jak żyć po...

15.10.04, 12:41
Zapewne takie wątki pojawiały się już wcześniej
dla mnie jednak ta sytuacja jest nowa, i wszystko co jej dotyczy także
po 6 latach bycia razem została zdradzona
postanowiliśmy być razem nadal, zawalczyć o nas, o nasze uczucie
jest to bardzo trudne, chyba nawet trudniejsze niz odejście, wyprowadzka itd.
jak sobie z tym poradzić??
czy istnieje sposób na to, by żyć dalej razem
czy miłość wystarcza??mi jest bardzo trudno...
    • sowa_hu_hu Re: jak żyć po... 15.10.04, 12:46
      ja to chyba nie jestem najlepszą kandydatką do radzenia w owym temacie - ale...
      to wszystko zalezy od was - od tego czy twój mąz zdoła odbudowac zaufanie - od
      tego czy ty sie przełamiesz aby znów zaufać... to wszystko zalezy jakimi
      jestescie ludźmi...
      jeśli to był jednorazowy "wyskok" to faktycznie moze warto spróbować...
      tylko czy ty masz pewnośc ze to był jeden raz? czy to była tylko ta kobieta? ja
      pewnie zadawałabym sobie takie pytania...
      trudno cos doradzić...
      podejrzewam jak jest ci cięzko a anwet to po czesci wiem...

      zycze wytrwałości

      pozdrawiam
      • gosiaas25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 12:53
        jest mi okropnie ciężko
        nie potrafię sobie poradzić z tym wszystki, moj m. był dla mnie całym światem a
        zburzyl wszystko co nas łączyło swoim postepowaniem
        wlasciwie zycie dalej jest dla mnie torturą - i z nim i bez niego
        nie mam pojęcia skąd wziąć siły na zaczecie od poczatku, bo chyba nie ma czego
        odbudowywać z tych gruzów..
        sad
        • sowa_hu_hu Re: jak żyć po... 15.10.04, 12:55
          a moze lepiej rozstać sie na jakiś czas - jesli macie taka możliwość... moze
          wtedy łatwiej byłoby ci przetrawic to wszystko... wtedy zobaczyłabys tez jak on
          by sie zachowywał bez ciebie... nie wiem czy to dobra rada...

          sad
          • gosiaas25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:00
            ddzieki sowko
            wlasciwie to postanowiłam wyjechac na kilka dnia
            on chyba bardzo się boi ze mnie straci w ten sposob, a ja...chyba też
            ale tkwic tak przy sobie, obok, oddzielnie a jednak razem - to męka
            staram się coś przedsięwziąć, poskładać myśli, wybaczyć, znależć klucz i sposób
            na dalsze wspólne życie ale mi nie wychodzi
            zawsze mi sie wydawalo ze zdrada to koniec, teraz widze ze to poczatek...
          • joasiiik25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:01
            Osobiscie uwazam, ze nie dalabym drugiej szansy mojemu mezowi w takim
            przypadku, poniewaz nie potrafilabym zapomniec a nawet chcac udawac czasami ze
            zlosliwosci bym mu wytykala "ten wyskok". Dla mnie zycie obok czlowieka, ktory
            mnie zranil w tak bardzo okropny sposob( uwazam, ze zdrada jest bardzo
            krzywdzaca dla drugiej strony)zawiodl moje zaufanie nie ma sensu...Jestem
            pamietliwa i mimo checi nie udalo by sie odbudowac, naprawic malzenstwa.
            To sa moje osobiste przemyslenia, nie podpowiadam jak masz postapic.

            pozdrawiam zycze wytrwalosci
      • hanna1 Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:00
        odejść i nie oglądać się za siebie! Rozumiem, że jesteście młodzi, nie macie
        dzieci, razem mieszkacie? TAK? Zrobił to raz, zrobi i drugi, a może i nie...
        ale Ty nigdy już nie będziesz tego pewna. Powoli wkradnie się złość, pojawią
        się nieporozumienia, będziesz grzebac mu w kieszeniach i komórce,nigdy samego
        nie póścisz go na miasto, ciągle będziesz czuć sie zagrożona, nigdy pewnie,
        bezpiecznie, każda kłótnia bedzie powodem do powrotu do tej zdrady. Bolec nie
        przestanie nigdy. Nie szkoda Ci życia?
        • hanna1 Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:03
          i jeszcze jedno, rozstanie będzie bolało tak bardzo, że będziesz walić głową w
          ścianę z rozpaczy,ale to minie, a tylko i wyłącznie wtedy pojawi się dla CIebie
          światełko w tunelu i otworzą nowe możliwości! Powodzenia
          • gosiaas25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:05
            sadsad
            to już tak boli
            dzieki za kazde slowo
          • joasiiik25 Re: wlasnie slucham... 15.10.04, 13:07
            Każdy dzień przynosi gorycz
            Każdy dzień zabija każdą noc
            Nie wierzyłam, że to zrobisz
            To był tak dziecinny błąd

