lena.113 Re: moja żałosna historia - długie :( 06.05.17, 16:21 mąz pracuje tez na uczelniach , więc w trakcie rozwodu twój adwokat/sąd poprosi o pity za lata ubiegłe na tej podstawie ustali alimenty na dziecko i być może ciebie co do podziału majątku:wszystko co zarobiliście od slubu jest wspólne, nawet czynsze które zarobił z najmu tego mieszkania studentom, wydruki/wyciągi z kont i podział i tyle co do egoztycznego zawodu-dokształc się, idz na studia podyplomowe -na cos co da ci normalny/nie egzotyczny zawód zresztą nawet w tym egzotycznym-próbuj szukac pracy, znajdziesz -zatrudnisz nianie/matkę, a za rok dziecko pojdzie do przedszkola masz szanse ułozyc sobie zycie z kims normalnym, po co tkwic w związku, kiedy małzenstwem jesteście tylko formalnie? jest seks,pozycie , czułość, troska wzajemna, wspólne plany na przyszłość? zaproponuj mu by przepisał na ciebie to mieszkanie drugie, może się zgodzi,negocjuj warunki rozstania pół swiatu tego kwiatu, nie on jeden,dziewczyno, ludzie to maja problemy, mam sąsiadkę z dzieckiem chorym pod opieką hospicjum, znajoma ma syna chorego na białaczke, walczą,oni mają problemy... ty masz dziecko zdrowe,sama poważnie nie chorujesz, masz zapewne ukończone studia,całe zycie przed toba... Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 12:07 Teraz posypią się na mnie gromy... To wszystko co piszecie jest prawdą, i ja wiem mniej więcej co powinnam zrobić. Moje małżeństwo nie istnieje, a ojciec mojego dziecka traktuje mnie źle. Ale w takie dni jak dzisiaj (znowu wyjechał) mam wątpliwości. Czuję ogromny strach, że zrobię coś niewłaściwego, czego nie będzie można cofnąć. Dla dziecka rodzina to jest cały świat, pamiętam dobrze swoje dzieciństwo i ogromny strach, kiedy rodzice się kłócili, że coś się wydarzy i tej rodziny już nie będzie. Boję się, że histeryzuję. Mąż przez lata twierdził, że każda zła sytuacja w relacjach z ludźmi jest moją winą, że coś jest nie tak z moją postawą. Ja zawsze miałam poczucie, że raczej daję zbyt wiele, ale faktem jest, że ludzi dookoła mnie trochę brakuje. Nie mam armii rodzeństwa, koleżanek, cioć i wzorców pozytywnego nastawienia dla mojego dziecka. Prawie na pewno będę musiała podjąć pracę poniżej moich możliwości, nisko płatną (ściana wschodnia), w tym stanie ducha małe mam szanse na kolejny związek i boję się, że zostanę zmęczoną, sfrustrowaną, samotną kobietą i moje dziecko i tak ucierpi. Boję się, że przesadzam. W końcu - nic się nie stało - nie bije, nie klnie, nie zdradził, nawet tak odszedł, że jakby nie odszedł... Byłoby mi łatwiej, jakby odszedł naprawdę, chyba on też boi się wziąć odpowiedzialność za rozpad tej rodziny... Odpowiedz Link Zgłoś
djhenne Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 14:21 grey.heart napisał(a): > Czuję ogromny str > ach, że zrobię coś niewłaściwego, czego nie będzie można cofnąć. Strach jest zupełnie normalny. > Nie mam armii rodzeństwa, koleżanek, cioć i wzorców pozytywn > ego nastawienia dla mojego dziecka. Prawie na pewno będę musiała podjąć pracę p > oniżej moich możliwości, nisko płatną (ściana wschodnia), Na początek może tak, ale od czegoś trzeba zacząć. Na zawsze w tym samym miejscu nie musisz zostawać. w tym stanie ducha ma > łe mam szanse na kolejny związek Na wuj Ci teraz kolejny związek? Dziewczyno, to jest ostatnie, o czym w ogóle powinnaś myśleć. W końcu - nic się nie stało - nie bije, nie klnie, nie > zdradził, nawet tak odszedł, że jakby nie odszedł... Byłoby mi łatwiej, jakby > odszedł naprawdę, chyba on też boi się wziąć odpowiedzialność za rozpad tej rod > ziny... Nie byłoby Ci łatwiej, po prostu musiałabyś w końcu się z tym zmierzyć. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzi.1 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 15:41 "Dla dziecka rodzina to jest cały świat, pamiętam dobrze swoje dzieciństwo i ogromny strach, kiedy rodzice się kłócili, że coś się wydarzy i tej rodziny już nie będzie." Napatrzylas sie na przemocowe zachowania w rodzinie. Czy ktos w rodzinie naduzywal alkoholu czy miał inne uzależnienia? To w jaki związek weszlas ma swoje źródło w Twojej rodzinie pochodzenia. Rozumiem, ze sie boisz przyszlosci, masz obawy. Ale pomyśl sobie czego Twój syn uczy sie z małżeństwa rodzicow nt. związków pomiędzy kobieta a mezczyzna. Myślisz ze syn nie widzi i nie czuje co laczy jego rodzicow i jakie maja relacje? Dzieci sa mocno intuicyjne, wiedza, widza i odczuwają bardzo wiele. Jaki on stworzy związek po takim dzieciństwie, jaki będzie miał stosunek do kobiet, jak je będzie traktował widząc jak ojciec traktuje matkę? Czego nauczysz swoje dziecko poprzez swoj związek z mężem? Czy to będzie nauka zdrowych relacji czy patologicznych? Czy syn wyrośnie na charakterologiczna kopie własnego ojca czy wpakuje sie w związek z kobieta o charakterze ojca, robiąc w tym związku za ofiarę własnej kobiety.To będzie wielka niewiadoma jesli chodzi o jego przyszłość. Byc moze z uwagi na chlod emocj. ojca i brak okazywanego mu czasu ( bo ojciec pracoholik) syn w doroslosci będzie musial podlegać kilkuletniej terapii, aby sobie swoje dzieciństwo przepracować. Jest wiele możliwości tego jakie negatywne konsekwencje dorastania w tak skrzywionej rodzinie Twój syn będzie musial w doroslosci ponieść. Jesli nie chcesz wyrwać sie z tego bagna dla siebie, bo Ty wiele zniesiesz, zrób to dla niego. Nie wychowuj go w patologicznym i toksycznym związku. On na to naprawde nie zasługuje... Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 19:11 " i boję się, że zostanę zmęczoną, sfrustrowaną, samotną kobietą i moje dziecko i tak ucierpi. " A kim dzisiaj jesteś? Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 22:01 Kim jestem? Ktoś mi poradził, żebym mówiła do lustra, że wspaniałą kobietą. Raz spróbowałam i się tylko pobeczałam, tak żałośnie i nieprawdziwie to wyszło. Zanim będziecie mnie oceniać, pomyślcie, że kiedyś byłam jedną z was... też kiedyś komuś doradzałam te wszystkie rzeczy... Odpowiedz Link Zgłoś
lusitania2 Re: moja żałosna historia - długie :( 07.05.17, 22:43 grey.heart napisał(a): > też kiedyś komuś doradzałam te wszystkie rzeczy... no nie mów, że nigdy ci nie wpadło do głowy, że, żeby było lepiej, to nie wystarczą same słowa, tylko należy jeszcze przejść od słów do czynów. Czy ktokolwiek kiedykolwiek mówił, że to łatwe? Niełatwe, ale co cię inaczej czeka? Zastanawiałaś się, jak będzie wyglądać twoje życie za 10 lat? Ale tak realnie, bazując na tym, co faktycznie masz, a raczej, niestety: czego nie masz (1. pracy; 2. dobrego małżeństwa, w którym można wychować zdrowe emocjonalnie dziecko), a nie budując zamki na piaskach. Co zrobisz, jeżeli się okaże, że mąż w obecności syna nie będzie chciał zachowywać dzisiejszych pozorów (pominę, że trzeba uważać własne dziecko za idiotę, żeby wierzyć, że dziecko nie zorientuje się w waszych chorych stosunkach. Zorientuje się i to dużo szybciej, niż myślisz). Co zrobisz, jeżeli mąż zacznie się odnosić do syna tak, jak do ciebie? Co zrobisz, jeżeli mąż postanowi także oficjalnie zrezygnować z małżeństwa, wyprowadziwszy uprzednio wasz małżeński majątek? Jakie masz karty w ręku, żeby temu zapobiec? Co będziesz miała za te następne 10 lat? Myślisz, że będziesz wtedy w lepszej sytuacji, niż dziś? Jak tak, to dlaczego? Odpowiedz Link Zgłoś
ana119 Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 08:41 On nie potrafi być z nikim a nie tylko z tobą. To człowiek który realizuje się tylko zawodowo. Tam gdzie jest agresja (a są różne formy a nie tylko fizyczna) druga strona zaczyna bronić partera. Ty sobie pogadać jak jest źle a teraz zaczynasz go wybielanie. To że syn was widzi uważasz za nieprawdę bo co dziecko 1,5 roczne może rozumieć?! Znajdź dobrego terapeutę żeby zachować godność. Czytaj dobre książki o relacjach w związkach np Jull czy Miller Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 09:11 Spokojnie, moim celem nie było krytykowanie Ciebie tylko unaocznienie Ci, że boisz się stać osobą jaką już niestety jesteś. Czy nie jesteś już teraz zmęczona, sfrustrowana i samotna? Też jeszcze niedawno tak się czułam, mnie pomogło odstawienie dzieci od piersi, bardzo dobra terapeutka (nie zadowoliłam się pierwszą lepszą) i siłownia. 16 miesięcy karmienia to długo, zrobiłaś kawał świetnej roboty, jesteś super mamą! Jeśli czujesz wewnętrznie, że wcale nie chcesz odstawiać dziecka od piersi to spróbuj chociaż odstawić na noce, tak jak dziewczyny mądrze radzą. Na razie nie mogę napisać więcej, ale postaram się popołudniu. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 11:32 Czy jest jakiś rodzaj terapii, który mógłby się sprawdzić w moim przypadku? Jest tyle terapeutów, nie chciałabym przeżywać całej tej historii jeszcze kilka razy, szukając. Czy terapia może mi zaszkodzić przy rozwodzie? Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 16:14 Absolutnie nie zaszkodzi Ci terapia przy rozwodzie. Co najwyżej będziesz miała dodatkowe wsparcie. Co do rodzaju terapii, nie wypowiem się, ja jestem na psychodynamicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 22:31 Ok, dzieci zasnęły to się wypowiem . Przede wszystkim, myślę, że jeśli uwolnisz się od męża piotrusia pana i psychopaty to zawsze wygrasz, nawet jeśli nie dostaniesz po rozwodzie grosza. Myślę, że to ważne, żebyś to zrozumiała. Chcę też zaznaczyć, że dojście do decyzji o rozwodzie ma prawo potrwać trochę, wbrew temu co bardzo często lansują forumki. Te chciałyby, żeby szczuta latami kobieta ogarnęła się i najlepiej w kilka dni rozwiodła się, przygotowawszy się do tego gruntownie. Byle nie w dwa dni bo wtedy wiadomo, że troll . Jeśli tego potrzebujesz możesz wzmocnić się trochę przed tak dużymi zmianami. Tak jak pisałam, uwierz, że lepszy sen i wysiłek fizyczny mogą naprawdę bardzo pomóc. Poczujesz jak wzmacnia się Twoje ciało a z ciałem wnętrze. Tylko trzeba zacząć. Jeśli nie masz ochoty na siłownię to tego nie rób. Co do snu pamiętaj, że regularne zakłócanie lub pozbawianie snu jest formą tortur w różnych krajach... Oczywiście dobrze Ci dziewczyny radzą, żebyś zaczęła przygotowywać się do rozwodu. Nawet jeśli nie skalałabyś się pracą w firmie męża nawet przez sekundę, masz pełne prawo do części (w Twoim przypadku połowy) majątku czyli też firmy. Nie będziesz musiała lecieć z tym od razu po rozwód, jeśli nie czujesz, że to ten moment, ale dowody zbieraj jakie tylko możesz. Piszesz, że mąż pracuje na kilku uczelniach, jest wykształcony, ma (niby) własną firmę. Czyli świetna partia, jeszcze w dodatku w małym miasteczku na ścianie wschodniej. Pochodzę stamtąd, dobrze znam tę mentalność. Mam wrażenie, że na prowincji, szczególnie na wschodzie Polski dziewczyny wychowuje się na ofiary. Jesteś jego ofiarą, dostrzegasz to? Zobacz jak jemu się poświęciłaś, jego firmie, jak poświęcasz się dziecku. Bez reszty, nie zostaje nic dla Ciebie. Pewnie Twoich przyjaciółek czy koleżanek nie było na ślubie, bo jednak są zazdrosne o taką partię. Kobiety ogólnie są potwornie zazdrosne, szczególnie tam, gdzie jest o coś trudno, jak np dobra praca, zarobki, samodzielność. Dobrze zarabiający facet to zdawałoby się skarb. Z tego co zrozumiałam jego przyjaciół też za bardzo nie było na ślubie, a czy on w ogóle ma przyjaciół, znajomych, szczególnie takich długoletnich, np jeszcze ze szkoły? Podejrzewam, że Twoi rodzice, nawet jeśli nie wyrażają niczego wprost wysyłają Ci sygnały, że to jest odpowiedni facet, ustawiony, obrotny. Mieć takiego zięcia to duma, można się pochwalić. Następna sprawa to rodzice męża, czyli zimni emocjonalnie ludzie - czy takie osoby mogły wychować empatycznego, dojrzałego emocjonalnie mężczyznę? Ich opinią, tak jak już ktoś napisał w ogóle bym się nie przejmowała, oni zawsze staną po stronie syna, nieważne czego by Ci nie zrobił. Tak jak pisałam, terapia z dobrym psychologiem/psychoterapeutą pozwoli Ci dostrzec wiele rzeczy, których sama wcześniej nie widziałaś, albo raczej których nie pozwalano Ci dostrzec. Może dostrzeżesz, że dajesz siebie całą a w zamian otrzymujesz jedynie status żony lokalnego wirażki, a w środku jest bardzo nieszczęśliwa. Nie musisz mi w ogóle odpowiadać, być może obraz, który mi się nasunął po przeczytaniu całego wątku jest w pewnych miejscach błędny. Jednego natomiast jestem pewna. Dajesz z siebie wszystko, nie otrzymując w zamian tak naprawdę nic dobrego. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:21 Moje dwie przyjaciółki chyba nie zniosły sytuacji, kiedy weszłam z kimś w związek (to było jeszcze na studiach) i odsunęły się z dnia na dzień po wygłoszeniu jakiejś żenującej tyrady. Jego przyjaciele rozjechali się po województwie i pozakładali rodziny, wielokrotnie oskarżał mnie o to, że przeze mnie nie ma z nimi kontaktów (myślę, raczej że przez to że mieli np. małe dzieci i nie tak wolny zawód jak my). To jest na serio dobra partia, przystojny, kulturalny, miły, zabawny, myślę, że nie będzie długo sam... Gdybym miała przy sobie choć jedną osobę, która byłaby tak naprawdę ze mną, nie szukałabym tu wsparcia. Dzisiaj próbowałam porozmawiać o tym z mamą, też o tym wszystkim, co zostało tu napisane, to jej pierwszą reakcją było: "rozwód? i na co ci to?". Ale jak powiedziałam jej, że kilkadziesiąt kobiet twierdzi, że coś jest nie tak, to wysłuchała mnie. Ona chyba boi się trochę opinii publicznej, a trochę tego, czy sobie poradzę w życiu sama z dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:31 Domyślałam się, że nie masz wsparcia w rodzicach. Czyli wychodzi na to, że matkę nie obchodzi, że Ci źle, że mąż źle Ciebie traktuje. No cóż, witaj w klubie. Moja to by mi jeszcze awanturkę urządziła i po ludziach rozpowiedziała, że mąż taki dobry chłop a mi się we łbie przewróciło. Także wiesz, może być jeszcze gorzej... Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:35 Moja mama to po prostu jeszcze lepszy niż ja typ na męczennicę. Dobrze, że mąż spokojny jej się trafił Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:44 Tak mi się jeszcze nasunęło, że mąż pomimo tego, że bliscy znajomi wokół pozakładali rodziny i są pochłonięci małymi dziećmi, nie "wszedł" w to tak głęboko (co jest normalne) jak oni. Nasuwa mi się myśl, że być może założył rodzinę, bo wszyscy dookoła to robili albo zrobili jakiś czas temu. Z tego co piszesz to niedojrzały i egoistyczny piotruś pan - pomysł z wyjazdem i zamieszkaniem ze studentami - WTF? Tak czy siak, zacznij być dla siebie dobra, pomyśl o swoich potrzebach, wzmocnij się. Im będziesz mocniejsza tym bardziej będziesz wiedziała, co dla Ciebie dobre i czego chcesz w życiu. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:48 Lepiej, twierdził, że jak dziecko się urodzi będzie po prostu je zabierał na weekendy za granicę (małego niemowlaka), co w ogóle świadczy o jego oderwaniu od rzeczywistości. Dzięki za wsparcie, dobrze, że przynajmniej jest internet... Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 00:03 No wzorowy tatuś O tak, internet czasami potrafi pomóc bardzo, sama wiem najlepiej . Odpowiedz Link Zgłoś
setia Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 23:46 Zgadzam się z tym, że nie musisz podejmować żadnych radykalnych decyzji teraz, już. Po prostu powoli przygotowuj sobie grunt. Staraj się powoli wywalczyć jak najwięcej: czasu dla siebie, szacunku, doceniania swojej pracy. Przestań się poświęcać i dbaj o swoje potrzeby, masz do nich prawo. U mnie lata zajęła praca nad sobą i poczuciem własnej wartości, ale jestem zupełnie inną osobą niż kiedyś, a doświadczenia mam podobne, łącznie z przemocą, depresją, alergią i niespaniem po nocach dzieci. Też wpadałam w panikę kiedy tu na forum doradzano mi rozwód. Nie posłużę happy endem, nie rozwiodłam się, ale jeśli chodzi o rozkład sił w moim małżeństwie to teraz ja dyktuję warunki. Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 00:01 Bo czasami tak jest, że jak kobieta zaczyna być inną osobą, silniejszą, wiedzącą czego chce i czego nie chce to partner jak się okazuje potrafi się jakoś do tego dostosować. Dlaczego piszesz o braku happy endu? Żałujesz, że się nie rozwiodłaś? Odpowiedz Link Zgłoś
setia Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 08:19 Bo nie potrafię go pokochać na nowo i jakiś ten nasz związek, mimo przyzwoitych relacji, wydaje się pusty. Odpowiedz Link Zgłoś
eliksir_czarodziejski Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 09:21 Przykro mi, przytulam... Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 07:02 <Czy terapia może mi zaszkodzić przy rozwodzie? Nie wiem, jaki rodzaj szkody masz na myśli, ale jeśli obawiasz się, że będzie to wykorzystane przeciwko tobie w trakcie rozwodu , to nie musisz o niej informować. Odpowiedz Link Zgłoś
setia Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 08:31 Moja psycholog zalecała mi nawet zbierać paragony za wizyty jako potwierdzenie, że chodzę na terapię. Jest to dowód, że faktycznie źle się dzieje w związku, jest jakiś problem, Ty go dostrzegasz i próbujesz coś z tym robić. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 10:44 Bardzo długo byłam przekonana, że to ze mną jest coś nie tak (właściwie to ciągle to podejrzewam). Wbiłam sobie kiedyś mocno do głowy to skądinąd słuszne stwierdzenie, że człowiek musi być najpierw szczęśliwy sam ze sobą, a nie uzależniać swoje szczęście od innych. Więc wydawało mi się, że skoro źle się czuję, to jest coś ze mną nie tak, muszę najpierw "naprawić" siebie a moje relacje z D też się naprawią. Czytałam "Sensy" i różne teksy psychologiczne (D to zawsze wyśmiewał), szukając lekarstwa na moje niezadowolenie z życia. Dopiero niedawno sobie uzmysłowiłam, że choćbym się czuła świetnie i pełna energii (kiedy go nie ma), to czuję się nieszczęśliwa, kiedy on wraca. Nawet jeśli nie ma wielkich awantur, tylko wysyczy parę złośliwości, to dom jest jakby "zachmurzony", dziecko gorzej śpi, ja czuję się bardziej zmęczona i pozbawiona energii itd. To już jest wystarczający powód do rozstania? Dodam, że o tym, czego potrzebuję w związku a co mnie dołuje zawsze jasno mu mówiłam, o wszystkich wątpliwościach. Z jednej strony boję się rozwodu i nowego życia. A z drugiej przypominam sobie, że po raz pierwszy "przemoc psychiczna" wpisałam do wyszukiwarki może nawet jeszcze przed ślubem... Odpowiedz Link Zgłoś
