ghrtth
05.09.18, 09:55
Natchnął mnie wątek religijny obok i własna narastająca frustracja.
Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć, jakim cudem wszyscy przymykają oczy na ten absurd, jakim jest religia w szkole. Liczę na racjonalne argumenty zwolenniczek.
1. Podstawową rzeczą której dzisiejsza szkoła ma uczyć powinno być rozróżnianie faktów od fikcji. Jak, skoro na jednym z przedmiotów dzieciom kładzie się do głowy nieweryfikowalną fikcję jako prawdę?
2. Płacimy za to. Każdy przedmiot jest po coś, daje społeczeństwu korzyści w dalszej perspektywie – a religia?
3. Dorośli mają prawo do zachowania swojego wyznania dla siebie. Szef naciskający na pracownika, by zdradził swoje wyznanie skończyłby w sądzie. Tymczasem od 7-latków wymaga się, by składały jasną deklarację wyznania lub jego braku. I to w wieku, w którym każdy inny ma przechlapane na starcie.
4. Religia w szkole jest wygodna – no i spoko, mogłaby funkcjonować jak zajęcia dodatkowe – kościół wynajmuje od szkoły salę, chętni rodzice zapisują dziecko, inni zapisują do kościoła, inni wcale.
5. 1/5 maturzystów regularnie nie zdaje z matematyki, kupa uczniów potrzebuje korepetycji. Ale 2 godziny tygodniowo lepiej spędzić na wspólnym fantazjowaniu i słaniu swoich próśb w eter. Gdzie tu sens?
6. 2 godziny w tygodniu. Nawet nie chce mi się liczyć, ile to godzin na przestrzeni całej edukacji, ale jest to czas wystarczający, by solidnie nauczyć się języka obcego, matematyki, fizyki, czegokolwiek. Jak to możliwe, że pozwalamy, by chemii, fizyki, biologii łącznie było mniej niż religii? Dla mnie niepojęte.
7. Zaufanie do szkoły, jako miejsca, w którym poznajemy prawdę. Religia jest sprzeczna z nauką we wielu dziedzinach. Dziecko uczy się czegoś na lekcji, czegoś przeciwnego na religii. Jak tu uważać szkołę za zaufane źródło wiedzy?