doloresumbridge
17.11.16, 22:11
mojemu dziecku zaświeciły się oczy na widok bujanego automatu na monety w centrum handlowym. Cudowny, czerwony autobus jest niestety zajęty, bawi się w nim chłopczyk. Skacze, trąbi, kieruje, próbuje wychodzić przez okno. Mama kręci film telefonem, babcia i dziadek przyglądają się i zachęcają do dalszej zabawy. Stanęliśmy obok i czekaliśmy, aż chłopak zejdzie. Byłam przekonana, że na nasz widok matka/dziadkowie po chwili zareagują i zwolnią nam miejsce, ponieważ... automat nie był włączony. Odczekaliśmy moment i kiedy ze strony opiekunów chłopca nie było reakcji, poprosiłam o zwolnienie miejsca. Jak pewnie się domyślacie, usłyszałam, że chłopczyk nie zejdzie, bo się bawi. Na moją odpowiedź, że syn chciałby się przejechać, a jej właśnie bawi się na zabawce, która służy do bujania i nie jest włączona, matka zripostowała, że ma prawo korzystać z niej jak chce. Wymieniłyśmy jeszcze kilka zdań na temat kultury i przeznaczenia zabawek, obiecałam synowi, że przejedzie się za kilka minut i dałam sobie spokój. Za nami czekali inni państwo, nie wiem jak i czy w ogóle zareagowali, bo chłopak bawił się nadal. Cała akcja trwała jakieś 5 minut, automat był cały czas zajęty, nie włączony, 2 osoby w kolejce. Pytanie- kto miał rację i czy według was dziecko ma prawo bawić się jak chce i ile chce na każdej zabawce? Według mnie nie ma przeciwwskazań pod warunkiem, że nie znajdzie się ktoś, kto chciałby skorzystać z automatu/zjeżdżalni/huśtawki etc. zgodnie z przeznaczeniem.