się do globalnego pokoju na świecie. Jeśli ktoś robi coś niecnego z naszym wizerunkiem - jego problem i choroba. Poza tym mają tak głęboko transformującą moc, że na takiego pedofila mogłyby tylko pozytywnie wpłynąć.
          Inne zdanie ma rzecznik lokalnego sądu okręgowego. Wypowiada się prywatnie, nie jako przedstawiciel sądu - sprawy rodzinne toczą się z wyłączeniem jawności.
          - Czy dorosły człowiek będzie zadowolony, że jego matka poza jego wolą i wiedzą publikuje bez racjonalnego uzasadnienia jego aktualne zdjęcie w nagości? To przecież kwestia strefy intymnej, do której własną decyzją woli dopuszcza się osoby wybrane - najbliższe. W zakresie prawa do ochrony i nienaruszania intymności dziecko ma takie samo prawo jak dorosły człowiek.

          Poza prawem

          Pierwsze pismo przychodzi na początku października 2015 r. Zszokowana Patrycja wkłada legginsy w kwiatki, szary płaszczyk i idzie z Samikiem na komendę. Czeka na nią policjantka. Okazuje się, że anonimowy donosiciel przedstawił policji filmik na YouTubie, w którym Patrycja siedzi za kierownicą i karmi Samika piersią.

          - Myślałam, że się zrozumiemy, pani po pięćdziesiątce, może matka. Tłumaczyłam, że to filmik świadomościowy o rodzicielstwie bliskości, że nie zmuszam dziecka do separacji w foteliku, bo wtedy przeżywa traumę. Ale według prawa w ten sposób zagrażam życiu dziecka. Mnie interesuje tylko prawo natury i miłości.
          Patrycja zna przepisy. Po maturze poznała chłopaka, który studiował prawo i zainspirował ją do podjęcia tego samego kierunku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nigdy nie pracowała w zawodzie.

          Przed wyjściem z komisariatu słyszy: - Dostanie pani listowne powiadomienie o dalszym postępowaniu.

          Spodziewała się mandatu. Dostała nadzór kuratora.
          • aurinko Re: Artykuł 06.08.16, 14:41
            Zaściankowe energie

            W życiu Patrycji rozwój duchowy już dawno zdominował prawo, a relacje z mężczyznami - przyjaźnie. Na UJ zaprzyjaźniła się z chłopakiem, który pokazał jej wschodnią duchowość. Wyjechała do Nowego Jorku. Trzeciego dnia poznała mężczyznę, za którego później wyszła za mąż. Nie podobała jej się dorywcza praca kelnerki, ale za to zainteresowała się jogą i projektowaniem ubrań duchowych. Wróciła do Polski rozkręcać firmę. Rozstała się z mężem.

            Stworzyła kalendarz jogiczny (od projektu, przez pozowanie, do finansowania) - jego posiadacze spędzają z jej ciałem wyprężonym w asanach 12 miesięcy. Przez środowiskowe znajomości kalendarzem zainteresował się niemiecki wydawca - ojciec Samika. Świadomie nie uczestniczy w życiu syna, ale je sponsoruje - jego alimenty starczają na opłacenie mieszkania i życia w śląskim miasteczku. Od czterech lat Patrycja nie pracuje zawodowo. Czasem spływają tantiemy z kalendarza albo pojawia się zamówienie na duchowy ciuch.
            - Ale Polska jest zbyt zaściankowa i zamknięta na takie energie, bym mogła się z tego utrzymać. A bycie matką oznacza podporządkowanie ego sercu i potrzebom dziecka. Nasze stają się drugoplanowe. Macierzyństwo to służba miłości.

            Test na dobrą mamę

            Kurator wchodzi do domu. Krąży i zapisuje - że dziecko nie ma swojego łóżka i śpi z matką, że nie ma lekarza rejonowego, bo mama urodziła w domu.

            - I nie będzie chodzić do przedszkola? - dopytuje.

            - Nie.

            - Z ojcem jest kontakt?

            - Niewielki.

            - Pani izoluje dziecko!

            Gdy przychodzi kolejny list z lokalnego wydziału rodzinnego i nieletnich sądu rejonowego, Patrycja boi się go otworzyć. "Sąd decyduje o przyznaniu kuratora, by zabezpieczyć sytuację małoletniego Samuela". Na podstawie filmów z sutkiem, pasami (200 tys. odsłon) i kąpielą w płatkach róży.

            Patrycja pisze odwołanie. Bezskuteczne. Kurator odwiedza ją regularnie. Nie może się wypowiedzieć dla "WO", ale odnotowuje, że Samik wychowuje się w komfortowych warunkach, a matka stymuluje jego rozwój.

            Przychodzi kolejny list - sąd wzywa Patrycję na badanie psychologiczne do rodzinnego ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego "na okoliczność prawidłowości postaw rodzicielskich" w kontekście publikowanych w internecie nagrań. Trwa cztery godziny.

            Patrycja udostępnia nam opinię psycholożek i psychiatry, w której czytamy m.in.: "Pytała syna o zdanie (.) co sprawia wrażenie odwrócenia ról, w którym to małoletni kontroluje matkę i jej poczynania". Dalej jednak zauważają coś przeciwnego: "(.) mimo pozornej swobody matka ma całkowitą kontrolę nad synem, jest jego całym światem. Izoluje go od relacji z innymi, chłopiec wzrasta w hermetycznym środowisku. Matka stara się stworzyć synowi świat, w którym nie doznaje frustracji, co w przyszłości może prowadzić do trudności z radzeniem sobie w realnym świecie (.)".
            Zdaniem psychologów małoletni pojawia się w internecie w oryginalnej odzieży, "nietypowej dla naszego kręgu kulturowego". Obraca się wśród "znajomych mamy wyznających podobne do niej poglądy, które są odmienne kulturowo od tych, jakie wyznaje większość polskiego społeczeństwa, co w przyszłości może powodować trudności z adaptacją w funkcjonowaniu dziecka w warunkach polskiego społeczeństwa".
            Zauważają też, że Samik nie myje rąk po wyjściu z toalety i że matka nie zaproponowała dziecku nic do jedzenia.

