moja żałosna historia - długie :(

03.05.17, 21:33
Witam! Do tej pory tylko poczytywałam, ale dzisiaj mam takiego doła, upić się nie mogę, to przynajmniej się wypiszę...
Jutro byłaby moja 4 rocznica ślubu... I ogólnie w maju 10 rocznica bycia razem z D.
Dziwny to był związek, widzę to teraz, od początku pełna symbioza, wspólne pasje, tematy, wyjazdy, takie same poglądy itd. Parę lat starszy, z tej samej branży, kiedy skończyłam studia zaczęłam pracę u niego, bo byłam w swoim fachu dobra i sprawna i chciałam, żeby to on na tym korzystał. W końcu wszystko było wspólne. Z czasem zaczęło mnie uwierać, że na czarno, zaczęło mi brakować poczucia bezpieczeństwa, a pracowałam naprawdę ciężko. Mieszkanie, samochód, konto firmowe tylko jego, ponieważ zgodziłam się od początku, pracować za stawkę godzinową jak inni zatrudnieni. Mimo, że byłam tak naprawdę drugim szefem i ciężar decyzji i organizacji na mnie spoczywał. Ale nie chciałam, żeby pomyślał, że jestem z nim dla pieniędzy...
Jakoś tak też się samo ułożyło, nie wiem kiedy, że to on robi karierę naukową, rozwija się, a ja jestem od tej mało spektakularnej ale niezbędnej czarnej roboty gdzieś na zapleczu... Pomagam mu oczywiście również po cichu w tej pracy naukowej, dyskutujemy, poprawiam mu błędy, czasem daje mi wręcz zdania w punktach - napisz to jakoś ładnie.
Nie wiem kiedy zaczęło się upokarzanie przy pracownikach, ciągłe uciszanie, usłyszałam, że jestem psychiczna (teraz możliwe), frustratka, wariatka. W jakiejkolwiek sytuacji z kimkolwiek to zawsze była moja wina (to przecież nawet statystycznie niemożliwe)...
Wiem, że to wydaje się wam śmieszne, ale D. to osoba czarująca, która zawsze dostaje to czego chce, lubiany, łatwo nawiązuje kontakty, ma też dużo takiego farta, zawsze od mandatu się wywinie itd... A ja - wrażliwa, nieśmiała, introwertyczna, ale też inteligentna, oczytana, najlepsza na roku... Na studiach byłam popularna i miałam tabuny wielbicieli, ale to była chyba inna ja...
W końcu był cichy ślub cywilny, bez znajomych, bo ani moi ani jego jakoś nam nie kibicowali... Po 30 zaczęłam myśleć o dziecku, ale nie chciałam go zmuszać, w końcu jednak doszliśmy do wniosku, że generalnie to chcemy. No i zaszliśmy od razu. On był wtedy za granicą, wrócił kiedy byłam w 3-4 miesiącu i zaczął się zachowywać dziwnie. Kiedy chciałam mu przeczytać 2-3 zdania jakichś ciekawostek z internetu, np. "słuchaj, teraz kształtują się uszy", to on uciekał i krzyczał, że nie chce nic o tym słyszeć. Byłam załamana.
W sierpniu 2015, byłam w 5 miesiącu, kiedy zakończyliśmy duży projekt. 2 dni po tym pokłóciliśmy się o jakąś głupotę (praca) i wyszła z tego taka awantura, że przyjechali po mnie rodzice. Krzyczał, że zawsze mu zazdrościłam (serio nieprawda, kibicowałam!), że jestem wariatką, frustratką itd... Myślałam, że przemyśli i opamięta się, ale nie, kiedy potem próbowałam wrócić po prostu do normalności, odepchnął mnie kiedy próbowałam go objąć na pożegnanie z tym brzuchem. Przeszłam chyba załamanie, brak snu, jedzenia... To cud, że nie straciłam ciąży, ale wciąż boję się skutków tego stresu. Nawet nie mogłam urodzić sn tak się zablokowałam. Generalnie rozumiem przyczyny: strach, że moje fajne dotychczasowe życie się zmieni, no i ta kariera...
Teraz dziecko ma prawie 1,5 roku, jest cudowne i kochane. Ciągle karmię, bo alergik, bardzo źle sypia, ale rozwija się dobrze. Nie było żadnego rozwodu, bo D. ucieka od rozmowy. Pewnie zrobi mi niespodziankę, jak wtedy.
A ja mam duszę czarną jak noc, nie ma dnia, żebym nie myślała o przyszłości mojego dziecka, w naszym zawodzie firm coraz więcej, nie mam szans sama takiej założyć, a on w tym czasie dostał pracę na dwóch uczelniach... Straciłam naraz męża pracę i dom, no na razie mieszkamy razem, ale nie znam dnia ani godziny. Mam poczucie, że moje życie się skończyło i chyba depresję, ale też brak czasu na wyjście i terapię. Dziecko tzw. nieodkładalne kiedyś, teraz mobilne więc nie mam przynajmniej bóli pleców. Po ciąży zresztą ważę 51 kilo a wyglądam jak w 5 miesiącu ciąży, a kiedyś chuda jak szczapa... A karmię alergika, więc nie jem nabiału i wielu rzeczy...
Nie mogę tego wszystkiego znieść, zero szacunku, wieczne pretensje, obelgi, ale odejść sama? Przy dziecku wszystko jest ok, on uwielbia tatę. Milczę dla dobra kontaktu dziecka z dziadkami, noszę to w sobie, chociaż już dziesiątki razy układałam sobie w głowie przemowę, że ich cudowny synek jednak jest łajdakiem...
Przepraszam, że tak długo (i tak mocno skrótowo). Wiem, że całkiem pokpiłam to swoje życie, ale dziękuję za każdy głos...
    • nisar Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 21:52
      Chaotyczne to wszystko i nie do końca rozumiem, co się stało - odszedł, a mieszkacie razem? Rozumiem, że jest źle, nie masz poczucia bezpieczeństwa ani prywatnie ani zawodowo. Obawiam się, że potrzebujesz porządnej psychoterapii, poukładania sobie wszystkiego po kolei i podjęcia decyzji. Trwanie w tym, co jest sprawi, że zwariujesz. Nie zasłaniaj się samej sobie dobrem dziecka, ono nie zyskuje na tym, że matka się wyniszcza psychicznie.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:02
        No odszedł, śpi w drugim pokoju, a tak w ogóle to wyjeżdża na parę tygodni często, więc kiedy wraca chcę, żeby miał kontakt z dzieckiem. Zresztą to jego mieszkanie.
        Wiem, że chaotyczne, przepraszam, chciałam się streszczać.
        • niu13 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:07
          Ma kogoś?... Wygląda banalnie- być może ma romans od wyjazdu z czasu ciąży
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:13
            Raczej nie, bo nie znalazł by chyba czasu - kariera 100%.
            Ale owszem, kiedyś miałam dostęp do jego (firma) mejla, potem nagle wszystko poblokował.
            • niu13 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:15
              No nie wiem. Trudno wirtualnie oceniać, ale okazja czyni złodzieja, a życie bywa banalne jak telenowela.
          • e-kasia27 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:50
            Też tak pomyślałam, że ma kochankę i na dodatek ma facet wyrzuty sumienia i nie wie, co z tym fantem zrobić, jak to rozegrać, więc zwala winę na ciebie, że to niby przez ciebie to wszystko, stąd te pretensje i obelgi. W najgorszym przypadku, może kochanka też ma dziecko?

            Jest szansa, że wróci, ale to ty musisz zdecydować, czy tego chcesz, czy nie.
            Idź na terapię, zostaw dziecko z babciami idź do psychologa. Musisz być silna i się nie dać wkręcać w awantury.
            Jeśli go jawnie olejesz, pokażesz, że ci nie zależy, że może sobie robić, co chce, bo ty masz to gdzieś, to mu wytrącisz broń z ręki. To on musi być winny, nie ty. Nagrywaj jego zachowania, to się przyda jako dowód i nie ukrywaj tego przed jego rodzicami. Powiedz im o wszystkim, to sprawi, że będzie bardziej sfrustrowany, bardziej winny i może uzna, że nie warto tracić wszystkiego, dla chwilowego zauroczenia jakąś panią, albo szybciej się decyduje na rozwód i będziesz miała jasną sytuację.
            Ale najpierw musisz wiedzieć, co chcesz osiągnąć, czy pomimo wszystko, chcesz z nim być, czy jednak wolisz rozwód. Do poukładania sobie wszystkiego w głowie i podjęcia decyzji potrzebna ci pomoc psychologa, bo jak widać sama nie umiesz sobie z tym poradzić - tkwisz w tym już dwa lata i nic z tym nie robisz, poza pozwalaniem mu na psychiczne znęcanie się nad tobą. Musisz to przerwać, bo to bardzo destrukcyjnie na ciebie wpływa. Nie czekaj, zacznij działać.
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:56
              Dziękuję. Kochanka kochanką, ale też czuję, że próbuje zwalić całą winę na mnie. Nie mówię o tym nikomu, bo wyjdzie, że to ja na pewno coś zmyślam, bo przecież jest i opiekuje się dzieckiem. On to potrafi, jest czarujący i przekonujący, ma charyzmę i jestem pewna, że polubiłybyście go.
              • bergamotka77 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:05
                O matko co za kutafon. Strasznie mi Cię szkoda, facetowi nie można podporządkować wszystkiego...Walcz o siebie i swoje szczęście. Czy on jest duzo starszy od Ciebie?
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:38
                  Kilka lat, przed 40-tką jest. Ale wygląda i czuje się znacznie młodziej. Chyba tęskni do czasów studenckich, bo chciał (wtedy w ciąży) wyjechać, zmienić swoje życie i zamieszkać za granicą w mieszkaniu ze studentami...
                  • daszutka Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:26
                    Miałaś pecha trafić na Piotrusia Pana i się nie zorientować zanim było za późno. Znam ten typ z autopsji niestety. Dzięki Bogu miałam szczęście, że Pan pogonił za wróżka a ja się otrząsnęłam zanim zapragnął wrócić
    • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 21:55
      Nie kryj bydlaka, to wstyd być sprawca przemocy, a nie ofiarą.
      W pierwszej kolejności idź do psychiatry po leki. Bierz je nawet jeśli to oznacza rezygnację z kp. Dla dziecka jest ważniejsze mieć zdrową matkę. Dalej terapia, znalezienie legalnej pracy. Poszukaj grupy wsparcia dla kobiet w podobnej sytuacji, fundacje kobiece na pewno Cię pokieruja.

      Dla własnego zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa finansowego musisz zarabiać, nie koniecznie w tym samym zawodzie co mąż.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:06
        Dziękuję, w tym wszystkim co mnie otacza ważna jest dla mnie każda wspierająca myśl gdzieś tam w świecie.
        Wiem, że najważniejsze teraz dla poczucia kontroli na własnym życiem jest znalezienie pracy, jakiejkolwiek. Muszę z tym jednak trochę poczekać, bo mały nie śpi nocami, karmię też w dzień i moja mama się podejmie opieki ale za parę miesięcy.
        • chocolatemonster Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:32
          Możesz zamieszkać z rodzicami lub z kimś innym zanim staniesz na nogi? Najlepiej, moim zdaniem, byłoby gdybyś się od dupka odcięla (oczywiście, jAK będzie chciał kontaktu z dzieckiem nie utrudniaj ). Daleko od niego, dużo czasu dla siebie i dziecka,dużo czasu na uspokojenie, przemyslenie i poukładanie tego chaosu. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę z całego serca żebys wróciła do siebie.
        • 3-mamuska Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:34
          grey.heart napisał(a):

          > Dziękuję, w tym wszystkim co mnie otacza ważna jest dla mnie każda wspierająca
          > myśl gdzieś tam w świecie.
          > Wiem, że najważniejsze teraz dla poczucia kontroli na własnym życiem jest znale
          > zienie pracy, jakiejkolwiek. Muszę z tym jednak trochę poczekać, bo mały nie śp
          > i nocami, karmię też w dzień i moja mama się podejmie opieki ale za parę miesię
          > cy.

          Nie chce sie wtrącać ale moze lepiej dla małego zebys go odstawiła, moja cork area nocami nie spała, budziła sie po 20 razy, wlasnie z powodu kp, zrobiła sobie ze mnie smoczek.
          Odstawianie było trudne przez 3 dni, ustawiłam karmienia tak aby nie wypadły tuż przed spaniem.
          Rano po przebudzeniu, po kąpieli ale tak aby nie zasnęła, i w ciagu dnia zeby mała nie czuła sie odtrącona. Ale ja dyktowałam warunki.
          Zaczeła tez jeść wiecej normalnego jedzenia.

          Mysle ze powinnaś usiąść i przemyśleć co moge zrobic zeby mi było lepiej, ale bez oglądania sie na niego. Obrać taki scenariusz jakby on za chwile miał odejść.
          Nie chodzi onto ze to sie stanie, ale musisz myśleć o sobie.
          Zabezpieczyć przyszłość siebie i dziecka bo mysle ze tu pachnie kochanka, zwłaszcza po zablokowaniu ci dostępu. Praca100% nie gwarantuje wierności, bo w pracy tez bywają romanse.
      • jagodka_mare Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:07
        Masz nianię do dziecka? Jeśli nie to znajdź chociaż na parę godzin dziennie. I nawet takie high need baby jak tylko trafi na fajna opiekunkę chętna do zabawy to puści mamę. A Ty będziesz miała czas na terapię i szukanie pracy. W tej sytuacji musisz mieć swoje zaplecze finansowe. Nawet jeśli na początku będzie kiepskie to jednak zawsze swoje. Tak żebyś poczuła że nawet gdyby mąż Cię zostawił czy Ty jego to masz punkt zaczepienia. Bo z tego co piszesz to ani firmy nie odda ani domu.
    • niu13 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 21:59
      Nie rozumirm, może nie doczytałam? ale nie widzę opisu obecnej sytuacji: jesteście razem, czy on odszedł? Na początku stwierdzasz: byłaby rocznica ślubu. Sprecyzuj status związku.
      Tak czy siak nie zazdroszczę. Jesteś uzależniona, potrzebna fachowa pomoc.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:09
        Rozwodu nie mamy, on siedzi w pokoju obok, w przerwie między licznymi wyjazdami wraca na parę tygodni i pomaga mi z dzieckiem.
        Status: dwoje obcych ludzi wychowujących dziecko. Z tym, że traktuje mnie bez jakiegokolwiek szacunku.
        • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:59
          a wczesniej traktowal z jakims wielkim szacunkiem?
          Co rozumiesz przez brak szacunku?

          Wiesz dla faceta dziecko to tez wstrzas. Wbrew pozorom oni sobie gorzej radza niz kobiety. To slabeusze.
          • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:50
            Nie odpowie ci,bo to troll
            • aj_riszka Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:54
              edelstein napisała:

              > Nie odpowie ci,bo to troll
              >
              Jaki troll ? To ktos kto realnie potrzebuje pomocy, wsparcia.
              • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:55
                no niekoniecznie. Sporo w wypowiedzi sie nie klei. Albo troll albo babka w depresji poporodowej i nie moze do siebie dojsc.
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:42
                  smile Naprawdę nie wierzysz, że są obok ludzie potrzebujący pomocy? A depresji poporodowej dostałam w 5 miesiącu ciąży, jak rozumiem?
                  Ludzie, ja sobie poradzę, chciałam się tylko komuś wypisać. Ale z taką znieczulicą przegapicie kogoś w poważniejszym ode mnie stanie.
                  Ja też kiedyś pytałam z wyższością czemu ta rozlazła baba się za siebie nie weźmie i nie odejdzie. I gdzie teraz jestem?
              • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:57
                Yhyhy kaszki z maczki chlebka swietojanskiego,blokada sn,proba mlekabig_grin hue hue hue
    • nena20 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:00
      Szukaj pracy!
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:10
        Wiem! Dziękuję. Już kupiłam ubrania na rozmowę kwalifikacyjną, orientuję się co i jak.
        • niu13 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:19
          Chcesz ratować ten związek? Rozmawiajcie. Z pewnością pytałaś, próbowałaś, jak on sobie wyobraża przyszłość? Po co w tym tkwi? Dziecko to żadna wymówka. Napisz, jak on na to się zapatruje.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:47
            Chciałam ratować wtedy w ciąży. Prosiłam, żeby dał nam rok, 1 szansę, no bo ja mu dawałam tę szansę kiedyś dawno 2 razy, kiedy po wielkich awanturach chciałam się spakować. Płakał, błagał, ulegałam. Próbowałam z nim rozmawiać jeszcze przed ślubem, że jakiś kryzys mamy, a on że wymyślam. No a teraz oznajmił mi, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał.
            No więc ostatnie 2 miesiące przed porodem przyjechał, chodził na zakupy, woził do lekarza, ale kiedy chciałam go objąć na pożegnanie to mnie z tym brzuchem lekko odepchnął. Po urodzeniu też walczyłam, rozmawiałam z nim, ale się zaciął i nie dowiedziałam się niczego, co on planuje. Już lepiej było gdy mejlowaliśmy (w ciąży). Raz nawet napisał, że on o rozwodzie nic nie mówił... Więc ja nabrałam nadziei. Dalej czasem mam. Staram się przy nim nie beczeć, jakoś w miarę możliwości tryskać dowcipem i wyglądać ładnie, on ciągle lubi ze mną dyskutować na każde tematy... Ale nie mam już żadnych złudzeń. Myślę, że dla przyzwoitości zapytam go o terapię małżeńską, ale on nie wierzy w psychologię, więc...
            • raczek47 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:51
              Starasz się przy nim nie beczeć,ładnie wyglądać i tryskać dowcipem?!
              Po co,kobieto??? Zastanowiłaś się?
              Chcesz mu dawać nagrodę poprzez pokazywanie jak bardzo się starasz za to, jak podle Cię traktuje?
              Imponuje Ci,że lubi z Tobą dyskutować?
              A to że nie liczy się kompletnie z twoimi uczuciami to takie małe nic?
            • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:03
              >no bo ja mu dawałam tę szansę kiedyś dawno 2 razy, kiedy po wielkich awanturach chciałam się spakować. Płakał, błagał, ulegałam.

