ixiq111
23.07.19, 10:35
Jest sobie małżeństwo, oboje przed 40-stką. Mają dwoje dzieci w wieku szkolnym. Oboje pracują/prawowali zawodowo. Jak dzieci były małe państwo opłacali opiekunkę (zaprzyjaźniona sąsiadka-obie strony były bardzo zadowolone). Potem dzieci poszły do przedszkola, szkoły.
Ojciec pana około dwa lata temu pojechał do sanatorium i znalazł miłość swego życia - dawna znajoma z czasów młodości. Państwo są po rozwodzie, bez orzekania o winie. Pani po urodzeniu dzieci nie pracowała. Pan zaproponował, że mieszkanie, w którym mieszkali sprzedadzą, kasę podzielą na pół i pani weźmie wspólne oszczędności, żeby mogła kupić sobie lokum. Zgodziła się i kupiła kawalerkę, którą syn jej wyremontował i urządził.
I jest problem. Starsza pani kupiła sobie mieszkanko niedaleko syna, bo "kto się mną zaopiekuje na starość". Od niedawna prosi syna, żeby dokładał jej na utrzymanie. Początkowo syn matce dawał kasę, ale teraz jego małżonka stwierdziła, że wystarczy, bo matka nie jest chora, niedołężna, wręcz cieszy się dobrym zdrowiem, więc może iść do pracy, niekoniecznie na cały etat. Znalazła nawet kilka ofert.
Propozycja synowej spotkała się z oburzeniem, wielką awanturą i płaczem starszej pani. Syn powiedział, że przecież mama nie może iść do pracy, bo jak to tak.
Synowa się wkurzyła, bo ona też się zajmuje domem (mąż często w delegacjach) i pod koniec maja, gdy skończyła się jej umowa o pracę, nowej nie podpisała. Jest bezrobotna.
Uznała, że nie będzie pracować po to, by znaczną część pieniędzy, które włoży do domowego budżetu szły na utrzymanie teściowej.
Uznała, że: nic od teściów nie dostała, nigdy jej nie pomogli przy dzieciach, więc nie ma żadnych zobowiązań. I tak sponsorowali remont kawalerki, więc wystarczy. Pensja męża pozwoli na skromniejsze utrzymanie rodziny.
Co powinien zrobi ten facet?
Żadnej z pań siłą nie zmusi do pracy, a obie się uparły, że to to druga powinna pracować.