zona.pilota
13.12.17, 14:04
Witam, chciałabym prosić was drogie panie o radę bo niedługo zwariuję...napiszę krótko.
Od 14 lat spędzamy święta z moimi rodzicami...teściom zawsze odmawiałam (trochę ze względu na złe stosunki z teściową ale też bo czułam presję przymusu bycia z mamą i tata)
Mam 38 lat...męza, 2 córeczki....i nadal jestem nie żoną, nie matką a Córką mamy i taty, gotową do poświęcen, służacą radą, obecną na każdy pstryk i z regy nieodmawiającą niczego.
Rodzice są wymagający, mama terrorzuje mnie swoimi humorami i wspaniale umie wzbudzić we mnie poczucie winy, przykaz odzwdzęczenia sie za wychowanie etc.
Ale do rzeczy.
Pierwszy raz chciałam spędzić swięta z męzem i dziećmi, sami. Wybralismy hotel i morze.
Wcześniej jednak nieświadoma że tak postanowimy, umówiłam sie rodzicami na wigilię i święta. Zostałam też postawiona przed faktem, że tym razem (pierwszy raz) święta będą u mnie (decyzja rodziców). Jednak plany sie zmieniły i jedziemy. Mama przyjęła to najpierw spokojnie, potem kilka dni było milczących, a jak już to jej głos w telefonie był pełen obrazy, suchy, zbolały.
Dziś powstała wielka telefoniczna awantura. Jak ja tak mogę? Czy ja wiem co oni czują? Ze tradycja...że to czas spotkania z rodziną...magiczny czas, dzień...
Mnóstwo wyrzutów, krytyka mojego wychowywania dzieci...wzbudzanie litości, ze tata był chory na raka, że stracili syna (moj brat pop. samobojstwo 5 lat temu), że oni są samotni, (drugi brat byłby z nimi), że nie liczę sie z tym co mama czuje,
Teraz bardzo płączę, nie mogę sie pozbierać, odechciało mi sie wyjazdu, ze ta moja wg. nich "ucieczka" to wręcz przestępstwo, "tak się nie robi", i najgorsze...szantaz emocjonalny w stylu mamy " a moze to nasza ostatnia wigilia..." , "a moze ktoś z nich umrze i następnej nie bedzie"....na koniec rozmowy mama sie wyparła i powiedziała żebysmy sobie jechali i że mnie kocha, że jest wszystko OK
Mąż ma dość! Powiedział, że chce mnie dla siebie, bo jak bedziemy z rodzicami to znowu bede im nadskakiwać a on zostanie z boku.
Podobno też tata jest smutny, zawiedziony bo tak sie cieszyli a zrobiłam ich w konia
Powiedzcie mi czy zrobiłam swinstwo? Czy odwołać wyjazd? co ja mam zrobić.
Jak to wygląda gdy patrzycie na to z zewnątrz. jestem bliska jakiegoś obłedu.
Czuje sie winna, zła, podła, ze bede żałować....I wstyd mi. Bardzo wstyd.