nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygadać :(

12.10.04, 22:19
Trudno mi sie do tego przyznać ale nie układa sie w moim związku sad mimo iz
próbuje żeby było lepiej...
z jednej strony cieszyłam sie że mój niemąż szuka pracy (tak w ogóle to
kiepsko mu to wychodzi... - dziś np. cały dzień siedział przed kompem i albo
grał w te swoje głupie gry albo robił coś na forum) że jest przed nami bliska
perspektywa przeprowadzki - jaka ja głupia jestem - już mi sie marzyło jak
będe sobie talerzyki w ikei kupowac smile
szczerze mówiąc mam już tego dosyć - zastanawiam sie czy nie lepiej będzie
jesli on sam sie wyprowadzi a ja zostane z małym u mamy - chociaz ta
perspektywa również mnie przeraża!
prawda jest taka że my sobie cały czas do oczu skaczemy - ja poprostu nie
moge już patrzeć na tę jego rozlazłość! niejednokrotnie staralam sie go
zrozumieć - zawsze to ja rozpoczynam powazne rozmowy - starams ie ustalac
wspólnie z nim jakies zasady - bo przeciez ja tez nie jestem jakas super - a
tak naprawde to zachowuje sie jędzowato sad ale czasami już nie potrafie
inaczej - kiedy prosze go o cos 10 razy i slysze tylko "juz ide" - no ilez
można wytrzymac takie coś... poza tym on nie chce ze mną sypiać sad to chyba
jedyny facet jakiego znam który nie ma chyba potrzeb sexulanych! wczoraj np.
wprost mu powiedziałam zeby sie ze mna kochał , przytulałam sie , calowałam
go a on stwierdził ze jest zmęczony , że nie wziął prysznica itp...
częstotliwość z jaką ze sobą sypiamy to raz na miesiąc , w porywach do
dwóch - i tak już jest od dłuższego czasu sad mówiłam mu nie raz że brakuje mi
ciepła - jak widac nie dociera... juz nie wiem co mam robić - starsznie mi
przykro z tego powodu - czuje sie nie zauważana... teraz np. zamiast spędzac
wieczór razem ja siedze tutaj a on czyta sobie książeczki o tym co chyba
podnieca go najbardziej - czyli o samolotach! ile razy juz tak było... i to
ja szłam do niego , prosiłam - skończ grać - czekam na ciebie w pokoju... -
to albo przychodził po godzinie albo w ogóle! budziłam sie o 3 w nocy a on
nadal siedział przy komputerze... a najśmieszniejsze jest to że ma pretensje
do mnie ze jestem od forum uzależniona!
efekt tego taki ze głupia pacia siedzi i gada z obcymi facetami przez gg -
łącznie z tematami sexulanymi!!! nawet zapraszają mnie na kawe - juz sie
zastanawiam czy skorzystać... oczywiście TYLKO na kawe... - mnie porpostu
brakuje zainteresowania!
cholera - smutno mi - i nie wiem co z tym wszystkim zrobić - czy w ogóle jest
sens byśmy byli ze sobą...

nie czekam na jakieś super fantastyczne rady!
chciałam sie tylko wygadać...

pozdrawiam
    • penelina Re: nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygada 12.10.04, 22:56
      Wysłuchałam.Nic nie radzę.Ale jeśli będziesz chciała pogadać(nie wygadać się)-
      napisz na priv.Może wyskoczymy na piweńko?

      Pozdrawiam.
      • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygada 12.10.04, 23:02
        za tydzień będe na zajęciach w krak. więc moze sie jakoś zgadamy na to pivko w
        końcu... będe nowa osobe obiążac swoimi smutami... ech...
        • sowa_hu_hu joanna... 12.10.04, 23:08
          i nic z tym nie robisz? przyjmujesz to wszystko tak poprostu? czy moze starsz
          sie to naprawić? bo ja zupełnie nie wiem co z tym robić... a życie ucieka...
          nie chce zmarnowac ani swojego czasu ani jego...
          on mi wielokrotnie już mówił ze gdyby nie dziecko już dawno bysmy nie byli
          razem - ale być ze sobą tylko dla dziecka to wg mnie bezsens...
          kiedyś bylismy zupełnie inni... on był inny... - szkoda tylko że większość z
          tego jaki byl okazała sie kłamstwem - ja mu to wybaczyłam - ale co z tego... i
          tak sie nie stara! a jednak nie potrafie tak poprostu od niego odejść...
          ciężko mi sad
        • penelina Sówko... 12.10.04, 23:27
          jestem otwarta na wszelkie Twoje propozycje.Nie miej skrupułów-jeśli tylko będę
          mogła pomóc-nie odmówię.

