Dodaj do ulubionych

nie-romantycznie "zlamane serce" ...

01.05.18, 20:22
... zdarza Wam sie, czy to ja jestem dziwna?

noz kurcze, sypie mi sie przyjazn, w zasadzie bez powodu, i czuje sie, jakbym miala zlamane serce ... sad

mialam tak dwa razy w przeszlosci, z kobietami, jeden "zwiazek" sie rozsypal i teraz widze, jak bardzo byl toksyczny, drugi trwa od 10 ponad lat i wiem juz, ze akcje przyjaciolki wynikaja z jej dziecinstwa i tego, jak rodzice ja zniszczyli ... ona walczy, chodzi na terapie, stara sie, ja wiem wiecej i teraz zadna z nas nie dopusci do takiej sytuacji, jak 7 lat temu - ale pamietam wciaz to dojmujace uczucie walenie sie zycia, opuszczenia, zlamanego serca, smutku i beznadziei ...

dziwna jestem, czy ktos do mnie dolaczy?
Obserwuj wątek
    • mapt Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 20:52
      Bywa. Ktoś bliski z rodziny przekroczył granice mojej akceptowalności zachowań i zakończyłam relacje - został realny nóż w sercu bo to nie tak miało być.
      Przyjaciółka wieloletnia dla której kiedyś dużo zrobiłam i wydawało się, że to znajomość na wieki - jednak przestała być kompatybilna i zachowała się niefajnie. Owszem, było przykro, ale zerwałam z nią relacje bo się przelało więc "dla własnego dobra" - więc żadnymi złamanymi sercami się w tym przypadki nie epatowałam.

      Jak ta twoja obecna znajomość też z osobą zaburzoną to może masz tendencje do współuzależnień?
      • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 20:57
        > Ktoś bliski z rodziny przekroczył granice mojej akceptowalności zachowań i zakończyłam relacje
        > - został realny nóż w sercu bo to nie tak miało być.

        o, dobrze powiedziane ...

        > Jak ta twoja obecna znajomość też z osobą zaburzoną to może masz tendencje do
        > współuzależnień?

        nie, ta obecna nie. przyjazn z "osoba zaburzona", o ktorej wspominalam, bardzo sobie cenie i OBIE (ta osoba tez) duzo zrobilysmy, zeby to byla w miare normalna relacja. po prostu "przed" dowiedzeniem sie wiekszosci mialysmy epizod i go przepracowalysmy, choc potrzebny byl czas, a ja cierpialam (ona tez).
        • mapt Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 21:09
          Pomyśl, czy niektórych znajomości nie ciągniesz jednak na siłę wyobrażeniem że to "wielka przyjaźń" i musi być zażyła i głęboka. A one już się rozjeżdżają bo drogi ludziom czasem się naturalnie rozchodzą, i mogą rozejść, osoby do siebie przestają pasować i współbytowanie zaczyna męczyć. Trzeba wtedy dać tej drugiej osobie odejść i samej odpuścić, zająć się własnym życiem, poluzować kontakty, niech sobie umrą śmiercią naturalną- może po X latach się znowu zejdą. A nie obowiązkowo dramatycznym cięciem i rozstaniem na wieki z sercem w cierniowej koronie krwawiącym oprawionym w obrazek na ścianie..
          • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 21:50
            > A ja mam wrażenie, że to jest takie trochę zgorzknienie i utrata wiary w ludzi.

            o widzisz, a ja inaczej do tego podchodze - ze to ja sie jakos nie sprawdzilam ... w ludzi wierze niezmiennie ...

            > Chyba wolałabym przeżywać bardziej, tyle że we mnie jakby coś się w tej kwestii wypaliło.

            kurcze, ale takie przezywanie boli sad wlasnie przez to przechodze i jest mi cholernie ciezko ... moze wolalabym troche wiecej obojetnosci?
            ... najbardziej to wolalabym, oczywiscie, zeby nie bylo powodow do cierpienia, hehe
            • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 21:54
              Myślę, że jak przyjaźń nie wypala, to obie strony albo nie umieją się dogadać, albo zwyczajnie do siebie nie pasują na dłuższą metę, albo może być i tak, że dana przyjaźń miała szansę się sprawdzać tylko w określonych okolicznościach, na pewnym etapie życia.
                • mapt Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 22:10
                  bez sensu taka deklaracja. Co "ty zawsze". Przecież wiadomo, że nie ma "zawsze". Jak się okaże wyjątkowo wredną dziumdzią to wcale nie zawsze.
                  Zamiast deklaracji mówiących "rób mi co chcesz i jak chcesz, zniosę wszystko byleś była, byle to trwało", lepiej stawiać jasno "opanuj wredne zachowania bo tego i tamtego tolerować nie będę, mnie to nie odpowiada" . Wtedy ludzie bardziej się liczą i cenią.
                  • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 22:14
                    no ale tutaj wrednego zachowania nie bylo, tylko nagle ochlodzenie atmosfery ... mysle, ze latwiej byloby "zerwac", gdyby jakies swinstwa sie przytrafily ... a ja jednak jestm osoba do bolu lojalna (jesli juz wiez zostala nawiazana) i wlasnie "na zawsze" - i widze, cze niektorzy to wykorzystuja (a nie ktorzy odwzajemniaja).

                    ta "obecnej" przyjazni na razie odlozylam na "dalsza polke", spisalam na straty, ale nie wykluczam, ze do niej wroce, JESLI bedzie szczera chec nawiazania zazylosci od nowa (a raczej "na starym gruncie").
                    • yuka12 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:30
                      Kuro, ja Cie swietnie rozumiem, ale radze podejscie Butch. Przez ciagle zycie na walizkach i zmiany rozjechalo mi sie kilka wieloletnich przyjazni i znajomosci, ktore mogly byc takimi przyjazniami. Do jakiegos momentu bolalo, nie powiem, bo przeciez utrzymanie przyjazni to duza inwestycja- czasu, emocji, innych rzeczy, z obu stron. Jak sie konczy powstaje dziura, ktora z wiekiem coraz trudniej mi wypelnic. Teraz juz nie angazuje sie w znajomosci, ciesze z chwili, ze spotkan i nie planuje niczego. Potrwa dluzej- swietnie, skonczy sie- trudno, zawsze pozostana wspomnienia milych chwil smile.
                      • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:37
                        > Teraz juz nie angazuje sie w znajomosci, ciesze z chwili, ze spotkan i nie planuje
                        > niczego. Potrwa dluzej- swietnie, skonczy sie- trudno, zawsze pozostana
                        > wspomnienia milych chwil smile.

                        to madra rada smile ja jednak jeszcze tak nie potrafie ... jak ktos mi "zajdzie za skore" (pozytywnie), to mam powaznie trudnosci z pozbyciem sie zaangazowania ... jestem osoba, ktora latwo sie przywiazuje, w dodatku chyba naiwna, bo wierze ludziom i zakladam, ze sa szczerzy, a to nie zawsze do konca jest prawda (przekonalam sie osobiscie).
                        • zla.m Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:52
                          Rozumiem, ja od jakichś 2 lat mierzę się z tym, że moja najstarsza przyjaźń tak naprawdę się wypaliła. Też nie wiem, dlaczego, pewnie na to złożyło się wiele rzeczy (inne etapy w życiu, rozjazd zainteresowań...). Dużo mnie kosztowało, żeby powiedzieć sobie to po raz pierwszy, przeżywałam bardziej niż niejedno rozstanie.

                          A co do twojej "nie-przyjaciółki" - może ona woli powiedzieć, że to od początku nie była przyjaźń, żeby się w swoich oczach usprawiedliwić. No bo skoro się z tobą nie zaprzyjaźniła, to teraz nie jest świnią wystawiając cię do wiatru.... taka dziwna racjonalizacja. Nie wiem, czy warto rozmawiać, skoro ktoś tak stawia sprawę. I raczej nie dostaniesz sensownej informacji zwrotnej, która się przyda na przyszłość, bo gdyby to chodziło o coś, co ty zrobiłaś, to pewnie by ci po prostu powiedziała.

                          Rozumiem smutek i niestety chyba nie ma na to rady. Przeczekać trzeba. Trzymaj się.
                        • yuka12 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 17:31
                          No coz po kilkunastu latach za granica mam dosc gruba skore i trudno za nia wlezc smile. Poza tym, jak juz wspomnialam wiele razy sie przeprowadzalam, wielu moich znajomych i przyjaciol tez i bardzo wiele znajomosci, a nawet przyjazni sie zakonczylo lub bardzo poluzowalo chociazby z tego powodu (pomijajac inne). Nie mam juz sily ani ochoty angazowac sie w kolejne bliskie relacje, musze cos zostawic dla bliskich. Prawdopodobnie w ten sposob komus moge sprawic przykrosc, kto liczy na duzo wiecej, rozumiem to, ale na tym etapie luzna znajomosc musi wystarczyc.
    • a.va Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 21:17
      Tak, przydarzyło mi się w ciągu ostatnich lat dwa razy. Raz to taki dopiero wschodzący romans - pracowałyśmy razem, świetnie mi się z kobietą rozmawiało, ogromnie ją polubiłam i miałam nadzieję, że będzie z tego przyjaźń, ale ona najwyraźniej nie była zainteresowana, bo gdy zmieniłam pracę, znajomość umarła, mimo moich prób podtrzymania. Żal mi do dziś, to była fantastyczna kobieta.

      Drugi raz to porzucenie z dnia na dzień - przyjaciółka się obraziła na cały świat, przestała od wszystkich odbierać telefony i oczywiście sama dzwonić też, zablokowała nas (mnie i jeszcze kilka koleżanek) na Fejsie, zero kontaktu. Bo jedna z osób z naszego kółka jej dopiekła (zresztą nieświadomie, po prostu walnęła coś i tyle). Początkowo nie mogłam w to uwierzyć, przeżyłam to okropnie, jakby mnie facet rzucił, teraz, po dwóch latach, już tylko mi żal.
      • bergamotka77 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 10:47
        O, a gdy ha pisałam ze mnie bliska koleżanką nagle i bez powodu wyrzuciła ze znajomych na FB to wszystkie mnie ematki wysmialy ze to dziecinne ze przeżywam. Przyjaźnie, zwłaszcza z kobietami, sa przereklamowane wynika z moich doświadczeń. Ja przyjaźnie się np z własną mama i jej mogę wszystko powiedzieć, mężowi też. Mam kilka bliskich koleżanek ale nie odwazylabym się ich nazwać przyjaciółkami po tym jak trzy mnie niefajnie potraktowały.
        • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 12:10
          ja akurat rozumialam Twoje rozczarowanie w tamtym watku.
          tutaj jednak troche sobie przeczysz - piszesz, ze Ci zalezalo i zabolalo zachowanie bliskiej kolezanki, a jednoczesnie, ze przyjaznie kobiece sa przereklamowane?...

          dla mnie wlasnie sa bardzo cenne (nie mam ich duzo, palce jednej reki wytarcza), trudno by mi bylo bez nich, bo jednak zycie scisle rodzinne i zawodowe to dla mnie troche za malo.
      • sacea Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:57
        Mnie też rzuciła przyjaciółka, do teraz nie wiem dlaczego, znałyśmy się od dziecka, razem szkoła podstawowa/średnia, potem studia, każda w innej miejscowości, ale co weekend razem, jej ślub tez ok, jak jej mama chorowała, to w ciągłym kontakcie, popołudniami jeździłam pilnowac dziecka, żeby mogła do szpitala jechać, potem mój ślub i dostałam kartkę, telefonów nie odbierała, na fejsie mamy siebie w kontaktach ale nie piszemy, tylko z daleka cześć, czasem kilka zdań, bo dalej mieszkamy na tej samej ulicy, nawet drugie dziecko w tym samym wieku, próbowałam odnowić relacje, nie wyszlo
        co czuję? smutek, żal, wykorzystanie, szczególnie jak widzę wpisy fb o prawdziwej przyjaźni
        • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:07
          Moja jedna też się zwinęła, gdy wyszłam za mąż. Druga też po jakimś czasie. W obu przypadkach bardzo się starałam podtrzymać więź. Myślę, że one sobie tego nie dały rady poukładać. Plus być może doszły jakieś zaszłości, o których nigdy mi nie powiedziały.
          Jednak nie mam żalu. Jest mi trochę przykro, owszem. Było bardziej, ale przeszło.

          Miałam nawet okazję spotkać się z trzema moimi przyjaciółkami po latach - całkiem miło nam się rozmawiało, ale o odnawianiu znajomości, a już bliskiej to w ogóle, mowy nie ma i nie było.
    • simply_z Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 21:23
      Tak..pewna przyjaźń skończyła się po 17 latach..czy tam 18. Przykre w sumie, dziś już nie boli ale czasem łapię się na tym, że przypominam sobie pewne historie z czasów szkolnych, wspomnienia, żarty itd. albo chcę jej powiedzieć coś o naszych wspólnych znajomych ale nie mogę, bo się nie odzywamy od paru lat. Bywa i tak.
    • al_sahra Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 21:30
      Miałam tak - długoletni przyjaciel "od serca" odsunął się ode mnie - nie jakoś nagle i dramatycznie, ale stopniowo nasze drogi się rozeszły i to ja próbowałam utrzymywać kontakt, ale na próżno. W którymś momencie zorientowałam się, że nasza przyjaźń przestała istnieć.

      To była przyjaźń platoniczna, ale myślę, że wszelkie relacje, gdzie występują duże emocje rządzą się podobnymi prawami. Relacja nie musi być o podłożu erotycznym, żeby była romantyczna.
    • buuenos Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 01.05.18, 22:42
      Kuro,wiem co czujesz. Mialam przyjaciolke-Liceum,studia,no bratnia dusza.Ja wyemigrowalam, ale kontakt telefoniczny i osobisty podczas odwiedzin w PL byl. Przyjaciolka na 2 roku urodzila core.Moj ojciec-poniewaz jej dawno nie zyl- byl jej przyszywanam dziadkiem.I przyszedl rok 2005. Siostra moja,matka 3-miesiecznego dziecka, zachorowala.Guz mozgu. Operacyjny,ale stres byl.Zadzwonilam do przyjaciolki,zeby sie wygadac,poplakac,uslyszec,ze bedzie dobrze. W tym dniu umieral JPII. I jak ja jej sie wyplakiwalam to ona komentowala wiesci z tv.Nigdy nie byla bogobojna.Uderzyla w placz po info o smierci papieza.Ja odlozylam sluchawke .
    • cedar_wood Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 08:17
      Kuro, dziękuję Ci za ten wątek.
      Sama przeszłam przez dwie takie straty w przeszłości - też przyjaźnie z kobietami, bardzo bliskie, bardzo dużą bliskośc emocjonalna, i nagle ""odcięcie": raz w 2010 r. (dziewczyna przechodziła przez trudny czas związany ze swoją kondycją psychiczną, a ja okazałam się (jak w artykule Guardiana) nie dość dobrym przyjacielem dla niej), a drugi raz w 2013, gdy po 13 latach wydawałoby się baaardzo emocjonalnie bliskiej przyjaźni pewnego dnia usłyszałam, jak to nie spełniam jej oczekiwań).

