Dodaj do ulubionych

Zadośćuczynienie - a co bez niego?

29.10.16, 20:57
Mam pewnego współpracownika-katolika fanatyka. Ma zwyczaj nawrzucać innym albo pokłócić się, a potem leci do spowiedzi i się po niej „tak dobrze czuje, jakby ktoś mu ciężar wielki zdjął z duszy” (cytat - zwierzał się znajomej). Innych poczucza co rusz, ze "trzeba wybaczać". Ostatnio mi nawrzucał bezpodstawnie, poleciał do spowiedzi, a ja do dziś mam odruch wymiotny jak go widzę uncertain

Zajrzałam do warunków dobrej spowiedzi, a tam jak byk: warunek nr 5 - zadośćuczynienie Bogu i bliźnim. BLIŹNIM ! Bez tego spowiedź nieważna, tak?
Bo już nie wiem jak się bronić przed tym idiotą, może mu uświadomię że powinien przynajmniej przeprosić przed spowiedzią i go piekłem postraszę przy następnej scysji?

BTW ciekawe jak Chazan zadośćuczynił bliźnim po skrobankach, że teraz taki święty? Kasę zwrócił? tongue_out

Obserwuj wątek
    • asia-loi Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 21:03
      Też znam takich katolików, którzy chodzą do komunii nie spełniając warunków ważnej spowiedzi i czują się z tym doskonale. Ponieważ Boga nie ma, to nikt taką komunią się nie udławił i nie udławi.
      Chodzi nie tylko o zadośćuczynienie, ale i o nie powtarzalność. Kolejny warunek ważnej spowiedzi, obiecuje się na spowiedzi, że więcej tego samego grzechu się nie będzie powtarzać. No i jest jeszcze żal za grzechy.
      • kannama Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 21:12
        Nie o nie powtarzalność tylko o postanowienie poprawy- czyli zrobię wszystko, żeby się to nie powtórzyło, ale upadek nie oznacza nieważnej spowiedzi. Nie oszukujmy sie- większość naszych wad(grzechów) wynika z naszego temperamentu/charakteru, środowiska życia a tego nie zmienisz z dnia na dzień. Co do zadośćuczynienia- rzeczywiście powinno się to uczynić.
        • asia-loi Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 21:19
          kannama napisał:

          > Nie o nie powtarzalność tylko o postanowienie poprawy- czyli zrobię wszystko, żeby się to nie powtórzyło, ale upadek nie oznacza nieważnej spowiedzi.


          Dla mnie postanowienie poprawy oznacza - niepowtarzalność, bo obiecuję, że więcej tego grzechu już nie będę popełniać. Np. obiecuję na spowiedzi, że nie będę już stosować antykoncepcji, a świadomie stosuję, to nie oznacza: "zrobię wszystko", tylko stosując antykoncepcję, robię to dalej świadomie i moim zdaniem takie kłamanie na spowiedzi, powoduje że spowiedź jest nieważna.

          Nie oszukujmy sie- większość naszych wad(grzechów) wynika z naszego temperamentu/charakteru, środowiska życia a tego nie zmienisz z dnia na dzień.

          Moim zdaniem większość naszych grzechów wynika z korzyści jakie nam dają, a nie z naszych słabości.
            • asia-loi Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 07:19
              kannama napisał:

              > Co do antykoncepcji to jest proste.


              Proste? Przecież zdecydowana większość, chodzących do komunii, się do tego nie stosuje, tzn. stosuje antykoncepcje. Bo doskonale wiedzą, że ani Bóg, ani ksiądz na utrzymanie dziecka nie da. Więc tu nie o słabość chodzi, a o korzyść, świadomość.

              Ale np. jeśli chodzi o nałogi- myślisz, że porzucenie ich to zawsze pełny sukces od razu? A co do korzyści- nie mam żadnych korzyści z powodu wybuchowego temperamentu, ale mam taki smile

              To, że nałogi są grzechem to wymysł Krk. O alkoholizmie mówi się przecież, że to choroba.
              W paleniu nie widzę grzechu, jedynie niszczenie swoje zdrowia i biernych palaczy, jak też drenowanie kieszeni. Narkotyki to samo, a świeckie prawo uznaje je za przestępstwo.
              Grzechem jest np. kłamstwo, kradzież, chciwość, obrabianie tyłków bliźnim, a tego już raczej na karb wybuchowego temperamentu zaliczyć nie można. Te grzechy "rodzą" określone korzyści dla grzesznika.
              Z powodu wybuchowego temperamentu, można np. kogoś zabić. sad
    • echtom Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 21:50
      W sumie prześmieszne jest to forumowe polowanie na czarownice i wyciąganie jakichś strasznych katolików smile Rozumiem, że gdyby ci sami ludzie byli ateistami, staliby się jakimś cudownym zrządzeniem losu aniołami. Kompletne pomieszanie przyczyny i skutku - ludzie nie są wredni dlatego, że są katolikami, tylko dlatego, że mają takie charaktery, jakieś zaburzenia itp. - a to się może przytrafić każdemu niezależnie od wyznania.
      • asia-loi Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 21:53
        echtom napisała:

