Dodaj do ulubionych

Mąż mi ciągle przypisuje złe intencje..

07.03.17, 21:19
Obawiam się, że mam problem z mężem. Niestety nie pamiętam słowo w słowo wszystkich rozmów i kłótni z nim żeby je tutaj przytoczyć, ale opiszę mniej więcej tak od siebie na czym to polega. Generalnie mój mąż jest bardzo szybki w ocenie mojej osoby - bardzo łatwo mu przychodzi ocenianie jaka jestem (emocjonalna, nienormalna, kłótliwa, wredna baba itd.), w dobrych chwilach mówi też pozytywne rzeczy, ale one bardziej dotyczą takich przyziemnych spraw (że jestem dobrze zorganizowana, dobrze gotuję, świetnie rozwiązuję jakieś tam wspólne lub jego problemy), ale nigdy nie mówi mi że jestem choćby miła, kochająca, itd. Tak jakbym nie miała pozytywnych cech charakteru - ot taka sprzątaczka, kucharka i sekretarka w jednym, ale gdy przychodzi do rozmowy o tym jaka jestem, to się zaczyna: że jestem wredna, złośliwa, że lubię się kłócić itd. Prozaiczna sytuacja sprzed chwili: byłam zamknięta w łazience (depilowałam brwi), mąż się dobija i wypytuje co robisz, oglądasz sobie zęba (faktycznie dzień wcześniej mi się ukruszył), więc otworzyłam te drzwi i pytam - co chciałeś? a on dalej z tym tekstem o zębie, pytam chciałeś coś ode mnie czy z łazienki? Bo jak nie to zostaw mnie samą. OK, poszedł. Jak wyszłam to on leży i się nie odzywa, pytam czy coś się stało to burknął, że nic, no ale w końcu mu się ulało i znowu zaczyna te swoje oskarżenia - że można było go inaczej wyprosić, że on tylko z dobrego serca się interesował, że po co tak opryskliwie itd. No ludzie.... Nie zwracałam uwagi na formę - ot zwyczajnie go przegoniłam. A on mam wrażenie że oczekiwał etykiety jak na królewskim dworze, przysłowiowego "podania i czterech zdjęć". To błaha sytuacja wiem. Ale są też poważniejsze. Mieliśmy wyjechać na 3 dni do Krakowa, on na 2-dniową konferencję, a ja pozwiedzać miasto korzystając z tego że mąż i tak rezerwuje 2-osobowy pokój (to była jego propozycja) itd. Proponuję mu kochanie, a może skoczymy do teatru jak już jesteśmy w Krakowie? A on na to, ale będzie konferencja. No to mu mówię, że konferencja się kończy po południu, a poza tym mamy jeszcze 3 dzień... A on nie bo będzie gala wręczenia nagród i on chce być i może ja też bym na tę galę przyszła. No to mu odpowiadam, że nie bardzo mnie gala interesuje (jakieś wręczanie nagród instytucjom finansowym), że będzie polegać na siedzeniu i oklaskiwaniu nieznanych mi osób. A ten się zaczął wydzierać. Najpierw że co ja tam wiem, że on tam będzie poznawał ludzi i nawiązywał kontakty (na gali to raczej wszyscy siedzą i oklaskują, a nie uprawiają small talk, nieważne zresztą), że go niszczę krok po kroku (ja wielkie oczy).... Już kit z tym, że ot tak rzuciłam propozycję, nawet mi specjalnie nie zależało na tym teatrze, ale on nawet w tym swoim zapiekleniu nie zauważył, że gala miała być w piątek, a ja mówiłam o sobocie wieczorem, jak już się dawno ta cała konferencja skończy.... I dalej na mnie, że zrobiłam awanturę, że uwielbiam się widocznie kłócić, rzucił sztućcami o stół i wyszedł obrażony. Niby nie jest to straszny problem, ale tak jest z nim co chwila - ciągle mi przypisuje złe intencje, ciągle oskarża, ma pretensje, mówi jaka jestem.. idziemy przez park, rzuca jakiś tekst, a ja mówię nie no, sorry ale mnie to śmieszy (nie pamiętam co to było), a on już swoje: no tak bo ty się nie lubisz śmiać. I tak jest ze wszystkim - w każdej sytuacji - cokolwiek zrobię czy powiem co mu się nie spodoba, zaraz zaczyna na mnie najeżdżać - jaka jestem okropna itd. Najlepsze, że to wszystko nieprawda, że mam wrażenie jakbym ciągle musiała tłumaczyć się, że "nie jestem wielbłądem", ale widzę, że to walka z wiatrakami - czuję się tak jak on by miał jakieś paranoje na mój temat. Dochodzi do tego, że już sama się gubię, że może naprawdę jestem taka zła jak on mówi i tylko gdzieś tam w głębi duszy wiem, że to nieprawda... No to się wygadałam... Myślicie, że jest jakiś sposób, żeby zmienić tę sytuację?
Obserwuj wątek