      Obie straty bolą do dziś... Piszesz: "pamietam wciaz to dojmujace uczucie walenie sie zycia, opuszczenia, zlamanego serca, smutku i beznadziei ..." To jakbyś o mnie pisała. Jeszcze raz dzięki za założenie tego wątku, dostrzegłam kilka rzeczy o sobie.
    • sumire Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 10:40
      Zdarzyło się. Były w moim życiu przyjaźnie, które się naturalnie rozjechały, wygasły. Jednej natomiast szczerze żałuję, zwłaszcza że trwała blisko 20 lat. Do dziś nie wiem, o co poszło. Nie pokłóciłyśmy się, nie rywalizowałyśmy o nic ani nikogo. Nagle zaczęło się odwoływanie spotkań w ostatniej chwili, potem albo od razu odmawiała, albo nie reagowała na wiadomości. Wreszcie nastała zupełna cisza. I tak, do dziś mnie kłuje w sercu, gdy o tym myślę.
    • lucerka Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 10:44
      Moja przyjaciolka z przeszlosci nagle opuscila meza, wziela dzieci i wyjechala do innego landu. Dowiedzialam sie po fakcie. Poczulam sie "zdradzona".
      Po jakims czasie wrocila i znow zaczelysmy spedzac ze soba czas, dosc intensywnie. Gdy znalazlam prace i zabraklo czasu na regularne spotkania, napisala mi pozegnalny sms, ze chce sobie zaoszczedzic rozczarowan (brak mojego czasu dla niej) i ze "wypowiada" mi przyjazn.
      Mam zlamane serce od tamtej pory.
    • szara_w Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:08
      Jak ja Cię, Kuro, rozumiem! Utracone przyjaźnie, złamane zaufanie, rozczarowanie bola mnie zawsze bardzo. Przerwanie przyjaźni z liceum boli do dziś, choć minęła epoka. Na bieżąco zanikająca przyjaźń - zasmuca mnie bardziej, niż jest warta. Ale taka juz jestem i chyba inna nie będę już
    • redheadfreaq Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:19
      Nie jesteś, doskonale to rozumiem. Zakończyłam taką znajomość półtora roku temu, po kolejnej chorej akcji że strony tamtej osoby. Sytuację uznałam - mimo jej deklaracji - za niemożliwą do uratowania, kiedy zaraz po tym, jak powiedziała, jak to strasznie za mną tęskni, zaczęła opisywać swoje nowe podboje. Równie toksyczne jak te, które były powodem rozejścia się w szwach naszej znajomości. No sorry, nie mam czasu na kogoś, kto raz za razem wkłada palce w zawiasy, trzaska drzwiami i płacze, że boli.
    • lady-z-gaga Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:22
      Skoro znalazłaś na forum liczne bratnie dusze, to moj wpis Ci humoru nie popsuje smile
      Otóż ja należę do tych, co nie rozumieją. Za wczesnych, młodych lat oczywiście miewałam przyjaźnie połączone z zauroczeniem daną osobą. I wtedy ta relacja wydawała mi się w moim życiu niezbędna, ponieważ byłam zachwycona rolą, jaką osoba X odgrywa w moim życiu, a jeszcze bardziej (wiem to, patrząc z dzisiejszego punktu widzenia) rolą, jaka JA odgrywam w jej zyciu i jak bardzo jestem ważna smile
      Potem, jako dojrzała kobieta, posiadająca męża i dziecko, nauczyłam się bez żalu zostawiać za sobą znajomości, z ktorych miałam więcej szkody, niż pożytku. Ponieważ przestałam za "pożytek" uważać sam fakt, że jestem komus potrzebna. Zaczęłam oczekiwać pewnej równowagi miedzy tym, co daję i co otrzymuję (oczywiście w przenośni). I tak oto zostały wyeliminowane relacje trwające siłą bezwładu, do ktorych musiałam się zmuszać. Zerwałam tez przyjaźń, w ktorej byłam telefonem zaufania i darmową terapeutką - bo miałam tylko słuchać, a mało mowić (i bron boże nie o sobie, na to nie było miejsca). Przestałam czerpać poczucie własnej wartości z tego, że "oto jestem ja, wspaniała, empatyczna, bardzo komus potrzebna, bo potrafię zrozumieć wszystko". I ten nowy stan uznałam za psychiczne uzdrowienie, wyjście z piekła niedowartościowania.
      Od pewnego czasu utrzymuję głownie luźne, przyjemne znajomości z ludźmi, z ktorymi łączą mnie wspolne zainteresowania. Rozmowy są ciekawe dla obu stron i nikt nikogo nie wykorzystuje, ani nie rozczarowuje. Mam też kontakty ze starymi znajomymi (nie wiem, czy powinnam nazwać taką osobę przyjaciółką czy koleżanką). Znamy się od ponad 30 lat, znamy swoje rodziny, wiemy o sobie bardzo duzo, ale nie wszystko. Rozmawiamy od czasu do czasu, raczej szczerze, ale nie uważam szczerości za obowiązek - jesli komuś pasuje, aby pewne rzeczy zachowac dla siebie, to ma do tego prawo i nie odbieram czegos takiego jak nielojalność. Czuję ogromny szacunek i sentyment do takich długoletnich znajomości, ktore nie były dość "gorące" aby przynieść rozczarowania i konflikty, a jednak trwają, we wzajemnej sympatii i tolerancji.
      Dlaczego tak się rozpisałam? otóż przy całym szacunku dla cudzych emocji i cudzej wrażliwości, nie rozumiem tak wielkich oczekiwań od przyjaźni na pewnym etapie życia, bądź co bądź , dorosłego. Nie krytykuję jako coś złego, smiesznego, niedojrzałego. Po prostu nie rozumiem. Wyobraźni mi nie starcza, abym mogła siebie postawić w takiej hipotetycznej sytuacji: oto siedzę i mam złamane serce, bo przyjaciółka się ode mnie odsuwa. Może to ja jestem upośledzona i pewnie tylko jedna Triss mogłaby mnie poprzeć swoim cynizmem smile
      • sumire Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:40
        Trudno to wyjaśnić. Jeśli znasz kogoś przez większość życia, byliście razem w różnych sytuacjach, niekiedy dramatycznych, bliska jest ci bardzo ta osoba i nagle koniec - to jest jednak cholernie żal. To się wcale za bardzo nie różni od rozpadu romantycznego związku. To, że tracisz znajomych, bo wam się drogi życiowe rozchodzą, jest naturalne, ale z taką prawdziwą przyjaźnią jest troszeczkę inaczej. To jest, kurde, wyrwa i strata.
        • lady-z-gaga Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:46
          >Jeśli znasz kogoś przez większość życia, byliście razem w różnych sytuacjach, niekiedy dramatycznych, bliska jest ci bardzo ta osoba

          Ok. Byc może moje podejście wynika z tego, że nie miałam okazji być z kimś w dramatycznych sytuacjach. Wcześnie wyszłam za mąż i do tej pory mam tego samego męża, nie przydarzyły mi się żadne życiowe tragedie, w ktorych jakaś moja przyjaciółka mogłaby uczestniczyć i w czyms pomagać, przed czymś ratować. Bo tylko w takich sytuacjach może - wg mnie- narodzić się więź równa lub silniejsza niż więzy rodzinne, albo miłosne smile
      • al_sahra Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:51
        > Może to ja jestem upośledzona

        Nie upośledzona, tylko z tego co piszesz wynika, że po prostu nie doświadczyłaś w życiu takiej przyjaźni, której rozpad można boleśnie odczuć. To, co opisujesz, to są innego typu związki (i zgadzam się, że nie są warte bólu duszy po ich stracie).
        • lady-z-gaga Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:59
          Doświadczyłam przyjaźni (dwóch), których rozpad boleśnie odczuła druga strona. Byc może moje obie byłe przyjaciółki mogłyby napisac posty o złamanym sercu i prawdopodobnie nie rozumiały, dlaczego nasza przyjaźń się rozpadła. Bo w przyjaźni, jak w miłości - często trudno o jednakową satysfakcję z obu stron. I tak, jak w miłości, nie warto podtrzymywac związku tylko dlatego, że jednej osobie jest dobrze. Widocznie w przytaczanych tu opowieściach jednej ze stron przestawało byc dobrze.
          • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 12:07
            > Bo w przyjaźni, jak w miłości - często trudno o jednakową satysfakcję z obu stron. I tak,
            > jak w miłości, nie warto podtrzymywac związku tylko dlatego, że jednej osobie jest dobrze.
            > Widocznie w przytaczanych tu opowieściach jednej ze stron przestawało byc dobrze.