          Pozdrawiam radośnie.
    • joanna35 Re: nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygada 12.10.04, 23:01
      Znam ten ból. Pozdrawiam cieplutko.
      • kubusala Komputer i telewizor...... 12.10.04, 23:18
        Sowa nie jestes sama, ja mam podobny problem, różnica tylko taka,że mój mąz
        pracuje i nieźle zarabia. Mam nadzieję,że Twój facet znajdzie pracę- jest tylko
        jeden warunek: musi szukać, codziennie,wszędzie, każdej.
        No ale nie o tym chciałam, tylko o tym kompie i tv, otóż mój mąż jest chyba od
        tego uzależniony. Telewizor musi w domu cały dzień grać, a On tylko pilot w
        ręce i skacze po kanałach.Martwię się jaki to może miec wpływ na moje dziecko,
        przebywanie cały dzień w takim hałasie ogłupiających reklam i filmów. A jak juz
        sie wkurzę i wyłączę ten telewizor to On idzie grac na komputerze w tę jak to
        nazwałas głupia grę- czyżby również jakaś bitwa strategiczna? Najbardziej mi
        przykro,że On jest najszczęśliwszy tylko wtedy jak kłade małego spac i przy
        okazji z nim zasypiam, a On wtedy może sobie grac do 2 w nocy. Zastanawiam się
        co robia faceci którzy nie oglądaja w domu non stop tv i nie graja na kompie,
        może ktos mi podpowie? Może trzeba jakos tymi znudzonymi facetami wstrząsnąć?
        Sowa może sprać im tyłki, zdradzić i wtedy zaczęliby sie znów starać?
        • sowa_hu_hu Re: Komputer i telewizor...... 12.10.04, 23:26
          kiedyś jak byłam bardzo młoda to zdrada wydawała mi sie czymś niedopuszczalnym -
          a teraz - z własnych soświdczeń i z tego co wokół se dzieje powiem jedno - nie
          dziwie sie ludziom którzy sie zdradzają - a przynajmniej w takiej sytyacji jak
          ja , czy my... co ja mam kurde robić? ja rozmumiem gdyby to było przejściowe
          ale to trwa już bardzo długo - litości - ja nie jestem z kamienia - potrzebuje
          ciepła , dotyku... jestem już zmęczona tym ze to ja ciągle rozpoczyna rozmowy
          na ten temat - czuje sie jakbym zebrała o jego uczucia , względy... on twierdzi
          ze mnie kocha... dziś mu pwiedziałamz e chyba nie będzie miał nic przeciwko jak
          sobie kogoś znajde - oczywiscie był oburzony - jak ja moge... chociaz zauwazył
          ze gadam z innymi facetami - ba! nawet sobie strone założyłam na sympatii smile
          ale on ma to gdzieś - słowo daje! nawet zazdrosny nie jest...
          jesli chodzi o jego gry to tak było od zawsze - jak jeszcze nie mieszkaliśmy
          razem - ale wtedy to on mi taki bajer wciskał ze ja mu wierzyłam - zauwazyłam
          dopiero jak jest źle kiedy ja byłam w cązy , komputer stał w pokoju w którym
          spałam a on anpieprzał do 2 w nocy... ech - szkoda gadac! az mi sie wyć chce! i
          co? mam tak życ juz zawsze? sad
          • anetta77 Re: Komputer i telewizor...... 13.10.04, 01:02
            u mnie jest podobnie ,czytajac twoje posty myslalm ze piszesz o moim
            małzenstwie..nie wiem co sie stalo z moim mezem?? Odkad wrocilam ze szpitala po
            porodzie mam wrazenie ze mieszkam z obcym facetem..i dosc juz mam tych tekstow
            wszystkich dookola ze to dla niego szok, ze nowa sytuacja, ze musze mu dac czas-
            bzdury.To byla planowana ciaza i przez 9 mies.byl cudownym mezem, przyjacielem
            i w ogole (kochankiem tezsmile)Natomiast od 4 miesiecy jest zupelnie do dupy! Jako
            ojcu nie mam mu nic do zarzucenia -jest ok,zajmuje sie mala i swiata poza nia
            nie widzi, natomiast strasznie zmienil swoj stosunek do mnie!Czuje ze chyba
            jestem mu obojetna, zaczal mnie traktowac ja matke swojego dziecka i to
            wszystko.Zero czułosci,ciepła..sexu- nie kochalismy sie juz chyba poł roku, co
            wieczor kładziemy sie kolo siebie i zasypiamy jak obcy ludzie ktorym kazano
            spac w jednym łóżku-beznadzieja.Chociaz to i tak sukces bo po porodzie wyniosł
            sie na kanape do salonu -stwierdził ze jest mu za duszno w sypialni!!smilea ja tak
            bardzo potrzebowałam zeby mnie przytulił, powiedział ze jest ze mnie dumny, ze
            nadal bardzo mu sie podobam ech.. Jestesmy 3 lata po slubie, mamy 4miesieczna
            cudowna coreczke i coraz wieksza pustke uczuc do siebie ..co dalej?
            • starucha121 Re: Komputer i telewizor...... 13.10.04, 08:59
              A czy mąż był przy porodzie? Czasami faceci jak towarzyszą przy porodzie i
              widzą "to wszystko" są w szoku i mają wstręt do sexu z żoną...Po prostu wagina
              staje sie aseksualna i kojarzy sie wyłącznie z kanałem rodnym. Może stąd brak
              zainteresowania sexem? A co do gier i siedzenia przed kompem - niektorzy tak
              mają...może z tego wyrosną? Miałam kolegów w liceum którzy fascynowali się
              grami, nawet spotykali sie na "nocne granie" i tak spędzali sobotnie
              wieczory/noce.
              • sowa_hu_hu Re: Komputer i telewizor...... 13.10.04, 09:04
                nie no z tym sexem tak nie jest na pewno - mimo iz był przy porodzie - z resztą
                był wtedy wspaniały - w ogóle jak byłam w ciązy zachowywał sie cakiem
                inaczej... jak urodziłam to nie moglismy sie doczekać zblizenia - później
                kochaliśmy sie i to często - i to był naprawde dobry sex - nie jaieś tam
                spełnić obowiązek smile
                ja naprawde nie wiem o co mu chodzi...
                a z grami to nie wiem czy mu kiedyś przejdzie - zaczynam w to wątpić - ja mu
                zawsz mówiłam ze mu nie zabraniam grać! ale niech to cholera ograniczy!
                grrrrrrrr

                a teraz książe co robi? śpi... 9 rano a on śpi... a potem mi powie że nie ma
                czasu zająć sie dzieckiem bo cięzko pracuje...
        • iwles Re: Komputer i telewizor...... 13.10.04, 09:20
          kubusala napisała:

          Zastanawiam się
          > co robia faceci którzy nie oglądaja w domu non stop tv i nie graja na kompie,
          > może ktos mi podpowie?

          ....... śpią ... z pilotem w ręku. Przychodzą z pracy i kładą się na kanapie. A
          ty - kobieto- jedną ręką zmywaj naczynia, drugą gotuj obiad, trzecią rób
          pranie, czwartą prasuj a piątą pilnuj dziecka, żeby nie podchodziło do kuchenki
          gazowej, bo ogień itp...
          Tylko skąd wziąć tyle rąk?
          • sowa_hu_hu dlaczego my to znosimy? 13.10.04, 09:24
            no własnie - dlaczego? moze wy z miłości? bo ja na pewno nie - w moim nie mężu
            nie ejstem szaleńczo zakochana - nie wiem czy to lepiej czy gorzej w tej
            sytuacji...

            marzyłam o czymśc zupełnie innym do jasnej cholery!

            ps. mój książe nadal śpi - jest godz 09.23... bez komentarza!
            • koleandra Re: dlaczego my to znosimy? 13.10.04, 09:38
              Tak się zastanawiam co robi mój...
              Owszem, strzela z pilota, siedzi przy kompie ale nie gra w gry. Jeśli chodzi o
              nasz komputer to ja przy nim siedzę najwięcej i to ja czasem lubię sobie pograć.
              Aaaaa... i co najważniejsze to mój mąz jeszcze garki myje smile
            • iwles Re: dlaczego my to znosimy? 13.10.04, 10:30
              Dlaczego? nie wiem.
              Z miłości? - jeżeli tak - to obawiam się, że ona powoli, powoli.... zacznie
              przygasać.... jeśli tak dalej pójdzie.
              Może to jest i miłość, bo wystarczy, że mój mąż w jakiś sposób
              się "zrewanżuje", choćby przeproszeniem i przytuleniem czy zrobieniem śniadania
              (raz na jakiś wielki czas) a ja zapominam... do następnego razu smile
              Często przybieram pozę obojętności, bo widzę, że nerwami nic nie wskóram, a
              nawet wprost przeciwnie...
              Szczerze mówiąc - nie tak wyobrażałam sobie nasze wspólne życie. I często
              przychodzą mi do głowy myśli o rozstaniu... na co z kolei nie zgadza się ten
              mój ślubny...
              Niestety - taki model życia mój mąż wyniósł ze swojego domu......
              Walczę, czasami coś mi się udaje wywalczyć.... ale on ma zakorzenione, że od
              dziecka, kuchni itp. w domu jest kobieta...
              Zazdroszczę tym dziewczynom, u których w domu jest zupełnie inaczej...
              Ale z drugiej strony - nie znam takich małzeństw czy niemałżeństw, które by sie
              nie kłóciły.... na różne tematy i z różnych powodów...
              A czasami, gdy już naprawdę nie daję rady, myślę sobie........ cóż to jest w
              obliczu większych nieszczęść.....

              A moje szczęście to to, że:
              -mam pracę, mam gdzie mieszkać, moje dziecko jest zdrowe, uśmiechnięte...
              I to jest dla mnie najważniejsze.... jakoś dam sobie radę..... oczywiście do
              następnego razu..... smilesmilesmile


              Ty też dasz sobie radę.
              Rozstać się jest łatwo, ale czy na pewno warto ????
              Pozdrawiam cieplutko.
              Iwona.
              • ewaand Re: dlaczego my to znosimy? 13.10.04, 10:35
                iwles napisała:
                "Niestety - taki model życia mój mąż wyniósł ze swojego domu"
                No właśnie cały problem w ty, że mało która z nas przyglądała się relacjom w
                domu swojego przyszłego. A teraz trochę jakby po fakcie można zauważyć
                delikatne analogie, które o zgrozo pogłębiają się. Ja swojemu kiedyś wprost
                powiedziałam, że nie chcę aby u nas po latach było tak jak u jego rodziców. Ale
                widać zakorzeniony model rodziny bardzo trudno wytępić.
    • koleandra Re: nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygada 13.10.04, 08:06
      Sówko, mnie się wydaje, że Twój mąż ma depresję jakąś. Może zamiast wymagać,
      wyganiac od kompa to trzeba by było jego jakoś pocieszyć. Ja wiem, że zła
      jesteś bo on gra i gra... ale może on w ten sposób odreagowuje. Bo widzisz -
      pracy brak, dziecko małe, mieszkacie u mamy - to może faceta nieźle zdołować.
      Niech znajdzie jak najszybciej tą pracę... chociaż wtedy będzie wiecznie
      zmęczony a i praca stresująca...
      Patrzę na to tak jak to ja bym była w takiej sytuacji i naprawdę zachowywałabym
      się tak samo jak Twój mąż - niestety. Ale nie jesteś tu nic winna Ty - broń
      Boże! - po prostu taki los, szarość życia, ciężko jest...
      Rozmawiajcie... ale nie tak z musu, na siłę, tylko tak szczerze.
      • sowa_hu_hu tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 08:37
        on zawsze mi powtarzał ze trzeba o wszystkim rozmawiać - ze to najlepszy sposób
        rozwiązywania problemów... a pradwa jest taka ze on nigdy nie inicjuje rozmów
        ze mną - a jak ja przychodze do niego i chce rozmawiac to on owszem coś tam
        mówi ale jest np. odwrócony do mnie plecami - bo patrzy w monito r of course!
        jak ja mam sie czuć? wiecznie go tylko prosze i prosze... czuje sie tym
        upokorzona!
        a co do pracy, mieszkania u mojej mamy to wiecie co? ja myśle ze jemu jest tak
        wygodnie! ze wcale go to nie dołuje! po nim spływa to co gada moja matka,ja
        przezywam,płacze (on oczywiście mnie nie pocieszy...) a on idzie i zamyka sie w
        pokoju,zakłąda słuchawki na uszy i leci (pieprzona gra w samolociki,no są tez
        czołgi) - rzygać mi sie tym chce! powoli zaczyna mnie to brzydzić! to nie trwa
        miesiąc czy dwa - to trwa dużo dłużej... a ja głupia mu obiadki pod nos
        podtsawiam , przynosze ciasto i kawke... oczywiscie nie caly czas - bo w
        służąca sie bawić nie będe - ale czasami próbuje podejść do niego inaczej , być
        miła... - ale on zaraz wypieprza takim tekstem albo potrafi sie tak zachowac ze
        poprostu mnie nosi... - jestem starszną choleryczką - wiem ze to okropne ale ja
        jak sie wkurze to wyzywam go po całej linii... - potem mam wyrzuty - ale on
        mnie potrafi tak wyprowadzić z równowagi ze opisac sie nie da sad
        • koleandra Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:11
          No to rzeczywiście, fajnie nie jest. Jak to? Ty z nim rozmawiasz a on sie gapi
          w monitor? No wybacz...
          Sówko kochana, z tego wynika, że nic nie poradzisz, do niczego go nie zmusisz.
          Pozostaje Ci zorganizowac swoje zycie tak aby go nie potrzebować. Facet niech
          idzie do pracy, zawsze tam kasę jakąś przyniesie... a Ty spotykaj się z
          przyjaciółmi, gadaj na gg, czytaj książki... i co tam jeszcze Ci przyjdzie do
          głowy...
          Wredny ten Twój chłop, ale skoro mówi, że Cię kocha... to może się to jeszcze
          jakos ułoży.
          Anka.
          • sowa_hu_hu Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:17
            no tak jest - słowo daje sad dopiero musze prosić albo glos podnosić zeby
            przestl sie gapić w to pudło...
            też wiele razy myslałam żeby przejśc z nim na układ - jestesmy razem dla
            dziecka ale nic więcej - szanujemy sie - zyjemy po partnersku ale każdy robi co
            chce... - ale to kurde nie jest takie proste - w końcu on nie jest mi
            obojętny... poza tym jesli mamy tak zyc to czy nie lepiej sie rozstać... ale
            wtedy będe musiał zostać z dzieckiem u mamy a wtedy to ja zwariuje!
            ch... bez sensu to wszystko... czasami to trace wiare czy kiedyś będzie
            jeszcze OK... bo o byciu szczęsliwą jako kobieta już nie marze...
            • ewaand Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:35
              To ja się też dopiszę. Dobry ojciec i mąż, nie pali na panienki nie chodzi,
              dobrze zarabia, generalnie nie jest skąpy. To tak na zewnątrz, a w środku to
              jak już kilka z was pisało. Prawie ze sobą nie sypiamy, jeśli już to jest to
              moja inicjatywa (ale wiele razy mi odmawiał co jest potwornie upokarzające),
              ostatnio coś się z nim dzieje i wogóle się nie odzywa. Tzn. rozmawiamy przy
              dziecku (ja wydaję poleceni typu pościel łóżko, umyj małemu zęby, itp.), kładę
              małego spać, a on nic wyciąga książkę i się nie odzywa. Jak mu mówię, że może
              porozmawiamy (kiedyś dużo rozmawialiśmy, nawet jak już praktycznie przestaliśmy
              ze sobą sypiać)to na moment odkłada książkę i ze zniecierpliwioną i zbolałą
              miną mówi "no słucham", to ja mu, że może powie co się dzieje, a on na to, że
              nic i o nie ma nic do powiedzenia. Mam ochotę rozbić mu jakieś naczynie na
              głowie żeby się obudził. Nawet moja mam zuważyła, że coś jest nie tak, ale
              skwitowała "no cóż nikt nie jest ideałem"(to w końcu jej ukochany zięć).
              Jesteśmy 7 lat po ślubie, a ja się zaczynam zastanawiać co z tym dalej zrobić,
              dodam, że on raz na jakiś czas ma takie "odpały", a potem jakby nigdy nic mu
              przechodzi. Tylko ja zaczynam mieć dość.
              Zamiast pomóc, to sama się wyżaliłam
              pozdrawiam i życzę wytrwałości w życiu z mężami i niemężami
              Ewa
              ps. A może by tak sobie poszukać żony, obiad ugotuje, posprząta, wysłucha,
              doradzi, bo zmieniać na innego faceta to bezsensu, można wpaść z deszczu pod
              rynnę.
              • sowa_hu_hu co do żony :) 13.10.04, 09:40
                ja i moja kolezanka która ma dziecko ale kopneła swojego beznadziejnego faceta
                w tyłek i jest sama - zastanawiałysmy sie niejdnokrotnie jakby to było gdyyśmy
                sobie razem mieszkały smile
                nawet o sexie gadałyśmy - tylko doszłyśmy do wniosku ze sex to jednak psuje
                koleżeństwo (ew. przyjaźń) więc nie spróbujemy jednak smile ale na serio wiele sie
                razy nad tym zastanawiałam jakby to było z kobietą - nie tylko w łóżku ale i w
                zyciu...

                no i jaka konkluzja? przez mojego faceta mysle o byciu lesbijką smile
                • ewaand Re: co do żony :) 13.10.04, 09:43
                  Ja ze swoją siostrą wpadamy na takie pomysły, jakby to było gdybyśmy
                  zamieszkały razem. A tak na boczku każda miała by sobie jakiegoś kochanka, ale
                  tylko do seksu, nie do domu.
                  można sobie pomażyćsmile.
                • koleandra Re: co do żony :) 13.10.04, 09:53
                  Sowa, fajny pomysł... chyba byście obydwie na tym lepiej wyszły...
              • aolka Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:44
                a moze to jakies zle promieniowania, bo mojemu tez odbija smile)
                tyle tylko, ze ja nie mam tyle cierpliwosci zeby to znosic....
                czasami trzeba byc stanowczym smile
                nie dajcie sie dziewczyny.
                pozdrawiam
                • ewaand Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:50
                  Jak to jest, wszystkie gazety piszą jak sobie radzić gdy kobieta nie ma ochoty,
                  a facet na okrągło. A co robic jak zdrowa normalna kobieta chce się przespać z
                  własnym mężem, lub własnym niemężem, a on się miga to już nikt słowa nie mówi.
                  Może te artykuły piszą faceci i nie chcą się przyznać, że tacy też są i to
                  nierzadko jak widać.
                  • sowa_hu_hu Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:52
                    niejedna osoba po tym co napisałam mogłabym pomyslec ze mój facet ma kochanke
                    poprostu! ale to jest nierealne w jego przypadku - bo on w ogóle z domu nie
                    wychodzi - odkąd wstanie do samej nocy siedzi przed kompem...
                    • koleandra Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:55
                      Sowa... a on cos robi w ogóle? takiego pożytecznego... ???
                      • sowa_hu_hu koleandra 13.10.04, 10:22
                        trudne pytanie mi zadałaś... w sumie to nie wiem co powiedzieć bo nie chce tez
                        z niego potffffffora robić...
                        ale wiem - zlapał kilka kretów ostatnio bo starsznie ryją ogródek - i nawet ich
                        nie zabił tylko wyniusł gdzieś w pola smile
                        teraz np. umył dwa talerzyki i kubek - aż dziw bierze...
                        czasami sie zlituje i poodkurza za mnie...

                        to chyba tyle!


                        ps. przed chwilą mi powiedział ze jak będe mniej wredna to moze coś sie
                        zmieni!!! to szlag moze trafić! czy jestem wredna czy nie to i tak nic sie nie
                        zmienia - a on teraz próbuje ciężar winy zrzucić na mnie!
                    • ewaand Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 09:55
                      Też zastanawiałam się czy mój nie ma przypadkiem kochanki i doszłam do wniosku,
                      że raczej nie bo jest na to za leniwy.
                      Przynajmniej tak można się pocieszaćsmile
                  • jagienkaa Re: tylko jak tu rozmawiać... 13.10.04, 14:53
                    wiecie co wstyd się przyznać ale my mamy podobny problem z ochotąsmile ja mam a
                    mąż nie. W niedzielę czytałam w jakimś dodatku w gazecie o tym i podobno taki
                    problem dopada bardzo dużo mężczyzn po 30-tce. Radzili żeby po prostu się dużo
                    przytulać...i rozumieć...Mnie też jest bardzo przykro gdy mąż mnie odtrąca,
                    staram się go zrozumieć (ma b.odpowiedzialne stanowisko i pracę, jego tato jest
                    zaawansowanym stadium Alzheimera itp), choć czasem po prostu się nie da.
                    Faceci niestety kiepsko radzą sobie z problemami i własnie tak odreagowują
                    stresy - zamykają się w sobie, wolą oglądać tv czy grać na komputerze (mój lubi
                    playstation).Oni są prości 'w obsłudze' w sumie i trzeba się nauczyć że po
                    powrocie z pracy nie ma co z nimi gadać, trzeba poczekać. Że jeśli coś nam się
                    nie podoba zamiast narzekać trzeba znaleźć alternatywę czy pomysł jak to
                    zmienić. Ze czasem warto go uprzedzić zamiast naskoczyć(np teraz będzie kolacja
                    a po kolacji chciałabym z Tobą porozmawiać). Dla faceta ciężkim też jest fakt
                    że np nie zarabiają na rodzinę czy że nie są w stanie zagwarantować chociażby
                    opieki finansowej (np mój mąż się ciągle martwi tym że jakby stracił pracę czy
                    coś to on jest jedynym żywicielem rodziny a z moimi kwalifikacjami to
                    znalazłabym pracę pewnie o połowę mniej płatną niż on).
                    Sówko, tak jak koleandra zauważyła, Twój facet właśnie odreagowuje swoje żale i
                    frustracje poprzez głupie granie na komputerze. On nie ma gdzie się wykazać, w
                    końcu mieszka u teściowej, bez pracy, nie mówiąc o tym co sie dzieje w waszym
                    związku (już sama wiesz co). I tak właśnie reaguje.
                    Jeśli rozmowy nic nie dają to poczekaj, daj mu szansę żeby się wykazać jako
                    głowa rodziny, może to coś zmieni.
                    Zyczę dużo wytrwałości i miłoścismile))
    • kasiacs Re: nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygada 13.10.04, 09:56
      Mam nadzieje ze to chwilowy kryzys. My tez ciagle jakies przechodzimy zwlaszcza
      od czasu kiedy sie "powiekszylismy". Nie ma sensu teraz decydowac o rozstaniu,
      moim zdaniem powinnas sie przeprowadzic razem z nim i zobaczyc czy we wlasnym
      mieszkanku jakos sie to pouklada. Napisalabym tez wiele o swoich problemach
      troche podobnych a troche innych ale wczoraj moj maz jak probowalam z nim
      porozmawiac powiedzial zebym sie wyzalila na forum..... sad. Jakos tak przykro
      mi sie zrobilo i nie napisze, moze kiedys. Jak chcesz to napisz na priva.
      Jak bedziesz w Krakowie to tez bym sie do Was chetnie dolaczyla na tym piwku
      (chociaz ja karmie wiec piwko nie bardzo) i pobiadolila troche, ale to juz
      zalezy od Was.
      Pozdrawiam cieplutko i trzymaj sie
      K.
      • sowa_hu_hu kasia cs 13.10.04, 10:19
        jak tylko uda nam sie zgrać to jasne - możemy sie spotkać smile
        • triss_merigold6 Sówko, znajome klimaty.. 13.10.04, 10:50
          Współczuję. Z pierwszym mężem miałam trochę podobne przeboje, tylko bez dziecka
          na szczęście. Maniak komputerowy (na szczęście internet nie był wtedy jeszcze
          popularny), jak stracił pracę to szukał tak żeby broń Boże nie znaleźć a ja się
          miotałam żeby moje głodowe stypendium starczyło na opłaty.
          Wszystkie koleżanki były fajniejsze ode mnie bo ja - wredna jędza - zamiast
          wdzięczyć się z uśmiechem i pocieszać po dwoch miesiącach zaczęłam kląć
          brzydkimi słowami. No, życie towarzyskie to mój były miał bujne...
          Seks? Zapomnij kobieto. Ordynarnie tym manipulował. Prosiłam, ryczałam,
          obrażałam się, uwodziłam, starałam i guzik.
          Powoli przestawało mi zależeć. Wyprowadzał się i wprowadzał kilka razy. W końcu
          ostatecznie go wywaliłam za drzwi. Wreszcie miałam dosyć życia w celibacie. W
          imię czego do cholery?! Ja - młoda, zdrowa, atrakcyjna, ze sporym
          temperamentem - mogłam walić głową w ścianę z frustracji. Koledzy na
          niezobowiązujące układy się znaleźli, wyrzutów sumienia nie miałam ani przez
          chwilę.
          Było jeszcze parę prób "ratowania małżeństwa" i w końcu rozwód. Po rozwodzie
          byłam szczęśliwa jak fretka.
          Mój eks mąż - jak oceniam z perspektywy czasu - nie był złym człowiekiem. Był
          po prostu niedojrzałym i nieodpowiedzialnym uroczym chłopcem.
          • emonik Re: Sówko, znajome klimaty.. 13.10.04, 13:22
            Oj, te chłopy...
            Mój też jest wiecznie małym chłopczykiem, który kocha gierki i gazetki
            (telewizora nie mamy), po pracy musi odpocząć i nigdy nie ma czasu na zajęcie
            się dzieckiem...
            W domu odwali zmywanie, sprzątanie, zakupy, ale tylko po awanturze tak więc
            awantury są nierzadkie...
            Życie towarzyskie oczywiście u niego kwitnie. Na nieszczęście pod jego pracę
            można podciągnąć prawie wszystko - wyjścia do teatru, pubu, spotkania
            wieczorami w kawiarni. Do tego bardzo często wyjeżdża na tydzień - kiedyś
            jeździłam z nim, odkąd jest dziecko zostaję w domu, na początku tęsniłam i nie
            dawalam sobie rady, teraz uwielbiam ten czas: porządek w domu, spokój, nikt
            mnie nie denerwuje, gotować nie muszę. To chyba nie jest w porządku i do
            niczego dobrego nie prowadzi.
            Też się wygadałam!
            • triss_merigold6 Ale ja pisałam o BYŁYM mężu na szczęście n/tx. 13.10.04, 14:18
    • dzwigalka Re: nie wiem jaki dać tytuł---chciałam sie wygada 13.10.04, 14:16
      o rany sówko, jak bym czytała o sobie. tylko ze my mieszkamy juz u siebie i mamy
      pracę ale mimo to nic się nie zmienia.Ja tez nie wiem co robić, bo mąż jest
      zimnym, pozbawionym ciepłych uczuć facetem. a to niestety boli. sex raz na
      miesiąc, tylko jeśli ja zainicjuje zblizenie, częściej sie nie da, wymiguje sie
      zmęczeniem, ogląda telewizor, zasypia wcześniej (niby śpi, chociaz nie wiem czy
      nie udaje zebym mu dała spokój). Nie mówiac juz ze w niczym mi nie pomaga, bo
      ciagle jest zmęczony, jego dewizą jest ze kobieta gotuje, sprząta, pierze,
      zajmuje sie dzieckiem, niestety nie nalezy mi sie za to szacunek. moj ślubny tez
      mówi ze nas kocha (bardzo rzadko), ale mówi, jest dobrym ojcem, bawi sie z
      synem, tylko nie potrafi zapytać żono czy chciałabyś odpocząć, a ja np odkurzę,
      czy zabiore dziecko na spacer, myśli ze ja nie jestem zmęczona. A tłumaczy to
      tym ze ja wracam wcześniej z pracy, ale nie rozumie do cholery ze w domu mam
      drugi etat. On za to jak juz łaskawie wróci z tej pracy, to na nic nie ma siły,
      ani na pomoc ani na seks, ani na rozmowy. czuje sie taka samotna, chociaz mam
      wspaniałe dziecko, no i męża....na papierze. no to ja tez sie wygadałam.
      cieplutko pozdrawiam. I co my z tym zrobimy? Jakie jest rozwiązanie w tej sytuacji?
    • triss_merigold6 Mam brzydkie pytanie 13.10.04, 14:26
      Po co Wam tacy faceci?
      - U Sówki leniwy typ
      - u innych - seksu niet albo z łaski
      - w domu niewielki pożytek
      - pogadać nie ma o czym albo facet nie chce
      - komputer/telewizor w centrum uwagi
      Tylko ze względu na dzieci? Z powodu finansów?
      Dla mnie rozwód był jedną z najlepszych decyzji. Zaczęłam żyć sama ale za to
      normalnie, spokojnie i nie przejmując się czyimiś humorami i nieudacznictwem.
      • sakada Re: Mam brzydkie pytanie 13.10.04, 17:52
        Sówko myślę, że Triss ma jednak rację. Polubiłam Tomka, ale przecież poznałam
        go tylko powierzchownie. Mój Bercik jak Ci zresztą wspominałam też nie jest
        ideałem - pracy szykał 8 miesięcy no, ale trzeba mu zwrócić honor, że znalazł i
        bardzo dobrze sobie w niej radzi póki co. Kompa też kocha - wspominałam Ci o
        tym, ale znajduje czas dla mnie, dla dziecka. Sex - tak jak przed ciążą - mam
        wrażenie, że gdyby mógł (tzn. gdybym ja też tak chciała) to robilibyśmy to cały
        czas. Więc może jednak w waszym przypadku nie warto się tak męczyć? Teraz
        próbujesz coś wywalczyć w związku, ale jeśli się nie uda? Poddasz się i całe
        życie będziesz nieszczęśliwa? Moim zdaniem powinnaś spróbować coś zmienić, a
        jeśli to nic nie da - chyba pozostaje tylko rozstanie.

        Pozdrowienia i całusysmile
      • sowa_hu_hu droga triss........ 13.10.04, 21:10
        zazdroszcze ci odwagi - naprawde!
        w moim przypadku nie chodzi o dziecko... mnie na nim jeszcze zalezy , wciąz
        wierze ze moze coś sie zmieni no i nie ukrywam ze kwestia finansowa tez gra
        dużą role - jesli nie on to pozostaje mi moja mama której mam dosyć!
        ja jeszcze studiuje więc do pracy iśc nie moge... a jelsi anwet bym poszła to
        chyba tylko po to zeby 2/3 pensjii oddac opiekunce - wiec takie rozwiązanie tez
        jest bez sensu sad
        i tak sie oto kółko zamyka... ani w tą ani w tą...
        • mama_ewa25 Re: względy finansowe? 14.10.04, 07:51
          A w jaki sposób sówko skoro on nie pracuje? Więc jakie względy finansowe
          trzymają Cię przy nim? Uważaj bo będzie tak że jeszcze Ty będziesz musiała go
          utrzymywać.
          Triss ma rację, nie warto męczyć się z facetem z którego nie ma pożytku w
          kwestii kasy, seksu, rozmowy i zainteresowania domem (kolejność przypadkowa) -
          nawet jak Ci na nim zalezy.
          • sowa_hu_hu Re: względy finansowe? 14.10.04, 08:50
            to nie ejst tak ze on w ogole nie pracuje - teraz miał prace przez 3 mies na
            umówe zlecenie - poza tym robi rożne zlecenia przez internet i sa z tego jakies
            tam pieniądze - ale to jest tak ze raz mamy kase i ona sie rozchodzi w jeden
            dzień bo trzbe auregulować zaleglosci albo jest tak że słowo daje nie mam
            grosza na koncie sad
            ale mnie chodzi o to zeby on poszedł do normalnej pracy! gdzie wstaje sie rano
            i wychodzi z domu! bo ten chłop i zdziczał! kiedyś pełen energii , pomysłów ,
            otymizmu stał sie teraz rozlazłym budyniem sad
            jesli nie będe z nim to zostane na garnuszku u mamusi - a to już bedzie
            horror...

            pozdrawiam z samego rana!
            • fackelmannka Re: względy finansowe? 14.10.04, 09:00
              sowku naprawde szkoda mi Ciebie, jestes młoda kobiata a marnujesz sie w takim
              zwiazku. Nie pytam sie czego pomimo dziecka, nie jestes jego zona. Twoj partner
              wydaje mi sie wygodnym facetem i nadal kawalerem smileBrak zrozumienia , miłości i
              seksu w związku jest najgorszym demonem, którego osobiście b. się boje.
              Nie znam lekarstwa na takie "cierpienia ciała i duszy", mogę powiedzieć trzymaj
              się i bądż dzielna nie jest on jedynym facetem na swiecie.
            • mama_ewa25 Re: sówko 14.10.04, 09:30
              I co z tego że ma taką pracę. Z takimi dorywczymi pracami, na kilka miesięcy
              nigdy nie wyjdziecie na prostą.
              Spójrzmy prawdzie w oczy. Pisałaś że się Tobą nie interesuje, pracą też nie,
              domem też nie- to po co Ci on ?
      • joanna35 Re: Mam brzydkie pytanie 14.10.04, 09:12
        triss_merigold6 napisała:

        > Po co Wam tacy faceci?
        > - U Sówki leniwy typ
        > - u innych - seksu niet albo z łaski
        > - w domu niewielki pożytek
        > - pogadać nie ma o czym albo facet nie chce
        > - komputer/telewizor w centrum uwagi
        > Tylko ze względu na dzieci? Z powodu finansów?
        > Dla mnie rozwód był jedną z najlepszych decyzji. Zaczęłam żyć sama ale za to
        > normalnie, spokojnie i nie przejmując się czyimiś humorami i nieudacznictwem.

        Droga Triss - właśnie ze względów finansowych. Spróbuj utrzymać w naszym kraju
        dwójkę dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, a więc wymagające częstszych
        kontaktów z szeroko pojętą służbą zdrowia(przedwczoraj zapłaciłam 110zł. za
        pobranie posiewów i wykonanie antybiogramów, które jak się później okazało nie
        były potrzebne), za które to kontakty czasami bywam zmuszona zapłacić, bo np.
        termin "państwowej" wizyty wypada w styczniu przyszłego roku. Dodam, że obecnie
        jestem na urlopie wychowawczym, a sama jestem pielegniarką z wyższym
        wykształceniem i pensją 800-900zł. na rękę. Sytuacja w naszym kraju jest taka,
        że tatuś albo płaci, albo nie, a jeżeli chodzi o pomoc państwa, to do dnia
        dzisiejszego od maja nie otrzymałam wypłaty zasiłku pielęgnacyjnego na dziecko
        i na razie się tym nie denerwuję, bo te pieniądze nie są kwestią życia lub
        śmierci, ale gdyby były?
        Miaąłm podobna sytuację jak Sówka, z wyjątkiem szukania pracy. Początkowo
        walczyłam, żeby nie życ obok siebie, rozmawiałam, tłumaczyłam, prosiłam. Nic.
        Nigdy bym nie uwierzyła , że można tak życ w czwartym roku małżeństwa. Teraz
        nie dziwi mnie juz nic. Sytuacja była zła przez trzy lata - do tego stopnia, że
        miałam myśli samobójcze, o zdradzie nie wspomnę. Az wreszcie przyszedł dzień
        kiedy powiedziałam sobie - trudno, nie ty jedna i nauczyłam się tego życia
        obok, skupiłam się na dzieciach i sobie. Nawet nie musiałam za bardzo się
        starać, bo byłam juz tak zmęczona moim mężem, ciagłymi kłótniami z nim , że
        sama zaczęłam się od niego izolować dla świętego spokoju. No i przestałam
        oczekiwać od niego czegokolwiek - pomocy, dobrego słowa, wsparcia itp.
        I...nagle zaczęło być lepiej, mój mąż zaczął się starać w czwartym
        roku "chudych lat". Nie powiem, że jest super, ale przez ostatnie trzy lata
        nawet tak nie było. Zaczęliśmy sie też dogadywać, a mąż bardziej zaangażował
        się w dzieci, a ostatnio pojawiły się między nami pierwsze od 4 lat łóżkowe
        czułości, więc może warto poczekać czy raczej przeczekać, pozwolić mu dorosnąć
        (ale pracy niech szuka, bo owszem marzeniem każdego męzczyzny jest utrzymać
        kobietę za jej własne ciężko zarobione pieniądze, ale to w tym kraju nadal
        rzadkość). Przepraszam, ale muszę kończyć. Na ewentualne pytania i kompentarze
        odpowiem w wolnej chwili. Pozdrawiam
        • joasiiik25 Re: Mam brzydkie pytanie 14.10.04, 09:16
          triss_merigold6 napisała:
          >
          > > Po co Wam tacy faceci?
          > > - U Sówki leniwy typ
          > > - u innych - seksu niet albo z łaski
          > > - w domu niewielki pożytek
          > > - pogadać nie ma o czym albo facet nie chce
          > > - komputer/telewizor w centrum uwagi
          > > Tylko ze względu na dzieci? Z powodu finansów?
          > > Dla mnie rozwód był jedną z najlepszych decyzji. Zaczęłam żyć sama ale za
          > to
          > > normalnie, spokojnie i nie przejmując się czyimiś humorami i nieudacznict
          > wem.
          ******************************************************************
          Zgadzam sie z triss, uwazam ze szczescie matki rowna sie szczescie dziecka.
          Mimo iz mam dobrego meza czasami trudno z nim wytrzymac i nie zarzekam sie, ze
          rozwod nie wchodzi w gre...kobieta moze duzo zniesc pozniej ratuje ja tylko
          ucieczka = rozwod = swiety spokoj.

          w moim przypadku zakladam,ze nie bede patrzec na finanse bo sama jestem z
          stanie utrzymac dziecko. To moje zdanie.
Pełna wersja