        ...- ludzie nie są wredni dlatego, że są katolikami, tylko dlatego, że mają takie charaktery, jakieś zaburzenia itp. - a to się może przytrafić każdemu niezależnie od wyznania.>


        No, ale skoro wyznają religię katolicką, to powinni się stosować do zasad katolickiej wiary, a swój parszywy charakter odstawić na bok. A tak się nie dzieje. sad
      • alanta1 Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 22:50
        echtom napisała:

        > W sumie prześmieszne jest to forumowe polowanie na czarownice i wyciąganie jaki
        > chś strasznych katolików

        Ale tu nie chodzi w o żadne polowanie. Facet się sam obnosi ze swoim katolicyzmem, innych poucza powołując się na nauki jakiś świętych. A sam innym dokucza uważając, ze przez spowiedź też jest święty tongue_out
        Gdyby nie to, to bym w ogóle nie wiedziała kim jest, przeca za nim nie łażę i nie sprawdzam co robi.

        A z logiką akurat nie jest na bakier, dlatego chętnie go powybijam z mniemania o własnej świętojebliwości smile

      • olena.s Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 08:28
        Nie, ale ten hipotetyczy ateista nie nosi się z pozą absolutnej wyższości moralnej.
        A jeżeli już chce sie nosic jako ten-z-bezpośrednim-telefonem-do-same-wiecie-kogo, to niech sie nie dziwi, że otoczenie oczeuje stosownego zaufania. To cos jak z dwoma facetami kupującymi usługę u prostytutki - czyn ten sam, ale księdza (a nawet pastora) ocenimy surowiej niż menadżera sprzedaży.
        • vi_san Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 09:17
          Olena, znam co najmniej jednego "pseudoateistę", który jest tak paskudny i agresywny i tak zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach podkreśla swoją wyższość, bo on nie lata za klerem - że, słowo, słuchając go można się nawrócić! GDYBYM wszystkich ateistów oceniała przez pryzmat tego jednego, konkretnego buca - byliby dla mnie bandą durnych chamów. Ale nie, mam grono nader zróżnicowane religijnie [od chrześcijan [różnych odłamów Kościoła], przez buddystów, prawosławnych, muzułmanina, świadków Jehowy, ateistów, a także i apostatów]. I WIĘKSZOŚĆ nie zależnie od wyznania, umie powściągnąć temperament, bo po prostu są osobami kulturalnymi. A ów ateista o którym wspomniałam najpierw - jest po prostu chamem, niezależnie od ateizmu. Podobnie jak pan z pierwszego postu - jest chamem i hipokrytą niezależnie od religii.
          • olena.s Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 18:01
            Moja droga, ja nie twierdzę, że ateiści są większymi chamami od katolikow, protestantów czy prawosławnych, ani odwrotnie. Ja tylko zwracam wagę na fakt,że jeżeli ktoś prezentujący postawę wyższości moralnej i lepszości etycznej, oraz reprezentujący organizację mającą to wypisane na sztandarach dopuszcza się świństwa, to świństwo owo bardziej błyszczy niż gdy popełni je ktoś nie mający takich sztandarów ani takiej przynależności.
            Co więcej, gdyby twoj nielatający za klerem ateista popełnił coś stojącego w jaskrawej sprzeczności z wyznawanymi przezeń demonstracyjnie poglądami, (na przykład: zacząłby podlizywac się biskupowi żeby uzyskać np. korzystny kontrakt) to też zwróciłabys na to wiekszą (i zapewne bardzej krytyczną) uwagę.
            • vi_san Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 21:00
              Ależ pod tym względem się z tobą całkowicie zgadzam. Zresztą o owym człowieku, opisanym w pierwszym poście sama użyłam określenia "pseudokatolik". Właśnie dlatego, że NIE JEST prawdziwie wierzącym w to co ogólnie się określa mianem wyznania rzymsko - katolickiego, a tylko dla pozorów przestrzega wybranych przez siebie i odpowiadających sobie elementów tegoż wyznania.
      • olena.s Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 08:28
        Nie, ale ten hiptetyczy ateista nie nosi się z pozą absolutnej wyższości moralnej
        A jeżeli już chce sie nosic jako ten-z-bezpośrednim-telefonem-do-same-wiecie-kogo, to niech sie nie dziwi, że otoczenie oczeuje stosownego zaufania. To cos jak z dwoma facetami u prostytutki - czyn ten sam, ale księdza (a nawet pastora) ocenimy surowiej niż menadżera sprzedaży.
      • woman_in_love my ateiści oczywiście jesteśmy źli z zasady, więc 31.10.16, 10:01
        nie ma co o tym nawet dyskutować. Ale za to wy katolicy od 2000 lat naprawiacie ciągle świat i jakoś żadnej poprawy nie ma, co więcej, sami często przyczyniacie się do nowych wojen, mordów, grabieży i prześladowań innych (oczywiście w imię naprawy świata) - tu w PL też już zaczęliście to powoli robić. I to jest bardzo interesujące.
    • joanekjoanek Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 29.10.16, 23:26
      Przyszła wyniosłość - przyszła i hańba,
      u ludzi skromnych jest mądrość.

      Księga Przysłów 11.2

      Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: "Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!"

      Ewangelia wg św. Marka 9.34-35

      Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców.

      1 list do Koryntian 1.28

      Ja bym w tę stronę poszła. Skromnością go, skromnością!

    • vi_san Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 09:06
      Zasadniczo pięć warunków dobrej spowiedzi to:
      1. Rachunek sumienia
      2. Żal za grzechy
      3. Mocne postanowienie poprawy
      4. Szczera spowiedź
      5. Zadość uczynienie Panu Bogu i Bliźniemu.
      Z tego co napisałaś, pan pseudokatolik nie spełnia nie tylko jednego [zadośćuczynienia Bogu i Bliźniemu], ale i mocne postanowienie poprawy kuleje... I piszę to jako wierząca i, owszem, chodząca do spowiedzi, katoliczka.
      Z tym, że nie do końca masz rację - przeprosić powinien nie tyle PRZED spowiedzią - co w chwili gdy zdał sobie sprawę z własnego "przewinienia". I nie ma znaczenia, czy owo zdanie sprawy nastąpiło "samoistnie" czy dopiero pod wpływem spowiedzi i rozmowy z kapłanem. Tak czy siak - powinien, oczywiście, przynajmniej przeprosić.
      • asia-loi Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 09:58
        vi_san napisała:

        > Z tym, że nie do końca masz rację - przeprosić powinien nie tyle PRZED spowiedzią - co w chwili gdy zdał sobie sprawę z własnego "przewinienia". I nie ma znaczenia, czy owo zdanie sprawy nastąpiło "samoistnie" czy dopiero pod wpływem spowiedzi i rozmowy z kapłanem. Tak czy siak - powinien, oczywiście, przynajmniej
        > przeprosić.>


        Problem w tym, że ci tzw. dobrzy katolicy, nie zdają sobie sprawy ze swojego "przewinienia", czyli nie czują się winni, nie mają sobie nic do zarzucenia, więc się z tego nie spowiadają. Oczywiście zatajenie grzechów na spowiedzi, też powoduje, że taka spowiedź jest nieważna. Ale Boga nie ma, to i kar za taką spowiedź nie ma.
        A spowiedź u katolików, to nie jest to rozmowa księdza-spowiednika z grzesznikiem tylko grzesznik klepie formułki wyuczone z dziecięcych lat do ucha księdza.
        • alanta1 Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 10:22
          asia-loi napisała:

          > Problem w tym, że ci tzw. dobrzy katolicy, nie zdają sobie sprawy ze swojego "p
          > rzewinienia", czyli nie czują się winni, nie mają sobie nic do zarzucenia, więc
          > się z tego nie spowiadają.

          Sęk w tym, że ten "mój" sobie najwyraźniej zdaje sprawę, że coś zrobił nieteges, bo leci do spowiedzi, najczęściej wieczorem coby spać spokojnie tongue_out
          Nie mam co prawda pojęcia z czego on się spowiada, ale prawidłowość jest.
          • asia-loi Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 11:02
            alanta1 napisała:

            > Sęk w tym, że ten "mój" sobie najwyraźniej zdaje sprawę, że coś zrobił nieteges, bo leci do spowiedzi, najczęściej wieczorem coby spać spokojnie tongue_out
            > Nie mam co prawda pojęcia z czego on się spowiada, ale prawidłowość jest.


