mysiaapysia
04.03.19, 15:04
Taka sytuacja: klasa w sp, jedna z 2 równoległych. Pierwsza dla dzieci, które poszły do 1 klasy jako 6-latki, druga dla reszty. W tej drugiej klasie jest agresor. Rodzicom dzieci w tej klasie nigdy wprost o trudnym przypadku nie powiedziano. Dzieci zamiast lekcji mają co 2 tygodnie pogadanki z psychologiem. Agresor regularnie wybiera sobie z tej klasy ofiarę. Skargi do wychowawczyni nic nie dają. Agresor donosi na swoją ofiarę, że rzekomo to ofiara go uderzyła, źle się wypowiadała itd. Co chwilę któreś dziecko zmuszane jest do przepraszania agresora za rzekome przewinienia, dostaje punkty karne z zachowania, a rodzice o fakcie informowani są z 1-2 tygodniowym opóźnieniem, gdy już za późno na jakąkolwiek konfrontację i próbę ustalenia jak było. W końcu rodzice jednego z uczniów, pobitego przez agresora, decydują się na zmianę szkoły. Przedstawiając sytuację w nowej szkole nie ukrywają przyczyny konieczności zmiany szkoły. W tej nowej szkole pada zarzut, że uciekają przed problemem, można było jeszcze trochę wytrzymać, a tak w ogóle to w każdej szkole i w każdej klasie jest jakiś trudny przypadek. Czy wg was zarzut ucieczki przed problemem jest słuszny?