            Każda myśl wprowadza w obłęd
            Może Ty sam sobie czynisz zło
            Czy nie widzisz, że nad tobą
            Czas upływa i nie cofniesz go
            Wciąż maluje nam na twarzach zło
            Gdziekolwiek pędzi nie wrócisz go
            Jak dawniej nie będzie
            Bo nam żyć jest bez siebie lżej
            Tak łatwiej nam będzie
            Choć nie tak łatwo z tym
            Pogodzić się

            Tyle chwil i tyle wspomnień
            Sama myśl wprowadza
            W drżenie głos
            Że Ty na mnie już nie spojrzysz
            Już nie szukasz ciepła moich rąk
            Nie usłyszę, że mnie kochasz bo
            Gdziekolwiek jesteś wołasz wciąż
            Jak dawniej nie będzie
            Bo nam żyć jest bez siebie lżej
            Tak łatwiej nam będzie
            Choć nie tak łatwo z tym
            Pogodzić się
            **********************************
            K.Kowalska "Jak dawniej nie bedzie"

            duzo racji jest w tych slowach
            • sowa_hu_hu bez przesady!!! 15.10.04, 13:15
              nie mozna przekreslic wszystkiego z powodu zdrady!!! co innego jakby to był
              długotrwały romans...
              tak naprawde tylko autorka postu wie jaki jest jej mąz - czy to typ który
              uwielbia babeczki i bardzo mozliwe że pójdzie w tany jeszcze nie jesden raz...
              czy to ktoś kto poprostu popełnił jednorazowy błąd... to zalezy tez jak on sie
              teraz zachowuje - czy żałuje , czy chce odbudowac związek...

              wiem moja droga ze ci ciezko - niestety prawda jest taka że to będzie bolało
              jeszcze bardzo długo... ale jesli sie kochacie to uda wam sie! smile
              popatrz na swojego męża - zadaj sobie pytanie jaki on naprawde jest... spróbuj
              znaleźc odpowiedź...
              myśle ze chwilowe oddalenie sie od siebie dobrze wam zrobi...
              ty musisz sie wyciszyć - przegryźć to wszystko , przeboleć...
              a on - cóż - może zrozumie co traci...
              • gosiaas25 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:24
                sowko...
                to wspaniały człowiek, dobry i ciepły
                tylko ze w tej chwili wydaje mi się, że ja nie znam go tak naprawdę - bo gdyby
                był taki, jak myślałam i myślę - nigdy by mi tego nie zrobił...mam mnóstwo
                wątpliwości, czas pokaże zapewne co we mnei wygra, co jest silniejsze
                on płakał mówiąc o tym
                chce nas ratować, cierpi okropnie co widzę nawet ja przez swoj ból, tylko
                zastanawiam sie czy to nasze cierpienie wzajemne nas nie oddala od
                siebie...mimo iż rozmawiamy i nadal jesteśmy najliżsi sobie na swiecie, to
                jednak nie mogę przestać myśleć o tym co sie stalo..


                • ewa2233 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:36
                  To nie prawda, że jak zrobił to raz - zdradzi i drugi!
                  Prawdą jest - choć to slogan - że czas leczy rany - choć wydaje się nie możliwe.
                  Jeśli chcecie walczyć o miłość - zróbcie to!
                  Jeśli widzisz, że on cierpi - bardzo dobrze!
                  Jeśli boi się, że Cię straci - bardzo dobrze!
                  Myślę, że warto wyjechać na parę dni, nabrać dystansu.
                  Choć na "nabranie dystansu" parę dni to mało.
                  Trzeba dać sobie czas na przemyślenie, zatęsknienie.

                  I sądzę, że na początku nie trzeba od siebie odganiać myśli o tym, co się
                  zdarzyło. Trzeba to "przemyśleć" na wszelkie sposoby, jeśli wyobaźnia działa -
                  pozwolić jej na to. Na wszelkie szczegóły , które przychodzą do głowy. Nie
                  blokować się i swego umysłu, bo bez tego nic się w sercu i w głowie
                  nie "oczyści". Myślę, że to konieczne, by później do tego nie wracać.
                  A płacz pod prysznicem - działa cuda smile
                  Trzymaj się i nie poddawaj - jeśli uważasz, że warto!
                  • gosiaas25 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:45
                    dziekuje
                    mysle wciaz tyle ze moje mysli moje pytania zameczaja mnie i jego
                    dystans i chwila spokoju mam nadziej emi pomoga i pozwola zaczac od nowa
                    sad
                    dziekuje jeszcze raz za ciepłe mysli i slowa każde, duzo mi dają i pozwalaja na
                    inne spojrzenie
                  • sowa_hu_hu ewa zadzam sie z tobą :) 15.10.04, 13:47
                • jasiowa_mama Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:40
                  To że mężczyzna przyjdzie do swojej ukochanej osoby i przyzna się przed nią do
                  błędu-to moim zdaniem duża odwaga.Mimo tego,że ją zranił boleśnie nie ucieka
                  przed konsekwencjami tylko jest z nią szczery.Zawrzą tu tłumy-że zdradzisz nie
                  mów-bo zniszczysz małżeństwo,zachowaj dla siebie.On i tak je w pewien sposób
                  zniszczył tylko druga strona o tym nie wie.Gdyby mnie się to kiedykolwiek
                  przydarzyło to ,to że mąz powiedział mi o tym sam miało by dla mnie duże
                  znaczenie.
                  • joasiiik25 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:43
                    uwazam,ze mezczyzni czasami przez takie postepowanie szukaja rozgrzeczenia
                    • bambo44 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 21:46
                      joasiiik25 napisała:

                      > uwazam,ze mezczyzni czasami przez takie postepowanie szukaja rozgrzeczenia


                      A ja uważam, że

                      - niewielu potrafi się przyznać,
                      - niektórzy wolą kłamać,
                      - Ci, którzy decydują się przyznać i kajają się, czasem dają w ten sposób
                      sygnał, że rozumieją swój błąd,
                      - Ci, którzy decydują się przyznać i kajają się, czasem okazują w ten sposób
                      szacunek, bo nie chcą partnera oszukiwać
                      - przyznając się próbują ratować związek i budować zaufanie, raczej niż budować
                      związek na oszustwie.
                  • bambo44 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 21:52
                    jasiowa_mama napisała:

                    > Zawrzą tu tłumy-że zdradzisz nie
                    > mów-bo zniszczysz małżeństwo,zachowaj dla siebie.

                    Nigdy nie mogłem nadziwić się takim opiniom, choć rzeczywiście są one bardzo
                    powszechne. Ja zupełnie zgadzam się z Tobą, Jasiowa_mamo. Dla mnie przyznanie
                    się jest pierwszym, niezbędnym krokiem do próby naprawy sytuacji. Sam nie
                    chciałbym być oszukiwany, i nie wyobrażam sobie szczęśliwego, udanego związku
                    zbudowanego na oszustwie. Oszukiwanie to dla mnie wyraz braku szacunku, a
                    szczęście w takim związku (zbudowanym na oszustwie) byłoby moim zdaniem pozorne.
                • sowa_hu_hu Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:45
                  dajcie sobie czas....


                  ps. a jak w ogóle doszlo do tej zdrady jeśli można spytać?
                  • gosiaas25 Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:49
                    możnasad
                    koleżanka z pracy
                    imperaz alkohol, i nie tylko zresszta, jak myślę
                    wczesniej jakies spotkanie w gronie znajomych z pracy na piwie
                    trudno mi o tym pisać...
                    • sowa_hu_hu Re: bez przesady!!! 15.10.04, 13:51
                      jesli co trudno to nie pisz smile ja nie chce zaspokoić swojej ciekawości -
                      chciałam tylko móc to "zrozumieć" - tzn zachowanie twojego męża... niestety tak
                      dzieje sie często - alkohol , impreza... ech...

                      zycze powodzenia w rozwiązaniu problemu...

    • jasiowa_mama Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:32
      Po pierwsze podziwiam i chylę głowę przed kobietami ,które to przeszły ,
      wytrwały obok i nadal są szczęsliwe w małżeństwie.To bardzo ciężki temat i
      każdy podchodzi do tego inaczej.Niestety decyzję musisz podjąć sama.Jedyne co
      mogę podsunąć to odpowiedz sobie na pytanie czy potrafisz wybaczyć i
      zapomnieć.Moim zdaniem tylko wtedy jest szansa dla związku.Ciągłe wypominanie i
      rozpamiętywanie będzie wieczną męką.
      Moja odpowiedz na to pytanie brzmi :nie.Nie dałabym sobie z tym rady,nie
      potrafiłabym wybaczyć,zamęczyłabym siebie,dziecko no i męża-więc dla mnie
      zdrada to koniec związku,małżeństwa.
      Dlatego niestety kochana wiele nie mogę Co doradzić,ale myślami będę z
      Tobą.Jeśli możesz to wyjedz na parę dni-spróbuj przemyślec i nabrac trochę
      dystansu (jeśli to możliwe).
      • joasiiik25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 13:35
        sowko napisalas :---------------------------------------------------------------
        nie mozna przekreslic wszystkiego z powodu zdrady!!! co innego jakby to był
        długotrwały romans...