            Wiesz, ja też ma taką katoliczkę w pracy. Dziewczyna z mojej rodziny, której ja załatwiłam pracę. Przez jej chciwość i nieuczciwość, ja straciłam bardzo ważną dla mnie pracę dodatkową, ponieważ mój dyrektor połapał się, że ona i inni go kantują i zabrał pracę dodatkową wszystkim (nie wnikając: co kto i jak). Jej i innym też zabrał, ale dla nich ta praca dodatkowa, nie była ważna. Od tej pory ona się do mnie nie odzywa, odnosi się do mnie z ogromną pogardą i chamstwem, co i rusz knuje przeciwko mnie intrygi w pracy. Ona siedzi non stop w kościele i chodzi co i rusz do komunii, jej mąż (mój kuzyn) uczy religii.
            Ma minę niewiniątka, nie ma żadnego poczucia winy, wstydu. Potwór jestem ja, bo przez jej machinację, ja poniosłam konsekwencje i jak ja śmiem mieć do niej pretensje, przecież ona taka dobra katoliczka, a ja do kościoła nie chodzę. Sytuacja taka trwa już kilkanaście lat i trwać będzie dalej. Prywatnie już nie utrzymujemy kontaktów. Obrobiła mi strasznie tyłek w pracy i w rodzinie i ciągle kopie pode mną doły w pracy.
            • kannama Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 17:06
              Wiesz, ja sobie zawsze w takich sytuacjach staram myśleć, że może bez tego chodzenia do kościoła ten ktoś byłby jeszcze gorszy? Bycie członkiem rożnych organizacji (ostatnio zauważyłam to u harcerzy) rodzi pewne niebezpieczeństwo uważania się za lepszych od innych. I niestety często tak mają i katolicy.
        • vi_san Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 17:22
          1. Problem w tym, że nie czytasz uważnie. Pan z pierwszego postu DOSKONALE zdaje sobie sprawę ze swojej winy - dlatego tez lata do spowiedzi, bo mu z tym fajniej.
          2. Kar nie ma. Z tym, że w mojej opinii pan popełnia przede wszystkim grzech świętokradztwa - bo drze się i awanturuje Z MYŚLĄ "A to się wyspowiadam". I tu zaczyna się problem. Bo w takiej sytuacji grzeszy nie tylko brakiem postanowienia poprawy czy brakiem zadośćuczynienia. A popełnianie grzechu z myślą, że "się wyspowiadam i będzie ok" jest grzechem ciężkim! I ten fakt, zapewne pan latając do spowiedzi zataja. Czyli zataja fakt, że pozwala sobie na pełny luzik, bo się ma zamiar wyspowiadać i ulżyć. A to już całkiem zmienia jego pozycję. Z tym, że [słusznie piszesz] nie ma w życiu doczesnym kary za świętokradztwo. Tak jak nie ma jej za wiele innych rzeczy. Jednak wierzę, że kiedyś ów człowiek stanie przed obliczem Pana, który potraktuje go z całą sprawiedliwością - bo wszak ON jest sprawiedliwością. I nie mi oceniać co z tym panem będzie.
          3. A co do ostatniego akapitu - wiele zależy od tego, jak grzesznik chce odbyć spowiedź. Ja mam stałego spowiednika i spowiedź wygląda właśnie jak rozmowa. Nie konfesjonał, odklepanie formułek, wysypanie grzechów, puk - puk, "Odpuszczam tobie grzechy, idź w pokoju."... Tylko trzeba znaleźć dobrego, mądrego spowiednika, ale [słowo!] są tacy!
    • salinas Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 30.10.16, 10:17
      alanta1 napisała:

      > Mam pewnego współpracownika-katolika fanatyka. Ma zwyczaj nawrzucać innym albo
      > pokłócić się, a

      A ja znam pewnego, co mu brzydko z ust pachnie. A drugi za płotem urządza głośne imprezy, jest chamski, zarozumiały i wulgarny.

      Czy to oznacza, że wszystkim ateistom cuchnie z buzi i są sąsiadami-pieniaczami ... ?
    • dzedlajga Re: Zadośćuczynienie - a co bez niego? 31.10.16, 23:22
      I jeszcze jedno. Nie wiem, czy ktoś już o tym pisał, bo nie chce mi się czytać całości: więcej grzechów nie pamiętam

      Jeśli ktoś zatai jakiś grzech, to taka spowiedź jest nieważna. Dlatego ja nie chodzę do spowiedzi, bo nie mogłabym się w swoim sumieniu nie przyznać do grzechu, którego w dodatku nie zamierzam przestać popełniać.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka