mildenhurst
18.02.17, 19:38
18 tka chrześniaka. Mojego. Generalnie moja rola jako matki chrzestnej ograniczała się do kasy. Nigdy nie zaproszono mnie na urodziny może dlatego, że dzieli nas 300 km i bliskości towarzyskiej jako takowej nigdy nie było. Zostałam chrzestną bo... nie wiem. Mniejsza o to. No ale na 18tkę zaproszono. Miałam po drodze zabrać dziadków chrześniaka. Ok. Dojechaliśmy. Ja z prezentem godnym okazji i spełniającym oczekiwania chłopaka, z którym o dziwo mam dobry kontakt ( głównie fb). Na miejscu jak filmie. Niestety Kogiel Mogiel: paluszki, koreczki i kanapeczki. 20 ludzi, w tym ja z dziadkami z podróży. Głodni. Miejsce akcji w domu, zeszła niedziela. Chrześniak urwał się z imprezy dość szybko. Meritum: został mi tylko jego ślub. Chłopak bystry, lubię go. Rodzicim zaś brak realizmu - kurde choćby miska rosołu. Dodam, że babcia była wq....a.