Dodaj do ulubionych

co w takiej sytuacji?

27.03.17, 22:51
Dzisiaj w markecie szukałam czegoś i nagle słyszę:
- Wspólne zakupy, wspolne zakupy, bierz sobie ten zasrany wozek, nic nie potrafisz, nawet zakupów robić, jesteś do niczego, chrzanię twoje zakupy... itd., itp.
Chłopię na oko jakieś dziesięcioletnie wymyślało pani, która nim była. Z początku wzięłam ją za matkę, ale to niepewne, równie dobrze mogła być nianią czy gosposią. Pani ładna, miła, ciepła, spokojna. Nie odzwyała się, wescie bardo spokojnie powiediała: Pomóz mi znaleć ...., co spotkało się kolejnym wysypem obelg.
Scena była wstrząsająca, bo dziecko nie było wściekłe, sfrustrowane, rozhisteryzowane - nie, ono było zupełnie spokojne, patrzyło na nią i na mnie z zaciekawieniem, ewidentnie czuło się w prawie ubliżać.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, kiedy myślałam,bo to matka dziecka, i walczyłam z checią palnięcia małemu odpowiedniego kazania (a potrafię) - nie chciałam jednak zawstydzać, jak sądziłam, matki.
Teraz źle mi tym, że nie zareagowałam, bo w ten sposób zaakceptowałam jego postępowanie, co absolutnie nie powinno było się zdarzyć - mały po raz kolejny przekonał się, że MA PRAWO.
Jak powinno się postąpić w takiej sytuacji?
Gdybym byla pewna, że pani nie jest matką dziecka, a osobą zatrudnioną, nie waałabym się ani prze chwilę i nikt by mnie od tego nie odwiódł.
Ale jeśli to była matka?
Obserwuj wątek
    • sinceramente Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:00
      Cóż... każdy psychopata miał kiedyś 10 lat...
      Myślę, że gdybyś zareagowała bluzgi wylałyby się na Ciebie i nic byś nie wskórała.

      Jeśli to była matka, to ona powinna umieć poradzić sobie z własnym dzieckiem, to ona jest odpowiedzialna za jego wychowanie.
      • raczek47 Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:05
        Jeśli matce to nie przeszkadza,to cóż Ty możesz zrobić?
        Myślisz,że się zmieni od jednorazowej reprymendy przypadkowej osoby?Nie sądzę.
        To,że się tak zachowywał publicznie to efekt wieloletniego wcześniejszego wychowania, więc cóż.
    • oqoq74 Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:06
      Może gdyby ktoś z boku zwrócił chłopakowi uwagę, jak się odzywasz, co to za teksty do starszej od Ciebie osoby, to matka, jeśli nią była, spojrzałaby na to z boku i zobaczyła, że zachowanie dziecka normalne nie jest.
      Czasami faktycznie człowiek jest tak zszokowany zaistniałą sytuacją, że nie wie jak zareagować i dopiero później sobie myśli "a mogłam powiedzieć..., zrobić...".
      Tak czy siak, dzieciak widać bez hamulców, ani wobec osób, ani miejsca.
    • milamala Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:06
      A jakie masz prawo wtracac sie w nie swoje sprawy? Doszlo do zlamania prawa? Nie. Wiec dlaczego masz reagowac zamiast doroslej matki (opiekunki) chlopca. Kogo obchodzi czy zaakceptowalas takie zachowanie czy nie.
        • milamala Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 22:27
          Ty masz bzdurne komentarze. Dziecko zle odnosi sie do doroslej, pelnosprawnej, matki a ty chcesz reagowac. Puknij sie w czolo. To matka jest odpowiedzialna za swoje dziecko i ona powinna reagowac jak uzna za stosowne, a dopoki dzieciak nie zlamie prawa ty nie masz prawa sie wtracac. Jesli dalej uwazasz, ze masz, to wezwij policje.
          • rulsanka Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 22:37
            Trzeba reagować, ponieważ kiedyś to dziecko wyfrunie spod skrzydeł mamusi i będzie niszczyć innych ludzi. Matka sobie może z różnych powodów nie radzić wychowawczo, ale to nie oznacza, że dziecko ma się rozwijać w próżni. Ludzie to istoty społeczne, a dziecko również do społeczeństwa należy. Tak więc w interesie społecznym jest dbanie o to, by dziecko zostało dobrze wychowane.
            • milamala Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 23:12
              rulsanka napisała:

              > Trzeba reagować, ponieważ kiedyś to dziecko wyfrunie spod skrzydeł mamusi i będ
              > zie niszczyć innych ludzi.

              Jak wyfrunie spod skrzydel mamusi i bedzie pelnoletnie oraz zlamie prawo (chocby tylko moralne) to wtedy mozna a nawet trzeba reagowac.
              Dopoki dziecko jest niepelnoletnie, to rodzic jest za nie odpowiedzialny a nie ... spoleczenstwo.
              Wszelkie uwagi na temat zachowania dziecka nalezy kierowac do rodzica.

              "Matka sobie może z różnych powodów nie radzić wychow
              > awczo, ale to nie oznacza, że dziecko ma się rozwijać w próżni"
              Ale to nie jest sprawa obcego czlowieka, ktory widzi jakis wycinek sytuacji z zycia rodziny. Jak dziecko nie lamie prawa, to uwagi do rodzicow.
              Jesli znamy dluzej rodzine i widzimy, ze matka czy ojciec sobie nie radza nalezy powiadomic opieke spoleczna.
              Nikt nie moze sobie roscic prawa do wychowywania cudzego dziecka.

              "Ludzie to istot
              > y społeczne, a dziecko również do społeczeństwa należy. Tak więc w interesie sp
              > ołecznym jest dbanie o to, by dziecko zostało dobrze wychowane.""

              W interesie spoleczenstwa jest to aby dziecko zostalo dobrze wychowane (cokolwiek i dla kogo to znaczy) co w praktyce ogranicza sie do tego, ze ty jako czlonek spoleczenstwa wychowujesz i jestes odpowiedzialna za swoje dziecko, ja jako czlonek spoleczenstwa jestem odpowiedziala za swoje dziecko i ta pani z watku jest odpowiedzialna za swoje dziecko.
              Wszelkie uwagi na temat zachowania jej dziecka kierujemy do niej a nie do dziecka. Bo to rodzice (nie spoleczenstwo, pani sasiadka, pan ksiadz czy forumowiczka) podejmuja decyzje za dziecko, odpowiadaja za nie prawnie, wystepja w jego imieniu, i tylko oni maja prawo decydowac co sie z dzieckiem dzieje.

              Jesli zas uwazamy, ze dzieje sie cos zlego, a matka nie reaguje to sa do tego odpowiednie organy: policja, opieka itp. Jak juz ktos jest taki strasznie "troskliwy" to niech zatroszczy sie profesjonalnie powiadamiajac w/w organy.
              • iwoniaw Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:07
                Jesli znamy dluzej rodzine i widzimy, ze matka czy ojciec sobie nie radza nalez
                > y powiadomic opieke spoleczna.
                > Nikt nie moze sobie roscic prawa do wychowywania cudzego dziecka.


                To w końcu powiadamiamy organy, choć nikt prawa nie łamie, czy nie możemy sobie rościć praw? big_grin

                Jesli zas uwazamy, ze dzieje sie cos zlego, a matka nie reaguje to sa do tego o
                > dpowiednie organy: policja, opieka itp. Jak juz ktos jest taki strasznie "trosk
                > liwy" to niech zatroszczy sie profesjonalnie powiadamiajac w/w organy.


                Jeśli ktoś "powiadamianie organów" stosuje jako pierwszy i jedyny krok, bez chociażby próby zwrócenia uwagi zainteresowanym stronom w sytuacji, gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia niczyjego zdrowia ani życia, to nasuwa się, że jest to jednostka wybitnie dysfunkcyjna społecznie, najprawdopodobniej zaburzona.
                • milamala Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 17:50
                  "To w końcu powiadamiamy organy, choć nikt prawa nie łamie, czy nie możemy sobie rościć praw"

                  Wydawalo mi sie, ze to dosc proste. Nie roscimy sobie prawa do wychowywania cudzych dzieci, jak widzimy, ze zle sie dzieje w rodzinie to powiadamiany organy do tego uprawnione a nie pouczamy mamusie, prawimy kazania dzieciom, czy wydajemy rozkazy tatusiowi.

                  Jednostka , ktora wtraca sie w nie swoje zycie jest najpelniej jednostka dusfunkcyjna i zaburzona. Mniemam, ze ma misje, a poczucie misji, to zly znak dla zdrowia psychicznego.
                  • pitupitt Re: co w takiej sytuacji? 31.03.17, 12:26
                    "Jednostka , ktora wtraca sie w nie swoje zycie jest najpelniej jednostka dusfunkcyjna i zaburzona. Mniemam, ze ma misje, a poczucie misji, to zly znak dla zdrowia psychicznego" - padłam i ryczę ze śmiechu...
              • rulsanka Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:11
                "Dopoki dziecko jest niepelnoletnie, to rodzic jest za nie odpowiedzialny a nie ... spoleczenstwo.
                Wszelkie uwagi na temat zachowania dziecka nalezy kierowac do rodzica. "

                Czyli jeżeli dziecko miało pecha urodzić się w rodzinie przemocowej, dysfunkcyjnej, to niech ponosi tego konsekwencje w dorosłym życiu, bo ciebie to nie obchodzi.
                • milamala Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 17:53
                  "Czyli jeżeli dziecko miało pecha urodzić się w rodzinie przemocowej, dysfunkcyjnej, to niech ponosi tego konsekwencje w dorosłym życiu, bo ciebie to nie obchodzi."

                  Obchodzi mnie i to bardzo, jak widze przemoc w rodzinie, albo inne dysfunkcje to powiadamiam odpowiednie organy. Jesli w rodzinie jest brud, to proponuje swoja pomoc, zakasuje rekawy i biore sie do robienia porzadkow a nie udaje wielce zatroskana i nie przychodze z kazaniem do rodziny. Bo kazania to latwo prawic.
        • lusitania2 Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 18:08
          mamablue napisała:

          > Milamala,ależ bzdurny komentarz. Przeczytaj jeszcze raz co napisałaś.

          bidaczce rodzice przez rodzeństwo mózg uszkodzili, tak, że niestetysad można milamalej tylko współczuć i wybaczać te głupoty, które wypisuje na forum, odwoływać się do jej refleksji nie ma po co.

          forum.gazeta.pl/forum/w,567,163609804,163609804,rodzenstwo_a_ryzyko_uszkodzenia_mozgu.html#p163619879
          • milamala Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 18:27
            lusitania2 napisał:


            > bidaczce rodzice przez rodzeństwo mózg uszkodzili, tak, że niestetysad można mil
            > amalej tylko współczuć i wybaczać te głupoty, które wypisuje na forum, odwoływa
            > ć się do jej refleksji nie ma po co.

            A ja widzisz jestem pelna podziwu dla ciebie.Zeby umiec przeczytac taki tekst (co prawda bez jego zrozumienia, ale cudow oczekiwac nie mozna) przy IQ nie wiecej niz 60 to nie lada wyczyn. Podziwiam lsitania, podziwiam.

    • asia_i_p Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:09
      Jeżeli kobieta nie była zdenerwowana i nie wyglądała na upokorzoną, to być może dziecko ma jakieś zaburzenia. Ja mam kiepski instynkt, ale ty chyba lepszy - miałaś wrażenie, że ona potrzebuje pomocy?
      • nangaparbat3 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 00:02
        Właśnie nie. Było coś zadziwiającego w kontraście między tym co robił chłopiec a jej spokojem.
        Myślałam, że albo korzysta z pomocy terapeuty, albo nie jest matką.
        Ale jak by nie było.
        Ktoś opowiadał mi o psychicznie chorym mężczyźnie, który policzkował przechodniów. Aż ktoś mu oddał - wtedy się skończyło.
        Moje pierwsze odczucie, kiedy tego słuchałam: powiela ojca, który jest przemocowcem. Tak to brzmiało.
    • menodo Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:11
      i walczyłam z checią palnięcia małemu odpowiedniego kazania (a potrafię) - nie chciałam jednak zawstydzać, jak sądziłam, matki. "

      Dawaj przykład takiego kazania wink
      Eh, te wychowawczynie, to sumienie narodu big_grin
    • ajri_szsz_ka Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:18
      nangaparbat3 napisała:

      > Jak powinno się postąpić w takiej sytuacji?

      Dobre pytanie.
      Ostatnio bylam swiadkiem podobnej sceny w markecie: dziewczynka (takze ok.10letnia) wpadla w jakas histerie i bila reka wlasna mame.
      Obsluga w sklepie starala sie uspokoic dziewczynke i w delikatny sposob rozmawiali z nia.
      Jednak to niewiele pomoglo.
      Wyszla z mama ze sklepu placzac i krzyczac.
    • stephanie.plum Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:22
      dziwne zachowanie doprawdy.
      może to dziecko jakieś chore? - to by wyjaśniało olimpijski spokój matki/opiekunki i brak reakcji na bluzgi.
      wtedy nie poradzisz

      a może tatusia szanownego naśladuje, i wtedy też raczej nie poradzisz.

      gdyby mnie sytuacja gnębiłą, zwróciłabym się raczej do tej pani z jakąś niezobowiązującą gadką, typu "zakupy wszystkim potrafią dać w kość, prawda?"
      i zobaczyłabym, co dalej.
    • mikams75 Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:24
      trzeba bylo walnac kazanie!
      Mojemu dziecku w fazie focha dobrze by zrobilo kazanie obcej osoby, tak przynajmniej mysle. Fakt, ze takimi tekstami nie rzuca ale wiem, ze na focha jest jedyna rada - zignorowac, nie wdawac sie w dyskusje, stad kompletny brak reakcji tej kobiety mnie nie dziwi. Jak dziecko ma taka faze to tlumaczenie matki nie dotrze. Ja wracam do tematu jak dziecko ochlonie i wowczas przynajmniej widze, ze slucha i analizuje fakty.
      To tak jak u dwuletnich dzieci w ataku histerii - no nie ma co tlumaczyc w tym momencie, bo nic nie dotrze. Foch u starszych dzieci to taki odpowiednik histerii dwulatka. Ja mam wrazenie, ze mozg wtedy jest przyblokowany i nie dociera nic.
        • mikams75 Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:46
          odrozniam bardzo dobrze;

          Widze analogie - moge sobie wyobrazic sytuacje, gdzie mojemu dziecku foch mozg chwilowo na zakupach odebral, a ktos z boku zdziwiony obserwuje moj totalny brak reakcji, choc normanie to az reka swierzbi zeby dzieckiem potrzachnac. I w takiej sytuacji ochrzan od obcej osoby nie zawstydzilby mnie wcale i nanga mialaby przyzwolenie na palniecie kazania mojemu dziecku.
          • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 00:02
            I w takiej sytuacji ochrzan od obcej osoby nie zawstydzilby mnie wcale i nanga mialaby przyzwolenie na palniecie kazania mojemu dziecku."

            Przerażające, że na terenie UE istnieją matki, które zgadzają się na to, aby jakieś spotkane w sklepie "wychowawczynie", w ich własnej obecności, dawały "ochrzan" ich własnym dzieciom - czyli używały wobec nich przemocy emocjonalnej uncertain
            • mikams75 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 00:08
              dla ciebie ochrzan/stanowcze zwrocenie uwagi to przemoc emocjonalna?

              To juz wiem skad tyle rozwydrzonej mlodziezy - dziubdziusom nic powiedziec nie wolno, bo to przemoc wobec nich...


              ps. nie mieszkam na terenie UE big_grin
              • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 00:19
                Matka, która wyraża zgodę, aby jakaś obca baba darła ryja (ochrzan, kazanie) na jej dziecko jest rodzicem dusfunkcyjnym - a "rozwydrzona młodzież" to produkt bezradnych mamusiek, które oczekują, że dzieci wychowają im spotkane w sklepie nangi.
                • lauren6 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 14:22
                  Dziecko nie jest własnością rodzica. Dziecko w przyszłości będzie żyło w społeczeństwie i musi umieć w tym społeczeństwie funkcjonować. Jeśli opiekunka nie reaguje na chamstwo u nastolatka lub starszego dziecka to nie dojrzała do swojej roli.

                  Co jeszcze jako społeczeństwo mamy tolerować? Bicie innego dziecka byłoby ok gdyby mamusia stała obok? Malowanie graffiti też, bo to opiekunka jest od zwrócenia uwagi? Chłopak stosował wobec opiekunki przemoc słowną, a zwalczanie przemocy w przestrzeni publicznej jest ważniejsze od prawa do (nie)wychowywania dziubdziusia przez matkę.
                • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 01:10
                  No, fakt, że to tak może być odbierane a Twoja diagnoza, że dzieciak może mieć ZA wydaje mi się bardzo trafna.
                  Takie dzieci bardzo źle znoszą np. nadmiar bodźców, więc przebywanie w supermarkecie może przerastać ich możliwości poznawczo-emocjonalne uncertain
                • nangaparbat3 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 06:24
                  Ludzie z ZA mowią co myślą, potrafią walnąć prawdą między oczy (mnie, 150 w kapeluszu, uczennica z ZA powiedziala niedawno: "Bo wie pani, ja nie lubie niskich ludzi" - to było niezręczne, ale w żaden sposób obraźliwe), ale ich celem nie jest sprawienie przykrości, co wiecej, jesli im wyjasnić, że sprawili przykrość i dlaczego, szczerze się martwią (nawet jeśli nie do końca rozumieją).
                  Zawsze mi przykro, kiedy spotykam się z opiniami, że aspergerowcy są agresywni - na odwrót, wciąż doświadczają agresji ze strony "normalnych".
                  • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:25
                    Zawsze mi przykro, kiedy spotykam się z opiniami, że aspergerowcy są agresywni - na odwrót, wciąż doświadczają agresji ze strony "normalnych"."

                    No to przyjmij do wiadomości, że u dzieci z ZA mogą występować zachowania agresywne:

                    adhd.org.pl/index.php/za-co-to-jest/123-artykuy-aktualne/151-zespo-aspergera-a-zachowania-agresywne
                    • kaz_nodzieja Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:39
                      Z agresją z ZA podobnie jak z agresją u innych dzieci, czasem występuje, czasem nie.
                      Zatem nie można ani przypinać łatki, że jak ZA to agresywny albo jak agresywny to na pewno ma ZA ani też uważać, że każdy ZA to łagodny baranek.
                      Ja akurat nie byłam agresywna, wprost przeciwnie, a przez lata doświadczałam prześladowań ze strony rówieśnic, o dziwo, z dużo lepszych, wykształconych i bogatych domów niż mój.
                      Niestety ZA to świeży "zespół". Ludzie nim dotknięci albo są za bardzo gloryfikowani (na pewni nigdy by nikogo nie skrzywdzili, będą świetnym programistami zbijającymi kokosy itp.) albo oskarżani o nadmierną agresję lub że sami są winni np. prześladowaniu.
                      A kwestią dorosłych i płci żeńskiej dotkniętej tym syndromem mało kto już porusza. Przeżył dzieciństwo? Przeżył, więc niech się męczy dalej, w końcu jest już dorosły.
                      • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 11:36
                        Niestety, poziom wiedzy na temat ZA jest w Polsce bardzo niski.
                        Dla mnie to zdumiewające, że nawet wśród wydawałoby się wykształconych, pracujących z młodzieżą, pierwsze skojarzenie jakie wywołuje niegrzeczne zachowanie dziecka, to "mały cham", "przemocowiec", "kevinek" itd.
                        Pracowałam z dziećmi ze zdiagnozowanym ZA już w latach 80. - w Warszawie były wtedy co najmniej dwa miejsca, które specjalizowały się w terapii takich dzieci - i wydawało mi się, ze od czasu trochę się w Polsce zmieniło, ale nie, polska tradycja uczenia gó...arzy moresu trzyma się mocno.
                        Z drugiej strony - masz rację - szerzą się wieści gminne o wyjątkowych uzdolnieniach osób z ZA, tyle że szkodliwość społeczna posiadania takich wyobrażeń wydaje się być mniejsza niż projektowanie na dzieci negatywnych emocji jakich doświadczyliśmy od damskich bokserów.
                    • la_mujer75 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 15:09
                      Ty chyba masz jakiś problem z dzieciakami z ZA. Cały czas usiłujesz je pokazać z jak najgorszej strony.

                      Oczywiście, że agresja zdarza się u osób z ZA, tak samo, jak u zwykłych ludzi.
                      Ten chłopiec "na zimno", celowo mówił złe rzeczy tej kobiecie. Gdyby miał atak agresji, a był typowym aspi,to by prędzej krzyczał, bluzgał, a nie tylko ze spokojem w oczach mówił słowa mające zranić drugą osobę.

                      Mój Starszy ma ZA i jest najłagodniejszym ze znanych mi wszystkich dzieci.
                      W swoim życiu dostał trzy razy ataku histerii i był jak najbardziej uprawniony, aby to zrobić. Raz - miał 3,5 roku, wróciłam po 4 dniowej nieobecności (rodziłam Młodszego) i wpadłam na "cudowny" pomysł (coś mi się rzuciło na mózg, pewno szalały hormony), aby wieczorem obciąć mu włosy. Ma bardzo gęste, a wtedy mocno długie włosy. Strzygł mąż, który bez pardonu wjechał maszynką w gęstą grzywą. Do tej pory mam wyrzuty sumienia, że tak głupio postąpiliśmy i dziecko się potwornie spłakałosad
                      II razy- atak histerii miał miejsce, gdy miał 5 lat. Coś tam się wydarzyło i miał zły humor. Na to wtrąciła się babcia, że ona go będzie tulić. Dziecko poinformowało, że chce być sam. Babcia, że nie, bo ona jest babcią i chce go tulić. On kilkakrotnie ponawiał swą prośbę, aby pozostawić go w samotności. Dodatkowo on nigdy nie lubił tulenia i babcia dobrze o tym wiedziała. A babcia swoje i zaczyna zanim gonić i go próbować schwytać (akcja miała miejsce na podwórku). W końcu rozgniewał się i rzucił krzesłem ogrodowym w stronę babci. Dostał lekkie upomnienie z naszej strony, że tak nie wolno się zachowywać, ale dobrze go rozumiałam. Babcia dostała większy ochrzan smile
                      III raz - jeździmy na wakacje z grupą wieloletnich przyjaciół. Wśród dzieci znajomych jest chłopiec, z którym są konflikty (bardzo rozpieszczany przez rodziców). Mój Starszy zawsze unika jego towarzystwa. Ten chłopiec wzbudza w nim złość, gdyż totalnie nie przestrzega wszelkich zasad (np. jak mu się coś nie podoba, to zaczyna bić własną matkę, dla mojego syna to coś, co przekracza jego możliwości zrozumienia). Zdarzyło się tak, że byli skazani na własne towarzystwo. Starszy z Młodszym unikali go i ten nieszczęśliwy, że nie chcą się z nim bawić, zaczął bić Starszego. Starszy się nie bronił. Młodszy przyleciał po pomoc. Gdy zjawiliśmy się, my dorośli, chłopiec zaczął mówić, że mój syn go zaczepiał. Moi obaj w płacz, że to nieprawda. My z mężem oczywiście zawierzyliśmy naszym synom, a rodzice tego chłopca zaczęli mówić, że może jednak ich syn mówi prawdę. Na to moi obaj synowie dostali takiej histerii, że im nie wierzymy, że z mężem nawet nie wiedzieliśmy jak się zachować crying
                      Mój Starszy II razy kogoś uderzył. Raz to właśnie tego chłopca z wakacji (kolejny wyjazd i ten chłopiec cały czas bił mojego Starszego, żadne rozmowy nie przynosiły skutku), więc powiedziałam : "Synu masz prawo się bronić, wal tylko tak aby nie zrobić krzywdy". Posłuchał się. Problem z nękaniem mojego syna skończył się, jak ręką odjął. rozumie sensu mówienia w ten sposób. Dla niego są to zakazane słowa, więc ich nie używa.
                      II raz - podobna sytuacja - przez kilka lat nękany przez swojego młodszego, stryjecznego brata. Również żadne rozmowy ani z dzieckiem ani z rodzicami nie przynosiły efektu. Chłopiec dobrze wyczuwał, że może sobie pozwolić na takie zachowania i jeszcze nastawiał mojego Młodszego (rodzonego brata Starszego). W końcu pozwoliłam rozwiązać problem, uprzedzając lojalnie bratanka, że nie zdziwił, że jak się będzie tak zachowywał, to mój Starszy kiedyś mu odda. I oddał. I mamy zawarty pokój smile
                      Nie mówiąc o tym, że Starszy nie używa słów uznanych za wulgaryzmy. Nie łapie idei, że słowa takie niosą ze sobą pewien ładunek emocjonalny. Dla niego są złe, zakazane, a więc ich nie używa. Prędzej się irytuje, jak usłyszy takie słowa, np. z moich ust.
                      • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 15:27
                        Ty chyba masz jakiś problem z dzieciakami z ZA. Cały czas usiłujesz je pokazać z jak najgorszej strony."

                        To do mnie? Czy ja coś- gdzieś złego o nich napisałam? Że bywają agresywne? Tak, bywają - bo na to, jak funkcjonują wpływają różne inne czynniki, np. temperamentalne czy kulturowe.
                        Twoje dziecko najwyraźniej ma lepsze warunki rozwojowe i może nie mieć problemów z socjalizacją, ale uwierz, że nie wszystkie tak mają

                        A tak w ogóle -ja tylko apeluję i protestuję, aby o niegrzecznych dziesięciolatkach nie mówić "cholerny kevinek", "przemocowiec", "cham" "psychopata" itd.itd.
                        • la_mujer75 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 15:36
                          Nie wnioskuję tylko po tym poście. Już ileś razy zauważyłam, że gdy tylko są posty o dzieciach z ZA, Ty zawsze dajesz same negatywne opisy ich zachowań. Pewno jestem mocno przeczulona z wiadomych względów.

                          Moje dziecko na pewno ma dużo lepsze warunki rozwojowe, niż większość znanych mi dzieci, wliczając w to NT smile
                          Znam jednak sporo dzieci z ZA i owszem - agresja występuje u nich tak samo, jak u NT. Tylko u nich agresja nie przedstawia się tak, jak u tego chłopca z opisu. Jeżeli ten chłopiec jest zaburzony, to na pewno nie jest to klasyczny Aspi.
                          • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 16:08
                            Ja? Nie przypominam sobie żadnych wątków o dzieciach z ZA, w których brałabym udział, a tym bardziej własnych negatywnych opisów ich zachowań.
                            Ale domyślam się o co może Ci chodzić i jeżeli odebrałaś moje posty jako definiowanie dzieci z ZA poprzez problem z agresją, to nie taka były moje intencje.
        • kosheen4 Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 19:21
          > I - pytanie do sugerujących zaburzenie - jakie zaburzenie może dawać takie skutki?

          OCD z zespołem Tourette'a, na przykład.
          na początku pracy z zaburzonymi dziećmi parę razy przecierałam oczy ze zdumienia i bałam się że uszy mi calkiem zwiędną, jednak dość szybko przywykłam do lokalnej normy, w której np mieści się delikwent który ze względu na swoje problemy nie potrafi wyrazić sympatii inaczej jak inwektywami.
    • 3-mamuska Re: co w takiej sytuacji? 27.03.17, 23:57
      Tak idealna pani chciała nawrzesczec na chłopaka.
      Pewnie i tobie by sie dostało.
      Mysle ze chłopk ma zaburzenia i mowi co myśli, mamy taka jedna ,nie wiedziałbyś ,ze cos jest nie tak.
      A potrafi tak powiedzieć ze w pięty idzie. I wlasnie na zasadzie bardzo spokojnego monologu, po prostu nie jarzy ze pewnych rzeczy na głos sie nie mowi.
      Np.pani w autobusie ze jest gruba i zajmuje kawałek jej siedzenia, ze komuś śmierdzi z buzi i stoi za blisko, ze lekarz jest leniwy, bo ona musi czekać w poczekalni w szpitalu x czasu., nie rozumie ze taki zachowanie mowie co mysle jest w społeczeństwie nie do zaakceptowania.
        • bi_scotti Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 00:36
          Ja na to patrze tak: gdy dziecko jest krzywdzone, wymagamy od siebie wzajemnie zeby je chronic/bronic. Gdy pyta a znamy odpowiedz, wymagamy od siebie wzajemnie by edukowac, pokazywac, tlumaczyc. Gdy cierpi, potrzebuje pomocy, wymagamy od siebie wzajemnie (as adults!) zeby w miare mozliwosci ulzyc cierpieniu, pomoc etc. Przeciez nie tylko wlasnym dzieciom ale dzieciom w naszej przestrzeni, dzieciom, o ktore jestesmy w stanie sie zatroszczyc no bo ... to jest ta nasz przyszlosc smile Wszystkie dzieci sa nasze i na dodatek you need a village, eh smile Ale to nie dziala tylko w jedna strone. Druga strona to wlasnie bycie czasem (czesto?) "nieproszonym" wychowawca/nauczycielem/napominaczem, to wskazywanie, ze papierek trzeba podniesc, reprimand ze krzakow sie nie lamie no i zwrocenie uwagi gdy padaja niewlasciwe slowa w niewlasciwym miejscu etc. Either we care, or we don't - gdy sie staje po srodku to potem ma sie wlasnie takie dylematy wink I ja nie chce Cie, Nanga, krytykowac. Kto jest bez grzechu ... etc. Tez mi sie zdarzylo, zdarza i zapewne bedzie zdarzac "grzech niewtracania", bo cos tam, ale tak ogolnie ta ja jestem za wtracaniem sie gdy cos uwiera, bo nawet jesli trzeba potem przeprosic, bo np. okazuje sie, ze dziecko "z problemami", to i tak opiekun/rodzic takiego dziecka dowiaduje sie, ze owo "care" jest a to swoja wartosc ma. Life.
          • nangaparbat3 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 00:48
            Ja się sama krytykuje, bo dziecko miało świadomość, że słysze, i dowiedziało się, że jego postępowanie nie spotka się ze sprzeciwem.
            Pieknie napisalaś o tych dwóch stronach "care", tak samo to widzę.
            • yvona73pol Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 07:18
              Oj, Tourette tez moze byc z wygladu jak swiadome ublizanie. Mialam okazje doswiadczyc, chlopak sprawial wrazenie chamskiego nastolatka z bardzo cietym i wulgarnym jezykiem. Ale za chwile potrafil podejsc i przeprosic za to co mowil. No i jego koledzy tez wiedzieli o jego problemie, pierwsi mi wyjasnili, a pozniej zauwazylam co jest na rzeczy. Nie mam pojecia jak ukladaja sie jego relacje z rodzicielami i jak sie zachowuje w ich towarzystwie, ale w gronie kolegow to jezt wyzwanie wink
              Aczkolwiek poza swoimi fazami slowotoku jest calkiem do rzeczy czlowiekiem.
    • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 08:00
      wiesz nanga, mój syn jest całkiem fajnym dzieciakiem, ale jakoś nie mam problemu, żeby sobie wyobrazić tekst o chrzanieniu zakupów czy zasranym wózku w jego wykonaniu. ma lat 11 i pół, ale jest drobny, więc może być wzięty za chłopię na oko dziesięcioletnie. kiedy jest niezadowolony potrafi się niemiło zachowywać, a w stosunku do mnie nie ma oporów, żeby mówić co myśli. nie mam z tym problemu, jeśli się za bardzo zagalopuje to mówię, że nie podoba mi się jego zachowanie, ale do tego momentu zwyczajnie ignoruję nieuprzejmość, bo w gruncie rzeczy jedyne, co mnie różni od niego jest to, że ja tak "nieładnie" tylko czasem myślę, nie mówię. więc, podsumowując, trochę mnie dziwi Wasze oburzenie, bo sądzę, że każda z nas i każde z naszych dzieci czasem ma niefajne przemyślenia odnośnie zakupów, rodziny itp., i pytanie, co tak strasznego jest w dziecku, które powie to na głos do dorosłego opiekuna.

      tak, ja wiem, że większości z nas kojarzy się to z kalką zachowania dorosłego przemocowca, ale nie musi nią być. byłoby przy czterolatku, nie przy dziecku 10+, które już raczej swój rozum ma. imo pani radziła sobie z sytuacją podobnie, jak ja bym sobie radziła, i nie wymagała "pomocy".
      • magia Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:18
        Ty tak serio?
        Nie umiem sobie wyobrazić, że mój 12 latek odezwalby się do mnie w taki sposób. Do tego używając słowa "zasrany".
        Imo jeśli dziecko niezaburzone i prezentuje takim kompletny brak empatii i szacunku, to znaczy, że w rodzinie są jakieś fatalne wzorce i postawy.
        • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 11:07
          a jesteś w stanie sobie wyobrazić, że Twój dwunastolatek myśli coś takiego?
          nie?
          aha. zapewniam Cię, że myśli, i to nie raz. ten tylko zwerbalizował myśli. nie krzyczał, nie rzucał się, awantur nie robił, powiedział, co myśli. że nie powinien? no może, trzeba nauczyć dziecko się kontrolować. że mówił osobie dorosłej, że ta nic nie potrafi, etc? mnie by to nie obeszło, ocena dziecka nie jest dla mnie miarodajna, nie uzależniam od niej mojej samooceny.
          ale ja mam dziwne poglądy, uważam, że kontakt z dzieckiem jest ważniejszy niż kindersztuba. wolę rozmowę, nawet niefajną czy niemiłą, niż ciche grzeczne dziecko, które mi się nie postawi, ale co o mnie myśli lepiej nie pytać.
            • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 13:00
              sądzę, że ten, który może zwerbalizować swoje niezadowolenie, nie musi nikogo walnąć.
              mówimy w tym wątku o dziecku lat około 10, czyli w połowie drogi od urodzenia do dorosłości. widzimy je w jednej sytuacji, nie wiemy nic o nim i o opiekunach. a wszystkie, jak jedna, chcecie to dziecko skarcić. a nie, przepraszam, opiekunka nie chciała. pozwoliła mu mówić, nie dyskutowała, nie pacyfikowała, nie nakręcała sytuacji wychowawczymi gadkami.
              ja też mam odruch, żeby dziecko, które postępuje nie po mojej myśli ukarać. na szczęście jakoś tam ogarniam moje wychowawcze odruchy, i najczęściej okazuje się, że nie trzeba wymyślać żadnych sztuczek, ani prawić kazań, bo dziecko samo załapuje, że nie jest w porządku. że przegięło. na moje dzieci lepiej działa normalne traktowanie, niż umoralniające rozmówki.
              • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 13:07
                widzimy je w jednej sytuacji, nie wiemy nic o nim i o opiekunach. a wszystkie, jak jedna, chcecie to dziecko skarcić."

                Nie, nie wszystkie, przeczytaj uważnie wątek, ale to prawda - ten wątek świetnie pokazuje, jak działa zjawisko konformizmu społecznego i mechanizm linczu.
              • rulsanka Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 13:16
                Werbalizowanie polegające na obrażaniu, ranieniu, to dokładnie to samo co uderzenie. Jeżeli tak rozumiesz komunikację i takie wzorce panują w twojej rodzinie to współczuję przyszłej partnerce twojego niuniusia. Oraz tobie, gdy będziesz starsza i nie będziesz mieć nad nim władzy. Osoba, która od dziecka nie jest uczona empatii, komunikacji bez przemocy, będzie miała problemy. Lub bliscy tej osobie, o ile jacyś będą. Z wyrażaniem opinii to nie ma nic wspólnego.
                Natomiast ty nie musisz reagować karami czy kazaniami. Wystarczy komunikat: nie zgadzam się, byś do mnie mówił w ten sposób.
                • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 14:37
                  ale ale, poczekaj, piszesz o uczeniu empatii i komunikacji bez przemocy czy o władzy?
                  bo władza polega na tym, że zabronisz dziecku tak do siebie mówić. i ono nie będzie (mówić, ale zapewne będzie myśleć). zakneblujesz je, bo masz władzę.
                  natomiast empatia i komunikacja bez przemocy polegają na tym, że dziecku wytłumaczysz lub pokażesz, że pewne zachowania są niepożądane, że one są niefajne dla odbiorcy. i dla zachowującego się tak - też. ale niekoniecznie będziesz powtarzać wychowawczą gadkę jak zdarta płyta za każdym razem, kiedy się dziecko zapędzi. możesz odnosić się do dziecka uprzejmie, tak, jak opiekunka opisana przez nangę, możesz poczekać, aż dziecko dostrzeże reakcje otoczenia, możesz spytać, czy tak samo mówiłoby do ojca/dyrektorki/babci. możesz poprosić, żeby wyraziło swoją niechęć do zakupów w sposób kulturalny (lub zrobić to samemu). piszesz o obrażaniu i ranieniu, ale zrozum, ja nie twierdzę, że to dziecko dobrze się zachowuje. ja twierdzę, że ono testuje granice, sprawdza, co będzie, jeśli zacznie przeginać. nastolatki tak robią. piszesz o wzorcach w rodzinie, itp, a nie bierzesz pod uwagę, że dziecko 10+ czerpie wzorce nie tylko z domu. mogłabyś się zdziwić, jak wredne i chamskie potrafią być słodkie jedenastoletnie dziewczątka, wzorowe uczennice, i dobrze wychowani chłopcy, w stosunku do swoich kolegów. jaka jest różnica pomiędzy złym traktowaniem rówieśnika a opiekuna? wiesz? władza. oraz strach. no bardzo wychowawcze, rzeczywiście.
                  • asia_i_p Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 17:08
                    To jest jedna z tych rzeczy, które brzmią rozsądnie, ale niekoniecznie się sprawdzają. Jeżeli dziecko rodzicowi mówi "ty idioto', a rodzic zaczyna to rozmywać skomplikowanymi zabiegami pedagogicznymi, to wysyła fałszywy komunikat emocjonalny - mówi, że to jest coś złego, a zachowuje się, jakby się nic nie stało. Dziecko musi zobaczyć odruch oburzenia, że tak się do ludzi nie mówi - bo inaczej uzna, że owszem, mama mówi, ale wcale znowu to takie ważne nie jest, skoro się nie przejęła.

                    Nie mówiąc już o tym, że chowanie się w sporze z dzieckiem w fortecy pod tytułem "Kwiat lotosu na spokojnej tafli jeziora" to dopiero jest wykorzystywanie przewagi - nawet mnie wkurzyć nie potrafisz, dziecko kochane, tak bardzo to, co mówisz, jest nieistotne, ja jestem dojrzały, a ty sobie, pchełko, poskacz. Jeżeli dziecko wkłada całą swoją istotę w to, żeby mnie zranić, to bycie ostentacyjnie niezranionym jest wręcz w złym tonie. wink

                    Jeżeli ktoś autentycznie jest taki spokojny, to OK. Ale jeżeli rodzic używa takiego spokoju jako techniki wychowawczej, to można nieźle namieszać moim zdaniem. Dziecko będzie widziało, że mama zazwyczaj nie reaguje tak spokojnie na złe zachowania, więc skoro zareagowała spokojnie teraz, to widać to nic złego.
                    • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:00
                      zgadzam się. ja właśnie niekoniecznie popieram skomplikowane zabiegi pedagogiczne, i jedynie słuszne "wychowywanie" bo jak to tak, dziecko szacunku dla dorosłego nie ma.

                      uważam, że należy reagować tak, jak się czuje. a nie prawić kazania, bo trzeba "wychowywać". więc tak samo dobre w tej sytuacji byłoby autentyczne oburzenie, jak autentyczny spokój. przy w miarę dobrych relacjach z dzieckiem można by nawet bezczelnie dziecku odpowiedzieć. dlaczego? bo to wszystko są sposoby poradzenia sobie z trudną sytuacją z udziałem agresywnego rozmówcy, i niezależnie od tego, że rozmówcą jest teraz dziecko (i powinno dostać komunikat, że źle robi), to jeszcze samo może czegoś takiego doświadczyć, i w tym momencie nauka typu "ojej to nieładnie tak mówić, jak możesz tak bez szacunku" na nic się dziecku nie przyda. a to, że może zachować spokój, bo nic tak nie zbija z pantałyku agresywnych rozmówców jak spokój i brak chęci do kłótni, owszem. albo że może krótko i treściwie wyrazić swoje oburzenie.
                    • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:02
                      asia_i_p:
                      zgadzam się. ja właśnie niekoniecznie popieram skomplikowane zabiegi pedagogiczne, i jedynie słuszne "wychowywanie" bo jak to tak, dziecko szacunku dla dorosłego nie ma.

                      uważam, że należy reagować tak, jak się czuje. a nie prawić kazania, bo trzeba "wychowywać". więc tak samo dobre w tej sytuacji byłoby autentyczne oburzenie, jak autentyczny spokój. przy w miarę dobrych relacjach z dzieckiem można by nawet bezczelnie dziecku odpowiedzieć. dlaczego? bo to wszystko są sposoby poradzenia sobie z trudną sytuacją z udziałem agresywnego rozmówcy, i niezależnie od tego, że rozmówcą jest teraz dziecko (i powinno dostać komunikat, że źle robi), to jeszcze samo może czegoś takiego doświadczyć, i w tym momencie nauka typu "ojej to nieładnie tak mówić, jak możesz tak bez szacunku" na nic się dziecku nie przyda. a to, że może zachować spokój, bo nic tak nie zbija z pantałyku agresywnych rozmówców jak spokój i brak chęci do kłótni, owszem. albo że może krótko i treściwie wyrazić swoje oburzenie.
                  • rulsanka Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 21:27
                    "bo władza polega na tym, że zabronisz dziecku tak do siebie mówić. i ono nie będzie (mówić, ale zapewne będzie myśleć). zakneblujesz je, bo masz władzę."

                    Nie, w taki sam sposób odpowiedziałabym każdemu stosującemu przemoc werbalną. Pierwszą reakcją na przemoc powinna być wyraźny sprzeciw i nie jest to bynajmniej kwestia władzy, a asertywności.

                    "ja twierdzę, że ono testuje granice, sprawdza, co będzie, jeśli zacznie przeginać"

                    No i powinno odczuć tą granicę. Wg. ciebie granic nie ma. Cierpliwość i brak reakcji to nie jest pokazywanie granicy.

                    "jaka jest różnica pomiędzy złym traktowaniem rówieśnika a opiekuna?"

                    Jestem przekonana, że dziecko zwracające się do opiekuna tak jak twoje lub zaobserwowane przez nangę, jest dla rówieśników jeszcze gorsze.
                    • kanga_roo Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:14
                      nie napisałam nigdzie, że wg mnie granic nie ma. jeśli już, to najwyżej są w różnych miejscach dla różnych osób. napisałam też, że w tej konkretnej sytuacji mamy za mało danych, żeby ocenić "brak reakcji" opiekunki, jak i "chamstwo" dzieciaka. bo może być tak, że to biedna, znękana kobieta i bezczelny bachor, który pozwala sobie na coraz więcej, a może być tak, że to opanowana i kontrolująca sytuację opiekunka i dziecko, które już się nauczyło, że nie krzyczymy, ryczymy, rzucamy się i bijemy, kiedy coś nam się nie podoba, tylko werbalizujemy naszą frustrację. i tak, docelowo trzeba to dziecko nauczyć, że nie wszystko się mówi, że trzeba się kontrolować, ale jest na to jeszcze chwila, prawda?

                      rulsanka, piszesz, że Ty, dorosła, odpowiedziałabyś każdemu stosującemu przemoc werbalną tak samo. nie chcę Cię martwić, ale o ile dziecko raczej się dostosuje, to dorosłemu może być obojętne, co mówisz.
                      • rulsanka Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 10:14
                        "jeśli już, to najwyżej są w różnych miejscach dla różnych osób. napisałam też, że w tej konkretnej sytuacji mamy za mało danych, żeby ocenić "brak reakcji" opiekunki, jak i "chamstwo" dzieciaka"

                        Znając tolerancję nangi zakładam, że sytuacja była naprawdę ekstremalna.

                        "rulsanka, piszesz, że Ty, dorosła, odpowiedziałabyś każdemu stosującemu przemoc werbalną tak samo. nie chcę Cię martwić, ale o ile dziecko raczej się dostosuje, to dorosłemu może być obojętne, co mówisz"

                        To nigdy nie jest całkowicie obojętne, chyba że mamy do czynienia z psychopatą, a nie tylko przemocowcem. Ale i tak zawsze warto i trzeba komunikować niezgodę na przemoc. Pierwsza reakcja jest wyrażona słowami, następna to czyny. Ten pierwszy krok musi być zawsze, bez tego przemocowiec coraz bardziej się nakręca.
                • bookends Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 10:38
                  To nie jest prawda. To, ze dziecko zachowuje się w określony sposób nie oznacza wcale, ze będzie zwyrodnialcem. A te wszystkie komunikaty kopiowane z mądrych, modnych książek "nie zgadzam się", nie podoba mi się" sa słabe i nieskuteczne. Ja byłam wybuchowym dzieckiem, często nie kontrolowałam tego co mówię, zanim zdążyłam się powstrzymać, już leciały nieszczególnie miłe słowa, w tym obraźliwe, od wczesnego dziecięctwa "wyprowadzałam się" z domu, byłam impulsywna. Potem mi było źle z tym, ale miałam problem, żeby przeprosić. Takie błędne koło - agresja wpędzała w poczucie winy, a poczucie winy w agresję. I serio, taki frazesy "nie zgadzam się żebyś tak do mnie mówiła" można było o kant d. potłuc. Przecież ja o tym doskonale wiedziałam. Po prostu jakieś z pozoru kontrolowane emocje, a w rzeczywistości kompletnie nieskontrolowane i skłębione emocje "kazały" mi się tak zachowywać. No bywałam furiatką, a czasem z pozoru byłam takim "zimnym agresorem. Z pozoru, bo w środku wszystko się we mnie gotowało - z żalu, frustracji, rozpaczy, złości, wściekłości. Pozornie chciałam "dowalić", pozornie, bo w rzeczywistości było mi z tym koszmarnie. Możesz mi wierzyć lub nie, ale po prostu wyrosłam z tego. Już jako wczesna nastolatka potrafiłam sobie z tym radzić. I wbrew pozorom miałam w sobie morze empatii i bardzo, ale to bardzo kochałam i szanowałam swoich rodziców, mimo ze czasem wyglądało na to, ze wręcz przeciwnie. Nie jestem agresywna. Nigdy nie miałam ochoty wlać mojej matce jak podrosłam big_grin. Nie stosuje przemocy wobec męża czy dziecka, nigdy tez nie byłam agresorem w szkole. Zawsze, ale to zawsze stawałam po stronie ofiar nawet wtedy, gdy miałam etap furiatki.
                  • rulsanka Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 10:53
                    Jestem przekonana, że nanga miała na myśli co innego, kangaroo mam wrażenie również. Należy rozgraniczyć efekt rozbuchanych emocji od zimnego krytykowania, mówienia przez dziecko na spokojnie, ale słowami, które mają dopiec. Ponadto granica powinna być na etapie wyzwisk, epitetów, wulgaryzmów. Czyli dopuszczam powiedzenie w nerwach "nienawidzę cię" "wyprowadzam się" ale nie "ty suko".
                    Gadanie obraźliwych, głupich rzeczy przez osobę rozstrojoną emocjonalnie, czy to dziecko, czy to dorosły - może być usprawiedliwione, bo ta osoba nad tym nie panuje, nie jest do końca sobą. Na furiata jedyny sposób to dać mu święty spokój.
                    Być może ciężko ci zrozumieć różnicę, bo identyfikujesz się z bluzgającym dzieckiem, ale nie z dzieckiem ze sklepu, tylko sama ze sobą jako nastolatką. A to inne sytuacje, ty byłaś furiatką, tamten robił to na zimno.
          • asia_i_p Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 16:53
            Nie werbalizuje się wszystkich swoich myśli. Z szacunku dla innych ludzi. Nie ma to nic wspólnego z hipokryzją ani obłudą. Prawdą jest zarówno to, że w danej chwili jestem wściekła i w myślach wyzywam od ostatnich, jak i to, że w gruncie rzeczy szanuję i lubię daną osobę, więc swój emocjonalny bałagan zostawiam sobie, a komunikuję się w sposób uporządkowany.

            I uważam, że podejście, że dziecko może wyzywać ile chce, a mnie to nie obchodzi, bo to tylko dziecko, może być OK w stosunku do 2-4 latka, w stosunku do 12-latka jest uwłaczające. To jest człowiek i szanuję jak każdego człowieka, i wymagam jak od każdego człowieka.
            • aqua48 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 18:37
              asia_i_p napisała:

              > I uważam, że podejście, że dziecko może wyzywać ile chce, a mnie to nie obchodz
              > i, bo to tylko dziecko, może być OK w stosunku do 2-4 latka, w stosunku do 12-l
              > atka jest uwłaczające. To jest człowiek i szanuję jak każdego człowieka, i wyma
              > gam jak od każdego człowieka.

              Całkowicie się z tobą zgadzam.
    • anika772 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:15
      Aż mnie zmroziło, kiedy to przeczytałam. Cholerny Kevinek.
      Nie wiem, Nanga, co powinnaś była zrobić. Ja bym pewnie wbiła w niego nieruchome, znaczące spojrzenie na długą chwilę. Ostatnio to podziałało na 4 dziewczynki w kinie, natychmiast zapadła cisza na resztę seansu.
      • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:41
        Cholerny Kevinek.(...)
        Ja bym pewnie wbiła w niego nieruchome, znaczące spojrzenie na długą chwilę. "

        O -to - to. Kevinek - i wszystko jasne.
        Kolejna wychowawczyniwink

        Muszę przesłać ten wątek znajomym, którzy prowadzą zajęcia z psychologii społecznej.
    • lodomeria Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:28
      Myślę, że jak miałaś wątpliwości, to powinnaś była skupić się na kobiecie. Niezależnie od tego, z jakiego powodu dziecko się tak zachowywało, jej musi być cięzko tego słuchać.
      Nawet jakieś "niech się pani trzyma". A jakby wystarczyło refleksu, to można było wciąć się między nią i pyskującego dzieciaka: "Przepraszam, czy może mi pani pomóc wybrać bombonierkę, bo mama mnie poprosiła, żeby jej koleżance na imieniny kupić, a ja się nie mogę zdecydować. O kurczę, jak już dawno nikt mi nie dał bombonierki, my z koleżankami to się na kawę co najwyżej zapraszamy." itp., itd. Przerwać nakręcającą się spiralę między kobietą a dzieckiem, dyskretnie zorientować się w sytuacji, jakby kobieta zaczęła się zwierzać ze swojej sytuacji, to wyczuć, jak dalej można pomóc. W najgorszym wypadku wychodzisz na dziwną panią, której mama/niania pomogła w życiowym dylemacie.
      • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:40
        . Przerwać nakręcającą się spiralę między kobietą a dzieckiem, dyskretnie zorientować się w sytuacji, jakby kobieta zaczęła się zwierzać ze swojej sytuacji, to wyczuć, jak dalej można pomóc. W najgorszym wypadku wychodzisz na dziwną panią, której mama/niania pomogła w życiowym dylemacie. "

        Brawo. Wreszcie rozsądny głos w dyskusji smile
        To najbardziej sensowne zachowanie zarówno w przypadku dzieci z ZA, jak i - wg ematkowych wychowawczyń - "przemocowców".
    • kaz_nodzieja Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 10:32
      Do 9-latków rzadko są zatrudniane nianie, choć oczywiście też się zdarza.
      Ja się nie wtrącam. Jak ktoś wychował sobie bachora, tak sobie ma. A nawet jeśli niania to akurat ofert dla niań jest tysiące i nie musi użerać się z tym konkretnym bachorem, może odejść z dnia na dzień, bo zwykle nianie zatrudniane są na czarno. Skoro jednak użera się z bachorzyskiem to znaczy, że widocznie rodzice płacą nadzwyczaj dobrze lub niania ma ukryty feler (np. popijanie) co sprawia, że wie że drugich pracodawców tak szybko nie znajdzie więc trzyma się tych od bachora.
    • pieskuba Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 11:49
      A ja kiedyś w podobnej sytuacji zareagowałam. Stara, zmęczona matka pchała wózek na którym siedział jej niepełnosprawny syn. Rugał ją strasznie, wulgarnie, nie przejmował się obecnością ludzi wokół. Nie jestem jakoś szczególnie śmiała, ale nie wytrzymałam, stanęłam w przejściu, pani się zatrzymała a ja wytłumaczyłam panu, że zachowuje się strasznie i kazałam natychmiast przestać a matkę przeprosić. Pan zbaraniał, pani podziękowała spojrzeniem.
    • volta2 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:08
      gdybym miała czas to w tej sytuacji albo bym pojechała dziecku albo matce za brak reakcji, bo takie niewychowujące matki też są społecznie szkodliwe - jak któras wspomniała, kazdy psychol miał kiedys 10 lat...
      • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:31
        jak któras wspomniała, kazdy psychol miał kiedys 10 lat... "

        Nie ma to jak stare, dobrze sprawdzone metody terapeutyczne uncertain
        Czy dobrze kojarze - pracujesz/pracowałaś jako nauczycielka?
        • volta2 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:38
          Nie ma to jak stare, dobrze sprawdzone metody terapeutyczne

          no właśnie, a potem się narobiło terapełtów i ci też muszą z czegoś żyć. sprawdzone metody są złe, bo są bezkosztowe i wyciągnąc się z tego kasy nie da...
          • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:50
            Terapełutów posłać na drzewo, a podłym bachorom najlepiej dać w dupę i będą cicho.
            Kiedyś nauczyciele mieli prawo stłuc niegrzecznego dzieciaka i dlatego nie było żadnych kevinów ani przemocowców, nikt nie słyszał o takim chamstwie, jakie się teraz wszędzie pleni, prawda ?
            • lauren6 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 14:27
              Tak tak, każdy mały chamek bezstresowo wychowywany przez rodziców to biedny, zaburzony niuniuś. Taki kit możesz wciskać swoim klientom, żeby wyciągnąć kolejne 100zł/h terapii.
              • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 14:41
                Już od dawna nie zajmuje się terapią, natomiast wiem, że agresja "małego chamka" może mieć różne przyczyny i są o wiele bardziej skuteczne sposoby rozładowania tej agresji niż uciekanie się do przemocy.
                A zobacz ile w tym wątku pomysłów na pacyfikację "cholernego Kevinka" sad
              • anika772 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 22:36
                Nawet jeśli jest zaburzony, to naprawdę nie powinien dostać sygnału od tej matki (czy nawet postronnej Nangi, choćby spojrzeniem czy chrząknięciem), że zachowuje się w sposób niewłaściwy? Że tak nie wolno?
        • genny1 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 13:08
          Menodo, a cożeś Ty taka złośliwa? smile A swoją drogą, mam w gimnazjum kilku z ZA, bardzo zdolne dzieci, matematycznie zwłaszcza. Trudne są, ale do ogarnięcia. Fajne mają poczucie humoru. Mamy są zdecydowanie gorsze. To, co mnie niepokoi to fakt, że poradnie bardzo szybko diagnozują dzieci z zaburzeniami jako ZA. Wiem, że to schorzenie może dawać różne objawy, ale mam dziewczynkę z orzeczeniem ZA, a na nasz gust (znaczy naszych psychologów) to niezupełnie tak jest. Nie myślę podważać diagnozy, ale ...
          • menodo Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 13:23
            Jestem złośliwa, bo mnie rusza, kiedy czytam, jak jakieś panie "wychowawczynie" linczują słownie małego dzieciaka, o którym wiadomo tylko tyle, że przypominał nandze zimnego sukinsyna, psychopatę-przepomocowca itp. - czytałaś ile pomyj się na niego tu wylało, na czele z kevinkiem?

            Problem diagnozowania ZA to zupełnie inny temat, ale uważam, że zawsze lepiej niż mały "niegrzeczny" dzieciak trafi na terapię niż do poprawczaka.
          • chocolatemonster Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 14:55
            Ja mam corkę autystke ale nie ma mowy żeby każde jej zachowanie tłumaczyć zaburzeniem i glaskac po głowie. Uczę empatii (to bardzo trudne) i wiem, że to ona ma się starać dostosować do społeczeństwa a nie na odwrót.
            Taki przykład :jesteśmy 'na podwórku '. Corka ma śpiewająca maskotkę, której boi się nasza młodsza sąsiadka (dziewczynka około 3l). Moj maly zlosliwiec jAK tylko wyweszyl, że malutka boi się tego śpiewu to zawsze gdy mała była w pobliżu 'niechcaco ' naciskala na guzik. Tłumacze 'ej..maleńka się boi,nie naciskaj tego'. Być może płacz małej działa na nią stymulujaco ale równie dobrze może być złośliwa. Kiedy nie pomoglo powiedzialam,ze w takim razie dziewczynka zaraz przyniesie...zabawkowa suszarke do rąk (moja córka nie lubi dźwięku ). Moja corka błyskawicznie zaniosla zabawkę do domu i juz więcej nie było z tym problemu.
    • kondolyza Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:25
      wg mnie to nie ty jestes od reagowania. od reagowania jest opiekun. wszystko jedno czy to gosposia czy niania czy mama-moze przeciez zareagowac np powtatzac jak zdarta plyta: nie mow tak do mnie. nie przeklinaj itp

      jej brak reakcji to dla mnie argument ze dzueciak jest zaburzony. zakupy musiala zrobic i pewnie zna go na tyle ze wie ze bedzie lepiej przemilczej niż rozsierdzać i ryzykowac epilepsję w sklepie...
      • volta2 Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 12:52
        dlatego warto zareagować zwracając się do opiekuna

        jak grzecznei powie, że dziecko zaburzone, to można grzecznie przeprosić za wtrącanie się w nie swoje sprawy lub wyrazić wyrazy współczuciasmile i mieć czyste sumienie że się nie połajało dziecka.
      • aqua48 Re: trzeba było rozpędzić wózek i go staranować 28.03.17, 13:57
        Ja bym zareagowała. Jestem zdania, że społeczeństwo też ma sporą rolę wychowawczą i postronne osoby będące jedynie świadkami agresji nie tylko bezpośrednimi ofiarami również powinny reagować, dawać sygnały, że czyjeś zachowanie jest nieakceptowalne. Nawet jeśli to dotyczy osoby chorej czy z zaburzeniami. Uważam, choć to teraz bardzo niepopularne, że chorych dzieci nie powinno się zwalniać automatycznie z pracy nad sobą.
        • milamala Re: trzeba było rozpędzić wózek i go staranować 28.03.17, 22:35
          Spoleczenstwo nie ma zadnej roli wychowawczej wobec zpelnie obcych dzieci, ktore maja swoich opiekunow, jesli te dzieci w jawny sposob nie lamia prawa. Role wychowawcza pelnia rodzice-opiekunowie, oni sa odpowiedzialni w tej materii oraz te organy, ktorym rodzice takich praw udziala np. szkola. Zadna osoba postronna nie ma zadnego prawa reagowac na jej zdaniem nieladne zachowanie syna w stosunku do nieragujacej matki. Co innego gdyby taki chlopak przeklinal siarczyscie, a obok przymusowo staloby moje male dziecko. Jesli jego matka by nie reagowala to ja uwzam, ze mam prawo zareagowac w trosce o moje dziecko a nie tamto i jego matke.
          • iwoniaw Re: trzeba było rozpędzić wózek i go staranować 29.03.17, 09:22
            Co innego gdyby taki chlopak przeklinal siarczyscie,
            > a obok przymusowo staloby moje male dziecko. Jesli jego matka by nie reagowala
            > to ja uwzam, ze mam prawo zareagowac w trosce o moje dziecko a nie tamto i jeg
            > o matke.


            A w trosce o siebie samą nie masz prawa zareagować, choć ci się wszystko wywraca w środku, gdy słyszysz, że ktoś w miejscu publicznym wyraża się w sposób całkowicie dla ciebie nieakceptowalny? Musi to być troska o dziecko?
    • anorektycznazdzira Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 17:46
      Nie wydaje mi się, żeby pełnosprawna i funkcjonująca, dorosła osoba musiała być broniona przez osoby postronne przed 10latkiem, którego sama ma pod opieką. Czyli: nie uważam "interwencji" w takich wypadkach za normalne.
      Dodatkowo, jestem głęboko przekonana, że takie dzieci mają w kiszce stolcowej to, co im powie obca, przepraszam, "baba" w sklepie. Pole do interwencji pewnie ma szkoła, rodzina bliższa i dalsza, etc, ale nie przechodzień w sklepie.
      • verdana Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 22:44
        Nie, dzieci często znacznie bardziej sie przejmują obcą babą, niż własną matką. Do dziś pamiętam kobietę, która zwróciła mi uwagę na ulicy - ze szuram - i całe lata uważała, że szuranie jest niemal przestępstwem.
        Tu jednak zdecydowanie nie należało robić nic. Skoro matka/opiekunka zachowuje spokój, to byc moze wie, co robi. Interweniując nie tylko pouczamy dziecko, ale matkę także. Uznajemy, ze powinna interweniować sama. To nie drobna kobieta napadnięta przez osiłka, która sama sie nie obroni. To opiekunka 10-latka, która byc moze ma ważny powód, aby nie reagować. Nie można uznać "ja wiem lepiej".
        Wystarczy na przykład, ze to jest dziecko od niedawna w rodzinie zastępczej - i nasze wtrącenie się narobi szkód nie do odrobienia.
        • milamala Re: co w takiej sytuacji? 28.03.17, 23:24
          verdana napisała:

          "Nie można uznać "ja wiem lepiej".
          > Wystarczy na przykład, ze to jest dziecko od niedawna w rodzinie zastępczej - i
          > nasze wtrącenie się narobi szkód nie do odrobienia"

          Zgadzam sie. Dodam jeszcze, ze kazda matka przeciez najlepiej zna swoje dziecko i wie najlepiej jak do niego dotrzec, w kazdym razie lepiej niz jakas "obca baba".
          Gdyby moja corka wpadala w publiczne histerie (odpukac nie wpada) to zapewne tez bym nie zareagowala w danym momencie, tylko cierpliwie czekala na koniec akcji, bo wiem, ze w trakcie eksplozji emocji trudno cokolwiek wytlumaczyc i skutecznie zadzialac nie stosujac przemocy. Dopiero po ochlonieciu jest czas na refleksje. Uwagi postronnych tylko by pogorszyly sytuacje.
          Ludzie reagujcie tam gdzie potrzeba, gdzie ktos na prawde potrzebuje pomocy, a nie dlatego, ze czujecie w sobie powolanie do zbawiania swiata.
          • kaz_nodzieja Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:44
            Nie wiesz czy by pogorszyły czy nie bo jak sama piszesz jeszcze takiej sytuacji nie było. Ja często widywałam, że po zagadnięciu (najczęściej to były starsze osoby) do rozhisteryzowanego dzieciaka dzieciak milkł i przerywał swoje ryki. O dziwo, nie słyszałam żeby jakaś matka mówiła do owej osoby, żeby ta się nie wtrącała, chyba nawet były zadowolone, że dzieciak się uspokoił.
            • verdana Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:55
              Owszem, zdarzyło mi się zdrowo opieprzyć faceta, który się wtrącił i zwrócił uwagę mojemu dziecku, które płakało z powodu realnej i poważnej przykrości. Zapytałam go, czy jak on będzie płakał na ulicy to też życzy sobie, aby obcy ludzie zwracali mu uwagę, że jest niewychowany.
              • kaz_nodzieja Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 10:04
                Po pierwsze nie było to do Ciebie jak wynika zresztą z układu, po drugie nadal uważam, że częściej matka jest wdzięczna, że dziecko przestało drzeć ryja na skutek zagadnięcia obcej osoby niż ma pretensje.
                A jaka realna i poważna przykrość wydarzyła się Twojemu dziecku akurat na ulicy?
                • menodo Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 10:34
                  częściej matka jest wdzięczna, że dziecko przestało drzeć ryja na skutek zagadnięcia obcej osoby niż ma pretensje."

                  Tak, o ile jest to reakcja życzliwa, polegająca na sympatycznym zagadnięciu do dziecka, a nie kazaniu/reprymendzie oburzonej negatywnie nastawionej "wychowawczyni", której mały chłopiec skojarzył się z damskim bokserem.
                  Był tu przykład takiej sensownej reakcji - można podejść i zapytać o alejkę z bombonierkami itp. ; pomysłów na przerwanie histerii/odwróceniu uwagi "nakręconego" emocjonalnie dzieciaka jest wiele.
            • milamala Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 18:01
              kaz_nodzieja napisała:

              > O
              > dziwo, nie słyszałam żeby jakaś matka mówiła do owej osoby, żeby ta się nie wt
              > rącała, chyba nawet były zadowolone, że dzieciak się uspokoił.

              Mialam sytuacje, w ktorej bylam zla na interweniujacego mezczyzne. Nic nie powiedzialam, bo nie chcialam zaogniac sytuacji, ale bardzo mnie zezloscil.
    • pelissa81 Re: co w takiej sytuacji? 29.03.17, 09:25
      Nie wtrącam się.
      Niby czemu miałabym się zajmować cudzym wychowaniem, nienawidzę całym sercem jak ktoś mi wygłasza uwagi i swoje prawdy objawione. Po co miałabym fundować to innym.
1 <