rodzeństwo męża

02.10.04, 14:27
Tyle piszemy o teściach, a chyba nie było jeszcze o rodzeństwie męża. Jakie
macie układy?
Mój mąż ma dwóch braci. Jeden jest świetny, dobrze się rozumiemy, żyzcliwy,
itp.
Za to drugi jest o wiele gorszy niż teściowa. NIesympatyczny, do tego ma
takąż samą żonę, kompletnie nie da się z nimi pogadać. Zapraszamy ich tylko
na imprezy, na których będzie dużo ludzi, żeby jakoś znieść ich obecność. Do
tego mają dwóch synów, z których jeden jest autentycznie wstrętny.
    • dzidecka Re: rodzeństwo męża 02.10.04, 19:00
      Brat mojego męża jest tylko rok młodszy od męża więc świetnie się rozumiemy.
      Często chodzimy na imprezy. W ogóle moj mąż z bratem są bardzo zżyci smile)
    • flurcia Re: rodzeństwo męża 02.10.04, 20:42
      Mój mąz ma brat młodszego o 6 lat. Nie będę sie rozpisywać, bo można by napisać książkę. Napiszę tylko, że odmówił bycia chrzestnym naszej córki (co jeszcze jestem w stanie zrozumieć), nie przyjechał na chrzciny - nie uprzedził o tym, choć w zaproszeniu była wzmianka, że prosimy o potwierdzenie przybycia ( przyjecie w lokalu wiadomo płatne od osoby), przywiózł dziadków na "roczek", a sam został w samochodzie pod blokiem. Nic dodać nic ująć.
      • zuzia_i_werka Re: rodzeństwo męża 02.10.04, 22:06
        Hehe ciekawa jestem co by w tym wątku napisał mój niemążsmile Ja mam trzech
        braci... Ale wygląda na to,że sie lubią bo nigdy nie było żadnych
        nieporozumień. On ma siostrę ale mieszkającą za granicą więc widzimy sie bardzo
        rzadko i jesteśmy dla siebie sympatycznismile Pozdr!
      • mamalgosia flurcia 03.10.04, 10:46
        o, takie siedzenie w samochodzie to miała być jakaś demonstracja?
        • flurcia Re: flurcia 03.10.04, 15:29
          Obydwoje z mężem nie wiemy o co chodzi. Jeśli nawet jakaś demonstracja, to wydaje mi się takie zachowanie mało poważne. Jeśli się coś do kogoś ma to się mówi wprost. Nie wiem co to mialo znaczyć.
    • agn Re: rodzeństwo męża 02.10.04, 22:27
      Mamy dość głupią sytuację. Prynajmniej ja czuję się niezręcznie, bo mąż to
      generalnie się nie przejmuje. Ma siostrę 3 lata starszą. Zero kontaktu. Tzn.
      spotykamy się przy okazji wizyt u teściów, z którymi oboje utrzymują kontakty
      (mój mąż z konfliktami, jego siostra raczej bez). Zresztą żeby opisać sytuację
      musiałabym długo się rozpisać. Siostra męża ma córkę 12 lat, z naszą córeczką
      (prawie 5 lat) słabo się znają. Dodam, że mieszają jakieś 15 minut drogi od
      nas, ale nigdy u nich nie byliśmy, bo nas nie zapraszali. My ich kilka razy
      zaprosiliśmy , po urodzeniu dziecka i ze dwa razy z okazji urodzin córki, ale
      już postanowiliśmy ich nie zapraszać, bo oni nas kompletnie olewają. Aha, przed
      związaniem się ze mną mąż bywał u nich dużo częściej, od momentu ślubu ani
      razu, wniosek stąd więc, że chyba mnie nie lubią. Przykro mi jest naprawdę, bo
      jestem osobą bezkonfliktową i w sumie prawie ich nie znam. Nie wiem więc,
      dlaczego tak się stało.