setia Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 11:19 Nie wiem czy to wystarczający powód do rozstania. Na pewno powód do jakiejś reakcji, dążenia do zmiany, a jeśli nie ma na nią szans, jeśli rozmowy nie pomagają, jeśli Twój mąż nie chce uczestniczyć w naprawianiu relacji, to cóż, pozostaje rozwód. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 11:45 Po rozmowach nigdy nic się realnie nie zmieniało, a od czasu ciążowej kryzysowej sytuacji to są albo moje pytania bez odpowiedzi albo monologi. On milczy, na mejle odpowiada ogólnikowo, ani słowa o tym, co się dzieje. Kiedy jadę coś załatwić i nie chcę się spowiadać gdzie, to się wyzłośliwia, że pewnie jadę do mojego doradcy finansowego (??), zauważyłam, że nawet kiedy idzie na chwilę do łazienki zawsze wyłącza komputer (włączenie komputera to jest zawsze pierwsza rzecz, którą robi rano i ostatnia wieczorem)... Intuicja mi podpowiada, że boi się tego wszystkiego, o czym piszecie, że zacznę zbierać dowody. Z jednej strony mam niemal 99% pewności, że nie zdradza, (bo kiedy?? ciągle praca, projekty, artykuły, konferencje...) ale z drugiej... Ostatnio powiedział, że będzie z grupą innych naukowców i studentów cały sierpień w pobliżu domu jego rodziców. Na co ja - świetnie, to ja z małym zamieszkamy tam na sierpień, żebyś miał dziecko blisko (oni zawsze chętnie zapraszają z małym). Myślałam, że się ucieszy, a on jakoś tak się skrzywił i stwierdził, że może jednak nie będzie spał u rodziców, tylko ze wszystkimi, jakieś pół godziny stamtąd... No niby nic, ale w 2016 sam mnie namawiał na takie rozwiązanie... Nigdy nie byłam zazdrosna, a teraz czuję się jakoś nieswojo... Odpowiedz Link Zgłoś
setia Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 12:24 Brzmi bardzo niefajnie jak i fakt, że planuje wakacje bez Ciebie i dziecka (cały sierpień??) i nie pyta Cię o zdanie tylko łaskawie informuje... Sorry, ale z tego co w tym wątku napisałaś twój mąż wyłania się jako skrajny dupek i niezależnie od tego czy ma kogoś na boku (a wygląda na to, że ma) czy nie, ja bym z kimś takim być nie chciała. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 13:52 O to to. Łaskawie informuje i to tylko kiedy się bardzo dopytuję. Jak zapytałam, co robi latem, to najpierw się zapytał "a bo co?", a potem się dowiedziałam, że cały lipiec jest tam a sierpień tam. A gdzie będziemy my, tym się już nie przejmuje. No i o to właśnie chodzi. Nie wiem, czy jak tu piszą przemocowiec, czy psychopata, czy może właśnie po prostu, jak to trafnie ujęłaś, skrajny dupek. I czuję, że choćbym nie wiem co robiła/nie robiła, nic się w tym temacie nie zmieni. Wiem, że trochę wylewam to wszystko z siebie, ale od kiedy zdecydowałam się o tym opowiedzieć, czuję się lżej z każdym dniem, chociaż ciągle do głowy przychodzą mi jakieś niefajne sytuacje z przeszłości. Może muszę to wyrzucić, zanim znajdę miejsce na myślenie o przyszłości. Szukam też terapii, szkoda że nie ma specjalnej dla ofiar dupków Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 16:17 emocje.pro/jak-znalezc-idealnego-partnera-przywiazanie-lekowe/ Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 16:20 www.psychologia-spoleczna.pl/artykuly/90-kiedy-kobieta-uczy-sie-milosci.html?showall=&limitstart= Odpowiedz Link Zgłoś
lauren6 Re: moja żałosna historia - długie :( 09.05.17, 14:24 Pojadę przykładem politycznym: żona Petru też pewnie myślała, że oni tam ciężko harują w godzinach nocnych i nie ma chłopina czasu na kochanki. Dopóki w prasie nie pojawiły się zdjęcia z tej jego ciężkiej pracy w samolocie. Jeśli nie jesteś non stop z mężem to nie masz 99% pewności, że nie ma kochanki. Zazwyczaj to jakaś kobieta z bliskiego kręgu zawodowego lub towarzyskiego: studentka na uczelni, asystentka, żona kolegi itd. On może faktycznie przesiadywać całymi dniami na uczelni, pracować, ale znajduje tę godzinę w ciągu dnia by pobzykać kogoś na boku. Skoro wyłącza laptopa to znaczy, że ma cos do ukrycia. Nie wykluczaj kochanki. Odpowiedz Link Zgłoś
ana119 Re: moja żałosna historia - długie :( 08.05.17, 17:29 www.cbtporadnia.pl/informacje/o-terapii-poznawczo---behawioralnej.html Odpowiedz Link Zgłoś