            - Nastawiałam się na godzinną wizytę, poza tym synek sam decyduje, kiedy i ile chce zjeść - oburza się Patrycja. - Jak go pocałowałam w ramię i powiedziałam: "Kocham cię, synusiu", to przeczytałam potem, że "dziecko jest przesycone stymulacją matki". A kiedy twierdząco odpowiedział na pytanie, czy chciałby się więcej bawić z innymi dziećmi - że "matka izoluje Samuela od innych dzieci".

            U matki nie stwierdzono żadnych psychicznych zaburzeń. Odnotowano jednak: "Badana ma tendencje do przedstawiania siebie w nazbyt korzystnym świetle. Śmiała, nietuzinkowa, estetycznie wrażliwa".

            O chłopcu - że szybko się zaaklimatyzował, od razu wziął się do zabawy, jest samodzielny, kontaktowy, ufny, rezolutny i energiczny. "Nie wie, ile ma lat, jak się nazywa i w jakim mieście mieszka".

            Iskierka nie zna granic

            Samik wie, że przed wyjściem z domu trzeba się ubrać. Kiedyś zastanowiło go, czemu w lecie tylko on chodzi po osiedlu bez koszulki.

            - Dlaczego inni są w ubrankach? - spytał mamy.

            - Bo mają silnie zakodowane programy związane z brakiem miłości i uważają, że ich ciało nie jest dobre, trzeba się go wstydzić - wytłumaczyła.

            Zdaniem Patrycji ludzie dzielą się na tych, którzy zasnęli, nie zasnęli i się przebudzili. Ona należy do tej drugiej kategorii, uważa się za "oświeconą matkę". - Wielbię swoje dziecko, choć dla wielu to bezczelne. Dla większości najważniejsze jest to, co powiedzą inni. Traktują dzieci tak, by społeczeństwo je akceptowało. Czyli wychodzi na to, że obcy ludzie są ważniejsi od naszego dziecka! Chronimy ich przed naturalną żywiołowością naszych dzieci w imię dostosowania się, ze strachu przed odrzuceniem społeczeństwa. Co za absurd! Ja zawsze będę bronić go jak lwica.

            Dlatego nie stawia synowi żadnych granic, nie instruuje, jak ma się zachowywać. Jako dwulatek mógł wszystko ściągać z półek sklepowych, a mama cierpliwie układała. Jako trzylatek płacił za swoje zakupy kartą kredytową. Może zjeść chrupkę podniesioną z ziemi czy kawałek chleba wyciągnięty kambodżańskiemu psu z pyska (bo - jak uważa Patrycja - nie ma wirusów, a wszystkie choroby biorą się z emocji). Nie był szczepiony ani myty, kąpiel w wodzie to zabawa bez mydła i pudrów (ale włosy i skórę ma lśniące).

            Niewiele osób ma takie podejście do dzieci, dlatego krąg znajomych Patrycji się skurczył. Dzieckiem czasem zajmuje się sprawdzona opiekunka, od czasu do czasu wpadają też babcia i prababcia.
            - Polskie dziecko non stop słyszy: nie rób, zostaw, nie podnoś, nie zabieraj, nie dotykaj. A to przecież suwerenna istota, która ma prawo do wolności! Mówią, że go rozpieszczam. To bzdura. Frazesy bezdusznych maszyn. Nie da się kochać za bardzo. Jeśli możesz, rzuć dziecku do stóp cały świat. Albo oddaj mu ostatnią kromkę chleba.

            Mówi do Samika: "Moja iskierko", "Moja istotka kochana".

            - Dziecko zawsze ma rację. Wszystko, co robi Samik, jest zachwycające!

            • aurinko Re: Artykuł 06.08.16, 14:44
              Zarzut: niedostosowana

              Patrycja przyzwyczaja się do odwiedzin kuratora (urzędnik nie może rozmawiać z mediami), ale z niepokojem czeka na rozprawę. Ma wrażenie, że system chce ją zniszczyć. Podobnie myślą znajomi z Facebooka.

              Tara z USA: "Wyjście z Matrixa wymaga odwagi".

              Maciej z Polski: "System wie, że to jego ostatnie godziny, dlatego atakuje z całą zaciekłością".

              Przejęci sytuacją, w jakiej się znalazła, zrzucają się na wynajęcie prawnika. W ciągu tygodnia Patrycja dostaje 3 tys. zł.

              - Postępowanie w tej sprawie wszczęto z urzędu. Policja zawiadomiła sąd rodzinny, że jest zagrożone dobro małoletniego dziecka. Sąd musiał wysłać kuratora, to działanie rutynowe - wyjaśnia adwokat Łukasz Brachowski, pełnomocnik Patrycji. - Ale sprawa - niezwykła, bo najczęściej dotyczą przemocy fizycznej, konfliktu między rodzicami, kwestii okołorozwodowych i majątkowych. Po raz pierwszy zajmujemy się granicami wolności rodzica w zakresie przekazywania dziecku pewnego światopoglądu i wartości - zauważa.

              Sprawa ze zwykłego złamania przepisów - jazda bez pasów i nie w foteliku - po opinii biegłych poszerzyła się o zarzut niedostosowania do realiów polskiego społeczeństwa.

              - Pani Patrycja ma określony model wychowania dziecka, który w mojej ocenie nie narusza porządku publicznego, nie przekazuje dziecku negatywnych wartości, takich jak ksenofobia, przemoc. Biegli ocenili go jednak negatywnie. Czy sąd opiekuńczy powinien się w ogóle tym wątkiem zajmować? Artykuł 48 konstytucji gwarantuje, że rodzice mają prawo wychowywać dziecko zgodnie z własnymi przekonaniami. Moim zdaniem to naruszenie tego prawa.

              - A co z publikacją nagich zdjęć w internecie?

              - Zostały opublikowane w zamkniętej grupie, której członkowie akceptują i przyjmują ten sam model wychowania dziecka. Zdjęcia nie mają zresztą w mojej ocenie jakiegokolwiek podtekstu seksualnego - uważa Brachowski.

              Najdalej do piaskownicy

              - Gdybym nie znała Patrycji, to też stwierdziłabym, że chyba mama z tymi zdjęciami przesadziła - przyznaje pedagog z 20-letnim stażem w lokalnym domu dziecka, w którym przez lata udzielała się Patrycja. - Ale znam jej intencje i nie widzę nic niestosownego. Patrycja jest odskocznią. Wspierała nas finansowo, przychodziła się bawić z dziećmi w każdym wieku. Po urodzeniu Samika zaoferowała nawet, że będzie przytulać i karmić nasze niemowlę własną piersią.

              Jest oburzona sprawą, którą wytoczono Patrycji. - Ani ja, ani nikt z personelu nie dopatrzył się w jej zachowaniu niczego nieodpowiedniego. A Samik jest nad wiek dojrzałym i inteligentnym dzieckiem!

              - Patrycja jest z innej planety - mówi z uśmiechem Sylwia Cygoń-Ickin, sąsiadka z mieszkania obok. - Mój mąż jest Turkiem, ta inność nas połączyła. Jestem mamą dwójki dzieci i myślę, że powinniśmy się uczyć od Patrycji świadomego żywienia i wychowania. Jedyne, co wzbudza moje wątpliwości, to że Samik za mało przebywa z innymi dziećmi.

              Podobne refleksje ma mama Patrycji.

              - Ostatnio widziałam, że jest wykończona tą całą sytuacją z sądem. Zaproponowałam, że wezmę Samika - opowiada babcia, która od ośmiu lat sezonowo pracuje w Niemczech.

              - Na kilka dni?

              - Nie, no na cztery-pięć godzin, na spacer. Ale mogę się z nim bawić tylko w piaskownicy, którą widać z mieszkania. Zabolało mnie to. Odgrodziła ludzi, pewnie dlatego, że to oni ją odsunęli. Ale czy to będzie miało na Samika dobry wpływ?

              PRL-owskie wychowanie

              - Moje dzieciństwo było bardzo traumatyczne - ocenia z perspektywy lat Patrycja. - Pełne upokarzania, zmuszania, karania i przemocy mentalnej. Mama czasem mnie biła, zostawiała z obcymi.

              Rodzice rozchodzą się krótko po jej narodzinach, ojciec wyjeżdża do Niemiec. Wychowuje się z mamą i babcią, obie pracują. Matka, po technikum włókienniczym, łapie kelnerskie zlecenia. Wychodzi drugi raz za mąż, z ojczymem się Patrycji nie układa.

              Z ojcem spotyka się ponownie, gdy ma 16 lat. Zabiera ją na wakacje na Wyspy Kanaryjskie, kupuje mieszkanie, zrzuca się z mamą na samochód.

              - Był wrażliwy i artystycznie uzdolniony, nie mógł znaleźć tej świadomości, którą ja mam, u innych kobiet. Zakochał się we mnie platonicznie. Kiedy dziewięć lat temu wyszłam za mąż, popełnił alkoholowe samobójstwo.

              - Samobójstwo? W pewnym sensie tak, przez alkohol - zgadza się matka. - Uważał ją za księżniczkę, najpiękniejszą, najmądrzejszą. Wyjazdy? Absolutnie, do jej 18. urodzin nigdzie nie pojechałam. Kiedy byłam w pracy, zajmowały się nią opiekunki.

              Mama przyznaje, że wychowywała Patrycję tradycyjnie, jak to w PRL-u, i powieliła "niezdrowe schematy". Że czasem ją uderzyła. Twierdzi, że przeprosiła córkę. - Myślę, że jak Patrycja porównuje swoje obrazy z obrazami dzieciństwa Samika, to nie mają nic wspólnego. Podziwiam ją. Poświęciła mu cztery lata, nie opuściła w żadnej sekundzie. Ja bym tak nie potrafiła.
              Kiedy przychodzi, nic nie robi "po swojemu". - Wiem, że Patrycja mnie obserwuje. To dominująca osoba. Po prostu stoję z boku.

              Matrix versus miłość

              Dzień przed rozprawą wrzuca serię zdjęć znad jeziora - "Oświecona Matka w procesie z dyktaturą chorego systemu". Karmi Samika piersią w wodzie i na skałkach. Niektóre ujęcia wyglądają, jakby oboje byli nadzy.

              - Jestem sama. Siła i odwaga, którą prezentuję, to zdaje się być ewenement na skalę świata - mówi z emfazą.

              Po dwóch miesiącach rozmów do reportażu zaczynają nią targać sprzeczne emocje. Z jednej strony bardzo chce, by jej sprawę opisać, z drugiej - próbuje kontrolować sposób, w jaki o niej opowiemy. W rozmowie stawia warunek publikacji - musimy od siebie napisać takie zdanie: "Gołym okiem widać i sercem czuć w obecności Patrycji i ekstatycznego Samuela, jaką piękną, niewzruszalną i pełną szacunku miłością darzy ona swego synka i jak z całych sił walczy o zachowanie jego suwerenności i szczęścia, które bezduszny system i zazdrośni ludzie usilnie próbują zaburzyć. Jej dumne macierzyństwo, oddanie, odwaga i siła matki lwicy są godne podziwu".

              14 czerwca wkłada długie czarne jedwabne spodnie, białą koszulę i spina włosy. Na salę wchodzi z Samikiem, który wygląda jak mały szaman - podpiera się drewnianą laską znalezioną nad Bałtykiem. Nie dostaje żadnych poleceń, jak się ma zachowywać, Patrycja bezgranicznie mu ufa. Mówi tylko: - Będziemy opowiadać o naszej miłości i wolności, bo niektórzy tego nie rozumieją.

              Czteroipółletni Samik spaceruje po sali, siada w ławkach, przytula się, ssie pierś. Przez 60 minut nie odzywa się ani słowem.

              "Zostałam wysłuchana z szacunkiem. Czułam się jak Bogini przekazująca nieświadomemu zgromadzeniu potężną świętą wiedzę" - dzieli się na Facebooku w poście "Matrix versus miłość".

              Sąd wysłuchał zeznania Patrycji, ale nie zawiesił kuratora. Na wniosek prokuratora zostanie przesłuchana przez biegłego seksuologa. Termin kolejnej rozprawy jest nieznany.

              * Na prośbę bohaterki nie podaliśmy nazwy miasta.
            • berber_rock Re: Artykuł 06.08.16, 20:02
              Mnie sie podoba to:
              Obraca się wśród "znajomych mamy wyznających podobne do niej poglądy, które są odmienne kulturowo od tych, jakie wyznaje większość polskiego społeczeństwa, co w przyszłości może powodować trudności z adaptacją w funkcjonowaniu dziecka w warunkach polskiego społeczeństwa".

              A gdzie jest napisane ze to dziecko bedzie sie chcialo w przyszlosci integrowac akurat z polskim spoleczenstwem??? Jakis obowiazek jest? Czy co? Oczywiscie ze w polskim spoleczenstwie mialoby pod gorke, ale juz na przyklad w holenderskim zintegrowaloby sie z powodzeniem?
              I matka ma kuratora bo odstaje od spoleczenstwa????

              Blogoslawie dzien, kiedy stamtad zwialam wink
        • tajemnicza.a.m Nie bije, nie katuje, kocha 06.08.16, 17:38
          Ok, tak macie racje. Ale czy to coś za co powinno się ją chwalić? Dzieci się nie bije, nie katuje to oczywista oczywistość. Można mieć specyficzny styl życia, model wychowania ale na litość boską:
          - ona wychowuje co i kogo? Że kocha? Super. Mówi, że liczy sie z potrzebami dziecka. Nieprawda. Ona liczy się ze swoimi potrzebami. Jest poraniona z dzieciństwa i teraz swoim dzieckiem leczy te rany wychowując go tak żeby spełniał jej emocjonalne, psychiczne i fizyczne potrzeby czyli bliskość aż do przesady, wykraczająca poza ramy bezpieczeństwa. Ona to dziecko chce odizolować i zrobić sobie z niego kukiełkę do zaspokajania swojej bliskości. Może nie ma w tym podtekstu seksualnego ale.
          I teraz pytanie ile to dziecko da z sobą tak postępować? Spać w jednym łóżku, oddawać szacunek piersiom, ssać pierś, być w izolacji od rówieśników, od życia? Czy ktoś temu dziecku kupi mieszkanie z wygranej w totka i będzie utrzymywał kiedy ono będzie oddawało cześć cyckom matki i spało z nią w jednym łóżku izolując w izolacji od świata, od medycyny bo skoro nie choruje to nigdy nie zachoruje? Co z tego dziecka wyrośnie? Czy wy chciałybyście tak żyć?
          Jeśli to dziecko nadal pozostanie w izolacji to kiedy zorientuje się, że odstaje? Że jednak można inaczej? W wieku lat 10, 16 czy ilu?
          Czy mądra matka nie powinna dziecku dać wybrać? A nie narzucać mu swoje wizje dalekie od mądrości? Pokazać możliwości i dać wybrać? Skoro mały miał taką potrzebę a ona się z tym liczy czemu tylko uznawane przez nią potrzeby dziecka są respektowane?

          Z całego serca cieszę się, ze ktoś tę kobietę wziął pod lupę.

          A bzdury, które sobie uroiła to nawet żal powtarzać, np:

          - Co takiego dziwnego jest w stwierdzeniu, że łażenie po kasie w supermarkecie jest ok? A wejście na głowę kasjerce też jest ok? Bo Samik ma potrzebę - oczywiście spełnia swoją potrzebę bo mamie się potrzeba podoba.

          - Jaki kraj jest gotowy na to co ona robi? Czemu jej tam nie ma? Była w USA ale jej się nie widziało a tak zdaje się akceptują każde dziwactwo.

          - Czy super Pati chodziła do szkoły. Zdaje się że klacz ma poród bezkrwawy. Zdaje się, że nawet klacz potrzebuje weterynarza jeśli gospodarz nie chce ryzykować śmierci klaczy bo to zdarza jak jak u każdej samicy. U kobiet też się zdarzało i to bardzo, bardzo często. O czym chyba Patka nie wie. Głupi ma szczęście a potem się mądrzy. Reszty nawet nie będę komentować bo aż żal. Wszystko nawet inność powinna mieć jakieś granice a Patka chce sobie stworzyć to czego nie miała, kosztem dziecka bo małe i nie rozumie i nie może sie obronić. Przykre to trochę bo tu nie liczy sie dziecko tylko Patka.
          • danaide Re: Nie bije, nie katuje, kocha 07.08.16, 08:52
            Tajemnicza - tak, 15/16. I to jest bardzo dobry wiek. Są tacy, którzy całe życie się nie zbuntują. Albo późno, kiedy jest już za późno na wiele rzeczy. A wychowani byli właśnie metodami... tradycyjnymi?
          • ichi51e Re: Nie bije, nie katuje, kocha 07.08.16, 19:31
            Nie do konca. Dziecko nie musi slyszec "nie zrzucaj z polki" zeby jak dorosnie nie zrzucalo rzeczy z polek. Dziecko nie tylko uczy sie sluchajac rodzica ale obserwujac go i swiat. To jest przeciez myslaca istota i wyciagnie wnioski.
          • saszanasza Re: Nie bije, nie katuje, kocha 08.08.16, 08:04
            Ja również zgadzam się z tajemniczą. Dla mnie ta osoba ma charakter egocentryczny z syndromem Boga...ups...boginii. Sam fakt, ze wstawia swoje zdjęcia do internetu, a potem opowiada o podziwie jaki wywołuje świadczy o tym, ze zaspokaja jedynie własne ego.
            Wmawianie dziecku, że inne dzieci noszą ubrania, bo nie są dostatecznie kochane jest kłamstwem i manipulacją. O ile teraz dziecko jest małe, tak w późniejszych latach pojawi się problem, co zrobi Pani - pojedzie do buszu wychowywać syna wśród rdzennych Aborygenów?
    • fragile_f Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 06.08.16, 15:16
      Z jednej strony - fajnie, ze tak kocha synka i spedza z nim duzo czasu. Ze go szanuje i nie zmusza do jedzenia.

      Z drugiej - jak slysze o karmieniu dziecka, podczas jazdy samochodem (bez fotelika), o braku szczepien, o tym ze nie wierzy w wirusy (i to wyciaganie jedzenia z pyska psa!!!!!), ze nie szczepila, te wszystkie teksty o noszeniu koszul i braku akceptacji wlasnego ciala - to mnie zimny pot oblewa.

      Dziewczyna wychowana w patologicznej rodzinie, niekochana, ktorej ojciec byl w niej platonicznie zakochany (WTF???) przeskoczyla na drugi biegun i to nie jest fajne. Nie ma umiarkowania w tym, co robi. Mam wrazenie, ze ma jakies zaburzenia osobowosci a rodzicielstwo bliskosci doprowadzila do poronionego ekstremum. Jak dla mnie to niestety powinna miec nazdor kuratora, bo za pare lat nie bedzie chciala poslac dziecka do szkoly albo jak je pogryzie wsciekly pies czy nadzieje sie na zardzewialy drut, to nie poda szczepionki na pogotowiu, tylko bedzie probowala go okadzac.
    • paniadmin Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 06.08.16, 15:23
      Współczuje sędziemu, który będzie decydował w jej sprawie. Czy odpał jest na tyle duży, żeby ograniczyć jej władze rodzicielską, czy sam kurator wystarczy. Dobrze, że jest przy niej jej matka (choć wydaje się mocno zdominowana przez córkę), może będzie miała szanse zareagować, gdy zrobi się naprawdę źle - np. dziecko zachowuje.
    • lola211 Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 06.08.16, 15:49
      W Polsce codziennie tysiące dzieci jest bitych, zle traktowanych przez rodziców ewidentnie działajacych na ich szkode.
      A przed sądem staje dziewczyna, która ma odmienne poglady od pozal sie boze tego społeczenstwa. Absurd.
      Ma calkowita racje jesli chodzi o polski model wychowywania- upominanie, karanie, wieczne strofowanie- zeby tylko nie narazic sie obcym.
      • semihora Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 06.08.16, 16:48
        Też tak pomyślałam. No ale raczej większość podejdzie do tego w sposób napastliwy.

        I też rozwaliło mnie to, że patusy zdążą zakatować dziecko na śmierć i nikt się tym nie zajmie, a tu z automatu kobieta została winna, bo jest inna i trzeba jej pokazać, gdzie jej miejsce.

        Fakt, że jest egzaltowana i ogólne to wszystko jest zbyt górnolotne, ale są większe zbrodnie.
        • mamma_2012 Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 06.08.16, 17:00
          Ale ona ma problemy nie dlatego, że jest inna.
          Część z jej zachowań może zagrażać dziecku i dlatego pewnie dostała kuratora, który ma pilnować czy nie przesadza. Jak dziecko zachoruje, a mama poda herbatę z miodem, bo przecież nie istnieją wirusy ma interweniować.
          W jej zachowaniu są wymieszane nieszkodliwe dziwactwa z poważnymi sprawami.
            • mamma_2012 Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 06.08.16, 17:15
              Brak opieki medycznej i zaprzeczanie podstawowej wiedzy (nie istnieją wirusy), upublicznianie zdjęć gołego kilkulatka, karmienie w czasie jazdy, świadomy poród bez jakiejkolwiek przeszkolonej osoby.
              Nie tak dawno taki eksperyment kanadyjskiej rodziny skończył się śmiercią dziecka, wcześniej polscy rodzice pochowali córeczkę.
              Nie wiadomo co stwierdzi seksuolog.
            • asia_i_p Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 08:34
              Rosa, to, co jest pokazane tutaj to jest wyimek jej życia wykreowany na użytek autoprezentacji. W oczy rzuca się z niepokojących spraw:
              - izolowanie dziecka od ludzi, nawet najbliższej rodziny - dziecko ma się bawić w piaskownicy widocznej dla matki;
              - niezgodne ze współczesną wiedzą poglądy na medycynę - wirusy po prostu są, dziecko może być bardzo odporne, bo jest hartowane i sensownie karmione, ale jeśli je rozłoży grypa, która się powikła w zapalenie płuc, to przy takich poglądach matki umrze - ona albo sobie nie zdaje sprawy albo celowo wypycha ze świadomości fakt, że w tych "naturalnych" warunkach, które gloryfikuje, śmiertelność jest kilkukrotnie wyższa niż w tej złej cywilizacji;
              - nie uczy dziecka, że inni ludzie mają prawa; prawa innych nie wynikają z jakiegoś abstrakcyjnego systemu, czy ze złego polskiego systemu wychowania, tylko z faktu, że każdy jest tak samo skomplikowanym bytem jak ty i twoi ukochani; wkurzona kasjerka, spieszący się stojący za tobą klient to człowiek, istota czująca, cały świat, a nie pionek na planszy twojego życia, kreacja Matrixa albo część systemu;
              - coś jest nie tak z emocjonalnym rozwojem dziecka - czterolatek entuzjastycznie tulący się do obcych ma albo zaburzenia ze spektrum autyzmu albo zaburzenia więzi, albo jest do poziomu szaleństwa wygłodniały kontaktu z innym człowiekiem.