              +

              > No a teraz oznajmił mi, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał.


              kupy sie to nie trzyma i jedno przeczy drugiemu. Cos jak Moda na Sukces czy cos w ten desen...


              >taram się przy nim nie beczeć, jakoś w miarę możliwości tryskać dowcipem i wyglądać ładnie, on ciągle lubi ze mną dyskutować na każde tematy...

              po co mu sie podlizujesz? To najgorsza metoda na facetow. Wez no miej godnosc. Wygladaj ladnie. Znikaj i wracaj koniecznie rozpromieniona. Olewaj. Pisz jakies smsy z usmiechem. Zobaczysz ze sie zacznie podlizywac
              Tylko ze to dla ludzi co lubia opere mydlana na codzien bo mnie takie rzeczy mecza i prosze innego pacjenta z kolejki
              • bergamotka77 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:13
                Jezu błagam zmęczonej załamanen kobiecie doradzasz "wyglądaj ładnie i się uśmiechaj"? Kurczę ona ma jeszcze tańce godowe odstawiać dla patafiana, który ja tak traktuje w nowej dla niej sytuacji? Niech się skupi na sobie a nie uwodzeniu Piotrusia Pana.
                • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:21
                  a gdzie tam bergamotka. Cos zupelnie odwrotnego napisalam. Ja odnosze sie do jej slow:
                  "Staram się przy nim nie beczeć, jakoś w miarę możliwości tryskać dowcipem i wyglądać ładnie"

                  a ja uwazam ze nie nalezy o facetow zabiegac zbyt duzo bo sie rozbestwiaja
                  I dlatego ma ostentacyjne pokazywac mu ze go olewa i ma swoje zycie, na zasadzie "psy szczekaja, karawana jedzie dalej"
                • 3-mamuska Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 03:15
                  bergamotka77 napisała:

                  > Jezu błagam zmęczonej załamanen kobiecie doradzasz "wyglądaj ładnie i się uśmi
                  > echaj"? Kurczę ona ma jeszcze tańce godowe odstawiać dla patafiana, który ja ta
                  > k traktuje w nowej dla niej sytuacji? Niech się skupi na sobie a nie uwodzeniu
                  > Piotrusia Pana.
                  >
                  a gdzie tam bergamotka. Cos zupelnie odwrotnego napisalam. Ja odnosze sie do jej slow:
                  "Staram się przy nim nie beczeć, jakoś w miarę możliwości tryskać dowcipem i wyglądać ładnie"

                  Wiesz nie chce bronić pana. Bo to nie o to chodzi a problem jest głębszy.
                  Ale ile ematek wytrzymało by z chłopem, który by codziennie płakał, był wiecznie zmęczony zaniedbany?
                  Większość nie zniósłby niepracującego faceta w domu ,jako kurę domowej z nawet pełna opieka nad dziećmi.
                  Uważam ze pani powinna postawić siebie na nogi, terapia leki, moze odstawienie małego na dobre mleko dla alergikow. Zeby mogła sie zdrowo odżywić. I dziecko moze by wtedy lepiej spało. Dla siebie samej. Bo moze za chwile sie okazać ze jest samotna matka i trzeba sie zmierzyć z życiem. Życzę naprawde zdrowia o sił, moze czas na troche zdrowego egoizmu względnej i dziecka i meza. Bo wysysają z niej cała energię życiowa.
                  • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:26
                    No właśnie o to chodzi, może się źle wyraziłam, ale to emocje.
                    Nie uwodzę go, raczej pomimo zmęczenia staram się właśnie "codziennie nie płakać przy nim i nie być zaniedbana". To tylko tu pozwoliłam sobie na takie uzewnętrznienie. Pracuję też, ciągle z nim, tylko w domu. Jak leżałam w szpitalu dzień po cc, przyniósł mi papiery do sprawdzenia, żeby mi się nie nudziło. Ale to praca nieregularna, freelancerska, więc zlecenia są czasami.
                    • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 15:08
                      Dziewczyno, facet dzień po cc przynosi Ci papiery do sprawdzenia, a Ty je sprawdzasz? Wiesz, ze to jest podstawowy objaw pokazujący ze Ty kompletnie o siebie nie dbasz, a on nie ma za grosz współczucia czy empatii? I dlaczego to sobie robisz, dlaczego o siebie nie dbasz? Dlaczego mu te papiery sprawdzasz, zamiast mu powiedziec ze jesteś obolala i zmęczona i nic mu nie będziesz sprawdzać?
                      • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 15:11
                        Poczytaj i zastanów się czy nie pochodzisz z takiej rodziny, co by po części uzasadnialo dlaczego tak się zachowujesz i kompletnie o siebie ani o swoje interesy nie dbasz:pracownia4.wordpress.com/2008/05/10/narcystyczna-rodzina/
                        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 22:16
                          Nie wiem, trochę się nie zgadza, trochę może... Moja mama jest kobietą całkowicie poświęconą, nigdy sobie sama nic nie kupi itd. Ale tata jakoś tego nie wykorzystuje. Może rzeczywiście na moich uczuciach nikt się jakoś nie skupiał, nawet jak wylądowałam w totalnej rozsypce u nich (wtedy w ciąży cała się trzęsłam ze stresu), to usłyszałam tylko, że mam myśleć o dziecku. A jak zaczęłam histeryzować, że złe wyniki cukru to się dowiedziałam, że taka ze mnie panikara, to nic dziwnego, że mnie zostawił... No ale, kto z nas nie ma zastrzeżeń do swoich rodziców?
                          • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 10:24
                            Czyli wyrastałaś w domu ze wzorcem kobiety - męczennicy, który właśnie skrupulatnie powielasz. Przypadek sprawił, że Twoja matka trafiła na normalnego partnera, a Ty na przemocowca, który wykorzystuje Twoją uległość.

                            Przede wszystkim skup się na sobie i własnym zdrowiu. Jeśli nie umiesz sobie tego inaczej zracjonalizować zrób to dla dziecka. Twój synek niedługo będzie (a w zasadzie już jest) dzieckiem samotnej mamy i potrzebuje by mama miała zdrowe ciało, psychikę i była samodzielna.
                          • pade Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 14:33
                            "A jak zaczęłam histeryzować, że złe wyniki cukru to się dowiedziałam, że taka ze mnie panikara, to nic dziwnego, że mnie zostawił..."
                            Aha.
                            Każdy z nas czasem coś głupiego palnie, ale jeśli to się zdarza częściej...
                  • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:28
                    > Bo moze za chwile sie okazać ze jest samotna matka i trzeba sie zmierzyć z życiem.

                    to tez nie jest tragiczna alternatywa. Z zyciem mierzymy sie w zwiazku czy bez.
                    Niejedna kobieta odzyskala spokoj jak sie brekot z domu wyprowadzil i odwiedza raz na tydzien.
                    • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:34
                      Ja o tym marzę. O spokoju. O mieszkaniu osobno. Ale mam takie poczucie, że dziecko mi tego kiedyś nie wybaczy. Mam w rodzinie przykład rozwodu, na dzieci wpłynął bardzo źle.
                      Może jestem głupia, ale dopuściłabym do świadomości możliwość mieszkania z byłym i wspólnego wychowywania dziecka. Żadne z nas nie ma nikogo (prawie na pewno). Pod warunkiem, że traktowałby mnie z szacunkiem.
                      • morekac Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:10
                        >Ale mam takie poczucie, że dziecko mi tego kiedyś nie wybaczy. Mam w rodzinie przykład rozwodu, na dzieci wpłynął bardzo źle.

                        Na serio myślisz, że takie życie "rodzinne" , jakie prowadzicie, lepiej wpłynie na dziecko niż rozwód?
                        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:22
                          Nie kłócimy się przy nim. Przy nim każdy jest uśmiechnięty. Oczywiście wiem, że dziecko się zorientuje.
                          Wiem, że to może co napisałam brzmi idiotycznie, ale czytam wszystko co mi wpadnie w ręce na ten temat. I wniosek jest taki, że rozwód zawsze zostawi ślad. Boję się, że dziecko straci kontakt z tamtymi dziadkami przez jego zachowanie, że ja będę spracowaną i umęczoną złą matką, a on weekendowym super tatą, co przynosi prezenty. I że dziecko kiedyś mnie o to wszystko obwini. Bo mój mąż uważa, że rozwód to nic takiego, tyle ludzi się rozwodzi i z ich dziećmi wszystko ok.
                          Znajome małżeństwo przez 2 lata nie rozmawiało, ale kiedy on wniósł o rozwód ona rozpętała piekło. W efekcie dzieci bardzo mocno związane z jego rodzicami miały pranie mózgu i teraz wrogi stosunek do całej jego rodziny.
                      • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:21
                        >Ale mam takie poczucie, że dziecko mi tego kiedyś nie wybaczy

                        Nie sadze. Wiesz jakie dziecko byloby znerwicowane jakby zrzedzacy tatus mieszkal z Wami? A tak to wpadac bedzie raz czy dwa na tydzien i bedzie sie staral byc dobrym ojcem. A ty odpoczniesz a jak przyjdzie czas to moze i kogos spotkasz z kim biedziesz szczesliwsza.
                        Najlepszym rozwiazaniem bylyby 2 mieszkania gdzies blisko siebie ( ale nie za blisko by az czuc oddech i kontrole co gdzie z kim i dlaczego wychodzi z domu itd)
                        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:26
                          Też mi te 2 mieszkania przeszły przez myśl. On (i póki co ja też) ma taką luźną pracę, czasem go nie ma 3 tygodnie, a czasem jest non stop w domu.
                        • mozambique Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:12
                          ty pricness jestes chyba rozwódka i nie mozesz scierpiec ze inne kobieta ma męża

                          dokaldanie zalamanej , zestresowanej lasce w depresji lasce uroków rozwodu i wszystkich tego konsekwencji oraz rozpieprzonego dziecinstwa dziecku to jest raczej sadyzm , nierzadki u emateczki
        • jagodka_mare Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:20
          Myślę że przez te wszystkie problemy straciłaś chęć do działania i boisz się zmian. I do tego wymagające dziecko. Ale w Twoim stanie psychicznym nie ma co tu czekać parę miesięcy.
    • a.va Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:17
      To ja zacznę od rzeczy może pozornie mało ważnej, ale dla mnie fundamentalnej, bo niewyspana nie funkcjonuję, więc w takiej sytuacji życiowej jak twoja przede wszystkim o to bym zadbała. Dlaczego twój synek nie śpi nocami? Je w nocy?
      Po drugie - musisz mieć własną pracę. Nie pisz teraz 10 postów, tłumacząc nam, dlaczego się nie da, tylko usiądź i się uczciwie zastanów, co możesz zrobić, żeby ją mieć.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:02
        Wiem, że praca jest najważniejsza. Robię coś tam, piszę nowoczesne cv, kupuję ubrania na rozmowę kwalifikacyjną (do tej pory używałam tylko roboczych), zarejestrowałam się na pracuj pl, czytam artykuły o tym, jak się przygotować. Na razie jednak nie wysłałam żadnego cv, no bo to karmienie i spanie, ale może rzeczywiście przeciągam to.
        Mały trochę się drapał, ma alergię, wszystko teraz niby pod kontrolą. Od niedawna chodzi i śpi trochę lepiej (21-8, 4-5 pobudek z płaczem). W nocy trochę je, zazwyczaj chce pierś tylko jako usypiacz. Jest rutyna, wyciszanie, zero tv...
        • a.va Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:12
          Eh no to może dobry alergolog pomoże, może nie śpi przez alergię? U mnie właśnie zero tv uratowało sytuację, też mi mala nie spała. I drugi trop, ktory mi przyszedl do glowy, to że on sie za mało najada na kolację, może tak być?
          Załóż jeszcze profile na linkedin i golden line. I poszukaj na facebooku czy nie ma grupy dla twojego zawodu, tam też ludzie wrzucają czasem ogłoszenia.
          Będzie dobrze, wyjdziesz z tego, tylko trochę czasu i starań trzeba i będzie z górki.
        • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:18
          Wysyłaj te CV. Rozmowa kwalifikacyjny to egzamin jak każdy inny, tyle że nie da się do niego przygotować czytajac poradniki w sieci. Musisz pójść na 5, 10, 20 rozmów, na których wypadniesz średnio lub słabo po to by wiedzieć z czego sie podciągnąć i jak lepiej sprzedać swoje umiejętności. Nie warto tych rozmów odkladać w nieskończoność.
          • a.va Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:29
            Zgadzam się. A 1,5-roczniak nie potrzebuje już karmienia aż tak, więc jeśli to blokuje Ci znalezienie pracy, to w twojej sytuacji zrezygnowałabym już z karmienia.
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:44
              Gdyby nie alergia, pewnie nie karmiłabym, ale była ostatnio próba mleka i niestety wciąż nie może. A na samych kaszkach z mączki chleba święt. to chyba słabo. Zresztą alergolog mi diety nie ustala, mówi tylko, czego nie można, a dalej kombinuję już sama, bo u niego czeka w kolejce 10 kolejnych rodzin.
              • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:45
                1,5roczniak moze dostawac mleko modyfikowane i normalne posilki. Nie ma kaszek z maczki chleba swietojanskiegotongue_out to jest zageszczacztongue_out
                • panterarei Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 07:32
                  Głupia jesteś. Dziecko ze skaza białkowa mm nie może, a preparatów zastępczych nie ruszy jak nie nauczony,bo są ohydne w smaku. Kaszki z mączki to alerlac i sinlac polecane dla alergików. I też paskudne nota bene
                  • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:38
                    Jak najbardziej moze,mam alergika na staniebig_grin
                  • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:47
                    Sinlac to jest kaszka ryziwatongue_out
                    • panterarei Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:22
                      Składniki

                      mąka ryżowa 54%, mączka chleba świętojańskiego 17%, sacharoza maltodekstryna, oleje roślinne (oleina palmowa, niskoerukowy rzepakowy, kokosowy, słonecznikowy), węglan wapnia, fosforan sodu, regulator kwasowości (kwas cytrynowy), syrop glukozowy, witaminy (C, niacyna, E, B1, kwas pantotenowy, A, B6, B2, biotyna, kwas foliowy, D, B12), dwufosforan żelazowy, siarczan cynku, jodek potasu, kultury bakterii Bifidobacterium lactis
                      Tak ryżowa,na drugim miejscu jest mączka. I co? To jest dowód ze dziecko autorki nie ma alergii, czy raczej, że tak się budzisz, że się czepiasz bez sensu?
                      • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:34
                        I uwazasz ,ze te 17%robi kaszke z maczkibig_grin
              • panterarei Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 07:37
                Ale nie może być tylko na mleku i kaszkach. Wprowadzasz produkty? Wszystko go nie uczula chyba?
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:29
                  Poza kaszkami je wszystko to co może, naprawdę kombinuję, żeby zdrowo było (kasze, warzywa, trochę mięsa, ryby), ale boję się, że zupełnie bez mleka taki mały będzie miał niedobory np. wapnia.
                  • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:40
                    Moze sie doucz jakie produkty zawieraja wapn,mleko jest na szarrym koncu
                    • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:46
                      Douczam się, na szczycie są np. sardynki z puszki, parmezan, sok pomarańczowy, jogurt - nie może jeść takich rzeczy. Przemycam mu np. jarmuż, ale nie je tego na kilogramy.
                  • panterarei Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:12
                    No to mam taką samą sytuacjęsmile nie dasz rady odstawić teraz kp i nie ma to sensu. Ograniczyć i tyle. I to nocne drapanie..zalecają okluzje czyli mokre okłady, są specjalne ubranka. Ja liczę, że po zakończeniu grzania będzie lepiej,chyba że jakąś wziewna złapie
                    • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:29
                      Też próbowałam kombinować z temperaturą, wilgotnością... Mimo diety ma cały czas suche plamy na piersiach i dermatolog nie wyklucza też wziewnej.
                    • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:55
                      Jeśli będzie trzeba to jak najbardziej da radę. Ma to sens jeśli dzięki odstawieniu dziecka od piersi matka wreszcie stanie na nogi: wyśpi się, zje co chce, weźmie leki, których potrzebuje. Na potrzebach dziecka świat się nie kończy. Odrobina egoizmu to bardzo zdrowy objaw w życiu.
                      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:02
                        smile Może właśnie zabrakło mi tej odrobiny egoizmu i cała ta historia potoczyłaby się inaczej...
              • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 07:54
                Ja akurat uważam, że dziecko w tym wieku potrzebuje Twojego mleka więc dobrze, że go karmisz. Również pobudki w nocy są normalne. I tak naprawdę on bardzo potrzebuje jeszcze Twojej obecności. Szkoda, że nie możesz się teraz skoncentrować na dziecku u boku wspierającego pana, dbającego o Wasze potrzeby materialne. Na pewno nie jest dobrym ojcem.
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:32
                  Mam nadzieję, że ojcem będzie lepszym, niż partnerem. Na razie lubi się z nim pobawić tak do pół godziny, bo bardzo zajęty jest karierą.
                  • aqua48 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:23
                    grey.heart napisał(a):

                    > Mam nadzieję, że ojcem będzie lepszym, niż partnerem.

