kto miał prawo się bawić?

17.11.16, 22:11
mojemu dziecku zaświeciły się oczy na widok bujanego automatu na monety w centrum handlowym. Cudowny, czerwony autobus jest niestety zajęty, bawi się w nim chłopczyk. Skacze, trąbi, kieruje, próbuje wychodzić przez okno. Mama kręci film telefonem, babcia i dziadek przyglądają się i zachęcają do dalszej zabawy. Stanęliśmy obok i czekaliśmy, aż chłopak zejdzie. Byłam przekonana, że na nasz widok matka/dziadkowie po chwili zareagują i zwolnią nam miejsce, ponieważ... automat nie był włączony. Odczekaliśmy moment i kiedy ze strony opiekunów chłopca nie było reakcji, poprosiłam o zwolnienie miejsca. Jak pewnie się domyślacie, usłyszałam, że chłopczyk nie zejdzie, bo się bawi. Na moją odpowiedź, że syn chciałby się przejechać, a jej właśnie bawi się na zabawce, która służy do bujania i nie jest włączona, matka zripostowała, że ma prawo korzystać z niej jak chce. Wymieniłyśmy jeszcze kilka zdań na temat kultury i przeznaczenia zabawek, obiecałam synowi, że przejedzie się za kilka minut i dałam sobie spokój. Za nami czekali inni państwo, nie wiem jak i czy w ogóle zareagowali, bo chłopak bawił się nadal. Cała akcja trwała jakieś 5 minut, automat był cały czas zajęty, nie włączony, 2 osoby w kolejce. Pytanie- kto miał rację i czy według was dziecko ma prawo bawić się jak chce i ile chce na każdej zabawce? Według mnie nie ma przeciwwskazań pod warunkiem, że nie znajdzie się ktoś, kto chciałby skorzystać z automatu/zjeżdżalni/huśtawki etc. zgodnie z przeznaczeniem.
    • krejzimama Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:14
      Tak to kończą się spotkania z beneficjentami 500+.
    • lieu Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:16
      a gdyby była włączona, to mogli bez umiaru, czy tylko raz mogli by skorzystać?

      osobiście znam dziecko, które chciało na helikopter i prosiło "tylko nie wrzucaj pieniążka", no i dylemat, co zrobić?

      • lodomeria Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:04
        Oczywiście, że tylko raz!

        A dziecku powiedzieć: ok, nie wrzucamy pieniążka, ale jak przyjdzie ktoś, kto będzie chciał wrzucić, to schodzimy. A jak chcesz być naprawdę fair, to wrzucasz pieniążek po zabawie, jeśli dziecko regularnie i długo się na tym helikopterze bawi.
      • ma.kota Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 16:44
        lieu napisała:

        > a gdyby była włączona, to mogli bez umiaru, czy tylko raz mogli by skorzystać?
        >
        > osobiście znam dziecko, które chciało na helikopter i prosiło "tylko nie wrzuca
        > j pieniążka", no i dylemat, co zrobić?
        >

        Jak to co? Ustąpić innym dzieciom, które chciałyby się pobawić w PRAWIDŁOWY sposób big_grin
    • taki-sobie-nick Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:18
      Kultura nakazywałaby tym państwu udostępnienie zabawki czekającym.

      Rozumiem, że potem nie okazałoby się, że bawi się z kolei wasze dziecko. tongue_out

      Wymiana zdań na temat kultury sama w sobie kulturalna nie jest.

      Niemniej nie bardzo wiadomo, co zrobić z takimi ludźmi. Wzywać obsługę klienta?
      • aurinko Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:28
        Obsługa ma w nosie takie sprawy, takie zabawki są wstawiane przez firmy zewnętrzne nie związane z CH. Po prostu płacą dolę do CH za wynajem miejsca i tyle.
    • aurinko Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:31
      Buraki hoduja malego buraczka, w tej konretnej sytuacji nic nie moglas zrobic poza poproszeniem o zwolnienie miejsca na chwile, zwroceniem uwagi na niewłaściwe zachowanie i wytłumaczenie swojemu dziecku dlaczego tak nie pownno sie zachowywac aby na podobnego buraczka nie wyrosl.
    • miss_fahrenheit Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:36
      doloresumbridge napisał(a):

      > Według mnie nie ma przeci
      > wwskazań pod warunkiem, że nie znajdzie się ktoś, kto chciałby skorzystać z aut
      > omatu/zjeżdżalni/huśtawki etc. zgodnie z przeznaczeniem.