              Nie mówiąc już o tym, że dziecku będzie bardzo trudno oderwać się od matki i założyć własną rodzinę, a jeśli będzie chciało "wejść w system" czyli żyć jak rówieśnicy, to ja mu z góry serdecznie współczuję.

              No i już moja taka trochę prywatna irytacja - w sumie nie wiem, z czego wynikająca, bo w najbliższym otoczeniu takiej sytuacji nie mam - ale zawsze mnie irytowało, kiedy dorosłe dzieci w czambuł potępiają matki, które z nimi zostały i były najlepszymi matkami, jakimi potrafiły, a idealizują ojców, którzy poszli w siną dal.
              • danaide Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 09:12
                Asia, bardzo fajne uwagi.

                I teraz - na ile jest to faktycznie problem, a na ile są to fakty wyjęte z kontekstu i wyolbrzymione przez dziennikarkę. Np. o tych wirusach i wierze, że u podstaw chorób leżą emocje - niedawno czytałam u Sontag jako o funkcjonującym poglądzie (zresztą bywają też forumowicze, którzy twierdzą, że choroba dziecka to wina rodzicawink. Dla mnie pogląd sekciarski, ale "fakty pozostają uparte" - dziecko jest zdrowe.

                Moja córka też się tuli do obcych, ale obcych oswojonych i przez nią wybranych, a nie jak leci. Płeć męska preferowanawink Tu było, że jak leci?

                To o piaskownicy - nie wiem na ile dziewczyna ufa własnej matce co do jej dawniejszych zachowań przemocowych, bo to że nie ufa opiekunkom to jasne. Zresztą mam koleżankę, dla której przemocowe relacje w przedszkolu państwowym były na tyle nie do zniesienia, że zapisała dziecko do prywatnego, mimo że było to dla niej poważne obciążenie finansowe. Jakoś nie chcemy uznać, że kultura - nasza stara, dobra, polska kultura - jest silnie nacechowana przemocą. A coraz większej liczbie osób przeszkadza to w sposób coraz bardziej otwarty.

                A co do praw innych: "Czego nie nauczy Cię matka, nauczy Cię świat".
              • danaide Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 09:26
                Cóż, doczytałam. Samik przytulił się do dziennikarki po pierwszym spotkaniu - w mieszkaniu, rozumiem, że mającym charakter towarzyski, ale zdaje się, że do pań z RODK-u nie. Dziwne, baaaardzo dziwne.

                No i wg pań z RODK-u: "Nie wie, ile ma lat, jak się nazywa i w jakim mieście mieszka".
                I nie wie, że flaga biało-czerwona, czerwonym na dół, orzeł w koronie, hymnu na baczność nie zaśpiewał... taaa.
              • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 10:06
                Asiu, jakie izolowanie? Pokuś się o obejrzenie zdjęć, które ja obejrzałam - dziecko ma stały kontakt z ludźmi ze środowiska matki, miało też kontakt z wybranymi sąsiadami, wychodzi do piaskownicy. Z matką jeździ po świecie - to izolacja?

                Czym chciałabyś leczyć grypę? Antybiotykami? Czy zapewne domowymi sposobami - leżenie, syrop z malin, odpoczynek, może leki przeciwgorączkowe (nie wątpię, że by takie podała).
                Ona nie jest do końca oszołomką - umalowana, całkiem nieźle ubrana, jeździ po świecie, prowadzi swój biznes. Serio myślisz, że nie poszłaby do lekarza z dzieckiem chorym na zapalenie płuc? Come on...
                • asia_i_p Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 12:20
                  Ma kontrolowany kontakt z babcią, która nie była patologicznym przemocowcem, tylko niedoskonałą matką i której w ogóle nie pozwala się na relację z dzieckiem, tylko na sprawowanie opieki. Kontakt bliski ma tylko z osobami podzielającymi przekonania i styl życia matki. Zwiedzanie rzeczywistości nie zastąpi życia w rzeczywistości.
                  Matka, z tego co mówi, w ogóle nie jest zdolna do pokazaniu dziecku partnerskiej niehierarchicznej relacji. Jest dziecko - w pozycji boga, matka - w pozycji kapłanki, i reszta świata, jeżeli należy do grona wyznawców - dobra, jeżeli do niewiernych - w najlepszym przypadku godna lekkiej pogardy. Jeżeli nie podporządkowujesz sobie reszty, to jesteś podporządkowany, ja jestem dobra, a świat jest zły - to nie jest zdrowy zrównoważony obraz rzeczywistości.
                  Co do leczenia - nie jestem pewna, czy podałaby leki przeciwgorączkowe czy przeciwbólowe, uważam, że wizytę u lekarza odwlekałaby, ile wlezie, a dziecku niestety nie pojawia się na czole napis "zapalenie płuc".
                  • kropkaa Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 12:42
                    To chyba normalne, że przebywa w towarzystwie osób o podobnych poglądach, co matka, przecież ja wśród znajomych też mam osoby z mojego kręgu wartości. Znam dzieci, które mają wszysko, co materialne, on ma wszystko, co emocjonalne, to chyba lepiej niż kolejna zabawka. Wiele osób nie podaje tony lekarstw, spotkałam lekarzy, którzy swoim dzieciom nie obniżają gorączki nieodebranych czy innym magicznym syropkiem z toną cukru. Sama wyleczyłam zapalenie płuc bez antybiotyku, choć z pomocą lekarza. To, że ktoś robi inaczej niż Ty, nie znaczy, że robi źle, a Ty robisz dobrze.
                  • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 12:50
                    A ile ematek z naszego forum chce ograniczyć kontakty ze swoimi rodzicami, bo ci zawsze wiedzą lepiej? Wiedzą, że trzeba założyć skarpetki, czapeczkę we wrześniu, karmić MM bo mleko kobiece jest chude, wprowadzić zupki od 6 m.ż., zafundować chodzik, trują do ucha, wiercą dziurę w brzuchu. Ile można tego słuchać? Skąd wiesz jaki jest powód rzadkich kontaktów z jej matką? Ja 4 lata słucham bzdur, z których żadna się nie sprawdziła. Żadna.