                    A dlaczego miałby? Będzie takim samym ojcem jak partnerem. Brak empatii, osobowość psychopatyczna i skłonność do przemocy psychicznej nie odejdą mu w mgnieniu oka. Na razie IDENTYCZNIE jak w związku pokazuje się od uroczej strony, bo dziecko go bawi, bo nie ma przy nim obowiązków.
                • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:16
                  Dziecko w tym wieku potrzebuje białka, nie koniecznie z mleka. Dziecko alergik to nie jest koniec świata (tak, mam dziecko z alergią). Są żłobki dla dzieci z alergiami pokarmowymi. Nawet w zwykłym zlobku powinni się dostosowywać do zaleceń alergologa.
              • lidek0 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 20:24
                Alergia to temat na całe życie, w internecie znajdziesz masę przepisów i blogów z poradami jak funkcjonują takie dzieci, to na prawdę nic trudnego. Dziecko masz już duże i alergia a tym wieku nie usprawiedliwia nocnych karmień. Zastanów się po prostu czego oczekujesz, bo samo nic się nie zrobi. Nie wiem czemu ciągle u niego mieszkasz i się poniżasz, on ma Cię za nic a Ty nawet nie próbujesz sama się szanować. Ja natychmiast wyprowadziłabym się do rodziców i wystąpiła o rozwód, ustaliła kontakty ojca z dzieckiem i alimenty. Dziecku pewnie teraz dzieje się większa krzywda niż gdybyście mieszkali osobno. Przestań produkować posty i bierz się do roboty.
                • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 10:18
                  "i alergia a tym wieku nie usprawiedliwia nocnych karmień"
                  A dlaczego w ogóle karmienie w nocy miałoby wymagać usprawiedliwień?
                  • lidek0 Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 21:10
                    Ale to grey.heart tak napisała, jakby nocne karmienia były związane z alergią. W jej sytuacji uważam, że dziecko mogłoby spokojnie przesypiać noce, ona byłaby wyspana i mniej zmęczona. Dla mnie nocne karmienia w ogóle nie wymagą usprawiedliwienia.
    • nathasha Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:18
      jesli mozesz liczyc na rodzicow - nie boj sie tego wykorzystac, skorzystaj z tej pomocy. oczywiscie, szukaj pracy, i jesli mozesz - idz na terapie. podbuduj wlasne ego, wlasna wartosc. ten facet nie jest Ciebie wart, a nie na odwrot! sam fakt ze masz taki krytyczny oglad swojej sytuacji juz dobrze rokuje.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:03
        Dziękuję za to, że "rokuje".
        • nathasha Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:08
          Nie dziekuj. Bo oczywiscie ze rokuje. Ba, wszystko sie uda. Nie jestes maszkaronem, nie jestes zla matka, jestes zmeczona kobieta z troche bardziej wymagajacym dzieckiem - jestes wielka ze to wszystko dzwigasz. Moze sprobuj sobie codziennie powtarzac, nawet jesli w to nie wierzysz: jestem warta tylko tego co najlepsze. Sciskam mocno.
    • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:20
      Jak czytam o niemoznosci urodzenia sn z powodu blokady to ciezko mi ciebie uznana za normalna.
      • niu13 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:26
        To jest rzeczywiście najistotniejsze w tej historii, jp.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:51
        Ok, może to idiotycznie zabrzmiało. Ale to lekarze orzekli, że nie mają pojęcia dlaczego wody odeszły, skurcze kilkanaście godzin już porządne a rozwarcie nie drgnie.
        Sytuacja psychiczna, w jakiej byłam wtedy (trzęsłam się nocami ze stresu) może i mogła mieć na to wpływ. Ludzka psychika wiele może. Ale rozumiem sceptycyzm.
        • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:51
          >Ale to lekarze orzekli, że nie mają pojęcia dlaczego wody odeszły, skurcze kilkanaście godzin już porządne a rozwarcie nie drgnie.

          to nie ma NIC wspolnego z blokada ale z hormonami. Ja tez urodzilam przez cesarke z podobnego powodu a nie zwalam sprawy na jakies domniemane blokady psychiczne.
      • milamala Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:57
        "czytam o niemoznosci urodzenia sn z powodu blokady to ciezko mi ciebie uznana za normalna"

        Dlaczego? Ja tez mialam blokade i po odejsciu wod nie mialam skurczow przez 2 dni, az w koncu porod wywolano, na szczescie skutecznie. Uwazam, ze akcja porodowa musiala byc wywolana wlasnie z powod blokady.
        Cialo czlowieka jest wciaz tajemnica i kobieta moze sie tak zablokowac wskutek roznych sytuacji zyciowych, ze nie moze urodzic, jesli ta blokada jest bardzo mocna to nawet wywolanie moze nie pomoc, tylko cc.
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:05
          U mnie oksytocyna nie zadziałała.
        • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:09
          To jest naturalna reakcja organizmu, który się broni przed porodem w niebezpiecznych dla rodzącej warunkach. Niegdyś stres oznaczał niebezpieczeństwo, zagrożenie życia.

          Nienormalne jest jedynie tłumaczenie zjawisk, których się nie rozumie, nienormalnościa rozmówcy.
          • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:31
            Faktycznie,klotnia 4miechy wczesniej spowodowala blokada.hue hue hue
            • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:56
              >Faktycznie,klotnia 4miechy wczesniej spowodowala blokada.hue hue hue

              dokladnie. Totalnie odrealniona historia jak z brazylijskiej opery mydlanej albo trolling. Z powodu 1 klotni wielka blokada, ze dozylna oksytocyna nie zadzialala. Kurcze laleczka ze szkla. Nic tylko wsadzic w pudeleczko z watka

              A na serio: Babka cierpi na depreche jakas. Moze psychoza poporodowa.
              • triss_merigold6 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 04:44
                Ty, uczona szkolona i nie wiesz, że psychoza poporodowa występuje krótko po porodzie i ma gwałtowne objawy, a niejako dziecko ma półtora roku?
          • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:54
            taaa na podana dozylnie oksytocyne nie reaguje bo ma blokade. Lauren, please....

            przeciez jesli nie ma akcji porodowej to sie porod wywoluje podajac hormony. Czasami po prostu organizm slabo reaguje ( rozwarcie) na hormony czyli oksytocyne dozylna. Ale to jest biologia+ chemia a nie psychologia.
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:35
              Ok, nie upieram się, takie usłyszałam zdanie na porodówce, że nie wiadomo, skąd taka blokada, ale może to nie ma nic wspólnego.
              I dla jasności - nie 1 kłótnia w 5 miesiącu ciąży , tylko dręczenie psychiczne od 5 miesiąca ciąży.
              • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:26
                no to po co ten zwiazek utrzymujesz skoro cie dreczy psychicznie?
                Bedzie lepszym ojcem wizytujac was.
                Szukaj pracy
        • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:32
          Jaka blokade niby mialas? Masz to wpisane w papiery?
    • peonka Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:21
      Nie wiem co Ci poradzić. Uczucie, że pokpilam życie jest mi bardzo dobrze znane... Jak tylko wymyślę rozwiązanie, dam Ci znać.
      Trzymaj się. Niech Ci się ułoży.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:27
        Dziękuję z całego serca.
      • aqua48 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:35
        Szukaj pracy i postaraj się spokojnie POROZMAWIAĆ z mężem. Powiedz mu że sytuacja jaka jest Ci nie odpowiada i że zamierzasz ją zmienić. Zapytaj go jak on widzi swoją rolę. Jako mąż/ojciec/partner biznesowy. Co ma do zaproponowania tobie i dziecku. Będziesz wiedziała na czym stoisz, na co możesz liczyć a o co będziesz musiała zdecydowanie powalczyć. I nie oszukuj się, że dla dziecka obecna sytuacja jest lepsza niż zdecydowane rozwiązania bo nie jest.
        • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:59
          Nie radz jej "porozmawiać".
          Gdyby rozmowa pomagała, to nie byłoby problemu, nie sądzisz??.
          Z takim typem nie da się rozmawiać, bo cokolwiek powie i tak nie ma znaczenia.
          Albo będzie się wił jak piskorz, albo potem zaprzeczy/zmieni zdanie itd.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:06
            Dokładnie, rozmowa: ja mówię, on się wije albo milczy.
            • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:17
              Nie ma sensu.
              Zrób tak jak dziewczyny radzą-praca, będziesz mieć pieniądze, a i poprzebywasz w innym środowisku.
              Odetchniesz może trochę, nie będziesz non stop w tym toksycznym bagienku.
    • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:26
      Zapomniałam dodać, że najgorsze jest to wieczne porównywanie: inne dzieci nie płaczą w sklepie, śpią, inne matki nie są zmęczone, kiedyś usłyszałam, że skoro jestem zmęczona po dniu z dzieckiem to nie nadaję się na matkę. Kiedyś się stawiałam, teraz jestem skłonna się zgodzić, że jestem beznadziejna, kiedy widzę w lustrze zabeczanego maszkarona.
      Tak przeczuwałam, że ta równowaga dawania i brania jest zachwiana, a teraz skończę pewnie jako matka nadopiekuńcza.
      Ktoś pisał o terapii, ale jakiej? Ktoś może doradzić?
      • simply_z Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:32
        Przypomina mi się historia kobiety bitej przez posła Piaseckiego.. a najbliższa rodzina nie widzi, że coś się dzieje niedobrego? rodzice, rodzeństwo, przyjaciele?
        żyjesz z psychopatą niestety i pewnie żadna terapia tutaj nie pomoże, tylko odseparowanie się od gościa, może nawet wyprowadzka do innego miasta. Na razie cię nie leje, ale stosuje przemoc psychiczną, widocznie wyniósł wzorce z domu albo po prostu jest psycholem-tacy najczęściej są bardzo inteligentni i czarujący, a ty jesteś łowną zwierzyną.
        • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:21
          > a najbliższa rodzina nie widzi, że coś się dzieje niedobrego? rodzice, rodzeństwo, przyjaciele?

          Nie da się pomóc komuś, kto nie szuka pomocy, wybiela sprawcę przemocy i przedstawia go w rozmowach jako ojca idealnego.
      • chocolatemonster Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:34
        Bzdura. Dzieci są różne i czasem jedno daje bardziej do wiwatu niz trójka. Mądry tatuś niech spędzi z synkiem weekend a ty idz spać. Serio.
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:14
          Pani psycholog dziecięca (mały był na kontroli) patrząc na mnie zasugerowała właśnie noc w innym mieszkaniu a tatuś z dzieckiem, ale tatuś zbył to uśmieszkiem.
          Raz próbowałam wyjść do innego pokoju, ale dziecko tak płakało (tatuś leżał obok), że i tak bym nie zasnęła, więc po 0,5 h wróciłam.
      • zlotarybka_1 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:35
        kurcze, kobieto... nie doradze Ci w sprawie terapii bo sie nie znam, ale chociaz wirtualnie przytule. Zyjesz z przemocowcem. Ratuj sie. Osobiscie nie wierze w cudowna przemiane, wspolna terapie i ratowanie zwiazku wiec bardziej logiczne wydaje mi sie calkowite rozstanie.
        Dziewczyny juz pisaly - zakrec sie kolo nowej pracy, jednoczesnie jakas terapia, ktora pomoze Ci odbudowac wiare w siebie i uwolnic sie z tego chorego ukladu. Jestes super matka i nie daj sobie wmowic inaczej.
        Moze inne ematki Ci poradza ws. dobrej poradni zdrowia psychicznego, z jakiego jestes miasta?
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:21
          Dziękuję. Zaraz obudzę małego smarkaniem (beczę trochę, bo się nie spodziewałam, że obchodzę kogokolwiek).
          • nena20 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:48
            Macierzyństwo to nie jest łatwa sprawa. Jeszcze trochę i odżyjesz, mi się polepszyło jak dziecko poszło do przedszkola, dopiero wtedy zrozumiałam że ja i on to dwa oddzielne organizmy. Aktualnie masz prawo być przytłoczona i zmęczona. Męża nagrywaj bo podział majątku jakiś musi być, jeśli firma oficjalnie należy do niego to może nagrania pomogą w ustaleniu rzeczywistości. Powodzenia życzę.
      • jagodka_mare Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:38
        Poszukaj w necie psychiatry i się umów. Wielu z nich prowadzi terapię a i parę spotkań może Cię postawić na nogi. Czy jest coś takiego bezpłatnie to nie wiem.
      • aqua48 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:39
        grey.heart napisał(a):

        > Zapomniałam dodać, że najgorsze jest to wieczne porównywanie: inne dzieci nie p
        > łaczą w sklepie, śpią, inne matki nie są zmęczone, kiedyś usłyszałam, że skoro
        > jestem zmęczona po dniu z dzieckiem to nie nadaję się na matkę.

        A on został kiedykolwiek cały dzień sam z dzieckiem? Choć JEDEN dzień? Nie przejmuj się bzdurami. NIE MA matki która nie byłaby zmęczona. Twój mąż stosuje przemoc psychiczną, a poza tym jest idiotą. Trzymaj się i nie poddawaj. Powiedz komuś ze swojej rodziny jak wygląda Twoja sytuacja i poproś o wsparcie. I zdecyduj się je przyjąć. Masz kogoś takiego?
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:19
          Został sam z dzieckiem kilka razy na ok. 1,5 hsmile
          Moi rodzice wiedzą, ale nie powiedzieli mu ani słowa, bo nie chcą zaogniać sytuacji między nami i chyba wciąż liczą, że się ułoży...
      • a.va Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:52
        Szukaj terapii indywidualnej, sam na sam z psychoterautą, najlepiej takim, który pomaga w kryzysie.
      • nena20 Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:53
        Macierzyństwo to nie jest łatwa sprawa. Odżyjesz jak dziecko pójdzie do przedszkola, dopiero wtedy zrozumiałam że dziecko i ja to dwie oddzielne osoby. Męża nagrywaj, zwłaszcza w celu wyjaśnienia spraw majątkowych.
      • princesswhitewolf Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:58
        oczywiscie ze inne matki tez sa zmeczone. To normalne. Wg mnie masz depreche poprodowa albo zaczelo sie to jeszcze w ciazy. Koniecznie idz do psychologa z tym
      • minor.revisions Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 04:01
        > Zapomniałam dodać, że najgorsze jest to wieczne porównywanie: inne dzieci nie płaczą w sklepie, śpią, inne matki nie są zmęczone, kiedyś usłyszałam, że skoro jestem zmęczona po dniu z dzieckiem to nie nadaję się na matkę.

        No litości, przecież odpowiadasz palantowi że te niezmęczone matki mają wsparcie psychiczne i logistyczne ojców dzieci więc może czas by stanął na wysokości zadania zamiast pie...ć jak podłączony.
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:38
          A on na to zmienia natychmiast temat i mówi mi jaka jestem: prymitywna, wulgarna, beznadziejna, psychiczna, sfrustrowana, i że nie będzie ze mną gadał.
          Zawsze tak samo.
          • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:00
            A co mu odpowiadasz?
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:46
              Żeby do mnie w ten sposób nie mówił, że to nieprawda, że skoro taka byłam beznadziejna, to czemu się ze mną związał itd. I albo eskalacja wzajemnych pretensji albo on trzaska drzwiami w połowie mojej wypowiedzi.
              • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:51
                "i mówi mi jaka jestem: prymitywna, wulgarna, beznadziejna, psychiczna, sfrustrowana"
                A jakbyś to nagrała i pokazała rodzinie?
              • minor.revisions Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:51
                Następnym razem powiedz że to typowe dla ludzi z szalenie małym poczuciem własnej wartości że je sobie poprawiają w ten sposób (czyli wmawiając dobie i innym że inni są jeszcze gorsi). I zapytaj co właściwie chce osiągnąć takimi gadkami.
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:00
                  Próbowałam coś w tym stylu, z tym, że zabrzmiało to żałośnie, bo on doskonale zdaje sobie sprawę z niskiego poczucia mojej wartości, bo on sam ze sobą czuje się świetnie.
                  • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 16:00
                    Zacznij swoje rozmowy z nim nagrywać. Idź ponadto na konsultacje do prawnika i porozmawiaj o swojej sytuacji prawnej. Wszelkie papiery dot. finansów jakie znajdują sie w domu powinnaś skopiować i zdeponowac je w skrytce pocztowej czy bankowej. Zacznij odkładać pieniadze na swoje konto. Dzieki takim dzialaniom poczujesz sie bezpieczniej. To da Ci w koncu sile do działania i zadbania o siebie.
    • jolie Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 22:44
      Nie chcę się powtarzać, dziewczyny dobrze radzą w kwestii pracy. Jesteś dzielną mamą, nie porównuj synka do bezproblemowych dzieci, jest jaki jest, opiniami ludzi nie przejmuj się. Masz dobrego alergologa dziecięcego? Takiego, który sensownie ułoży dietę synkowi i Tobie? Dieta eliminacyjna potrafi wykończyć. Alergicy często źle śpią, często ma to związek z uczuleniem na roztocza. Trzymaj się, masz dla kogo żyć.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 03.05.17, 23:09
        Dziękuję. Mamy alergologa, ale może jeszcze się rozejrzę.
        Swoją drogą, myślałam, że jestem całkiem sama, a tu dostaję takie wsparcie, że zaraz obudzę małego smarkaniem (ze wzruszenia).
        • 1papryczka.chili Re: moja żałosna historia - długie :( 10.05.17, 15:37
          Mój syn, obecnie 11latek też jest alergikiem od prawie urodzenia. Też nie było spania w nocy i też był rozdrażniony bo swędziała go skóra. Dieta eliminacyjna to był koszmar. I tak nie wiedziałam na co on jest uczulony. Upierałabym się na zrobienie testów z krwi, nawet u tak małego dziecka. Moj miał robione jak miał 2 lata. Idziesz prywatnie i nawet bez skierowania Ci zrobią. Ja zamowiłam panel wziewny i pokarmowy plus jeszcze kilka alergenów ktore mi przyszły do głowy a nie było ich w panelu. I powiem Ci że to mogła być najlepsza rzecz jaką zrobiłam wtedy dla mojego dziecka. Okazało się że jest uczulony na banana a za ktorego prawie głowe dałabym sobie obciąć że nie. I wtedy jak już wiedziałam czego unikac to było juz tylko lepiej. Z tymi wynikami możesz isc do alergologa ale tam gdzie ja robilam to byly tak jasne i czytelne że bez problemu sama zinterpretowalam je. Teraz jest juz prawie idealnie bo jak trawy pylą to syn ma swędzace placki tylko w zgieciach lokci. A miał je kiedyś prawie wszędzie. Jeszcze zdecydowanie sytuacje polepszyl aloes pity przez kilka miesięcy.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 10.05.17, 16:09
            Gdzieś to już napisałam, że moje dziecko miało zlecone przez alergologa i wykonane testy z krwi (panel pediatryczny), potem skórne - i w obu nie wyszło nic.
      • berdebul Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:05
        Albo suchą skórą, "złym" płynem do płukania, lub za ciepłym pokojem do spania (pot podrażnia suchą skórę).
        Grey.heart uszy do góry, dla Synka smile
      • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:43
        Dieta elimnacyjna? Kto taka stosuje u 1,5roczniak a?
        • kochamruskieileniwe Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 06:29
          Hmmm.. Ja stosowałam - według zaleceń obecnej wiedzy na temat alergii i swoich własnych doświadczeń i obserwacjismile
          Wprowadzanie nowych pokarmów(oprócz mleka) odbywa się pod kątem diety eliminacyjnej. I po sprawdzeniu, które pokarmy dziecko dobrze znosi - stosuje się tylko te. Czyli właśnie dziecko jest na diecie eliminacyjnej.
          Oczywiście, piszę o dzieciach alergicznych.
          • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:55
            Ciekawe.Mam alergika i po prostu zrobiono mu testy z ktorych wyszlo co moze,a czego nie.W zadne zgadywanki nikt sie nie bawil tym bardziej,ze w ten sposob mozna dziecko ukatrupic.
            • kochamruskieileniwe Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 09:29
              Ale chyba zdajesz sobie z różnych typów alergii?
              I owszem, testy IgE wychodzą. Ale jeżeli alergia jest IgE niezależna, to musisz stosować eliminację. (taki przykład)
              • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 09:43
                Nie,sa testytongue_out
                • kura17 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:21
                  Edel, to jest male dziecko, testy czesto slabo wychodza. u naszego syna tak bylo - zaczely wychodzic sensownie ok 7 roku zycia. do tego czasu wiedzielismy na pewno o alergii na orzechy arachidowe - z efektow po zjedzeniu i tyle.
                  • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:01
                    A jakie testy mial robionr?
                    • pade Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 14:53
                      Edel, moja córka puchła w oczach po ukąszeniu przez komara. Pediatra skierował do alergologa, alergolog do szpitala (wyglądało groźnie, właściwie to było groźne, zwłaszcza gdy dotyczyło głowy). Przebadano młodą wzdłuż i wszerz. Przy wypisie usłyszałam: gdybym nie widziała pani córki na własne oczy to bym nie uwierzyła, w testach i badaniach NIC nie wyszło! powtórzyliśmy, wysłaliśmy do Krakowa i NIC nie ma.
                      Przez prawie 10 lat woziliśmy córę na izbę przyjęć kilka razy w roku, puchła tak bardzo, że musiała mieć podane leki, miałam nawet wpis do książeczki, żeby wzywać karetkę w razie czego.
                      Teraz córa często dostaje alergii kontaktowej i mogę sobie tylko zgadywać od czego, powtórzone badania nic nie wykazały.
                      Jeśli chodzi o "blokadę psychiczną" to ona jak najbardziej istnieje.
                      Dlaczego niektóre kobiety, które pogodziły się z tym, że nie będą miały własnego dziecka, po adopcji zachodzą w ciążę?
                • bubba_13 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:44
                  Edel: więcej edukacji, mniej frustracji. Czasami testy swoje a objawy swoje
                  • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:00
                    Bla bla bla wciskajcie Kit komus kto nie ma dziecka z alergia
                    • aj_riszka Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:25
                      edelstein napisała:

                      > Bla bla bla wciskajcie Kit komus kto nie ma dziecka z alergia
                      >

                      Nie do konca. Moje ma alergie, po testach z krwi (w wieku 5,5 lat) wszystko idealne, nie uczulone na nic, na co testy byly robione. Nie tak latwo 'znalezc alergen'.
                      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:33
                        Dokładnie tak. Jak ja czytam, że jakaś mama od razu wie, co uczula, bo dziecko wysypało po czymś tam, to zazdroszczę. Ja przez kilka miesięcy zapisywałam każdą rzecz, którą zjadło dziecko i którą ja zjadłam i potem próbowałam to analizować, ale nic nie wyszło ewidentnego.
                        Teraz po kilku dniach od próby mleka pojawiła się ranka w zgięciu łokcia.
                        • kochamruskieileniwe Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:42
                          Poza tym dietę eliminacyjną stosuje się niezależnie od wieku.
                          Można wykluczyć składniki szkodzące na podstawie testów (choć nie zawsze), lub na podstawie obserwacji.
                          Jeżeli znajdzie się szkodzący skłądnik - to się go wyklucza. I na tym polega dieta eliminacyjna. Na wykluczeniu "złego" pokarmu.
                          Zadna (z reguły) matka świadoma alergii na dany składnik nie poda go dziecku. Czyli stosuje dietę eliminacyjną smile
                    • kochamruskieileniwe Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:43
                      i nigdy nie stosowałąś diety eliminacyjnej?
                      dajesz dziecku wszystko, wiedząc, że jest na to uczulony?
                      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:00
                        To do mnie? Ja stosuję ścisłą dietę eliminacyjną ponad 8 miesięcy, od kiedy alergolog zdiagnozował uporczywe "odparzenia" jako alergię. Ale i tak czasem coś się na skórze pojawi, stąd moje notatki i próby dojścia od czego to.
                        • kochamruskieileniwe Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:37
                          nie - nie do Ciebie. Do Edelstein.
                          Chyba zgubiłam się w drzewku...
                      • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 15:00
                        Nigdy nie stosowalam diety eliminacyjnej,dieta eliminacyjna to nie to samo co dieta alergika.
                    • ladyjane Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:02
                      Edel, bo wy to macie alergię na wiedzę i normalność...i pewnie na rozum. Te testy wyszły TWOJEMU alegikowi?

                      Pewnie dlatego uważasz, że wszyscy muszą mieć alergię na to samo?
                      • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 14:58
                        Widze,ze czytanie ze zrozumieniem cie przerasta.Gdzie ja pisalam,ze ktos ma byc na to samo uczulony co moje dziecko.Cytat albo spadowa
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:37
              Nikt się nie bawi w zgadywanki, dziecko miało testy z krwi i testy skórne, z których nie wyszło nic, bo czasem alergia w testach nie wychodzi a jest.
              • ladyjane Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:07
                Testy skórne mają szansę wyjść, gdy dziecko skończy chyba 5 lat. Wcześniej nie ma po co próbować.
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:42
          Ja stosuję ściśle wg zaleceń alergologa. Mieliśmy teraz wprowadzać mleko, lecz znowu wystąpiły zmiany skórne.
          Ja widzę twoją złą wolę, ale naprawdę, mam odpowiedź na wszystkie twoje argumenty.
          Jeśli chcesz udowodnić, jaka jestem beznadziejna, to nie musisz się starać, mój mąż robi to na co dzień.
          • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:55
            Zmien alergologa,bo kiepski.
    • 1234wxyz Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:04
      A tak konkretnie o co chodzi wlasciwie? Facet traktuje cie gorzej niz bys sobie zyczyla, rozstaliscie sie chociaz mieszkacie razem- no ok, bywa. Jestes dobra w swoim fachu wiec naturalna koleja rzeczy byloby znalezienie pracy i rozwod zamiast bycia na utrzymaniu bylego. Byc moze czegos w tej zawilej historii nie lapie ale: o co chodzi i w czym problem?
      • bergamotka77 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 00:15
        Chodzi o to ze Grey chciałaby aby jej się z ojcem dziecka układało a się nie układa.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 09:28
        Chodzi o to, że człowiek mówi, że kocha a 2 dni później zostawia żonę w ciąży pod jakimś mętnym tekstem, że teraz chcę się realizować. I zamiast jakoś to wziąć na siebie, zwala całą winę na żonę. Regularnie upokarza, deprecjonuje. Ale nikt o tym "nie wie". Jej rodzice wiedzą, ale łudzą się, że będzie dobrze i nie chcą zaogniać. Jego rodzice chyba też to widzą. Mieszkamy razem, bo małe i wymagające dziecko to nie jest dobry moment na nagłe wyprowadzki. Poza tym on często wyjeżdża, więc i tak ma mało kontaktu z dzieckiem.
        Ja jestem zmęczona, a jego rodzice są fajnymi dziadkami, więc im nie mówię, bo mi często pomagają, a oni uważają swojego syna za ósmy cud świata. Mam obawy, że mi nie uwierzą. Ale mnie to wszystko dławi.
        Fach jest bardzo specyficzny, 90% pracuje na uczelniach, uwierz mi, nie ma dla mnie pracy. Po 30tce i latach pracy na czarno (puste cv?) muszę nagle zmienić wszystko.
        • morekac Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 09:37
          >latach pracy na czarno (puste cv?) muszę nagle zmienić wszystko

          Przez te wszystkie lata nie miałaś nawet umowy typu śmieciówka za swoją robotę? Pisz po prostu, że byłaś osobą współpracującą w firmie męża i pisz, co robiłaś. A mężu powiedz, by raczył to ewentualnie potwierdzić, gdyż w przypadku dużych kłopotów z pracą będzie musiał ci jeszcze alimenty płacić, nie tylko na dziecko.
          • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:30
            Na Twoim miejscu napisałabym do jakiejś fundacji kobiecej (mają darmową pomoc prawną dla kobiet ofiar przemocy) i dowiedziała się czy miałabyś szanse w sadzie pracy gdybyś podała tam męża o uznanie stosunku pracy przez ostatnie lata i oplacenie zaległych składek ZUS. Nie wiem czy to możliwe, ale warto się dowiedzieć czy jest choć cień takiej szansy.
          • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:22
            Pisz normalnie, że pracowałaś w firmie męża i co robiłaś. Nikt nie wymaga starych umów, niektórzy pracodawcy proszą najwyżej o świadectwa pracy, ale normalne, że wiele osób pracuje teraz na umowach śmieciowych i takich nie ma.
        • kura17 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:24
          > Regularnie upokarza, deprecjonuje. Ale nikt o tym "nie wie". Jej rodzice wiedzą,
          > ale łudzą się, że będzie dobrze i nie chcą zaogniać. Jego rodzice chyba też to
          > widzą.

          to zacznij o tym na spokojnie mowic!
          w formie "sprawozdania" - mamo, dzis znowu byla awantura, x mnie strasznie deprecjonuje, boje sie, jak to wplynie na dziecko ...
          bez nerwow.
          jego rodzicom mozesz dokladnie tak powiedziec - ze ich syn sie awanturuje przy wnuku i boisz sie, co z tego wyniknie (ale bez nerwow! na sucho i bez zacietrzewienia, ze zmartwieniem w glosie).
          innym bliskom osobom tez czasem opowiadaj - musi runac jego wizerunek pol-boga!
        • 1234wxyz Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:00
          Ale o czym Ty mowisz, jaka zona w ciazy, kiedy to bylo. Pracy nie ma w zawodzie to idz do innej. Jeczysz za tym chlopem jakby byl cudem swiata zamiast wziac sie za siebie i poukladac sobie zycie od nowa bez tego dziwaka.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:05
            Za nim nie "jęczę"! Jeśli już to za swoim stanem psychicznym, który utrudnia mi owo "poukładanie" i za zakłamaną sytuacją, w jakiej się znalazłam.
            I to nie było - to trwa nieprzerwanie od niemal 2 lat.
        • daszutka Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:31
          On się nie zmieni bo Ty tak chcesz. Tylko Ty się możesz zmienić. Zmiana w Tobie to realna zmiana tej całej sytuacji, która ma szansę.
    • atnajelo Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 04:04
      Jestem aktualnie w podobnej sytuacji i podobnym kryzysie emocjonalnym.
      Z tym, ze ojciec mojego dziecka w końcu oznajmił mi, ze mam wyprowadzić sie z jego mieszkania i coś wynająć. Całe życie wywrócone do góry nogami. Przez osiem lat wspierałam, kochałam i byłam. Bylam ślepa bo przez osiem lat to ja walczyłam i ten związek i przezwyczailam byłego, ze jest panem sytuacji. Nawet teraz jak chce coś od niego uzyskać to uważa, ze robię mu na złość za to, ze nie jesteśmy razem. I mam sobie uświadomić, ze już nie będziemy. Kawał gnoja. Współczuje Ci i przytyłam. Gdyby partner kochał to nie traktował by Cię tak przedmiotowo. Nie wiem czy wychowywanie dziecka w takie atmosferze jest zdrowe, bo skoro dla Ciebie nie jest to dla dziecka tymbardziej, ale rozumiem strach przed nieznanym i to przekonanie, ze ktoś kto kiedyś Cię kochał nie moze teraz Cię tak traktować, o nie! Przecież to była taka miłość. Trzymam kciuki żebyś sie uwolniła, bo sama jestem w trakcie odcinania toksyny. Pozdrawiam
      • triss_merigold6 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 04:49
        Yyy... gdyby ją kochał to by jej nie zostawił i nie opowiadał o rozwodzie.
        • atnajelo Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 07:20
          Tak, to wiedza osoby które trzeźwo patrzą na życie. Ale takie osoby jak ja czy obraz grey, który wyłania sie z jej opisu inaczej na to patrzą. Nie dopuszczamy do siebie myśli o końcu takiego toksycznego związku, będziemy cierpieć w imię miłości, naprawiać coś co jest tylko na naszej głowie. Facet ewidentnie jej nie kocha, ale cieżko to przyjąć do siebie. Rozumiem ja bo tez zaprzeczalam czemuś długi czas, a teraz mimo iż wiem, ze mój były jest złym człowiekiem, który czerpie satysfakcję z niemocy innych ludzi, nadal go żałuje. Grey robi dokładnie to samo, jeżeli jej facet chce z nią być to poprostu jest obok, a jeżeli nie to podejmuje kroki zeby to zmienić. Natomiast obydwoje tkwią w jakimś chorym układzie, gdzie ona żyje nadzieja dla nich bo jeszcze ich nie wyrzucił, a on sie zachowuje jak psychopata i czerpie swoją życiowa energię z jej niemocy. Na koniec będzie tak, ze zabierze jej dziecko bo wmówi, ze nie daje sobie rady i wszystko. Przykre, ale prawdziwe.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:10
            Dziękuję za zrozumienie. Ja też kiedyś patrząc na nieszczęśliwe kobiety pytałam, czemu po prostu nie odejdą.
            A teraz sama czuję się bezradna. Przez lata obniżał poczucie mojej wartości, jakoś tak niezauważalnie i teraz jest ono rzeczywiście na kiepskim poziomie. Płacę w sklepie za zakupy i mam wrażenie, że nawet kasjerka widzi, jaka jestem beznadziejna.
            A jednak milczę, w oczach większości otoczenia jesteśmy normalną rodziną, i boję się, że jeśli ja odejdę to odbiorę coś dziecku (poukładany świat, dom) i to ja będę już zawsze winna.
            Natomiast jeśli chodzi o traktowanie mnie przez męża, to zgadzam się w pełni z większością porad, że moja finansowa niezależność zwiększy jego szacunek. Nie wiem, jak mogłam być tak głupia, żeby tak się uzależnić.
            • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 16:28
              Poukladana rodzina i dom to kochający sie rodzice i kochane dziecko. U Was pierwsza czesc nie istnieje a dziecko kochasz głównie Ty bo ojciec nie ma dla niego czasu, zbyt jest zajęty sobą i swoja kariera i zarabianiem pieniędzy. Nie widzisz ze poukladana rodzina i domem nazywasz cos co tym nie jest? I ten kostropaty dom boisz sie mu odebrać?
    • srubokretka Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 04:45
      Przestan karmic piersia. Uspokoja ci sie hormony i po kilku, moze nastu miesiacach wszystko sobie logicznie ulozysz. Z podsycana wciaz burza hormonalna dazysz do rozwodu. Nie znam kobiety, ktora w okresie od ciazy do kilku lat po nie chciala sie rozwiesc z mezem itp.
      Kto wie moze i synowi mina alergie. hmmm nawet nie moze, ale napewno.
      • panterarei Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:21
        No brawo. Nobla powinnaś dostać za wynalezienie środka na całe zło, łącznie z przemocowymi zachowaniami partnera, depresja poporodowa i alergią. Zaprzestanie kp i jednorozce zaczną rzygac tęczą..wink
      • eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:18
        "Nie znam kobiety, ktora w okresie od ciazy do kilku lat po nie chciala sie rozwiesc z mezem itp. "

        Jak dobrze czasami poczytać ematkę. Dzięki za te słowasmile.
    • evee1 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 05:01
      No, to pan zrobil kariere i ustawil sie w zyciu Twoim kosztem. Tylko prosze napisz, ze chociaz jestescie wspolwlascicielami majatku, na ktory oboje pracowaliscie przez te 10 lat, a nie ze wszystko jest na niego. D ucieka od rozmowy, bo musialby przyznac, ze w waszym zwiazku nie ma rownowagi i cos by z tym trzeba bylo zrobic, a dla niego przeciez lepsze jest status quo.
      Kochanka, nie kochanka, ja bym przede wszystkim stanela finansowo sama na nogi, czyli poszla do pracy niezaleznej od pana. Na tej podstawie zbudowala sobie poczucie wlasnej wartosci, bo z tego watku wynika, ze ono lezy i kwiczy, mimo ze wiesz, ze jestes nieglupia i potrafilabys sobie poradzic w zyciu.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:13
        Jakbyś to wszystko widziała. No niestety majątek jest jego, bo ja pracowałam na początku jak inni u niego za najniższą stawkę. Od czasu ślubu (dziś 4 lata) jest wspólne, ale mieszkanie nabył wcześniej.
        • pade Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 15:28
          Nieźle się urządził.
          A Ty już wcześniej musiałaś mieć skopane poczucie własnej wartości, inaczej nie pracowałabyś na niego.
          Wiem, że teraz nie masz na to siły, ale jak się trochę wzmocnisz, powiedz panu, że jak się nie zacznie cywilizowanie zachowywać i spędzać z dzieckiem więcej czasu wystąpisz o alimenty również na siebie.
          Twój mąż ma wobec Ciebie i dziecka obowiązki. Nie robi Ci łaski.
          www.infor.pl/prawo/malzenstwo/prawa-i-obowiazki-malzonkow/686225,Podstawowe-obowiazki-malzenskie.html
          W wolnej chwili spisz sobie wszystko czego nie robi Twój mąż (obowiązki, wsparcie, pomoc) i co robi (przemoc psychiczna, praca w jego firmie bez umowy), wszystko w punktach, z przykładami i na to co się da zbieraj dowody, nagrania, zdjęcia ect.
          Zabezpiecz się bo jest bardzo prawdopodobne, że wyjdziesz z mieszkania "męża" goła i wesoła po rozwodzie. Mam nadzieję, że wystąpisz o orzeczenie jego winy.
    • saszanasza Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 07:53
      Padalec jeden, najwyraźniej leczy swoje kompleksy ubliżajac tobie. Być może zdaje sobie sprawę, że bez ciebie jest nikim. Teraz ma wrażenie, że jest panem sytuacji, jak zacznie mu się wszystko sypać i będzie potrzebował wsparcia to ciebie pierwszą będzie przepraszał i błagał o pomic. Niech spada na drzewo....
      A ty....nie przesadzaj, wykształcenie masz, doświadczenie również, jesteś inteligentna i wcale nie glupia, jedynie trochę naiwna, ale to zupełnie nie przeszkadza by uwolnić się od tego pana i rozpoczęcia życia od nowa.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:16
        Dzięki. Nie mogę znaleźć przyczyny, czemu tak robi. Przed dzieckiem sytuacja była inna, czułam się pewnie w tym związku, a teraz on napawa się kontrolą sytuacji.
        • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 16:39
          Robi tak, bo jest to norma psychiczna dla psychopatow. Dzieki wysysaniu zycia i energii z Ciebie, kontrolowaniu Ciebie on czuje sie lepiej psychicznie i leczy swoje wrodzone paranoje. Relacje z ludźmi sa dla niego istotne jedynie w celu budowania wizerunku na zewnątrz i w celu uzyskania dzieki nim jakichś wymiernych korzyści, najczęściej finansowych. Czesc psychopatow to nieudacznicy uwieszeni fin. na swojej ofierze sa inni to osoby dazace do celów fin. po trupach przy wykorzystaniu do tych celów innych osób, bezpośrednio czy pośrednio. I jeden i drugi typ to psychopaci. Często rodzice psychopatow to albobosoby kompletnie dzieckiem nie zainteresowane albo wiszące na dziecku emocj. i fin. od lat albo zimna matka i ojciec faworyzujacy syna, skaczący kolo niego i spelniajacy wszystkie jego zachcianki nawet w doroslosci, możliwości moze być wiele. Napisz nam jaka jest jego rodzina pochodzenia i jakie on ma z nimi relacje?
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 21:51
            Rodzina wykształcona, mają się ogólnie za lepszych od innych, nie utrzymują kontaktów z rodzeństwem. Matka zimna, ojciec ok, ale załatwia mu wszystko na każde skinienie. Jest jeszcze siostra, od kiedy ją znam (10 lat) sama. On ma z nimi relacje dobre, ja nie mogłam nigdy na nikogo z nich nic powiedzieć, nawet kiedy np. jego siostra zepsuła mi laptop i oddała bez słowa, bo słyszałam, że taka jestem beznadziejna to się innych czepiam i że to ze mną jest coś nie tak. Np. gdy on ma do zaszycia dziurę w spodniach, albo samochód do umycia to szedł z tym do rodziców.
            • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 22:49
              Typowy syn psychopata, potomek narcystycznych rodziców, uzależniony od rodzicow emocj. To dlatego nie pozwolił Ci na nich złego słowa (prawdy) powiedziec. To jest bardzo hermetyczna rodzinka, uważaj na nich wszystkich, nie badz naiwna. Trzy razy sie ich zachowaniom przyjrzyj, zanim powiesz ze jego rodzice to fajni ludzie sa... Z fajnych ludzi nie rodzą sie psychopaci, fajni ludzie nie uzależniają od siebie dzieci. To ze ojciec jest na każde jego skinienie to tez jest robione po to, aby synem manipulować. Uważaj na nich, szczególnie pod katem dziecka. Tacy ludzie sa zdolni do wszystkiego. To ich przeświadczenie o wyższości nad innymi to namacalny dowód na ich mentalna dewiacje. Nie utrzymują kontaktów z rodzeństwem, psychopaci utrzymują uzależniająca wiez jedynie w ramach najbliższej rodziny czyli rodzice dzieci. Reszta rodziny jest niewazna. Przeczytaj id dechy do dechy bloga moje dwie glowy. I zacznij sobie przygotowywać drogę do ewakuacji z tego pseudo małżeństwa. Zbieraj wszelkie dowody na jego postepowanie, gdy się tylko da nagrywaj jego zachowania. Jesteś naprawde w trudnej sytuacji i aby się chronic musisz sie zmobilizować. On nie ma dla Ciebie cienia empatii, wiec na jego wyrozumiałość nie licz. Liczyć sie możesz za to na pewno z jego bezwglednoscia. To masz jak w banku, bo ten zaburzony typ tak po prostu ma.
              • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 23:04
                Gdy tylko zrobisz ruch przeciwko niemu możesz być pewna ze odwróci sie od Ciebie cala jego rodzina. Będą Cie szkalować, oczerniać, klamac w żywe oczy. Zanim zrobisz jakies konkretne ruchy idz na terapie i sie wzmocnij. Przeczytaj książkę" Kobiety które kochają za bardzo". Twoja rodzina z tego co piszesz tez może być narcystyczna ( ale nie psychopatyczna), nie masz za bardzo wsparcia w rodzicach, nie potrafią Ci emocjonalnie pomoc. Z takiej rodziny mogłaś wyjść z glodem uczuć i miłości, bez umiejętności dbania o siebie i swoje interesy. Czy kiedykolwiek ktores z rodziców zwrocilo Ci uwagę na to, ze postępujesz nieroztropnie składając swoje dobro w ręce meza i ze takie pelne uzależnienie od niego moze być niebezpieczne? Rodzice chyba znali Twoja osobista sytuacje, czy kiedykolwiek w jakikolwiek sposób Cie ostrzegli lub prosili żebyś w tej relacji o siebie i swoje interesy ivsprawy zadbala? I zastanów się, dlaczego wchodząc w ten związek uwazalas naiwnie zecwszystko jest wspólne i od poczatku nie zadbalas o swoja niezależność, prace i finanse. Narcystyczni rodzice wychowują bardzo naiwne dzieci, jest im to bardzo na rękę, takimi osobami naiwnymi i niedojrzalymi łatwiej sie manipuluje.
    • kura17 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:05
      Grey, przede wszystkim - zacznij z ludzmi rozmawiac - z bliskimi, rodzina, SPOKOJNIE mowiac (po awanturach, nie w czasie), ze jest zle miedzy Wami, ze on Cie zle traktuje. nie za wiele, bez zbytnich detalow (chyba, ze to wazne), ale informuj otoczenie, ze to kawal zlamasa. bo potem beda pytania "jak to??? nigdy nie mowiala, ze bylo tak zle???"

      napisalas, ze jest czarujacy i pewnie bysmy go polubily - MOZE, ale tym wazniejsze jest, zebys mowila bliskim, jaki jest naprawde (na spokojnie!). wtedy ludzie zaczna mu sie przygladac blizej, a taki czarujacy socjopata tez popelnia bledy - posypie sie jego wizerunek, zobaczysz. daj ludziom szanse wink moja siostra miala takiego meza - czarusia pelnego jadu... mnie i mamy akurat nie oszukal, ale wielu - tak. i ona tez "byla cicho" dla dobra malzenstwa, na szczescie do czasu. i na szczescie on mial klopoty z trzymaniem szarmanckiego wizerunku ... juz od dawna byly maz!

      3maj sie, Kochana. to bardzo ciezki czas, Dziewczyny duzo napisaly, ja tylko to co powyzej chcialam dodac.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:19
        Dziękuję. Najtrudniej z tym spokojnie, bo taka się zrobiłam, że byle drobiazg i zalewam się łzami. Boję się, że zostanę uznana za histeryczkę, bo on naprawdę jest miły dla każdego, poza mną.
        • raczek47 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:55
          Gdy opowiadałam znajomym i rodzinie,co nam zrobił mój mąż (możesz odgrzebać moje wątki,jak Ci się będzie nudzić)też nikt mi początkowo nie wierzył.
          Socjopata w białych rękawiczkach. Co słyszałam? np. "niemożliwe! A on tak porządnie wygląda"
          Musisz zacząć opowiadać o swoim bólu i upokorzeniu.Ja poszłam na terapię (darmową,w stowarzyszeniu,bo nie było mnie stać) żeby przełamać wstyd przed mówieniem, jak bard
          zo nas skrzywdził. I forum bardzo mi pomogło.
          Pewnie żonie radnego Piaseckiego też nikt początkowo nie chciał wierzyć.
          Musisz dziewczyno się przełamać. W czym mu ustępujesz?W czym jesteś gorsza od niego?
          Masz dobre wykształcenie,jesteś elokwentna,jesteś super odpowiedzialną i czułą mamą...jesteś wielka😊😊
          A on?umie tylko ładnie wyglądać, stwarzać pozory a nie potrafi wziąć prostej odpowiedzialności za rodzinę,której sam chciał.
          Stwierdził,że te klocki nie są dla niego,tak?
          Bez kręgosłupa moralnego,zwykły szczur.
          Szczura można się bać,o tak. Ale jak najszybciej trzeba się go pozbyć z widoku.
          Trzymam kciuki za Ciebie. Wierzę że się ogarniesz.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:18
            "Stwierdził,że te klocki nie są dla niego,tak?"
            Dokładnie tak, tak sądzę.
            Zanim zaszłam w ciążę miałam poczucie bezpieczeństwa, mimo, że różnie między nami bywało (wspólna praca szkodzi).
            Może zresztą coś mi intuicja podpowiadała, bo bardzo długo się upewniałam, czy on na pewno chce dziecka, chciałam, żeby było planowane i chciane przez obojga. Nie naciskałam, bo sama nie czułam żadnej presji. Dopiero kiedy powiedział, że chce...
            No i taka ironia losu, upewniałam się parę lat a i tak zostanę samotną mamą...uncertain
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:46
              A jeszcze a propos żony Piaseckiego - D nie znosi pisu i przyleciał do mnie z pytaniem, czy słyszałam to nagranie. Już na końcu języka miałam, że może słownictwo jeszcze nie takie, ale jest jakieś małe podobieństwo... Ale zobaczył chyba moją minę i uciął temat.
        • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 16:47
          Dlatego bardzo ważne jest abyś wszystkim swoim znajomym wyraźnie opowiadala ze szczegółami jaki on jest naprawde. Musisz ten jego sztuczny wizerunek odkryć przed ludźmi, inaczej Ci nie uwierzą. I uwazaj z histeria, bo zdarzaly sie przypadki ze mąż psychopata brak aktywny udzial w ramach " troski" o żonę w umieszczeniu jej w szpitalu psychiatrycznym i doprowadzeniu do wylacznej opieki na dzieckiem.
          • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 16:50
            Dlatego tak bardzo ważne jest żebyś z tego toksycznego związku jak najszybciej uciekla, zanim facet Cie wyniszczy emocjonalnie. Juz jesteś bez sila, a co z Ciebie zostanie za rok? Będziesz emocj. wrakiem człowieka. Naprawde chcesz sie w takim stanie znalezc?
            • jan.kran Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 19:51
              Długo zastanawiałam się czy skomentować Twoją sytuację , sporo mądrych rzeczy zostało napisane ale im dłużej czytam Twój wypowiedzi odczuwam potrzebę podzielenia się moim doświadczeniem.Wszystkiego nie napiszę bo to są całe lata , jak mas pytania , pytaj.
              Wyszłam za mąż z miłości , wspierałam exa na poczatku emigracji , on się przygotowywał do nostryfikacji dyplomu a ja pracowałam jako pokojówka półtora roku.Mialam studia , pochodziłem z zamożnego domu i nie musiałam palcem w domu kiwnąć ale zacinęłam wargi i zasuwałem ciężko utrzymując nas oboje. Miał szansę na pracę w Paryżu , ja miałam tam znajomych , znałam język ale zgodnie z jego marzeniami wyjechaliśmy do Bawarii.On pracował , najpierw jedno dziecko, za 3,5 roku drugie. na poczatku było ok , niemiecki znałam słabo , wylądowaliśmy na bawarskiej wsi.Nie miałam pojęcia o gotowaniu , prowadzeniu domu.Z luźnego , hippisowskiego życia w Paryżu wylądowałam w konserwatywnej Bawarii.
              Dzieci przyszłym ,reszta potemsmile
              • jan.kran Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 23:12
                Pierwszy kryzys pojawił się kiedy syn miał rok a córka 4,5 .Potem było około dwunastu lat bujania się .Z tym że z roku na rok było gorzej.Jego rodzice przyłożyli się do rozpadu małżeństwa a przede wszystkim do tego że fatalnie wychowali syna , na nich nie mogłam liczyć, wręcz przeciwnie.
                Moja Mama widziała powoli co się dzieje.Nie mam do Niej pretensji , bała się że sobie nie dam rady sama z dwojgiem dzieci i nawet kiedy było bardzo źle tłumaczyła mi że dzieci powinny mieć ojca .A poza tym on nie bije , nie pije , nie zdradza , kasę przynosi , miód malina.To że lata całe byłam ofiarą przemocy psychicznej , że pod koniec związku zaczęłam pić po kryjomu co on widzial ale nie reagował , to że doprowadził mnei do takiego stanu że zaatakowałam go nożem przy dzieciach to drobiazgi ( o tym ostatnim Mama sie nigdy nie dowiedziała ). On nigdy na mnie ręki nie podniósł , nawet głosu, tylko wbijał mi słowa w serce i się ironicznie uśmiechał.Slady fizyczne widać, rany psychiczne są niewidoczne ale goja się latami.
                Wystawiłam mu walizki 15 lat temu do całowitej równowagi w stosunku do niego , tak że mogłam znim normalnie rozmawiać wrocilam jakieś trzy lata temu.Lata po rozstaniu ponosiłam traumę i konsekwencje tego związku.
                I nigdy nie żałowałam mojego kroku choć miałam momentami tak ciężko że myślałam że nie dam rady.
                A wiesz czemu nie żałowałam ? Z wielu powodów ale najważniejszym była jedna scena , kilka tygodni po jego wyprowadzce.Usłyszalam jak moje dzieci , wtedy 12 i 16 lat głośno , radośnie się śmieją, na luzie , swobodnie.I uświadomiłam sobie że od kilku lat nie widziałam ich tak wolnych i szczęśliwych.W całej tej walce z exem zagubilam moje dzieci.
                To tyle na temat jak dzieci potrzebują oboje rodziców w toksycznym związku.
                Moje dzieci , zwłaszcza córka , miały doły i góry w kontaktach z ojcem.Teraz kiedy córka jest dorosła, skończyła studia i można sie nią pochwalić maja stosunki nienajgorsze .On pewnie uważa że świetne , moja córka ma do niego żal i słuszny Ale się dogadują i nie pokazuje tego.Syn go akceptuje i się rozumieją.Do tego wszystkiego dochodzi komplikacja że syn i ex są autystami, jeden z diagnozą , drugi nie.Może gdybym wiedziała w czasie małżeństwa że ex ma ZA troche inaczej by wszystko wyglądało , nie wiem na ile inaczej .
                • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 10:38
                  Nie kwestionuję tego, co piszesz, ale trochę mnie to dziwi. Do tej pory myślałam, że osoba z ZA chociaż rzeczywiście ma problemy z empatią i może być trudna we współżyciu ze względu na sztywność zachowań, to nie jest zdolna do wyrachowanej przemocy psychicznej albo do tego, żeby inaczej się zachowywać w pracy i wśród znajomych a inaczej w domu.
                  • jan.kran Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 19:32
                    aguar napisała:

                    > Nie kwestionuję tego, co piszesz, ale trochę mnie to dziwi. Do tej pory myślała
                    > m, że osoba z ZA chociaż rzeczywiście ma problemy z empatią i może być trudna w
                    > e współżyciu ze względu na sztywność zachowań, to nie jest zdolna do wyrachowan
                    > ej przemocy psychicznej albo do tego, żeby inaczej się zachowywać w pracy i wśr
                    > ód znajomych a inaczej w domu.


                    ------------> Na zaburzenie autystyczne exa nałożył się jego charakter i koszmarne dzieciństwo z psychopatyczną matką.Ex jest w zasadzie na moje oko muśnięty autyzmem w porównaniu do syna. Ale syn miał w miarę normalne dzieciństwo , fajna siostrę i matkę z grubsza zrównoważoną.Plus pomoc w szkole średniej ,dostosowanie programu do jego potrzeb a poza tym ma dobry charakter po mnie smile
                    Ja nie wiem czy to wyrachowanie , na pewno tak patrząc z perspektywy.
                    Zachowywał się w pracy i do znajomych w dużej części podobnie jak w domu , minus agresja i prowokowanie mnie. W pracy był niekiedy lubiany ale niezdolny do pracy w zespole i bardzo konfliktowy. Podobnie do znajomych , prawie ich nie miał a moi znajomi i rodzina przymykali długo oko na jego wyskoki.Był inteligentny , dowcipny , bywał błyskotliwy. Ciekawy człowiek.Ale czasem wychodziły z niego demony głównym ich powodem było wychowanie.
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 11:25
                  Właśnie o to chodzi, moja rodzina nie rozumie o co chodzi: nie pije, nie bije, nie zdradza, nawet nie awanturuje się specjalnie, raczej doprowadza mnie do tego, że ja krzyczę. Tylko pogarda, uciszanie, wychodzenie w trakcie moich wypowiedzi, ogólnie lekceważenie, wypominanie, wyzywanie, i - nie wiem czy nie najgorsze - przekręcanie moich intencji i wypowiedzi, czasem wręcz kłamstwa (np. kiedy staraliśmy się o dziecko wpadł na pomysł, żeby wyjechać do Niemiec, a ja na to że nie teraz, kiedy będę w ciąży - nie znamy nikogo, języka, a ja bałam się tej ciąży, to potem jednym z powodów jego "odejścia" było to, że powiedziałam rzekomo, że nigdy z nim nie wyjadę, że hamuję jego karierę)...
                  A w środku czuję się jak wrak. Moja rodzina widzi, że płaczę, to mi współczują i każą nie przejmować się, tylko pokazywać, że nic mi to nie robi, żeby nie miał satysfakcji.
                  Trudno mi przekazać swoje myśli precyzyjnie, ale chodzi mi o to, że jestem przekonana, że nikt mi nie uwierzy. Dlatego, że patrząc z boku to ja jestem teraz jakaś płaczliwa i niestabilna. Myślę, że wszyscy uznają, że to ja jestem wariatką i histeryczką, bo to taki super facet, że będą to kiedyś wkładać do głowy mojemu dziecku... I zostanę z tym zupełnie sama. Bo próbowałam to kiedyś powiedzieć na głos, opowiadałam mamie jak na ważnej dla mnie konferencji, mnóstwo ludzi, opowiadałam coś z przejęciem, a on mnie jakoś tak nieprzyjemnie uciszył, że ja urwałam, przy stole zapadła cisza, ktoś mnie wziął w obronę "no coś ty, D...". Mama nie skomentowała ani słowem, a ja sama poczułam, że kiedy to mówię na głos, to brzmi błaho i głupio... może po prostu przesadzam...
                  • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 11:27
                    Przed sądem to też on będzie wiarygodny, pracownik naukowy, z dobrego wykształconego domu, kulturalny i szarmancki...
                  • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 21:06
                    Dlatego ważne jest abyś sie doksztalcila np. z bloga mojedwieglowy i nauczyla sie rozpoznawać jakiego rodzaju manipulacje on na Tobie stosuje. Gdy sama zrozumiesz czemu podlegasz wówczas łatwiej Ci to będzie wytłumaczyć psychologowi czy rodzinie. Skup sie na psychologu. To powinna byc osoba znajaca sie na przemocy. Tutaj kluczem jest wiedza. Przyjrzyj sie temu czemu bylas i jesteś poddawana pod katem sposobów manipulacji jakie na tym blogu sa opisane, moze sama dostrzeżesz które stosuje na Tobie.
                  • eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 23:08
                    Nie szukaj pomocy i zrozumienia u matki. Wiem, że teraz ciężko w to uwierzyć, ale najprawdopodobniej to ona z ojcem jest całym źródłem Twoich problemów. Dobra terapia pozwoli Ci dostrzec takie rzeczy, potem coraz bardziej samodzielnie będziesz wyciągać różne wnioski. Oni widzą jaka nieszczęśliwa jesteś, mówisz im, że on Cię źle traktuje a oni mówią Ci, że masz się nie przejmować, żeby mu czegoś tam nie pokazać?!?! OJP, włos się jeży... Nie szukaj u nich wsparcia, bo otrzymujesz tylko antywsparcie.
                  • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 23:26
                    To i tak nie jest źle, przynajmniej ci współczują i ktoś cię wziął w obronę.
                    To już jakiś "kapitał" dla ciebie.
                    Może dlatego trafiłaś na przemocowca, ale przynajmniej fizycznie cię nie tknął.

                    • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 10.05.17, 11:00
                      Współczują, ale w obronę nikt mnie nie wziął, widują się często z nim, ale nikt mu nigdy słowem nie powiedział, żeby się opamiętał czy coś. Moja rodzina chyba liczy, że może się wszystko ułoży i takie wtrącanie się może tylko pogorszyć sprawę. Jest w tym jakaś słuszność, ale mi jest jakoś przykro a D to chyba tylko umacnia w przekonaniu, że wszystko mu wolno, bo i tak nikt mnie nie weźmie w obronę.
                      A jeśli chodzi o moją mamę... to jest naprawdę fajna kobieta, ale kiedy widzę, jak zrywa się z krzesła, kiedy jej 40-letni syn wchodzi do kuchni i nie ma dla niego miejsca... (mój brat też ma problemy, łatwo wpada w złość, i krzyczy wtedy na wszystkich itd.). Nikt się może nie pochylał specjalnie nad moimi emocjami w tej rodzinie, ale też większość rodzin jakie znam tak wyglądało, niektóre gorzej (alkohol)... Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę musiała przechodzić terapię po swoim dzieciństwie, a teraz trochę otwieram oczy...
                      • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 10.05.17, 12:13
                        Zrywa się z miejsca tylko dla syna, czy dla wszystkich?
                        Jeśli specjalnie dla syna, to rzeczywiście nie za ciekawie
    • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:09
      Nie podobają mi się rady dziewczyn, że powinnaś odstawić. Jedna rzecz Ci się w 100 procentach świetnie udała - karmienie naturalne, a naprawdę wielu kobietom to nie wychodzi. Dajesz swojemu dziecku to co najlepsze, zaspokajasz jego potrzeby emocjonalne teraz, dbasz o jego zdrowie w przyszłości. To jest Twój silny punkt, coś dzięki czemu możesz się dowartościować. Nie rezygnuj z tego. W przypadku starszego dziecka da się pogodzić pracę z karmieniem. Poczytaj tutaj forum.gazeta.pl/forum/f,21000,Karmienie_piersia_powyzej_roku.html A tu na wesoło www.youtube.com/watch?v=Lh352rqnZBE
      • morekac Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:21
        >Jedna rzecz Ci się w 100 procentach świetnie udała - karmienie naturalne,

        Z pewnością niejedna rzecz jej w życiu wyszła, niemniej dziewczyna wydaje się być po prostu wyczerpana nocnym karmieniem również.
        • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:34
          Zgadzam się, że nie tylko ta jedna rzecz jej się udała! Przepraszam. Ale autorka ma masę problemów, a uważam, że to karmienie jest właśnie w tym wszystkim czymś dobrym, prawidłowym, z resztą z własnych doświadczeń - ułatwiającym życie, więc bez sensu jest zwalanie na nie winę albo oczekiwanie, że rezygnacja z niego rozwiąże problemy. Dziecko może się i tak budzić w nocy (bo to taki wiek, że część jeszcze się budzi), a uspokojenie go nie będzie już takie proste.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:22
            Masz wiele racji, karmię trochę z wygody, bo zasypia. Nie miałabym teraz tyle siły psychicznej ani fizycznej, żeby go lulać i uspokajać nocami, wolę przystawić.
          • kruche_ciacho Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:29
            nie czas teraz na promowanie KP
            "Dajesz swojemu dziecku to co najlepsze, zaspokajasz jego potrzeby emocjonalne teraz, dbasz o jego zdrowie w przyszłości." taaaaaa.... a te co karmia MM to matki wyrodne
            • panterarei Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 11:56
              To konkretne dziecko nie może mm.
              • lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:22
                To konkretne dziecko ma już 1,5 roku i może jeść inne produkty niż mleko.
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:31
                  Toteż je wszystko to co tylko dozwolone. Ale tak zupełnie bez żadnego mleka... jakoś martwię się o jego kości, zęby...
                  • kochamruskieileniwe Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:36
                    nie martw się.
                    Moj niedługo skończy 7 lat i dopiero od jakiegoś miesiąca wprowadzane ma produkty zawierające białko krowie.
                    Było trudno,odsapnęłam gdy zaczął tolerować mleka roślinne. Właśnie jakoś tak w tym wieku (1,5). Potem w okolicy 2,5 - nabiał kozi i owczy.
                    Zęby i kości ok smile
                    Jest mnóstwo produktów zawierających wapń. Nie tylko mleko krowie .
            • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:32
              nie czas teraz na promowanie KP
              "Dajesz swojemu dziecku to co najlepsze, zaspokajasz jego potrzeby emocjonalne teraz, dbasz o jego zdrowie w przyszłości." taaaaaa.... a te co karmia MM to matki wyrodne

              Nie o to chodzi, autorka ma złe samopoczucie, że nie zapewni swojemu dziecku pełnej rodziny z kochającymi się (i dziecko) mamusią i tatusiem, chociaż nie jest to jej wina. No to niech się chociaż pocieszy, że pod względem żywienia spisała się doskonale, to też jest bardzo ważne.
              • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:48
                Dużo rozumiesz.
                • isa_bella1 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:21
                  1,5 roczne dziecko nie potrzebuje już mleka, ma dietę dorosłego tylko lekkostrawną...i dlaczego budzi się w nocy, może z przyzwyczajenia?
                  • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 21:55
                    Lekarz i psycholog obstawiają ciężkie ząbkowanie, ale po lekach przeciwbólowych śpi tak samo. Od niedawna dużo chodzi i właściwie w ostatnim miesiącu spał lepiej niż przedtem (było kilka złych dni), więc mam jakąś nadzieję.
    • black.sally Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:31
      zawsze zastanawiam sie ile trzeba kobiete ponizyć, żeby odeszła , zapomniała i zyła swoim życiem na nowo.

      Olej go, żyj sama sobie z dzieckiem, nie patrz na niego. Pewnie mądrzejsze ode mnie już ci napisały, że rozwód, alimenty i cała reszta...Wszystko tylko tak strasznie wygląda.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:25
        Też kiedyś w to nie mogłam uwierzyć.
        Wystarczy człowiekowi odpowiednio długo wmawiać, że jest nic nie wart. On się będzie kłócił, ale podświadomość zrobi swoje. Potem możesz a takim człowiekiem zrobić co chcesz.
        Ja na przykład nie rozumiem ludzi, którzy popełniają samobójstwa, zostawiając np. dzieci. A jednak przychodzi taki stan.
    • araceli Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:41
      Ja się wyłamię z chórku i polecę Ci jednak terapię. Skala 'nie wiem jak to się stało, że...' w Twojej wypowiedzi jest porażająca. Pozbycie się faceta (skądinąd może i słuszne) wcale nie jest magiczną receptą na szczęśliwe życie. Bo to TY nie masz pomysłu na siebie, nie masz celu, nie masz planu - on miał i go zrealizował o co jak widać masz ogromne pretensje.
      • iwles Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:52

        też bym się chyba załamała, gdybym po 10 latach wspólnego życia odkryła, że byłam dla faceta tylko długopisem w jego karierze sad
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 10:31
          Macie rację, ja zgubiłam gdzieś siebie. To nie jest tak, że mu zazdrościłam, bo nie dla mnie kariera naukowa, ale bardzo go wspierałam, cieszyłam się z jego sukcesów. I moje 10 lat jakoś tak przemknęło. Ja wiem, że mogłam się wziąć za siebie i coś tam robiłam też dla siebie, ale fakt jest niezaprzeczalny - on poszedł do przodu - ja zostałam w tyle.
          • aqua48 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 13:18
            grey.heart napisał(a):

            > ja zgubiłam gdzieś siebie. To nie jest tak, że mu zazdrościłam, bo
            > nie dla mnie kariera naukowa, ale bardzo go wspierałam, cieszyłam się z jego s
            > ukcesów. I moje 10 lat jakoś tak przemknęło. Ja wiem, że mogłam się wziąć za si
            > ebie i coś tam robiłam też dla siebie, ale fakt jest niezaprzeczalny - on posze
            > dł do przodu - ja zostałam w tyle.

            Bzdury nie zostałaś w tyle, tylko nie pognałaś do przodu bo nikt Cię nie wspierał. Ale za to zyskałaś doświadczenie w innych sprawach - wszak pracowałaś w firmie męża choć nie masz na to papierka - masz za to umiejętności które nabyłaś. Masz dziecko - niezaprzeczalna wartość dodatnia i masz doświadczenie w logistyce domowej, które też będzie procentowało w pracy zawodowej. Zniosłaś dużo ale potrafisz zdać sobie z tego sprawę i chcesz zmienić swoje życie - jesteś wobec tego silną kobietą. I masz dla kogo przyszłość układać - Twojego dziecka. Ja w Ciebie wierzę. Dasz sobie radę dziewczyno! I jeszcze jedno - jesteś jeszcze młoda, całe życie przed Tobą.
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:55
              Masz o mnie lepsze zdanie, niż ja o sobie. Na razie mam poczucie, że najwięcej doświadczenia mam w "tak zwanej życiowej mądrości". Ale jeśli we mnie wierzysz, to chyba muszę wziąć się w garśćwink
              Chyba przez to milczenie i udawanie zabrakło mi tej fazy wypłakania się, wyżalenia, dlatego teraz wypłakuję się na Waszym wirtualnym ramieniu, dobre, mądre kobiety.
              • aqua48 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 15:14
                grey.heart napisał(a):

                > Masz o mnie lepsze zdanie, niż ja o sobie.

                Tylko dlatego, że dałaś sobie zrobić pranie mózgu idiocie. Nie zniżaj się do jego poziomu. Trzymaj z mądrymi babkami to od razu poczujesz, że jesteś ok smile I codziennie jak spojrzysz w lustro powtarzaj sobie, że jesteś mądra i silna. Bo jesteś taka, tylko tego nie dostrzegasz.

