Dodaj do ulubionych

Czy to nas podnieca? (wątek o książkach)

15.10.18, 08:56
Od pewnego czasu wzdryga mnie gdy mam czytać literaturę napisaną przez kobiety. Nie mówię o ambitniejszej literaturze faktu, biografiach itd. tylko o zwykłej beletrystyce. Jeśli w książce się pojawia wątek romantyczny (a u kobiet zazwyczaj się pojawia) to mogę przewidzieć, że mniej więcej w połowie lektury będę chciała rzucić książką przez okno.

Jak to się dzieje, że mężczyźni potrafią stworzyć silne kobiece postacie, które są dla swoich facetów inspiracją/wsparciem/partnerką, natomiast w przypadku kobiecej literatury - w szczególności tej napisanej w ostatnich latach - królują związki oparte na zależności kobiety od mężczyzny oraz zwykłej, chamskiej przemocy?

Tak, mam na myśli cały nurt literatury erotycznej (Greya, 365 dni itd.), fantastykę itd. (pod itd można podciągnąć np. Michalak, bo buk raczy wiedzieć jaki typ książek ona pisze).

Weźmy np. Klątwę Przeznaczenia, która w ostatnich miesiącach zyskała w Polce tysiące wiernych fanek. Analizę fragmentów można znaleźć na niezatapialnej armadzie: ja w ramach guilty pleasure przebrnęłam przez całą książkę (więc nikt mi nie zarzuci, że oceniam wielkie dzieło po kiczowatej okładce). Właściwa akcja książki zaczyna się od brutalnego gwałtu, którego dokonuje dojrzały mężczyzna na nastoletnim dziewczęciu. Dalej dziewczątko staje się jego własnością i nawet na początku (czyli przez pierwsze 2 dni) go nie lubi. Później gwałciciel dalej zmusza ją do seksu, zdradza z jej rodzoną matką itd., ale jednocześnie obsypuje prezentami, wykupuje wizytę w SPA. Jest love. Książka dostaje wysokie oceny u blogowych recenzentek, na lubimyczytac zbiera oceny 8-10/10 u zachwyconych fanek.
Czytam sobie inne fantasy napisane przez Naomi Novik. Książka bodajże z 2015 roku, zgarnęła różne nagrody, jest reklamowana jako połączenie fantasy ze słowiańskim folklorem. Ba, przeczytałam nawet recenzje, że jest to książka z nurtu fantasy feministycznego (!!!). Zapowiadało się ciekawie. Jak jej w praktyce? Jeszcze nie doszłam do połowy, a już szykuje się powtórka z rozrywki. Mamy znany już chociażby z T. Canavan wątek pensjonarski: układ mistrz magii - uczennica, która się w nim powoli zakochuje. Canavan była jednak tradycjonalistką. Tutaj - zgodnie z najnowszą modą - mistrz jest zwykłym chamem i prostakiem, który nie odzywa się do swojej uczennicy inaczej niż "Ty idiotko", "Ty kretynko", "Ty niezdaro itd.". Regularnie krytykuje jej wygląd (jak prostaczka śmie brzydko wyglądać przy swoim mistrzu???), umiejętności magiczne, a gdy dziewczyna ratuje mu życie zamiast użyć słowa "dziękuję" strzela focha. Romantycznie, prawda?

W młodości zaczytywałam się fantastyką pisaną przez kobiety i nie przypominam sobie związków damsko-męskich opartych na przemocy (edit: może się zdarzały, ale nie w takiej ilości, żeby zapadły w pamięć). Jeśli bohaterce książki przytrafiał się gwałt to jako traumatyczne przeżycie, z którym musi się zmierzyć, a nie jako wstęp do romantycznych uniesień! Tzw literatura feministyczna promowała silne, niezależne kobiety, a nie wiecznie poniżane męczennice, które z czasem swoja miłością nawracają mizogina w pantoflarza. Facet może być chamem, przemocowcem, gwałcicielem, ale wystarczy szafa ciuchów (365 dni), nowy samochód (50 twarzy Greya), voucher do SPA (Klątwa Przeznaczenia) i można uznać, że odkupił swoje winy wobec partnerki.

Serio? Czy to nas na prawdę podnieca? To jest ten ideał związku, do którego dążą współczesne nastolatki i młode kobiety? Przemoc fizyczna, psychiczna, połączona z niezdrowym uzależnieniem i - nazwijmy po imieniu - prostytucją w związku?

Czytając entuzjastyczne recenzje kolejnych książek zaczynam się czuć jak feministyczny dinozaur.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka