Dodaj do ulubionych

podróżne schizy_watek z "dziękuje"

30.07.18, 02:55
Dziękuję Danaide za uwagę, ze problem jest głębszy. Bo jest.
Dziekuje wszystkim forumkom z dyskusji , bo mialam temat do weekendowych przemyslen.
I wyszło mi co następuje :
Moja racja -Twoja racja
Jak pisze sumire:
jakby twoja racja była najtwojsza, a przecież każdy wie sam, jakie ma poziomy stresu i co mu na nie pomaga. I tak, warto być samodzielnym, ale daj ludziom żyć, jak im wygodnie.
Owszem , ja się 100% zgadzam.
I na przykład mój poziom stresu podczas podrozowania jest prawie zerowy natomiast często jestem zmeczona, lub chce pobyc „sama z soba”.
I dlatego nie widzę potrzeby informowania, ze doleciałam , ze dojechałam, ze wypiłam kawę itp., bo to jest dla mnie wliczone w normalne życie i często mam wyłączony telefon aby odpocząć.
Najpewniej ( osobiście takich znam) jest sporo ludzi takich jak ja, którzy nie widza potrzeby wysyłania SMS ow doleciałam” , bo ta podroż nie jest dla niech żadnych stresem.
Dlatego tez dobrze by było, żeby i oni i ja spotkali się ze zrozumieniem: jak ładnie napisała sumire:
a przecież każdy wie sam, jakie ma poziomy stresu i co mu na nie pomaga. I tak, warto być samodzielnym, ale daj ludziom żyć, jak im wygodnie.

Niech ich rodziny zaakceptują, ze oni maja inny poziom stresu i nie widza potrzeby pisania, zapewniania, meldowania itp. i zatroszczyli się o siebie samych.

Jak to ladnie napisala Verdana
Troska o siebie "Wyślij sms-a "doleciałem", bo będę spokojniejsza" jest zła. Troska o siebie "Nie będę nikogo zawiadamiać, czy przyleciałam, bo tego nie lubię i to jest najwazniejsze" jest w porządku.
Oczywiście, ze nie.
Obie troski są w porządku, tyle , ze moja troska o siebie "Nie będę nikogo zawiadamiać, czy przyleciałam, bo tego nie lubię i to jest najważniejsze" nie wymaga od nikogo innego nawet kiwnięcia palcem. Niech żyją jak chcą , po swojemu, niech dzwonią, niech piszą…

Natomiast troska o siebie "Wyślij sms-a "doleciałem", bo będę spokojniejsza", wymaga zrobienia czegoś od drugiej osoby a nie od tej, która troszczy się o siebie.
I to jest raczej różnica.

NIGDZIE nie napisałam, ze skoro ktoś się denerwuje, ze lecę samolotem to nie może siedzie przy flightradarze cala noc i nie spać, ze nie wolno mu do mnie dzwonić milion razy jak widzi, ze samolot wylądował…

Niech robi co chce, tylko niech mnie w to nie angażuje, bo ja to troszczenia się o swój spokój nie potrzebuje żadnej aktywności z drugiej strony

I tu płynnie przechodzimy do postów o matkach nadopiekuńczych.
Otóż również problemem jest, ze "MÓJ strach ma modyfikować TWOJE zachowania”

Mój strach ma motywować ciebie do pisania choć nie widzisz powodu sam z siebie
Mój strach ma „zmusza cie do odebrania telefonu jak galopujesz z torbami na drugi terminal we Frankfurcie…
I na to mojej zgody nie ma, mimo, ze na takie zachowania jest wielkie społeczne przyzwolenie.
I żeby nie udawać: słowa" a cóż to niby za wysiłek wysłać SMSa, a ileż to cie kosztuje napisać jedno słowo "doleciałam"; to jest manipulacja.
Jak będę pamiętać to powrócę to tych zdań w czasie przedświątecznym, kiedy to spłakane e-matki będą pisać, ze kolejne święta zmarnowane na kłótniach i siedzeniu za kierownica zamiast na kanapie bo "a cóż ci to szkodzi przyjechać na godzinkę..."

Dlatego tez słusznie napisała minnie, nie uważam , ze normalne jest OCZEKIWANIE, ze nawet nastolatek się „ zamelduje” nawet po najdłuższej podroży do Nepalu.
Nastolatek ma mieć świadomość, ze MOŻE zadzwonić kiedy tylko poczuje potrzebę i ze rodzice ucieszą się z jego telefonu.

Tak i uważam, tak jak napisała tinywee :

I tak, staram się ze swoim rajzefiberem radzić sobie sama, a nie truć młodemu dorosłemu, żeby się meldował mamusi, jeśli nie widzi takiej potrzeby. Przyjmuję, że to jest moja potrzeba i mój problem i nie muszę obarczać bliskich swoimi schizami.
A ja nawt dodam, ze nie nalezy obarczac bliskich a dzieci NIE WOLNO.
Oraz ostanie co wymyśliłam :
Polacy a szczególnie Polki, niezmiernie boja się podrozowac.
Stad wpisy :
Mam 38 lat. Jestem w podróży przez 6-8 miesięcy w roku, taka praca. Choćbyś zaklinała rzeczywistość jak chcesz - to zawsze jest stres.
Kazda podróż to jednak pewne wyzwanie
A podróż autem to zawsze duże ryzyko, w Polsce szczególnie
Boje się jeździć samochodem
Mam leki przed lataniem

Itp. Itd.
No, a są przecież tacy, co w najmniejszym stopniu nie postrzegają w/w jako stres.