            zgadzam sie - ja nie jestem za przeciaganiem znajomosci, ktore nie sa satysfakcjonujace dla obu stron, nie chcialabym takich przyjazni "z litosci", czy z przyzwyczajenie. absolutnie nie odmawiam ludziom prawa do zerwania/zakonczenia przyjazni, po prostu pisze, ze mnie takie sprawy dodtykaja osobiscie, bola, czasem latami.

            i w moim przypadku jedna z takich przyjazni przetrwala bardzo ciezki czas, brak kontaktu przez jakies pol roku (calkowity) - dlatego, ze OBIE chcialysmy i probowalysmy sobie wytlumaczyc, o co tak naprawde chodzi. przyjaciolka zaufala mi z roznymi traumami ze swojego dziecinstwa (choc szczegolow nie znam do dzis), a ja zaufalam jej, ze niektore jej zachowania nie maja ze mna nic wspolnego i potrzeba jest odrobina rozumienia i - czasami - pominiecia milczeniem dziwactw. i przyjazn przetrwala i kwitnie, bo OBIE o nia zawalczylysmy, bo uznalysmy, ze warto. i obie sie z tego cieszymy smile
            • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 12:57
              No to jesteście, jak widać z tego wątku, wyjątkami.
              Czytając wpisy zastanawiałam się i nawet chciałam założyć osobny wątek na ten temat dlaczego przyjaźnie rozpadają się najczęściej poprzez wygaszanie, wycofanie jednej ze stron. Nie rozumiem tego szczerze mówiąc. To znaczy wiem jakie mogą być przyczyny, ale z drugiej strony zostaje człowiek, który nie rozumie co się stało, został odrzucony bez słowa wyjaśnienia. To bardzo przykre i jak widać po tym wątku boli nawet po latach.
              • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:04
                > Czytając wpisy zastanawiałam się i nawet chciałam założyć osobny wątek na ten
                > temat dlaczego przyjaźnie rozpadają się najczęściej poprzez wygaszanie, wycofanie
                > jednej ze stron. Nie rozumiem tego szczerze mówiąc.

                no ja tez nie (zaloz, Pade, watek, to moze czegos sie dowiemy!).
                ostatnio mialam taki moment po spotkaniu z przyjacielem, ze bylam zmeczona, nie chcialo mi sie gadac, chcialam po prostu miec swiety spokoj - i probowalam zrobic "ghosting" ... wytrzymalam 2 dni, bo tak gryzlo mnie sumienie, wreszcze napisalam - daj mi troche czasu, wyjasnie pozniej i poczulam sie wreszcie lepiej wink
              • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:21
                Dokładnie o tym jest artykuł z Guardiana. Zasadniczo, mocno skracając, poczucie krzywdy narasta, aż do tej kropli, przepełniającej kielich goryczy i wtedy pani się zwija. Z artykułu wynika, że kobiety nie potrafią ze sobą, o problemach między sobą, rozmawiać tak otwarcie, jak rozmawiają we dwie o problemach z innymi ludźmi w ich życiu. Pisałam to już tu niedawno.
                • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:28
                  Butch, ale w tym artykule bylo tez o przyjazniach mezczyzn, podobnie zakanczanych ... (przeczytalam dzis rano wink)

                  i akurat moje "klopoty" z przyjazniami (i te obecne i te przeszle, roznie zakonczone) nie mialy duzo wspolnego z poczuciem krzywdy, czy kielichem goryczy ...
                  • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:55
                    Ponoć jedną z przyczyn jest uproszczenie komunikacji przez elektronikę, ludziom już się nie chce kłócić twarzą w twarz, poza tym głęboka przyjaźń to tak złożony związek, że jak się zaplącze, to niemożliwym może być rozplątanie go.

                    Sama mam np. poczucie, że takie wyjaśnianie nic nie wnosi, skoro znamy się jak łyse konie i jesteśmy w stanie przewidzieć swoje reakcje oraz to, że każda pozostanie przy swoim zdaniu, każda będzie uważała, że ta druga postępuje "dziwnie".

                    Z całą pewnością masz rację w tym, że co układ, to historia, jednak oczekiwanie, że ludzie zawsze sobie całkowicie fair wyłożą wzajemnie kawę na ławę i w najgorszym razie uścisną sobie ręce na pożegnanie, jest chyba nieco naiwne. Nie mówię, że takie przypadki się nie zdarzają, ale nie sądzę, by to była większość.

                    Bo np. co ja bym miała powiedzieć tej swoje przyjaciółce...? Że mamy odmienny system wartości? Że traktuje mnie czasem z pozycji wyższościowej i że mnie to wkurza? Że irytuje mnie, gdy uważa się za eksperta w dziedzinach, o których nie ma pojęcia? Że chciałaby mną kierować, a ja nie mam na to ochoty? A ona na to, że jestem przewrażliwiona, że tylko chce pomagać, że to ja jestem specyficzna i mam nietypowe priorytety? No po co nam taka rozmowa? Bo ja nie widzę tu żadnego sensu. Jeśli by chcieć to ratować, wyszłaby bez mała terapia par... Skoro każda ma rodzinę i dzieci to chyba nie miałabym ani ja ani ona tyle zapału, aby to układać. Co z resztą zgadza się z tym, co wyżej przytoczyłam, że napisał Guardian.
                    • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:03
                      Tak, dokładnie to mogłabyś jej powiedzieć, tylko trochę inaczej. Atak powoduje obronę i wtedy faktycznie nie da się nic wyjaśnić.
                      Owszem, można uznać, że ludzie się nie zmieniają i z góry wiemy jak zareagują, tylko wtedy to założenie trzeba odnieś do siebie, a to już nie jest takie prawdziwe, nieprawdaż?smile
                      Co miałaby dać taka rozmowa? Informację jak mnie postrzega druga strona. Czy zgadzam się z tym, czy nie do końca. Jak reaguję w takich a nie innych sytuacjach, na czym mi zależy, czego potrzebuję, co mnie boli.
                      To wszystko przy założeniu, że dana relacja jest dla mnie ważna, oczywiście.
                      • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:09
                        > Co miałaby dać taka rozmowa? Informację jak mnie postrzega druga strona. Czy
                        > zgadzam się z tym, czy nie do końca. Jak reaguję w takich a nie innych sytuacjach,
                        > na czym mi zależy, czego potrzebuję, co mnie boli.
                        > To wszystko przy założeniu, że dana relacja jest dla mnie ważna, oczywiście.

                        no dokladnie - jest jakas informacja zwrotna, ktora przynajmniej pozwala zrozumiec, dlaczego sprawy sie sypia ... u mnie teraz jest wlasnie tak - byla przyjazn, deklaracje, zrozumienie, a potem - chyba bez powodu? - nagle wyrazna zmiana zachowania, sugestie "w zasadzie malo dla mnie znaczysz", "moje wczesniejsze zachowanie bylo wyrachowaniem" ... a mnie na razie zdziwienie wzielo takie, ze nie wiem jak domagac sie jakis wyjasnien, bo czuje sie w stylu "wtf???"
                          • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:23
                            > Zapytaj, czy czymś ją uraziłaś.

                            Butch, ale tutaj nie ma sugestii, ze czyms urazilam. raczej sygestia, ze "od poczatku" zle zinterpretowala ta znajomosc i nadalam jej za duza wage - ze to nie tak, ze ta osoba wycofuje sie raczkiem, tylko ze NIE MA sie z czego wycofywac, bo malo nas laczylo.

                            dlatego mnie to dziwi. zwlaszcza, ze akurat ostatnio ta osoba przechodzila przez burzliwe czasy i staralam sie pomoc i przede wszystkim wspierac - zeby wiedziala, ze zawsze ma kogos do rozmowy, czy do konkretnej pomocy.
                            • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:28
                              A może ona na Ciebie coś przenosi, skoro dużo u niej się dzieje?
                              Pytanie, czy chciałabyś w takim układzie być wyrozumiała. Możesz spróbować przeczekać trudny u niej okres i wtedy ewentualnie, już z jakiegoś dystansu, porozmawiać o tym, co się stało.
                              • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:31
                                > A może ona na Ciebie coś przenosi, skoro dużo u niej się dzieje?

                                tak, dopuszczam taka mozliwosc. i w sumie _troche_ rozumiem (choc nie rozumiem sugerowania mi braku jakichkolwiek glebszyuch relacji miedzy nami).

                                > Pytanie, czy chciałabyś w takim układzie być wyrozumiała. Możesz spróbować
                                > przeczekać trudny u niej okres i wtedy ewentualnie, już z jakiegoś dystansu,
                                > porozmawiać o tym, co się stało.

                                taki mam na razie plan, choc ja jestem niecierpliwa i ta sprawa akurat mnie boli ... nie jestem (nie chce byc) osoba zgorzkniala, z natury jestem wyrozumiala i lubie wierzyc, ze warto ...

                                ps. dziekuje za rozmowe i traktowanie moich "problemow" powaznie i z sympatia, i Tobie i Pade i wszystkim innym, ktore wyrazaja przynajmnie zrozumienie smile
                        • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:12
                          Te sugestie są wstrętne, okrutne. Wahałabym się między wku.wem a domaganiem się wyjaśnień. Słowa też ranią, nie tylko czyny. Nie można sobie tak pie.przyć trzy po trzy i mieć gdzieś, że kogoś boli.
                          Przepraszam za kropki, ale się wkurzyłam Kuro, że tak Cię ktoś potraktował.
                          • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:20
                            > Te sugestie są wstrętne, okrutne. Wahałabym się między wku.wem a domaganiem
                            > sie wyjaśnień.

                            no ja na razie "cierpie w milczeniu" i zastanawiam sie, co zrobic. i mysle, czy moze przesadzam, moze zawyzylam znaczenie tej znajomosci? moze sobie pewne rzeczy wyobrazilam? uncertain nie wiem, boli mnie na razie i probuje sie z tym bole uporac.
                            choc pewnie nic nie zrobie w koncu, bo jakos "honor mi nie pozwala sie narzucac". wiem, glupie, ale tak mam - jesli ta osoba do mnie "wroci", to chetnie zapomne to, co zle, jednak narzucac sie nie nie lubie ... no nie wiem, co robic, przyznaje uczciwie. [w sumie ten watek mial byc o ogolach, a nie o mojej sytuacji, ale dziekuje, ze ktos mnie slucha]

                            > Przepraszam za kropki, ale się wkurzyłam Kuro, że tak Cię ktoś potraktował.

                            dzieki - bo ja juz myslalam, ze "histeryzuje" ... [a napisalam o sytuacji bardzo ogolnikowo i bez szczegolow]
                            • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:25
                              >moze zawyzylam znaczenie tej znajomosci? moze sobie pewne rzeczy wyobrazilam?
                              Tak też niestety bywa. Przykra konstatacja i trudno ustalić, czy w danym przypadku prawdziwa...

                              >choc pewnie nic nie zrobie w koncu, bo jakos "honor mi nie pozwala sie narzucac". wiem, glupie, ale tak mam - jesli ta osoba do mnie "wroci", to chetnie zapomne to, co zle, jednak narzucac sie nie nie lubie

                              Imo to nie jest żadne narzucanie się. Jak masz potrzebę, to pytaj wprost. Natomiast odnawianie przyjaźni bez wyprostowania tego...? Chyba duże szanse, że sytuacja się powtórzy.
                              • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:28
                                > >moze zawyzylam znaczenie tej znajomosci? moze sobie pewne rzeczy wyobrazil
                                > am?
                                > Tak też niestety bywa. Przykra konstatacja

                                no, dokladnie ...

                                > Imo to nie jest żadne narzucanie się. Jak masz potrzebę, to pytaj wprost.

                                nie wiem, czy mam potrzebe, boje sie pewnie, ze dostane "niezobowiazujaca" odpowiedz ...

                                > Natomiast odnawianie przyjaźni bez wyprostowania tego...? Chyba duże szanse, że
                                > sytuacja się powtórzy.

                                ... no gdyby przyjazn miala sie odnowic, to trzeba by to wyjasnic - ale to z woli tej drugiej osoby.
                              • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:34
                                > Imo to nie jest żadne narzucanie się. Jak masz potrzebę, to pytaj wprost.

                                no wlasnie do konca nie wiem, jak zapytac wprost, bo obawiam sie, ze to wywola irytacje i probe przyparcia do muru. na razie musze sie zdystansowac (co jak widac tutaj, kiepsko mi idzie...), poczekac. chyba (?)
                            • pade Re: nie-romantycznie 02.05.18, 15:06

                              > dzieki - bo ja juz myslalam, ze "histeryzuje" ... [a napisalam o sytuacji bardz
                              > o ogolnikowo i bez szczegolow]
                              >
                              >
                              Podważenie sensu i umniejszenie rangi znajomości to nie jest byle co. Być może przyjaciółka coś odreagowuje na Tobie, ale to nie jest żadne wytłumaczenie.
                      • butch_cassidy Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:10
                        Też napisałam - potrzebne by było wejście bez mała na poziom terapii. Nie przekonałaś mnie.

                        >Owszem, można uznać, że ludzie się nie zmieniają i z góry wiemy jak zareagują, tylko wtedy to założenie trzeba odnieś do siebie, a to już nie jest takie prawdziwe, nieprawdaż? smile
                        Dlaczego nieprawdziwe? Oczywiście że pewne cechy pozostają niezmienne, u wszystkich, nas samych nie wyłączając.
                        Delikatniej rozmawiać? A po co takie owijanie w bawełnę? Albo można szczerze albo tym bardziej to nie ma sensu.
          • al_sahra Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:06
            lady-z-gaga napisała:

            > I tak, j
            > ak w miłości, nie warto podtrzymywac związku tylko dlatego, że jednej osobie je
            > st dobrze. Widocznie w przytaczanych tu opowieściach jednej ze stron przestawał
            > o byc dobrze.

            To truizm - i tak samo jak w miłości, rozpad przyjaźni kiedy ”jednej ze stron przestało być dobrze” może być trudnym przeżyciem.

            Koniec związku może mieć też bardziej skomplikowane przyczyny. Czasem rozstają się ludzie, którzy się kochają, ale odkrywają, że jednak inne sprawy w życiu są dla nich ważniejsze. Albo kochają się, ale jednocześnie walczą ze sobą i po jakimś czasie przychodzi znużenie. Z przyjaźnią może być podobnie.
      • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 12:02
        e no, Lady, nie podchodz do mnie jak do jeza, ja sie nie obrazam za odmienne zdanie smile
        sama zapytalam, czy jest "nas" wiecej, bo mam wrazenie, ze takie emocjonalne podejscie nie jest bardzo czeste. ciesze sie, ze znalazlam jakis tam odzew i jak najbardziej zdaje sobie sprawe, ze sa osoby, ktore podchodza do tego inaczej.

        ja raczej nie traktuje przyjazni jako "poczuj-sie-dobrze" - po prostu czasem jakis czlowiek zapada mi w dusze/serce/itp i przebywanie z nim, dzielenie sie z nim roznymi rzeczami (nie tylko materialnymi) sprawia mi przyjemnosc i "robi mi dobrze". ja nie zaprzyjazniam sie latwo, mam problem ze znajomosciami, bo jestem malo spoleczna, przyjaciol mam kilku, ale naprawde dobrych i szczerych i utrata takiej osoby zwyczajnie boli. tyle smile
      • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 12:50
        Lady, może dlatego nie rozumiesz bo sądzisz, że te emocje biorą się z kruchych podstaw ("niewłaściwych" podstaw) na jakich opierały się również Twoje przyjaźnie. Że to zbyt silne przywiązanie, zaborczość, toksyczność, wykorzystywanie przez drugą osobę, wygórowane oczekiwania bądź w ogóle oczekiwania powodują, że rozpad przyjaźni jest bolesny.
        Powyższe "warunki" nie są konieczne do przeżywania straty. Wystarczy, że jest więź wytworzona przez wspólne przeżycia i zrozumienie. Samo przywiązanie powoduje ból przy rozstaniu. Nie potrzeba do tego toksyczności.
        Ja w Twoim poście widzę kobietę kiedyś zranioną, która postanowiła, że nie da się już więcej wykorzystać ani przywiązać do kogokolwiek, żeby później nie bolało.
        • jolie Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:15
          Ja post Lady odebrałam inaczej - że z perspektywy czasu ceni relacje symetryczne i że nie ma zbyt wielkich oczekiwań, co do ludzi. Ja mam trochę tak samo, ale faktycznie może to wynika z tego, że najdramatyczniejsze chwile życia dzieliłam już z mężem i nie doświadczyłam przyjaźni, która byłaby efektem współprzeżywania. Z ludźmi łączyły mnie zawsze miejsce (szkoła, studia) i wspólnota zainteresowań, podobieństwo charakterów.
          • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:32
            Sama wymiana myśli, emocji, doświadczeń może powodować wpółprzeżywaniesmile Nie potrzeba do tego wielkich problemów i tragedii.
            Z tego co piszecie wynika, że przyjaźń jest po coś. Żeby było wsparcie, pomoc, wysłuchanie, wyciąganie z problemów. Jakby dobre samopoczucie wynikające z przebywania z drugą osobą to było zdecydowanie za mało.
            • jolie Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:46
              Dobre samopoczucie zapewnia też fajna koleżanka, która nie musi być od razu przyjaciółką. O tych dramatycznych wydarzeniach wpomniano wyżej, że to wytwarza bardzo silną więź między ludźmi i ktoś, kto tego nie przeżył, nie rozumie.
        • lady-z-gaga Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:37
          Ty możesz widzieć to, co chcesz smile ja nie bardzo widzę w swoim życiu miejsce na to, aby przyjaźń taka, jakie przeżywa się w młodości, istniała i kwitła. Rozumiem i zgadzam się definicją przyjaźni, jaką przytoczyłaś: " więź wytworzona przez wspólne przeżycia i zrozumienie". Owszem, możliwa byłaby kontynuacja moich starych przyjaźni (gdyby się nie rozpadły) , własnie w imię kilku wspolnych dzisięcioleci. Natomiast moje zapotrzebowanie na takie relacje drastycznie zmalało. To nie żadna gorycz i lęk przed rozczarowaniem, ale ja zwyczajnie nie potrzebuję bliskich przyjaciółek, bo nie bardzo wiem, jak miałabym te przyjaźnie realizować. Mam swoje długoletnie małżeństwo, ktore nie dostarcza mi żadnych burzliwych emocji, potrzebujących ujścia i wynoszenia spraw na zewnątrzwink Nie mam sekretów, ani słabości, o ktorych chciałbym rozmawiac tylko z przyjaciółką. Nie mam tez w związku z tym ochoty wysłuchiwać wyłącznie o cudzych problemach, bo wolę normalną rozmowę, w ktorej obie strony mogą się wypowiadać na każdy temat smile
          Mam kuzynkę, z ktorą łączy mnie nieco szorstka przyjaźń - różnimy się często w poglądach, ale jesteśmy rodziną prawie 40 lat, lubimy ze sobą rozmawiać i robimy to bardzo często, omawiając zarówno tematy rodzinne, jak i społeczne, kulturalne, polityczne, oraz -bez przesadnej intymności - osobiste. Mam dorosłą córkę, ktorej pomagam w pewnych sprawach i z ktorą mam dobre kontakty. Mam mamę, ktora mimo 80 lat zachowała trzeźwy umysł, można z nią normalnie rozmawiać, a nie tylko pytac o zdrowie smile z mężem prowadzimy rozmowy o naszych zainteresowaniach -i on, i ja mamy jakies tam własne pasje, opowiadamy sobie o treningach, ludziach i wydarzeniach, kibicujemy sobie wzajemnie, pokazujemy zdjęcia i filmiki. Do tego dochodzi czas spędzany na zajęciach, dodatkowe ewenty, przygotowania do nich, kontakty z grupami, z ktorymi ćwiczę, tańczę. Ja nie mam żadnych deficytów, ani emocjonalnych, ani towarzyskich i wbrew temu, co sugerujesz, na typowe babskie przyjaźnie po prostu szkoda byłoby mi zdrowia i czasu. Jesli mam sobie psuć humor cudzymi kłopotami, to w zupełności wystarczy mi tych, ktore pojawiają się w rodzinie. Akceptacji nie potrzebuję szukać u nikogo, bo nauczyłam się sama sobie ją dawać, a i w najbliższym otoczeniu mam jej wystarczająco.
          Jest dokładnie tak, jak napisała Jolie. A "dobre samopoczucie, wynikające z przebywania z druga osobą" można mieć, nie mając bliskich przyjaciółek.
          • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:57
            lady-z-gaga napisała:

            > Ty możesz widzieć to, co chcesz smile ja nie bardzo widzę w swoim życiu miejsce na
            > to, aby przyjaźń taka, jakie przeżywa się w młodości, istniała i kwitła. Rozum
            > iem i zgadzam się definicją przyjaźni, jaką przytoczyłaś: " więź wytworzona p
            > rzez wspólne przeżycia i zrozumienie". Owszem, możliwa byłaby kontynuacja moich
            > starych przyjaźni (gdyby się nie rozpadły) , własnie w imię kilku wspolnych dz
            > isięcioleci. Natomiast moje zapotrzebowanie na takie relacje drastycznie zmalał
            > o. To nie żadna gorycz i lęk przed rozczarowaniem, ale ja zwyczajnie nie potrze
            > buję bliskich przyjaciółek, bo nie bardzo wiem, jak miałabym te przyjaźnie real
            > izować. Mam swoje długoletnie małżeństwo, ktore nie dostarcza mi żadnych burzli
            > wych emocji, potrzebujących ujścia i wynoszenia spraw na zewnątrzwink Nie mam sek
            > retów, ani słabości, o ktorych chciałbym rozmawiac tylko z przyjaciółką. Nie ma
            > m tez w związku z tym ochoty wysłuchiwać wyłącznie o cudzych problemach, bo wol
            > ę normalną rozmowę, w ktorej obie strony mogą się wypowiadać na każdy temat smile

            Czyli przyjaźń wg Ciebie to: dzielenie się burzliwymi emocjami, tajemnicami, słabościami, wysłuchiwanie czyichś problemów.

            > Mam kuzynkę, z ktorą łączy mnie nieco szorstka przyjaźń - różnimy się często w
            > poglądach, ale jesteśmy rodziną prawie 40 lat, lubimy ze sobą rozmawiać i robim
            > y to bardzo często, omawiając zarówno tematy rodzinne, jak i społeczne, kultura
            > lne, polityczne, oraz -bez przesadnej intymności - osobiste. Mam dorosłą córkę,
            > ktorej pomagam w pewnych sprawach i z ktorą mam dobre kontakty. Mam mamę, ktor
            > a mimo 80 lat zachowała trzeźwy umysł, można z nią normalnie rozmawiać, a nie t
            > ylko pytac o zdrowie smile z mężem prowadzimy rozmowy o naszych zainteresowaniach
            > -i on, i ja mamy jakies tam własne pasje, opowiadamy sobie o treningach, ludzia
            > ch i wydarzeniach, kibicujemy sobie wzajemnie, pokazujemy zdjęcia i filmiki. Do
            > tego dochodzi czas spędzany na zajęciach, dodatkowe ewenty, przygotowania do n
            > ich, kontakty z grupami, z ktorymi ćwiczę, tańczę. Ja nie mam żadnych deficytów
            > , ani emocjonalnych, ani towarzyskich i wbrew temu, co sugerujesz, na typowe ba
            > bskie przyjaźnie po prostu szkoda byłoby mi zdrowia i czasu.

            Czyli przyjaźnią się ze sobą ludzie, którzy mają deficyty???

            Jesli mam sobie ps
            > uć humor cudzymi kłopotami, to w zupełności wystarczy mi tych, ktore pojawiają
            > się w rodzinie. Akceptacji nie potrzebuję szukać u nikogo, bo nauczyłam się sam
            > a sobie ją dawać, a i w najbliższym otoczeniu mam jej wystarczająco.
            > Jest dokładnie tak, jak napisała Jolie. A "dobre samopoczucie, wynikające z prz
            > ebywania z druga osobą" można mieć, nie mając bliskich przyjaciółek.

            To świetnie, że akceptujesz samą siebie, masz hobby i dobre relacje z bliskimi, tylko co to ma wspólnego z posiadaniem lub nie przyjaciół?
            Potwierdziłaś to, co pisałam wcześniej, że wg Ciebie przyjaźń jest po coś. W celu zaspokajania konkretnych potrzeb, wyżej wymienionych. Taki handel wymienny.
            • lady-z-gaga Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 14:22
              To skoro już się przekonałaś, że potwierdziłam Twoje podejrzenia, i że oczywiście nie mam pojęcia, czym jest prawdziwa przyjaźń, to może mnie oświeć? Twoja kolej na podzielenie się poglądamiwink
              Bo na razie zgadzamy się, że przyjaźń trwająca (bez jakichś patologii, wykorzystywania) jest wartością samą w sobie. Jednak każda przyjaźń kiedyś się zaczęła. I coś musiało sprawić, że zaistniała. Nie mowię o przyjaźni "z rozpędu" czyli siedziałyśmy w jednaj ławce, albo bawiłysmy się na jednym podwórku i do teraz, 20 lat później jestesmy przyjaciółkami. Przyjaźnie zawiera się nie tylko w dzieciństwie, a człowiek dorosły w sposob świadomy wybiera sobie osoby, z ktorym spędza czas i z ktorymi wymienia mysli. Jakiś powód musi istnieć i nie oszukujmy się, że robimy to bez szukania własnej korzyści (oczywiście mam na myśli korzyści niematerialne, żeby była jasność) . Choćby to była korzyść nieuświadomiona, czyli po prostu przyjemność płynąca z bliskości i zrozumienia smile
              Wszystko jest po coś. I przyjaźń, i małżeństwo, i rodzicielstwo. Chcemy przeżywać określone emocje, być w związku, brac i dawać. Jesli Ci moje wyrachowanie tak brzydko pachnie, to widocznie jesteś typem misjonarskim. Tylko, że to w sumie też jest "po coś".
              • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 15:01
                A nie, nie, nie jestem takim typem, też mam swoje potrzeby i lubuję się w równowadze. Ale nie siedzę z kajecikiem i nie notuję kto ile komubig_grin
                Mnie się Twój opis przyjaźni kojarzy z toksycznym związkiem, takim, w którym jedna strona wykorzystuje drugą, ale każda czerpie z tego jakieś korzyści.
                Dla mnie przyjaźń jest wtedy, kiedy nie mam poczucia, że jestem wykorzystywana, że ciągle daję a ktoś bierze i na odwrót. Bliskość, zrozumienie i akceptacja to są dla mnie filary przyjaźni.
                • karen_ann Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 19:38
                  Ciekawe bo wydawalo mi się ze najlepsza jest równowaga. Nie masz poczucia wykorzystania jak tylko dajesz? To co z tego masz? Masz duzo wolnego czasu ze oferujesz go innym ? Nie pracujesz? Ja chcę równowagi zeby pozniej nie wypominać. Sama pisałaś ze ten co daje mniej pozniej i tak się zle czuje jako biorca
                  • pade Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 19:46
                    Nie rozumiem, to do mnie?
                    Jeśli do mnie to odpowiem tak: NIE DA SIĘ zachować idealnej równowagi, bo życie to nie plan kont. Po równo, co do linijki nigdy nie będzie.
                    Poza tym napisałam: Dla mnie przyjaźń jest wtedy, kiedy nie mam poczucia, że jestem wykorzystywana, że ciągle daję a ktoś bierze i na odwrót.
                    Stąd moja konsternacja po przeczytaniu tego co napisałaś.
      • yukkonaka Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 17:43
        Mam tak samo - również nie rozumiem - bolałoby mnie rozstanie z ukochanym mężem lub utrata więzi z dzieckiem. Natomiast rozpady innych relacji mnie nie bolą - po prostu traktuję je jako etapy w życiu. I zawsze mam 100 % szacunku i zrozumienia dla decyzji o zakonczeniu relacji i na to samo liczę w drugą stronę.
        Ale być może to kwestia wieku i dojrzałości, a może swoistego "wyrachowania". A może kwestia osobowości.
    • dziennik-niecodziennik Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 11:32
      Wiesz co
      Nie mam tak
      Ale
      Po prostu dlatego ze mam latwosc emocjonalnego odciecia sie. Znosze wiele rzeczy - bo jak kogoś lubie/kocham to mam duza tolerancje - dopoki nie dotrze do mnie ze to bez sensu, ze nic z tego nie bedzie, ze dla mnie lepiej jest wymiksowac sie z ukladu. I wtedy to juz jest koniec. Jesli jakikolwiek moj zwiazek (sercowy lub przyjaciolkowy) dochodzil do takiego momentu, to juz nie ma szans na nic. I tu nie musi byc dramatu, to czesto wyglada na zimna, wywazona decyzje. A mi po prostu jakby klapki z oczu spadaja.
      I wtedy nie cierpie, bo jesli to decyzja dobra dla mnie to nie mam powodu...
      • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 12:14
        > Po prostu dlatego ze mam latwosc emocjonalnego odciecia sie.

        ja tak mam w zwiazkach romantycznych, kiedy uczucie (czy chec bycia razem) z mojej strony wygasa. jednak mam zupelnie inaczej, gdy ja wciaz "cos czuje" - wtedy cierpie. odcinam sie na ogol "fizycznie", zeby mniej bolalo, choc w zasadzie zawsze zostawiam otwarta furtke ... w zwiazkach romantycznych - nie, moge utrzymac znajomosc (lub nie), ale nie ma powrotu do tej samej wody. w przyjazniach - jak najbardziej.

        chcialabym moc sie tak odciac, jak opisujesz ...
        • yukkonaka Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 17:27
          Skoro masz tak w związkach damsko-męskich i potrafisz zerwać ten związek dlatego, że wygasła w Tobie chęć do jego kontynuacji, to powinnaś również rozumieć, że to tak samo działa w drugą stronę. Dajesz sobie prawo do zerwania relacji ale jak ktoś ją zrywa - cierpisz. Ok, to świadczy o tym, że jesteś wrażliwa i empatyczna, ale łatwiej Ci będzie to przeżyć, jak drugiej stronie również dasz prawo do stwierdzenia, że wygasła w kimś chęć do kontynuacji znajomości. I wcale nie musi to mieć związku z Tobą. W pełni popieram słowa lady-z-gagi.
          • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 17:33
            > Skoro masz tak w związkach damsko-męskich i potrafisz zerwać ten związek dlatego, że
            > wygasła w Tobie chęć do jego kontynuacji, to powinnaś również rozumieć, że to tak samo
            > działa w drugą stronę.

            ja to oczywiscie rozumiem i oczywiscie ludzie maja prawo zrywac przyjaznie. zwyczajnie mi szkoda i jakos trudno mi nad tym przejsc do porzadku dzienniego - jak Pade napisala, odrzucenie boli.
            • karen_ann Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 18:19
              Tak pomyślałam ze ta Twoja przyjaciółka jest jakoś narcystyczna. Może stwarza pozory więzi by coś wziąć a pózniej się urwała bo ona nic nie czuje albo kręci ją twój ból. Te słowa raniące tak mówiła jakby coś z nią było nie tak. Takie odoby na początku wydają się miłe atrakcyjne ale jednak są pozbawione empatii. Pomyśl czy nie przyciągasz takich osób. Wierzę ze ludzie są w stanie się dogadać jeśli mają w normie empatię. Normalni ludzie się po prostu przywiązują inwestują emocje i nie wycofują się szybko. To okropne czasy nic nie znaczących szybkich znajomości..
    • sylwiastka Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 02.05.18, 13:32
      Kuro, też tak mam. Dla mnie przyjaźnie są bardzo ważne, ważniejsze nawet niż związki romantyczne. Te ralacje nie są zafałszowane przez pożądanie czy pociąg seksulany.
      Utratę przyjaźni przeżywam bardziej niż rozpad związku (a po związku tęsknię za elemenem przyjaciela, nie zaś kochanka czy towarzysza).
      Przeprowadzałam się wiele razy i zawsze ciężko było mi pogodzić się z rozluźnieniem kontaktów z przyjaciółmi, takich codziennych, osobistych. Maile i Skype to jednak nie to samo. Miałam też przyjaciela, który zerwał przyjaźń z dnia na dzień.
      Dla mnie to zawsze strata, wiec nie jesteś sama w swoich odczuciach.
    • kikki123 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 09:35
      Nie mam tak Kuro. Przyjaciele, nawet bliscy, nie należą do tego kręgu osób, który mogłyby mi złamać serce. W zasadzie to jestem juz chyba na tym etapie, ze złamane serce mogłoby byc już tylko efektem jakieś obiektywnej tragedii w postaci - odpukac! - śmierci bliskiej osoby Porzucenie, urwanie kontaktow, zdrada czy zawód skonczyloby się raczej rozczarowaniem, niechecia, zloscia (przemijajaca) albo niesmakiem. Może nie mam serca wink ale lubie ten dystans i luz w kontaktach z przyjaciolmi (a mam z nimi serdeczne, długoletnie wiezy). Ich błędy, niewłaściwe zachowania nie godza we mnie osobiście i mam nadzieję, że vice versa smile
      • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 09:47
        Kikki, czasami chcialabym miec taki dystans, naprawde. no ale nie mam wink
        i w moim przypadku to w ogole o "bledy przyjaciol" nie chodzi, ja ludzi rzadko oceniam, nie przekreslam; wiadomo, ze jestemy ludzmi, rozne rzeczy sie zdarzaja, w zasadzie "wszystko" da sie jakos wytlumaczyc ...
          • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 10:51
            > Nie wiem, czy przypadkiem nie zależy Ci "za bardzo". Niektóre osoby czują się
            > osaczone, jak zauważają, że z drugiej strony rodzi się przywiązanie.

            moze masz racje, choc ja sie ostatnio wlasnie delikatnie wycofalam, bo cos mi nie gralo ... naprawde staram sie dawac dystans - mam bardzo bliska przyjaciolke, ktora czasem potrzebuje "zniknac" na tygodnie cale, a czasem widzimy sie codziennie i piszemy kilkadziesiat maili dziennie wink moze jednak to moje "za bardzo" zwyczajnie czuc, huh.
            jednak w jednej z tych "dziwnych rozmow" uslyszalam, ze ja absolutnie NIE jestem wymagajaca, wiec nie wiem, czy to to?

            w sumie na sucho analizuje kilka faktow z obcymi osobami - ale jakos mi to "pomaga", bo tyle spojrzen, ile ludzi i nawet nie znajac calej sytuacji, ktos moze miec bardzo celne obserwacje smile dziekuje!

            > Aczkolwiek teksty, które rzuca Ci ta kobieta nie są w porządku w żadnym wypadku.

            na razie siedze cicho, trawie i mysle, co chce z tym zrobic. ta osoba tez sie nie odzywa ...
              • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 11:09
                > Nic nie rób. Daj jej odejść, zwłaszcza, że nie potraktowała Cię z klasą.

                ja jestem czlowiek-akcja, mam problem (na ogol) z "nic-nie-robieniem", nie lubie niedopowiedzianych sytuacji. w sumie _dobrze_ byloby zwyczajnie dac odejsc, jednak jest to dla mnie trudne bez tej "ostatniej rozmowy/listu" (zwlaszcza, ze bedziemy sie widywac w sytuacjach "oficjalnych"). dlatego siedze i mysle, co JA chcialabym zrobic. wiem, ze ta osoba wlasnie chce, zebym "dala jej odejsc", a ja lubie rzeczy "po swojemu", wiec troche przekora i duma walcza we mnie ... dlatego teraz na pewno jest zly moment na jakiekolwiek decyzje, musze odczekac i nabrac dystansu.
                • yukkonaka Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 11:17
                  kura17 napisała:

                  > > Nic nie rób. Daj jej odejść, zwłaszcza, że nie potraktowała Cię z klasą.
                  >
                  > ja jestem czlowiek-akcja, mam problem (na ogol) z "nic-nie-robieniem", nie lubi
                  > e niedopowiedzianych sytuacji. w sumie _dobrze_ byloby zwyczajnie dac odejsc, j
                  > ednak jest to dla mnie trudne bez tej "ostatniej rozmowy/listu" (zwlaszcza, ze
                  > bedziemy sie widywac w sytuacjach "oficjalnych"). dlatego siedze i mysle, co JA
                  > chcialabym zrobic. wiem, ze ta osoba wlasnie chce, zebym "dala jej odejsc", a
                  > ja lubie rzeczy "po swojemu", wiec troche przekora i duma walcza we mnie ... dl
                  > atego teraz na pewno jest zly moment na jakiekolwiek decyzje, musze odczekac i
                  > nabrac dystansu.
                  >
                  >
                  >
                  >

                  Zdecydowanie tak - to nie małżeństwo, żeby je kończyć ostatecznym pożegnaniem czy podsumowaniem. Skoro wiesz, że ta osoba chce, abyś dała jej odejść, to daj jej odejść a podsumowanie zrób sobie wewnętrznie. Nie zawsze musi być tak, jak Ty chcesz wink
                  • kura17 Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 11:23
                    > Skoro wiesz, że ta osoba chce, abyś dała jej odejść, to daj jej odejść a podsumowanie
                    > zrób sobie wewnętrznie. Nie zawsze musi być tak, jak Ty chcesz wink

                    madrze mowisz.
                    ... a mnie i tak smutno jest bardzo ...
                    i masz racje, chyba lepsza cisza, niz slowa pelne zalu (a na razie na inne mnie "nie stac").
                    • yukkonaka Re: nie-romantycznie "zlamane serce" ... 03.05.18, 11:33
                      Wiesz - mam wrażenie, że w Twoim przypadku dzieją się dwie rzeczy -
                      po pierwsze masz problem, bo kończy się związek, który nie Ty zdecydowałaś się zakończyć (tu należy podejść dojrzale, pozwolić osobie odejść i nie robić "scen")

                      po drugie - osoba potraktowała Cię nieprzyjemnie i z góry i uraziła - i tu masz wielką ochotę się odgryźć i powiedzieć, co o tym sądzisz.

                      I teraz prosta sprawa - czy jak wywalisz z siebie tę złość, coś ci to da? Czy w oficjalnych sytuacjach, w których ją spotykasz, nie będzie to przeszkadzać? Czy to coś zmieni? Jeśli nie, odpuść, napisz do niej maila pełnego żalu i potem go skasuj - nie wysyłaj. Wyrzucisz z siebie, ale nie zrobisz przysłowiowej "sceny".