riki_i
24.05.18, 01:39
Muszę przyznać, że czuję się dość mocno wyalienowany z kulturowych klimatów tzw. dominującej warstwy polskiego społeczeństwa. Parę tygodni temu pojechałem na weekend majowy nad klimatyczne jezioro, gdzie wynająłem sobie murowany domek z kominkiem i wszelkimi wygodami. Niestety, domek składał się z dwóch takich lokali i do sąsiedniego (przez ścianę) zjechała mi starym passatem grupa 4 facetów w okolicy 30-stki plus jedna dziewczyna. Wszyscy z jednej podwarszawskiej miejscowości. Głównym wyposażeniem owej grupy był wielki głośnik, z którego natychmiast popłynęło disco-polo. I tak ciurkiem przez 4 dni, od świtu do nocy, z mocą sięgającą spokojnie dwóch kilometrów. Kloaczna muzyka plus tani alkohol plus ryczenie, wrzaski, rzucanie jakimiś przedmiotami itp. itd. Podobne towarzycho zasiedla w lecie miejscowości nad polskim morzem, zresztą co tu dużo mówić, ten typ widuję dosłownie wszędzie. Przaśne tępe mordy i troglodyckie zachowania.
No i właśnie - jak to wytrzymujecie? Udajecie, że zjawiska nie ma? Staracie się odizolować realnie lub mentalnie? Ciekaw jestem Waszej strategii postępowania.