danaide
26.04.17, 10:03
Ostatnio wyszło mi to kilkakrotnie. W różnych sytuacjach. Nie wiem, czy to pokłosie bycia ofiarą, traumy z pierwszych lat samotnego macierzyństwa. Może tego, że słabo czuję się częścią społeczeństwa?

No tak, w kontekście mojego wołania o sprawiedliwość społeczną w innym wątku w ogóle się nie powinnam przyznawać, że mam problem z dawaniem, bo przecież COŚ dostałam i jestem WINNA społeczeństwu. Ale ja lubię się przyznawać. Ktoś mnie zjedzie, a ja z tego zjechania wyciągam swój problem i przynajmniej mam nad czym pracować.
Ostatnio wyszło mi, że wyliczam pomoc koleżance po tym jak zawiodła mnie w trudnej dla mnie sytuacji - wprost zastanawiając się czy ja jej pomogę, jak będzie w analogicznej sytuacji (pooperacyjne ograniczenie mobilności).
Wczoraj robiłam zakupy w pewnej sieci handlowej oferującej rabat emerytom. Już w przeszłości zdarzało się, że jacyś ludzie prosili o poświadczenie, że to ich zakupy. No więc kupowałam, pchałam wózek, a oni przy kasie z uśmiechem skanowali kartę, odbierali bon i pa pa. Zastanawiam się czy rzeczywiście poprosiłam jakiegoś żwawego seniora, by pchał mój wózek czy tylko tak to sobie imaginowałam. Nie pamiętam. Ale pamiętam sytuację z wczoraj.
Pan poprosił mnie o przeskanowanie karty i oddanie mu bonu. A ja rozpoczęłam z nim konwersację o tym, czy powinnam czy nie pomagać, bo byłam na świeżo po wątku o niepracujących ematkach, w którym forumka dawała mi do zrozumienia jakim to wrzodem na duszy społeczeństwa jestem, więc ochoczo weszłam w rolę. Ale przypomniało mi się, że w innym wątku propagowałam pomoc innym przy minimalnym wkładzie ze strony tych innych. I mówię: dobrze, zakupy będą na pana kartę, a pan kupi dla mojego dziecka batonik, mniej niż 2 zł. I tu pan zaczął się zastanawiać, przeliczać, stwierdził, że może jednak mój koszyk za 100 zł to się nie opłaca. Ostatecznie moja propozycja - nie, nie pomocy, ale wyliczonej propozycji wymiany - została odrzucona. Dokupiłam to i owo, bo akurat wiele rzeczy wyszło, a ceny przyjemne jak na zawołanie, natłukłam 300 zł, poszłam po domu.
Pamiętam jakie gromy dostała jedna forumka za to, że chciała żeby jej ubrania trafiły do naprawdę potrzebujących. Ale cóż, raz kozie forum, na pewno się tutejsze specjalistki od spraw wszelkich uruchomią i mi wyjaśnią czy to część bycia ofiarą czy jeszcze coś gorszego.