8mona0
29.07.19, 17:17
Dziewczyny, piszę pod innym nickiem niż zwykle i proszę o trzeźwą ocenę sytuacji.
Jako bardzo młoda dziewczyna związałam się z człowiekiem po rozwodzie wychowującym małe córki. Powód rozwodu - życie codzienne, ponieważ oboje skupieni byli na rozwoju kariery zawodowej i nieustająco przerzucali na siebie obowiązki. Po rozwodzie opieka naprzemienna, z tym, że w praktyce wyglądało to tak, że dzieci były z nami pn-pt (przedszkole) a weekedy z matką. Po rozwoju kariery mamy i jej wyjeździe za granicę spędzały z nią czas wolny od szkoły, wszystkie święta itp. W czasie roku szkolnego dziewczynkami zajmowałam się głównie ja (przerwałam studia, podjęłam pracę w budżetówce blisko domu). Pilnowałam, żeby 2 tygodnie były święte - wtedy ja brałam dodatkowe zlecenia, a mąż z dziewczynkami wybywał na żagle. Czułam się jak matka i byłam przekonywana przez męża, że dziewczynki są "nasze". Na początku nie myślałam o własnych dzieciach (tu z mężem byliśmy zgodni), potem dla niego nigdy nie była to właściwa pora, a ja nie chciałam naciskać, poza tym zajmowałam się "naszymi" dziewczynkami, a one traktowały mnie jak mamę (choć zwracały się od początku po imieniu, bo mamę przecież miały). Dbałam o nie bardzo, pilnowałam żeby uczyły się języków obcych, pomagałam, brałam L4 i wykorzystywałam własny urlop, kiedy chorowały. Bardzo się cieszyłam, że z upływem lat, kiedy dorastały miały coraz lepszy kontakt z mamą. Ona sama przyznała mi, że nie jest w stanie powiedzieć jak bardzo jest mi wdzięczna. Wyszła za mąż i oprócz dorobku naukowego zyskała też nieograniczony dostęp do finansów, więc dziewczyny zwiedziły z nią kawał świata. Po maturze zdecydowały się studiować za granicą, w mieście mamy. Z mężem widują się co najmniej raz w miesiącu (mąż współpracuje z tamtejszym uniwersytetem), ja nie widziałam dziewczynek od roku.
A ja siedzę w moim mieście, tkwię od lat w tej samej budżetówce, ledwo dokończyłam studia i właściwie nie mam nic. Mąż właśnie pisze mi z żagli, na które zabrał córki i ich chłopaków, a dziewczyny piszą "kochamy Cię, byłaś najlepszą opiekunką jaką można sobie wymarzyć" i dla równowagi uśmiechnięte ze swoją światową mamą wstawiają zdjęcie "Lunch z Mamusią".
Siedzę w domu i marzę o tym, by być matką. Koleżanki twierdzą, że upał padł mi na rozum. Mam dom, kochającego męża. I że po takich doświadczeniach unieszczęśliwiłabym zaborczością swoje dziecko. A ja mam świadomość, że wychowałam dzieci innej kobiecie i uszczęśliwiłam męża, który nigdy nie liczył się z moimi potrzebami. Im więcej o tym myślę, tym bardziej mam poczucie bycia wykorzystaną (młoda dziewczyna, po maturze, on starszy, bardziej doświadczony umiał ustawić mnie w charakterze bezpłatnej niańki swoich dzieci).
Mam ochotę rozwieść się z nim. Tylko nie wiem, co dalej. Chyba już nie zdążę poznać kogoś i mieć dzieci. Chyba mam gorszy dzień.