                    Większość ludzi spotyka się i przyjaźni z ludźmi o podobnym stylu bycia i życia, z osobami ze zbieżnymi poglądami. Co w tym dziwnego?
                    • niennte Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 13:01
                      thank_you napisała:

                      Ja 4 lata słucham bzdur, z których żadna się nie sprawdziła. Żadna.


                      Jak to się nie sprawdziła? Żyjesz i masz się dobrze, czyli jednak matka wiedziała, jak postępować ze swoim dzieckiem. Dlaczego sądzisz, że obecnie nie wie?
                      Będziesz kiedyś jeszcze teściową, która nic nie wie i na niczym się nie zna, bo następne pokolenie odkryje kolejne, swoje prawdy objawione na temat opieki nad dzieckiem.

                      Poza tym, opowieści matek jedynaków, którym trafił się zdrowy, bezproblemowy egzemplarz, to tak prawie jak opowieści bezdzietnych. Po prostu mają szczęście, ale wyprowadzanie stąd wniosków dla reszty populacji jest bez sensu.
                      • lellapolella Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 13:22
                        Ja jestem teściową i babcią, mój wnuk jest wychowywany inaczej niż ja wychowywałam swoje dzieci i wiesz co? Trzymam buzię na kłódkę, o ile nie jestem bezpośrednio proszona o radę a i wtedy staram się delikatnie sugerować a nie wygłaszać prawdy objawione. I zawsze mnie dziwi pycha tych, którzy uważają, że mają patent na wszystko.
                        "Poza tym, opowieści matek jedynaków, którym trafił się zdrowy, bezproblemowy egzemplarz, to tak prawie jak opowieści bezdzietnych. Po prostu mają szczęście, ale wyprowadzanie stąd wniosków dla reszty populacji jest bez sensu."
                        Od jakiej ilości dzieci zatem postulujesz prawo do wypowiedzi?
                        • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 13:29
                          Brałam mocno czynny udział w wychowywaniu dzieci mojej siostry i to powoli kształtowało moje poglądy na temat wychowywania dzieci. Widziałam błędy oraz dobre rzeczy, gruntowałam pewne przekonania, inne ulegały ewolucji. Nie wiem czemu młode matki atakowane są z każdej strony dobrymi radami, ja chciałam podejść do swojego rodzicielstwa naturalnie, robić tak jak czuję i w mojej ocenie dobrze na tym wyszłam. A czy egzemplarz trafił mi się taki dobry czy też nie zepsułam go swoim postępowaniem - nie wiem.
                        • niennte Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 14:04
                          Też jestem babcią niewygłaszającą prawd objawionych, bo dobrze pamiętam, jak wkurzały mnie rady mojej teściowej wink
                          Po prostu proponuję przyjąć, że nie każde dziecko jest takie samo i przy każdym sprawdzą się te same metody.
                          Moja pierwsza córka była zdrowa i chowała się bezproblemowo. Jej rówieśnik - synek sąsiadki był wiecznie chory i faszerowany antybiotykami. W swoim ówczesnym zaufaniu sądziłam, że ja wiem lepiej, jak harować niemowlę - nie przegrzewać, nie opatulać, dużo spacerów, zdrowe jedzenie. Byłam pewna, że to moje racjonalne i światłe metody pielęgnacyjne przynoszą takie wspaniałe efekty. Szybko zdecydowałam się na drugie dziecko. I tu zonk - nic, co sprawdzało się za pierwszym razem, nie miało zastosowania za drugim sad dziecko chore od urodzenia, problemy gastryczne, pierwsze zapalenie płuc w wieku sześciu tygodni, potem kolejne przez następnych kilkanaście lat. Chuchanie, dmuchanie, dbanie o każdą pierdołę, antybiotyki, lekarze...
                          Gdybym miała tylko starszą, uważałabym, że jestem mistrzem w opiece nad dzieckiem wink Gdyby druga urodziła się jako pierwsza, sądziłabym, ze jestem beznadziejną matką, niepotrafiącą pielęgnować dziecka... A tak, sądzę, że każde dziecko (fizycznie, odpornościowo) jest inne, należy pielęgnować je odpowiednio do jego potrzeb, bo jedno się zahartuje biegając boso po śniegu, a inne dostanie zapalenia płuc i umrze bez antybiotyku.
                          Moja wnuczka (6l.) do tej pory tylko raz dostała antybiotyk przy zapaleniu ucha, wszystkie infekcje zostały wyleczone przy pomocy łagodnych syropów. No, ale mają lekarza po drugiej stronie płotu, więc na bieżąco sprawdzają, czy kaszel nie rozwija się w coś groźniejszego. I tak jak była zdrowa do trzeciego roku życia, to pójście do przedszkola zaowocowało szeregiem infekcji, zwłaszcza w pierwszym roku. Z których kilka złapałyśmy od niej z córką i przeszły dużo ciężej niż ona.
                          Tak czy owak nie wyobrażam sobie braku kontroli nad matką w ciąży, nieszczepienia, jakichś wizyt kontrolnych z dzieckiem u lekarza.
                          • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 14:18
                            Niennte, ale ja nigdzie nie twierdzę, że moje dziecko jest zdrowe tylko dlatego, bo je zahartowała, wychowałam na terenach ZPP, z nieprzetworzoną żywnością i KP do 3 r.ż. Wielokrotnie pisałam, że trafił mi się mocno promocyjny egzemplarz, którego starałam się nie popsuć. Wiem też, że "Z jednej matki, różne dziatki", ale są pewne zachowania sprzyjające chorowaniu/próchnicy/kiepskiemu rozwojowi, a inne stymulujące rozwój. Odbiegłyśmy jednak od tematu dobrych rad - my mamy takie społeczeństwo, że obcy ludzie na ulicy się wtrącają i naprawdę często nie mają racji. Raz, drugi, trzeci, piąty gryziesz się w język, ale za szóstym razem coś odpowiesz, bo ile można słuchać o tym, że po co dziecku rowerek biegowy, skoro od razu można kupić taki z pedałami (taa, dwa dwulatka), że dając 6-miesięczniakowi brokuła do łapki zabijesz go. Tak, dokładnie. Zabijesz. Będziesz miała na sumieniu. Czyli - nie dbasz, nie kochasz. Urodzenie dziecka bardzo dużo mnie nauczyło - prawie nikomu już nie mówię, co robię, bo nie chcę być oceniania i następnie zmuszona do udowadniania, że nie jestem wielbłądem. Im mniej wiedzą rodzice tym mniej mi udowadniają, co robię źle. Ech, że też wcześniej na to nie wpadłam. wink
                            • niennte Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 14:28
                              Cóż, dawanie dobrych rad i wtrącanie się w życie bliźnich zapewne zostało wkodowane w ludzkie geny smile Oczywiście po to, żeby ludzkość przetrwała i korzystała z doświadczeń starszego pokolenia big_grin
                              Tak samo pewnie zostało wkodowane to, żeby nie słuchać bezkrytycznie, tylko podążać swoją drogą i szukać własnych rozwiązań wink

                              Ogólnie chyba jednak lepiej, kiedy społeczeństwo się wtrąca niż nie reaguje. Dawniej o wiele częściej przysłowiowa "stara baba" zwróciła uwagę, że dziecko bez czapeczki, ale też na widok chuligana bijącego kogoś na ulicy ludzie nie odwracali oczu, tylko zaraz kilku chłopów biegło na ratunek.
                              I nie wiem, gdzie Ty bywasz, bo u nas nie spotykam już w ogóle wtrącania się i zaczepiania na ulicy przez kogoś, chcącego udzielić "dobrej rady".
                              • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 14:38
                                Niennte, to pewnie zależy od ilości czasu spędzanego na zewnątrz. My kręcimy kilometry dziennie, więc spotkanie ludzi dających dobre rady jest statystycznie większe niż u rodzica, który odbiera przedszkolaka o 17 i zajdzie z nim na chwilę na plac zabaw. wink

                                Stoję na stanowisku, że dobrych rad można udzielać wtedy, gdy ktoś o nie prosi. W innej sytuacji - nie odzywać się.
                                • niennte Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 14:50
                                  E no, córka z wnuczką nie usiedzi w domu, wiecznie gdzieś je nosi. Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś ją wkurzył wtrącaniem się, a usłyszałabym na pewno wink
                                  Sama też nigdy nie wtrąciłabym się z radą obcej osobie, zresztą i córce się nie wtrącam. Aczkolwiek pozwalam sobie czasem powiedzieć (proszona!), że ja nie kupowałabym aż tylu ciuchów i zabawek, wymagała sprzątania po sobie i jedzenia przy stole bez oglądania bajek w telewizji. No ale co ja tam wiem, nie znam się, teraz tak się robi podobno.
                                  • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 14:54
                                    Może jesteśmy bardziej szokujący. ;-D Ale dla równowagi dodam, że spotykamy się z wieloma ciepłymi słowami, najczęściej ze strony starszych dziadków. Młody ma też swoje fanki, które noszą dla niego czekoladki i tutaj nie warczę, bo te babcie są przesłodkie, a ja mam słabość do ludzi pamiętających czasy wojny. wink

                                    Byśmy się dogadały - u nas też trzeba sprzątać po sobie i jeść przy stole z rodziną. smile
                      • thank_you Re: Czytałyście dziś Wysokie Obcasy? Oświecona. 07.08.16, 13:25
                        No nie sprawdziła się - chorowałam całe życie. Calutkie. Pobyty w szpitalach, zapalenia płuc co rok, anginy, zastrzyki dwa razy dziennie od listopada do maja. Mimo iż wychowana byłam na terenach ZPP, miałam i mam nieprzetworzone jedzenie. Pamiętam te czapeczki, skarpetki, pot cieknący po tyłku i szalik zawiązany pod nos. Kłótnie o basen zimą, wyjścia w deszczu na dwór (na wsi, u dziadków!!!). Dlatego gdy słyszę, że mój syn dostanie zapalenia ucha od braku czapki albo że "zabiję go w końcu" (tak, dokładnie taki tekst usłyszałam od matki, gdy powiedziałam, że nie będę wzywała lekarza do kataru u dziecka), to mogę powiedzieć, że są to bzdury. Albo że ciemieniucha powstaje od brudu. Lub mój syn karmiony 3 lata piersią będzie niedożywionym maminsynkiem. Zonk - jest dzieckiem śmiałym i samodzielnym, zostaje u koleżanek i rodziny na noc, chodzi do osiedlowego sklepu (oczywiście idę za nim, choć on mnie nie widzi).

                        Będę teściową i nie zamierzać udzielać cudownych rad, jeśli nie będę o nie poproszona. Jeśli ktoś zapyta - to odpowiem, co o tym sądzę. Koleżanek też nie nawracam, a potem słucham - och, twój ma zdrowe zęby, bo ma takie mocne kości. Ich dzieci mają próchnicę, bo "zęby słabe". Taa, słabe zęby a nie przypadkiem podawanie w nocy wody z sokiem, mycie zębów samodzielnie przez dwulatkę i ciągłe podjadanie. I tyle w temacie tych cudownych jedynaków, które aktualnie ma większość. tongue_out Nie wiem czemu akurat te chorujące są normą.


                        A opowieści innych, że każdy przedszkolak choruje, to czym są?