    • robszym Re: rodzeństwo męża 02.10.04, 22:52
      U nas nie jest z tym najlepiej, ja rodzeństwa nie mam w ogóle, mąż ma brata o 4
      latka młodszego. Niby są w dobrych układach, ale chyba na niby właśnie. My
      zapraszamy ich do siebie przy każdej rodzinnej imprezie, mąż nie wyobraża
      sobie, że mogłoby brata nie być. Oni nas nie zaprosili do siebie przez niemal 2
      lata(a to chrzestny synka). Mały tam był jedyny raz jak miał 20 miesięcy, a u
      dalszej rodziny bywał jak miał tylko miesiąc, dwa...
      Ja z żoną męża brata nie łapię w ogóle kontaktu i to chyba jest przyczyna tych
      nienajlepiej wyglądających stosunków, a męża brata właściwie lubię, ale widuję
      go oczywiście bardzo sporadycznie.(tylko na obiadach u teściów i innych
      uroczystościach w dalszej rodzinie)
      Dodam, że mieszkamy od siebie kilka przystanków metrem.
      • lusia8 Re: rodzeństwo męża 02.10.04, 23:04
        Kłopoty z rodzeństwem to wydaje mi się wina głównie w wychowaniu rodziców. Mnie
        rodzice wychowali tak, że cokolwiek by się w życiu nie wydarzyło to rodzeństwo
        jest najważniejsze. Ja mam brata i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
        natomiast w rodzinie mojego męża jest odwrotnie. Mąż ma brata ale zachowują się
        obaj tak jakby nie interesowali sie sobą nawzajem. Mam nadzieje że moi synkowie
        będą dla siebie oparciem całe życie i zrobie wszystko żeby tak było. Pozdrawiam!
        • meg241 Re: rodzeństwo męża 03.10.04, 00:44
          A ja sie nie zgodze ze to kwestia wychowania. Moj mąz ma siostre i brata. Z
          siostra zyjemy super, czesto sie spotykamy, pomagamy sobie i ogolnie jest ok.
          Natomiast brat sie całkiem odsunał od rodziny, od rodziców, mojego meza i
          siostry. Jego zona to samo. Najgorsze jest to ze jestem chrzestna ich córki a
          zupełnie nie mam z mała kontaktu bo wyjechali do Niemiec i nie mamy z nimi
          zadnego kontaku ( adresu czy nr tel.)
          I jak to wytłumaczyc wychowaniem?? Preciez cała trójke wychowywali jedni i ci
          sami rodzice.

          Magda
          • jasmina251 Re: rodzeństwo męża 03.10.04, 08:50
            Ja tez sie niezgodzę że jest to kwestią wychowania...
            Mój mąż ma tylko brata o 8 lat starszego.Kontakty mamy ubogie a przez 2 lata
            była np.cisza-nikt nikogo nie odwiedzał sadW małżęńswtie męża brata rządzi
            brata zona.On bez jej zgody to nawet piernąć za przeproszeniem nie możę.Czasem
            mam wrazenie żę gdyby choc w połowie decyzje podejmował on to relacje brat-brat
            byłyby lepsze.Widujemy się jedynie przy jaiś okazjach i wcale mi tego nie
            brakuje bo nie lubię takich ludzi jak oni.Ja tez mam rodzeństwo i jesteśmy dla
            siebie oparciem w trudnych chwilach.Mój mąż na brata liczyc nie możę
            nidgy.Szkoda że tak jest bo teść juz nie żyje,rodzina powoli się wykrusza i
            zostana pewnego dnia sami -nie wiem może to wtedy cos ruszy sie w relacjach
            między nimi.Narazie zrobiliśmy wszystko aby ten kontakt był lepszy ale nic nie
            drgnęło.Nie chce mi sie już robic podchodów,a okazjonalne spotkania mi
            wystarczą.Pozdrawaim Justyna
          • mamalgosia Re: rodzeństwo męża 03.10.04, 10:48
            Też uważam tak jak meg. Przecież obaj bracia mojego męża byli podobnie
            wychowywani. A jeden jest OK, a drugi do kitu.
            MOja koleżanka ma troje rodzeństwa, z czego z bratem i z siostrą fajne układy,
            a jeden brat się od wszystkich odizolował
        • d.orka Re: rodzeństwo męża 03.10.04, 16:44
          A ja zgodzę się z lusia8.
          Fakt, że każdy człowiek ma własny charakter i mentalność, lecz rodzicielskie
          wychowanie może te "predyspozycje" pogłębić albo wzbogacić o coś nowego.
          Rodzina mojego męża jest przykładem.
          Średni syn wyjechał za granicę (mieszka i pracuje tam ze trzy lata) i co kilka
          dni dzwoni do rodziców (z mamuśką potrafi przegadać dwie godziny). Młodszy syn
          (nastolatek) jest otwarty, lgnie do matki (choć jest też interesowny), ojca za
          bardzo nie lubi. Mój maż - najstarszy z rodzeństwa - praktycznie odciął się od
          korzeni. Gdyby nie moje zabiegi, praktycznie nie kontaktowałby sie z rodziną.
          Ze średnim bratem nie chce mieć nic do czynienia (ten z kolei chciałby nawiązać
          dialog). Z młodszym rozmawia i pomaga mu, lecz nie jest z nim uczuciowo
          związany. Dlaczego?
          Właśnie przez postępowanie rodziców - często zupełnie nieświadome:
          -niesprawiedliwe traktowanie dzieci
          -faworyzowanie młodszego rodzenstwa
          -brak zaufania do dzieci
          -brak okazywania czułości

          Dorka
          mama Sikorek i Leonka
    • aleksandrynka Re: rodzeństwo męża 03.10.04, 17:26
      U nas każde ma po bracie - mój to nastolatek, 13 lat, męża uwielbia, z resztą
      zna go prawie od urodzenia... Taki chłop to dla młodego super kumpel! Na
      komputerach się zna, na grach, pogada jak człowiek...
      Brat męża jest w moim wieku, mieszka kilka kroków od nas, z teściami. Wolny
      strzelec, imprezki, kumple, muza, to cały jego świat. A kontaktów nie
      utrzymujemy... Żadnych. W zasadzie nigdy z nim nie gadałam, chociaż
      wychowaliśmy się na jednym osiedlu, teraz kiedy jesteśmy rodziną NIC się nie
      zmieniło. Swojego bratanka nigdy (sic!) nie miał na rękach, nie zagadał... Z
      resztą nie miał niby okazji - wspólne gwiazdka i wielkanoc, jeszcze ze dwie
      nasze wizyty, kiedy był w domu... Nawet wtedy się nie zainteresował. Nigdy też
      u nas nie był z wizytą, tak, żeby do brata wpaść. Fajnie, co? Mi to wsio ryba,
      ale żal mi męża i syna - przecież to najbliższa rodzina, jestem wychowana tak,
      że trzeba utrzymywać kontakty, wspierać się, być w komitywie. No ale cóż, nic
      nie poradzę, mąż macha ręką, ale widzę, że go to trochę gryzie. Jest zły na
      brata, ale nawet nie chce mu się z nim gadać. To w sumie małomówny typ (brat),
      jakiś taki oderwany od rzeczywistości... Namawiam mężą jednak na taką rozmowę,
      szkoda by było, żeby zupełnie się od siebie oddalili, a mój synek niech wie, że
      ma wielu wujków, nie tylko zwariowanego, głosnego nastolatka! wink
    • summerdays rodzeństwo to jest to! 03.10.04, 18:57
      a ja mam dwie siostry i brata smile
      siostry moglyby byc blizniaczkami (roznica dwoch tygodni) z tym tylko, ze jedna
      siostra jest "rodzona", a druga plus brat odziedziczona wraz z mezem i fajnie
      jest! Dodatkowo musze sie przyznac, ze od czasu mojego wyjscia za maz bardzo
      poprawily sie moje kontakty z siostra rodzona smile

      No i obiecalismy sobie z mezem, ze i my na jedynaku/jedynaczce nie
      poprzestaniemy smile) Jak tylko Pan Bog da...
Pełna wersja