        widocznie mozna...i to nie jest tylko moje zdanie, nie kazdy jest w stanie
        zapomniec a co dopiero wybaczyc
        • hanna1 Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:00
          każda z nas jest inna, ja bym nie wybaczyła, nigdy! Wiem to bo to przeżyłam,
          odeszłam, dałam radę, teraz jestem szczęśliwa z człowiekiem któremu ufam. Nie
          da się skleić potłuczonego szkła, bez żadnych rys. Wiem to slogan, ale jest
          taki cholernie prawdziwy. Ja właśnie odważe się na radę: "odejdź, rzuć, zostaw,
          zapomnij"!
        • kbart Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:21
          • kbart joasiiik 15.10.04, 14:25
            chyba sama przeżyłas zdradę bo się tak udzielasz po tyle razy i dajesz porady,
            coś przeżywasz bardzo ten wątek.Sorry
            • joasiiik25 Re: joasiiik 15.10.04, 14:31
              slucham?????przezywam? nie sadze...wypowiadam cie tylko co JA bym zrobila.
              gdyby mnie maz zdradzil to byl nie byla MEZATKA
              wiec nie wiem do czego ten twoj tekst??
    • le_lutki Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:03
      Hej Gosiu,

      domyslam sie, jak Ci ciezko, choc sama nie znalazlam sie jak dotad w takiej
      sytuacji. Chce Ci tylko napisac moj - czysto teoretyczny - poglad na te sprawe.
      Otoz do pewnego czasu rozumowalam tak, jak niektore mamy tutaj pisza- zdrada to
      koniec, to podeptanie tego, co dla mnie najwazniejsze i najwietsze, ztedy
      dowidzenia, nie chce cie wiecej widziec itp...
      A teraz mysle, ze ta postawa swiadczyla tylko o mojej malej dojrzalosci. To cos
      jak pojscie po mniejszej linii oporu (w pewnym sensie).
      Jesli malzenstwo dotad sie kochalo, ludzie byli sobie bliscy, to taki "skok" da
      sie naprawic - ja w to wierze. Moze nie wymazac, nie - ale on moze
      takie "zdrowe" malzenstwo w pewnym sensie wzmocnic.Ja bym probowala. Chocby
      dlatego, ze sama czasem w zyciu chcialabym miec druga (nawet i ostatnia)
      szanse, a jesli Ty Twojego meza kochasz, to chyba mu ja dasz?...
      Nie ratowalabym swojego malzenstwa "ze wzgledu na dziecko" (bo my mamy
      dziecko), tylko zapytalabym sama siebie, czy mi na tym zalezy. Bo jesli mnie
      nie bedzie zalezec, to dziecko tu niczego nie zmieni i nie uratuje, a ponadto
      bedzie wychowywane w atmosferze udawania i hipokryzji. Bedzie placilo za nasze,
      doroslych, bledy.
      Innymi slowy i po krotce, tak jak juz kiedys pisalam, dawniej mi sie wydawalo,
      ze odeszlabym w sina dal poc czyms takim, bo go tak bardzo kocham, a on... a
      teraz mysle: bede sie starala odbudowac nasz zwiazek, bo wlasnie tak bardzo go
      kocham. Mysle, ze od tego trzeba zaczac. i na pewno nie bedzie to proces krotki
      ani latwy!
      Pozdrawiam Cie cieplo
      • hanna1 Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:25
        nie rozumiem, mężczyzna z którym spędziłam 6 cudownych lat (przynajmniej mi się
        tak wydaje) na imprezie zakrapianej alkoholem rzuca sie na pierwszą z brzegu
        bakę, po czym przychodzi, kaja, się płacze, błaga, a ja mu wybaczam bo jestem
        DOJRZAŁĄ KOBIETĄ? A może naiwną!!
        • gosiaas25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:32
          naiwną...??może tak, chyba nie na tyle by wierzyc że to pierwsza lepsza
          może po prostu kochającą kobietą??a czy dojrzałą??
          zależy do czego, do odejścia - jeszcze nie
          do zostania - nie wiem
          może to jest etap mojego dojrzewania
          • hanna1 Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:56
            Ty nie potrzebujesz rad! Ty chcesz usłyszeć i słuchasz tylko tych którzy Ci
            mówią, że Twoje cierpienie ma sens, a to co się stało, to nic takiego. To Twoje
            cierpienie rób z nim co chcesz. Sześć lat bycia razem to za długo aby to
            przekreślać TAK. ALe czy Twój mężczyzna też tak uważa? TAK To dlaczego nie
            myślał o tym wcześniej!On cie nawet nie szanuje!
            • gosiaas25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:00
              wiesz nie mam siły na tłumaczenie czego potrzebuje i czego chce słuchac
              o tym ze mnie nie szanuje, i nie kocha mimo tego co przezylismy i co mowi -
              myśle!
              gdybym nie myslala, wiedzialabym co robic
        • le_lutki Re: jak żyć po... 15.10.04, 14:44
          Nie wiesz, czy z pierwsza lapsza, nie wiesz, jak do tego doszlo, nie wiesz -
          czy bedziesz szczesliwsza rzuciwszy wszystko, niz probujac odbudowac.
          OK - Ty rzucilas wszystko i teraz jest Ci lepiej, ale nie jest to pisane
          kazdemu, niestety.
          Wiem, ze zdrada to ciezkie przejscie - ale jesli kogos kocham (mimo to), jesli
          ten ktos sie kaja, nie rzuca mi sloganow ani zaklec tylko po prostu czeka, czy
          dostanie druga szanse, bo najwyrazniej jest nieszczesliwy po tym, co zrobil -
          to skoro byl dla mnie tak wazny przez 6 lat mojego zycia, to znaczy ze na te
          szanse zasluzyl. Ja tak rozumuje - Ty w druga strone i Twoje prwao, hanna.Jesli
          teraz jestem gotowa tylko wyrzucic go za drzwi i wykreslic z zycia, to dla mnie
          oznacza, ze juz przedtem nie byl wcale taki wazny w moim zyciu.
          Obstaje przy stwierdzeniu, ze kierowanie sie tylko emocjami chwili, na goraco -
          to pojscie, mimo wszystko, na latwizne. O wiele trudniej jest odbudowac cos
          wartosciowego. oczywiscie pod warunkiem, ze to malzenstwo BYLO wartosciowe juz
          przedtem. Sklejac cos, co i tak bylo niedoskonale - niekoniecznie. Wtedy kazdy
          pretekst, nie tylko zdrada, wystarczy, zeby leglo w gruzach.
          Gdybym rozumowala tak, jak Ty - jednym ruchem przekreslasz sobie wszystko (jak
          mza Gosi) to znaczyloby, ze ja sama jestem doskonala i kazdy moj ruch i
          postepek w zyciu takie beda. A wiadomo przeciez, ze NIE BEDA. I ja tez wtedy
          bede chciala dostac moja druga szanse.
          Na to (i kazde inne malzenstwo w podobnej sytuacji) nie nalezy patrzec tylko w
          kontekscie owej zdrady - trzeba popatrzec "szerzej" zeby stwierdzic, czy jest
          co ratowac i czy warto. Jesli przez 6 lat bylo warto byc razem to dla mnie
          sytuacja jest jasna. Jesli ten skok w bok, to tylko gwozdz do trumny - to nie.
          Stawianie wszystkiego w kategoriach czarne/biale - to jest dla mnie brak
          dojrzalosci. Bo doswiadczenie uczy, ze zycie to takze cala gama szarosci.
          Pozdrawiam
      • bonga77 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:05
        U mnie nie było zdrady ale była przemoc fizyczna.

        Pisałam o tym, że mąż jest cholerykiem. kiedyś nerwy mu puściły i mnie uderzył.
        Tez myślałam zawsze, że to będzie koniec, rozstanie, rozwód. Mąż mnie bardzo
        przepraszał, szczerze, bardzo chciał dostać jeszcze jedną szansę, taką właśnie
        ostatnią.

        Właśnie w imię naszej miłości, tego co zbudowaliśmy razem przez parę lat
        małżeństwa postanowiłam mu tę szansę dać. Wiele rozmawialiśmy. To były bardzo
        trudne rozmowy, ale w takiej sytuacji uważam, że trzeba sobie powiedzieć
        WSZYSTKO. Jak to boli, co się czuje, co się myśli.

        Trzeba też pozbyc się poczucia winy / wstydu, które w obydwu przypadkach strona
        skrzywdzona ma. Przecież to nie ja mam się wstydzić, ja nie odpowiadam za
        drugiego człowieka - mnie pomogło mówienie o naszej sytuacji otwarcie rodzinie
        i innym zaufanym osobom, a także nazywanie rzeczy po imieniu w rozmowach z
        mężem.

        Najgorsza dla mnie jest kwestia zaufania. To najtrudniej odzyskać. Mąż się
        bardzo stara. Od tamtego zdarzenia nawet nie podniósł głosu w mojej obecności.
        To, że widzę, że bardzo się stara, że widzę jak mu zależy pozwala mi patrzeć na
        naszą przyszłość z większym optymizmem. Liczą się czyny, a nie deklaracje -
        tylko postępowanie męża może wpłynąć na zaufanie. Myślę, że w Twoim przypadku
        jest podobnie.

        Na pewno całe to zdarzenie bardzo zmieniło nasze relacje. Moja miłość do męża
        nie jest już taka jak przedtem, normalna, spokojna, pewna. Nie wiem co będzie w
        przyszłości. Kiedyś w ogień bym za nim skoczyła, a teraz musiałabym się
        poważnie zastanowić czy na pewno tego chcę.

        Poradzić Ci mogę tylko jedno. Patrz na zachowanie męża (nie słowa tylko czyny),
        nie rób nic na siłę. To tak naprawdę od niego zależy czy uratujecie Wasze
        małżeństwo. Myślę, że spróbować warto - tylko to jest rzeczywiście
        najtrudniejsze wyjście.

        Pozdrawiam
        Ola
    • babka71 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:02
      A ja Ci powiem tak
      Matkę moja zdradzal mój ojciec przez kilka lat ja byłam świadkiem co się działo
      w domu ..ciężko było, ale go Kocham pomimo, że to zrobił ..
      opamiętał jak miałam 18 lat . Mama może nie wybaczyła mu zdrady ale rodzina
      jest nadal razem i to jest najważniejsze , a teraz..Jest tak, że tato jest
      chory, chyba ponosi karę (mając 60 lat ma chorobę Parkinsona ) i gdyby nie moja
      MAMA, a jego żona niewiem gdzie by teraz był ..
      romans się skończył dawno temu, a My mamy chorego TATĘ i bardzo go kochamy choć
      zawsze będziemy o tym pamiętać jak tej "dziwce" kupował futra ..ale to już
      przeszłość.....
      Zawsze to jest nasz Ojciec i nic tego nie zmieni.. Teraz to My dbamy o niego
      pomimo wszystko, a Mama to Mama twardzielka była i będzie, a nie jakaś
      słabiutka co się od razu poddała i powiedziała pas !,
      a z jakiej racji mam oddać jakiejś przygodnej znajomości swoje Życie , swoje
      dzieci , swoje plany ....ITD
      A WŁAŚNIE, ŻE NIE I DLATEGO TRZEBA WALCZYĆ O RODZINE, A NIE, ŻE OLEWAM I MAM TO
      W DUPIE NIECH IDZIE DO KOCHANKI,
      A JA ????? CO DZIECIOM POWIEM, ZE TATUS MIESZKA W MEKSYKU A CH.u...
      NIECH SIE TAMTA MARTWI CZY PRZYJDZIE Pan na spotkanie czy nie??
      Moja Mama zrobiła tak: jak mieszkasz z kobietą proszę bardzo ale weź swoje
      dzieci -
      po miesiącu wrócił ...na łono rodziny
      • joasiiik25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:04
        czemu zaraz "dziwce"???? drugiej kobiecie....szanujmy sie nazwajem
        • le_lutki Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:06
          joasiiik, to byl najwyrazniej cytat...
          Poza tym tak to juz jest, ze kiedy ojciec rodziny robi to, co opisala babka71,
          to w oczach jego rodziny tamta kobieta uchodzi najczesciej za dziwke....
          • joasiiik25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:10
            rozumiem,ze to byl cytat...ale ze ojciec zdradza matke nie upowaznia dzieci do
            wyglaszania takich stwierdzen, przeciez ta kobieta tez byla i jest czlowiekiem
            a ojcice sam wiedzial co robi i to on decydowal czy bedzie z zona czy z
            kochanka.
            dziwka oddaje sie za pieniadze, kochanka za futra itp i powinno pasc wlasnie
            stwierdzenie kochankasmile
    • twinmama76 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:05
      Współczuję ci bardzo, a jednocześnie podziwiam. Jestes silną kobietą, skoro
      dajesz radę z nim teraz mieszkać. Ja jestem badzo niedojrzała (w kategoriach
      le_lutki), bo nie dałabym rady.
      Mój małżonek wyjechał właśnie na 3-dniową wycieczkę integracyjną. Będzie i
      alkohol, i koleżanki z pracy. I CO Z TEGO?? Nie rozumiem takich wymówek. Ja po
      prostu po takiej "przypadkowej" zdradzie przestałabym mojego męża szanować. I
      to byłby koniec.
    • babka71 Re: jak żyć po... 15.10.04, 15:59
      cytuję "dziwka" o Bożesz Ty mój jakie to obraźliwe .. dla kogo dla kobiety ,
      która wiedząc , że facet ma zonę i dwoje dzieci nadal go naciąga i wykorzystuje
      jego słabości i głupotę samca ...
      Ja rozumiem zakochanie młodej dziewczyny ale dojrzała kobieta nie pakuje sie w
      związek z żonatym facetem , chyba, że jest wyrachowaną dziwką i tak to nazwę
      bo intencją tej Pani nie była milość tylko jak tu naciagnąć idiotę i kretyna a
      taikm wówczas był mój ojciec specjalnie z małej litery ...
      suma sumarum Ta Pani - czyli dziwka ma sumienie jak moje czarne swetry ale
      uwierzcie mi wcale jej źle nie zyczę tylko ubolewam że mój ojciec był taki
      głupi co sam dzisiaj przyznaje ...
      każdy ją miał jak chciał i kiedy chciał, a że akurat na mojego ojca trafiło, że
      się zakochał to mu zostanie trauma do końca życia ....
      Także nie przekreślajcie faceta bo każdy facet to drań i idiota jak mówi moja
      Mama... tylko trzeba wiedzieć co jest w życiu najważniejsze , przychodzą takie
      chwile w zyciu kobiety że kładzie na szali albo ja albo rodzina - wybór należy
      do nas do nas ... pewnie nie jest lekko przejść do porządku dziennego nad
      zdradą ale czasami warto , z perspektywy czasu doceniam decyzję mojej Mamy i
      wiem że warto było wsiąść w autobus i wywieść mnie i brata do ojca, który
      wynajmował kawalerkę ...
      Gdyby tego nie zrobiła nie miałabym ojca , którego bardzo Kocham pomimo wszystko
      • joasiiik25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 16:21
        a moze lepiej do calej sytuacji pasuje stwierdzenie "dziwkarz"

        dlaczego to my kobiety mamy byc "dziwkami" a faceci biednymi zakochanymi w nas
        samcami?
        • babka71 Re: jak żyć po... 15.10.04, 17:01
          joasiiik25 napisała:

          > a moze lepiej do calej sytuacji pasuje stwierdzenie "dziwkarz"
          >
          > dlaczego to my kobiety mamy byc "dziwkami" a faceci biednymi zakochanymi w
          nas
          > samcami?
          dziwkarz niech Ci bedzie tylko z ta różnicą że on miał ją jedną i stracił dla
          niej wszystkie resztki zdrowego rozsądku, a ona nie z zimną krwią wykorzystała
          idiotę i taka to różnica , może dla Ciebie żadna ale dla mnie istotna ..
          ona miała ich kilku takich frajerów a on tylko ja jedną mając klapki na oczach
          że też jest zdradzany przez własną kochankę
          I TAKA TO RÓŻNICA KOCHANA KOLEŻANKO
          • joasiiik25 Re: jak żyć po... 15.10.04, 17:02
            hola hola...ja nie pisalam o Twoim ojcu

            pisalam ogolnie
            • sowa_hu_hu przestańcie śmiecić... 15.10.04, 17:10
              w czyims wątku - bo to juz jest nie na temat... i zaczyna sie robić
              nieprzyjemnie... a po co to? ja też bym mogła w sprawie puszczajacych sie ojców
              i kochanek wiele powiedziec ale nie będe - bo to nie miejsce...
              autorka chciała porady a nie analiz słów dziwka czy dziwkarz...
          • dobrydzien do Babki 71 15.10.04, 23:50
            jestem zszokowana twoimi wypowiedziami

            Według mnie są one przez swą wulgarność i niesamowity prymitywizm przykładem
            tego w jaki sposób toksyczne i sztuczne związki rodziców "odbijają" się na
            psychice dzieci. Współczuję Tobie że nie widziałaś milości pomiędzy swymi
            rodzicami. Twoja matka nie miała odwagi by odejść, to że teraz opiekuje się
            ojcem nie zmienia faktu że zmarnowała życie sobie , jemu i wam.

            Nie "podawaj dalej" takiego okrucieństwa
    • czarna_inezka Re: jak żyć po... 15.10.04, 18:20
      Można żyć po zdradzie i można być szczęśliwą. Nie należy jednak uciekać od
      tematu. Najpierw jest bardzo trudno, bo trzeba o tym wszystkim porozmawiać,
      wyjaśnić i upewnić się, że sprawa się nie powtórzy (100% pewności nie
      zdobędziesz, ale może tą rozmową uświadomicie sobie co było przyczyną tego co
      zaszło i usuniecie to na przyszłość). Ogromnie wiele zależy tu od Twojego męża
      (jego postawy, zmiany), ale również od Ciebie i sama musisz sobie odpowiedzieć
      czy potrafisz zamknąć temat i nie zapominać go (ale też nie wypominać go na
      każdym kroku), ale sprawić by już aż tak nie bolał. Może wam pomóc w tych
      trudnych chwilach psycholog. Mężczyźni raczej się przed tym bronią, ale wizyta
      u niego może wskazać jak bardzo Twojemu mężowi zależy na naprawie waszego
      małżeństwa. Czasami warto sobie przypomnieć powiedzenie "Co cię nie zabije, to
      cię wzmocni". Zdrada również może albo zniszczyć, albo umocnić związek. Życzę
      dużo siły, bo będzie Ci potrzebna, ale jeśli mimo wszystko wierzysz w ten
      związek - WALCZ! Przychylę się również do rady jednej z moich poprzedniczek.
      Dobrze by było rozstać się na trochę, by opadły emocje, by zdystansować się do
      sprawy i zobaczyć ją z innej perspektywy, by decyzja, którą podejmiesz
      ostatecznie nie była pod wpływem impulsu czy nerwów. Pozdrawiam gorąco
    • bambo44 Re: jak żyć po... 15.10.04, 21:41
      Niektóre mamy spytały Cię o więcej szczegółów. Ja zrobię to samo. Nie z
      ciekawości, ale dlatego, że aby odpowiedzieć na Twoje pytanie trzeba znać
      lepiej sytuację.

      Czy jesteście małżeństwem? Czy macie dzieci? Na czym polegała ta zdrada?
      Jaka jest postawa Twojego mężczyzny po niej?

      Wiele mam wypowiedziało się tutaj, żeby zdecydowanie, absolutnie odejść, inne,
      że wręcz przeciwnie, dać drugą szansę. A według mnie wszystko zależy od
      sytuacji. Stąd moje pytania o szczegóły.

      > jak sobie z tym poradzić??
      > czy istnieje sposób na to, by żyć dalej razem
      > czy miłość wystarcza??

      Moim zdaniem można sobie z tym poradzić, jeżeli OBOJE chcecie, i OBOJE
      uważacie, że warto. Najpierw więc musicie sobie OBOJE odpowiedzieć na te dwa
      pytania.

      I nie łudź się nadzieją, że zapomnisz. Tak jak wiele dziewczyn tu pisało, nie
      będziesz potrafiła zapomnieć, ale i nie na zapomnieniu polega sprawa. Nawet
      nie powinnaś próbować zapomnieć. Powinniście raczej oboje doprowadzić do
      takiej sytuacji, że mimo tego, że pamiętacie, nie przeszkadza wam to w byciu
      razem.

      Czy to możliwe? Jak najbardziej. Jeśli on uważa to co zrobił za błąd i nie
      ciągnie już go do tego, to może się okazać, że nawet dobrze, że do tego
      doszło. Dobrze dlatego, że teraz nie będzie już go to kusiło, już wie, jak to
      jest, i wie, że nie warto. I nie mówię tak ze swojego doświadczenia, ale z
      relacji innych kobiet (również na tym forum). Z relacji kobiet, które uległy
      pokusie, a potem tego żałowały, ale efekt uboczny był "pozytywny": już ich
      więcej do tego nie kusiło.

      Ale to wszystko zależy od waszego wzajemnego stosunku do siebie, i od jego
      postawy po zdradzie. Piszesz, że on o wszystkim Ci powiedział. Według mnie to
      duży plus, i sygnał, że wszystko może być na drodze ku dobremu.
    • gosiaas25 Re: jak żyć po... 25.10.04, 18:25
      życie razem które tyle dawało mi radości staje się nieznośnym egzystowaniem w
      niebycie
      wszystko, to, co dotąd było podstawą stało się niejasne
      M. jako dobry człowiek nie pasuje mi do typu"wykorzystał dla seksu", a to
      oznacza, że jednak jakieś uczucia, fascynacja drugą osobą nim powodowały.
      to bardzo trudne życ z tą świadomościa i wierzyć nadal, że kocha
      mam mnóstwo wątpliwośći ale wierzę że może być dobrze - jeśli nie, odejdę.
      pomimo wszystko, zbyt Nas nadal szanuję, by zniszyć Nas jako ludzi
      pozdrawiam was nieco spokojniej i dziekujesmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja