Dodaj do ulubionych

Nadopiekuńczość czy nie?

24.05.18, 23:40
Przypadki z mojego otoczenia:
1. Matka rezolutnej czterolatki, czyli dziewczynki śmiałej, odważnej - nie zostawi jej na przysłowiowe pięć minut nawet pod opieką męża, matki - czyli babci, cioci. Sprawdza, co mała je - tzn. woli podać słoiczek niż przez babcię ugotowaną zupkę na cielęcinie - którą babcia z chęci nakarmienia wnuczki zdobyła. Ma ogród - ale dziewczynka może bawić się tylko na tarasie, bo w ogrodzie są kleszcze.
2. Druga mama - zrobiła awanturę, bo babcia - sam na sam z wnusią - posadziła ją na nocnik w samej podkoszulce. Nie chodziło o temperaturę - upał - ale o to, że dziecko traumę mieć będzie, bo pupa goła. To może odbić się na jej poczuciu wartości.
3. No i mama trzecia - nie pozwala 10- latkowi wchodzić do jeziora, jeździć na rowerze, grać w piłkę nożną czy koszykówkę - bo to może spowodować urazy.
4. Dziecko nie może jeść niczego, poza produkcją domową - chleb własnego wyrobu, kozi ser i mleko,woda ze studni. jabłka z własnego sadu i...tyle. Jakoś rzodkiewki własnej, szczypiorku, ogórka, pomidora - rodzice nie uhodują. Młody boży rok - kanapka z serem kozim i na popitkę woda ze studni. Herbatka, sok - zapomnij.Mięsa zero. Oczywiście żadnych szczepień, medycyna - całe zło.Młody ma 7 lat. Podziwiam, bo jak do nas wpada - siedzi przy stole z grupą dzieci, które po zabawie wcinają - jakiś kotlecik z warzywami czy zupkę, deserek - niczego nie ruszy. Natomiast inne dzieci uświadamia - od tego co jesz, raka dostaniesz...

Mam dużą rodzinę, więc to przypadki z rodziny właśnie.
Moje własne już powyżej obserwowanego wieku. Jakoś matce czy teściowej powierzałam - znaczy mnie i męża nie zabiły,czyli wnuka nie potraktują gorzej. Pływać i jeździć na rowerze nauczyłam przed siódmym rokiem życia, z jedzeniem - większość z własnego wyrobu - własne wędliny, warzywa - ale nie kanapka z serem na okrągło.

Ale najbardziej mnie wkurzyło i dlatego ten post piszę - mama nr 1 - ciociu, ty mogłaś mieć trójkę dzieci, bo wtedy łatwiej było. Jasne - pieluchy tetrowe, gotowanie zupek, bo żadnych słoiczków, zakup wózka poważnym nakładem w budżecie.
Normalnie mam wrażenie, że - w każdym razie w mojej rodzinie - młodym matkom w d... się przewracać zaczyna.









Obserwuj wątek
    • izak31 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 03:16
      Nie mam dzieci ale potrafię zrozumieć przykład nr 1. Za tym może iść niechęć matki do rzeczonej babci. A jeszcze jak to teściowa to w ogóle. Ja też bym wolała aby moja teściowa nikogo nie karmiła. Gotuje dobrze, delikatnie ale zasady zdrowego żywienia kuleją. Najlpeiej jakby dziecko non stop jadło i jak jest grube to dobrze. Poza tym ma tendencję do kupowania syfiastych słodyczy czy soczków. Tak więc tę matkę rozumiem. A zupa na cielęcinie smaczna w ogóle jest? Bo ja wolę na drobiu z dodatkiem wołowiny. Cielęcina mi nie smakuje.

      --
      https://img685.imageshack.us/img685/5541/userbarac.png
        • aerra Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:05
          Utyć może nie utyje, ale mój teść próbował w ten sposób przemycać dziecku do diety ziemniaki, na które dziecko ma alergie. Tylko, że ta alergia (na szczęście zresztą) objawia się w sposób odroczony, bólem brzucha między innymi i problemami z wypróżnieniem, a nie wysypką i wstrząsem anafilaktycznym. Skoro zatem dziecku nic przecież nie jest (bo nie widać od razu) po zupce z ziemniaczkiem, to nie wydziwiać i niech je. Zresztą jak można mieć alergię na ziemniaki i co w takim razie to biedne dziecko je?? A że ziemniaczka w całości dziecko nie tknie, a w zupce pokrojony i prawie niewidoczny... Tłumaczenie nie pomagało, kontrola owszem.
          • izak31 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 11:06
            Mnie by chyba krew zalała....Moja teściowa jest cukrzykiem i głownymi jej napojami są cola i kubusie...patrzeć nie mogę tym bardziej,że sama z wyników podchodzacych pod początek insulinooporności wyszłam samą dietą bez leków...a jej grozi,że zacznie brac insulinę.

            --
            https://img685.imageshack.us/img685/5541/userbarac.png
    • kropkacom Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 06:31
      Nie ufam takim opisom. Bez urazy smile Zawsze potem wychodzi drugie dno lub zmienia się jeden szczegół i już brzmi inaczej. Na przykład: matka nie pozwala dziecku kąpać się w jeziorze. Potem okazuje się, że matka nie pozwała kąpać się samemu na niestrzeżonym odcinku jeziora. Wiem, jak to wygląda. Moja teściowa wychowała sześcioro dzieci i dzisiaj przeciera oczy często na to co robią jej synowe przy swoich dzieciach. smile

      --
      "Ponieważ jestem tylko ostatecznie człowiekiem
      Jesteś w końcu tylko człowiekiem
      Nie zrzucaj winy na mnie Nie zrzucaj twojej winy na mnie"
      • kasiap0585 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 10:56
        Racja, drugie dno zawsze jest. Np moja starsza córka 5-cio letnia ma alergię na ślinę psów. Gdybym widziała, że biegnie do niej mały piesek to normalnie wzięłabym ją na ręce bo gdyby polizał jej ciało/nogę to reakcja typu bąble rozprzestrzeniające się w drastycznym tempie murowana! Ostatnio musiałam podać dwie dawki syropu antyhistaminowego. Myślałam, że rozdrapie nogi do kości. Do tego wpadła w panikę widząc co się dzieje z jej skórą. No i teraz z boku jak ktoś nie ma pojęcia to myśli "Matka wariatka, pięciolatka nie może pieska nawet pogłaskać".
        Co do kleszczy: córeczka mojej znajomej miała kleszcza przy uchu. Sparaliżowało jej pół twarzy (nie na trwałe na szczęście). Jak ktoś zna takie historie to potem się boi.
    • ruscello Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 06:51
      Cóż, moja mama i ciotki wyraźnie mówią, że kiedyś było łatwiej. Są pewnie +/- w Twoim wieku, autorko, bo rozstrzał 45-58 lat smile Nie chodzi o słoiczki ani pieluchy. A o wymagania, z którymi spotykają się kobiety w ogóle, a dodatkowo młode matki. Traktować dziecko tak i tak, robić to i tamto, poświęcać dużo czasu, stymulować, ale uważać na przestymulowanie, karmić w odpowiedni sposób, itd. A przy tym być zadbaną intelektualnie i wizualnie, pracować, dbać o związek i mieć pasje. Wiem, że poprzedniemu pokoleniu się to zwykle udaje, kosztem innych rzeczy. Moje pokolenie jest już z typu slow life, nie perfekcjonistek z korpo. I te wymagania wydają się z jednej strony absurdalne, z drugiej zdarza się presja najbliższego otoczenia i niektórym ciężko się odnaleźć.
      • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 09:12
        O tak, podpisuję się pod tym.
        Uważam też, ze ludzie - a wlasciwie chodzi mi tu o kobiety - są o wiele bardziej przepelnieni lekiem niż kiedyś. Niezdolni do podejmowania ryzyka, nawet najmniejszego. Z głeboką potrzebą ścisłego kontrolowania wszystkiego, co ich bezpośrednio dotyczy.
        W gole ciesze się, że urodziłam się dawno temu i moglam cieszyć sie byle czym.

        --
        "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
        • jem.gluten Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 09:51
          Urodziłam rok temu i nie znam tych problemów. I uważam, że teraz jest naprawdę łatwiej. Moi rodzice prali pieluchy ręcznie, ja wrzucam do pralki. Gnieździli się z babcią, rynek wynajmu praktycznie nie funkcjonował. Do tego ceny dziecięcych rzeczy w relacji do zarobków były dużo wyższe.
          • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:21
            Ale świat nie byl tak przerażający jak teraz. wydawalo nam się, że mniej więcej wiemy, co nas może spotkać, i to dawało pewne poczucie bezpieczeństwa i stabilnosci, o ktore teraz o wiele trudniej. Media nie straszyły. Więcej czasu spędzalo się z innymi ludźmi. Gnieżdżenie się z babcią, jesli nie jest walnieta, dla mlodej matki może byc błogoslawieństwem - to zupełnie co innego niz calodzienne sam na sam z niemowlakiem czy roczniakiem.
            trudno mi jednak uwierzyć, że Twoi rodzice nie mieli pralki.

            --
            "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
            • jem.gluten Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:31
              Pralka była, ale babci i nie pozwalała jej używać. I to gnieżdżenie się było raczej dotkliwe, przypuszczalnie dla obu stron. Zresztą sama za nic nie chciałabym mieszkać z moimi rodzicami i niemowlęciem u boku - wolałam uczyć się macierzyństwa bez nadzoru.
              A czy świat był mniej przerażający? Urodziłam się, kiedy był stan wojenny, nie do końca było wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja. Byłam chorowita, a leków nie można było kupić, trzeba było zdobyć. Mnie by to przerażało - dzisiaj po prostu kupię, jak dziecko będzie potrzebować. Do tego jak będę potrzebowała szybkiego transportu to po prostu zadzwonię po taksówkę i ona szybko będzie. A moja mama ze mną poważnie chorą i gorączkującą na rękach czekała, aż ojciec dobiegnie do postoju taxi i przekona jakiegoś taksówkarza, żeby raczył przyjechać. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania tak, naprawdę doceniam, jak teraz jest łatwo.
              • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 11:03

                jem.gluten napisał(a):

                > Pralka była, ale babci i nie pozwalała jej używać.

                To jednak babcia byla zupełnie walnięta. Faktycznie, lepiej samodzielnie.
                >> Zresztą sama za nic nie chciałabym mieszkać z moimi rodzicami i niemowlęciem u boku - wolałam uczyć się macierzyństwa bez nadzoru.

                Dlaczego "nadzoru" a nie "pomocy"? To jednak zalezy od rodziny chyba. Ja z niemowlakiem bywalam i sama, i z rodziną (wakacje, remont). Z rodzina było mi łatwiej, mialam mniej obowiazków, skupialam się na dziecku, mama moja się nie wtrącala (babcia co innego, więc dochodziło do konfliktow, fakt) tylko wspierala, i to jest nie do przecenienia.
                > A czy świat był mniej przerażający? Urodziłam się, kiedy był stan wojenny, nie
                > do końca było wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja.
                No co Ty, bylo świetnie wiadomo: komuna do końca świata, smród, brud i ubostwo. Ale nie było tak wysoko zawieszanych poprzeczek i tylu wymagań, w każdej absolutnie dziedzinie zycia, napedzanych teraz przez reklamę bezpośrednią i nie - trzeba strasznie i na różne sposoby inwestować, żeby sprostać, bo ktos inny na naszych lekach, ze czegoś zaniedbamy, robi kasę.

                Byłam chorowita,
                > a leków nie można było kupić, trzeba było zdobyć. Mnie by to przerażało - dzis
                > iaj po prostu kupię, jak dziecko będzie potrzebować. Do tego jak będę potrzebow
                > ała szybkiego transportu to po prostu zadzwonię po taksówkę i ona szybko będzie
                Tu masz rację, to zawsze jest najbardziej bolesne i przerażające, że nie starczy kasy na leczenie - sama moge normalnie żyć i pracować dzięki rodzinie, ktora ufundowala mi operacje wartości malego samochodzika. Gdyby nie oni, czekalabym w kolejce i pewnie już dawno byla rencistką czy wczesna emerytką.
                Mozliwości leczenia sie poprawiły, co do tego nie ma kwestii, dostep do leków, oczywiście - zgadzam się.


                >Nie wyobrażam sobie funkcjonowania tak, naprawdę doceniam, jak teraz jest
                > łatwo.


                Jest latwo i nie jest. Obiektywnie jest, ale z drugiej strony ludzie maja w sobie więcej lęku - czyli takie strachu uogolnionego, nie bioracego się z rzeczywistych zagrożeń, ale stale obecnego i znajdującgo sobie rozne uzasadnienia. I to jest najgorsze, bo przed tym nie da się uciec, mozna tylko gleboko się zmienic, a to wymaga czasu i pewnego skupienia, dośwadczania w rzeczywistym świecie, a my w tym prawdziwym, dotykalnym świecie coraz mniej czasu spedzamy.
                --
                "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
                • jem.gluten Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 15:08
                  Z tym walnięciem babci to dłuższy temat - trochę walnięta, a z drugiej strony po prostu miała dość ciężkie życie i kiedy liczyła na nieco spokoju to jej się młodzi z dzieckiem pojawili, więc trochę rozumiem. Generalnie nikomu nie było łatwo w tej sytuacji.
                  Jeśli chodzi o pomoc przy niemowlęciu to nie odczuwałam takiej potrzeby. I fajnie było układać sobie relacje z takim małym człowiekiem sam na sam.
                  Z tą komuną do końca świata to nie do końca było wiadomo. Np. babcia non stop podobno gadała o trzeciej światowej, że to w końcu wszystko wybuchnie. Zresztą cały obóz już się chwiał w posadach. A opcja "komuna i ubóstwo" też średnio zachęcająca do cieszenia się rodzicielstwem.
                  Tego co piszesz o konieczności inwestowania i licznych lękach po prostu nie odczuwam. To znaczy rozumiem, o jakie zjawisko Ci chodzi, ale nigdy mnie to nie dotknęło i nie wiem, na ile to jest powszechne, a na ile jest... faktem medialnym.
                  I jak tak rozmawiam nieraz z moją mamą o macierzyństwie to mam wrażenie, że ona miała tego lęku o wiele więcej. Jasne, głównie dlatego, że ja byłam mocno chorująca. Ale nie tylko. Ja rodziłam w przyzwoitych warunkach, od pierwszych chwil po porodzie córka była przy mnie, spała przy piersi, mogłam się nią nacieszyć. Moja mama po kilkunastu godzinach cierpień w asyście podpitych lekarzy (święta były) została wreszcie skierowana na cesarkę, nie chcieli jej później mnie pokazywać, jak mnie zabrała do domu to byłam cała poodparzana od zawijania w ceratę. Ja sobie nawet nie umiem wyobrazić, jakie to uczucie leżeć po porodzie i nie móc zobaczyć swojego dziecka.
                  • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 21:38
                    To niestety nie jest fakt medialny. Pracuje w szkole, obserwuję.
                    Dobrze, ze Ciebie to nie dotkneło. Oby takich jak Ty bylo jak najwiecej, świat wtedy będzie lepszy smile

                    --
                    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
                  • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 21:57
                    No widzisz, przeżyłam to samo, co Twoja mama po cesarce, zabrano ode mnie dziecko po porodzie, wcześniaka, a ja nie byłam w stanie podnieść się i zobaczyć, o co chodzi. Potem na chwilę - i zabrano ją znowu na noc, bo nie byłam w stanie za bardzo się ruszać. A rodziłam w XXI w. Słyszałam nad ranem płacz dzieci z neonatologii, zmusiłam pielęgniarkę, żeby mi jednak córkę przyniosła i o 4 nad ranem dostałam zapuchnięte, zachrypnięte od krzyku, spazmujące dziecko. Musiało być jej tam okropnie. A ja nie potrafię sobie tego wybaczyć do dzisiaj, że nie mogłam się nią zaopiekować. Generalnie opieka okołoporodowa była do bani przez całe te 5 dni - i co z tego, że to "dzisiejsze czasy".

                    --
                    Just gonna stand there and watch me burn
            • sasanka4321 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 14:04
              >Ale świat nie byl tak przerażający jak teraz. wydawalo nam się, że mniej więcej wiemy, co nas może spotkać, i to dawało pewne poczucie bezpieczeństwa i stabilnosci, o ktore teraz o wiele trudniej. Media nie straszyły. Więcej czasu spędzalo się z innymi ludźmi. Gnieżdżenie się z babcią, jesli nie jest walnieta, dla mlodej matki może byc błogoslawieństwem - to zupełnie co innego niz calodzienne sam na sam z niemowlakiem czy roczniakiem.<

              Watek z kosmosu chyba. Swiat jest "przerazajacy"? Proponuje wyciagnac wtyczke "mediow, ktore strasza". I "spedzac wiecej czasu z innymi ludzmi". Od czasu do czasu z babcia. I od razu swiat Ci sie znow wyda normalny i sympatyczny.
              • tanebo2.0 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 14:41
                Nie wątek z kosmosu. Świat 30, 40 lat temu był o wiele mniejszy. Ograniczał się w zasadzie do miasta, wsi w której się mieszkało. Telefon służył do rozmowy ewentualnie tłuczenia orzechów. Dziś telefonem można zniszczyć cywilizację. To przynajmniej wynika z takich seriali jak CSI cyber. A skoro był mniejszy to był i bezpieczniejszy.
              • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 15:01
                >>>Swiat jest "przerazajacy"? Proponuje wyciagnac wtyczke "mediow, ktore strasza".
                Czytasz za bardzo wprost. Nie dla mnie, a dla matek, o kórych trakuje wątek.

                >>>I "spedzac wiecej czasu z innymi ludzmi". Od czasu do czasu z babcia.

                chętne spędzlabym teraz czas z moją babcią, o wiele spraw chcialabym ją zapytać. Czasem mi się śni. Zmarla 25 lat temu, miała 94.

                >>>>I od razu swiat Ci sie znow wyda normalny i sympatyczny.
                dziękuje za dobrą radę, chocaż Twój ton budzi wątpliwośc sad


                --
                "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
    • anorektycznazdzira Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 07:38
      nadopiekuńczość to nie będę pisać, bo trochę mi się nie chcesmile

      ale do tej licytacji kiedy to było łatwiej a kiedy nie było odniosę się chętnie: zarówno moja matka jak i teściowa miały zapewnione przez państwo zakładowe żłobki i przedszkola, za które na dodatek nie płaciły. Policytujemy się? W obecnej rzeczywistości to wyłącza temat pieluch tetrowych, na które by niejedna matka przeszła dzisiaj, gdyby to spowodowało, że ma miejsce w przedszkolu. Poza tym ani moja matka ani teściowa W ŻYCIU nie wyszły z pracy później niż o 15. Żadna nie miała kredytu hipotecznego na jakąś zawrotną kwotę, nawet nie wiedziały co to jest, bo jedna dostała zakładowe (na męża) a druga spółdzielcze.
      Także tego.


      --
      'To są bardzo poważne zarzuty!!! [Oh, czyli to nie ty?] O nie, ja, ja! Tylko mówię, że to są bardzo poważne zarzuty.' by król Julian
      • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 07:57
        Czasami usiłuję to mojej mamie wytłumaczyć...
        Wychowywała mnie sama (o czym wspominam, żeby podkreślić jej brak pomocy i zaplecza w postaci męża i jego rodziny). Kiedy wróciła do pracy, jej stanowisko nadal na nią czekało, na normalnej, regularnej umowie o pracę. Chodziłam do przedszkola, pierwszy rok to były głównie zwolnienia lekarskie. Nikt mojej matki nie zwolnił, nie miał prawa i możliwości, co najwyżej kierowniczka ograniczała się do marudzenia, że pracownica często nieobecna.
        Mnie szefowa usiłowała zmusić do świadczenia pracy, w firmie, na miejscu, kiedy dostałam zwolnienie z tytułu zagrożonej ciąży (łożysko przodujące, a nie, że słabo jakoś się czułam). Kiedy to się nie udało, starała się mnie nakłonić do zwolnienia się, różnymi chamskimi metodami.

        --
        Just gonna stand there and watch me burn
      • paniusiapobuleczki Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 09:15
        Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Owszem pracowało sie do 15 czy 16 a pózniej do kolejki. Po wszystko. Po pracy leciało sie po zakupy. Moja siostra urodziła sie w latach 80 kiedy byłam nastolatką. Brałam ją do wózeczka, do sklepu, w sklepie na ręce i do kolejki dla uprzywilejowanych. W latach 90, kiedy urodziły sie moje dzieci, było łatwiej. Wszystko dostępne, można było karmić na żądanie, dbało sie o zdrowe żywienie (czyli domowe, zupki na cielęcinie😀, nie dawało sie fanty dwulatkom itd) Uważam, ze teraz powinno być łatwo, a nie jest bo ludzie wymyślają. W przykłady z postu startowego wierzę bo wiele widzę w szkole.
        • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 11:05
          Kochana, w TWOIM domu nie dawało się fanty dwulatkom. A ja pamiętam, jak córka była mała, musiałam odbębniać te spacerki i widziałam, co jedzą dzieci w wózkach, na placu zabaw, biegające w parku (te przedszkolne też). I co wybierali rodzice dla dzieci w sklepiku w szkole muzycznej wink. Kiedyś umówiłam się z daleką znajomą, też mającą małe dziecko - i ona dla swojej i mojej dwulatki przyniosła po torebce czipsów właśnie big_grin big_grin big_grin . Maluchy wciągają droźdżówy, czipsy, mleczne kanapki, gazowane napoje, do wyboru, do koloru. Chyba zawsze istnieli rodzice świadomi w kwestiach żywieniowych i tacy, którzy dadzą cokolwiek, byleby było w kolorowym opakowaniu, słodkie i zapchało na dłużej.

          --
          Just gonna stand there and watch me burn
          • paniusiapobuleczki Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 11:48
            Ale czego to dowodzi Żabo, ze dzieciom daje sie fante i drożdżówki? Zawsze byli tacy co dawali syfy i tacy co nie dawali. Jaw moim poście chodzi o to, ze teraz jest wiele udogodnień dla osób z dziećmi. Matkom małych dzieci nigdy nie jest łatwo. Kiedyś trudności były inne, moim zdaniem obiektywne, czyli krótkie godziny pracy ale w zamian za to więcej czasu poświęcało sie na zdobycie zaopatrzenia, pranie pileluch i takie inne bytowe sprawy. Teraz kiedy mamy słoiczki, gotowce i pampersy ludzie wchodzą na wyższy poziom i tworzą sobie pewne lęki. Tak jak piramida Masłowa. Nie można powiedzieć, ze kiedyś było matkom łatwiej, było niełatwo tylko wynikało to z czego innego.
            • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 14:09
              Oczywiście, z tym nie będę się kłócić. Dla mnie, samotnej mamy, taksówki, sprzęt AGD i apteki co parę kroków to jest i było błogosławieństwo, zwłaszcza w czasach, kiedy miałam malutkie dziecko. Z drugiej strony pewnie mam skrzywioną optykę, bo przeżyłam wiele niedobrych chwil, zero prawdziwego wsparcia, zaplecza rodzinnego czy finansowego - i moje życie jako matki małego dziecka było obiektywnie trudniejsze niż wielu innych rodziców.

              --
              Just gonna stand there and watch me burn
    • olena.s Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 07:50
      Ale jak definiujesz "nad"?
      Kiedyś dzieci było dużo, były mozna powiedzieć "tanie", puszczało się je luzem i działały normalne prawa ewolucji.
      Im dzieci są droższe, tym mamy ich mniej (albo odwrotnie) i trzesiemy sie na nimi jak chlera, ale tez dopieszczamy, czytamy, edukujemy w stopniu, o jakim nie było mowy ani 30, ani tym bardziej 130 lat temu.
      Psychicznie kiedyś było łatwiej, nie ma co przeczyć, żadna tetra tego nie zasłoni. Nie tylko dlatego, że komuna i urawniłowka, i brak bezrobocia, ale też i dlatego, że nie było tylu trudnych wyborów, o których sądzimy, może i słusznie, że zdeterminują cały los, szczęście, zdrowie i powodzenie dziecka.
      • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 08:02
        BTW, pokolenie 40+ (i starsze chyba też) to pokolenie dzieci, które z jednej strony miały pewnie dużo swobody, a z drugiej nieobecnych, nie przejmujących się wieloma problemami dzieciństwa rodziców. Kiedy czytam np. o różnych sytuacjach szkolnych, o agresji w klasie, o dżihadach ematkowych - znam takie sytuacje, widziałam albo doświadczyłam, niczyi rodzice w takich sprawach do szkoły nie chodzili, nie walczyli też o bardziej sprawiedliwe traktowanie dzieci (a czasem jednak trzeba było...).
        Myślę, że dzisiejszy model opieki kształtuje się trochę w opozycji wobec tego, jakie rodzice dzieci obecnych sami mieli kiedyś domy i jak byli traktowani.

        --
        Just gonna stand there and watch me burn
        • la_mujer75 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:24
          Na pewno dużo w tym racji.
          Moja mama miała 23 lata, jak mnie urodziła. Od 7 doby leciałam na butelce, więc nażarta byłam i pieknie spałam. Gdy miałam 3 miesiące, ona wróciła do pracy i na studia (wieczorowe), więc moim wychowaniem całkowicie zajęła się jej mama, czyli moja babcia.
          Byłam dzieckiem "bezproblemowym" - pol lekarzach nie trzeba było ze mną chodzić. No, do 7 roku nosiłam okulary, ale zez całkowicie się skorygował. A to, że miałam nadwagę, jakoś jej nie przeszkadzało (sama szczupła, uważała, że wyrosnę...). Po latach dowiedziałam się, że mam zły zgryz- fakt, że zęby mam łądne, co się zawsze dziwią dentyści !
          Gorzej, że w ogóle nie przejmowała się moim stanem uzębienia. Sama ma/miała super zęby. W szkole była dentystka- ostatni raz oglądała mnie w II klasie szkoły podstawowej, następny raz poszłam sama z siebie w wieku 17 lat!!!!! Cud, że tylko skończyło się na wyrwaniu jednego zęba (siódemki, na miejsce której wyrosła ósemka).
          Szkoła ? Myślę, że nawet nie wiedziała czasami, w której klasie jestem ja lub mój brat.
          Robiłam mnóstwo błędów ortograficznych, pomimo tego, że "połykałam" książki. Bardzo się dziwiła. Na prośbę o robienie mi dyktand, otwierała szeroko oczy i mówiła : "Czytaj więcej". Sama polonistka z wykształcenia, dziwiła się, że np. robię błędy gramatyczne , bo przecież powinnam być osłuchana z poprawną polszczyzną. Gdy byłam w VIII klasie, bałam się, że położę egzamin z polskiego (ze względu na błędy). Sama godzinami siedziałam i pisałam po tysiąc razy wyrazy, o których wiedziałam, że mam z nimi problem. Trenowałam nieświadomie pamięć ręki- teraz bęzbłędnie piszę tylko ręcznie, pisząc na klawiaturze mam problem. Tak samo z angielskim. Wiem po kim mój Starszy odziedziczył dysleksję ( tylko w dużo gorszym stopniu).
          Od I klasy sama wracałam ze szkoły przez średnio miłe okolice.
          Żadnych zajęć pozalekcyjnych nie miałam do czasów liceum. Oczywiście sama na nie dojeżdżałam.
          I mimo to uważam, że była dobrą matką wink
          Gdy urodził się mój Starszy, przeżyłam piekło. Starszy był trudnym noworodkiem i niemowlakiem. Gdy po Vi tygodniach, poszłam na wizytę do swojej dokór prowadzącej moją ciążę, ta mnie nie poznałą. Tak źle wyglądałam. Bo nie miałam w ogóle pomocy... A moja mama cały czas mówiła, jak ja mam dobrze wporównaniu do niej, bo ona miała tetrowe pieluchy i zupki musiała przecierać przez siteczko. I jeszcze studiowała i do pracy chodziła. Tylko jakoś zapomniała, że nigdy sama non stop ze swoimi dziećmi nie była. A od 3 miesiąca mojego życia do 3,5 lat byłam pod całkowitą opieką babci, a ona tylko wieczorami wpadała dać mi buzi na dobranoc ...
          Już nawet nie chce mi się pisać, co przechodzę ze Starszym (ZA i wszystko, co możliwe - wszelkie dysfunkcje), dodatkowo obaj problemy z oczami. Obaj wady zgryzu. Non stop jestem na jakieś kontroli u specjalisty lub na jakiś zajęciach rahabilitacyjnych.
          I jestem tym potwornie zmęczona, a ona tego nie rozumie. I dziwi się, że ja jestem taka zmęczona i taka "nadopiekuńcza". Ona w moim wieku, to ..... Tak w moim wieku miała dwójkę "dorosłych" dzieci - ja lat 20 , a brat 17- dzieci, które sama ogarniały swoje obowiązki i jeszcze miały same sukcesy.
          A ja tylko na chwilę "odpuszczę" swojemu Starszemu i już zalicza mega wpadki. I tak od 8 lat już funkcjonuję.
          I też mam opinię "nadopiekuńczej" mamusi....
          • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:34
            No właśnie, w tym, co piszesz, widać choćby podejście do kwestii zdrowotnych. I do problemów szkolnych - jak sobie przypomnę niektórych "tumanów" z klasy, to myślę, że mieli spore dysfunkcje, mogli sobie radzić lepiej, ale nikt się tym za bardzo wtedy nie przejmował.

            --
            Just gonna stand there and watch me burn
            • la_mujer75 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:49
              Kiedyś czytałam, że 15 %- 20 % ludzi z dysleksją nie kończy edukacji na poziomie, który uzyskaliby, gdyby nie dysleksja.
              Mialam w rodzinie wujka. Biedny- 3 razy podchodził do matury, bo był dysortografikiem. W końcu mu się udało (ponoć uruchomili znajomości,a był on prawdziwym hrabią - akcja miala miejsce przed II wojną). Ale cała rodzina patrzyła na niego, jak na imbecyla. Ku ich zdziwieniu skończył studia i był znanych i poważanym architektem.
              Mój syn... Każdy test, każdy sprawdzian- to wielka niewiadoma. Takie same są szanse, że dostanie 1, jak i 6 ! Nigdy tego nie wiem sad I gdyby nie moja praca, to byłałaby tragedia, a inteligencja tzw. wysoka. Czasami- aż wyciągam papiery i się zastanawiam, czy się nie pomylili...
    • andaba Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:05
      Ja też uważam, że kiedyś było łatwiej. Dzieci się po prostu miało, dbało się o nie, wiadomo, ale nikt bzika nie dostawał. A przynajmniej nie było to tak powszechne.
      Na szczęście urodziłam dzieci przed powszechnością internetu, dzieciowych gazetek z jedynymi prawdami, przed pasami, kaskami, fotelikami, atestami, przed bzikiem szczepionkowym, alergicznym, i ekologicznym.
      A potem uznałam, że skoro starsze wyżyły to i młodszym się pewnie uda.
      • kim5 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 10:49
        Kiedyś było subiektywnie łatwiej, bo pokolenie naszych rodziców wychowało pokolenie wojenne, które było szczęśliwe, że udało się przeżyć i wreszcie życ w jako tako wolnym kraju.
        My zostaliśmy wychowani w innych oczekiwaniach.
        • nangaparbat3 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 11:07
          Też prawda.
          A przecież nie ma innej drogi do szczęscia niż cieszyć się, ze żyję, że jestem, że świat jest. I dopiero potem wszystko inne.

          --
          "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
      • aguar Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 11:18
        I pytanie czy jedynym celem jest, aby dzieci przeżyły czy jednak, aby doprowadzić je do dorosłości w jako takim zdrowiu fizycznym i psychicznym (bez traum związanych z przemocą różnego rodzaju lub zaniedbaniem) i umiejętnościami nie odbiegającymi od przeciętnej.
          • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 21:30
            Od przeciętnej. Tak ogólnie dzieci mają coraz większe umiejętności, choćby z racji tego, jak łatwo kupić przeróżny sprzęt sportowy, w cenach od bardzo rozsądnych do sky is the limit, zapisać dzieci na różne zajęcia, że w szkole zapewniane są różne aktywności, w tym basen itp. Ja nie miałam angielskiego i niemieckiego od I klasy, tylko rosyjski od piątej. Angielskiego uczyłam się dorywczo w liceum, trochę na studiach, ale nadrobiłam tak naprawdę jako osoba ponad 30-letnia, bo często musiałam najpierw czytać czytać strony i publikacje po angielsku, żeby zrozumieć tłumaczony, fachowy tekst francuski wink. I żałuję, że nie uczyłam się w czasach, kiedy niezbędne języki obce są wprowadzane na wczesnym etapie. Dzisiaj nawet dziecko rodziców zlewających dodatkowe zajęcia, foteliki czy zdrowe żywienie, ma szansę jednak liznąć cokolwiek więcej niż ci rodzice, właśnie dzięki szkole.

            --
            Just gonna stand there and watch me burn
            • jem.gluten Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 22:29
              Wiesz z tymi językami to różnie jest. Młody niby miał drugi język od początku i ledwie cokolwiek duka, a jest w siódmej klasie.
              Z tymi zajęciami to też kwestia miejsca zamieszkania. Jasne, taka Warszawa daje multum możliwości, zresztą zawsze tak było. Nawet pieniędzy nie trzeba mieć, wystarczy chcieć. Ale w mniejszych ośrodkach to są kółka w szkole, jakaś mini szkółka językowa i ewentualnie dom kultury.
            • nenia1 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 23:21
              zlababa35 napisała:

              > Od przeciętnej. Tak ogólnie dzieci mają coraz większe umiejętności, choćby z ra
              > cji tego, jak łatwo kupić przeróżny sprzęt sportowy

              Tak ogólnie to dzisiejsze dzieci są coraz mniej sprawne fizycznie w porównaniu do poprzednich pokoleń. Wolniej biegają, mają niższą wytrzymałość, gorszą kondycję, gorzej skaczą w dal, wzwyż, mają problemy z koordynacją. Do tego znacznie bardziej otyłe. Owszem sprzęt łatwo kupić, tyle że na sprawność fizyczną się to nie przekłada.
    • nenia1 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 15:36
      Pocieszę cię - ostatni idę przez park, obok mnie śmiga chłopczyk na rowerku i słyszę pełen werwy głos taty: "synu, jedź, jedź!! Jak się przewrócisz to się podniesiesz". Jakoś tak mnie pokrzepiło, bo faktycznie zazwyczaj obserwuję przeciwne reakcje lękowe rodziców.
    • aga.doris Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 15:42
      1 - rozumiem w kwestii "zdobycznej" cielęcinki i kleszczy - reszta nadopiekuńczość
      2 i 3 mamusie pilnie na terapię i leczenie fobii
      4 wg mnie kwalifikuje się do pozbawienia praw rodzicielskich bo zagrażają zdrowiu (uboga dieta) i życiu (szczepienia) dziecka.
      • paniusiapobuleczki Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 09:19
        W kwestii kleszczy, czy wysłanie dzieciaka na obóz harcerski do lasu to już skrajne zaniedbanie czy tylko zaniedbanie. Złapał wtedy kilka kleszczy. Czy maila prawo pozwolić mojemu pięciolatkowi sikać w krzakach, złapał wtedy kleszcza nie powiem gdzie, czy powinnam była mu na wycieczkę założyć pieluchę?
        • swiezynka77 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 14:01
          moja koleżanka wysyła dziecko na obóz na Mazury z zastrzeżenim że ma nie wchodzić do lasu bo boi się kleszczy. co ciekawe, mieszkają na wsi ale dziecko z domu nie wychodzi bo matka je zaraziła swoim lękiem.

          --
          Obrzeży pochwy nie pokazuje się na dzień dobry.[beataj1]
    • noalle Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 22:37
      Moja rodzina też nie może dokarmiać mi dziecka, chociaż są takie oporne osobników, które próbują kiedy nie patrzę, więc przy niektórych osobach nie spuszczam już dziecka z oczu.
      Czasu się zmieniają (taki banał). To co kiedyś było dobrą opieką nad dziećmi, dziś uznane by zostało za zaniedbanie. Jako ośmiolatka jeździłem sama drogą krajową 5 km na rowerze do szkoły, rok później miałam pod opieką na tej trasie młodszą siostrę. Jako 10-latka zajmowałam się całymi dniami niemowlakiem - karmienie, przewijanie, usypianie, spacery. Jeździłam do sklepu po papierosy i wiśniówkę dla dziadka. Kąpałam się sama w stawie. Ale moja ulubiona historia z dzieciństwa to ta, kiedy wypadlam z okna z pierwszego piętra na trawnik. Rodzina stwierdziła, że mogę iść się położyć na chwilę na kanapie. Żadnego lekarza i badań. Dziś za takie coś chyba groziłoby kryminał.
      • kennaa Re: Nadopiekuńczość czy nie? 25.05.18, 23:33
        Podałam przykłady, które babcie komentują. Babcie - 45-60 - wszystkie naprawdę w formie - psychicznej i wizualnej. Żeby nie było - nie teściowe, ale matki córek.
        Normalnie - nie różnica pokoleniowa, ale superpokoleniowa.
        Kiedyś z ochotą korzystałam z pomocy mojej mamy - blisko nie mieszkała, ale czasami przyjechała. Z pełnym zaufaniem dzieci zostawiałam.
        Teraz mam wrażenie - babcie są kontrolowane i pouczane.
            • aerra Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 11:14
              A własnego doświadczenia, chociaż akurat nie babcie, a dziadkowie: jaka tam alergia, przecież nic mu nie będzie jak zje trochę, zresztą wyżej opisywałam.
              Wciskanie dziecku ciastek (!!!) na siłę, mimo że mówił, że nie chce. Ze słodzonymi soczkami nadal walczymy, bo przeczytanie składu dziadka przerasta.
              A drugi dziadek wziął dziecko do przylegającego do działki lasku, dał mu siekierę (to spoko, ale do licha pod kontrolą), po czym odwrócił się i nie patrząc na 5-latka poszedł sobie na drugi koniec tego lasku...
              Nie, no serio, nic tylko zostawiać dziecko z dziadkami z pełnym zaufaniem.
              • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 14:14
                Zależy od dziadków. Moja mama przenigdy nie zrobiła niczego, co mogłoby zaszkodzić zdrowiu mojej córki - wiedząc np. o alergii właśnie.
                Z kolei podobne podejście do tego, co opisujesz, ma jedna moja koleżanka, więc jednak osoba młodsza od "dziadków". I wobec własnego dziecka, i wobec cudzych. Moja córka nigdy nie została u niej w domu, nigdy pod jej bezpośrednią opieką tongue_out. A w momencie, kiedy miała na tyle rozumu, żeby sama o siebie zadbać, to jakoś znajomość z tą dziewczynką się rozmyła. Ta mama proponowała mi np., kiedy dziewczyny były w II klasie (w tym jej córka o rok młodsza), że zostawimy je razem same wieczorem w domu i pójdziemy sobie do teatru (przedstawienie kończy się np. o 22). Itp. itd.

                --
                Just gonna stand there and watch me burn
                • aerra Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 21:11
                  Oczywiście, że zależy. U nas dziadkowie (obaj) mają jakąś skazę na umyśle, babciom wystarczy powiedzieć raz i problemu nie ma, dostosują się, w razie czego dopytają (i co ważniejsze - nie robią wbrew, co się podobno zdarza nagminne, sądząc chociażby po opowieściach znajomych).
                  • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 22:45
                    No właśnie, o ile moja mama ma niełatwy charakter i z każdym chyba potrafi drzeć koty, to bardzo podobało mi się, w czasach, gdy córka była mała, że pytała mnie o różne rzeczy, także o to, czy np. kupić jej coś słodkiego, konkretną zabawkę itp. itd. Z kolei mój ojciec, człowiek niby obyty, otwarty i nowoczesny, zastrzelił mnie ileś razy swoimi bardzo zacofanymi komentarzami i pomysłami (i nie dałabym mu małego dziecka pod opiekę). Może jednak kobiety są bardziej elastyczne wink.

                    --
                    Just gonna stand there and watch me burn
          • aga.doris Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 07:52
            Problem w tym, że za 10 - 15 lat okaże się że to wy teraz też robicie głupotywink
            Mniej więcej co dekadę zmienia się ogólnie obowiązująca koncepcja dot. wychowania dzieci. Stara idzie do lamusa z etykietką - głupotawink
        • kropkacom Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 07:57
          Posłuchaj też drugich stron. To może złapiesz trochę obiektywizmu big_grin

          --
          "Ponieważ jestem tylko ostatecznie człowiekiem
          Jesteś w końcu tylko człowiekiem
          Nie zrzucaj winy na mnie Nie zrzucaj twojej winy na mnie"
          • szalona-matematyczka Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 11:28
            Ja bym nie pozwolila 10-latkowi wejsc bez opieki do jeziora. I to takiej opieki, ktora nie spuszcza dziecka z oka, a nie jakas 89-letnia babcia co niedowidzi. W grupie przedszkolnej mamy dziecko, ktore nie je miesa, w ogole, ryb tez nie (wzgledy religijne) i dziecko nie cierpi, ono rozumie dlaczego nie je tego co inni. My tez jemy zdrowo i ja osobiscie wspolczuje dzieciom, ktorym mamy nonstop daja batoniki, soczki, czekoladki, kielbase z papieru i odpadow, slodkie buleczki.
                • kennaa Re: Nadopiekuńczość czy nie? 26.05.18, 23:51
                  Ale tu nie chodzi o samodzielne czyli bez opieki wchodzenie do jeziora. Mama w ogóle wchodzić nie pozwala - w jej obecności.Bo sama nie pływa. Rozumiem traumę - ale traumę się przezwycięża.Akurat ja pływam, ale na główkę nie wskoczę - bo mnie ktoś kiedyś zepchnął do wody i uderzyłam głową w pień - wylądowałam w szpitalu. Bardzo przeżywałam z tego powodu, kiedy mąż dzieci skakać uczył - ale nie protestowałam.Nie ich lęk, tylko mój. To ja musiałam powalczyć z demonami.
                  • noalle Re: Nadopiekuńczość czy nie? 27.05.18, 09:16
                    Na basenie jest ratownik, więc jak coś się stanie to dziecko otrzyma pomoc. Jeśli coś się stanie w jeziorze to będą jedna lub dwie martwe osoby, w zależności od tego, czy niepływająca mama wskoczy do wody na ratunek.
                    • zlababa35 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 27.05.18, 09:45
                      I z podobnej przyczyny również pozwoliłabym się w jeziorze jedynie chlapać do kolan. Zresztą jak i w każdej wodzie z niepewnym dnem. Po to są baseny z ratownikami/plaże strzeżone z bojami, żeby kąpać się względnie bezpiecznie.

                      --
                      Just gonna stand there and watch me burn
                      • swiezynka77 Re: Nadopiekuńczość czy nie? 27.05.18, 10:03
                        a ja 10latkowi spokojnie pozwalałam pływać w jeziorze, oczywiście dobrze pływającemu 10latkowi. zresztą na wielu jeziorach są wyznaczone kąpieliska i ratownicy. nie mam na myśli puszczania 10latka nad jezioro całkiem samego, ale "niespuszczanie z oka" zakończyłam koło 8 lat kiedy moje dzieci już przyzwoicie pływały. mój mąż jest ratownikiem i straszną kwoką ale on również uznał to za wystarczające widząc umiejętności dzieci.

                        --
                        Obrzeży pochwy nie pokazuje się na dzień dobry.[beataj1]

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka