Magisterska męczarnia, paranoja...

12.10.04, 23:30
Nie wiem jak zacząć: czy że skończyłam już studiować, czy nie, bo czekam na
obronę? Chyba jeszcze nie skończyłam. Ale muszę się wygadać, a może ktoś coś
doradzi? Dwa lata temu zaczęłam magisterkę, zaocznie. Jeździłam na seminaria,
było ... nudno. Zajęcia polegały na "milutkich" rozmówkach promotora z
kilkoma dziewczynami z grupy. Nie tylko ja odczuwałam dyskomfort. Śmiesznie
się czułyśmy, gdy facet przez 2 godziny nie odzywał się do nas słowem- każda
musiała czekać na swoją kolej. Później, kiedy było już "poważniej"- tzn prace
się pisały- zajęcia polegały na słuchaniu tego, co już koleżanki napisały- i
tu już każda musiał się udzielać. Wszystko byłoby oki, gdyby nie fakt, że w
zasadzie każda miała bardzo podobny temat i sama nie chciałam słuchać co
koleżanka ma we wstępie, bo potem ciągle tłukło mi się to po głowie i ciężko
samej pisać. Nadszedł kwiecień przed obroną. Promotor spotkał się ze mną,
powiedział co mam w pracy poprawić i kazał BIEGIEM wysyłać to co poprawiłam,
bo obrona tuż tuż. Więc siedziałm przez 3 tyg po nocach, pisałam, wysyłałam,
dzwoniłam czy doszło, pisałam, wysyłałam, dzwoniłam..... Pojechałam na
seminarium, a on oddał mi koperty (zaklejone tak jak wysłałm) i powiedział,
że nie miał czasu przeczytać, bo musiał się zająć dziewczynami, które już
miały w zasadzie skończone prace. Nie było gadki o obronie, "bo i tak nie
zdążę". Powiedział co mam poprawić w pierwszym rozdziale- bo to przeczytał i
kazał do siebie dzwonić 10 sierpnia i miał się od razu ze mną spotkać i
zakończyć sprawę. Złapałam go dopiero koło 26. 08.- był nieuchwytny. Wysłałam
pracę. Spotkał się ze mną w ostatnim tygodniu września- bo nie miał czasu
wcześniej i .... przeczytał 3 rozdziały! Umówił się ze mną na zeszłą środę,
pojechałam- niczego nie przeczytał, bo nie miał czasu.
Jadę do niego jutro, ale już mi się wyć chce!
Poza tym muszę złożyć podanie- dlaczego nie obroniłam się we wrześniu, a
jeśli nie zrobi obrony w październiku, to za listopad muszę już zapłacić 800
zł.
Czy któraś z Was była w podobnej sytuacji? A może ktoś poradzi co mogę
zrobić? Obrona jest opóźniona nie z mojej winy! Dlaczego mam płacić? Mogłabym
już od września pracować, mam do spłacenia kredyt studencki. Boże, pomocy!!!!
    • aste Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 13.10.04, 00:47
      oj Hanko jak dobrze Cię rozumiem, poczatek opisu seminarium mógłby być mój
      niestety zakończeni jest inne, po 2 latach rozmawiania na spotkankach co kto ma
      zrobione i ciągłego zmieniania koncepcji naszych tematów poddałam się.
      zrezygnowałam z tego promotora (czemu nie o 2 semestry wcześniej głupiasad ) i
      szukam nowego za dodatkowy semestr będę musiała zapłacić, szukam w dodatku
      promotora który poprowadzi temat który sobie wybrałam, powolutku rozglądam się
      za literaturą bo chcę zrobić wszystko w jeden semestr- letni bo dłuższy, grono
      znajomych biorących się do pracy w ostatnim semestrze utwierdza mnie w
      przekonaniu, że jest to możliwe, zresztą nie mam wyjśca, nie mam więcej kasy
      żeby jeszcze raz przerabiać 2 lata seminarium.
      pozdrawiam serdecznie (chyba rówieśniczkę jeśli dobrze rozumiem to 79 w nickusmile)
      i trzymam kciuki- masz już prawie napisaną pracę nie jest tak źle.
      walcz o swoje.
      • hanka_79 Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 13.10.04, 20:10
        No i nawalczyłam, a może i nie jest tak źle, bo zatwierdził dwa pierwsze
        rozdziały. Reszta do poprawki i za tydzień znów jadę.
        Ale dzięki za miłe słowo, i masz rację- jestem z roku 79"- może nasz rocznik
        pechowy...?
        • aari Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 13.10.04, 22:22
          No cóż .. ja iałam podobnie ... u nas termin składania prac minął 30
          września ... a na szcęście po sobotnim spotkaniu z promotorem usłyszałam "
          prosze poprawić ostatni rozdział " tak i tak " no i złożyć"

          Ponoć mnie ganiał, bo widział,ze praca dobra i szkoda mu było ją zmaronowac ..
          pisałam prawie rok
          • hanka_79 Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 14.10.04, 20:27
            Hm, widzę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem- ale to bardziej przykre niz
            pocieszające. Fajnie, że masz już problem pisania za sobą. Rozumiem, że tuż
            przed obroną?
        • p.hadam Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 15.10.04, 15:19
          smile E tam pechowy. Ja jestem 78 i tez sporo walczylem smile, bo od samego poczatku
          mialem powiedziane kiedy sie obronie i ani dnia wczesniej smile I kazdy tak ma.
          Taki lajf - na tym to polega. Trzeba wytrzymac.

          Pozdrowka
          Hadzio
          • hanka_79 Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 15.10.04, 16:25
            Masz rację, dziś już jestem pozytywniej nastawiona. Jakoś to będzie (musi być).
            Pozdrawiam
    • mamapulpecji Re: Magisterska męczarnia, paranoja... 15.10.04, 17:07
      Oj wiem cos o tym.
      Pomijam moje lenistwo - mam rozgrzebaną pracę, tak gdzieś 2/3 i ZERO motywacji.
      Liczyłam na to, że promotor jest od tego, żeby zachęcać, pociągnąć za uszy,
      zdopingować, ale mój pan zachowuje się identycznie jak Twój.
      Spotkania z nim polegają na tym, że opowiada mi bzdurne kawały sprzed 30 lat,
      jakieś idiotyczne historie, jak to oprowadzał radzieckie wycieczki po muzeum
      narodowym. NIGDY jeszcze nie przeczytał tego, co mu przyniosłam. Każe sobie
      przesyłać rzeczy mailem, a kiedy pojawiam się na jego dyżurze, a on przez
      zupełny przypadek na nim jest - bierze moją pracę i czyta pobieżnie, co chwilę
      wtrącając dykteryjki. Myślę, że jedyne co mogę zrobić, to napisac wszystko,
      oprawić i mu zanieś. Ale to jakaś bzdura.

      Współczuję Ci bardzo. A może pogadaj z kimś wyżej, z jakimś kierownikiem
      studiów czy dziekanem? Gdybyś nie miała skończonej pracy, rozumiem, że kazaliby
      Ci płacić, ale skoro jesteś w porządku i gotowa do obrony, to czemu masz na tym
      tracić?
      Podejrzewam, ze Twój promotor, podobnie jak mój, dostaje kasę od wszystkich
      studentów, którzy nie zdążyli na czas napisac prac i stąd to zachowanie.

      Nie daj się!!!

    • lideczka_27 Re: Magisterska - PYTANIE 15.10.04, 18:55
      Mam podobny problem. Poprzednią magisterkę obroniłam dwa lata temu, teraz
      skończyłam drugi kierunek. Czas był do końca września. Z uwagi na niemożność
      jeżdżenia (jestem w ciąży i nie mogę nawet podmiejskim nigdzie podjechać, bo
      mam okropne wymioty), nie pojechałam, by złożyć pracę, a więc co za tym idzie -
      nie obroniłam się. Moja uczelnia przewiduje roczną przerwę od ukończenia
      studiów, która jest za darmo, potem coś trzeba płacić. I właśnie ten rok mi
      minął. Lekarz dał mi takie zaświadczenie, że z uwagi na ciążę nie mogę
      podróżować. Czy na tej podstawie mogę napisać podanie, by mi przedłużono termin
      np. do końca roku? Jak myślicie?

      pozdrówka
      lidka
      • hanka_79 Re: Magisterska - PYTANIE 16.10.04, 12:38
        hm, nie jestem pewna, ale powinnaś zapytać dziekana. Moja pani dziekan wydaje
        się unikać spotkania z nami (bo w takiej sytuacji jak ja są jeszcze 3
        dziewczyny), ale każda do niej dzwoni i tłumaczymy, że nie mamy pieniędzy żeby
        płacić. Wiem, że aby bronić się we wrześniu czy październiku trzeba napisać
        podanie- i tu mogłabyś napisać, że masz "kłopoty" związane z ciążą, ale nie mam
        pojęcia czy dziekan zgodzi się na dłuższy okres- bo za obronę w listopadzie
        trzeba już zapłacić. U nas sprawa jakoś ruszyła i może się wyrobimy- dziekanka
        obiecała pomóc. Z tego co wiem, jeśli nie obronisz się w terminie, płacisz raz
        i dają Ci kilka miesięcy. Musisz zapytać.
        Pozdrawiam.
Pełna wersja