I problem w tym , ze statystycznie najczęściej ich matki uważają "skoro ja się tego boje i ty musisz się tego bać, bo to jest obiektywnie straszne"
No , nie jest OBIEKTYWNIE straszne, jest straszne tylko w głowie tego co się boi.

I tak np. matka turzycy wygenerowała u niej lek przez podróżowaniem, choć sama turzyca mówi językami i jest ogarnięta w świecie.
I temu własnie mowie "nie"
I jakby ktoś nie doczytał po co takie moje długie i szczegółowe posty :
Jeżeli choć jedna młoda osoba to przeczyta i jeżeli będzie to zgodne z tym co naprawdę czuje : znajdzie w sobie odwagę do niepisania, nie rozmawiania aby się ZAMELDOWAĆ, tylko będzie w kontakcie z rodzina kiedy ten kontakt wypłynie z naturalnej potrzeby kontaktu a nie USPOKAJANIA drugiej strony, to warto było pisać tyle, a nawet więcej.

Obserwuj wątek
    • jola-kotka Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 03:50
      Warto bylo pokazac jaka jestes samolubna i jak wazny jest dla ciebie tylko twoj komfort , brawo. Osoby ktore dla bliskich nie sa w stanie wyjac tel. I napisac ze dotarly na miejsce wiedzac ze to dla tej rodziny istotne sa nic nie warte i faktycznie nie warto sie o nie martwic.
      • anahera Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 04:32
        Zgadzam sie z Jola. Sms nietrudno wyslac a jest podarunkiem spokoju dla kogos kto sie o nas troszczy. Zycze autorce aby nigdy nie zabraklo osob ktore sie o nia troszcza, mimo tego ze jest do tego stopnia skoncentrowana wylacznie na sobie ze nie dostrzega daru jakim jest troska innych.
      • 3-mamuska Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 04:34
        jola-kotka napisała:

        > Warto bylo pokazac jaka jestes samolubna i jak wazny jest dla ciebie tylko twoj
        > komfort , brawo. Osoby ktore dla bliskich nie sa w stanie wyjac tel. I napisac
        > ze dotarly na miejsce wiedzac ze to dla tej rodziny istotne sa nic nie warte i
        > faktycznie nie warto sie o nie martwic.

        Jola zgadzam się z tobą .
        Szkoda mi ludzi którzy są emocjonalnymi kalekami i jeszcze do swoich racji chcą koniecznie przekonać innych.

        Dziwne ze zakłada drugi wątek o tym samym, czyli opinia obcych ludzi jest bardziej istotna niż własnej rodziny.
        Swoją droga ciekawe co jej takiego zrobili albo czego nie zrobili.

        Pisałam już ze pewnie to jedna z tych osób o której śmierci mówi się tv „po 3 tygodniach wezwani na miejsce strażacy odkryli rozkładające się zwłoki , nikt nie miał z denatką kontaktu od x lat, wiec nikt nie wiedział ze choruje/potrzebuje pomocy/albo nie wychodzi ostatnio z domu.
    • 3-mamuska Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 04:27
      Masz bardzo chore wyobrażenie o rodzinie i twoje ciagle udowadnianie ,ze nie musisz nikogo zadowalać jak ty czegoś nie lubisz jest chore.
      Bo w rodzinie nie ma słów muszę /szantaż emocjonalny czy kontrola. Poza tym w rodzinie są kompromisy.

      Dzwonię ze doleciałam ,bo jestem w obcym nowym miejscu chce usyszec znany głos. Chce się podzielić wrażeniami z biska mi osoba. Chce zawiadomić ze bezpiecznie dotarła bo chce ,nie muszę. Bo nie chce żeby ktoś się o mnie martwił. A nie mam w dupie twoje zmartwienia.
      I tu jest różnica.

      Ktoś cię zawsze do wszystkiego zmuszał albo kontrolował i dlatego jest w tobie tyle buntu.
      Mogę ci tylko współczuć relacji z bliskimi.

      I nie twoje myślenie nie jest normalne.
      Możesz przezywać i czuć jak chcesz twój poziom empatii i stresu. I tu nie emocje są problemem.
      A nie ,właściwe emocje są problemem ,bo po prostu nie masz z nikim więzi ,jesteś emocjonalna kaleka.
      Żal mi jak czytam co wypisujesz i to ze jesteś wyprana z uczuć i nawet o tym nie wiesz.
      Odczuwasz tylko opor i bunt. Same negatywne emocje.

      Bo rozumiem ze nie należy przerzucać leków z rodzica na dziecko, ale odcięcie się od rodzica wcale nie jest lekiem , jest tylko zepchnięciem problemu.

      I wiem o czym pisze bo mam taka matkę ,kontrolująca, wszystkiego się bojąca i stosująca szantaż emocjonalny.
      I jak zdalam sobie z tego sprawę, to nauczyłam się z tym sobie radzić , mogłam się z nią swobodnie spotykać ,iść na zakupy ,rozmawiać ,ale już jej emocje nie miały na mnie wpływu. A ty uciesz i wyłącznie telefonu to wcale nie jest rozwiązanie problemu. A jedynie ucieczka.

      I szkoda ze nie masz choć odrobiny uczuć czy empatii do własnej matki żeby uspokoić ja „mamo dotarłam bezpiecznie” I nic więcej bez tłumaczeń.
      I nie dlatego ze jesteś beznadzieja i się zgubisz tylko dlatego ze w życiu zdarzają wypadki ,niekoniecznie to musi być wypadek samolotu ,ale kradzież/zaginięcie torebki , zaginięcie bagażu czy jakiś utrudnienia niekoniecznie aż o tak dramatycznym przybiegu jak katastrofa lotnicza z twoim udziałem. O której będą trąbić w tv.

      I nie nie musisz na sile odczuwać czegoś czego nie czujesz, tylko tu tkwi problem ze nie odczuwasz nic.
    • evee1 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 04:47
      > Jeżeli choć jedna młoda osoba to przeczyta i jeżeli będzie to zgodne z tym co naprawdę czuje : znajdzie w sobie
      > odwagę do niepisania, nie rozmawiania aby się ZAMELDOWAĆ, tylko będzie w kontakcie z rodzina kiedy ten kontakt
      > wypłynie z naturalnej potrzeby kontaktu a nie USPOKAJANIA drugiej strony, to warto było pisać tyle, a nawet więcej.
      No i potem starzy rodzice usychaja samotnie w domu (swoim lub opieki), bo mimo ze maja czworo dzieci, to zadne nie ma "naturalnej potrzby kontaktu". Pieknie!
      • alicia033 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 07:40
        evee1 napisała:

        > No i potem starzy rodzice usychaja samotnie w domu (swoim lub opieki), bo mimo
        > ze maja czworo dzieci, to zadne nie ma "naturalnej potrzby kontaktu".

        aha, oczywiście - rodzice dobrzy, tylko te dzieci takie złe i samolubne...
        Sorry, bycie dzieckiem pod (totalną) kontrolą i opieką rodziców trwa kilkanaście lat. I naprawdę nie jest to żadna wiedza tajemna. Skoro przez taki szmat czasu nie wypracowali z dzieckiem relacji skutkujących chęcią utrzymywania z nimi owego naturalnego kontaktu przez dziecko, to nie widzę żadnego powodu, by ich żałować, że teraz sami siedzą. Na to zapracowali sobie sami.
        • verdana Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 13:30
          Oczywiście, ale w takim wypadku chęć kontaktu ze strony młodego człowieka nie oznacza, ze rodzice też chcą ten kontakt mieć. Może oni chcą mieć dwa tygodnie spokoju i odbieranie telefonów od dziecka i jego potrzeba kontaktu jest dla nich uciążliwa? Nie oczekuj zatem, że jeśli chcesz pogadać to ktoś odbierze telefon, albo oddzwoni. Rodzice też nie muszą. Tydzień, dwa, pół roku nie muszą zaspakajać egoistycznej potrzeby kontaktu. Szczególnie, ze ich potrzeba kontaktu jest najwyraźniej obciążeniem.
          Rozumiem ludzi, którzy uważają, ze liczy się tylko to, co oni chcą - i o ile nie mają na coś ochoty, to tego nie robią. Ale pod warunkiem,ze nie oczekują absolutnie niczego od innych - na przykład rozmowy wtedy, gdy oni mają na to ochotę.
    • eliszka25 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 05:06
      troche czytalam tamten watek, ale sie nie wpisywalam. ogolnie czytajac twoje wypowiedzi moge stwierdzic, ze chyba jestem dziwna. wlasnie mam za soba dluga podroz. kilka dni temu jechalam z dzieciakami do polski. jechalismy pociagiem, ktory mial duze spoznienie z przyczyn niezaleznych od kolei i w efekcie na miejsce dotarlismy niemal o cala dobe pozniej niz zakladala poczatkowa wersja, bo musielismy zanocowac w berlinie. w trakcie jazdy co chwile gadalam na whatsappie z mezem, ktory zostal w domu i siostra w polsce. zwyczajnie bylo mi weselej i mniej mi sie nudzilo, a przy okazji zarowno maz, jak i rodzina, do ktorej jechalam, mieli informacje na bierzaco. nie stalo sie nic strasznego, nie bylo katastrofy, o ktorej zawiadomilyby media, a i tak na miejsce dotarlismy dzien pozniej. na szczescie niemieckie koleje, to nie pkp, po dojechaniu do berlina od razu dostalismy odpowiednie informacje, nowy bilet na nastepny dzien oraz zakwaterowanie w hotelu na koszt db. nie bylo wielkiego stresu, mielismy po prostu przygode, bo nic strasznego sie nie stalo, ale mimo to sama z siebie czulam potrzebe poinformowac rodzinke po obu stronach, ze jest ok, nie spimy na dworu itp.

      podrozujemy stosunkowo czesto, nie przezywamy tego jakos specjalnie, co najwyzej cieszymy sie na wyjazd. maz wyjezdza sluzbowo, rodzinnie jezdzimy na wakacje, czasem ja jade gdzies tylko z dziecmi i nigdy nie odczuwalismy poinformowania bliskich, ze jestesmy cali, jako ciezaru. ot w samolocie, gdy juz usiade na swoim miejscu i biore w reke telefon, zeby go wylaczyc czy przestawic w tryb samolotowy najpierw wpisuje np. "siedze w samolocie" i klikam nr meza//matki/siostry. wylaczam telefon i juz caly klopot z glowy. po dotarciu na miejsce najczesciej w taksowce czy juz w hotelu wklepuje "dolecialam, jest ok". zajmuje mi to gora pol minuty.

      tylko, ze ja lubie miec kontakt z moimi bliskimi. czesto do siebie piszemy, dzwonimy, no zwyczajnie lubimy sobie pogadac. dla mnie fakt, ze ktos sie o mnie martwi oznacza, ze nie jestem mu obojetna, nie jestem dla niego obca osoba, tylko kims bliskim. odbieram to jako bardzo mile uczucie i nie jest dla mnie kara czy ciezarem wpisanie co jakis czas jednego slowa w telefon, zeby taka osobe powiadomic, ze wszystko u mnie ok. szczerze mowiac, byloby mi co najmniej dziwnie, gdyby nikt sie o mnie nie martwil i nikt nigdy nie oczekiwal, ze co jakis czas dam znak, ze zyje. dla mnie to by oznaczalo, ze tak naprawde jestem samiusienka na tym swiecie i nie mam ani jednej bliskiej osoby. nie uwazasz, ze to strasznie przykra swiadomosc? zdecydowanie wole, gdy kilka osob sie o mnie martwi i czeka na moje "dojechalam".
      • turzyca Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 15:39
        Dzwonię do chłopa, jak mam luźną chwilę, np. jak stoję na przystanku, i jeśli on też ma wolną chwilę, to gadamy. Czasem o tym, jak się czujemy, co mamy w planach, a czasem na zupełnie abstrakcyjne tematy, typu np. dlaczego butelka syropu klonowego ma uszko, a Starbucks nie przyjął się w Australii. Dbamy o siebie i swoje samopoczucie wzajemnie.
        I rozmawiamy w tym stylu gdziekolwiek ten przystanek się znajduje. Czy pod pracą, czy pod urzędem, gdzie coś załatwiam, czy pod szpitalem, czy przy lotnisku, dworcu, whatever.
        I na tym cały wic polega. Na chęci kontaktu, na tym że sprawia nam przyjemność. Ale niestety nie zawsze / nie z każdym tak jest. I pytanie, czy trzeba się czuć zobowiązanym do przykrych kontaktów.
        • joa66 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 15:46
          I pytanie, czy trzeba się czuć zobowiązanym do przykrych kontaktów

          Pytanie jest inne - czy wysłanie sms "dotaram, wszystko ok" komuś komu to sprawi radość/przyjemnośc, etc jest takim "przykrym kontaktem" czy większość kontaków z tą osobą jest przykra.
        • eliszka25 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 16:08
          Hmm, ja chyba nie rozumiem problemu. Przecież SMS z lotniska wysyłam do swoich bliskich, do osób, którym na mnie zależy, o których wiem, że się o mnie troszczą i będą się martwić, jeśli w podróży nie dam znaku życia przez 2 tygodnie. Działa to też w drugą stronę i ja też jestem wdzięczna za kontakt w analogicznej sytuacji. Nie melduję się nielubianej koleżance z pracy, tylko np. mężowi, siostrze czy mamie. Jeśli jestem w podróży i nie bardzo mam czas na jakiś dłuższy kontakt, to wysyłam wiadomość typu „doleciałam”, „Warszawa”, „hotel” itp. Wpisanie takiego jednego słowa zajmuje mi może z 10 sekund i naprawdę nie widzę w tym żadnej przykrości ani upierdliwości, zwłaszcza, że wsiadając czy wysiadając do/z samolotu i tak biorę telefon w rękę, żeby go wyłączyć/włączyć czy przełączyć w odpowiedni tryb.

          Tylko, jak już pisałam, lubię swoich bliskich oraz kontakt z nimi i to właśnie tym lubianym/kochanym bliskim się melduję, a nie sąsiadce zołzie, wrednej koleżance z pracy czy nielubianej ciotce. Zakładam, że każdy choćby jedną taką osobę ma. Jeśli natomiast autorka wątku nie czuje potrzeby kontaktowania się z nikim, to jest to dla mnie dziwne i mnie byłoby strasznie przykro, gdybym nie miała nikogo na świecie, kogo interesowałoby, czy ja w ogóle żyję.
    • morekac Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 05:40
      nanokogirl napisała:
      >
      > I tak np. matka turzycy wygenerowała u niej lek przez podróżowaniem, choć sama
      > turzyca mówi językami i jest ogarnięta w świecie.

      Lepiej się zastanów, dlaczego temat "wysłanie jednowyrazowrgo smsa" wywołał u ciebie agresję i słowotok.
      • szeptucha.z.malucha Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 06:25
        Otóż to. U Ciebie podróżowanie nie budzi emocji, u większości ludzi esemesowanie z rodziną jest w tej kategorii.
        Poza tym zawsze podróż wiąże się z większą ilością zdarzeń niż siedzenie na miejscu i obiektywnie może być niebezpieczniejsza (choć dla Ciebie to chleb powszedni).
        Ja zaczynałam podróżować jako nastolatka, gdy nie było telefonów komórkowych a stacjonarne/ budki telefoniczne były rarytasem. Moja mama dowiadywała się o tym, że dotarłam i zdobyłam np. jakieś szczyty po powrocie lub z listu. Jednak dużo bardziej cenię sobie smsy.
        I piszesz o nastolatkach. Gdyby 15- latek podróżujący samodzielnie nie dał znać, że dojechał/doleciał, mogłabym wszcząć procedurę poszukiwań, bo przecież nie jest oczywiste, że dotarł na pociąg/samolot. Nie przyjmujesz do wiafomości, że zdarzają się wypadki/zachorowania/sytuacje wymagające pomocy i brak kontaktu może być sygnałem, że coś trzeba zrobić? Jestem za seoje dziecko odpowiedzialna i po prostu troszczę się. A gdy napisze mi: dojechałem, odpiszę: dzięki/Ok/miłego pobytu i sprawa zamknięta.
        Podobnie z dalszą rodziną/ przyjaciółmi, gdy np. jedzie setki kilometrów samochodem to to, że coś pójdzie nie tak jest duże. A jestem też po to, by być pomocna a nie tylko sama dla siebie.
        Chociaż jakby ktoś oświadczył tak jak Ty, nie zawracałabym sobie głowy smsami.
        Ale też wiedziałabym, że eięzi nie ma/ jest słabiutka i może się zfarzyć, że gdy będę potrzebiwać pomocy, tonie odbierzesz, bo przecież Teój komfort zawsze jest najważniejszy.
    • leni6 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 06:18
      Idź na psychoterapie, masz wyraźnie nie przepracowany problemem w relacji z matką. Mój mąż przeszedł kiedyś taka fazę, w ramach buntu nie posiadał telefonu komórkowego w ogóle, ale był wtedy nastolatkiem/dwudziestolatkiem i przeszło mu jak wszedł w pierwszy poważny związek.
    • dziennik-niecodziennik Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 07:38
      Nie czytalam tamtego watku w calosci, ale wydaje mi się ze Twoje reakcje wynikaja z zaburzonych relacji w Twojej rodzinie. Moze bylas nadmiernie kontrolowana i teraz sie buntujesz w taki sposob?...
      Dla mnie fakt, ze ktos sie troszczy o moje bezpieczenstwo - jest powodem do zadowolenia, nie do nerwow. Wyslanie smsa "dolecialam" niewiele mnie kosztuje, a komus duzo daje. Nie widze powodu zeby bliskiem mi osobie tego odmawiac. Nie spowiadam sie z picia kawy, korzystania z wc itd, smsa wysylam jak czekam na transport przed lotniskiem/dworcem albo juz z miejsca docelowego podrozy - moja mama czy moj maz sa spokojniejsi, ja jestem spokojniejsza, wszyscy sa zadowoleni...
    • alicia033 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 07:53
      ja rozumiem twoje podejście.
      Dobrze pamiętam epokęsmile sprzed telefonów komórkowych i nie jestem ich niewolnicą. Rodzina ma na szczęście podobnie, więc brak tych wszystkich d.pozawracających smsów czy telefonów z informacją "doleciałam", "dojechałam" nikomu spokoju z głowy nie spędza.
      Umiemy poczekać, dać drugiej stronie czas na złapanie oddechu, odpoczynek, przeczekanie złego nastroju, nikt się za pępek świata, dla którego najważniejsze jest "bo ja się tak denerwuję, nie śpię i czekam na informację od ciebie" dzięki bogom, nie uważa.
      A podróżowanie to naturalna rzecz, hello, to XXI w. a nie XIX, gdzie "Tato nie wraca ranki i wieczory".

      Nie daj sobie wmówić, że to wina zaburzonych relacji w rodzinie. To tylko społeczeństwo en masse zwariowało przez komórki w ostatnim 15leciu.
    • sumire Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 08:17
      OMG.
      Myślę, że kolejny wątek na ten sam temat wyraźnie świadczy o tym, że masz problem, albo po prostu chcesz pokazać, jaka jesteś zarombista. Jeśli z moich wpisów wyczytałaś, że boję się podróżować, to coś grubo nie okej z interpretacją u ciebie. Albo co gorsza, celowo manipulujesz cytatami, żeby obronić tezę o tym, jaka jesteś cool, bo nie wysyłasz esemesów. Ano nie.
    • issa-a Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 09:34
      mój mąż, dawno temu, zdał właśnie na studia i pojechał z kumplem na wakacje. Motocyklem, jednym motocyklem - takie czasy były.
      Wakacje były fajne, chłopaki zadowoleni, opaleni, już wracali do domu, zeby rozpocząć nowy etap zycia. No i niestety, w drodze powrotnej wypadek, kumpel prowadził, nie wyrobil sie na zakręcie i zderzył czolowo z samochodem. Szczęscie w nieszczęsciu, ze samochód prowadził lekarz i od razu im pomógł. Niestety, dla kumpla było to za mało, zginął na miejscu. Mąz cudem przeżył choc nie wyszedł bez szwanku - ma jedną ręke podobną do ręki Kubicy.
      Długa rehabilitacja, zawalone studia, strata przyjaciela, takiego od podstawówki i całkowita zmiana życia.
      Rodzice odchodzili od zmysłów.
      I mój mąż od tamtego czasu zawsze, powtarzam zawsze, dzwoni do rodziców (matki głównie) meldując, ze dojechał (samochodem, jako kierowca) szczęśliwie do celu. Kiedy mieszkał z rodzicami to robił to przy okazji każdej podrózy. Teraz, kiedy mieszka samodzielnie (z własną rodzina), dzwoni tylko wtedy, kiedy wraca od rodziców.
      Trwa to juz jakieś 30 lat i ciagle "trwa". I wg mnie jest to okazywanie szacunku rodzicom, matce. Podniesienie słuchawki (kiedyś) czy obecnie, wybranie numeru "matka" to naprawde niewiele kosztuje. A znaczy "dbam o ciebie, o twój komfort psychiczny, jest ważne dla mnie co czujesz".
      Mozna i odwrotnie "mam cie w odwłoku i guzik mnie obchodzi twoje samopoczucie". I to jesteś właśnie ty.
      • turzyca Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 15:49
        Większość ludzi nie ma takich traumatycznych przeżyć. A podróż samolotem jest po wielokroć bezpieczniejsza niż codzienne życie na polskich ulicach. Mimo wszystko ludzie oczekują meldunku "doleciałem" a nie oczekują "przeszedłem przez al. KEN".
        • joa66 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 15:56
          turzyca - ale nikt tego nie neguje. Tylko jeżeli komuś taka informacja przynosi ulgę to dlaczego nie poświęcic jej 30 sekund.

          Ty mówisz z innej perspektywy - sytuacji kiedy taka informacja NIE przynosi ulgi czy radości, tylko jest pretekstem do dalszych pouczan , niechcianych rad. itd. Ja doskonale znam obie reakcje i 30 sekund dla osoby, kórej przyniesie to radośc to nic (I nie kombinuję a dlaczego sparwia jej radośc skoro logicznie nie pwoinoo, itd)
        • issa-a Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 31.07.18, 01:51
          >Większość ludzi nie ma takich traumatycznych przeżyć

          oczywiscie, masz rację.
          tyle ze wlaśnie te przejaskrawione sytuacje pozwalają poznać, przyblizaja, mechanizm tych zwykłych, codziennych sytuacji. Bo on jest dokladnie taki sam.
          Zwróc uwagę na jakikolwiek film, spektakl czy inne wydarzenie artystyczne - tylko te przerysowane pobudzają do myslenia.
          I jednak nie pisałam o przejściu KEN, skąd przyszło ci to do głowy? jest chyba roznica między podroża "gdzie badź" a przejsciem przez pasy..
          I jednak niezmiennie wkurza mnie zestawienie typu
          " podróż samolotem jest po wielokroć bezpieczniejsza niż codzienne życie na polskich ulicach"
          Albowiem na "codzienne życie na polskich ulicach" mam jakiś tam wpływ. Mogę jechac wolniej (samochodem), bezpieczniejsza trasą albo wsiąść w metro, zamiast w samochod. Natomiast na lot samolotem nie mam żadnego wpływu, zdaje sie całkowicie na na umiejetnosci obcych mi ludzi.
    • sasanka4321 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 10:17
      Nikt Cie na tym forum nie zrozumie. Oczywiscie masz racje, ale to nie sa rzeczy, ktore mozna poprostu wytlumaczyc. Nie ludziom przepelnionym strachem. Ci, ktorzy sie zycia nie boja, sami to wiedza. Ale takich jest niewielu. A juz bardzo niewielu tutaj. Cale to forum i jego popularnosc opiera sie na strachu, schizach, niepewnosci, i omawianiu tych problemow z dupy, i przkonywaniu sie nawzajem, ze mamy racje...
    • aerra Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 11:05
      Nie, to wcale nie tak.
      Mi tam podróż nie przysparza żadnego stresu, lubię podróżować, lubię jeździć, lubię latać. Ale też nie mam potrzeby w czasie tej podróży wyłączania telefonu (jak trzeba, to trzeba, oczywiście wyłączę, bo nie mam też potrzeby bycia non stop online), wiec wysłanie smsa totalnie nic mnie nie kosztuje.
      Nie muszę się dzielić tym, że dojechałam, ale rozumiem, że dla innych - np. mojej matki i mojej teściowej, podróż nie jest takim lajtowym i przyjemnym doświadczeniem jak dla mnie i że denerwują się nawet czyjąś podróżą. I zwyczajnie w rodzinie mamy zwyczaj, że informujemy. I tyle.
    • anilka Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 11:52
      Aż odpiszę, choć nie mam czasu.
      Co z tobą nie tak, że z wysłania smsa robisz taką sprawę? Drugi post na milion słów zakłdać?
      Ja też nie widziałam sensu w informowaniu, ale moja matka owszem. I co, miałam jej powiedzieć że 10 sekundowa czynność to dla mnie za duży wysiłek?
      Jak jest za duży to powiedz to swojej matce, że to ogranicza twoją wolność i nic wysyłaj.
      A dzieci masz? zaklad, że nie
    • volta2 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 12:41
      nie czytałam wątku ale jako osoba swego czasu podróżująca sporo w pojedynkę z dwojką małych dzieci miałam w upie informowanie czy doleciałam bezpieczenie. byłam ledwo żywa, zawsze to była podróż z przesiadką kilkugodzinną, z 80 kg bagażu(20 na łebka + podręczne, + laptop), często z zawirowaniami z wizą, bo urzędnik nie uznawał dzieciowego paszportu i szukał dizury w całym(nerwy!) i wymaganie ode mnie bym jeszcze troszczyła się o mamunię, mężunia to było naprawdę za dużo. kazałam oglądać telewizję jak sie tak boją i czytać paski czy samolot do x się przypadkiem nie rozbił, jak nie ma info, to znaczy że doleciałam.
      mąż też mi się nie spowiaada, że jest bezpieczny, że wylądował (on akurat nie ze zmęczenia, bo nie latał z dziećmi i bagażami) bo on akurat tak z braku czasu ma. cierpliwie czekamy na pierwszy kontakt, gdy drugie odsapnie i znajdzie czas i chęć na kontakt.
      do tego u mnie dochodził zawsze brak komórki działający w danym kraju, jak leciałam do pl to nie miałam karty polskiej, albo nie miałam już baterii, było tak 2 razy, że mąż czekał na mnie na lotnisku a ja nie miałam jak go zawiadomić, że w ogóle do samolotu nie wsiadłam, ale też wtedy nie panikował, tylko uznawał, że coś nie poszlo jak trzeba i jak już będę mogła to dam znać.
    • girasole01 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 13:02
      OJP, idź na terapię.
      I jeszcze - sugerujesz, że nie "meldujesz się", bo chcesz mieć spokój. Jak dobitnie właśnie pokazujesz, nie czujesz się spokojnie niemeldując się - strasznie to przeżywasz. Nie jest Ci dobrze ani z wysłaniem SMSa, ani z niewysłaniem - bo niby postępujesz jak chcesz, ale emocje budzi to w Tobie ogromne - już zakładanie tamtego wątku i kilkanaście histerycznych wypowiedzi na temat takiej pierdoły było kuriozalne, ale tu już drugi wątek i znowu tłumaczenie się z czegoś, z czego nie musiałabyś się tłumaczyć jakbyś się czuła dobrze.
    • rosapulchra-0 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 13:34
      Turzyca jest jedna, która ma problem z matką i jej schizami. Większość matek tłumaczyła ci, że ich troską zawsze jest bezpieczeństwo dzieci, więc zawiadomienie matki smsem - doleciałam/em cała/y i zdrowa/y - nie jest jakimś wielkim wysiłkiem.
      To raz. Dwa - są matki, o których naprawdę trudno powiedzieć, że są jakoś specjalnie opiekuńcze, a już na pewno nadopiekuńcze. I te matki również chcą wiedzieć, co się dzieje z ich dziećmi, gdy są w podróży.
      Nie sprowadzaj wszystkich do swoich schiz.
      Istnieje szansa, że sama zrozumiesz, gdy będziesz mieć męża/partnera i własne dzieci.
        • little_fish Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 31.07.18, 10:50
          Otóż to. Moja mama np jest "fatalistką" i cały czas się czegoś boi. Ma "reisefieber" nawet jak jedzie 80 km samochodem. No tak ma. Ma 70 lat i raczej jej nie zmienię. I nie widzę powodu, żeby jej nie uspokoić. Wiem, że będzie spokojna jak dostanie wiadomość. A ja chcę, żeby była spokojna. Proste. Nie czuję się uwiązana, kontrolowana, nie jest to dla mnie kłopot. Może gdyby był, też bym się broniła przed tym smsem.
    • piataziuta Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 13:39
      Dziżys.
      Wiemy.
      Jesteś egoistką, która nie chodzi na kompromisy i dla której spokój najbliższych nie jest warty poświęcenia nawet trzech sekund (bo tyle zajmuje wysłanie smsa o treści "dotarłam").

      Twoja sprawa, ale czy trzeba zakładać aż dwa oddzielne wątki, żeby w kółko to mielić???
      Ktoś tu dobrze napisał: idź na terapię.


    • claudel6 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 13:44
      ile zabiera wysłanie smsa? 5 sekund? a ile wysmażenie tego i tych poprzednich postów? kikakdziesiąt minut co najmniej.
      to pokazuje jaki Ty masz problem, nie forumki czy ich nastoletnie dzieci, które wysyłają smsy z podróży.
      a już kierowanie swojego posta do tych niby dzieci, żeby się nie meldowaly rodzicom - chyba na głowę upadłaś? nastolatek jest ciągle osobą, za która są odpowiedzialni rodzice i jego obowiązkiem jest się zameldować po wylądowaniu, jeśli rodzice o to proszą. Tobie wara od tego.

      pisząc o tym, ze ktoś przerzuca swój strach na osobę podróżującą udowadniasz, że w ogóle nie czaisz o co chodzi w zdrowych emocjonalnie relacjach i co to jest ta troska. tak, sms wysyła się z troski o bliskich. to Ty sie o nich troszczysz wysyłając smsa - żeby sie nie denerwowali. jeśli nikt w Twoim życiu nie jest Ci tak bliski, by tak się o tę osobę troszczyć, to tylko mozna współczuć. ale próba przekonania innych, że powinni przestać się o bliskich troszczyć i przystąpić do Twojej schizy, jest jednak grubą przesadą.
      ja jestem dorosła i wysyłam smsy i do męża, i do matki. szczególnie wtedy, gdy podróżuję z jej wnuczką. mam taką potrzebę, nikt mnie do tego nie zmusza i nikt mnie nie szantażuje. mam potrzebę, bo ich kocham.
    • liberica1 Re: podróżne schizy_watek z "dziękuje" 30.07.18, 13:56
      Nano, masz wyraźny problem z sobą i relacjami w rodzinie. Tworzysz wątek pierdyliart razy o tym samym na siłę sto razy powtarzając to samo. Człowiek ogarnięty, średnio inteligentny potrafi napisać raz, góra dwa bo nie wspomnial o czymś istotnym w tym samym temacie. Nie musi powtarzać tego samego w kółko. Chyba, że ma poważny problem wtedy mieli jeden temat w kółko. Fiksacja jakaś. Wystarczyłoby raz i porządnie wspomnieć o tym. Zakładasz milion wątków o tym samym. Jesteś tak niepewna siebie? Człowiek asertywny, pewny siebie komunikuje RAZ. To nie twoja rodzina ma problem tylko ty. Sama ze sobą. Wiem, wiem. Wyparcie to piękny mechanizm. I będziesz się teraz zarzekała, że tak absolutnie nie jest. Każdego zacytujesz jak w poprzednich wątkach, a potem założysz kolejny o tym samym. Litości!
    • po-trafie jestem z Toba 30.07.18, 15:12
      Tez mnie zwyczaj potwierdzania dotarcia gdzies zaskakuje.
      Bardziej: zaskakuje mnie to, ze gdzies ktos na te informacje czeka. Wykonuje okolo 150 lotow rocznie (praca w kilku lokacjach, rodzina w kilku lokacjach a i wypoczynek lubie), dodatkowo jezdze autem, motocyklem, pociagami, autobusami i tramwajami.
      Nie ma na swiecie ani jednej osoby, ktora w 100% wie gdzie jestem. Nie z braku troski, po prostu bylby to ciagly niepotrzebny spam: ruszam, wracam, przesiadam sie, jestem 8h tu, 12h tam.
      Nuda panie, jak informacja na dworcu kolejowym. Maz na poczatku probowal wiedziec, gdzie spie, czym lece, jak sie przemieszczam, ale aktualnie tez odpuscil. Spie w korpo-hotelach, latam zaufanymi liniami, nie robie glupot zazwyczaj, trzymam sie w wiekszosci Europy. Mozliwe ze mam ogromnego fuksa, ale do tej pory najwieksze problemy to remonty torow, opoznienia, bycie zasypanym kilka razy, przespanie swojej stacji, raz brak mozliwosci dostania sie do hotelu w srodku nocy i spanie w aucie.. Nic wyjatkowego. Nic grozacego zyciu.

      Po kiego sie o tym informowac w te i spowrotem? To juz wole chyba o pogodzie porozmawiac...
      • issa-a Re: jestem z Toba 30.07.18, 15:34
        może nikt się nie martwi o to, gdzie jestes 150 razy w roku? wszystkim dokladnie wisi, co sie z toba dzieje?
        wiec, faktycznie, lepiej pogadac o pogodzie z przypadkowym pasażerem niz zawracać doope komus, komu i tak powiewa, co sie z toba dzieje.
      • joa66 Re: jestem z Toba 30.07.18, 15:48
        Raczej nie "jesteś z autorką" bo autorka pisała o licealiscie, który pierwszy raz leciał sam do Chin (I chyba poza Europę)

        To nie jest wątek o pilotach meldujących się rodzicom po każdym lądowaniu.
      • sumire Re: jestem z Toba 30.07.18, 15:53
        Jezu, no ale przecież ja też nie informuję mojej matki ani faceta o każdym kroku. Będąc za granicą, kontaktuję się co kilka dni. Ale nie jest tak, że zapadam się pod ziemię, bo jestem w podróży i mam ważniejsze sprawy niż pisanie do domu - zwłaszcza że istnieje jeszcze zjawisko zwane tęsknotą, którego może nie odczuwa się podczas trzydniowej delegacji, ale podczas miesięcznej już tak.
        Serio, nigdy nie sądziłam, że z głupiego esemesa można robić psychologiczny problem na wielką skalę.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka