hrabina_niczyja
22.04.19, 16:36
Wybuchłam dzisiaj, i standardowo jest mi przykro, niestety jestem dzieckiem toksycznej nadopiekuńczej matki. Święta w rodzinie, sytuacje
1) proszę o wino zamiast wódki. Matka się wtrąca mówiąc, że jestem na odwyku i wydaje jej się że to smieszne
2) chodzi za mną krok w krok, a to ubierz się, a to wysusz włosy
3) dyskusja z siostrą cioteczna szeptem na mój temat, ja na górze wszystko słysze
4) stwierdzenia że zepsułam jej święta i po coś mnie tu ciągnęła, do jej rodziny!!!
5) śniadanie, ludzie przy stole- ale ci żeby żółkna
6) kawa- ale masz zrogowaciale łokcie i przesuszone włosy
7) tekst do mojej siostrzenicy- masz ładniejsze paznokcie niż moja pracująca córka
8) umalowalam się- za długie te kreski sobie zrobiłaś
9) zobacz mamo, fajne mam wizytówki. Wyślij mi zdjęcie, się teraz chwalisz. Taki mam kolor ścian w biurze- krótkie yhy. Zero zainteresowania, a niedawno otworzyłam działalność. Nic, tak jakbym nic nie miała i nic to nie znaczyło.
I teraz hit, który doprowadził mnie do szału. Szału, że się poryczałam, spakowałam, nakrzyczalam na matkę i teraz jadę pociągiem zamiast jeść kaczkę, nie mam biletu i płacze a w zasadzie rycze
9) schodze na dół się ubrać, a matka dyskutuje z moimi siostrami na temat która sukienkę mam włożyć. Moja rekacja- mamo poradzę sobie. Nie odpuszcza, dyskusja się toczy dalej. Pada tekst pożycz od G. Odpowiadam że nie chce,bo będzie za duża. G. Twierdzi że nosi rozmiar 42, ja mówię że mam 38. G. stanowczo protestuje i oponuje, że nie noszę 38. Matka truje mi dupe o suszarkę do włosów. Szczerze to wybuchłam, zrobiło mi się tak wstyd, że mam 38 lat i moja sukienka na dziś jest przedmiotem narady rodzinnej, a na dodatek nawet nie mam prawa znać rozmiaru własnej sukienki. Czuję się fatalnie, jak pierdoła zyciowa.