hopsi-daisy
28.06.18, 12:22
Moja 6-latka biega sama po osiedlu z grupką innch dzieci w jej wieku i z jej szkoły. Znam innych rodziców, przynajmniej z widzenia czy zagadania na osiedlu - osiedle jest małe. Mam telefony do tych których moja córka odwiedza i którzy odwiedzają nas (z córki klasy i klas równoległych) i informujemy się na wzajem smsami w typie "mam twoje dziecko u siebie" i "właśnie wyszli znowu" żebyśmy wszyscy razem, po sąsiedzku wiedzieli gdzie naszych dzieci szukać.
No i jest dwoje dzieci młodszych, dziewczynka 5 lat i chłopiec 4 lata - oni też są "w bandzie" ale... latają jak te bezdomne psy, codziennie do 22-23, jak pada też (i niby nic ale bez kurtek, kaloszy, tak jak stoją), sami od przyjścia z przedszkola do późnej nocy. Nie znam ich rodziców, nie potrafię ich przypisać do tych dzieci. Kojarzę tylko babcię dziewczynki bo widuję ją jak odbiera małą z przedszkola. No i oni przykleili się do mojej córki. Przychodzą codziennie, wyciągają na dwór. Zaraz wracają i corka prosi o lody dla wszystkich, raz im dałam, teraz przychodzą kilka razy dziennie i ja słyszę często przez okno - zanim zapukają, że oni namawiają moją córkę żeby prosiła o lody czy jedzenie, moja trochę się wykręca ale w końcu robi to.
Jakoś dwa tygodnie temu przyszli i córka pyta czy mogą się u nas bawić. Odmówiłam. Powiedziałam ze nie znam ich rodziców, i tak samo nie chcę żeby moja chodziła do kogoś kogo nie znam, nie mam telefony - tak samo ja nie przyjmuję nie znanych gości. Dałam dziewczynce numer tel. na kartce, powiedziałam że jej mama ma do mnie napisać i umówić dzień kiedy mogą przyjść: na przykład sobotę, i niech przyjdą. Nikt się nie odezwał a w sobotę i 9 rano wpadli mi na chatę, bo mama pozwoliła. Po jakichs 2 godzinach zadzwoniła babcia, żebym wysłała ich do domu i tyle gadki.
No i nie ma dnia, żeby córka z nimi nie biegała i nie przychodziła "żebrać" o lody, i za każdym razem kiedy ja ją już wołam do domu ok 19.00 to jest awantura, bo koleżanka i kolega są młodsi a mogą aż do nocy a ona starsza i musi iść do domu.
Mam ogromną ochotę powiedzieć córce, że skoro ich mama i tata nie troszczą się o dzieci, gdzie są i kiedy to nie moja sprawa, ale o moje dzieci ja się troszczę, żeby zjadły, umyły się, wyspały do szkoły i tak dalej. Bo tak widzę tą sytuację i taka jest prawda. Ale raczej nie mogę tego córce tak powiedzieć. Pójdzie potem i palnie coś w stylu "a moja mama powiedziała że twoja mama cie nie kocha" i dupa zbita...
No ale nie podoba mi się to, nie chcę żeby córka z nimi biegała...
Tak tylko chciałam poznać wasz punkt widzenia. Teraz wakacje a po wakacjach, jak się nie zmieni, będe się musiała za to wziąć. Po wakacjach ta dziewczynka idzie do szkoły, dojda jej prace domowe, wczesne wstawanie to może nie będzie tak latała samopas...