                Pamiętaj, że musisz być dla swego dziecka wzorem i wspierać je, bo co będzie w przyszłości gdy ojciec jemu (np jak będzie nastolatkiem w okresie buntu, albo w ogóle zacznie mu się jakoś sprzeciwiać) też postanowi wmawiać że jest niczym? Na razie wydaje Ci się, że jest dobrym ojcem. Ale czego będąc razem uczycie dziecko kiedy on Tobą pomiata? Że można pomiatać kobietami? Że rola matki jest bez znaczenia? Że kobiety do niczego się nie nadają? Że ich praca się nie liczy? Że można się bezkarnie wyżywać na bliskich? Że małżeństwo polega na tym, że dwoje ludzi mieszka razem ale w gruncie rzeczy osobno?
                Zastanów się czy to dokładnie chcesz swemu dziecku przekazać?
          • isa_bella1 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:23
            a ja się zastanawiam czy naprawdę nie widziałaś jaki on jest, chyba nie da się zamaskować wszystkich cech charakteru...p.s. ogólnie współczuję ...
      • edelstein Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 08:57
        Podpisuje sie.Chociaz i tak pachnie mi trololo
    • quesuerte Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:44
      Moze troche z innej beczki. Jesli masz mozliwosc (finansowa glownie) wykorzystaj ten czas na skupienie sie na dziecku i sobie. Do pracy zdazysz wrocic, teraz takie rozdarcie miedzy intensywnym byciem z dzieckiem i praca nie doda Ci sil.
      I: chcesz sie do niego ponownie zblizyc czy od niego oddalic? (nie pytam czego on chce i niewazne)
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 12:58
        Myślę, że mam możliwość. I chyba coś mnie podświadomie w domu trzyma, bo niby przygotowuję się do tej pracy, wiem że muszę i chcę. Ale trochę przeciągam, mam poczucie, że teraz zrobiłabym to trochę wbrew sobie.
        Nie wiem, czy to nie idiotyczne: czuję do niego ogromną niechęć (to i tak delikatnie ujęte) przede wszystkim za to jak lekko szarżuje życiem kilku osób. Ale gdyby jakoś wrócił D. sprzed kilku lat, dałabym szansę tej rodzinie. No ale takie cuda się nie zdarzają, nie wróci. A tego obecnego agresora nie chcę.
        • quesuerte Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:32
          To ja - wbrew wszystkim glosom o powrocie do pracy - polecalabym odzyskiwanie sil i wiary w siebie w domu, z dzieckiem. W inny sposob, z innymi, rownie waznymi, wartosciami. Nikomu nie musisz udowadniac, ze jestes dzielna i samodzielna. Jestes i przekonasz sie o tym w innym momencie, jak bedziesz na to gotowa. Psychiczne rozstanie z D, zycie obok siebie; nie jest latwe, ale znajdz sposob, jak odnalezc w tym siebie. Poczytaj, porozmawiaj z kims, idz do psychologa... Najpierw zadbaj o siebie i dziecko. Fizycznej agresji nie ma? Na psychiczna musisz sie uodpornic, wszystko jedno, mieszkajac z nim czy nie.
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:39
            Dziękuję za ten głos. Szukam sposobów na regenerację psychiki, ostatnio "odkryłam" działanie długich spacerów na świeżym powietrzu, kiedy jesteśmy u dziadków. Kolekcjonuję miłe drobiazgi, czyjś uśmiech, miłe słowo.
    • grey.heart Podsumowanie - nie wiem czy to dobre miejsce? 04.05.17, 12:52
      Kochane kobiety!
      Dziękuję wam za wszystkie głosy: wspierające, rozumiejące, motywujące do działania, krytyczne i ironiczne. Potwierdziłyście to, co sama myślałam: znaleźć pracę, odciąć się, znaleźć terapię. Skoro to się pokrywa, to może nie jest ze mnie w 100% taka bezwolna niedojda, jak myślałam. Ale w 90% pewnie jest.
      Jestem na pewno inna, niż kiedyś, bezradna i zalękniona, ale dotarło do mnie, że może to się po prostu leczy.
      Jakoś tam ogarniam tę codzienność, ale nie wiem, jak miałabym nagle powiedzieć wszystkim dookoła, że coś jest nie tak. Nie bije, nie przeklina. Jak wypowiadam na głos, że mnie upokarza, ucisza, nieustannie krytykuje, i nie odpowiada na pytania o przyszłość, to te oskarżenia jakoś tak poważnie nie brzmią dla innych. Słyszę, że wszystkie związki mają kryzysy.
      Taka refleksja: też kiedyś byłam po waszej stronie i patrzyłam z pogardą na takie bezwolne kukły oddane mężom. I nagle obudziłam się tu i teraz.
      Na zewnątrz wszystko ok, tylko mam chyba ciągle taki smętny wyraz twarzy, co ludzi nie zjednuje. Nie to co on, zawsze uśmiechnięty.
      Nie sądzę, że to depresja poporodowa, bo taki sam stan ducha mam od sierpnia 2015, od ciąży, wręcz cieszyłam się, że narodziny małego oderwą mnie od czarnych myśli. Ale nie oderwały, obsesyjnie analizuję to wszystko, niemal codziennie.
      Różne były głosy odnośnie karmienia, ale gdyby nie ono, to możliwe, że sięgałabym czasem po alkohol dla uciszenia czarnych myśli.
      Ale nie mogłam się wczoraj upić, więc się wyżaliłam tu. Może kiedyś, jak wyjdę na prostą pochwalę się, jeśli ktoś jeszcze będzie tę beznadziejną historyjkę pamiętał.
    • run_away83 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 13:39
      Chyba nikt jeszcze o tym nie wspomniał, to ja napiszę:
      odstaw nocne karmienia zanim cię wykończą. I nie chodzi wcale o totalne odstawienie od piersi, jak masz natchnienie a dziecko ochotę to karm dalej - ale w dzień! Takie duże dziecko nie potrzebuje pić w nocy mleka, domaga się piersi tylko i wyłącznie dlatego, że tak się przyzwyczaiło zasypiać i chce possać pierś za każdym razem kiedy się rozbudzi. A w tym wieku zdecydowanie może się nauczyć innych sposobów na zasypianie - przesuń karmienie piersią na porę, kiedy dziecko nie będzie jeszcze śpiące, a w porze snu przypomnij że mleko już było, a teraz będzie przytulanie bez picia mleka, jak chce pić to ew. woda z kubeczka. Jak się obudzi w nocy, robisz to samo, przytulasz, głaskasz, jak chce pić proponujesz wodę. Będzie rozpaczać - przytulasz, pocieszasz, obiecujesz że mleko będzie rano,a teraz jest noc i mama chce spać bo jest zmęczona. Kilka pierwszych nocy będzie cyrk, a potem z dużym prawdopodobieństwem dziecko zakuma, że w nocy mleka nie ma i przestanie urządzać pobudki. Twojemu dziecku wypoczęta matka jest znacznie bardziej potrzebna niż nocne ssanie. A rezygnacja z nocnych karmień półtora roku po porodzie w żaden sposób nie zaszkodzi laktacji, jeżeli będziesz chciała kontynuować karmienie piersią to karmienie w dzień w zupełności wystarczy, choćby raz na dobę, i możecie się tak karmić jeszcze długie miesiące. Karmiłam trójkę, wszystkich długo (powyżej 2/3 urodzin), ale nocne karmienia likwidowałam jak tylko zaczęły mi dawać w kość. Serdecznie polecam smile Jak się zaczniesz wysypać to i psychika troszkę wróci do normy i sił przybędzie by poukładać sobie życie.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:42
        Tak, to byłoby salomonowe wyjście z sytuacji, o ile mały zacznie rzeczywiście lepiej spać. Problem też w tym, że ciężko przechodzi ząbkowanie, ostatnio wyszły naraz 2 czwórki, kolejna idzie i nie mam serca go odstawiać, kiedy płacze nocami a leki przeciwbólowe i inne sposoby nie pomagają na długo.
        • run_away83 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 16:13
          To przeczekaj aż zęby wyjdą i wtedy spróbuj. Dziecko początkowo będzie pewnie rozpaczać, ale jak go w tej rozpaczy nie zostawisz samego tylko będziesz przy nim, pomożesz tą rozpacz przeżyć, dasz mu dużo czułości i troski, to nie namowy o żadnej krzywdzie. Stres, owszem, będzie; ale życie ogólnie rzecz biorąc jest dość stresujące i chronienie dziecka przed stresem za wszelką cenę (np. kosztem przeistoczenia się w niewyspane zombie) jest bez sensu. Znacznie zdrowiej w miarę dorastania uczyć dziecko jak sobie ze stresem radzić, na różne sposoby i w różnych okolicznościach, stawiać granice, uświadamiać dziecku że czasami nie można czegoś dostać nawet jeśli bardzo się chce. Półtoraroczniak naprawdę jest już na tyle duży, że pierś mamy nie powinna być niezbędna i niezastąpiona jako usypiacz i uspokajacz. Co nie znaczy oczywiście, że koniecznie trzeba to uspokajanie i usypianie przy piersi całkowicie wyeliminować. Chodzi o coś innego - karmienie piersią to gra dla dwojga, potrzeby i dobro matki są tutaj równie ważne co potrzeby dziecka, powinna między nimi być harmonia. Karmienie absorbującego, trudnego w obsłudze półtoraroczniaka w dzień i w nocy na żądanie przez matkę która jest wykończona fizycznie i w kiepskiej kondycji psychicznej i pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia ze strony ojca dziecka, podporządkowanie się potrzebom dziecka, kosztem rezygnacji ze swoich własnych na dłuższą metę do niczego dobrego nie doprowadzi. Poszukaj kompromisu, zacznij myśleć także o sobie, zadbaj także o siebie. Wyjdzie to na zdrowie wam obojgu.
          • isa_bella1 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:25
            dobrze napisane...
      • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 14:47
        Ja tam uważam, że więcej cyrków z tym tłumaczeniem, znoszeniem płaczu i uspokajaniem na inne sposoby niż podaniem piersi na półśpiąco, nakarmieniem i spaniem dalej. Nie zgadzam się, że półtoraroczniak to duże dziecko. Wiele dzieci w tym wieku, jeśli nie ogranicza się im karmienia, ssie jeszcze dużo w nocy. Potem, w wieku 2-3 lat, rzeczywiście tych pobudek w nocy jest coraz mniej: dwie, jedna, w końcu wcale. Ale zgadzam się, że od odstawienia tylko w nocy pokarm nie zaniknie.
        • run_away83 Re: moja żałosna historia - długie :( 04.05.17, 16:22
          W moim odczuciu wszystko zależy od tego, jak bardzo nocne karmienie odbija się na jakości i ilości snu matki. Jeżeli matka mimo karmienia w nocy czuje się względnie wyspana i jest w stanie normalnie funkcjonować, to jasne że nie ma co urządzać cyrku z likwidowaniem nocnych karmień. Ale jeżeli nocne karmienie doprowadza matkę do chronicznego niedoboru snu, to trud który trzeba podjąć żeby nocne karmienia zlikwidować jest IMHO inwestycją we własne zdrowie fizyczne i psychiczne. Granicą jest tutaj samopoczucie matki.
        • claudel6 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 00:09
          ale Ty jesteś jakąś terrorystką kp, każdy Twój wpis tu o tym świadczy. 2-3 latek potrzebuje karmienia piersią? no to wszystko jasne.
          • kropka_kom Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:29
            Ja mam w domu 3 miesięczniaka który w nocy przesypia 8 godzin zdarzyło się i 9...wiem że dzieci KP też tyle przesypiają, więc pomijajac rodzaj karmienia moim zdaniem wstawanie w nocy do tak dużego dziecka to tylko jego przyzwyczajenie...
    • claudel6 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 00:15
      droga autorko, zakończ karmienie piersią. najpierw nocne, a potem ogranicz dzienne, aż do zera. wapń możesz dostarczać w innych pokarmach niż nabiał. bez tego nie masz szans na pójście do pracy. szczególnie na pójście do pracy jako samotna matka, bo utrzymasz się tylko i wyłącznie przy pracy pełnoetatowej. Twoje dziecko będzie w tym czasie pod opieką innej osoby, która mu piersi nie poda.
      jaki jest Twój status finansowy? żyjecie osobno, ale z czego Ty żyjesz? masz dostęp do jego konta? do konta firmowego? jak to wygląda?
      • katriel Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 00:58
        > bez tego nie masz szans na pójście do pracy. szczególnie na pójście do pracy jako samotna matka, bo utrzymasz się tylko i wyłącznie przy pracy pełnoetatowej.

        Claudel, ale zdajesz sobie sprawę, jak wygląda karmienie piersią dwu- czy trzylatka? To nie jest karmienie na żądanie jak noworodka i nijak nie koliduje z pełnoetatową pracą. Można całymi miesiącami, a nawet latami, karmić jeden czy dwa razy dziennie, na przykład rano i wieczorem, albo zaraz po powrocie z pracy, albo jakkolwiek pasuje zainteresowanym. Tak że jak najbardziej, niech dziewczyna ogranicza (zwłaszcza że wydaje się, iż w obecnej postaci karmienie męczy ją bardziej niż powinno) ale to "do zera" może potrwać jeszcze dwa lata - i to też będzie w porządku.
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 10:51
        No niestety nie mam dostępu do firmowego konta, miał mnie kiedyś upoważnić, a po całej tej akcji już nie chce się zgodzić. Mimo, że są tam pieniądze, na które pracowałam. Ciężko to wyliczyć, ile jest w tym mojego, on mówi, że jeśli podam kwotę to mi z tego konta przeleje. Ale mieszkamy razem, on płaci rachunki, i twierdzi, że mnie przez całe życie utrzymywał (bo mieszkałam pod jego dachem, a on te rachunki zazwyczaj płacił, za jedzenie, codzienne zakupy płaciliśmy mniej więcej na przemian). Ja w tym momencie mam jakieś oszczędności na swoim koncie.
        • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 10:58
          Dodam, że on co prawda płacił te wszystkie media, ale ja się zajmowałam tym mieszkaniem, sprzątałam tam i gotowałam, bo to abnegat totalny. Zresztą z domu, bo jak jeździliśmy do teściów, to zasiadał przed komputerem, a teść przynosił mu misterne kanapeczki...
          Płaciłam za codzienne zakupy, ale za rachunki już nie, bo on zarabiał czasem kilkanaście- do kilkadziesiąt razy więcej ode mnie (w dobrym sezonie). Wypomniał mi to niedawno.
          • kropka_kom Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:31
            uciekaj od niego, serio...
          • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 21:52
            Z jakiej racji płaciłas za jedzenie, skoro on zarabiał tyle a ty nawet nie masz dostępu do konta??
            I zauważ jedno -on uważa że to są JEGO pieniadze-nie wasze, nie wspolne-tylko JEGO!
            I co on niby ma ci wypominać??
            Że zarabiał więcej, no i co?
            • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:33
              No, szliśmy przez miasto, kiedy usłyszałam "zawsze cię utrzymywałem". Nawet nic nie powiedziałam. Dopiero w domu sobie przypomniałam (!), że pracowałam dla niego kilka lat w ciężkich warunkach, czasem po kilkanaście godzin na dobę... Takie codzienne zakłamywanie.
              Nie mówiąc o załatwianiu mnóstwa spraw. Kiedyś wydawał książkę, ale był za granicą, więc ja latałam do wydawnictwa, nadzorowałam, robiłam korekty, wybierałam okładkę itd. Zapytałam potem, czemu nie wymienił mnie wśród licznych podziekowań we wstępie, to odparł zdziwiony - "a za co"?
              To była nasza codzienność, budowałam jego karierę, jeszcze długo przed ślubem i wspólnotą. Dlatego teraz mam problem, jak mu te wszystkie rzeczy udowodnię. Gdyby nie dziecko, może odpuściłabym, ale teraz muszę myśleć też o przyszłości małego.
              • konsta-is-me Re: moja żałosna historia - długie :( 10.05.17, 12:16
                To chyba jest pokłosie wychowywania kobiet w Polsce-"nie bądź materialistka", "bo pomyśli że chodzi o pieniądze"...
                Faceci, jak widać takich rozkmin nie mają...
                • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 10.05.17, 15:31
                  Nie mają. Też to sobie niedawno uświadomiłam (jak wszystko). Nawet wykształcony, liberalny w poglądach, obyty w świecie facet nie ma refleksji, że jego poglądy rozjeżdżają się z tym, czego oczekuje w swoim domu. To przecież oczywiste, że on pracuje, żona niby po cichu też, ale to ona ma zajmować się też dzieckiem i domem... Niby umawialiśmy się kiedyś na partnerstwo, ale trafiłam na człowieka, który zawsze dostaje to czego chce, a ludzie nawet się nie orientują, że coś robią za/dla niego. Nie tylko ja. Tylko tym innym ludziom odpłaca swoim ujmującym sposobem bycia, a mnie nie...
                  Ja też mam jakąś tam świadomość, a jednak zachodzę w głowę, jak w to wszystko wdepnęłam i czy to rzeczywiście tylko kwestia wychowania?
                  W ogóle to dzisiaj mam zupełnie inny nastrój, niż tydzień temu, kiedy zakładałam wątek. Mam wrażenie, jakby z każdym dniem opadały mi z oczu jakieś łuski i jakbym widziała każdego dnia wszystko jakoś ostrzej, wyraźniej. Jakbym doznała nagle jakiegoś oświeceniawink zauważam nagle różne nienormalne rzeczy, które były dla mnie kiedyś normalnością.
                  Zamiast widzieć swoją przyszłość jako czarną dziurę, widzę przede wszystkim dziecko, które mnie motywuje najbardziej. I siebie jako spokojną uśmiechniętą mamę.
                  A co dopiero będzie po terapii...
                  Ktoś przysłał mi link i poczytałam o związku typu lękowego z unikającym, jakbym czytała o sobie. Nie miałam pojęcia, że ktoś kiedyś opisał i przewidział to wszystko co mnie spotkało w tym małżeństwie. I że w takim układzie to się po prostu nigdy nie uda...
                  Podsumuję to tak: czytałam czasem różne fora, ale nigdy nie spodziewałam się, że może to przynieść aż tak odczuwalną pomoc...
                  • lidek0 Re: moja żałosna historia - długie :( 11.05.17, 07:34
                    "Ja też mam jakąś tam świadomość, a jednak zachodzę w głowę, jak w to wszystko wdepnęłam i czy to rzeczywiście tylko kwestia wychowania? " to zamiast produkować kolejne wpisy wysyłaj cv i myśl o wyprowadzce, ile już wysłałaś? Bo na wątku jesteś bardzo skoncentrowana.
                    • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 11.05.17, 11:45
                      smile Racja, wpadłam tu właśnie w przerwie smażenia listu motywacyjnego.
                      No, jestem skoncentrowana, bo ktoś ciągle pisze, no to odpisuję wink
                      • lidek0 Re: moja żałosna historia - długie :( 11.05.17, 21:15
                        To przestań odpisywać, a ten czas przeznacz na układanie planu co dalej, szukaniu nowego lokum i pracy bo od samego pisania postów nic się nie zmieni.
                        • jan.kran Re: moja żałosna historia - długie :( 11.05.17, 22:22
                          Zmieni się zmienismile
    • jatojagodnik Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 12:10
      Poniżej przedstawiam plan działania:
      1. idziesz do firmy i kopiujesz całą swoją skrzynkę mailową, żeby mieć w ręku dowód na to co i od kiedy robiłaś w firmie.
      2. Z kont do których masz dostęp kopjujesz cała historie opłat, zaczynasz zbierać paragony na wszystko co kupujesz.
      3. Ponieważ małżonek odwraca kota ogonem i poniża Cie w trakcie rozmowy - na temat istotnych spraw piszesz do niego maile. jeśli nie odpowiada- uporczywie domagasz się w kolejnych mailach. Całą korespondencję zatrzymujesz dla sądu. jeżeli w mailach będzie cię dalej poniżał - ciesz się z tego, to będzie dowód dla sadu.
      4. W mailu wyłuszczasz mu swoja wizję waszego rozstania i podziału majatku firmowego i osobistego. Podział majatku firmowego uzasadniasz cytatami z maili skopiowanych ze swojej skrzynki.
      5. Informujesz, że rozpoczynasz poszukiwanie pracy i w związku z tym połowa opieki nad dzieckiem jest jego obowiązkiem - od razu informujesz w jakie dni i w jakich godzinach.
      6. prosisz o wydanie kompletu dokumantów z pracy - jeżeli nie dostaniesz dokumentów i swojego udziału w zyskach firmy straszysz PIPEM, Zustem I US.
      7. Z teściami nie masz co rozmawiać, oni i tak wezmą jego stronę - chociaz to trudne, musisz ich olać.
      8. Rozpoczynasz poszukiwania mieszkania. W mailu żądasz alimentów na siebie (chociaż do czasu znalezienia pracy) i dziecko. Składasz papiery rozwodowe żądając zabezpieczenia potrzeb rodziny. Regulujesz zasady opieki nad dzieckiem.

      Podsumowując - wymyśl sobie swój idealny sposób funkcjonowania bez męża. Rozpisz go w punktach. I przedstaw mu jako listę żądań. Ojest, że on będzie się rzucał i obrażał.I na pewno z wielu punktów zrezygnujesz. Ale musisz mieć świadomość, że walczysz o całe swoje przyszłe życie. A on juz Ci nic ie da w prezencie ani po dobroci. Będziesz miała tyle ile teraz wywalczysz. Więc walcz - nawet gdy masz poczucie, że przesadzasz.
      Skoro on Cię poniża - zrób mu jesień średniowiecza w firmie i życiu prywatnym smile Powodzenia!
      • kropka_kom Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 13:32
        jestem za...
      • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 14:03
        Chyba takiego planu najbardziej mi teraz potrzeba.
        1. Tu niewiele znajdę, to są specjalistyczne usługi, on się kontaktował z klientami, ja robiłam swoje gdzieś tam, mam jedynie z 1-2 osoby, które parę razy nam pomagały, może poświadczą ewentualnie.
        2. Mam dostęp tylko do swojego.
        3. Na to akurat wpadłam już na samym początku, bo na żywo ponosiły nas emocje. Coś tam mam, ale on jest inteligentny i bardzo się pilnuje, z tych mejli czasem wręcz wynikało, że wcale nie mówił o żadnym rozwodzie i ja tylko nabierałam nadziei... Poza tym w mejlu on zawsze pisze, że to nie są sprawy do załatwienia mejlem, a na żywo rozmawiać też nie chce i nie odpowiada na moje pytania. Zresztą to nieodpowiadanie, unikanie, jest chyba dla mnie znacznie gorsze, niż jakieś tam wyzwiska. Nie rozumiem tego. On jakby się bawi moją niewiedzą i niepewnością...
        5. Z tym jest tak: ja go informuję, a on na to, że sorry, ale ma wyjazd, spotkanie, coś tam. Choćbym ze skóry wyszła, to go na siłę przy dziecku nie zatrzymam. Zresztą on realnie przez te 1,5 roku całkiem sam był z nim kilka razy po max. 1,5 h, kiedy zabrał małego do galerii. Obawiałabym się zostawienia ich samych, bo jemu brak cierpliwości, a dziecko jeszcze małe to się nie poskarży że długo płakało a tata nie przytulił.
        6. Moje doświadczenie w pracy (poza tym kiedy organizowałam i realizowałam jakieś projekty) nie pomoże mi na rynku pracy, to bardzo wąska egzotyczna dziedzina, mieszkamy w małym mieście na wschodzie i pracę najpewniej znajdę w jakimś sklepie czy może biurze.
        7. Rodzina mojego męża, to w ogóle temat na osobny obszerny wpis. Mamy relacje poprawne, ale są fajnymi dziadkami, dlatego boję się zaogniać. Oni są tak przekonani o swojej wyższości i tak zimni (pozbawieni empatii, nieokazujący uczuć - to się zmieniło dopiero jak im urodziłam jedynego wnuka), że nie uwierzą mi i tylko poczuję się jak idiotka i histeryczka (bo ja się teraz zbyt łatwo rozklejam - i tu liczę na fachową pomoc).
        8. smile Ten temat już był. Mówiłam mu na wakacjach o przeprowadzce, bo mieszkamy przy ruchliwej drodze i polach, zero parków, placów zabaw, apteki - jak dla samotnej młodej mamy ciężko - wszędzie samochodem. Więc powiedział, że na zimę to nie. Teraz mówi, że wymyślam, on nie pamięta takiego tematu. Jak go zapytałam, czy by się przeniósł z nami, powiedział, że nie. W końcu zaproponował mi łaskawie drugie swoje mieszkanie, w którym mieszkają studenci. Jest ono w trochę lepszej okolicy, do kapitalnego remontu łącznie z instalacjami. Ale boję się, że skończy się na tym, że nie da mi go, tylko będziemy znowu kątem u niego.
        Marzę o osobnym mieszkanku. Już je sobie wizualizuję (jasne, wesołe kolory). On mógłby być zawsze przy dziecku, ale byłabym u siebie...
        Nie wiem, jak ugryźć te kwestie podziału, prawie wszystko jest tylko jego, a ten mój wkład jest mało policzalny... Szukać prawnika, jakiegoś doradcy?
        • jatojagodnik Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 15:13
          Z firmy skopiuj co się da - prawnik zadecyduje co z tego będzie mozna wykorzystać. Połowa tego, co firma wypracowała w trakcie trwania małżeństwa jest twoja - zbieraj dowody na stan aktualny, bo jak małżonek dostanie papiery rozwodowe, to firma raptem może zbankrutować - i nic nie dostaniesz. W razie czego będziesz mogła udowodnić świadome działanie na niekorzyść firmy.
          Napieraj na ustalenia mailem. Argumentuj dlaczego. Nie masz się co wstydzić tego, że boisz się że poniosa Cię emocje, albo, że on wyprze się ustaleń ustnych. Normalnie i otwarcie pisz o tym. On się bawi Twoją niewiedzą i niepewnością - więc atakuj go bardziej agresywnie - inicjuj i wymagaj. jeśli będzie Cię zlewał i nie odpowiadał - to tez jest dowód na jego stosunek do Ciebie. Masz prawo w trudnych tematach nalegać na ustalenia na piśmie i tego sie trzymaj.
          Każdą odmowę współpracy w opiece nad dzieckiem notuj sobie. I nie bój siezostawić ich samych - obaj muszą się tego nauczyć. Syn pewnie popłacze, ale krzywda mu się nie stanie. Zaciśnij zęby, przytulisz go jak wrócisz.
          Twoje doświadczenie przy organizowniu i realizowaniu, to jest własnie Twój największy atut. Nie wiem jaka jest Twoja dziedzina, ale jej egzotyka może stanowić z jednej strony obciążenia, z drugiej szansę. Tu nikt Ci nic nie doradzi, musisz sama rozpracować ten temat.
          Rodzina męża nie powinna być w ogóle analizowna przez Ciebie. Dziadkami są i będą. To się nie zmieni. na pewno w waszym konflikcie popra swojego syna, nie ma sensu z tym walczyć ani się szarpać. Załóż że tak będzie, nie staaj się żeby Ci uwierzyli.
          Gdzie Ty się chcesz z nim przeprowadzać??? Jakie mieszkanie ma Ci dać?? Zdecyduj się, czy masz być samodzielna, uwierzyć w siebie i odzyskać do siebie szacunek, czy utwierdzać go w przekonaniu, że sama nie dasz sobie rady.
          Porozmawiaj z prawnikiem - może wywalczy to drugie mieszkanie jako mieszkanie-dach nad głową dla syna i ciebie przy okazji, ale wątpię w to. Musisz sama zadbać o mieszkanie.
          Od męża, w razie rozwodu możesz wywalczyć dobre alimenty dla dziecka, w szczególnych przypadkach dla siebie, korzystny podział majątku wspólnego i majątku firmy. Jeżeli nie mieliście podpisanej intercyzy, to połowa majątku wypracowanego w trakcie trwania małżeństwa jest Twoja - twój wkład nie ma znaczenia, połowa jest Twoja.
          Z mężem po rozstaniu lub po rozwodzie mieszka się osobno. Widuje się go w trakcie odwiedzin u dziecka - zazwyczaj raz w tygodniu. Jeżeli ty sobie wizualizujesz, że po tym rozstaniu będziecie razem mieszkać w pastelowych ścianach... to chyba nie chcesz się wcale rozstawać...
          • grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 15:49
            Ok, nieprecyzyjnie się wyraziłam. Wizualizuje sobie mnie i dzieciaka w naszym azylu, gdzie nikt na się na nas nie wyżywa. Ale też nie chcę dziecku ograniczać dostępu do ojca, który i tak jest ciągle w rozjazdach, myślę że powinien w miarę możliwości przychodzić, tak to widzę.
            Nie ma mowy o powrocie do męża, to jest zupełnie inny człowiek, niż kiedyś, nie wiem jak to możliwe, powłoka ta sama, ale w środku kompletnie co innego.
            Z jednej strony chcę być samodzielna i sama sobie wszystko zawdzięczać, ale z drugiej strony przez ten cały czas nie chciałam, żeby pomyślał, że jestem z nim dla pieniędzy i oto jak na tym wyszłam. Np. po dobrym zleceniu innym dawał premie, a mi było głupio to mówiłam, żeby kupił mi książkę... itd. Na początku oboje nie mieliśmy nic, teraz on ma 3 nieruchomości kupione jeszcze przed ślubem, a ja poczucie, że jest to w dużej części dzięki mnie, bo przecież gdzieś przez te lata ciężko pracowałam... Nie chcę mu zabierać jego majątku, ale też mam dość bycia cichą frajerką.
            • aniula8600 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 22:22
              Na prawdę masz chyba zerowe poczucie własnej wartości. Przynajmniej dobrze, że sama zaczęłaś to sobie uświadamiać w porę. Z tego co piszesz wynika, że oboje od paru dobrych lat pracowaliście tylko na jego konto. A Ty? byłaś zarejestrowana jako bezrobotna? Kto opłacał Twoje składki na ubezpieczenie?

              Póki jeszcze mieszkacie razem i macie dosyć częsty kontakt ze sobą, kup dyktafon i nagrywaj dosłownie każdą rozmowę, wymianę zdań. Nawet z takich półsłówek można poskładać później prawdziwy obraz "małżeństwa" . A może nawet uda Ci się dzięki temu udowodnić te lata pracy na czarno u męża. Zacznij go zagadywać o jakieś projekty, czy ludzi z którymi pracowałaś. Jak tam im się układa, bo kiedy Ty robiłaś w waszej firmie to i owamto, to....
              Później z takich nawet urywków rozmów może uda Ci się poskładać całość. TYLKO NAGRYWAJ WSZYSTKO. To będzie najlepszy dowód, bo tego nie uda mu się w żaden sposób wyprzeć. Możliwe, że nawet jego rodzice nie mają pojęcia jak on potrafi się do Ciebie odnosić i kiedy usłyszą to na własne uszy a nie z Twoich relacji, to zmienią zdanie o swoim złotym dziecku.


              A jeszcze w kwestii ojcostwa, to wydaje mi się, że taki człowiek nigdy nie będzie dobrym ojcem dla takiego malucha. Po rozwodzie on ten "najgorszy" wg niego okres odchowu pozostawi Tobie. Przypomni sobie o dziecku, kiedy ono będzie miało jakieś 4-6 lat i łatwiej będzie mu nim w jakikolwiek sposób manipulować...
            • aniula8600 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 23:05
              Jeszcze jedno, co mi się nasunęło na myśl: Póki co swoją "dumę" schowaj głęboko do kieszeni, ona działa teraz na niekorzyść nie tylko Twoją, ale i Twojego dziecka. Wszak nie wiesz, czy za miesiąc, dwa czy rok nie dowiesz się , że On właśnie spodziewa się swojego upragnionego potomka z jakąś inną i całą swoją energię życiową i ekonomiczną chce przeznaczyć właśnie na te drugie dziecko.

              Zbierz dowody na swój wkład w jego "karierę" póki jeszcze nie zostałaś odcięta od możliwości zrobienia tego. Później możesz bardzo żałować, że nie wykorzystałaś WSZELKICH środków na zrobienie tego... No bo bankrut, który ma na utrzymaniu drugą rodzinę jakie ma możliwości na spłatę alimentów? uncertain

              Ja nie miałabym żadnych skrupułów.

              A dumna to będziesz, kiedy za parę miesięcy czy lat będziesz wychowywać własne dziecko w godnych warunkach sama, lub z kimś kogo jego i Twój los będzie realnie interesowałsmile


              • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 06.05.17, 00:21
                pracownia4.wordpress.com/2011/08/26/kobiety-ktore-kochaja-psychopatow/
                • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 06.05.17, 18:32
                  Poczytaj:mojedwieglowy.blogspot.com/
                  • zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 06.05.17, 18:37
                    mojedwieglowy.blogspot.com.es
        • bergamotka77 Re: moja żałosna historia - długie :( 05.05.17, 22:45
          Cwany lis z Twojego mezulka. Ale jedno mi nie pasuje: wszystko nabył przed ślubem na swoje nazwisko a ty pomogłas mu zapracować na te nieruchomości? Czy to znaczy ze długo byliscie razem bez ślubu?
          • aguar Re: moja żałosna historia - długie :( 06.05.17, 07:49
            No przecież pisała na początku, że od 10 lat są razem, a od 4 po ślubie.
            Tak poza tym, to z tym się zgadzam:
            "A jeszcze w kwestii ojcostwa, to wydaje mi się, że taki człowiek nigdy nie będzie dobrym ojcem dla takiego malucha. Po rozwodzie on ten "najgorszy" wg niego okres odchowu pozostawi Tobie. Przypomni sobie o dziecku, kiedy ono będzie miało jakieś 4-6 lat i łatwiej będzie mu nim w jakikolwiek sposób manipulować... "
            A z tym nie:
            "I nie bój siezostawić ich samych - obaj muszą się tego nauczyć. Syn pewnie popłacze, ale krzywda mu się nie stanie. Zaciśnij zęby, przytulisz go jak wrócisz."
            Nie zrobiłabym tego dziecku, nie zostawiała z kimś, z kim boi się zostać, komu nie ufam. Jeśli ojciec chce mieć kontakt z synem, to w mojej obecności, dopóki dziecko nie poczuje się pewnie.
Pełna wersja