      Właśnie tak.
    • rosapulchra-0 Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:50
      Poszłabym do BOK - u i powiedziała o całej sprawie.
      • aurinko Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:54
        BOK nie ma nic wspólnego z karuzelami/samochodzikami/helikopterami itp na monety.
      • mikams75 Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:09
        padliby ze smiechu jakby przyszla kobieta na skarge, ze jej dziecka na samochodzik inne dziecko nie chce wpuscic big_grin
      • kolpik124 Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 20:46
        OJP, rozi znowu p...nęła ja łysy grzywką o parapet big_grin
    • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 22:59
      To tutaj był wątek o dziewczynce, która zajmowała huśtawkę huśtając lalkę? Jak tutaj, to wypisz wymaluj powtórka z rozrywki.

      Oczywiście, zabawki są po to, żeby bawić się nimi w jedyny słuszny sposób. Nie po to, żeby sprawiać radochę i się bawić jak wyobraźnia podpowiada, tylko, żeby wszystko robić "jak trzeba". Tylko wtedy można się nimi bawić.
      • taki-sobie-nick Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:01

        > Oczywiście, zabawki są po to, żeby bawić się nimi w jedyny słuszny sposób. Nie
        > po to, żeby sprawiać radochę i się bawić jak wyobraźnia podpowiada, tylko, żeby
        > wszystko robić "jak trzeba". Tylko wtedy można się nimi bawić.

        Bardzo jesteś mądra, ale pominęłaś problem kolejki do zabawki. Kolejka niezależna od sposobu bawienia się (równie dobrze mógł się ciągle bawić na włączonym).
        • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:09
          Ale tu pani ma problem nie tylko z kolejką, tylko z tym, że chłopiec bawił się "niezgodnie z przeznaczeniem", czyli się nie bujał ;p.
          • taki-sobie-nick Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:19
            klamkas napisała:

            > Ale tu pani ma problem nie tylko z kolejką

            Manipulujesz albo nie doczytałaś

            Pytanie- kto miał rację i czy według was dziecko ma prawo bawić się jak chce i ile chce na każdej zabawce? Według mnie nie ma przeciwwskazań pod warunkiem, że nie znajdzie się ktoś, kto chciałby skorzystać z automatu/zjeżdżalni/huśtawki etc. zgodnie z przeznaczeniem.
            • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:39
              Ani to, ani to. Autorka w dość krótkiej wypowiedzi 6 razy (taka jestem czepialska, że aż policzyłam big_grin) podkreśla to, że dziecko się nie bujało/nie bawiło "zgodnie z przeznaczeniem". Czyli miała z tym problem.
              • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:44
                No dobra a dziecko siedzi na zjezdzalni (na dole) wzglednie wlazi po niej na gore i blokuje zjazd innym. Spoko czy nie?
                • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:54
                  Oczywiście, że nie spoko. Ale nie dlatego, że użytkuje zjeżdżalnię nie tak jak trzeba, ale dlatego, że przeszkadza w zabawie innym. Natomiast bawi mnie to podkreślanie "niezgodnie z przeznaczeniem" i "nie bujał się".
                  • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:54
                    Tfu, nie bawi, ale śmieszy.
                  • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:55
                    No bo to jest istotna informacja. Bujak jest zabawka komercyjna a nie hustawka czy drabinka. Jesli ktos go blokuje nie placac wlascieciel ponosi strate
                    • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:11
                      A autorce akurat chodzi o stratę właściciela zabawki ;p
                      • iwles Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 09:56

                        kiedy wrzucasz monetę zabawki buja sie określony czas (nie wiem ile, minutę ? dwie ? )
                        No więc jeśli dziecko bawi się inaczej (bez monety), to może niech też przestrzega czasu, i po tej minucie ustąpi kolejnemu dziecku ?
                        • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 09:59
                          Alez zgodnie z logika pan one moglyby przez ten caly czas wrzucac monete (ale nie wrzucaja bo dzieciak nie lubi jak sie buja) wiec wszystko jest ok big_grinDd
                          • iwles Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 11:48

                            żadne ok, mozna dzieciaki bujac naprzemiennie, jeśli ma to trwać np. pół dnia smile
              • doloresumbridge Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:57
                tak, miałam z tym problem, ponieważ czekałam z dzieckiem w kolejce. Tak jak napisałam w poście startowym, jeżeli nikt nie czeka, dla mnie dziecko może korzystać z zabawek jak chce i ile chce, ale wypadałoby ustąpić miejsca komuś, kto chce skorzystać z zabawki właściwie. Mój syn korzystał kiedyś ze zjeżdżalni w taki sposób, że spuszczał z niej resoraki, ale pilnowaliśmy tego, żeby ustępował dzieciom, które same chciały zjeżdżać.
          • taki-sobie-nick Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:20
            klamkas napisała:

            > Ale tu pani ma problem nie tylko z kolejką

            A ponieważ w kwestii kolejki nie możesz pani wyśmiać, to czepiłaś się, czego mogłaś.
    • mikams75 Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:07
      wg mnie to nie ma znaczenia czy wlaczony czy nie, bo rownie dobrze twoje dziecko tez moglo na nim posiedziec bez wlaczania. Dziecko sie bawilo, korzystalo zgodnie z przeznaczeniem, moze wczesniej mialo wlaczony, moze nie. Fakt, ze nie wypada przeciagac zabawy jak inni czekaja, ale nie robilabym dramatu, bo sie nie bujal. Jakby wkladal monete za moneta to byloby ok?
      • beata985 Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:44
        Nie no ... całkiem fair byłoby wtedy, gdy po skończeniu czasu zszedł i stanął w kolejce ponownie ...biorąc pod uwagę że chciałby się bujac więcej niż 2 x
      • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:51
        Celem tej zabawki jest przynosic zysk wlascicielowi. Jesli dzieciak siedzi w zabawce a jest ktos chetny wrzucic monete znaczy ze wlasciciel traci. Analogicznie wyobrazmy sobie ze w lunaparku wsiadasz do karuzeli ale nie placisz bo nie chcesz zeby jechala wiec tylko tu sobie posiedzisz bo tak lubisz. Niestetety nie wszedzie da sie postawic czlowieka do pilnowania
        • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:10
          Podobnie jak celem producenta Lego jest zarabiać, ale jednak samo Lego służy zabawie, a nie zarobkowaniu.

          Problemem nie jest niewłaściwe użytkowanie, a brak chęci ustąpienia. Bo jakby dzieciak przez godzinę się bujał za pieniądze, to autorka miałaby dokładnie ten sam (realny) problem - jej dziecko nie mogłoby się pobujać. Mimo, że zabawka byłaby użytkowana zgodnie z podwójnym przeznaczeniem (zarobkowym i bujającym).
          • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:23
            Gryby dzieciak placil za zabawe to ten watek bylby o czym innym
            • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:54
              Byłby o tym samym, tzn. o "moje dziecko nie mogło się pobujać w samochodzie, bo inne go blokowało".
          • beata985 Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 08:20
            klamkas napisała:

            > Podobnie jak celem producenta Lego jest zarabiać, ale jednak samo Lego służy za
            > bawie, a nie zarobkowaniu.
            >
            > Problemem nie jest niewłaściwe użytkowanie, a brak chęci ustąpienia. Bo jakby d
            > zieciak przez godzinę się bujał za pieniądze, to autorka miałaby dokładnie ten
            > sam (realny) problem -
            jak by chciał bujać się przez godzinę to powinien po zakonczonej sesji wyjść i ponownie stanąć w kolejce.....tak jest w wesołych miasteczkach i tak jest ok i sprawiedliwie wobec innych...'i mówię tu o bujaniu się godzinnym a nie 2x pod rząd .
      • shell.erka Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 06:02
        Nie, nie byłoby ok.
    • 3-mamuska Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:10
      Zrobiłabym państwu zdjecie i przy odchodzeniu skwitowała ze na fb danego mista ,pojawi sie stosowny opis buraczego zachowania i chamstwa państwawink
      • kandyzowana3x Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:39
        Omg !!!!! Blagam powiedzcie, ze to kiepski zart .
        • mynia_pynia Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:02
          No przestań toż to zbrodnia wg polaka... jak bachor śmie za darmochę siedzieć w samolocie na żetony smile ... to nic że rzyga po włączeniu i kilku bujnięciach smile.
          • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:22
            Tak wlasnie szanuje sie cudza wlasnosc. uncertain przeciez nikomu (poza wlascicielem) nie ubedzie jak sobie posiedzi
    • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:42
      Ty mialas racje - raz nawet widzialam kartke ze zabawka nie jest przeznaczona do siedzenia w niej i zabawy tylko do jazdy. Ja w takich sytuacjach mowie zeby dzieciak sie przesunal to razem pojada - przewaznie jest wiecej miejsca niz na jedno dziecko.
    • mynia_pynia Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:50
      Problem z dupy. Mój syn czasami wchodzi do tych automatów, ale nie pozwala włączać, nie lubi się bujać. Na huśtawce też lubi posiedzieć bez huśtania - i co zepchniesz go po minucie? Średnio po 5 min mu się nudzi czyli tyle ile trwa przejażdżka. Nie jestem maniaczką zwracania uwagi dziecku i nakazu ustępowania wszystkim, bo teraz tak się nie wychowuje ... liczy się jednostka nie ogół.
      • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:53
        Hustawka i kolejka przy bujaku to so dwie rozne sprawy.
        • mynia_pynia Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:57
          Pownni zakazywać wchodzenia do centrów handlowych jak się nic nie kupi, jest przymus, jak nic nie znalazłaś dla siebie to chociaż z kostką mydła musisz wyjść smile A dlaczego to coś innego? Wytłumacz to rodzicowi w lunaparku.
          • lodomeria Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 02:33
            Raczej: czy weszłabyś do restauracji/kawiarni rozsiadła się przy stole i siedziała parę godzin bez zamawiania niczego podczas gdy restauracja/kawiarnia miałaby duży ruch i musiała odsyłać klientów z powodu braku stolików?

            W wielu miejscach możesz przesiadywać godzinami nad szklanką soku, prowadzić biznes korepetycyjny przy filiżance kawy, ale tylko tak długo, jak nie ma ruchu.
            • ma.kota Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 20:09
              lodomeria napisała:

              > Raczej: czy weszłabyś do restauracji/kawiarni rozsiadła się przy stole i siedzi
              > ała parę godzin bez zamawiania niczego podczas gdy restauracja/kawiarnia miałab
              > y duży ruch i musiała odsyłać klientów z powodu braku stolików?
              >
              > W wielu miejscach możesz przesiadywać godzinami nad szklanką soku, prowadzić bi
              > znes korepetycyjny przy filiżance kawy, ale tylko tak długo, jak nie ma ruchu.

              cała afera trwała 5 minut.
              niewykluczone, że trwałoby krócej, ale niektórym ludziom włącza się przekora jak ktoś stoi na plecach i dyszy, pewnie jeszcze komentując niby do dziecka o niewłaściwym sposobie korzystania zabawki i to w dodatku bez pieniążka!
              • doloresumbridge Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 20:13
                nie komentowałam, pociłam się jak mysz, próbując odpowiedzieć synowi na pytania o silniki samochodowe. smile
        • klamkas Re: kto miał prawo się bawić? 17.11.16, 23:58
          Bo? (pomińmy aspekt, że celem zabawki jest zarabianie, bo to cel właściciela, a nie użytkowników - dla dzieci i ich rodziców celem jest zabawa i to rozpatrujemy).
          • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:20
            No to wrocmy do przykladu z karuzela w lunaparku. Mozna siedziec bez placenia czy nie? Kolejka stoi.
    • issa-a Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:18
      zapewne właściciel zabawki, wyjmujacy stamtąd kasę co wieczór, wolałby żeby "bachor" zszedł i ustąpił miejsca "dziecku" płacącemu.
      Jednym słowem, samochod jest dla placących, jak i wszystko zresztą. I to właśnie powiedziałbym burakom z buraczanym synkiem i buraczanym telefonem.
    • nightdream Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 00:53
      Szczerze mówiąc jestem mega zdziwiona jak czytam wasze komentarze.
      Mam dwulatka który uwielbia siedzieć w tego typu autach ale bez wrzucania monety. Boi sie i źle się czuje jak auto się trzęsie. Tak, pozwalam mu siedzieć w takim aucie "niezgodnie z przeznaczeniem".
      I z jednej strony, gdybym zobaczyła że ktoś czeka w kolejce a mój by się już bawił już jakuś czas to bym negocjowała z synem: "puścimy teraz chłopca a wrócimy tu później". Ale gdyby przed chwilą wsiadł to bym nie zmuszała go od razu do ustąpienia miejsca. I analogicznie - gdyby syn chciał jeździć a auto akurat byłoby zajęte (nie ważne w jaki sposób) to nie prosiłabym innego dziecka o ustąpienie tylko wyjaśniłabym mojemu dziecku że przyjdziemy później. Mało mnie interesuje czy ktoś wrzucił 2zl czy nie. Dokładnie tak samo postępujemy na placach zabaw.
      • taki-sobie-nick Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 01:01
        Tak, pozwalam mu siedzieć w ta
        > kim aucie "niezgodnie z przeznaczeniem".
        > I z jednej strony, gdybym zobaczyła że ktoś czeka w kolejce a mój by się już ba
        > wił już jakuś czas to bym negocjowała z synem: "puścimy teraz chłopca a wrócimy
        > tu później". Ale gdyby przed chwilą wsiadł to bym nie zmuszała go od razu do u
        > stąpienia miejsca.

        Ale osoba, która właśnie przyszła i czeka w kolejce, NIE WIE, ile czasu bawi się twoje dziecko, prawda?

        I sprecyzuj może, co rozumiesz przez "przed chwilą" oraz "już jakiś czas".

        Możesz wyjaśnić, co cię tak bardzo dziwi? Bo nie rozumiem.
        • nightdream Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 02:17
          Dziwi mnie że większość tu uważa że dzieciak korzystający "niezgodnie z przeznaczrniem" powinien natychmiast ustąpić temu co chce wrzucić pieniążek.
          Rodzic czekający nie wie więc może się zapytać. Może też usłyszeć że dziecko korzystające z auta siadło 5 minut temu i jeszcze 5 minut będzie jeździć.
          Autorka też nie sprecyzowała ile oznacza "moment" po którym prosiła o ustąpienie.
          Ja tylko piszę że:
          - nie wyciągałabym swojego dziecka z auta gdybym uważała że jeszcze się nie wybawiło (wedle mojego uznania, bo wiem że syn dłużej niż 5-10 minut w takiej zabawce nie usiedzi) tylko dlatego że inne dziecko czeka ALE
          - nie kazałabym wysiadać innemu dziecku tylko dlatego że moje chce już natychmiast gdzieś wsiąść.

          Zabrałabym natomiast dziecko z auta gdyby czekających było więcej - żeby nie generować kolejki. Prawdoppdobnie też i wtedy gdyby inny rodzić kulturalnie poprosił w stylu "czy możemy skorzystać, syn sie przejedzie za monete a potem z powrotem zwolni auto".

          Miałam kiedyś podobną sytuację na placu zabaw: syn się bujał na hamaku, może po 2-3 minutach przyszła dziewczynka dużo starsza i poprosiła o zwolnienie. Odmówilam i zaraz zebrałam ochrzan od jej mamy. Powinnam ustąpić?
          • eliszka25 Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 03:47
            autorka watku w poscie zalozycielskim pisze, ze do autka utworzyla sie kolejka i za nimi tez juz czekal ktos nastepny, wiec raczej nie trwalo to pol minuty, tylko zdecydowanie dluzej. moje dzieciaki tez nie raz bawily sie na takim autku bez wrzucania pieniadza. jesli byli sami, to mogli sie bawic do upadlego, ale gdy pojawial sie ktos, kto chcial sie przejechac, to najdalej po chwili mowilam, zeby wpuscili teraz dziecko, ktore czeka w kolejce. taka zasade stosujemy z reszta w kazdej analogicznej sytuacji - na chustawce, na zjezdzali czy gdzie tam jeszcze. jesli sa sami, to bawia sie do woli, jesli dzieci jest wiecej, to sie z tymi dziecmi co chwile wymieniaja, zeby wszyscy mogli sie bawic.
          • shell.erka Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 05:59
            Te automaty mają zarabiać. Czy sądzisz, że jakby obok siedział wlasciciel cieszyłby się i pozwalał na używanie bez monety, kiedy obok czekaliby ludzie chcący wrzucić monetę? No ale ty nie jesteś właścicielem, więc co cię to? Prawda? Ważne że dziubus chce i już.
            • ma.kota Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 20:17
              Dokładnie, ważne że dziubdziuś chce. To są zabawki dla dziubdziusiów, wstawione tam żeby rodzice nie osiwieli na zakupach. A że jest na prąd to się płaci za włączenie.

              A ty jak chcesz to stań tam z kasą fiskalną, żeby chronić interesy właściciela. Albo pilnujcie, żeby wszystkie dzieci które nie lubią bujania wrzuciły pieniążek jak tylko zejdą z bezczynnego siedzenia w zabawce. Taka policja marketowa.

              Normalnie nie wierzę w to co czytam w tym wątku.
            • szarsz Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 20:50
              > jakby obok siedział wlasciciel

              To niech siedzi i pilnuje, kto mu broni? Ciekawe, ile by zarobił? Taka jest strategia tego biznesu - wsiada dziesiątka, płaci jedno a właścicielowi i tak to się opłaca. Jakby mu się nie opłacało, to raczej by niczego w ch nie stawiał, nie sądzisz?
          • taki-sobie-nick Re: kto miał prawo się bawić? 19.11.16, 20:36
            nie wyciągałabym swojego dziecka z auta gdybym uważała że jeszcze się nie wyb
            > awiło (wedle mojego uznania, bo wiem że syn dłużej niż 5-10 minut w takiej zaba
            > wce nie usiedzi)

            Plusa (DUŻEGO) za to, że tak samo potraktowałabyś inne dziecko, ale załóżmy, że twojemu się odmienia i żeby się porządnie pobawić, potrzebuje 30 minut?

    • shell.erka Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 05:56
      Oczywiście, że powinni ustąpić miejsca.
      Ja latem znalazłam się w podobnej sytuacji. W Umberto na Cytadeli. Jest sobie taka zabawka i na niej dziecko, ale jadące smile obok młodzi rodzice. Jeździło, kiedy wchodzilismy. Młody bardzo chciał. Powiedziałam mu, że teraz jedzie chłopczyk i za chwilę przyjdziemy. Po kilku minutach (siedzieliśmy przy stoliku, zdążyliśmy złożyć zamówienie) wróciłam z dzieckiem do zabawki, ale mama akurat wrzucała kolejna monetę. Mówię więc do młodego przy tych rodzicach, że za chwilę pojedzie on. Stoimy, czekamy... Kończy się jazda, a chłopiec: jeszcze raz!
      Na co rodzice... Zaczynają szukać pieniędzy. Widząc że czekamy 20 minut... Wuj mnie strzelił i zabrałam młodego na ręce i powiedziałam, że niestety musimy zaczekać aż chłopczyk opuści lokal . Młody zaczął wyć, a matka naaaagle jaaaakby wróciła di rzeczywistości i łaskawie powiedziała, że może nas wpuścić w kolejkę big_grin nie miałam ochoty stać z nimi nad sobą, a że akurat kątem oka widziałam, że kelnerka podała zamówione jedzenie, podziękowałam za uprzejmość i poszłam jeść obiad.

      Na odpieluchowe zapalenie mózgu lekarstwa nie ma moja droga.

      Ps. Nie mam żadnego problemu za to, kiedy wrzucam monetę w takie kilkuosobiwe karuzelki i jakieś dziecko chce się dołączyć. Sama zapraszam. Ale w drugą stronę też czekam na zaproszenie, a nie ładuje bez pytania swoje na doczepkę.
    • fifiriffi Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 08:22
      ja pierdziu.... dylemat zycia... big_grin
    • ppo Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 09:48
      Ja ani moje dziecko nie mamy problemu, żeby pobujac się z innym dzieckiem. Zwykle są to zabawki przynajmniej 2 osobowe. Nierzadko przejadą się 2 razy, bo opiekun tego drugiego chce się zrewanzowac i też wrzuca monetę. Agresywne podejście do bliźniego typu "wyp... hołota bo ja tu płacę!" sprawdza się może w Rosji, ale nie wśród normalnych ludzi. O czym przekonała się autorka wątku.
      • miss_fahrenheit Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 10:07
        ppo napisał:

        > O czym przekonała się autorka wątku.

        Owszem, zapewne. Ale nie tego wątku, w którym się wypowiadasz, ponieważ nie ma tu agresji, ani nic z postawy, którą opisujesz. Chyba, że słowa "Stanęliśmy obok i czekaliśmy", "Odczekaliśmy moment (...) poprosiłam o zwolnienie miejsca" interpretujesz jako agresję. Przypisywanie autorce postawy typu "wyp... hołota bo ja tu płacę!" jest tak dużym nadużyciem, że właściwie eliminuje cię jako sensownego rozmówcę.
    • mgla_jedwabna Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 09:54
      Sposób bawienia się nie ma tu nic do rzeczy, pieniążek płaci się za uruchomienie zabawki, a nie za dostęp do niej. Państwo okazaliby się takimi samymi burakami, gdyby zajmowali zabawkę tyle samo czasu wrzucając raz po raz monety.
      • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 10:01
        O to jak w restauracji! Nie placisz za wejscientylko za to co zjesz. Czy to znaczy ze w wolbym czasie mozna pojsc sobie posiedziec? Obiecuje ze wlasnego jedzenia nie wniose.
        • szarsz Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 19:51
          Nie, ale oznacza to, że możesz zamówić szklankę wody i siedzieć nad nią trzy godziny.
    • fomica Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 11:19
      Od razu się przypomina wątek o nieszczęsnej lalce bujanej na huśtawce albo wiolonczeli siedzącej w autobusie na siedzenu dla ludzi smile
      Bywają ludzie zyjący dla pryncypiów - dopuszcza się tylko jedne wlasciwy sposób uzytkowania przedmiotu, wszelkie odstepstwo jest nie do pomyslenia, koniec, kropka.
      Odpowiadając na twoje pytanie - dziecko przed tobą bawiło się na sprzęcie i miało prawo robić to tak jak lubi i potrafi. Ty powinaś grzecznie poczekać na swoją kolej, a najlepiej zając swoje dziecko czym innym zamiast sterczec nad tamą rodziną i burczeć.
    • mozambique Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 11:44
      nie we wrocałiu czasem ?
      tez czesto natykam sie na taką rodzinke w jednym markecie
      • mallard Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 13:48
        mozambique napisała:

        > wrocałiu

        Mozambik, ty i te twoje literówki...
    • jehanette Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 11:53
      "czy według was dziecko ma prawo bawić się jak chce i ile chce na każdej zabawce? Według mnie nie ma przeciwwskazań pod warunkiem, że nie znajdzie się ktoś, kto chciałby skorzystać z automatu/zjeżdżalni/huśtawki etc. zgodnie z przeznaczeniem. "

      Myślę i robię dokładnie tak samo jak Ty. Ba, nawet jak bawi się zgodnie z zasadami i przeznaczeniem, to zwracam uwagę żeby nie blokować innych.
    • premeda Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 15:50
      O rany dla mnie jak z bankomatem, dwa razy z rzędu kasę wybiorę ale aby wybrać po raz trzeci i czwarty staję na końcu kolejki. Tak samo gdy blokuję ruch, bo nie mogę szybciej jechać to gdy za mną jest ogonek to zjeżdżam gdzieś na chwilkę i przepuszczam wszystkich. Tak samo powinni zrobić buraccy rodzice blokujący kolejkę. Jak dziecko się bawiło to nie ma nic do rzeczy.
    • katriel Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 16:03
      Moim zdaniem dbanie o interesy właściciela automatu nie jest rolą klientów. Zabawkę na monety traktuję tak samo, jak każdą inną: jeśli jest kolejka, to nie blokujemy, tylko bawimy się przypadającą na nas chwilę i ustępujemy kolejnej osobie. Pozostaje pytanie ile powinna wynosić ta chwila przypadająca na jedno chętne dziecko, i tu jazda za monetę dostarcza sensownego kwantu: każdy jedzie raz. Jeśli ktoś chce się pobawić bez wrzucania - powinien móc to zrobić przez ilość czasu zbliżoną do pojedynczej przejażdżki za monetę. Nie wiem ile to jest, podejrzewam że jakieś 2-3 minuty. 5 minut, które trwała opisana w pierwszym poście sytuacja, brzmi jak lekkie naciągnięcie reguł, ale jeszcze nie powód do awantury.
      • ichi51e Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 16:40
        Bardziej jak minuta pewnie wink
      • szarsz Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 20:47
        No dokładnie: te automaty dokładnie do tego służą, aby zachęcać dzieci do wsiadania. Żaden właściciel nie liczy na to, że każdy kto usiądzie, zapłaci. Byłby idiotą.

        Zresztą nawet w reklamie skierowanej do dzieci zabronione jest bezpośrednie nawoływanie do kupowania. Dziecko ma prawo wejść i posiedzieć. I nie musi kupować. Nieetyczne jest stawianie na drodze dziecka autka i zmuszanie do zakupu. Dziwię się rodzicom, którzy wyżej stawiają dobro właściciela o wątpliwej moralności, nad dobrem własnego dziecka.


        5 minut czekania na zabawę to naprawdę TAKA tragedia? Serio?
    • asia06 Re: kto miał prawo się bawić? 18.11.16, 16:55
      To taki problem z niczego. Jeśli jestem z dzieckiem gdzieś, gdzie są place zabaw, jakiekolwiek zabwaki, to uczę, by w kolejce nie stawać. Można pójśc bawić się gdzie indziej i po jakimś czasie zabawka się zwolni. Takie huśtanie sie przez 3 minuty, bo inni czekają, to żadna zabawa.

      W opisanym przypadku ominęłabym bujak i wróciła za jakiś czas, ewentualnie wrzuciłabym monetę i bujaliby się obaj.
    • eulalia_bardzo_przecietna Re: kto miał prawo się bawić? 20.11.16, 18:14
      Ludzie, dajcie żyć. Chciałabym mieć głowę do roztrząsania takich pierdół...
      Jeśli zabawka była zajęta, to czekasz na swoją kolej i tyle. A czy się dzieciak bawił bujając, czy tylko siedział w środku, to już drugorzędna sprawa. Jak ktoś siedzi w samochodzie na parkingu, a ty nie masz miejsca, to też wyzywasz go od buraków, każesz przeparkować auto i robisz raban? Jeśli w knajpie nie ma miejsca, a widzisz że przy stoliku ktoś juz zjadł, ale jeszcze rozmawia, to wzywasz obsługę? Mam nadzieję, że nie.
Pełna wersja