Dodaj do ulubionych

No dobra, a co byście wy zrobiły.

10.04.18, 10:53
Nawiązując do wątku arweny. Macie dziecko nastoletnie powiedzmy 16-19 lat, z którym mieszkacie same we dwoje. Poznajecie nowego faceta i planujecie ułożyć sobie z nim życie. Zamieszkujecie razem.
Problem polega na tym że wasze dziecko po prostu faceta nie znosi. I przyjmijmy, że nie chodzi tu o zazdrość o matkę, majątek etc (przymnijmy też ze nie ma dodatkowych elementów w postaci praw do własności mieszkania). Zwykła antypatia, no nie zagrała chemia - w końcu bywa tak, że są w życiu ludzie których nie lubimy.
Widzicie, że wasze dziecko nie lubi faceta, schodzi mu z drogi, nie wychodzi z pokoju, męczy się ewidentnie. Facet też nie bardzo potrafi załagodzić sytuacje - skoro zamieszkuje w waszym mieszkaniu oczekuje, że jakieś jego zasady będą respektowane - próbuje dyscyplinować wasze dziecko. Jest ewidentny konflikt.

Bierzecie pod uwagę emocje i niechęć dziecka czy uważacie że matka ma prawo sobie ułożyć życie, dziecko się przemęczy te 2-3 lata a potem może się wyprowadzić (w końcu i tak prędzej czy później się wyprowadzi przecież)? Dziecko/młody człowiek ma się dostosować w końcu to mieszkanie matki, matka podejmuje decyzje i ma władzę rodzicielską? Czy ustępujecie i prowadzicie życie na dwa domy/mieszkania?
Bo we mnie się szczerze mówiąc wszystko burzy na scenariusz dokwaterowania do mojego domu obcego dla dziecka, nielubianego faceta. I z punktu widzenia byłej nastolatki - która po prostu lubiła mieszkać w swoim domu - i obcy człowiek byłby dla mnie dramatem. Ale też z punktu widzenia matki - że facet może być ważniejszy od dziecka, które ewidentnie w takim układzie sie męczy.

PS. Celowo podałam przykład ze starszym dzieckiem - bo młodsze wiadomo, łatwiej przekonać, przekupić, zignorować w takim przypadku.
Obserwuj wątek
    • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:00

      dla mnie podstawą było, żeby syn z facetem się dogadywali, zeby stosunki były chociaz poprawne. Gdyby jednak iskrzyło - chciałabym poznać przyczynę, nie wyobrażam sobie, że dochodzi aż do nienawiści i to bez żadnego powodu.
            • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:34

              no to ja dalej dociekam, co, jakie zachowanie tego faceta jest nieakceptowalne.
              Do bycia razem zawsze trzeba dojrzeć, dotrzeć się. Nie wyobrażam sobie, że mój syn już na wstępie, bez żadnej przyczyny, skreśla faceta (istnieje ryzyko, że będzie tak traktował każdego).
              Iwoniaw napisała już: rozmowy, rozmowy, rozmowy, kompromisy...
              No chyba że facet do totalny odpad, cham i manipulant (miłość jest "ślepa") wink wtedy rację przyznaję dziecku, no ale to jest konkretna przyczyna niechęci.
              • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:36

                aha, i jeszcze dodam, że przecież nikt się nie wprowadza na drugi dzień zaraz po zapoznaniu. Wcześniej facet bywa w domu, poznaje dziecko, zwyczaje, po malutku włącza się w życie.
                Już na tym etapie powinno być widoczne, jakie są relacje między nimi i jeszcze przed wprowadzeniem się faceta - starać się jakoś wszystko ułożyć.
                • 3-mamuska Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 15:23
                  iwles napisała:

                  >
                  > aha, i jeszcze dodam, że przecież nikt się nie wprowadza na drugi dzień zaraz p
                  > o zapoznaniu. Wcześniej facet bywa w domu, poznaje dziecko, zwyczaje, po malutk
                  > u włącza się w życie.
                  > Już na tym etapie powinno być widoczne, jakie są relacje między nimi i jeszcze
                  > przed wprowadzeniem się faceta - starać się jakoś wszystko ułożyć.
                  >
                  A co to zmienia jakie sa miedzy nimi relacje?
                  Jak sie nie lubią i juz koniec kropka.

                  Bo to jest problem z dogadaniem sie czy kwestia przyzwyczajenia.

                  Ja tak mam sa osoby których po prostu nie lubie , nic mi nie zrobiły nie sa wredne ,ale nie ta chemia.
                  Moze to kwestia wychowania charakteru obu storn a tego sie nie zmini. Sposobu zachowania, poruszania się mowy.
                  Nie lubie i juz nie trawie i koniec, są to bardzo sporadyczne sytuacje ,jednak jak juz sie zdarzy nie ma mowy zeby rozmowy czy kompromisy pomogły.
                  Mam teraz 2 takie osoby znajomi meza.

                  Uważam ze w takim momecie jedyne wyjście to związek dochodzący, wiecej u faceta w domu, a po jakims czasie wyprowadzacka do niego lub nowego wspólnego mieszkania.
              • beataj1 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:41
                Nie no, zakładamy że facet jest ok. Tylko pomiędzy nim a dzieckiem nie ma sympatii. Nie spotkałaś nigdy w życiu osoby za którą nie przepadasz, mimo że generalnie jest ok? Że przeszkadzają ci jakieś drobiazgi w jego zachowaniu, może jakieś opinie, żarty nie śmieszą. I o ile widywanie takiej osoby od czasu do czasu to nie problem, to zamieszkanie z nią we wspólnym domu to już duży problem. Bo w sumie nie ma jak uciec i unikać spotkań.
                  • beataj1 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:52
                    Owszem, mnie też. Ale to byli moi rodzice a nie obcy ludzie sprowadzeni mi do domu z pominięciem mojego zdania/chęci.
                    I tak jak napisałam - o ile wyobrażam sobie złamanie/zignorowanie takiego sprzeciwu w przypadku kilkulatka. To prawie dorosły człowiek to już nieco inna sytuacja.
                    • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:59

                      widocznie ja miałam szczęście smile, a jak były zgrzyty (facet nie ma prawa krytykować, syna taka krytyka bolała bardziej, niż gdybym to samo powiedziała ja), naprawdę wystarczyło porozmawiać. Mądry mężczyzna zrozumie i jak mu na kobiecie zależy - ustąpi.
                      Teraz potrafią trzymać sztamę razem, prowadzą "męskie" rozmowy, mają wspólne zainteresowania.
                      Chodziło przede wszystkim o to, żeby syn nie krępował się powiedzieć, co mu nie pasuje, żeby każda strona była gotowa na kompromis.
                      (mowa o dziecku nastolatku)
      • iwoniaw Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:10
        Gdyby jednak iskrzyło - chciałabym poznać przyczynę, nie wyobr
        > ażam sobie, że dochodzi aż do nienawiści i to bez żadnego powodu.


        To jest chyba najistotniejsze. W tych dyskusjach większość nie wiadomo dlaczego zdaje się uznawać, że to matka jest w 100% odpowiedzialna za relacje wszystkich "zamieszanych" w sytuację osób i nie ma postulatów, by po prostu rozmawiać o sytuacji i wyjaśniać konflikty w gronie bezpośrednio zainteresowanych. Tak jakby to nie miała być rodzina prowadząca wspólne gospodarstwo domowe, tylko osobne byty nie związane ze sobą w żaden sposób. No wtedy to faktycznie lepiej, żeby matka się umawiała na randki, gdy dziecko jest na zielonej szkole albo spędza weekend u dziadków - ale to jest rozwiązanie na początek znajomości, a nie na czas, gdy ludzie decydują się na ZWIĄZEK i założenie RODZINY.
      • nowi-jka Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 11.04.18, 07:42
        wszystko sie w tobie burzy bo to hipotetyczna sytuacja, a teraz dodaj do tego zakochanie, ze chcesz z tym facetem spedzac kazda wolna chwile ze ci go mało wciąz itd itd ... ciezko z tego zrezygnowac.
        Skoro ja zaakceptowałabym na jego zone dziewczyne której nie lubie bo on ją lubi to jednak chciałabym zeby on zrobił to samo. Rozmawiałabym, rozmawiałabym itd ... odwlokła przeprowadzkę ... nie zrezygnowałabym z faceta ale chyba nie zrobiłabym z rodzinnego domu dziecka miejsce w którym sie nie chce być. To dla mnie wazne zeby oni czuli ze w domu to azyl - zawsze.
    • leyre2 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:03
      Nigdy nie sprowadzilabym do domu w sensie zamieszkania faceta ktory nie jest ojcem moich dzieci, bez wzgledu na wiek tych dzieci. Uwazam to za bardzo nie fair wobec dzieci, szkodliwe i tyle.
      Zwiazek tak, ale na zasadzie kazdy u siebie, wyjezdzamy razem na wakacje (niekoniecznie z dzieckiem) wychodzimy do kina, teatru, na concert itp, uprawiamy seks (raczej pod nieobecnosc dziecka w domu) to wszystko tak ale zadnego wspolnego mieszkania. Moje dzieci maja ojca a nawet gdyby nie zyl lub sie nie interesowal to przyszywanego nie potrzebuja.
    • iwoniaw Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:04
      PS. Celowo podałam przykład ze starszym dzieckiem - bo młodsze wiadomo, łatwiej
      > przekonać, przekupić, zignorować w takim przypadku.


      Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie - młodsze dziecko może reagować różnie, a raczej trudno z nim rozmawiać jak z dorosłą osobą czy oczekiwać zrozumienia pewnych kwestii. Ignorowania w ogóle sobie nie wyobrażam - w końcu jestem za dziecko i jego dobrostan odpowiedzialna. Natomiast z młodym człowiekiem 16+ to jest już inna sytuacja - nastolatek w tym wieku oczywiście, potrzebuje nadal rodziców (a w wielu kwestiach i oni ciągle za niego odpowiadają), ale raczej nie uważa się już za dzidziusia mamusi. I jeśli nie był przez te wszystkie lata wychowywany na młodego baszę, to ryzyko konfliktu z "obcym facetem" jest moim zdaniem pod pewnymi względami mniejsze niż z rodzonym ojcem.
      • beataj1 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:10
        ALe wiesz, taki nastolatek naprawdę może rozumieć że matka ma prawo sobie ułożyć życie, może wykazywać dobrą wolę itd. Ale jak kogoś się nie lubi, to się go nie lubi - i nie można tej emocji w sobie na siłę zmienić. Dziecko może ustąpić, zgodzić się by absztyfikant zamieszkał (dla dobra mamy), ale co z tego skoro się we własnym domu zaczyna męczyć. Moim zdaniem to jest mocno nie fair - bo takie dziecko nie ma wyjścia. Przecież się nie wyprowadzi na swoje w wieku 16lat.,
    • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:06
      Nie jestem w stanie wyobrazić sobie abym miała pozwolić na mieszkanie w moim domu kogokolwiek jeżeli nie chcą tego wszyscy domownicy. Akceptacja/pogodzenie się z propozycją to za mało. Jeśli dziecko jest późnym nastolatkiem to absztyfikant może poczekać ze wspólnym mieszkaniem aż nastolatek usamodzielni się (mowa o sytuacji gdy nastolatek nie jest chętny do dokwaterowania pana do swojego domu). Jeśli „narzeczony” nie chce czekać to cóż.... niech szuka innej pani.
    • ruscello Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:07
      Mając prawie pełnoletnie dziecko, nie wprowadzam do domu nowego partnera, tylko czekam, aż dziecko zda maturę. Zanim dobrze poznam faceta i powstanie we mnie myśl o wspólnym mieszkaniu, minie przynajmniej rok, więc mogę poczekać i kolejny czy nawet dwa.
      • leyre2 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:15
        alicia033 napisała:

        > na szczęściesmile za stara jestem, żeby chcieć sobie układać życie z nowym facetem
        > pod jednym dachem, więc zamieszkanie razem nie wchodzi w grę.
        >
        >
        A to fakt, nawet gdy dzieci dorosle i nie mieszkaja ze mna. Osobiscie uwazam taki pomysl za dosc osobliwy.
      • jeziorowa Re: poświęcanie się dla 16-19 latka to rak macier 10.04.18, 12:00
        To nie „poświęcanie się” tylko kwestia priorytetów. Dobrostanu i komfortu moich dzieci nie da się porównać z wygodą absztyfikanta. Rozważam czysto teoretycznie, bo jestem w związku z ojcem moich dzieci. Gdybym jednak została bez partnera to zamieszkanie z nowym byłoby „poświęceniem” z mojej strony możliwym tylko w wyjątkowej sytuacji. Od dzieci nie wymagałabym tego. Można przecież spotykać się i kontynuować znajomość niekoniecznie mieszkając razem.
    • hopsi-daisy Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:19
      ten punkt jest dla mnie do zaakceptowania:

      "facet też nie bardzo potrafi załagodzić sytuacje - skoro zamieszkuje w waszym mieszkaniu oczekuje, że jakieś jego zasady będą respektowane - próbuje dyscyplinować wasze dziecko."

      jakie jego zasady mają być akceptowane? co to znaczy, że dyscyplinuje dziecko? Skoro dziecko schodzi z drogi i unika konfliktu?
      Ok - rozumiem, że może być zasada, że dziecko nie rusza jego rzeczy - i tu jest dyscyplinowanie jeśli się nie stosuje. Ale poza tym? Nie podobałoby mi się, gdyby nowy facet nagle brał się za wychowywanie moich dzieci, bez mojej wiedzy czy zgody, a w zasadzie prośby. On nie jest rodzicem.
      • beataj1 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:30
        Załóżmy że to są drobiazgi. Takie które w przypadku braku tej niechęci w ogóle nie byłby by problemem.
        Np. Facet mojej koleżanki chciał by niedzielne obiady były zawsze wspólnymi celebrowanymi posiłkami. Niby drobiazg i w założeniu nic złego. Ale jej córka nie lubiła tego faceta i ta zasada była dla niej torturą.
        Albo oczekiwanie że środowy wieczór będą oglądać serial A a tymczasem córka zwykle oglądała program B.
        Tak jak piszę - drobiazgi - ale przy niechęci, jedynie podkręcające złą atmosferę.
        • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:40

          drugi telewizor smile

          czy dla córki wspólny obiad, ale np. u babci (w ktorym uczestniczy też i nowy partner matki) też są torturą ? Bo jeśli nie przeszkadza jej wtedy, to może ona buntuje się przeciwko jego zasadom, a nie stricte jemu ?
          • beataj1 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:48
            No tak i w tej konkretnej sytuacji pojawił się drugi telewizor. Tylko wiesz jak to się skończyło - córka praktycznie zabarykadowała sie w swoim pokoju. Unikała nowego faceta, za chwilę zaczęła też unikać matki. Wracała do domu najpóźniej jak tylko mogła, jeżeli sytuacja jej do tego nie zmuszała to nie wychodziła z pokoju, nie odzywała się itd.

            Jakie to ma znaczenie przeciwko czemu się buntuje dziecko - męczy się w sytuacji w której zostało postawione wbrew swojej woli. Można je oczywiście przekonywać że się myli - ale jak długo można walczyć z uczuciami dziecka a kiedy poowinien przyjśc moment by uznać że dziecko po prostu ma prawo nie chcieć mieszkać z nowym partnerem córki.
              • beataj1 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:01
                No wiesz, z uwagi na to że przykład jest w dużej mierze wymyślony to oczywiście mogę napisać że wycieczki to tak a teatr nie smile
                Tylko że to nic nie znaczy.
                Problem polega na tym że nawet najprzyjemniejsza aktywność spędzana z nielubianą osobą przestaje być przyjemna.
                Widzisz - ja nie lubię teściowej a lubię chodzić do Ikei. Ale iść z teściową do Ikei - to już wolę zostać w domu - bo będzie drętwo, na siłę i nieprzyjemnie - mimo że obie włożymy dużo wysiłków w zachowanie pozorów..
                • memphis90 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 16:06
                  A ja myślę, że w życiu jest mnóstwo sytuacji, w których musimy spędzić czas z osobą, z którą nam nie do końca po drodze. Za chwilę dzidziuś zacznie przeprowadzać do domu sympatię i co - też matka ma strzelić focha, że chłopak/dziewczyna jej nie pasuje, że nie zje wspólnej pizzy, nie pojedzie razem na weekend, że wyprawa do CH będzie męką? Niech się dziecię uczy życia w społeczeństwie. Osobiście nie rozumiem podejścia, że "teściowa popsuje mi wyjście do Ikei, więc wolę nie iść w ogóle".
                  • 3-mamuska Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 11.04.18, 06:45
                    memphis90 napisała:

                    > A ja myślę, że w życiu jest mnóstwo sytuacji, w których musimy spędzić czas z o
                    > sobą, z którą nam nie do końca po drodze. Za chwilę dzidziuś zacznie przeprowad
                    > zać do domu sympatię i co - też matka ma strzelić focha, że chłopak/dziewczyna
                    > jej nie pasuje, że nie zje wspólnej pizzy, nie pojedzie razem na weekend, że wy
                    > prawa do CH będzie męką? Niech się dziecię uczy życia w społeczeństwie. Osobiśc
                    > ie nie rozumiem podejścia, że "teściowa popsuje mi wyjście do Ikei, więc wolę n
                    > ie iść w ogóle".
                    >

                    Spędzać czas od czasu do czasu z nielubianą osoba to co innego niz stałe zamieszkanie.
                    Ostatecznie ematka bardzo często radzi zerwać kontakty ograniczyć odsunąć teściow/dziadków/rodzeństwo współmałżonka z życia rodziny.

                    Co to dziewczyn potencjalnych chłopaka to oni raczej beda chcieli spędzać czas w samotności z dała od rodziców i raczej dziewczyna nie bedzie ustawiać matki chłopka.
                • lodomeria Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 16:34
                  Wymyślasz strasznie. Partner chce wspólnych posiłków? No to niech przekona dziecko, dlaczego to dla niego takie ważne, niech się postara i ugotuje coś ekstra, ale jednocześnie niech da dziecku czas na przyzwyczajenie się albo po prostu zrozumie, że akurat w tym układzie wspólne obiady nie wypalą.
                  Ty nie lubisz programu A, ja nie lubię twojego B, no to znajdźmy jakiś program C, który sobie razem będziemy oglądać, bo zależy mi na tym, żeby wspólnie z tobą posiedzieć przed tv a nie aż tak na programie, który mogę sobie obejrzeć w sieci.

                  Aż taka niechęć o jakiej piszesz, to nie jest zwykłe wkurzanie, tylko symptom jakichś głębszych problemów. Czy to z komunikacją, czy to jeszcze jakieś bardziej poważne sprawy.

                  Przede wszystkim to zacznij od symetrii: nie lubisz teściowej, ale ona Ciebie tak i chciałaby spędzić z Tobą czas na czymś, co lubisz (albo wykorzystać Twoją znajomość Ikei). Wykorzystujesz sytuację, żeby pokazać jej jak bardzo się męczysz, pod pozorami dobrej miny do złej gry, zamiasto po prostu odmówić. I tu mamy do czynienia nie z niechęcią, tylko z głębszym problemem.

                  Macie z teściową luźne, ale poprawne stosunki. Obydwie macie zaspokojone potrzeby emocjonalne względem siebie. Jesteście w stanie przeżyć wspólny wyjazd do ikei, nie oczekujesz, że będzie on tak samo wyglądał, jak wtedy, gdy jedziesz sama, albo po prostu nie umawiacie się na takie sytuacje, bo i po co, co nie zmienia faktu, że możecie miło spędzić popołudnie przy wspólnym obiedzie.


                  No i nadal będę twierdzić, że to kulturowo nie potrafimy docenić, jakim stresem jest zmiana warunków mieszkaniowych i pozwalamy sobie na kanalizowanie stresów w relacjach z osobami. Zamiast po prostu dać stresowi czas, próbować go sobie złagodzić, to trenujemy się w niechęci do jakiejś konkretnej osoby i utrwalamy w sobie tę niechęć tak skutecznie, że nawet jak już fizjologiczny stres ustąpi, nadal się jej kurczowo trzymamy i sobie ją racjonalizujemy.
        • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:06
          Wybacz, ale obcy człowiek, który wchodzi do rodziny może mieć swoje propozycje, ale nie ma prawa niczego wymagać ani zarządzać. Woleć to lub tamto to on może u siebie, a nie w cudzym domu. Sytuacja, którą omawiamy to nie ta gdy dwoje ludzi zakłada rodzinę i wspólnie ustalają zasady u siebie. To sytuacja podobna do tej gdy zięć/synowa wprowadza się do teściów i rodzeństwa żony/męża. Też nikt normalny nie pozwoli aby się szarogęsił. Albo dostosuje się do zasad i zwyczajów domowników albo niech się wyprowadza.
          • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:10

            szarogęsił sie, to nie, ale... gdyby nie mógł nic powiedzieć, o niczym decydować, bo na każdym kroku byłoby mu wypominane, że nie jest u siebie, więc niech zamknie dziób - to jak myślisz ? Kto zachowuje się nieładnie (żeby nie powiedzieć chamsko)?
            • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:21
              Ale rozumiesz różnicę między szarogęszeniem a decydowaniem w ramach bycia „gościem”. Zmuszanie cudzego dziecka do konkretnych nielubianych czynności jest delikatnie mówiąc szarogęszeniem. Wprowadzenie nowej osoby do domu nie może naruszyć dobrostanu dotychczasowych domowników. Owszem, zmieniają się trochę zasady, np. dzieci nie wchodzą już do sypialni matki kiedy chcą jak do siebie, ale narzeczony matki nieproszony nie komentuje ani nie „doradza” w sprawach dotyczących nie swoich dzieci.
              • mamma_2012 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:27
                A co jeśli mama, bez własnego mieszkania, wprowadza się z dziećmi do domu nowego partnera?
                Jej dzieci mają zachowywać się jak goście? Właściciel ustala zasady, a reszta się do nich dostosowuje? Czy jednak skoro są rodziną to każdy ma prawo głosu?
                • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:46
                  Nie rozważamy sytuacji, w której są rodziną. Gdy są rodziną to dzieci jej, jego, wspólne i brak jakiegokolwiek mieszkania na własność nie są przeszkodą. W poście startowym jest wyraźnie napisane, że nie mówimy o rodzinie tylko o tym, że matka wprowadza swojego „chłopaka” do domu, w którym mieszkają zależne od niej dzieci, które tego akurat pana nie cierpią z powodów charakterologicznych a nie jakiś wydumanych. Zakładając, że pan jest aż takim bucem, że mając tego świadomość i tak się wprowadza do kobiety, która przynajmniej chwilowo straciła dla niego rozum, to mimo tego chcesz mu jeszcze dać prawo do uprzykrzania życia dzieciakom?
                  Sytuacja jest oczywiście całkowicie hipotetyczna, bo chyba nie ma zbyt dużo kobiet, które są w stanie tak potraktować własne potomstwo.
                  • mamma_2012 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:17
                    Nie są rodziną, tylko decydują się żyć jak rodzina z nowym chłopakiem.
                    Jak spojrzysz, na całkiem powszechną sytuację, kiedy tata zakochuje się i zamieszkują sobie razem z nową wybranką? Dzieci, słusznie nie cierpią nowej „mamy”, bo rozbiła rodzinę. Doradzalabys zerwanie ojcu kontaktów (w sensie mama nie puszcza dzieci do domu ojca), póki nie zerwie nowej znajomosci?
                    Kobiety są uczone, że to one mają być skłonne do większych poświęceń.
                    • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:30
                      Nie, nie, nie, nie decydyją się, tylko jedna z osób z rodziny decyduje się na zmianę życia mając w odwłoku jak bardzo pogorszyła poziom życia osobom, które powinna kochać i być za nie odpowiedzialna. Sytuacja typu tata zakochuje się, porzuca rodzinę i wyprowadza do nowej jeśli już to „macochy” a nie „mamy” nie jest całkiem powszechna. W realnym świecie na setki par znam jednego takiego facecika. Wracając do głównego problemu: nikt z nikim zrywać nie musi, wystarczy, że nie będzie swojego wyjątkowego szczęścia wciskać na siłę innym ludziom. Ostatniego zdania nie rozumiem: kto tak uczy kobiety? Chyba nikt już od lat nie wychowuje tak córek. Nie przypominam sobie z dzieciństwa aby takie brednie ktoś serwował mi lub moim koleżankom.
                        • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:54
                          Nie wyrzucenie tylko niewprowadzenie. Duża różnica, prawda? Znam dwa przypadki, gdy pani nie wprowadziła się do pana (jeden rozwodnik, jeden wdowiec), bo jego nastoletnie dzieci nie życzyły sobie tego. Żaden nie pytał kolegów o zdanie, bo byli wystarczająco mądrzy aby wiedzieć jak postąpić.
                      • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:42

                        ja ciebie rozumiem, i nie wiem, czy umiałabym być z kimkolwiek, kto tylko narzuca swoją wolę i nie daje nic w zamian (żadnych ustępstw). Więc tutaj wybór jest jednoznaczny - facet odpada.
                        Ale z drugiej strony... nie chcialabym tez wychować syna na takiego samego egoistę (który uważa, że jemu wszystko się należy, i zero ustępstw, dobrej woli do porozumienia).
                • leyre2 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:47
                  mamma_2012 napisała:

                  > A co jeśli mama, bez własnego mieszkania, wprowadza się z dziećmi do domu noweg
                  > o partnera?

                  Taka sama sytuacja, sielanka to tylko w romantycznych filmach (zakonczeniach uscislajac) w zyciu to sa problemy.
              • iwles Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:49
                jeziorowa napisała:

                > Ale rozumiesz różnicę między szarogęszeniem a decydowaniem w ramach bycia „gośc
                > iem”. Zmuszanie cudzego dziecka do konkretnych nielubianych czynności jest deli
                > katnie mówiąc szarogęszeniem. Wprowadzenie nowej osoby do domu nie może naruszy
                > ć dobrostanu dotychczasowych domowników. Owszem, zmieniają się trochę zasady, n
                > p. dzieci nie wchodzą już do sypialni matki kiedy chcą jak do siebie, ale narze
                > czony matki nieproszony nie komentuje ani nie „doradza” w sprawach dotyczących
                > nie swoich dzieci.

                zgadzam się.
            • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 16:23
              Jakie dostosuj się albo spadaj w stosunku do synowej/zięcia? O co chodzi? Przecież tych osób nikt na siłę nie wepchnie do mojego domu pomimo mojego sprzeciwu (o to chodzi w podanym konflikcie na linii dziecko - kochanek) i nie zaczną mi wprowadzać swoich rządów. Jak mnie odwiedzą to dostosują się (jak wszyscy goście) do zasad panujących w moim domu, a jak ja odwiedzę ich to dostosuję się do zasad panujących w ich domu. To oczywista sprawa. Nie martw się, będę dobrą teściową, stosuję zasadę „żyj i pozwól żyć innym”, nie jestem tupeciarą i nie idę po trupach do celu i nie pozwolę aby ktoś na mnie takie rzeczy uskuteczniał - doprawdy teściowa z horroru😝😂
          • lodomeria Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 17:16
            jeziorowa napisała:

            >To sytuacja podobna do
            > tej gdy zięć/synowa wprowadza się do teściów i rodzeństwa żony/męża. Też nikt n
            > ormalny nie pozwoli aby się szarogęsił. Albo dostosuje się do zasad i zwyczajów
            > domowników albo niech się wyprowadza.


            Albo można jeszcze być normalnym i jak się zaprosiło kogoś do wspólnego mieszkania, zwłaszcza jeśli jest to dorosła osoba, to ustalić sobie zasady wspólnie.
    • banksia Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:22
      Przerabiałam to z wlasna matką na pewnym etapie więc chyba wiem, jak to nie powinno wyglądać wink

      Przede wszystkim, nie robić sobie bajzlu w zyciu i nie decydować się na mieszkanie na kupie. Matka może zawsze zacząć więcej czasu spędzać u partnera, dając tym samym dorastającemu dziecku więcej swobody i często wolną chatę - to mogloby byc nawet win-win.

      Rozmawiać z dzieckiem i dopilnować, by mialo pewność, że na matkę niezależnie od wszystkiego zawsze może liczyć.
      Nie torpedować związków i życia towarzyskiego dziecka. Wspierać w samodzielności. Rozmawiać o relacjach, emocjach, dawać odczuć ze jest wobec partnera krytyczna, nie idealizująca: wyobraźmy sobie co czuje nastolatek ciagle upominany o nauke, balagan, wygląd itd w porownaniu do "idealnego" partnera matki.

      Nie traktowac dziecka jak wycieraczke, mebel albo worek treningowy, jesli chce sie je w przyszłości widywac częściej niż raz do roku albo dopiero na wlasnym pogrzebie.
    • kamik777 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:32
      Ja kilka lat spędziłam samotnie tylko dlatego, że wydawało mi się, że żaden facet nie będzie dość dobry dla mojego syna. W końcu znalazł się Ktoś, mój syn, wówczas 12 letni polubił go od razu, więc nie było problemu. Ale jako nastolatek jest już innym człowiekiem, nasza relacja nie jest już niestety tak czuła i bałabym się, że się zbyt mocno sypnie, gdybym mu wprowadziła do codziennego życia kogoś, kogo nie znosi.
      Nie zrobiłabym tego. Związek też mógłby nie przetrwać na dłuższą metę takiej próby.
    • agata_abbott Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:51
      Myśle, ze w takim układzie „przemęczać sie dwa lata” powinna raczej matka i jej facet, nie dziecko. Które zreszta w przeciwieństwie do faceta nie ma drugiego mieszkania, żeby uciec, odpocząć. A i relacja dziecka z matka jest jednak dłuższa niż z nowym facetem.
    • andaba Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 11:57
      Sytuacja dla mnie całkowicie abstrakcyjna, ale jak się łatwo domyślić - nigdy nie "uszczęśliwiłabym" dziecka nowym tatusiem.
      Jeszcze pamiętam czasy gdy byłam nastolatką i nie wyobrażam sobie obcego chłopa w domu.

      Z jednym zastrzeżeniem - ja, jak się łatwo domyślić, byłam dziewczynką - dopuszczam, że gdybym była chłopcem pragnęłabym mieć w domu faceta. Widzę, że synowie jednak lgną do ojców, więc może z braku ojca lgnęliby do ojczyma, jeżeli byłby w porządku.
    • mamma_2012 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:04
      Mam wśród bliższych, dalszych znajomych, chyba już dziesiątki, historii, gdzie nowy facet, zamieszkuje z rodziną. Piszę facet, bo nie znam przypadku, gdzie na wstępie dzieci mają swoje podstawowe miejsce przy ojcu. To raczej nie wygląda tak, że delikwent staje w drzwiach i zaczyna się wspólne życie. Do tego momentu jest docieranie się.
      Są wspólne wyjscia, poznawanie, obwąchiwanie, wakacje, pojedyncze noce. Jeśli zupełnie się nie układa, to taki związek się rozsypuje zanim dojdzie do regularnego dzielenia mieszkania.
      Oczywiście jak się pojawiają kryzysy, to zdarzają się głupie teksty, ale w granicach przewidzianych dla danego etapu.
      W przypadku, gdzie np. rozstanie jest wynikiem zdrady, pozamałżeńskich nagłych ciąż jest już trochę inaczej, ale tu jakiejś większej próby nie mam.
      Generalnie, najczęściej jakoś się to wszystko układa. Syn jednego kolegi był np. mocno buntowany przez matkę, trochę to potrawało, wszystko się ułożyło i chociaż związek z nową panią nie przetrwał, to jej dzieci przyjaźnią się i z tym synem i z byłym przyszywanym tatą, a kolega ma z nim świetne relacje.
    • tol8 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:10
      Wg mnie dziecko nie ma nic do gadania. Mieszka u rodziców i ma się stosować do zasad przez nich narzuconych. Miałabym być sama, bo egoistyczny dzieciak nie lubi partnera? Ojca też można nie lubić, matki też. Mają się wtedy wyprowadzić?
      Na szczęście nie miałam takiego problemu, facet który nie zareagował dobrze na moje dzieci, nawet nie zdążył zamieszkać u mnie. Obecny mąż ma świetne relacje z dziećmi.
    • miss_fahrenheit Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:10
      Trudno powiedzieć, dopóki nie było się w takiej sytuacji. Czysto teoretycznie - jeśli nowy partner jest świetnym człowiekiem, a niechęć między nastolatkiem a partnerem wynika wyłącznie z "braku chemii", to o ile dziecko nie ma zaburzeń/chorób, które mogą dodatkowo wyolbrzymić odczuwanie niechęci - próbuję jednak zostać z partnerem, starając się łagodzić ewentualne konflikty (starając się razem z partnerem - jeśli to świetny człowiek, to też będzie robić wszystko, żeby rozwiązywać takie konflikty).
    • an.16 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 12:10
      Kulturalni ludzie umieją ze sobą przebywać pod jednym dachem bez manifestowania niechęci. Facet ważniejszy od dziecka dlatego, że zamieszkał razem z matką? To brednie. Matka ma prawo do ułożenia sobie życia, a konflikty należy łagodzić i rozwiązywać.
    • claudel6 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:42
      jeśli to jest nastolatek, to znaczy, że za kilka lat wybędzie z domu. a jeśli związek z facetem jest powazny, to znaczy, że mieszkanie osobno w tym samym mieście mu nie zaszkodzi. może nawet pomoże, jak ludzie będą dłużej ze sobą randkować, a nie widzieć się na co dzień w kapciach. po wyprowadzce nastolatka mogę sprowadzić faceta do domu. na pewno bym nie robiła tego w sytuacji, gdy dziecko by sie z gościem nie dogadywało i próbowala w krótkim czasie na siłę ich "pożenić". po co? jestem kobieta na tyle samodzielną, że bez codziennych portek w domu dałabym sobie radę. facet jest mi raczej potrzebny jako towarzysz, nie jako codzienna opoka.
      z moim aktualnym już-mężem pierwsze dwa lata związku nie tylko mieszkaliśmy osobno, ale też mieszkaliśmy w różnych krajach. związek jakoś przetrwał, więc tym bardziej da się w jednym mieście.
      • mamma_2012 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:45
        Jeśli masz prawie 40 lat i myślisz o dziecku z nowym partnerem, to tych kilku lat na czekanie nie masz.
        Ja bardzo lubiłam bycie samotną matką, ale wiem, że to nie jest powszechne i rozumiem kobietę, która w wieku 28 lat zostaje wdową i w końcu znajduje kogoś z kim sobie chce ułożyć życie.
        • lea.letizia Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:58
          Nawet 40 latka myslaca o kolejnym dziecku z nowym partnerem nie powinna zapominac o tym dziecku, ktore juz ma oraz planowac "nowego dziecka" z odpadem atomowym.
          A pan ktory na dzien dobry probuje "ustawiac" obcego nastolatka dla wlasnej wygody niestety JEST odpadem atomowym
          • mamma_2012 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 15:06
            Akurat jak na zawołanie jest wątek, gdzie mama żąda od córki powrotu z emigracji, bo czuje się samotna po śmierci ojca. Tam sprawa wydaje się jasna, ale gdyby samotność matki wynikała z tego, że została sama, bo zrezygnowała z nowej rodziny, drugiegop dziecka, bo tak chciała córka to sprawa nie byłaby już taka prosta.
            W sprawie Arweny egoizm jest z dwóch stron, plus toksyczni teściowie plus brak komunikacji.
            • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 15:38
              Nie czytam wszystkich wątków, chyba nikt tego nie robi, w wątki emigracyjne chyba jeszcze nigdy nie zaglądałam. Nigdzie nie napisałam, że samotny człowiek nie może szukać partnera, ale nie wolno mu realizować własnego komfortu kosztem dzieci. Albo niech pani znajdzie pana, z którym dzieci chcą mieszkać, bo ma inne zalety niż dobre bajerowanie ich matki, albo niech kontynuuje ten związek nie ściągając dzieciom na głowę uciążliwego lokatora dodatkowo przyzwalając na jego władzę nad nimi. Jeśli pan absolutnie i koniecznie chce już i teraz wprowadzać się do pani nawet „po trupach” to może pani powinna zastanowić się czy to napewno miłość?
              • araceli Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 18:43
                jeziorowa napisała:
                > Niech robi co chce, ale nie kosztem istniejącego już dziecka.

                Zdefiniuj 'kosztem' - bo wszystko jest kosztem. Jak masz jedynaka to nie możesz zdecydować się na drugie (z tym samym facetem) bo to będzie 'kosztem' pierwszego?


                Poświęcanie całego życia dziecku to typowe działanie toksycznej matki-polki.
                • jeziorowa Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 19:43
                  Nic nie pisałam o poświęcaniu życia zdrowemu dziecku (to czysta głupota) tylko o poświęcania życia dziecka (to czyste draństwo). Nie chcesz chyba napisać, że obcy człowiek, którego nie lubisz, w poście startowym padło nawet stwierdzenie, że nastolatek „męczy się ewidentnie” i „dyscyplinuje” cię co chwile po to abyś jak najszybciej wyniosła się ze swojego domu to nie jest dla ciebie bardzo duży koszt i jeśli masz go ponosić tylko dlatego, żeby matka miała portki w domu to jest standardowa sytuacja typu pojawiające się rodzeństwo.
    • riki_i Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:42
      beataj1 napisała:

      > Nawiązując do wątku arweny. Macie dziecko nastoletnie powiedzmy 16-19 lat, z kt
      > órym mieszkacie same we dwoje. Poznajecie nowego faceta i planujecie ułożyć sob
      > ie z nim życie. Zamieszkujecie razem.
      > Problem polega na tym że wasze dziecko po prostu faceta nie znosi.

      No to krótka piłka - wybywamy na noc (a przynajmniej co którąś noc) do mieszkania tego faceta i ograniczamy do minimum kontakty tegoż i dziecka.

      Dziecko powyżej 18 r.ż. teoretycznie może robić co chce, więc jeśli gościa nie trawi, to pozostaje jedynie przyjąć to do wiadomości i usuwać mu faceta z drogi.

      A buntownicza młodzież w wieku 16-18 , jak nie akceptuje faceta , to niech siedzi sobie sama i czeka aż mamusia wróci z amorów.

      Ps. No chyba , że cała sytuacja jest zgoła inna i wygląda tak jak poniżej (autentyk z kręgu moich znajomych). Rozparzona mama, rycząca czterdziecha po rozwodzie, znajduje sobie kolejne męskie odpady atomowe na portalach randkowych. Każdy z tych panów ma prosty sposób na życie, a mianowicie pasożytowanie na babie, własnego lokum nie posiada i pomieszkuje u mamusi, albo hoooj wie kogo, a główny cel takiego jegomościa to wtranżolenie się do mieszkania kolejnej "miłości" i życie na jej koszt. W takiej sytuacji dorastające dziecko ma 100% racji, a szanowna mamusia z mózgiem zarosłym męskim przyrodzeniem wymaga raczej solidnego kopniaka w dupę niż leczenia relacji na linii 'facet odpad' - dziecko.

    • beata985 Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:46
      około rok temu zadałam ematce to samo pytanie, w tym wypadku nie zakończyło się to happy endem dla synowej niestety ale w dużej części jest to jej zasługa....tak zaczęła kombinować-próba eksmisji syna i najprawdopodobniej teściów też...musiała się wyprowadzić.....
      • riki_i Re: No dobra, a co byście wy zrobiły. 10.04.18, 13:53
        beata985 napisała:

        > tak zaczęła kombinować-próba eksmisji syna i najprawdopodobniej teściów też...m
        > usiała się wyprowadzić.....

        znam przypadek pani co eksmitowała 16 letniego syna do rozwiedzionego tatusia, bo habibi z Tunezji musiał mieć swobodę. Po miesiącu z habibim , pani sprzedała mieszkanie i wyniosła się wraz z nim do Szczecina, bo tak zadecydował śniady kochaś. W Szczecinie okazało się, że czekali na niego kumple, którzy pięknie przeflancowali go do Niemiec , no i pan zniknął jak kamfora 4ever. Aha, jak jeszcze był w Polsce, to 24h na dobę siedział na kompie. Pani myślała, że on rozmawia z rodziną w Tunezji, a gość załatwiał sobie przerzut na Zachód.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka