Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio.

31.07.19, 12:58
Jakiś czas temu założyłam wątek. O pracy. Co się nasłuchałam...
No dobrze, poszłam do pracy. Miałam szczęście, bo praca nie dość że na pół etatu to mogłam nieco dopasować godziny do swojego grafiku, mogłam sobie robić home office, cafe office - ale uczciwie te 20 godzin tygodniowo przepracowywałam. A jak wypadło więcej to odbierałam dni wolne. Zweryfikowałam w praktyce różne lęki pracowe i wiem już co działa, co nie.

Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Skończyło się i to. Szukam dalej.
Pracy na pół etatu mało. Fajnej pracy na pół etatu jeszcze mniej.
Szukam też na cały etat - i znów panikuję. Dla przypomnienia - jestem kompletnie sama z córką i tego nie negocjujemy. Work-life balance. Na pół etatu jest ok, a jak się dobrze zorganizuję to będzie idealnie. Ale na cały etat?
Jakieś wskazówki? Co z tym fantem? Czekać i szukać cierpliwie czy jednak spróbować na cały?

Dla tych, którzy wysyłają mnie na pół etatu na kasę czy do zgarniania ciuchów spod wieszaków - do TKMaxx aplikowałam 2x, trzeciego nie będzie. Jakby co to mogę kawę parzyć w sieciówce. Wiem jaki mam życiorys. Wiem ile mam lat. Dla mnie to nie ujma, ale nie wiem jak patrzy na to HR. Może dla budowy zespołu to nie najlepsze, może są inne względy. Nie wiem.
    • barbra25 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:08
      Ja jutro startuję na pełen etat i dygam bardzo jak pogodzę godziny pracy z odbieraniem dziecka z przedszkola. Przykładowo jutro mam pracę od 9-tej a przedszkole czynne do 16-stej. Moja mama z wielkim bólem się poświęci i przyjedzie pekaesem odebrać młodszą. Piątoklasistka w tym czasie niestety będzie sama.
      • aaa-aaa-pl Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:26
        Dziecko z 5 klasy samo- to nie jest chyba jakiś problem...
    • krelia Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:09
      Ale jakie masz wykształcenie i doświadczenie zawodowe ?
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:13
        Wyższe + doświadczenie jedyne w swoim rodzajuwink
        A po prawdzie. Wygląda niestandardowo (bardziej jak plan wycieczki objazdowej). Ale w sumie udokumentowane dobrze mam tylko przerzucanie papierami.
        • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:21
          Studia typu Mish + Shared Services?
          • simply_z Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:17
            shared services to dzisiaj codziennosc w Polandzie, wiec...
    • 123zielona123 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:12
      Mam identyczny problem. Szukam pracy już (!)trzy lata. Nie dam rady zap... fizycznie 8 godzin. Składałam papiery do Biedronki i Kefirka. Pracowałam kiedyś jako grafik komputerowy, robiłam też strony www. Ale to było dawno. Tylko ja jestem stara.
      Zgłosiłam się do fundacji, która jak to określają pozwala wrócić na rynek pracy. Myślałam o jakimś kursie programowania, stażu itp. Ale albo kurs, albo staż trzy miesiace płatne 800 zł. Kursy za ok 1500 Albo staż jako pracownik biurowy.
      I o ile w ogóle przedę kwalifikacje.
      Kawy w sieciówce nie będę parzyć- za stara i niereprezentacyjna.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:14
        Mnie w Paryżu w Starbucksie parzył 50latek. I to mnie natchnęło, że może to tylko moje ograniczenie. Spytałam pracodawcy - nie ma ograniczeń wiekowych, jest za to umowa zlecenie. To powoduje, że ekipa jest młoda. Ale jak nie masz nic przeciwko zleceniu - wolna drogawink
        • 123zielona123 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:40
          Podobno na zachodzie kobiety +50 mają łatwiej. Ale ja potrzebuję roku umowy o pracę do stażu pracy, aby dostać najniższą gwarantowaną emeryturę.
      • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:33
        Za 1500 kurs programowania, skąd się wzięłas.
        • 123zielona123 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:59
          Na stronie fundacji między innymi obiecują: "Płatne staże, atrakcyjne szkolenia dostosowane do Twoich kwalifikacji i potrzeb". No to pomyślałam o O jakimś kursie typu Front Web Developer i stażu po tym.
          Ale zostałam sprowadzona na ziemię. Albo rybki, albo akwarium. Albo kurs do 1500 zł albo staż najłatwiej to pracownik biurowy, ale wie pani w pani wieku to może być trudne...
          Wiem, że takie fundacje to głównie pracują na swoje zyski, ale chyba jakieś wyniki powinni mieć


          • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:15
            Ja bym negocjować kurs podstawowy ze stowarzyszenia księgowych polskich, koszt troszkę ponad 1500, ale powiedzmy te 200 mogłabyś dołożyć. Za 1000 cos goWork ma jakieś kursy. Zainteresuj się.
            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:16
              *na Twoim miejscu bym negocjowała
            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:16
              *na Twoim miejscu bym negocjowała
      • molik28 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 17:10
        A na poczcie ? Tam jest częściowo fizyczna, chyba bez kokosów, ale zawsze coś. Kiedyś słyszalam że sporo wakatów. No mojej pracuje pan 50+ straszny nieogar na razie, ale jest przemiły i bardzo się stara nauczyć.
      • lauren6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:15
        > Myślałam o jakimś kursie programowania, stażu itp. Ale albo kurs, albo staż trzy miesiace płatne 800 zł. Kursy za ok 1500 Albo staż jako pracownik biurowy.
        I o ile w ogóle przedę kwalifikacje.

        Wejdź sobie na stronę firmy, która organizuje bootcampy w Twoim mieście. Mają tam informacje jak uzyskać refundację kursu programowania.
        O ile bootcamp nie zrobi z totalnego laika programisty, tak w Twoim przypadku może być dobrym pomysłem, bo już pracowałaś w branży IT. Czasami po tych bootcampach proponują staże, czy pracę dla najzdolniejszych osób. Ja bym poszła w tę stronę, bo póki co branża IT to rekrutacyjny worek bez dna i przez najbliższe lata to się raczej nie zmieni.
        • 123zielona123 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 11:28
          Chciałabym... ale dobry bootkamp z gwarancją pracy to ok 14 tysięcy. To jest daleko poza moim zasięgiem finansowym.
          • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 11:46
            Są realne szanse na niskooprocentowane pożyczki. Wlasciwie to jedyny rodzaj wsparcia realny do uzyskania, urzędy pracy itp zwykle splawiaja na drzewo.
      • mid.week Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:53
        Ja bym wolała żeby mi kawę parzyła normalna kobieta a nie same szczyle walące do mnie per Ty wink
        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:55
          wink
    • rena.k Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:13
      Córki nie masz już takiej małej. Moja siostra też sama wychowuje córkę w podobnym wieku. Pracuje na cały etat plus dorabia na zlecenie. Siostra pracuje tylko na ranną zmianę, wówczas córka jest w szkole/na świetlicy/sama w domu-czasami wraca autobusem. Ja nie jestem sama, ale mąż pracuje w takim trybie, że w tygodniu, jakby go nie było. Pracuję 8-15.00 i jest ok. Pracowałam tak też jak dzieci były młodsze, w żłobkach czy przedszkolach. Oczywiście też wolałabym nie pracować, ale to w sytuacji gdybym miała nieograniczony dopływ gotówki wink
    • fawiarina Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:16
      Po pierwsze, gratuluję wyjścia z domu. Aktywizacja zawodowa po latach przestoju nie jest prosta. Po drugie, fakt, jest mało propozycji pracy na 1/2 etatu. Wiem, bo szukałam. Ale dlaczego akurat 1/2? Dlaczego nie 3/4?
      Ja mam żłobkowe dziecko, jestem po rozwodzie, łączę pracę na pół etatu z prowadzeniem działalności na drugie pół. Nie jest łatwo, ale gdybym miała tak 6 godzin dziennie pracować, byłoby idealnie. Takich ofert jest już w ogóle mało, więc możesz wysyłać cv do miejsc, gdzie szukają na etat i już podczas rozmowy informować, że chciałabyś tylko 3/4.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:18
        3/4, 5/8 i takie tam też ok. Klikam w wyszukiwarkę "część etatu" i czytam jak leci.
        • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:24
          Przy 1/2, 3/4 itp to albo zlecenie, albo praca typowo biurowa w trzecim sektorze, jeśli chcesz pracę jako zapchajczas i wyjście do ludzi to bierz i to.
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:34
            W Warszawie i w innych sektorach bywają zlecenia. Może to i lepiej, niech będzie ruch w interesie, a nie ludzie do stanowisk przypisani do śmierci i wdudziemający - nie, dziękuję.
            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:38
              Nie napisałam wystarczająco jasno. Jeszcze raz zatem. Cząstka etatu: albo zlecenie gdziekolwiek albo praca na normalna umowe w organizacji pozarządowej. Rotacja przy UoP wynika z bieda-pensji, wiem jaki przemial jest np w dużej fundacji od zbiórek 1%.
          • fawiarina Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 21:46
            Dlaczego w trzecim sektorze? U mnie w robocie szukali kogoś na etat, ale w sumie ucieszyli się, że chcę pół, bo planują w przyszłym roku restrukturyzację i muszą pozbyć się paru etatów.
            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:29
              Chodzi o publicznie dostępne oferty pracy na UoP, gdzie pracodawca od razu deklaruje cząstkę etatu. Jasne ze można zrobić tak jak Tysmile ale złej danaide rąbek u kiecy...
              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:06
                Zła danaide serdecznie dziękuje za namiar na pracę na pół etatu dla sprzątaczek, pomocy kuchennych, dozorców i woźnych (choć z ręką na sercu przyznam, że i sekretarka w szkole podstawowej się trafiła, a i audytor w jednostce wojskowej) i jeszcze raz szczerze przeprasza za to, że będzie realizowała swoje prawo wyboru drogi życiowej mimo bycia samotną matką, gdyż sobie na to przez lata zapracowała.
                • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:32
                  O recepcjonistkach wieczornych zapomniałaś. Pełno tego na pracuj.pl
                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:37
                    Nie zapomniałam. Wieczory i weekendy zasadniczo jestem z dzieckiem.
        • opiekunmedyczny Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 20:01
          Ja pracuję w szpitalu jako opiekun medyczny, 7,5 godz, od 6 do 13.30
    • ginger.ale Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:28
      Córka już chyba w wieku szkolnym? Sama przemieszcza się już na trasie szkoła-dom?
      Mam w pracy kilka samotnych (naprawdę) matek, w tym jedna sama od 6 m-ca życia dziecka. Tatuś raz na 2-3 m-ce sobie przypomina o istnieniu córki Dziewczyny pracują na cały etat.
      Pewnie po takiej przerwie masz lęki, ale z pewnością dasz radę. Jakiś punkt zaczepienia do cv już masz, nie musisz szukać pracy zbieracza wieszaków w tkmaxx. Nie poddawaj się na wstępie.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:21
        Szkoła-dom bez problemu, natomiast na zajęcia jednak sama nie pójdzie - jednak centrum Wawy, okolice Centralnego jak zdąża do Pałacu, wybaczcie. Z tym że tu akurat jestem już z kimś po słowie, może się jakoś to dogra.
    • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 13:31
      NO ok a to dziecko jak duze? Bo inaczej wygląda sprawa jak dziecko ma 3 lata a inaczej jak ma 10....mam znajomą kltora do pracy isc nie moze bo ma wdomu małe dziecko. Chłopak w tym roku konczy 12 lat a ona musi byc w domu jak on ze szkoły wróci...
      • ginger.ale Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:09
        Mam koleżankę, której córka wlasnie dostała się do liceum -podczas kwietniowego strajku naauczycieli chciała brać wolne, albo zwalniać się wcześniej z pracy, żeby dziecko nie siedziało samo w domu :]
        • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:16
          Dla jasnosci nie kwestionuje, ze samotnej matce jest cięzko.
        • volta2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:16
          ale co cię to dziwi? ja też nie chciałam by sami siedzieli w domu, bo to był mega bezproduktywny czas. gdybym była, to albo bym ich zawiozła na ściankę wspinaczkową, albo na jakieś inne rozrywki. a tak, to spali do południa, o 15 to herbata po sniadaniu jeszcze nie zdążyła wystygnąć.
          • agata_abbott Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 05.08.19, 17:38
            I wziąłbyś wolne, żeby bawić piętnastolatka? smile
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:26
        Ach to forum - zawsze ab ovo... Napisałam wyżej.
        Problemem nie jest tylko dziecko. Problemem są np. wizyty lekarskie (jak zarabiasz niewiele / nie masz benefitów) to jednak korzystasz z NFZ w godzinach różnych czy różne codzienne rzeczy, których ogarnięcie nie wymaga niepracowania, ale wymaga jednak czasu, niekoniecznie w weekendy (np. samochód). Że o jakimś skrawku normalności dla siebie nie wspomnę, ale nie o tym mowa. Po prostu mogę pracować mniej, by mieć jakiś dzień dla siebie. No, mogę. Byle tylko gdzieś to znaleźć.
        • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:57
          Ok ale pracujac na pełen etat nie pracujesz cały rok. Masz urlop. Nie twierdze ze masz isc na pełen etat jak chcesz isc na pół. Twierdze tylko ze nie jest to niemożliwe. Skoro cie stać na prace na pół etatu to takiej szukasz. Natomiast moze byc trudno. Znajoma z 3 dzieci (małych) musiała przejsc na duzo niższe stanowisko w swojej pracy aby miec 3/4 etatu. Bo wiekszosc stanowisk niestety wymaga pełnego co nie znaczy ze nie znajdziesz dobrej pracy w takim wymiarze. Zawsze mozna isc na pełen etat czasowo i szukać czegoś na pół....
        • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:02
          I to jest argument za częścią etatu? To już lepiej pracować na cały i iść do tego lekarza prywatnie. Nie chcesz pracować na caly etat bo może się zdarzyć wizyta u lekarza? Na takie sytuacje masz urlop, urlop bezpłatny, opiekę, L4 na chore dziecko....

          "Po prostu mogę pracować mniej, by mieć jakiś dzień dla siebie. No, mogę. Byle tylko gdzieś to znaleźć."

          big_grin A to to się do stopki nadaje. Weź nie kombinuj tylko poszukaj normalnej, pełnowymiarowej pracy.
          • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:45
            Tego nie zrozumie nikt, kto nie ma porównania.
            Jak spojrzę w kalendarz do października, to mam poumawiane wizyty u specjalistów, ortodonty, stomatologa, fryzjera mojego i dzieci, kosmetyczki itd. w godzinach różnych. W placówkach położonych w różnych częściach miasta.
            Najczęściej okolopoludniowe terminy.
            Bo mogę.
            Jak ktoś pracuje do 16, albo częściej do 17, to robi się słabo, bo całość trzeba wciskać na popołudniowe terminy, których jest mało, bo chętnych więcej.
            Pracodawcy raczej nie skaczą z radości na „jutro muszę wyjść o 12, bo na 14 muszę być z dzieckiem u lekarza, a muszę dojechać po nie i potem z nim do lekarza”.

            Najbardziej w pracy na etacie, niedogodny jest właśnie brak elastyczności czasowej.

            Z doświadczenia wiem, ze strach ma wielkie oczy i dość szybko człowiek się organizuje i dostosowuje do możliwości.
            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:53
              Pracowałam na cały etat odkąd dziecko mialo 4 lata. Wizyty lekarskie w tym nie przeszkadzały. Rutynowe przeglądy w elastycznych godzinach, rzeczy na cito - prywatnie. Fakt, sporo pieniędzy szło na okołodzieciową organizację (nianki nie mielismy nigdy) i może wtedy też "opłacaloby mi się" zostać w domu. Ale długoterminowo to się nie sprawdza (chyba, że ktoś ma niezależne dochody i emeryturę, a pracuje dla rozrywki)
              • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:05
                "chyba, że ktoś ma niezależne dochody i emeryturę, a pracuje dla rozrywki"

                Autorka to chyba właśnie ten przypadek, bo umówmy się, samotna matka, która chce pracować, ale tylko trochę, żeby mieć czas na lekarzy w srodku dnia, raczej nie jest w złej sytuacji finansowej.
                • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:33
                  I jeszcze na kosmetyczke przed 16...pozazdrościć sytuacji życiowej. Aczkowiek i tak bym sie bała co bedzie np na emeryturze...
                  • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:37
                    No jak to co. W końcu poświęciła się dla córki...
                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:36
                    Odwal się hanusina. Nie chodzę do kosmetyczki. Czego wymyślasz.
                  • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:39
                    Dostaniesz demencji i i tak będzie Ci wszystko jedno. Będziesz s.. i s...kać w pampers, i żadna kasa Cię od tego nie uchroni.
                    Albo dostaniesz (wersja lajt) szybkiego udaru w wieku 70 lat.
                    • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 11:53
                      NO ale przynajmniej bedze mnie stac na opłacenie domu opieki a nie dzieci eda mnie musiały sponsorować albo podcierać...
                      • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 13:18
                        Na obecną chwilę przeciętna emerytura nie pokrywa dobrego prywatnego domu opieki, zatem tak czy inaczej dokładają dzieci.
            • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:03
              Mam porównanie i naprawdę rozumiem że łatwiej się chodzi do fryzjera w ciągu dnia niż kombinując po pracy, ale jeżeli komuś praca jest niepotrzebna, a to chyba ten przypadek, to niech - jak poradzono niżej- zaangażuje się w wolontariat albo znajdzie hobby, po co jej praca, której jedynym celem jest wyjście do ludzi.
              • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:23
                Mnie by na ten przykład chyba wolontariat nie uszczęśliwił, bo (teraz się narażę) uszczęśliwiają mnie i budują moje poczucie wartości pieniądze.
                Moje.
                Dlatego zupełnie komfortowo czułam się na urlopie macierzyńskim. Potem niby ok, ale świadomość niezarabiania jest uczuciem nieznośnym.

                Wolontariat bywa tez chyba obciążający psychicznie?
                • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 18:39
                  Ale to nie tylko hospicjum czy dd, danaide może robic np tłumaczenia dla Polskiej Akcji Humanitarnej etc. Zaiste wyczerpujące 😂
                  • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 18:45
                    No jakoś tak mi się kojarzy wolontariat - dom dziecka, hospicjum albo schronisko 🤷‍♀️
                    • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:29
                      To Ci sie zle kojarzy. Ona szuka zajecia, a nie pracy jak rozumiem. Ma doswiadczenie w pracy biurowej - moglaby ogarniac papiery w jakiejs fundacji czy instytucji. Wolontaryjnie. Takich ludzi szukaja fundacje duzo bardziej niz wyprowadzaczy psow, a ludziom nie wiedziec czemu tylko tak sie kojarzy wolontariat.
                      Natomiast co do tego ze Ciebie satysfakcjonuje zarabianie pieniedzy -no spoko ale co z tego? Dla autorki nie ma to chyba znaczenia skoro doswiadczenie i to gdzie sklada cv wskazuja ze na duze pieniadze nie ma co liczyc, zas fakt ze na dodatek szuka ulamka etatu wskazuje na to ze nie o kase tu chodzi.
                      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:31
                        Nie, to Ci się źle kojarzy. Przestań opowiadać bajki za bergą, katją i double-facepalm.
                      • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:40
                        Wolontariat jest dobry dla 20-latki, a i tak takiej co ma bogatych rodziców.
                        Dla starszej Pani w jej wieku praca wyłącznie płatna.
                        • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:50
                          katja.katja napisała:

                          > Wolontariat jest dobry dla 20-latki, a i tak takiej co ma bogatych rodziców.
                          > Dla starszej Pani w jej wieku praca wyłącznie płatna.
                          >


                          Ale dlaczego? Można być starszą Panią z zabezpieczeniem, spadkiem i mieć ochotę na wolontariat, czemu nie?
                          • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:20
                            Jak jest w gorszej sytuacji jak Danaide - to źle, bo każdy dodatkowy pieniądz jest wtedy ważny.
                            Jak jest bardzo bogata też źle - bo swoim wolontariatem odbiera miejsce pracy (płatne, gdyby fundacja nikogo nie znalazła musiałaby szukać za pieniądze) osobie która naprawdę potrzebuje pensji.
                          • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:34
                            O, to gazeciarz się już uważa za starszą panią? big_grin
                            W sumie słusznie.
                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:07
                    A Ty w ramach wolontariatu wykonaj przelew na moje konto. Za te tłumaczenia oczywiście.
                    Kolejna, po berdze, która ma dostęp do mojego konta.
                    • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:35
                      No to wyjasnij jak to jest. Samotna matka ktora chce 1/2 etatu zeby miec czas na wuzyty u lekarza (jak często???) i czas dla siebie?? Tzn ja zazdroszczę sytuacji. Widać wiedzie ci sie na tyle dobrze, ze nie musisz pracować na pełen etat. Tylko pozazdrościć (nie złośliwei)
                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:06
                  Pani-nick, dzięki za zrozumieniewink
                  35wcieniu - tak, autorka pasjami lubi chodzić do lekarzy, najlepiej w samym środku dnia...
                  No tak, czerń lub biel. Albo pełen etat albo wolontariat.

                  Jeśli za godzinę pracy dostaje się tyle, że słabo styka albo wręcz nie starcza na prywatną opiekę medyczną (ile kosztuje rezonans?), prywatną opiekę nad dzieckiem (w pierwszym roku życia mojego dziecka stawki wynosiły 10-15 zł, trochę czasu minęło), prywatne lekcje, prywatne tamto czy siamto, sprzątaczkę czy lunch na mieście - to chyba logiczne i ekonomicznie zrozumiałe jest, że przy mniejszej liczbie roboczogodzin dla obcych i większym wkładzie pracy własnej domowej plus opiece na NFZ budżet zaczyna się spinać.
                  Chyba że gdzieś się machnęłam w obliczeniach. Powtarzam - chodzi o te bieda-pensje bez benefitów.
                  A 1/2 etatu do niezdziczenia/upgrade'owania się starczy.
                  • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:32
                    Chyba sie machnelas. I to mega. A te "obliczenia" to kolejna rzecz, ktora sie nadaje do stopki. Jak sie czlowiekowi budzet nie spina i nie ma na lekarza to idzie do normalnej pracy na caly etat a nie bajdurzy o "wkladzie pracy domowej". Chyba ze platnej, ale to tez nie Twoj przypadek przeciez.
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:44
                      NFZ też dla ludzi. Jeśli sprawa nie jest poważna, ot, bieżące problemy zdrowotne, spokojnie można ogarnąć na NFZ wizyty czy badania kontrolne, które mogą poczekać te parę miesięcy na termin. I to robię. Składkę płacę.
                      Przez spinanie budżetu mam na myśli miesięczne wpływy i miesięczne rozchody. Mnie się trochę rozjeżdża, a jak są extra wydatki to rozjeżdża tout court.
                      Jakbyś wszystko robiła prywatnie wszystko o czym piszę to mogłabyś popłynąć, nawet przy posiadaniu pracy. Zwłaszcza kiepsko płatnej.
                      • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:52
                        Dobra, może ktoś Ci coś doradzi, dla mnie to jest zbyt wielki poziom oderwania od rzeczywistości. Uważam że jak się komuś rozjeżdża budżet to powinien normalnie pracować, a nie wydziwiać.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:07
                          A jeśli się spina przy pół etacie i zostaje na przyczynek do drobnych ekstrasów?
                          Dla Ciebie oderwanie, dla mnie konkretne liczby.
                          • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:14
                            No ale piszesz że się nie spina.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:16
                              Bez pracy się nie spina. Przy pół etacie spina i troszkę zostaje.
                            • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:21
                              Chodzi o to, ze przy pracy od 8-16 lub co gorsza od 9-17, płacisz ekstra za opiekę dla dzieci (ktoś je musi odebrać z placówki, czynnej do 16), za prywatnych specjalistów, bo ci przyjmują w godzinach popołudniowych, a na NFZ są idiotyczne godziny w środku dnia, na dojazdy - podwójne - swoje i osobno dziecka z opiekunka na zajęcia dodatkowe, do tego stres związany z logistycznym spięciem grafiku (zebrania w szkole, zakupy, gotowanie, sprzątanie (wszystko z wywalonym językiem).
                              Zwłaszcza, kiedy partnera brak, albo mało go w domu.
                              Tez zawsze marzyłam o 1/2 etatu. Luz. Lubię luz.
                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:25
                                Jeśli ktoś jest na czyimś utrzymaniu albo odziedziczył dużo kasy i chce pracować na pół etatu to czemu nie? Większość ludzi po prostu na to nie stać i nawet samotne matki pracują 8 godzin dziennie bo nie ma wyjścia.
                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:30
                                Opiekunkę dla 5 klasistki, żeby ją ze szkoły odbierać?
                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:31
                                Nie wiem czy ma sens im to tłumaczyć. Kto nie przeżył nie zrozumie.
                                • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:40
                                  Ogromna większość przeżyła.
                                • aankaa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:05
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,567,168475489,168475489,Alleluja_plac_zabaw_w_Ujazdowskim_otwarty.html
                              • cosmetic.wipes Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 21:28
                                Zupełny offtop, ale w zeszłym roku moje dziecko mialo rezonans na NFZ. Termin oczekiwania 20 dni, wizyta na 20:30.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 00:05
                                  A moje dziecko miało mieć termin ortodonty w październiku, a przenieśli wizytę na sierpień. I o czym to świadczy?

                                  Ile ludzi tyle przypadków.
                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:25
                          35wcieniu napisał(a):

                          > Dobra, może ktoś Ci coś doradzi, dla mnie to jest zbyt wielki poziom oderwania
                          > od rzeczywistości. Uważam że jak się komuś rozjeżdża budżet to powinien normaln
                          > ie pracować, a nie wydziwiać.
                          >
                          Dla mnie to nie jest wydziwianie. Widocznie Danaide potrzebuje dorobić i mieć czas dla siebie i swojej córki. Nie dziwię się, on jest właściwie bezcenny. Co człowiekowi po kasie, jak żyje w pędzie, na kofeinie i widuje swoje dzieci przed snem?
                          • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:29
                            A gdzie napisałam cokolwiek o pędzie, kofeinie i niewidywaniu dzieci? Mówię o zwyczajnym, pełnym etacie, na jakim pracuje ogromna większość ludzi. Pełen etat to pęd i kofeina? Póki co, chwała bogom, nie zauwazyłam.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:35
                              No widzisz, Ty nie zauważyłaś, a ja miewałam i przy pół etatu pęd, a bez kofeiny (1 porządna kawa dziennie styknie) słabo widzę godziny popołudniowo-wieczorne.
                              Po raz kolejny, nie byłaś, nie widziałaś, a dyktujesz innym co jest dla nich dobre, bo Ty nie zauważyłaś.
                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:37
                                ups...jednak lecę na kofeinie. Rano piję kawę, bardzo lubię smile
                            • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:56
                              Dla wysokoenergetycznych ludzi to nie pęd, ale jest też reszta świata. Praca 8 godzinna to najczęściej realnie (dojazdy) około 10 godzin poza domem. Plus później ogarnięcie mieszkania, prania, jedzenia, zakupów, dziecka.
                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:33
                            O 16.00 to przed snem? Nie przesadzajmy, miliony matek pracuje na cały etat , bez kofeinywink

                            Jak danaide nie chce to nie chce, jej sprawa. Ale budowanie mitów niczemu nie służy.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:35
                              Miliony matek nie może się mylić...
                              A jakie ciśnienie ma miliony matek?
                              • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:42
                                Miałam już olać ten wątek, ale to mi się podoba.
                                CIŚNIENIE pracujących matek jako argument na niepracowanie.

                                I zawsze, zawsze, kiedy człowiek myśli że poziom absurdu w dyskusji sięgnął zenitu.... TADAM!
                                • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:46
                                  Miałaś kiedyś bardzo niskie ciśnienie?
                                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:49
                                    Ja miałam! Niezbyt fajne, zwłaszcza jak kofeina nie działa. Podobno koniak czyni cuda, ale ja koniaku nie lubię.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:07
                                      A wcześniej, mając w nicku kawę, twierdziłaś, że jedziesz bez kofeiny.

                                      Co ja robię tu?
                                      • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:09
                                        Przyznałam się do pomyłki - piję rano kawę . Co prawda nic mi nie daje, ale smakuje ! wink Ergo jadę na kofeinie smile
                                  • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:35
                                    Ja miałam. Do niedawna miałam ciśnienie na poziomie 90/60, a dni z 85/55 nie były niczym dziwnym. Teraz po 45. roku życia mi wzrosło do szalonych wartości 100/70 więc tak, miałam bardzo niskie ciśnienie i nie przeszkadzało ono w pracy na pełny etat.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:35
                                      Bo Ty triss na adrenalinie jedziesz...
                                    • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:57
                                      Już masz 45+, ojej jak czas pędzi, myślałam, że ledwo co skończyłaś 40-stkę sad
                                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:02
                                        Wiek nie ma znaczenia
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:06
                                  Argument na picie kawy, a nie na niepracowanie...
                                  Poziom absurdu osiągnął Twój sposób czytania tego wątku. Nie przyporządkowujesz do gałązek i potem wychodzi co wychodzi.
                                  Wygaszam Cię mentalnie. Czytam Cię, ale jakbym nie czytała. I nie odpisuję więcej.
                          • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:37
                            No ale o tym piszemy. Ze jej nie jest prca potrzebna aby utrzymać dom...a aby dorobić. Czyli jest zwyczajnie w dobrej sytuiacji materialnej a ta praca to jako dodatek. Samotnej matce w takiej sytuacji tylko mozna pogratulować.
                          • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 05:40
                            No dokładnie o to mi chodzi Pade.
                            Odsyłam do tej przypowieści o rybaku i biznesmenie:
                            zyjeposwojemu.pl/jestes-rybakiem-czy-biznesmenem/
                            • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:13
                              Oczywiście, ja się z tym zgadzam, że lepiej mieć mniej pieniędzy ( ale nadal wystarczająco na jedzenie i rachunki) i mieć czas dla dzieci, dla siebie, aby się wyspać, pójść na spacer. Oczywiście, że to jest lepsze niż życie w biegu, pobudka o 5.30, dziecko do żłobka, szybka kawa, dojazd do pracy w korkach, w pracy ciężko, bo chcesz być na coraz wyższym stanowisku, często delegacje i powrót do domu o 21.00.

                              Ale dużo osób nie jest tym biznesmenem. Pracuje, bo musi kupić dzieciom jedzenie i chce je wysłać na obóz. Musi zapłacić rachunki. Nie ma ambicji coraz lepszego samochodu, coraz lepszych wczasów, coraz droższych torebek. Nie, pracuje zwyczajnie na podstawowe rzeczy, czasem nawet brakuje. Dzieci są w szkole lub przedszkolu. Tak żyje masa ludzi.

                              Oczywiście patrzysz na to inaczej, gdy twój mąż dużo zarabia, gdy nie masz kredytu, gdy wiesz, że rodzina ci zawsze pomoże.
                              A gdy jesteś samotną matką albo mąż zarabia trzy tysiące, wiesz, że nie masz mieszkania po babci, jest absolutny brak rodziny, to po prostu idziesz do pracy, zarabiasz na podstawowe rzeczy i marzysz o urlopie i wyspaniu się. Tak żyje masa ludzi w Polsce.
                            • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:02
                              Podoba mi się postawa rybaka, z drugiej strony gdyby świat złożony byłby tylko z rybaków nie miałabyś swoich kosmetyków i złotych nici i żyła na poziomie (także medycznym) afrykańskiej wioski bo to "biznesmeni" napędzają postęp.
                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:06
                                No właśnie. Nie każdy jest rybakiem i to bardzo dobrze dla reszty ludzkości.
                                • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:38
                                  No właśnie, gdyby nie "biznesmeni" to nasza Shellerka (jak dobrze pamiętam) przekręciłaby się przy drugim porodzie albo wyglądała na swoją metrykę bo rybak nie zaprzątałby sobie głowy takimi drobiazgami jak technologia złotych nici i botoksów.
                      • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:36
                        NFZ tez mozna po 16....masa ludzi tak robi
                        • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:42
                          Można. Pewnie nie wszędzie i nie do np. poradni przyszpitalnych, ale do pediatry/okulisty/ortodonty można po południu.
                          • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:52
                            Nawet poradnie przyszpitalne mają jeden dzień po południu.
                        • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:47
                          hanusinamama napisała:

                          > NFZ tez mozna po 16....masa ludzi tak robi

                          Oczywiście że tak. Pracuję normalnie jak każdy i wiele razy szłam do lekarza specjalisty na NFZ na 17.00 czy 18.00.
                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:38
                            A ja nie pracuję i nie muszę zabierać godzin popołudniowych ludziom, którzy ich potrzebują, bo pracują w ciągu dnia. Może być?
                            Żłobka też nie musiałam zabierać bardziej potrzebującym. Ale przedszkola to sama potrzebowałam.
                      • babcia.stefa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 13:20
                        I w ramach "nic poważnego, bieżące problemy" robisz tak drogie badania, że pracującego człowieka nie byłoby na nie stać? Co Ty robisz prywatnie, pozytonową tomografię emisyjną? Bo najdroższe badanie, jakie prywatnie robiłam w życiu, to MR głowy, jakieś 8,5 stówki. Nietanio, ale do przeżycia.

                        Przecież to się nic nie trzyma kupy w tym, co piszesz.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:30
                          Tobie się nie trzyma, a ja nie muszę pisać z jakich badań czy zabiegów korzystam ja czy dziecko, nieprawdaż?
            • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:32
              Ja rozumiem bo mam swoją działnośc. I tak moge isc z dzieckiem do lekarza o 11. Zazywcaj i tak chodze prywatnie. Do gina jezdze na 22 smile Ja naprawde rozumiem, ze ci tak wygodniej. Skoro stać cię na pracowanie na pół etatu, zeby iśc do kosmetyczki w godzinach przed 16 to tylko pogratulować. Ja dzisiaj byłam z dziecmi na basenie o 10 rano...wiec teraz siedze i koncze zlecenia...
    • ga-ti Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:21
      Szukaj w szkole wink serio, jakieś mało chodliwe przedmioty, z których w tygodniu nie uzbiera się etat, a nawet jeśli się etat uzbiera to i tak będzie to mniej godzin niż etat w 'normalnej' pracy.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:27
        No pasaran. Uczyłam siostrę, traumę mam. Dla dzieci tak będzie lepiej big_grin
        • berdebul Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:50
          Nie wiem, jakie masz zrobione studia, ale może mogłabyś uczyć etyki? Piszesz lepiej niż 99% nauczycieli, lubisz filozofować i roztrząsać dylematy moralne, jakich większość ludzi nie ma (i nie jest to złośliwość!). Na 100% będzie góra pół etatu.
          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:54
            Sorry, ale nie wytrzymam - etyka to poważna nauka a nie filozofowanie i ładne pisanie.
            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:59
              Zdecydowanie, dodajmy ze etyka oraz kurs pedagogiczny to dwa osobne szkolenia (ten drugi to ze dwa semestry). Plus w grę wchodzi uczenie grupy nastolatków a nie ogarnianie jednego dziecka.
            • berdebul Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:07
              Etyka w wydaniu szkolnym to dyskusje o różnych problemach, trochę filozofii i religioznawstwa.
              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:21
                Chyba kiepska etyka w wydaniu szkolnym. Na przyzwoitej jest historia filozofii, głownie "nić" etyki.
                Oczywiście, uczyć moze nawet wuefista jeżeli mu brakuje godzin, ale jako rodzic prostestuję i oczekuję kompetentnych nauczycieli. (p.s. może danaide taka jest, nie wiem, może skonczyła filozofię - odnoszę sie tylko do "lubienia filozofowania", nie jej autorstwa. )
                • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:38
                  Normalne podejście ogromnej liczby rodziców. Do muzyki wystarczy mieć tamburyno, do plastyki jakieś kredki. Wiedza o kulturze? No taka plastyka tylko nawet rysować nie trzeba. Wf? Hehe, każdy umie zrobić przysiad. Etyka? Ło panie, spytam na forum czy da się z tego zwolnić dziecko. Technika? Huehue, i co może jeszcze mają się nauczyć przyszywać guzik, kiedy wiadomo że jak się urwie to można kupić nową bluzkę?
                  A później gorzkie żale że społeczeństwo kocha disco polo, że ulice obwieszone szmatami-reklamami, bo o estetyce ludzie pojęcia nie mają, że biurowce w centrum gór, że ludzie nie są w stanie ani samodzielnie myśleć, ani nic własnoręcznie zrobić.
                  No po co komu michałki, doprawdy. Wywalić w cholerę. A jak już zostawić to wiadomo - każdy może tego uczyć.

                  Tak, jest to offtop, ale za każdym razem jak czytam takie pierdoły to mi ręce opadają.
              • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:31
                berdebul napisała:

                > Etyka w wydaniu szkolnym to dyskusje o różnych problemach, trochę filozofii i r
                > eligioznawstwa.
                Osoba ledwo dogadujaca się w sytuacji 1na1 z wlasną rodzoną córką ma być dobrym pedagogiem dla grupy nastolatków, nie rozsmieszaj nikogo.
                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:09
                  ???
            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:08
              Bez obaw - też się uśmiechnęłam.
              Ale jeśli takie rzeczy są możliwe to żal.pl
          • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:58
            Ojesu nie. To mogą być świetne zajęcia z dobrym pedagogiem, ale w wykonaniu osoby z problemami z komunikacją to byłby jakiś śmiertelnie nudny dramat.
            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:02
              W punkt. Jak ma smędzic parafilozoficzne strumienie świadomosci na multi-metapoziomach to niech lepiej pisze do szuflady albo założy bloga.
            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:11
              Spoko triss, może jakiś kurs dla rodziców poprowadź. "Nikt nie waży się podskoczyć matce". Hit murowany.
          • aankaa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:09
            berdebul napisała:

            > Nie wiem, jakie masz zrobione studia, ale może mogłabyś uczyć etyki? Piszesz le
            > piej niż 99% nauczycieli, lubisz filozofować i roztrząsać dylematy moralne, jak
            > ich większość ludzi nie ma (i nie jest to złośliwość!). Na 100% będzie góra pół
            > etatu.


            napisz, że to był żart
    • szafireczek Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:24
      Bierz caały etat, jak Ci praca podpasuje.
      Jak się już w firmie zakotwiczysz i dasz poznać, to potem możesz negocjować z szefem zmniejszenie etatu. Tak będzie łatwiej, niż poszukiwania satysfakcjonujacego 0,5 etatusmile No i pamietaj o kiedyś tam emeryturze...przestoje nie wpływają korzystnie,
      o czym sama zapewne wiesz.
    • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 14:59
      Nie mogę pojąć tej koncepcji że musisz pracować na pół etatu a nie na cały. Gdyby dziecko było malutkie to bym zrozumiała, ale tak no za cholerę nie kumam o co chodzi.
      • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:04
        Dobra, rozkminilam. Chodzi o to że praca generalnie nie jest Ci potrzebna bo ktoś Cię utrzymuje albo masz inne źródło dochodu, a po prostu chciałabyś popracować tak hm, dla higieny życiowej?
        • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:25
          No to niech bierze wolontariat.
          • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 15:41
            No w tej sytuacji też bym tak doradziła. Albo jakieś czasochłonne hobby wymagające wyjścia z domu, bo jak rozumiem o to chodzi.
    • mary_lu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:14
      Serio, poszłaś już do pracy i nie zażarło? Jak kilka lat temu to zrobiłam, to już nikt by mnie stamtąd nie wyrzucił. Psujesz mi całą teorię o tym, jak można odzyskać swoje życie.

      A może ta praca po prostu była do niczego? Godziny ok, ale oprócz tego atmosfera fatalna? Miałam tak rok temu, całą energię życiową mi diabli wzięli, myślałam tylko o urlopie, zwolnieniu, rano wstać nie mogłam. Ponowna zmiana pracy wszystko naprawiła. A teraz otwieram prawdziwą firmę smile nawet nie jakąśtam jednoosobową DG wink
      • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:17
        A może probnego nie przedłużyli?
        • mary_lu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:21
          Chodzi o to, że skończyła się robota, a Danaide po niej nie płacze i nie bije się o nową. Zaczynałam od pracy na zastępstwo, ale tak walczyłam o tę robotę, że zaraz miałam obietnicę że zostaję czy ta zastępowana osoba wróci, czy nie.
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:14
            A co tu płakać? Ja swoje przepłakałam. Kiedyś, po innej robocie. Kolejne doświadczenie, kolejna lekcja granic, kompetencji.
    • barattolina Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:24
      To ja Ci napiszę dla otuchy ze moja mama wychowywała mnie sama i pracowała na cały etat. Tata (po rozwodzie) w innym mieście, rodzina też.
      Zostawałam w domu od pierwszej klasy, bo w szkole świetlicy nie było. Stołówki tez nie było.

      Przeżyłam, nie choruje i ogólnie mam się dobrze smile
      • requeson Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:19
        barattolina napisała:

        > To ja Ci napiszę dla otuchy ze moja mama wychowywała mnie sama i pracowała na c
        > ały etat. Tata (po rozwodzie) w innym mieście, rodzina też.
        > Zostawałam w domu od pierwszej klasy, bo w szkole świetlicy nie było. Stołówki
        > tez nie było.
        >
        > Przeżyłam, nie choruje i ogólnie mam się dobrze smile
    • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:27
      A szukasz bo chcesz czy szukasz bo czujesz presję, że kobieta bezdzietna/z dzieckiem w wieku szkolnym musi pracować bo inaczej to pasożyt i rozwielitka jak to można na forum usłyszeć?
      Jeśli dobrze kojarzę finansowo jesteś zabezpieczona (wysokie alimenty plus mieszkanie bez kredytu po rodzicach).
      Moim zdaniem o ile nie jest specjalistką, nie masz ciekawego zawodu oraz finansowego przymusu (brak spadku, konieczność opłacenia samej rachunków) to może to niepopularne i bardzo, bardzo "brzydkie", ale uważam, że wcale nie musisz pracować zawodowo. Pracusie o ile nie mają dobrego zawodu, znajomości lub pleców wcale nie kończą dobrze, a lenie - źle. Tak jest tylko w katolickich (i nie) czytankach. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie więc szansa, że na starość będziesz biedna masz dokładnie takie same jak pracuś w niechodliwym, słabym zawodzie.
      • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 16:57
        Alimenty są na dziecko, które ma to do siebie, że staje się dorosłe. I wyprowadza się. A alimentów nie ma. I mieszkanie, nawet bez kredytu, wiąże się z kosztami.

        Każdy sam podejmuje decyzje. I potem ponosi konsekwencje.
        • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 17:02
          Dorosłe dziecko może pójść do pracy, niekoniecznie szybko się wyprowadza, przeciętny wiek wyjścia za mąż to u nas blisko 30-stki, a wtedy Danaide może już w naturalny sposób opuścić ten padół i sprawa sama się rozwiąże.
          Koszty samego mieszkania i skromnego życia nie są duże, można dorobić na czarno, poza tym chyba jest z bogatej rodziny i chyba większy majątek się kroi, więc i na życie będzie.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:16
        Przestań snuć bajki katja, bo wiesz, że dzwonią, tylko nie wiesz w którym kościele.
      • iberka Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:39
        Który sąd klepnie wysokie (pojęcie względne) alimenty na dziecko będące na utrzymaniu rodzica niepracującego, który pracować może? Heh
        • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:50
          Najwyraźniej nie musi pracować. Może ma spadek po dziadkach czy jeszcze ktoś inny utrzymuje ją i dziecko.
        • thank_you Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 09:21
          Ale wiesz, ze sady klepią alimenty rodzicom niepracującym? smile)) Szok, co? 😃
    • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 18:45
      Jakie konkretnie studia skończyłaś? Ile masz lat?
      Jaki staż pracy?
      Jakiej pracy szukasz?
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:17
        Nie na forumwink
        • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:50
          No ok ale coś bliżej nauk ścisłych czy studia humanistyczne czy politechnika czy filologia czy ekonomia? Bo jak tu doradzić?
      • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:45
        41 lat, staż pracy plus/minus 10 lat.
    • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 18:55
      A co umiesz? Jaki masz zawód? Ile chcesz zarabiać za te 20 godzin tygodniowo? Bez tego trudno coś doradzić.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:18
        Nie na forum biswink
        • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:28
          Hm, ale o ile nie napiszesz, że jesteś prezenterką telewizyjną, to po samym zawodzie i innych umiejętnościach forum cię raczej nie zidentyfikuje, a pomóc być może będzie mogło.
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:38
            Moje wykształcenie ma profil humanistyczny - z tym że o ile nie pracujesz w zawodzie (jak ja) jest raczej zawodowo bezużyteczne (nie pomoże, nie zawadzi) choć w życiu chwilami przydatne.
        • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:48
          Ok, to skupmy się na umiejętnościach legalnych big_grin Na forum pisałaś już tyle różnych rzeczy, że możesz się nawet tak ja ja przyznać do ukończenia fabryki bezrobotnych. Ja jestem po filologii i kulturoznawstwie, więc gorszego wykształcenia chyba nie masz smile
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:05
            Chętnie się zamienięwink
            • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:35
              No dobra, jak jesteś po Europeistyce to wygrałaś big_grin
              • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:03
                Pewnie socjologia.
                • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:06
                  Socjologia to nie jest nic wstydliwego.
                  • babcia.stefa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 13:22
                    Szukają od groma i trochę socjologów do HR-u i na jakichś analityków user experience.
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:25
                      Mam nadzieję, że to nie do mnie, bo i to nie o mnie.
                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:21
                  No nawet jeśli, to co? Studia jak studia. Jedna forumka skończyła coś w tym stylu i pracuje w administracji i wciąż o tym pisze. Można zrobić jakieś kursy, studia podyplomowe, mieć praktykę, staż pracy i naprawdę ciekawą i dobrze płatną pracę.
                • gryfna-frelka Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:43
                  Moze religioznastwo... Zreszta naprawde wiele osob pracuje w innym zawodzie niz obrany kiedys kierunek studiow.
              • azalee Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:18
                O, jak milo smile Ja sie przyznaje do Europeistyki. Gdzie moge odebrac medal?
    • mary_lu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:44
      Chyba pamiętam, jakie studia skończyłaś, więc to, że mówisz o pracy mało entuzjastycznie, nie szukasz czegoś wartościowego, to oznaka tego, że dalej masz blokadę w głowie.

      Jak nie przymierasz głodem, to zainwestuj w siebie, zrób specjalizację, MBA, jakąś podyplomowkę... Od kilku lat non- stop coś takiego robię, poznaję dzięki temu nowych ludzi, mam nowe pomysły.

      Pomyśl co Ciebie interesuje, gdzie chciałabyś pracować. Teraz jestem zafiksowana na jednej branży, ale wiem, że np. w ochronie zdrowia miałabyś roboty po łokcie. Teraz wszędzie są nabory, mój pracodawca na pocztę firmowa zaczął wysyłać oferty pracy z płaczliwym dopiskami „moźe ktoś z Państwa lub Państwa znajomych będzie zainteresowany”. Czas pracy niby mało elastyczny, ale jak popracujesz pół roku, to wychodzisz załatwiać sprawy zdrowotne i dzieciowe kiedy chcesz...
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:53
        Podyplomówki to nie coś co odbywa się w weekendy?
        • mary_lu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:56
          Pewnie większość tak, nie wiem czy wszystkie. Zazwyczaj nie jest to każdy weekend ani nie tak długo trwają zajęcia jak jest w planie.
        • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:13
          danaide napisała:

          > Podyplomówki to nie coś co odbywa się w weekendy?
          Zwykle co trzeci tydzień. Ew co drugi. Dasz radę.
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:15
            A dziecko?
            • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:19
              Co "dziecko"? Dziecko masz duże. I nada rośnie! Mowa o Warszawie, nie o sytuacji kiedy dojeżdzasz na studia w piątek wieczorem żeby zostać w mieście studenckim do niedzieli w nocy.
              • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:10
                35wcieniu napisał(a):

                > Co "dziecko"? Dziecko masz duże. I nada rośnie! Mowa o Warszawie, nie o sytuacj
                > i kiedy dojeżdzasz na studia w piątek wieczorem żeby zostać w mieście studencki
                > m do niedzieli w nocy.
                >
                >
                Dokładnie, zajęcia np 9-16. Co trzeci tydz. Mieszkasz w doskonale skomunikowanym miejscu.
                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:31
                  Myślę, że ktoś kto nie pracował w ogóle przez ostatnich kilkanaście lat, a potem pracował pół roku na pół etatu, musi się powoli przyzwyczaić do innego rytmu życia, na przykład studiów podyplomowych w weekend plus praca na pół etatu. Gdy tyle lat nie pracujesz, bo nie musisz, to wiele rzeczy jest problemem. U kogoś kto ma dwoje dzieci, pracuje od zawsze na etat, robi studia zaoczne to jest normalne. Człowiek który tyle lat nie pracował, nie umie sobie wyobrazić, że ma weekend zajęty przez studia. Bo on musi mieć wolne. Bo chce odpocząć. A w poniedziałek o 12.00 nie pracować od 4 godzin tylko być może iść do lekarza albo do fryzjera albo poczytać książkę. Kwestia przyzwyczajenia.
                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:35
                    i samochodem się zajmować wink

                    sorry, ale ten powód nie podejmowania pracy na cały etat mocno mnie ubawił.
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:37
                      To wpadaj wozić mój na przeglądy i jak coś (nie) wypali, powód znikniewink
                      • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:42
                        Niestety musiałabym zrezygnować z pracy, żeby doglądać samochodu wink

                        A serio, to pozbyłabym się samochodu, gdyby mi tak ograniczał wolność.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:02
                          Pozbyć się samochodu, puścić dziecko luzem po centrum stolicy, szkoda że nie ma komu walizek wystawiać, bo pewnie i taka rada by poszła.

                          Jak zwykle, wątek bez sensu. Choć nie, dowiedziałam się, że sensownych połówek jest mało. I że można pracować na cały a potem kombinować. Ja zdecydowałam, że z HR gram w otwarte karty. Są dni, gdy po prostu nie mogę pracować. Oni czasem naprawdę potrzebują kogoś, kto dzień po dniu tyra. Łatwiej zatem od razu czekać na połówkę.
                          Dzięki, to mamy jasność.
                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:08
                            Tak, samochodu, który jest tak zajmujący, że ogranicza wolność, uniemożliwia podjęcie pracy należałoby się pozbyć.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:19
                              Codzienność zawsze ogranicza. To nie samochód uniemożliwia podjęcie pracy, nie stosuj argumentów ad absurdum.
                              Nie wiem jak spędzasz wakacje. Otóż ja spędzam je nadrabiając zaległości z ostatniego roku pracy.
                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:21
                                Np. mam w domu zniszczoną przez administrację ścianę. Pracujesz na cały etat, ekipa wysłana przez administrację nie pracuje w weekendy.
                                Samochód to tylko przykład.
                                • azalee Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:38
                                  O rany, ale naprawde myslisz ze takie rzeczy nie przytrafiaja sie ludziom pracujacym na caly etat?
                                  Ja mialam remontowana lazienke przez ekipe przyslana przez ubezpieczyciela. Normalnie im zostawilam klusze i poszlam do pracy. Pracowali przez 3 dni, ostatniego dnia posprzatali i zostawili klucze u administracji.
                                  Nie masz ochoty pracowac to nie pracuj, ale nie wymyslaj argumentow na sile, bo pracujacy ludzie naprawde ogarniaja takie rzeczy bez problemu.
                                  • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:20
                                    Ogarniają, ale czy bez problemu tu mam mocne wątpliwości.
                                    • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:34
                                      Czasami z problemami - i co z tego? czasami trzeba się z problemami mierzyć. Polityka unikania problemu za wszelką cenę bywa krótkowzroczna.
                                      • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:40
                                        Zależy od konkretnego przypadku. Często nie warto się szarpać z koniem, chyba że naprawdę nie ma innego wyboru. Autorka wybór ma.
                                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:51
                                          I dobrze, ma wybór niech korzysta. Ja tylko przypominam, że to jest jej wybór a nie jej córki. I ona powinna ponosić konsekwencje swoich wyborów. I mam nadzieję, że takie "męczące" przypominanie o tym uwrażliwi ją na problem.
                                          • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:03
                                            Każdy wybór rodzica nieletniego dziecka będzie dotykał i dziecka, nie da się tego obejść. Wszystko czy dotyczy to pracy zawodowej, wakacji czy decyzji o posiadaniu psa.
                                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:40
                                              Oczywiście. Ale dopóki rodzic podejmuje decyzje to on bierze też za nie odpowiedzialność. Także za te decyzje podjęte wiele lat wczesniej. Jeżeli danaide nie będzie miała emerytury albo będzie miała minimalną, to będzie skutek jej decyzji a nie "systemu" czy jej córki. Jeżeli zostanie sama (bez partnera, przyjaciół, towarzystwa, pracy) to też będzie fekt jej decyzji.

                                              Dlatego namawiam, żeby podejmując jakąkolwiek decyzję (zero pracy, pół etatu, cały etat) brała pod uwagę jej konsekwencje , także te długoterminowe. Niczego konkretnie nie radzę bo ani nie znam ani nie poznam szczegółów jej sytuacji. Widzę tylko tendencję do obarczania innych odpowiedzialnością za jakośc swojego życia.
                                              • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:52
                                                Jeżeli danaide nie
                                                > będzie miała emerytury albo będzie miała minimalną, to będzie skutek jej decy
                                                > zji a nie "systemu" czy jej córki. Jeżeli zostanie sama (bez partnera, przyjaci
                                                > ół, towarzystwa, pracy) to też będzie fekt jej decyzji.
                                                >

                                                Tylko konsekwencje tego i tak poniesie córka, no bo jak to tak samotną, głodującą matkę zostawić uncertain
                                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:57
                                                  Dlatego mam nadzieję, że danaide o tym pomyśli. I nawet wierzę, że to zrobi. Chyba.
                                • angazetka Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 13:25
                                  Mówisz w pracy "Przepraszam, mam awarię w domu, pisz jestem na HO". Albo bierzesz urlop. Nie wymyślaj.
                                  • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:19
                                    😂 zwłaszcza jak pracujesz w obsłudze klienta, albo jako asystentka czy sekretarka. Albo recepcjonistka.
                                    👍
                                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:21
                                    A podasz namiar na pracodawcę... Jakaś redakcja, prawda?
                          • daniela34 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:23
                            danaide napisała:
                            > Jak zwykle, wątek bez sensu. Choć nie, dowiedziałam się, że sensownych połówek
                            > jest mało. I że można pracować na cały a potem kombinować. Ja zdecydowałam, że
                            > z HR gram w otwarte karty. Są dni, gdy po prostu nie mogę pracować. Oni czasem
                            > naprawdę potrzebują kogoś, kto dzień po dniu tyra. Łatwiej zatem od razu czekać
                            > na połówkę.
                            > Dzięki, to mamy jasność.
                            Nie odzywałam się, bo nie mam dziecka i na temat tego, co może a czego nie może zrobić samo (np.pojechac na zajęcia dodatkowe)- nie wiem nic. W dodatku moja mama od czasu mojego urodzenia nie pracowała, więc daleko mi do krytyki kobiet, które mając dziecko nie pracują zawodowo (choć jak byłam w V klasie to mama nie pracowała z innych przyczyn niż konieczność opieki nade mną, po prostu i brutalnie- pracy dla niej w moim mieście wtedy nie było).
                            Ale racjonalnie patrząc na sytuację- piszesz, że bez pracy na 1/2 etatu budżet się nie spina. Cały etat nie jest konieczny, ale sensownych ofert na pół etatu nie ma. No to moim zdaniem wyjście jest takie, żeby zatrudnić się na cały etat. Wizyty lelarskie w godzinach pracy- są od tego urlopy, czasem L4 w zależności od sytuacji, zresztą przy wyższych dochodach część pewnie da się odbyć prywatnie, wywiadowki - na ogół są popołudniami, a jak nie pójdziesz raz czy drugi to nic się nie stanie. Nie wierzę, że 100% rodziców chodzi na wszystkie wywiadówki. Samochód? Ile razy w roku musisz jechać z tym samochodem. Bo ja 3 razy- 1 przegląd rejestracyjny i 2 wymiany opon. Wszystko to można załatwić w sobotę. Albo pojechać rano, albo dogadać się z pracodawcą, albo odrobić nieobecność w innym dniu.
                            A jeśli się okaże że nie dasz rady, to umowa o pracę to nie cyrograf. Można ją wypowiedzieć.
                          • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:27
                            Owszem, sensownych połówek prawie nie ma. A może po prostu praca w mniej typowych godzinach? Bardzo ceniłam sobie np. pracę od 6 do 14. Całe popołudnie wolne, dużo czasu na różne rzeczy. I widywałam słońce nawet zimą smile
                            • daniela34 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:33
                              grrrru napisała:

                              > Owszem, sensownych połówek prawie nie ma. A może po prostu praca w mniej typowy
                              > ch godzinach? Bardzo ceniłam sobie np. pracę od 6 do 14. Całe popołudnie wolne,
                              > dużo czasu na różne rzeczy. I widywałam słońce nawet zimą smile
                              Moja koleżanka tak pracuje od powrotu z macierzyńskiego - czyli jakieś 16 lat smile właśnie zw względu na to, że popołudniami zajmowała się dziećmi (mąż za granicą). Teraz dzieci niż jej nie potrzebują ale przyzwyczaiłam się i bardzo sobie to ceni. Jest urzedniczką w ZUS.
                          • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:29
                            Oczywiście, że sensownych połówek jest mało, bo połówki są traktowane jako łatanie dziur. Ktoś zatrudniony na pół etatu w życiu nie awansuje, o ile nie jest super ekspertem.
                            Nie da się mieć ciastka i go zjeść.
                      • berdebul Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:15
                        Ile masz tych przeglądów? Jeden rocznie? Zostawiasz samochod o wybranej godzinie, odbierasz o umówionej.
                        Plus zmiana opon, to trzy razy w roku musisz podstawić auto.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:18
                          No, brakowało Cię w tym wątku.
                          Ile? zależy od stanu auta, nieprawdaż?
                          No i chyba zgubiłaś jakiś przegląd. Zmieniasz olej tam gdzie podbijasz dowód rejestracyjny?
                          Powiedziałam, że samochód to przykład. Jest trochę spraw, które trzeba załatwić. Staram się ograniczyć ich liczbę. Np. nie mam ogrodu czy domu wolnostojącego - co za oszczędność czasu...
                          No i rozumiem, że można załatwić to w sobotę. Wszystko można. Vide wątki o niedzielach handlowych...
                          • arwena_11 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:31
                            Większość warsztatów pracuje w soboty. Są też takie, które pracują w niedzielę. Więc da się wszystko ogarnąć.

                          • valla-maldoran Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 13:05
                            danaide napisała:

                            > No, brakowało Cię w tym wątku.
                            > Ile? zależy od stanu auta, nieprawdaż?
                            > No i chyba zgubiłaś jakiś przegląd. Zmieniasz olej tam gdzie podbijasz dowód re
                            > jestracyjny?
                            > Powiedziałam, że samochód to przykład. Jest trochę spraw, które trzeba załatwić
                            > . Staram się ograniczyć ich liczbę. Np. nie mam ogrodu czy domu wolnostojącego
                            > - co za oszczędność czasu...
                            > No i rozumiem, że można załatwić to w sobotę. Wszystko można. Vide wątki o nied
                            > zielach handlowych...

                            Matkoicórko, ależ Ty piętrzysz problemy.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:27
                              A Wy je negujecie, jakby nie istniały w ogóle.
                              • valla-maldoran Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:41
                                danaide napisała:

                                > A Wy je negujecie, jakby nie istniały w ogóle.

                                Nie neguję problemów. Mam je jak wszyscy, ale je rozwiązuję jak najszybciej, a nie żyję nimi i nie dostosowuję do nich swojego życia.
                                Ty natomiast zachowujesz się, jak zblazowane dziewczę, które samo nie wie, czego chce. Wydaje ci się, że wiesz, ale nie do końca, bo coś cię uwiera. Dzielisz się swoimi wątpliwościami, niby prosisz o radę, ale żadnej nie chcesz, bo na wszystkie rady i uwagi reagujesz alergicznie i agresywnie.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:55
                                  Zadaj sobie trud wnikliwego przeczytania wątka. Rady w sprawie pracy doceniam, choć niektóre mają wartość "wystaw mu walizki" zatem trudno je docenić (ooo, jest praca dla woźnej na pół etatu). A za próby meblowania życia dziękuję. Ty oczywiście w życiu nic nie napisałaś o sobie na tym forum, więc alergiczne i agresywne reakcje Ci nie grożą, bo nikt nie doczepi się do Twojego życia i nie będzie wyciągał wątków sprzed roku, trzech i siedmiu twierdząc, że wszystkie te fakty dzieją się tu i teraz.

                                  W moim przypadku jak najszybsze rozwiązanie problemu polegałoby na oddaniu dziecka ojca. Rozumiem, że to jest Twoja propozycja? Jaką reakcję wolisz: alergiczną czy agresywną?
                        • babcia.stefa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:45
                          Przegląd w sensie kontrola stanu technicznego? Toż to trwa do pół godziny w wersji wypas, czyli w porządnej stacji, która naprawdę wszystko sprawdza. Nie ma sensu zostawiać i wracać, siadasz z Kindlem albo komórką i zaglądasz na fejsika, za chwilę jest gotowe.
                      • cosmetic.wipes Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 21:39
                        danaide napisała:

                        > To wpadaj wozić mój na przeglądy i jak coś (nie) wypali, powód znikniewink


                        Idź do roboty na cały etat i zarób na mniej awaryjny samochód.
              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:22
                Wiesz co, wcieniu? A kim Ty właściwie jesteś? Dlaczego Twoje zdanie miałoby być ważniejsze niż zdanie mojego dziecka? Na razie jednak zdanie mojego dziecka jest najważniejsze: weekendy są do bycia z rodzicem.
                • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:27
                  A kto mówi że miałoby być? Ktoś Ci coś każe? Rób jak chcesz, nie mój biznes, spytałaś "a dziecko?", odpisałam co uważam.
      • rozalia_olaboga Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 05.08.19, 17:16
        Napisz coś więcej o tej robocie w ochronie zdrowia, co? Czego szukać?
    • anorektycznazdzira Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:51
      Serio i bez czepiania: naprawdę nie widzę poważnego powodu, dla którego nie możesz podjąć pracy na cały etat.
      Nie trzyma się kupy ani argument o posiadaniu dziecka, bo jest duże, ani o lekarzach, bo mając porządną robotę nie kwitniesz po NFZetach. Oczywiście argumentem może być, że po prostu tak chcesz i tak się uparłaś- ok, ale nie uważam, że jesteś pod jakimś murem żeby tylko połówki wchodziły w grę.
      Ja bym szukała etatu ale powybrzydzałabym gdzie jest miejsce pracy, jakie są godziny tej pracy (przypuszczalne optimum to 8-16) oraz kategorycznie bez nadgodzin.
      Nie wiem jaka masz sytuację finansową i ile możesz szukać, ale ofert na pół i sensownych może być co kot napłakał z powodów prozaicznych i praktycznych.
      • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:58
        "nie kwitniesz po NFZetach"

        Wyżej właśnie napisała że na NFZ można ogarniać badania na które się czeka kilka miesięcy.
        Dla mnie to jest TYM BARDZIEJ argument za pełnoetatową pracą. Wiedząc o badaniu kilka miesięcy wcześniej chyba nie problem poprosić odpowiednio wcześniej o urlop czy możliwość odebrania nadgodzin w tym dniu czy o wcześniejsze wyjscie czy cokolwiek.
        Chyba że jej dziecko albo ona sama jest tak poważnie chora że musi do tych lekarzy chodzić regularnie.
        Już wyżej pisałam że jak dla mnie to jest taki poziom oderwania od rzeczywistości że wymiękam, nie jestem w stanie ogarnąć tej argumentacji o części etatu.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:59
        Słowo klucz - porządną (robotę).
        O tym właśnie piszę - jeśli na cały etat to do porządnej roboty. Bo ja zdaję sobie sprawy, że jeśli oddaję komuś swój czas, to komuś innemu muszę zapłacić za jego. Nic samo się nie zrobi.
        • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:02
          Komu, za czyj czas? Nie musisz mieć niani, bo dziecko jest duże, więc co - sprzątaczka, obiady pudełkowe? Co jeszcze?
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:13
            Jednak za doprowadzanie dziecka na zajęcia. Odbiorę sama.
            Ale to nie jest kwestia tylko kasy. Dla mnie to była zawsze kwestia czasu na te upierdliwe rzeczy typu wizyty lekarskie, wywiadówki, zajęcie się samochodem, czasem sprawy prawne. Do końca grudnia mam na razie wpisanych w kalendarz ok. 15 takich "wyjść". Dłuższych, krótszych, z rana, w środku dnia lub popołudniem. Przy pracy na pół etatu zaczynam planowanie tak, że wiem w jakie dni pracuję, w jakie nie i od razu robi się gładko.
            Zresztą. Ile ematek ceni sobie pracę na swoim, bo jesteś panią swojego czasu? Nie udawaj, że tego nie wiesz.
            • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:17
              A no to jak pisałam wcześniej. Rozumiem, ale to jak dla mnie za duży poziom abstrakcji. Szukać pracy na pół etatu żeby się zająć samochodem oraz "bo wywiadówki", "bo lekarz".... No, nie.
              Spoko jak ktoś tak lubi i ma kasę na życie z innych źródeł, pewnie jest to przyjemne, ale argumentacja jest poza moim pojmowaniem.
              • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:51
                Ja podziwiam jeszcze za spokój ducha...ja bym spać po nocy nie mogła "za co ja bede zyc na straość". NO chyba ze autorka inwestuje w córkę aby ta ja za 20 lat utrzymywała...
                • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:54
                  Starość starością, córka lada moment będzie pełnoletnia i alimenty się skończą.
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:57
                    Jeszcze 7 lat. Możliwe, że jeśli będzie studiować to nawet 13 lat. Kawał czasu.
                    • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:04
                      7 lat to nie tak znowu dużo, a studentka może zechcieć studiować w innym mieście. Przypominam, że alimenty są dla dziecka, nie na utrzymanie matki.
                    • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:04
                      saphire-2 napisała:

                      > Jeszcze 7 lat. Możliwe, że jeśli będzie studiować to nawet 13 lat. Kawał czasu.
                      >
                      Kawał, ale jeśli ponad 10 lat nie pracowała to zleci równie szybko.
                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:07
                        Pewnie. Dlatego powinna powoli wracać na rynek pracy.
                • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:58
                  hanusinamama napisała:

                  > Ja podziwiam jeszcze za spokój ducha...ja bym spać po nocy nie mogła "za co ja
                  > bede zyc na straość".

                  Co za pieprzenie. Nie chcę tego pisać, bo nikomu źle nie życzę, ale mogą się zdarzyć takie rzeczy, że żadne pieniądze, zlecenia, dg Ci nie pomogą w trudnej sytuacji. Po co się zamartwiać? Kto wie co będzie jutro?

                  NO chyba ze autorka inwestuje w córkę aby ta ja za 20 lat
                  > utrzymywała...
                  Chamski tekst.
                  • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:01
                    NO opewnie ze moze wybuchnąc wojna i zadne pieniadze mi nie pomoga...ale jak narazie nie ma wojny. Mam za to 2 rosnących dzieci. Dzieci te potrzebują regularnie nowych butów i ubrań, zabawek, ksiązek. Starsza zajecia na basenie i konie. Młodszej narazie wystarcza kelj i kolorowe kółka smile Za chwile pojda na studia ( a nie wiem czy nadal bedą bezpłatne w PL)...wiec nie stać mnie na kontemplacie świata do godziny 16.
                    • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:06
                      Wcale nie o wojnę chodzi, uruchom wyobraźnię, tylko Ci się wydaje, że na każdą okoliczność jesteś zabezpieczona.
                      Też mam dwójkę dzieci, pracowałam w przeróżnych konfiguracjach i wiem jakie dzieci mają potrzeby. Sądzę, że każda matka wie.
                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:12
                        Tylko że twój mąż będzie wasze dzieci utrzymywał nawet gdy ty zrobisz sobie przerwę w pracy, będziesz mieć operację, cokolwiek. A ojciec jej dziecka płaci alimenty tylko na dziecko, nie na nią. Za jakiś czas przestanie płacić i będzie zero pieniędzy. Ona nie ma dobrego męża, mamy i taty, którzy pomogą. Na razie od 11 lat jest ok, ojciec utrzymuje dziecko ale trzeba powoli myśleć o przyszłości.
                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:13
                          Mam i tata chyba jej pomogli z tego co pisała.
                          • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:17
                            Ok, myślałam, że ona już nie ma rodziców, że nie żyją już. Że jest od 11 lat sama z dzieckiem, bez rodziców, rodzeństwa, bez pomocy.
                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:22
                              Kiedyś pisała, że dostała mieszkanie. To pomoc.

                              Zresztą nieważne. Ważne, żeby pamiętała, że sama ponosi odpowiedzialność za zwoje decyzje. Owszem czasami te decyzje są trudne, trzeba iść na kompromisy i nie da się zgarnąć całej puli tylko dobrych stron. Każda decyzja niesie ze sobą te złe strony też. Mimo wszystko to my podejmujemy decyzję co w danej sytuacji zrobimy. I to jest nasza odpowiedzialność.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:37
                              No jestem. Wszyscy żyją gdzie indziej.
                              Ale od trzech lat mała ma tam fajne wakacje. Koło 10 dni, zawsze cośwink
                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:50
                                Czy do Twoich obowiązków należy też dopilnowywanie/wynajmowanie mieszkania/domu rodziców? Też daje się to ogarnąć pracując .
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:57
                                  Czemu tworzycie rzeczywistość równoległą. Mieszkam w Wawie, oni gdzie indziej. Połowa ematek rozsiana po świecie, a samotna matka, która nie mieszka z rodzicami budzi takie zdziwienie?
                          • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:18
                            I alimenty tez musi miec spore skoro do tej pory nie musiała pracować...powedzmy sobie szczerze, być samotną matką, miec dziecko i nie pracować nawet jak dziekco już szkolne to bardzo komfortowa sytuacja.
                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:19
                          Nigdzie nie twierdzę, że nie. To była odpowiedź na "ja to bym w nocy spać nie mogła". Tiaa, na pewno to w czymś pomoże.
                          Ja sądzę, że Danaide da sobie radę. Zrobiła ogromny progres w ciągu ostatnich kilku lat. Odważnie pokonuje swoje lęki i ograniczenia. Ja jej kibicuję z całego serca.
                          • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:42
                            Ja też.
                            Świat nie jest przyjazny dla osób niskoeenergetycznych, a to też wrodzona cecha jak kolor oczu.
                            • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:52
                              katja.katja napisała:

                              > Ja też.
                              > Świat nie jest przyjazny dla osób niskoeenergetycznych, a to też wrodzona cecha
                              > jak kolor oczu.

                              Ludzie niskoenergetyczni, LOL.
                              • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:30
                                Nigdy się nie spotkałaś z ludźmi, którzy mają energii "za dwóch"? Pewnie się spotkałaś. Zatem skoro istnieją takie osoby to istnieje też drugi biegun (oczywiście spychany na margines bardziej niż LGBT) - ludzie z niskim napędem i energią (nie mylić z lenistwem).
                        • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 05:53
                          Równie dobrze Twój może odejść, zejść, zachorować, a ona poznać milionera i zaliczyć miękkie lądowanie.
                          Życie nie jest „sprawiedliwe”, tak jak niektórzy sobie to upraszczająco wyobrażają...
                          stety / niestety
                      • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:16
                        Tak wiem o co ci chodzi. I wuem tez ze zadna kasa nie zastąpi rodzica...tylko bez przesady to nie ejst 3latek. To jest 11 letnie dziecko ktore nie potrzebuje juz mamy w takim zakresie jak 10 lat wcześniej. Mam swoją działaność i mogłabym pracować od 7 do 20 tyle mam zlecen...pracuje której,. zlecen biore mniej bo muszę i chcę miec czas dla dzieci....ja Mam męża ktory dobrze zarabia. Natomiast pisałam ze autorce mozna pozazdrosic tylko sytuacji. Jest samotna matką nie pracowała, teraz chce na pół etatu...czyli musi miec zabezpieczone zaplecze finansowe
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:02
                    Mimo wszystko chyba warto iść do pracy nawet na pół etatu i mieć jakąś emeryturę. Nawet jeśli nie teraz, to za 2-3 lata. Alimenty się skończą. Lat pracy ogółem ma pewne kilka. Fajnie, że są duże alimenty, ale chyba powoli trzeba zacząć myśleć, że jeszcze trochę i ich nie będzie.
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:16
                      Co wy pitolicie o dużych alimentach?
                      Setki razy podawałam, może jeszcze raz: 1000 (słownie: tysiąc złotych). Zero wkładu osobistego ojca/wkład minimalny (10 dni wakacji, o ile córka zechce pojechać).
                      No dalej, na miejsca gotowi start, wydawajcie 1000 zł. Na co starczyło?
                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:22
                        danaide napisała:

                        > Co wy pitolicie o dużych alimentach?
                        > Setki razy podawałam, może jeszcze raz: 1000 (słownie: tysiąc złotych). Zero wk
                        > ładu osobistego ojca/wkład minimalny (10 dni wakacji, o ile córka zechce pojech
                        > ać).
                        > No dalej, na miejsca gotowi start, wydawajcie 1000 zł. Na co starczyło?


                        Czekaj... Masz od lat 1000 zł alimentów na dziecko i nie pracujesz od 11 lat wcale, nic, zero, żadnych zleceń, pół etatu, nic? Za 1000 zł żyjecie we dwie, płacicie rachunki, kupujecie jedzenie i ubrania, otrzymujecie samochód??? Wystarcza wam?
                        No to teraz nie rozumiem nic. Naprawdę. Myślałam, że masz te kilka tysięcy co miesiąc i dlatego nie idziesz do pracy, bo chcesz być z córką gdy wraca ze szkoły a nie pracować do 16.00.
                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:29
                          Wystarczy przeczytać post startowy: "No dobrze, poszłam do pracy. Miałam szczęście, bo praca nie dość że na pół etatu to mogłam nieco dopasować godziny do swojego grafiku, mogłam sobie robić home office, cafe office - ale uczciwie te 20 godzin tygodniowo przepracowywałam. A jak wypadło więcej to odbierałam dni wolne. Zweryfikowałam w praktyce różne lęki pracowe i wiem już co działa, co nie."
                          A dziecko ma 9,5 roku.
            • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:44
              Wywiadówki masz o 13??? Ja chyba zyje w jakiejs alternatywnej rzeczywistości.
              • kura17 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:00
                > Wywiadówki masz o 13??? Ja chyba zyje w jakiejs alternatywnej rzeczywistości.

                zupelnie poza tematem - niemcy sa taka alternatywna rzeczywistoscia. u nas wywiadowki (ok 20-30 minut w konfirguracji rodzice+dziecko+nauczyciel, 1-2 razy w roku) sa przez caly dzien (dzieci wtedy lekcji nie maja) - wpisujesz sie na liste, o ktorej godzinie mozesz. my staramy sie rezerwowac te najwczesniejsze godziny (jak 8 rano), ale nie zawsze sie uda ...
                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:04
                  To teraz wyobraź sobie w Polsce wywiadówki, nawet raz na semestr, jeden cały dzień, od rana do popołudnia. To by było gadanie, że nie po 17.00.
                • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:20
                  Ale ona mieszka w Warszawie...nie wiem czy w stolicy jest inaczej, u nas są o 17...
            • anorektycznazdzira Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 10:54
              "rzeczy typu wizyty lekarskie, wywiadówki, zajęcie się samochodem, czasem sprawy prawne. Do końca grudnia mam na razie wpisanych w kalendarz ok. 15 takich "wyjść". Dłuższych, krótszych, z rana, w środku dnia lub popołudniem."

              Wybacz, ale big_grin
              zastanawiam się, jakim cudem wychowaliśmy dwójkę dzieci oboje pracując, zawsze w normalnych godzinach (typu 7-15, 8-16, a nawet typu 7-18). Prowadząc dom bez służby i gońca. Każdy ma "sprawy" i w rodzinach, gdzie są oboje rodzice ale oboje pracują, często dużo i w podobnych godzinach te sprawy też są ogarniane. Jakim cudem? big_grin

              Zdecydowanie, Ty NIE CHCESZ pracy (masz do tego prawo, jeśli Cię na to stać), reszta to jakieś tłumaczenie bez większego, przepraszam, sensu.
        • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:43
          Czekaj nie chcesz byle jakiej pracy na pełen etat...wiec szukasz na pół? Skoro nie znalazłaś dobrej pracy na cały etat to tym bardziej chyba pół...matko ile sie zarabia na poł etatu? 2000 wyciągasz?? Rozumiem ze praca jest ci potrzebna zeby zarobić na waciki....bo jakbys potrzebowała na utrzymanie siebie i dziecka to bys szukała całego etatu.
          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:49
            Nie ma obowiązku pracy, jak ktos nie lubi i może sobie na to pozwolić (biorąc pod uwage też emeryturę) to jego sprawa. Jedyne co mnie niepokoi to zwalanie odpowiedzialności za tę sytuację na córkę, bo to "przez nią" nie da się pracowac. I zastanawiam się jak będzie wyglądało odchodzenie tej córki z domu, najpierw mentalne, potem fizyczne, a czas szybko leci. Czy będzie jej wolno (nawet jak przymus nie będzie bezpośredni) pozostawic matkę, która jest sama, nie ma nic (poza może pieniędzmi) i nikogo, a ktora tak się "poświęciła".
            • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:55
              Był tu niedawno wątek synowej o teściowej. Teściowa nigdy nie pracowała i oczywiście nie ma emerytury. Mąż odszedł do młodszej. Teraz syn i synowa muszą tą panią utrzymywać. A synowa zrezygnowała z pracy, choć całe życie pracowała przy 2 dzieci i mężu ciągle w delegacji

              Tu będzie to samo. Brak emerytury. Chyba że jest jakieś zabezpieczenie na przyszłość, pieniądze, nieruchomość, spadek.
              • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 05:56
                A wiesz jakie emerytury dostaniemy my? Lud pracujący pół życia?....
                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:27
                  pani-nick napisała:

                  > A wiesz jakie emerytury dostaniemy my? Lud pracujący pół życia?....

                  Bardzo małe. Ale lepiej miej 900 zł emerytury przez 20 lat bycia emerytem niż zero złotych.
                  Ja wiem, że łatwiej jest brać alimenty na dziecko i nie pracowaać, łatwiej jest dostać mieszkanie po babci, łatwiej jest mieć męża, który świetnie zarabia, łatwiej jest nawet gdy się nie ma męża przez dziesięć lat, spotkać bogatego faceta, który cię utrzyma do końca życia, albo dostać ogromny spadek. Większość ludzi jednak po prostu zwyczajnie idzie do pracy, pracuje mniej lub więcej, na pół etatu albo na cały, nie pracuje kilka lat ale potem wraca do pracy, bo jednak każdy chce i musi z czegoś żyć i cokolwiek odłożyć na starość, nawet gdy nie będzie to dużo ale zawsze coś.
              • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:35
                To już nie boimy się tego, że ocieplenie nas zabije za 10 lat? Ani wojny?
            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:00
              Jakiej odpowiedzialności???
              Może ma traumę po dzieciństwie i nie chce dziecku zafundować tego samego? Może chce poświęcać córce czas, póki córa sama tego chce. Może po prostu powoli, małymi krokami chce wchodzić na rynek pracy, a nie od razu rzucać się na głęboką wodę??
              Ja się przychylam do tych rad, życzliwych, które mówią: spróbuj cały, jak się nie ułoży to zrezygnujesz.
              • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:02
                Dziecko ma 11 lat...mozna wolniej? Juz mniejszych kroków to ja sobie wyobrażić nie mogę...ale zapewne mam małą wyobraźnię...
                • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:08
                  Przecież właśnie zakończyła pracę na pół etatu. Chce jeszcze dalej, może rok, może dwa popracować w zmniejszonym czasie pracy, co w tym złego, skoro finansowo może sobie pozwolić?
                  Co do wyobraźni, to się zgadzamsmile
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:28
                    Dla mnie super. Dziecko ma 9,5 roku. Jeszcze 2-3 lata popracuje na pół etatu a potem stopniowo więcej. Brzmi ok. Jeśli są w stanie wyżyć z alimentów 1000 zł i nie wiem ile jest z pół etatu, max 2000 zł?
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:34
                      Saphire, litości, czy Ty siebie czytasz?... Jakie "wyżyć z alimentów 1000 zł"? W Warszawie?
                      big_grin big_grin big_grin big_grin
                      Jak robicie te uśmieszki z łezkami. Tylko smartfonem?
                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:42
                        No dlatego jestem w szoku. Piszesz, że masz tysiąc złotych miesięcznie alimentów. Nie pracujesz. ( ostatnio pracowałaś krótko na pół etatu ale już nie masz tej pracy)
                        To przepraszam, z czego żyjesz? Czy masz jakąś pracę, zlecenia na umowę o dzieło i nie jest to regularne, więc nie nazywasz tego pracą?
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:53
                          Przepraszam, ale czemu w każdym wątku ktoś o to pyta? Co to w ogóle za pytanie? Pytałaś innych z czego żyją?

                          Ja też żyję z pracy. Tej, którą kiedyś miałam. Nie tej tej, tylko tamtej tej. A nawet tamtych tych. Może być?
                          • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:06
                            Nie ma to znaczenia. Pytam, bo wydawało nam się, że masz duże alimenty na dziecko. Napisałaś, że nie są duże, że tylko tysiąc złotych. Wiemy, że nie pracujesz. Nawet zdziwiłam się, że żyjesz za tyle. Ty na to, że nie, alimenty to nie jest jedyne źródło utrzymania. Czyli nie pracujesz ale masz inne. Po prostu byłam ciekawa jakie, w sensie utrzymuje cię mama albo masz spadek. W sumie nieważne. Chociaż to może mieć znaczenie dla twojej chęci podjęcia pracy, nie teraz, ale za kilka lat. No bo jeśli już nie będzie tych źródeł utrzymania a córka będzie na studiach, to będziesz musiała po 20 latach niepracowania jednak iść do pracy i zarobić na swoje utrzymanie. Jeśli jednak masz źródło, które za 5-10 a nawet 40 lat nie wyschnie, to nic cię nie zachęci do pójścia do pracy, co w sumie jest zrozumiałe.
                          • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:25
                            Bo to jest naprawde wyjątkowa sytuacja. Samotna matka z 11 latką ktora nie pracowała a teraz szuka sobie na spokojnie pracy na pół etatu. Zrozum ze wiekszosc samotnych matek pracuje na cały etat. Dziecko w przedszkolu a one w pracy....Mysle ze masz wieksze alimenty bo sory ale nie da sie zyc za 1000 alimentów i poł etatu (bo raczje nie jestes wonsko specjalistko, ktora za poł etatu wyczesuje 4500).
                            • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:35
                              hanusinamama napisała:

                              > Bo to jest naprawde wyjątkowa sytuacja. Samotna matka z 11 latką ktora nie prac
                              > owała a teraz szuka sobie na spokojnie pracy na pół etatu. Zrozum ze wiekszosc
                              > samotnych matek pracuje na cały etat. Dziecko w przedszkolu a one w pracy....My
                              > sle ze masz wieksze alimenty bo sory ale nie da sie zyc za 1000 alimentów i poł
                              > etatu (bo raczje nie jestes wonsko specjalistko, ktora za poł etatu wyczesuje
                              > 4500).


                              Pisała, że oprócz alimentów ma jeszcze inne dochody. Jakie, nie wiem. Pewnie spadek albo coś w tym stylu.
                              • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 12:52
                                Z tego co kiedyś pisała, to dostaje jakiś zasiłek (pewnie coś w rodzaju naszego pińcetplusa) z kraju ojca dziecka.
                                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 12:56
                                  cruella_demon napisała:

                                  > Z tego co kiedyś pisała, to dostaje jakiś zasiłek (pewnie coś w rodzaju naszego
                                  > pińcetplusa) z kraju ojca dziecka.


                                  To ja się nie dziwię, że nie pracuje. Alimenty, zasiłek, pewnie jeszcze co innego, jakiś wynajem mieszkania po babci. Po co pracować?
                                • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 13:00
                                  Z tego, co kiedyś pisała, to miała duże własne oszczędności z poprzednich prac oraz pochodzi z bogatej rodziny.
                                  Belgijski zasiłek na jedno dziecko samotnego rodzica wynosi niecałe 140 euro, więc nawet jeśli go (słusznie zresztą) dostaje, to kokosy to nie są.
                                  Co tak zaglądacie ludziom do portfeli?
                                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 13:09
                                    Po to jest forum, aby pisać. Na tym to polega. Jak nikt nie będzie pisał to nie będzie forum smile
                                  • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 13:13
                                    Bo jedno się wiąże z drugim i to dobry temat do dyskusji.
                                    Wszystko to o czym napisałaś, to rozwiązania dobre krótkoterminowo.
                                    Następny będzie wątek jak o tej teściowej, która sobie nie wypracowała żadnych świadczeń, do pracy iść nie chce, bo nigdy nie pracowała, nie ma jej kto utrzymywać i żeruje jak pijawka na własnym dziecku.
                                    • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:22
                                      Jak mąż jest w porządku to właściwie można coś odpalić kobiecie, która wydała i wychowała niezły towar.
                                      • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 16:03
                                        Jak sobie wychowujesz dzieci jako zabezpieczenie na starość, albo oczekujesz wdzięczności, za to, że je wychowałaś, to tak. Ja nie chcę być upierdliwym ciężarem dla swoich.
                                        Druga sprawa, że liczenie na czyjąś łaskę i brak zabezpieczeń choćby w postaci emerytury jest nieco ryzykowny.
                                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 16:10
                                          Dlatego ja uważam, że staranie się także o jakość naszego życia w przyszłości jest myśleniem o dziecku. Myślenie o dziecku to nie tylko tu i teraz.

                                          I warto się zastanowić nad tym, że jeżeli np raz czy dwa razy w tygodniu dziecko zawiezie na zajęcia studentka czy inna niania, a nie mama osobiście , to może byc to działaniem na korzyść tego dziecka.
                  • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:22
                    Ale ona nie pracowała na pół etatu te 11 lat. Jeszcze raz: jej praca jej sprawa. Mozna tylko pozazdrościc sytuacji. Mało ktora samotna matka moze sobie pozwolic najpierw przez wiele lat na bezrobocie a potem na ewentualne pół etatu. Znam takie ktore robią pełen etat i wieczorami dodatkowe zlecenia...
                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:20
                  11 będzie miało za półtora roku.
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:25
                    Czyli dziecko ma 9,5 roku dopiero.
                    Moim zdaniem dla samotnej matki dziecka w tym wieku możliwość pracy na pół etatu to super sprawa. W sensie czasu dla dziecka, bycia wypoczętym. Bo pieniądze to inna sprawa.
              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:06
                Pewnie. Powoli, pół etatu, może inna praca jeśli obecna nie będzie ok. Ale spróbować trzeba. Chyba że ma duże zabezpieczenie na przyszłość. Może ma.
              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:07
                Ma traumę z tego powodu, że jej rodzice pracowali na cały etat?

                Życie nie jest takie proste - pracujesz na pełny etat to ie poświęcasz czasu dzieciom, nie pracujesz to poświęcasz. Rodzice popełniają różne błędy, czasami dzieci krzywdzą, a powodem nie jest raczej sam fakt pracy rodzica na cały etat.
                • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:09
                  Są rodzice, którzy pracują na kilka etatów (znam takich kilkunastu), nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że chcą. Owszem, dzieci mają wszystko co im się zamarzy i jeszcze więcej. Ale nie każdemu tylko o to w życiu chodzi.
                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:12
                    Ale nie mówimy o kilku etatach tylko jednym smile

                    Wiesz, za wiele widziałam takich "poświęcających się" matek na trochę późniejszym etapie - i współczuję ich dorosłym dzieciom.
                    • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:27
                      Mam taką poświęcającą się matkę i w związku z tym duży uraz, oraz świadomość jaki koszt ponosi dziecko, kiedy słyszy i widzi takie męczennictwo. Ja tego u Danaide nie widzę, raczej świadomość potrzeb dziecka i chęć bycia przy nim.
                      • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:36
                        A ja niestety widzę potencjał. Teraz nie rzuca się w oczy bo dziecko docenia, wytłumaczenie na zewnatrz jest, problem zaczyna się później kiedy potrzebuje przestrzeni dla siebie, a ma matkę, która ma tylko ją/jego i nie chce usunąć się z tej przestrzeni. A potencjał widzę, dlatego, że danaide cały czas szuka odpowiedzialności niemal za wszystko w świecie zewnętrznym, nawet za własne decyzje.
                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:38
                          Można pomylić przerzucanie odpowiedzialności z racjonalizowaniem własnych lęków. Nie wiemy jak jest. Ona sama też może do końca nie wiedzieć.
                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:48
                            Ale to wiemy - warto się nad tym zastanowić kiedy jest czas na zmiany. Lepiej wypracować sobie fizyczna i mentalną niezależność póki są na to warunki niż w wieku emerytalnym chodzić na terapię "poświęcialm się a nikt nie docenia"
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:08
                              Wiesz co choco, uściślijmy sobie jedną rzecz. Poświęciłam się, niech będzie. Poświęciłam, bo ojciec dziecka oznajmił, że odchodzi, spakował się w dwie godziny i wyszedł bez słowa wyjaśnienia. Więc, że tak powiem, wyboru dużego nie miałam. Zaprzepaściłam karierę, na którą i tak nie miałam szans - mimo studiów, języków, inteligencji nie potrafiłam znaleźć swojego miejsca, dogadać się z ludźmi, pójść na odpowiednie kompromisy, ustawić zgodnie z kierunkiem wiatru, być lubianą. Może po prostu od początku wybrałam złe miejsce, bo i złych doradców miałam - jak masz te dwadzieścia parę lat i krytykujących cię rodziców to masz do tego prawo. Niech tak będzie, że zwalam winę na innych.
                              Ale staram się być najlepszą matką jaką umiem mimo kiepskich warunków wyjściowych.
                              I przeczytawszy Jespera Juula wiem, że nie będę matką nieodpępowioną. Raczej za bardzo prę do odpępowienia, a moja córka nie popuszcza. Ale wiem, że dojrzeje do tego.
                              A kiedy do tego dojdzie na pewno nie będę się jej czepiać kurczowo.
                              Ale jak będzie mnie potrzebować to zawsze jej pomogę.
                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:14
                                Wyszedł, spakował się w dwie godziny a ty nie potrafisz mu tego wybaczyć, żyjesz tym cały czas.
                                • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:16
                                  Jest jakiś obowiązek wybaczania?
                                  Facet, który zostawia matkę z niemowlęciem jest kanalią. Wcale nie trzeba mu wybaczać, ani po latach, ani nigdy. Można, ale nie trzeba.
                                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:20
                                    Pewnie że nie ale chyba, powtarzam, chyba łatwiej się żyje. Ona cały czas o tym pamięta, cały czas o nim źle myśli i źle pisze. Nie znam faceta ale pewnie jest beznadziejny, nie mówię, że nie ale taka nienawiść i brak wyznaczenia po 9 latach chyba bardzo utrudnia życie. Ale to jej życie, jej dziecko, jej wybory co do pracy i przyszłości.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:29
                                      To prawda. Zła energia źle działa.

                                      Tylko widzisz - ja mam z nim dziecko. Trochę trudno... zapomnieć. Jakoś nie wspominam źle eksów, którzy nie wpadli na durny pomysł zrobienia mi dziecka, nawet jeśli byli durni. Nie ma ich. Nie łażą mi po życiorysie. I nic do nich nie mam. To przeszłość.

                                      A ten łazi.. I co jakiś czas mnie poniża.

                                      Bo jak reagować jak eks wypomina Ci, że nie pracujesz - a nie pracujesz, bo cena jaka jest do zapłacenia za pracę na cały etat, cena jaką płaciłabyś i Ty i dziecko - jest dla mnie (chyba!?) nie do zaakceptowania?

                                      Jak reagować, gdy wypomina Ci, że nie masz pomocy przy dziecku, a on ma swoją mamusię - jakbym ja sobie swoją matkę wybrała.

                                      Jak reagować jeśli liczyłaś, że Twoje dziecko będzie rosnąć, rozwijać się, poznawać język i wyjeżdżać do ojca i chociaż miesiąc w roku będziesz mogła pobyć sam na sam ze sobą - a Twoje dziecko zrozumiawszy, że jest dzieckiem drugiej kategorii wypisało się z systemu i woli siedzieć z Tobą? A Ty wysłuchujesz, że uwiesiłaś się na dziecku?

                                      Itepe itede.
                                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:32
                                        Ok, rozumiem, teraz trochę już wiem o co chodzi.
                                      • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 01:08
                                        Odpowiadając na Twoje pytanie - bierzesz dłoń, obracasz w kierunku wypominającego i prostujesz środkowy palec smile Po czym parzysz sobie kawę/herbatę/nalewasz wino i rozkoszujesz się tym, że jego zdanie nie ma najmniejszego znaczenia.
                                      • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:05
                                        danaide napisała:


                                        > Jak reagować jeśli liczyłaś, że Twoje dziecko będzie rosnąć, rozwijać się, pozn
                                        > awać język i wyjeżdżać do ojca i chociaż miesiąc w roku będziesz mogła pobyć sa
                                        > m na sam ze sobą - a Twoje dziecko zrozumiawszy, że jest dzieckiem drugiej kate
                                        > gorii wypisało się z systemu i woli siedzieć z Tobą? A Ty wysłuchujesz, że uwie
                                        > siłaś się na dziecku?

                                        Przykre, ale i tak nie ma co nurzać się we frustracji, to nic nie daje.
                                        Dzieci, nawet zdrowe, ale wychowywane bez jednego rodzica mają szczególne potrzeby emocjonalne, często są "bluszczami", boją się odrzucenia. Tak jest i nic z tym nie zrobisz, trzeba się przystosować i spełniać te potrzeby dziecka. Tak samo trzeba się przystosowac do wszelkich innych trudności bycia samotną matką. W mojej opinii i tak masz sytuację dość komfortową, choć nie ułatwia jej to, że nie masz kwalifikacji zawodowych. Dlatego nie masz komfortu wybrzydzania jak jakaś wąska specjalistka i trzeba brac cały etat, skoro nie ma pół. Finansowo pewnie wyjdzie na to samo, ale za to są jakieś perspektywy na przyszłosć.
                                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:17
                                          Z własnego doświadczenia wiem, że bardzo trudno non stop zaspokajać potrzeby dziecka, jeśli własna potrzeba, pobycia samej ze sobą, nie jest od czasu do czasu zaspokojona. Z braku rodzi się frustracja, rozgoryczenie, żal.
                                          I chyba to się najbardziej przebija w wypowiedziach Danaide, a nie poświęcenie.
                                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:23
                                            Zgadzam się, bo sama mam bardzo rozbudowaną taka potrzebę i wiem ile kosztuje kompromis. Chyba wszyscy wiedzą, bo wiekszość na takie kompromisy idzie. Ale mówimy tu o zaspokojeniu własnej potrzeby (co powtarzam – nie jest złe) a nie potrzeby dziecka. A z postów danaide często wynika, że nie może X lub Y „bo dziecko”. I dla dziecka nie jest dobre jeżeli taki mechanizm myslenia się utrzyma.
                                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:27
                                              p.s. I naprawdę nawet przy pełnym etacie, mając dziecko da się znaleźć trochę czasu dla siebie, wymaga to tylko troche więcej organizacji.
                                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:33
                                                chococaffe napisała:

                                                > p.s. I naprawdę nawet przy pełnym etacie, mając dziecko da się znaleźć trochę c
                                                > zasu dla siebie, wymaga to tylko troche więcej organizacji.

                                                Oczywiście że tak. Ale jeśli nie pracujesz przez ostatnich 10 lat i w ogóle w swoim życiu za długo nie zdążyłaś popracować, to wydaje się to niemożliwe.
                                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:42
                                                  Ja wykorzystałam cały urlop macierzynski a potem wychowawczy. Wiadomo, że powrót do pracy po kilku latach „w domu” to wyzwanie i okres przejściowy jest trudny. Mnie też brakowało tego czasu dla siebie na początku, potem go „wyszarpywałam”, a potem całkiem naturalnie stał się on naturalną częscią dnia/tygodnia. Ten najtrudniejszy okres najczęsciej bywa tylko przejsciowy, warto o tym pamiętać.
                                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:42
                                              Nie wiem czy wszyscy.
                                              Był tu kiedyś wątek o potrzebie pobycia samej ze sobą. Generalny wydźwięk był taki, że osoby, które potrzebują pobyć same są egoistami i mają coś z głową.
                                              Kompromis nie jest rozwiązaniem. Ja kiedy chcę być sama, to muszę być sama, a nie z dzieckiem za drzwiami, które co 10 minut o coś pyta. Jeśli jest się samotną matką, to ewentualną opiekę zostawia się na wypadek choroby, awarii a nie potrzebę pobycia sam na sam ze sobą. I stąd pewnie argument "bo dziecko".
                                              Wiadomo, za 3-4 lata córka wyjdzie do koleżanek na jakiś czas, czy pojedzie sama na zajęcia, a matka będzie mogła w spokoju poczytać książkę. Ale sama świadomość, że trzeba "wytrzymać" jeszcze kilka lat nie jest pomocna, wręcz przeciwnie, rodzi bunt i frustrację.
                                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:46
                                                To akurat doskonale rozumiem. Też lubię być sama, bez dzieci, cały dzień czytać i nic innego nie robić albo iść spokojnie do fryzjera, na zakupy, nie robić obiadu i nie przejmować się, że dziecko siedzi samo w domu. To jest zrozumiałe i ona tego czasu faktycznie nie ma, choć pewnie wcześniej miała latem, gdy córka była u ojca.
                                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:47
                                                Kompromis zwykle jest rozwiązaniem. Niezmiernie rzadko możemy zgarniać całą pulę samych dobrych stron. I nie ma automatycznego wzorca kompromisu, bo każdy jest w stanie coś innego poświęcić. Nie musi to być dziecko za ścianą. Może to być dziecko u koleżanki przez kilka godzin, a innego dnia ta koleżanka u mnie. Moga to być zajęcia dodatkowe np po 17 w piątek , w czasie których danaide siedzie sobie godzinke lub więcej w kawiarni. Kiedy dziecko jest 10 dni o rodziny w wakacje , wyjechac gdzies samej na tydzień. Wiesz jak mogę sobie teraz wymyślać, ale to danaide powinna znaleźc te kompromisy, które są u niej mozliwe i są dla niej do zaakcpetowania.
                                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:47
                                                  p.s. A jak nie chce kompromisu to JEJ wybór i jej komfort - nie córki. Nie ma mowy o poświęceniu.
                                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:59
                                                  Pamiętam, że w wieku, w ktorym jest teraz córka danaide popularne było nocowanie dzieciaków u siebie przez jedna lub dwie noce w weekend. To też jest pomysł do rozważenia w jeden weekend danaide ma dwoje dzieci (co wbrew pozorom może oznaczać więcej czasu dla siebie już wtedy), w inny weekend córka jest u przyjaciółki. Chodzi o to, że trzeba trochę sobie to zorganizowac, nie czekac, że przyjdzie do nas samo.
                                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:10
                                                    Wiesz, że trochę sama ze sobą dyskutujesz? Postawiłaś sobie tezę i pod nią dobierasz argumenty, nie zważając na to, że ja w tej odnodze akurat teoretyzuję, przypuszczam, a nie jestem pewna, że Danaide potrzebuje czasu dla siebie.
                                                    O poświęceniu piszesz w każdym poście i to dla mnie jest już męczące, a co dopiero dla osoby, której ma to dotyczyć.
                                                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 14:21
                                                    To nie czytaj jak męczące. Tak, czasami trzeba się zmierzyć z rzeczami męczącymi.
                                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:36
                                                    Sorry, ale mnie się nie chce dyskutować z kimś, kto uważa, że muszę się z jego wypowiedziami mierzyć, mimo, że mnie męczą. Nie obchodzi Cię mój odbiór? Ok, rozmawiaj sama ze sobą.
                                                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:55
                                                    To po co w ogóle do mnie pieszesz? Bo TY NIE WIDZISZ tego o czym ja piszę, to mam nie pisać? Bo TY nie widzisz? Naprawdę przypisujesz sobie taką wszechwiedzę? Nie trzeba się ze mna zgadzac, mozna niezgodę uargumentowac, ale twierdzenia - "po co piszesz, to jest męczące (bo JA tego nie widzę)" są nieładne. Wystarczy napisac "Ja tego nie widzę". I tyle.
                                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 15:58
                                                    Przecież tak napisałambig_grin
                                                    Masz problemy ze wzrokiem?
                                                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 16:06
                                                    Tak, pade, mam. Wymysliłam sobie Twój komentarz, że to "męczące" to co piszę, bo Ty tego nie widzisz. eot
                                      • szpil1 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 19:47
                                        danaide napisała:


                                        > Tylko widzisz - ja mam z nim dziecko. Trochę trudno... zapomnieć. Jakoś nie wsp
                                        > ominam źle eksów, którzy nie wpadli na durny pomysł zrobienia mi dziecka,

                                        A gdzie ty byłaś jak on ci to dziecko robił? Gwałcił cię, przetrzymywał w piwnicy, nie miałaś nic do powiedzenia? Ot tak, dziecko "się zrobiło" bez twojego udziału?

                                        Od wielu lat te same wątki na forum - życie mam zmarnowane, ale ja sama nie jestem temu winna, o nie. Tylko zawsze rodzice, eks, dziecko, matka eks, każdy pracodawca, koleżanki (np. ta co kupiła marchewkę czy tam pietruszkę ze zwiędniętą natką) - generalnie wszyscy, ale to wszyscy dookoła.


                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:19
                                  A nie, krzyż na drogę. Tylko czemu tak słabo płaci, skoro chciał dziecka?
                                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:25
                                    A chciał? Pytam bo nie znam twojej historii. Chciał dziecka a potem nagle zostawił cię z niemowlakiem? Powiedział chociaż dlaczego?
                                    • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:27
                                      Raz piszesz, że Danaide CAŁY CZAS źle myśli, źle o nim pisze a drugi raz, że nie znasz jej historii. Trochę się to kupy nie trzyma.
                                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:31
                                        Nie znam jej historii. Znam ten, obecny wątek. Z kilku zdań to od razu widać. Chyba że się mylę, może tak odebrałam te kilka zdań o pogardzie i kredytach. Może tak naprawdę świetnie się dogadują, pewnie tak jest.
                                  • aankaa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:31
                                    danaide napisała:

                                    > A nie, krzyż na drogę. Tylko czemu tak słabo płaci, skoro chciał dziecka?

                                    bo wychodzi z założenia, że tyle dziecko (on 1000, ty 1000) kosztuje ?
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:41
                                      Już prowadziłyśmy tę rozmowę. Możesz swojej pracy nie cenić. Ja swoją cenię.
                                      I tak, wkład osobisty może być uznany, a zważywszy, że mamy cholerny kapitalizm dziwne, że nie jest uznawany.
                                  • cosmetic.wipes Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 21:56
                                    danaide napisała:

                                    > A nie, krzyż na drogę. Tylko czemu tak słabo płaci, skoro chciał dziecka?

                                    Na razie płaci więcej niż ty.
                                    • szorstkawelna Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:01
                                      Bo opieka 24/h dobę nic nie kosztuje, prawda?
                                      • cosmetic.wipes Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:16
                                        szorstkawelna napisała:

                                        > Bo opieka 24/h dobę nic nie kosztuje, prawda?


                                        Zapytaj samotnej matki dwójki dzieci, która tysiaka dostaje na oboje i zapierd...a na cały etat.
                                        • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:29
                                          Zapytaj matki szóstki dzieci, która dostaje tysiaka, bo sąd nie zasądził więcej alimentów i za...dala na cały etat plus co drugi weekend dodatkowo sprząta, a co pierwszy chodzi na studia zaoczne by się dokształcić, a jeszcze ma czas na zumbę i 3 razy w tygodniu wolontariat oraz codziennie robi obiady.
                                        • szorstkawelna Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:56
                                          Nie muszę. Sama mam dwoje dzieci, zapi..am na cały etat i w weekendy studiuje.
                                          Natomiast niezmiernie nie lubię kiedy ktoś uznaje, że opieka matki nad dzieckiem jest nic nie warta. Dziwne, że osobom z zewnątrz trzeba za to płacić. Nagle "siedzenie w domu" staje się pracą.
                                    • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:01
                                      A to stwierdzenie to już jest podłe.
                                      • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:02
                                        To było do cosmetic.wipes
                                      • cosmetic.wipes Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 22:12
                                        Moje stwierdzenie jest podłe, a stwierdzenie matki roku, że ojciec chciał dziecka więc ma za to (jeszcze więcej) płacić jest urocze?
                                        Ona za inkubator robiła czy o co chodzi? Jak jej nie pasuje dziecko, nie chciała go i potrzebuje dla siebie niezakłóconego czasu, to niech wyśle młodą ojcu i sama przelewa mu tego tysiaka co miesiąc.
                                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 23:56
                                          Pozwólmy sytuację ocenić sądom. Już raz zasądził więcej niż wyobraził sobie to tatuś.

                                          Tatuś dziecka chciał. Dziecko ma określone potrzeby, tatuś określone możliwości.

                                          Twoje rozumowanie to klasyczna równia pochyła.

                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 23:58
                                      A wiesz ile płacę?
                                      I co i ile robię?

                                      No właśnie...
                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:37
                                Poświęciłam, bo ojciec dziecka oznajmił, że odchodzi, spakował się w dwie godziny i wyszedł bez słowa wyjaśnienia. Więc, że tak powiem, wyboru dużego nie miałam. Zaprzepaściłam karierę, na którą i tak nie miałam szans - mimo studiów, języków, inteligencji nie potrafiłam znaleźć swojego miejsca, dogadać się z ludźmi, pójść na odpowiednie kompromisy, ustawić zgodnie z kierunkiem wiatru, być lubianą. Może po prostu od początku wybrałam złe miejsce, bo i złych doradców miałam - jak masz te dwadzieścia parę lat i krytykujących cię rodziców to masz do tego prawo. Niech tak będzie, że zwalam winę na innych.

                                Pamiętaj więc o tym, że kariery nie zrobiłaś nie z powodu córki. Jeżeli masz problem z byciem lubianą to też nie córki problem. To jest Twój potencjał, bagaż i Twoje decyzje jako osoby dorosłej (np teraz). Jeżeli nie podejmujesz pracy na cały etat z powodu "samochodu" i tym podobnych to też robisz to dla wlasnego komfortu. Własny komfort nie jest niczym złym, nazywanie własnego komfortu "poświęceniem" jest złe. Dorosły, odpowiedzialny i dobry rodzic powinien znaleźć równowagę (ok, próbować znaleźc, bo to trudne) między tu i teraz a przyszłością. Dla większości dzieci nie jest traumą rodzic pracujący na cały etat i np studentka odprowadzająca na zajęcia 2 x w tygodniu zamiast mamy. Nie są traumą wspólne zakupy czy wizyta w warsztacie samochodowym z matką. Nie jest traumą wspólne sprzątanie czy gotowanie. Twoje wybory świadczą raczej o Twojej potrzebie "slow-life" - i ok, ale pamiętaj, że robisz to dla siebie.
                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:41
                                  p.s. i warto też się zastanowić czy naprawdę (a jeżeli tak to dlaczego) , 10 latka może uważać pełnoetatową pracę matki za porzucenie i odrzucenie. Jaki przekaz otrzymuje w domu, że moze tak to traktować.
                                  • kura17 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:20
                                    > p.s. i warto też się zastanowić czy naprawdę (a jeżeli tak to dlaczego) , 10 latka może uważać
                                    > pełnoetatową pracę matki za porzucenie i odrzucenie. Jaki przekaz otrzymuje w domu, że
                                    > moze tak to traktować.

                                    ja juz Kiedys Danaide opisywalam swoje wlasne doswiadczenia - dziecka wychowanego przez samotna matke. moja mama zostala wdowa, gdy ja mialam 6 lat, a siostra 2, pod koniec lat 70-tych ... pracowala na pelen etat (bo musiala), w naszym miescie nie mielismy rodziny (byla - dobra i ciepla i pomocna - nie na miejscu - 120 km dalej). zycie w tamtych czasach bylo dosc trudne do ogarniecia. i z siostra nigdy, ale to nigdy nie czulysmy sie odrzucone. wydaje mi sie, ze pisalam o tym - mama byla bardzo obecna w naszym zyciu, choc niekoniecznie czasowo (spedzalysmy troche czasu same, gdy byla w pracy, owszem). interesowala sie nami i naszymi potrzebami, walczyla o nasze sprawy, zawsze byla "dla nas" i mozna bylo na nia liczyc. ja do dzis pamietam rozne "historie", ktore swiadczyly o jej zaangazowaniu, milosci, wczuciu sie w nasza sytuacje (choc ona sama juz o nic zapomniala wink ). kocham mame bardzo (siostra tez) i w zyciu nam nawet temat "odrzucenie" nie przyszedl do glowy. mysle, ze corce Danaide tez by nie przyszedl, bo z tego co pisze, stara sie wlasnie byc taka "dla dziecka" matka i dzieci to WIDZA i WIEDZA, nawet jak (czasem) czasu jest troche mniej i trzeba isc na jakis kompromis (kilka godzin samemu w domu).
                                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:45
                                  No dokładnie. Można sobie wybrać takie życie i nie ma w tym nic złego. Może nawet i danaide by wybrała takie życie będąc w związku z ojcem dziecka. Nie ma w tym nic złego. Każdy ma prawo do swoich wyborów. O ile masz z czego żyć. Bo czasem ludzie chcą żyć slow ale brakuje im na chleb i muszą iść do pracy.
                                  Jeszcze jedno. Doradcy byli źli, dana nie umiała się dogadać z ludźmi. W wątku pisała o byłych facetach, że dupki. Ojciec dziecka największy dupek. Jego matka koszmarna, fakt, że z opisu gdy dziecko płakało 45 minut to jakaś durna baba.
                                  Ale mimo wszystko, wszyscy wokół źli. Tak ci się trafiło? Nie miałaś nigdy fajnego faceta, fajnych ludzi na studiach, sympatycznych ludzi w pracy?
                                  • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:27
                                    Ja ją rozumiem, więc pobawię się w jej adwokatkę. Prawdopodobnie cierpi ona na jakiś rodzaj "niedostosowania", "nie - neurotypowości", takim ludziom często nawet terapia nie jest w stanie specjalnie pomóc i nie jest ich to wina. Urodzili się po prostu z takim, a nie innym "okablowaniem" mózgu. Wystarczy trochę pecha w życiu np. niedobry partner by utrwalić negatywne zapisy w mózgu. Taka osoba ma trudności z relacjami w grupie, czy to malowanie garnków na wolontariacie czy grupa pracownicza. Skoro medycyna nie potrafi na daną chwilę radzić sobie ze skutecznym leczeniem niedostosowanych (a tu nie ma żadnej winy - nie jest to skutek np. nałogów) państwo powinno dawać solidne renty, tak jak w przypadku innych na stałe chorych ludzi.
                                    • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:36
                                      katja.katja napisała:

                                      > Skoro medycyna nie potrafi na daną chwilę radzić sobie ze
                                      > skutecznym leczeniem niedostosowanych (a tu nie ma żadnej winy - nie jest to s
                                      > kutek np. nałogów) państwo powinno dawać solidne renty, tak jak w przypadku inn
                                      > ych na stałe chorych ludzi.

                                      W sumie jestem ciekawa co danaide na koncepcję uznania ją za chorą/niedostosowaną w zamian za rentę czy inne przywilejetongue_out
                                      Ja bym chyba wolała udowodnić światu, że wszystko z moją główką OK i potrafię się utrzymać, nawet jeśli jestem w gorszej sytuacji niż część ludzi tongue_out
                                    • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:43
                                      Oczywiście, że jest trochę niedostosowana społecznie. To widać. No niestety, nie ona jedna. Ale musi sobie jakoś radzić, nie ma wyjścia.
                                      • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:10
                                        Moim zdaniem radzi sobie całkiem nieźle, tym bardziej, że ciągłe zadziobywanie na tym forum raczej temu nie sprzyja (nie rozumiem tego fenomenu, czy niektórych lekka inność czy niedostosowanie naprawdę tak razi, że muszą, bo się uduszą? ).
                                        • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:56
                                          chatgris01 napisała:

                                          > Moim zdaniem radzi sobie całkiem nieźle, tym bardziej, że ciągłe zadziobywanie
                                          > na tym forum raczej temu nie sprzyja (nie rozumiem tego fenomenu, czy niektóryc
                                          > h lekka inność czy niedostosowanie naprawdę tak razi, że muszą, bo się uduszą?
                                          > ).
                                          >
                                          Chyba wie na co się naraza zwłaszcza ze pewnie jest weteranką forów dyskusyjnych. Zrobiła jakiś postęp, nawet jeśli dla większości z nas to wydaje się dreptaniem w miejscu.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 23:59
                                  Masz rację z tym poświęceniem/komfortem. Ileś razy pisałam o "niezarzynaniu się". Widać etos Matki Polki mocno się trzyma. Mocniej chyba tylko Chińczyki.
                                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 00:02
                                    Nie wiem czy slow-life rodzica szkodzi dziecku. Nie jestem tego taka pewna. Ty tak?
                                    Poza tym powiedziałabym, że raczej chodzi o pewną naturalną kolej rzeczy. Jeśli moja córka jest na coś gotowa to super. Jeśli nie - no cóż, muszę wziąć na wstrzymanie. To takie ZUE?
                                    • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 07:55
                                      danaide - nie udawaj, że nie rozumiesz. Nie rozmawiam o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świetami wielkanocnymi. Wszystko jedno czy wybierasz matke Polskę czy slow life - chodzi "tylko" o to, żebyś pamiętała, że to jest Twój wybór, cokolwiek wybierzesz. Nie wmawiaj więc innym , że chcą Cię wpychac w "wiecznie żywy mit matki Polki". Ja jestem za wyborem. I za tym, żeby nie przerzucać odpowiedzialności za własne wybory. Rób co chcesz, ale zabawa w "poświęciłam się dla dziecka" świadczy raczej o tym, że to Tobie ten mit jest bardzo potrzebny.
                                      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 23:53
                                        Choco - czy to nie Ty przez pół wątku wmawiałaś mi, że zamęczę dziecko na stare lata tym, jak to się dla niego poświęciłam, a gdy dla świętego spokoju przyznałam Ci rację - bo jak inaczej nazwać sytuację, w której ma się wybór: zostajesz sama z dzieckiem albo oddajesz dziecko ojcu za granicę - teraz żądasz uznania, że to jednak był wybór. No, skoro tak uważasz. Nie jestem przekonana. Ale też nie podoba mi się wpychanie mi w usta Twoich kategorii pojęciowych. Było co było. Dopasowałam się do tej rzeczywistości jak potrafiłam. Widać nie potrafiłam inaczej.

                                        I nie przerzucam odpowiedzialności za moje wybory. Chcę dzielenia odpowiedzialności za wybory wspólne. Ale jak napiszę, że ojciec słabo płaci, to ojejejejjjj, nowa afera... Tymczasem skoro nie mogę dzielić tej odpowiedzialności, a kosztów opiekunki też ojciec dziecka nie raczy pokryć (to co płaci styknie akurat na połowę kosztów zamieszkania i wyżywienie dziecka - ta, zaraz się zacznie wysyłanie mnie do biedry po najtańszy dżem z syropem gluk-fruk) to ja znajduję takie rozwiązanie jakie znajduję. W czym problem? A, samotnym matkom TAK nie wolno. Aaa...

                                        Pisząc o gotowości napisałam wyraźnie: cały etat czy pół, a tu już forumki startują z propozycjami dodatkowego szkolenia w weekendy. Hold on your horses! (Tak, angielski też znam. I byłoby jeszcze co nieco do odświeżenia/dorobienia, ale na pewno nie do poziomu lingwisty. Do tego przepracowane 10+, z wieku mi się ten przywilej należywink w tym drobne stanowiska kierowniczo-samodzielne). Dziecko jest gotowe na moją pracę. Ja też. Ale ja jednak na część. A na weekendy/delegacje itp. na razie nikt gotowy nie jest. Teraz masz porządek? Pisałam - nie chcę pisać ab ovo. Skoro funkcjonowanie na forum wygląda tak, że każdy ma inny obraz forumek, w oparciu o te wątki, do których akurat dotarł - to może i to ma sens, ale w sumie jest to przykre.

                                        I niestety - ja gram w otwarte karty, bo szkoda mi czasu mojego i cudzego, nie chcę też tworzyć w pracy sytuacji stresujących, które mogłam przewidzieć na etapie rekrutacji (co niniejszym czynię przy Waszym wielkim zdumieniu i lekceważeniu - co tam, taki samochód, samo się robi, jak wszystko - przy sobocie, po robocie...) i co jednakże powoduje, że czasem pracy po prostu nie dostaję. Pracodawcy też mają mieć prawo jakieś potrzeby.

                                        Jak jakaś forumka 40+ zaczynała od zera, no może od +5 - chętnie poczytam. Jak fawiarinę.
                                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:56
                                          danaide - pisząc o przerzucaniu odpowiedzialności na innych brałam całokształt wielu Twoich wypowiedzi a nie wysokośc alimentów na dziecko. Wypowiedzi o złych rodzicach, którzy nie pomagają (tylko dali mieszkanie bez kredytu), o pracodawcach, z ktorymi nie dalo się wytrzymać, o złych koleżankach, które kupiły marchewkę ze zwiędłą natka, itd. O dziecku, przez które nie możesz iść do pracy (teraz na cały etat).

                                          I nie pisz o tym, chcesz wspólnej odpowiedzialności za wybory wspólne, bo w tej chwili nikt z Toba nie wybiera, partner się wypisał. I Twoje chcenie nie ma nic do rzeczy, bo wybory podejmujesz sama. Przykre i trudne, ale tak wyglądaja fakty. Ojciec Twojego dziecka też samodzielnie podejmuje decyzje i też on będzie ponosił odpowiedzialność za swoje decyzje.
                                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 01:07
                                            Rozumiem. Czyli innym dziewczynom wolno pisać, że matka w święta nie tego, matka przy dziecku nie tego albo że ojciec obrzuca mięsem Ciebie i dziecko - a mnie nie wolno?
                                            Innym wolno narzekać na dziwaczne koleżanki - a mnie nie wolno? I nie ja wyjechałam z marchewką tylko karen ann. Mnie zastanawiał sam mechanizm przysług, nie podawałam szczegółów, wyszły od kogoś innego. Niedawno był znów wątek o przysługach - innym wolno - mnie nie. Paniała.
                                            Innym wolno pisać o trudnej logistyce okołodzieciowej, jak to całą rodzina kombinuje, by ogarnąć dojazdy - a ja mam puścić dziecko przez okolice węzła komunikacyjnego i nie stękać?

                                            Nie rozśmieszaj mnie.

                                            Z ojcostwa nie da się wypisać, ot tak.
                                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 01:24
                                              Przecież piszesz, a więc Ci wolno.

                                              A pisząc o mechanizmie usług pokazałaś jak je odbierasz.

                                              Oczywiście, że z ojcostwa nie da się wypisać ot tak, ale da się wypisac z wielu wspólnych decyzji np tych dotyczących pracy. I ojciec Twojego dziecka się z tego wypisał w duzym stopniu z tego co piszesz.
                                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 01:39
                                                Co z tego, że mi wolno, skoro piszesz o przerzucaniu odpowiedzialności.
                                                No wybacz, nie udźwignę całej odpowiedzialności za popieprzenie świata wokół mnie. Jako dziecko a potem kobieta ze złym skryptem miałam prawo do nagromadzenia wokół siebie większej porcji tego popieprzenia.
                                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 07:57
                                                  Pisałam o odpowiedzialnosci "tylko" za swoje decyzje - nie za to jak funkcjonuje świat.


                                                  p.s. twierdzenie, że "nie wolno" pisać dlatego, że ktoś krytykuje czy głupio komentuje jest bez sensu. Wspomniane triss i bergi też dostają swój kubeł pomyj na glowę.
                                    • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 08:44
                                      Jeśli moja córka jest na coś gotowa to super. Jeśli nie - no cóż, muszę wziąć na wstrzymanie. To takie ZUE?

                                      Jesteś pewna, że nie jest gotowa, że nie jest to przerzucanie własnych traum na dziecko?

                                      Chyba większość dzieci do wieku nastoletniego woli i lubi mieć rodzica w domu. Woli i lubi nie oznacza, że nie są gotowe emocjonalnie do tego, że rodzice pracują na cały etat. Najczęściej są.

                                      I oczywiście można spełniać tę wole dziecka, ale to dziecko może "przestać woleć" kiedy ma 15 lat a rodzic ma wtedy bardzo ograniczone możliwości powrotu na rynek pracy. Zwykle "jakaś' praca jest , ale maleje szansa na robienie tego co się lubi, na to, że praca nie jest katorgą a przyjemnością. Droga do frustracji prosta jak drut. Dziecko, o ile nie jest z kamienia, czuje to, ba czasami czuje się winne sytuacji.

                                      Nie wolno mylić gotowości z "lubieniem" .
                                      • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 09:17
                                        Teraz są inne czasy, także na rynku pracowniczym.
                                        Wszędzie są niedobory ludzi do prostych prac i branży usługowej. Biorą wszystkich jak leci.
                                        Rozmawiałam kiedyś o tym z zaprzyjaźnionym właścicielem średniej wielkości firmy. Na rynku jest ta tragicznie (oczywiście oferuje legalną umowę, brak nadgodzin itp.) i przyjmą nawet kogoś z 20-letnią "wyrwą" byle nie pił, nie był chory psychicznie i stawiał się do pracy.
                                        Sama bym zatrudniła taką Panią, jest "wypoczęta" po tylu latach w domu, nie będzie marudzić, jako dojrzała osoba będzie słowna i traktować pracę będzie poważnie plus wdzięczność, że ktoś jej w ogóle dał pracę, a wdzięczność równa się lojalny pracownik.
                      • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:43
                        Nie wiem gdzie ty to widzisz. Kojarzę jej posty gdzieś od 2012 roku zdaje się i przez ten cały czas jojczy, jak to urodzenie dziecka i macierzyństwo zmarnowało jej życie. Plus galopująca nienawiść i zawiść w stosunku do ojca dziecka.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:52
                          Dla uściślenia: pogarda.
                          A skoro jest dodatkowo beznadziejnym tępym ojcem to wręcz pogarda do kwadratu.

                          A co masz do powiedzenia w temacie wątku? Czyli coś o pracy?
                          • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:28
                            danaide napisała:

                            > Dla uściślenia: pogarda.
                            > A skoro jest dodatkowo beznadziejnym tępym ojcem to wręcz pogarda do kwadratu.
                            >

                            Mówisz to przy córce czy tylko nam?
                            A w zasadzie czemu jest beznadziejnym ojcem? Nie spotyka się z córką? Córka nie chce się z nim spotykać?
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:30
                              Polecam wątek forum.gazeta.pl/forum/w,567,167986896,167986896,Odrzucenie_corki_przez_ojca.html
                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 01:16
                                danaide napisała:

                                > Polecam wątek forum.gazeta.pl/forum/w,567,167986896,167986896,Odrzucenie_corki_przez_ojca.html


                                Dobra. Rozjaśniło mi się w głowie.
                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:30
                              Były już o tym wątki.
                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:58
                          A Ty byś takiego byłego kochała?
                          Najbardziej jeżdżą po Danaide szczęśliwe mężatki, to jest dopiero zaskakujące... A może nie?
                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:02
                            może nie szczęśliwe mężatki tylko córki "poświęcajacych się" matek ?wink
                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:05
                              z jednym małym wyjątkiem, czyli ze mną?
                          • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:11
                            Przecież my nic nie wiemy o byłym. Ja nie wiem nic. Czy byli razem miesiąc czy 10 lat, dlaczego nie są razem. Wiem to co napisała. Nie są razem i on płaci na córkę tysiąc złotych i jeszcze że nabrał kredytów. Tyle było w tym wątku.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:20
                              Na szczęście kredyty nie ze mnąwink Ale moim kosztem. Każdy taki kredyt to koronny argument w sądzie. Bo styka na alimenty 1/20 pensji, reszta życie i kredyty!...
                              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:23
                                No cóż, teraz nic nie zrobisz. Skoro nabrał kredytów a wcześniej tak po prostu zostawił cię z niemowlakiem, to dobrze o nim nie świadczy. Ale trzeba iść do przodu.
                          • cruella_demon Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:23
                            A może matki, którym przeszkadza zwalanie winy za swoje psychiczne jazdy i nieudane życie na dziecko.
                            Sorry, ale ona ma nierówno pod sufitem.
                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 00:30
                              Nie na dziecko, tylko na sytuację, kontekst. Ja wiem, że łatwiej się z takimi skrótami myślowymi funkcjonuje, tyle, że one rzadko mają coś wspólnego z rzeczywistością.
                            • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:29
                              Takie osoby też istnieją i nie jest to ich wina, że takie się urodziły.
                              Mózg jest siedliskiem wszystkiego, dlatego częściej łatwiej jest komuś z normalnym mózgiem i niepełnosprawnością fizyczną niż z chorym mózgiem, a zdrową resztą ciała.
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:16
                    Nie mówimy o dwóch etatach czy o półtora. Mówimy o pół etatu. Bo za jakiś czas skończą się alimenty na dziecko i z czego ona utrzyma córkę gdy córka zda maturę? No ok, córka pójdzie do pracy. A kto utrzyma matkę w wieku 50 lat? Bez pracy, bez doświadczenia.
      • babcia.stefa Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:47
        Jak masz porządną robotę, to masz abonament do czegoś prywatnego i możliwość załatwienia tego w godzinach pracy. Nawet w najbardziej popieprzonych moich eks-korpo nikt nie mówił złego słowa na wychodzenie do lekarza.
    • kj-78 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 19:55
      Przyznam, ze nie do konca rozumiem. Przeciez dziecko duze, centrum Warszawy to fantastycznie skomunikowane miejsce. Sama sie w nim wychowalam i nikt nigdy nie wozil mnie na zajecia, naprawde przejsc podziemiem do Palacu nie mozna bedac w 5.klasie? Ja jezdzilam autobusem na zajecia wlasnie od 5.klasy, do palacu tez sama chodzilam, i z psem. Rodzice wracali po 17, nigdy im do glowy nie przyszlo gdzies mnie w tym wieku zaprowadzac i przyprowadzac.

      Ja powielam doswiadczenia wlasne. Mam dzieci po wakacjach w 3. i 5. klasie, przyjda ze szkoly do domu, zrobia sobie jesc, pojda na zajecia w poblizu i z nich wroca (robily to caly zeszly rok), w miedzyczasie rozladuja zmywarke, a ja wroce po 17 i zrobie obiad. Twoj problem mialam jak w domu byly przedszkolaki, teraz to luksus! Polecam usamodzielnienie dziecka, jesli na zajecia nie trzeba go wozic na drugi koniec miasta. Mowimy o 11-latce, przez ktora nie mozesz pracowac na calay etat? Hm...
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:02
        Nie wiem. Niech się inni wypowiedzą co o tym sądzą. Ja takich miejsc przelotowych, gdzie jest dużo przyjezdnych, przypadkowych ludzi, najbardziej się boję jeśli chodzi o dziecko.
        Poza tym przypomnij mi, ile miałaś lat w piątej klasie?
        Ja będąc w drugiej (8 lat) zaczęłam dojeżdżać autobusem, ale jednak nie była to Wawa. Co się naoglądałam w parku koło Pałacu Młodzieży zboczeńców to moje, choć przeżyłam.
        • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:10
          No ale pisałaś że jeżeli chodzi o odprowadzanie na zajęcia to jesteś "z kimś po słowie". Więc nadal zajęcia dziecka nie są za bardzo argumentem do niepracowania.
          (Swoją drogą też nie rozumiem jak można nie chodzić samemu po centrum miasta w 5 klasie.)
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:15
            Czyli w jakim wieku?
            Od jakiego wieku ematka puszcza dziecko samopas w centrum Warszawy?
            Słucham.
            • 35wcieniu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:22
              Po co "słuchasz"? Jak i tak zaraz napiszesz: "ooo no ładnie, samo chodzi? nooo a ja wolę nie pracować i je zaprowadzać, oraz mieć czas na zajmowanie się samochodem i wywiadówki".
              Tak wolisz, tak rób, ale w czym w takim razie problem?

              (Jezu, piątoklasista! Dziecko ogarnęło 5 lat w szkole, to drogi do Pałacu nie ogarnie?)
              • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:01
                35wcieniu, ewidentnie przyszłaś do tego wątku, żeby dokopać.
                Jak będziesz miała jakiś problem, albo będziesz się czegoś obawiała, przypomnij sobie swoje zachowanie w stosunku do Danaide.
                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:23
                  Dzięki pade, spoko, 35wcieniu należy do tej kategorii forumek, powiększającej się zresztą, których zdanie wisi mi i powiewa. Może doczytała, że nazwałam ją kiedyś "forumowym głąbem", więc teraz się rzuca.
                  Jak nie doczytała, ma okazję teraz.
              • pani-nick Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 06:08
                Ja rozumiem. Okolice pałacu to nieustanny tłum. Ostatnio się nawet głośno zastanawiałam, czy tam o jakiejś porze dnia jest luźniej, ciszej? Ale chyba nie. Bo zdarzało mi się wychodzić późnym wieczorem z teatru i nadal jak w ulu było.
                Zauważ, ze zima robi się ciemno o 16-17.
                Całkiem dobrze rozumiem obawy.
                U mnie na wsi jest spokoj i wszyscy się znamy z widzenia. Wiec i dzieci szybciej usamodzielnione.
            • grrrru Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:38
              W piątej klasie Młoda jeździła sama do Pałacu Młodzieży - tramwajem do metra, dalej metrem. Podróżowała też sama do mieszkającej w centrum babci. Żyje.
            • trut_u Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 12:05
              Okolice rotundy - chyba faktycznie bym nie puściła, tłumy się przewalają, żebracy, kaznodzieje i wszelkiej maści nagabywacze. Ale już od strony pałacu młodzieży to co innego, spokój, mały ruch, niewielki skwer do przejścia... Dojechać tam metrem czy tramwajem i już. Ja od 6 klasy dojeżdżałam sama pociągiem spod Warszawy na zajęcia. Mam wrażenie, że to mit, że było bezpieczniej... Było chyba podobnie, a nie było za to komórek.
              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 12:53
                Od szóstej klasy. A to dziecko ma 9,5 roku. To jest naprawdę małe dziecko. Jednak bym poczekała dwa lata z tymi dojazdami.
        • morekac Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:34
          Możesz zatrudnić jakąś studentkę do odprowadzania córki na zajęcia te 2 razy w tygodniu. I sama ją potem odebrać.
        • kj-78 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:43
          No swietlica byla dla klas 1-3, wiec od 4 klasy, kiedy to lat mialam 10 wracalam sama ze szkoly. W piatej zapisalam sie na rozne zajecia do Palacu Mlodziezy i nigdy przez lata chodzenia centralnym nic mi sie nie stalo, ani niczego dziwnego nie zauwazylam. Od piatej klasy wychodzilam tez z psem w centrum Warszawy, nie wiem w czym to centrum ma sie roznic od innej dzielnicy. Sa male parki, przejscia ze swiatlami, a kolo palacu przejscia podziemne. W piatej klasie chodzilam tez do ogniska muzycznego na godzine 19.30, sama, choc w zimie ktos mnie odbieral po zajeciach. Kurcze, na angielski tez sama chodzilam w tym wieku, i na religie do salki przy kosciele, wszystko w scislym centrum Warszawy… Moze to byly inne czasy, ale moze jednak zwykla samodzielnosc 11-latki.
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:25
            Religia przy kościele. Rozumiem. Masz ponad 40tkę, a do Pałacu latałaś w latach 80tych. Też wtedy taki tłum ludzi się tam przewalał?
            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:33
              W życiu bym takiego malucha (bo dla mnie niespełna 10-latka to maluch) nie wysłała komunikacją do centrum. I nie wysyłałam, a dziubdziusie wyrosły i ogarniają każdą komunikację (dla bergi - włącznie z samolotami).
      • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:45
        Jej dziecko ma 11 lat???? I ona nie moze isc na cały etat z tego pwodu??? Pani szuka hobby zeby do ludzi wyjść...
        • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:51
          Ona nie pracuje od lat. A już na pewno od czasu urodzenia dziecka. Ma duże alimenty na dziecko. Nie ma kredytu. Żyć nie umierać smile
          • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:53
            Ja rozumiem jak dziecko było małe. Serio. Samemu cieżko zarobic na niankę, nie kazdy chce dać do złobka (niektore nie chcą ale muszą)...ale 11 latka. Dla dziecka zdrowiej psychicznie jak matka do normalnej pracy pójdzie...
            • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:59
              No i co? Córka wraca ze szkoły o 14.30 a mama w pracy do 16.00. Kto córce poda obiad? 😉
              • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:04
                No pewnie tak jak miliony dzieci. Obiad zje w stołówce szkolnej, w domu banana albo kanapkę a jak mama wróci to cos zjedzą razem...ale jak pisałam ja chyba żyję w jakiejś alternatywnej rzeczywistości..
                • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:25
                  Alternatywną rzeczywistość to dorabiają Danaide niektóre forumki (także Ty) w tym wątku...
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:36
                    Nie każdy zna wszystkie wątki od urodzenia dziecka. Na przykład ja nie znam. Dopiero wczoraj przeczytałam inny, zalinkowany przez autorkę wątek.
                  • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:28
                    Ile znasz samotnych matek z dzieckiem w wieku szkolnym ktore moga sobie pozwolić na niepracowanie albo na poł etatu??? Dlatego dla mnie to alternatywna rzeczywistośc. Dziewczyna ma z czego zyć wiec ją praca nie ciśnie.
                    • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:31
                      Osobiście nie znam ani jednej. W ogóle znam mało ludzi, którzy w ogóle nie muszą pracować. Kilka osób takich znam, owszem. Ale one mają bogatych mężów lub rodziców. 95% ludzi, których znam, po prostu muszą iść do pracy aby zarobić na chleb czy rachunki. Też mają małe dzieci, też brak pomocy, czasem nie są zupełnie zdrowe. Ale nie ma wyjścia.
                    • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:06
                      Wciskanie (wielokrotnie powtarzane, mimo sprostowań), że dziecko autorki 9,5 letnie ma 11 lat, albo że 1000 zł to wysokie alimenty (z których utrzymuje się też matka), albo że matka wcale nie pracuje od 11 lat (mimo że w STARTOWYM wyraźnie pisze, iż skończyła się jej jedna praca na pół etatu i szuka następnej) to właśnie alternatywna rzeczywistość tworzona w tym wątku. Walczycie z chochołem, którego same stawiacie.
                      • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 13:04
                        chatgris01 napisała:

                        > Wciskanie (wielokrotnie powtarzane, mimo sprostowań), że dziecko autorki 9,5 le
                        > tnie ma 11 lat, albo że 1000 zł to wysokie alimenty (z których utrzymuje się te
                        > ż matka), albo że matka wcale nie pracuje od 11 lat (mimo że w STARTOWYM wyraźn
                        > ie pisze, iż skończyła się jej jedna praca na pół etatu i szuka następnej) to w
                        > łaśnie alternatywna rzeczywistość tworzona w tym wątku. Walczycie z chochołem,
                        > którego same stawiacie.
                        >


                        Dziecko ma 9,5 roku.
                        Tysiąc złotych to nie za duże alimenty.
                        Co to pracy, to z wątku rozumiem, że nie pracuje od urodzenia dziecka, poza bardzo krótkim okresem czasu gdy pracowała na pół etatu i było to ostatnio. Może się mylę ale tak wynika z tego co danaide napisała. Jeśli się mylę to pewnie danaide mnie poprawi.
                      • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 11:59
                        Ale ona krótko pracowała na te poł etatu. Nie pracowała te 9 lat!!!
                        • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 12:08
                          Ale właśnie znów zaczęła (po dziecku, bo przecież przed też jakieś minimum 10 lat przepracowała).
                          I nie rozumiem, skąd te przypuszczenia, że nie będzie już nigdy pracować, nawet jak córka dorośnie?
                          Mam silne wrażenie, że po prostu wiele z tych, co tak na nią "hopły", zwyczajnie zazdrości suspicious
                          (tego, że mogła sobie finansowo pozwolić na niepracowanie)
                          • alicia033 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 12:24
                            chatgris01 napisała:

                            > Ale właśnie znów zaczęła (po dziecku, bo przecież przed też jakieś minimum 10 lat przepracowała).

                            a jak ci te "minimum 10 lat" wyszło?

                            > Mam silne wrażenie, że po prostu wiele z tych, co tak na nią "hopły", zwyczajni
                            > e zazdrości suspicious

                            masz złe wrażenie.
                            To nie zazdrość tylko znudzenie i irytacja n-tym wątek, w którym danaide gra w "no jak się da jak się nie da".
                            • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 12:28
                              alicia033 napisała:

                              > jak ci te "minimum 10 lat" wyszło?
                              >

                              Zwyczajnie, z jej wątków oraz z jej wieku.
                          • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 12:33
                            Ależ ja napisałam ze zazdroszczę sytuacji. Ze samotnych matek ktore przez pierwsze 10 lat zycia dziecka nie musza isc do pracy albo ewentualnie na jakieś pół etatu ze świeczką szukać. Ja sie przyznałam ze mozna pozazdrościc sytuacji materialnej oraz spokoju ducha. Ja majac dobrze zarabiajacego męża pracuje. Bo fakt, teraz by nas spokojnie utrzymał ale...moze odejśc, poważnie zachorować lub umrzeć młodo i bedziemy z dziecmi w czarnej rzopie. Wiec zazdroszczę tez umiejętności życia na luzie bo to jest bardzo zdrowe psychicznie.
                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 13:33
                            Ale czego konkretnie zazdrości?winksmile Już nie wpadajmy w bergamotkowy styl - nie zgadzasz się to znaczy, że zazdrościsz.
                            • afro.ninja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 19:12
                              Typowe, ona w co drugim watku o swojej pracy i dobrze zarabiajacym mezu.
          • sundace46 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:13
            saphire-2 napisała:

            > Ona nie pracuje od lat. A już na pewno od czasu urodzenia dziecka. Ma duże alim
            > enty na dziecko. Nie ma kredytu. Żyć nie umierać smile


            100/100
            • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:20
              W toku wątku wyszło, że alimenty nie są duże. To tylko tysiąc złotych. Ale jest jakiś inny dochód, o którym autorka wątku nie mówi. Możemy przypuszczać, że jakiś spadek, mieszkanie na wynajem. W każdym razie ma na życie z córką na styk i nie musi od dziesięciu lat w ogóle pracować. Pieniądze ma i jeszcze będzie mieć co najmniej 10 lat, bez pracy. Ale chce trochę dorobić, bo może tych pieniędzy nie jest aż tak dużo. Szuka pracy na pół etatu ale taką pracę trudno znaleźć.
            • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:22
              Serio, 1000 złotych to duże alimenty na dziecko?
              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:33
                chatgris01 napisała:

                > Serio, 1000 złotych to duże alimenty na dziecko?
                >


                Ja myślałam, że ona ma duże alimenty, skoro od urodzenia dziecka nie pracuje i jej to starcza na życie. Nie czytałam innych wątków. Dopiero potem doczytałam. Nie wiedziałam, że ma jakieś inne źródło, nie wiem co, mieszkanie po babci na wynajem, spadek, cokolwiek. Brzmiało to tak, że nie pracuje i żyje z alimentów. Nie, tysiąc złotych to nie jest dużo alimentów choć to chyba typowa suma w Polsce. Ludzie tu zarabiają 2-4 tysiące, płacą rachunki, kredyty.
                Tysiąc to nie jest dużo ale z tego co czytam, były jakieś sprawy w sądzie i sąd zgadza się, że tak jest wystarczająco.
          • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:44
            I komu to szkodzi? Zasiłków nie pobiera, nie pije, dba o dom i dziecko.
            Praca zawodowa kobiet jest nadmiernie fetyszyzowana.
            • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:48
              Nikomu nie przeszkadza. Ale to ona chce iść do pracy na pół etatu.
            • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:50
              katja.katja napisała:

              > I komu to szkodzi? Zasiłków nie pobiera, nie pije, dba o dom i dziecko.
              > Praca zawodowa kobiet jest nadmiernie fetyszyzowana.

              Zdecydowanie się zgadzam, ale tutaj mamy przypadek, że kasy nie starcza. No to w takim wypadku nie wiem skąd w ogóle rozkminy. Jak nie ma pół etatu to trzeba brać cały i tyle.
              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:52
                Albo żyć skromniej i jeszcze przez kilka lat nie iść do żadnej pracy.
    • mary_lu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 20:25
      Zamiast rozkminiać wizyty lekarskie i zajęcia dodatkowe, zastanów się, jaki masz cel kształcenia córki i czy osiągniesz go nie będąc właściwym wzorem do naśladowania. Bo może się okazać, że najlepsza edukacja świata nie pomoże jeśli Ty nie poczujesz się lepiej. Za to kilka popołudni w tygodniu przed TV niczego nie zepsują, jeśli będziesz w modelu edukacji i kariery wołać „za mną!” a nie „naprzód, zrób to zamiast mnie”.
      • jeszcze_blizniaki Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:22
        Do Autorki wątku: kojarzę, że centrum Warszawy Cię interesuje. Proponuję spróbować w samym Pałacu, mówię serio. Jest mnóstwo firm prywatnych i państwowych na wszystkich piętrach. Wydrukuj CV w kilku opcjach i się przejdź.
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 21:56
        Myślę, że bardzo mało o mnie wiesz.
        Żadne edukacja, żadna kariera nie pomoże, jeśli dziecko będzie się czuło porzucone i odrzucone.
        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:05
          danaide - nie wiem nic o Twojej osobistej sytuacji i być może twoje obawy, że V klasistka poczuje się porzucona i odrzucona jeżeli pójdziesz do pracy na cały etat, są uzasadnione. Ale pomyśl czy na pewno. Lepiej przyznać się, że cos robi się dla siebie niż obciążać dziecko odpowiedzialnością. Ryzyko, że za X lat powiesz jej "poświęciłam się dla Ciebie" jest zbyt duże.
          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:16
            Pisałam to w odpowiedzi na sugestie dodatkowej nauki w weekendy.

            Nie wiem co powiem. Nie wiem czy się poświęciłam czy mnie poświęcono. Kariera jej tatusia - hej, czemu jeszcze nikt nie pytał o ojca - nabrała rumieńców, tatuś nabrał kredytów. A ja od lat rozwiązuję głupie równanie: jak podzielić te 24h by wilk był syty i owca cała.
            • mary_lu Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:28
              Dlaczego mamy coś mówić o tatusiu, skoro wiemy, że Ci z nim nie po drodze i nie masz na niego wpływu.

              Lubię Cię i dobrze Ci życzę, ale dla mnie to wszystko dobrze nie wygląda. Mamy dzieci w tym samym wieku, więc też widzę, co dla takiego dziecka jest porzuceniem i ile czasu z matką dziennie 11-łatki potrzebują... Ale nie będę Ci ciosać kołków na głowie ani ciągnąć Cię na jedynie słuszną, bo najmojszą, drogę.
              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:28
                No, powtórzcie 11 lat jeszcze parę razy. 5 klasa to niekoniecznie 11 lat. A tyle gadania o reformach na ematkach było.
                Widać moje dziecko potrzebuje go więcej. Usamodzielniam ją jak mogę, ale pozwalam jej iść własnym tempem.
                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:34
                  Ok. 9,5 latka na pewno potrzebuje mamy. Też nie puściłabym jej samej w centrum Warszawy. Też się bałam o własne dzieci a ty masz tylko jedno i jesteś z nią sama. To doskonałe rozumiem. Ale naprawdę żyjecie tylko z 1000 zł alimentów? Jak????
                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:45
                    Nie. Oczywiście, że nie. Ale alimenty są w takiej wysokości.
                    Chyba zmienię nick na danaide1000zł
                    • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:48
                      Czyli masz tysiąc złotych miesięcznie alimentów plus jakieś inne pieniądze z innego źródła? To źródło nie będzie wieczne i dlatego chcesz iść do pracy na pół etatu?
            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:28
              Rób co chcesz, tylko po latach nie wypominaj dziecku "poświęcenia"
            • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:38
              A kogo to obchodzi. Jesteś samotną matką od lat, był czas przywyknąć. Mogłaś dorywczo pracować kiedy córka spędzała wakacje u ojca, ale nie, lepiej było zalegać i pojękiwać.
              • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:03
                Dorywczo przez dwa tygodnie czy miesiąc? Może przy zbiorze truskawek?
                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:29
                  Albo 10 dni. Może jako hostessa?
              • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:33
                Za Twoje nie leżała więc nic Ci do tego.
                Za to jak ze swoich podatków utrzymuję Cię w "pracy" w której pracujesz 2 godziny, a pozostałe 6 spędzasz na forum.
        • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:47
          A nie boisz sie ze córka bedzie powielać twój sposób zycia....i pracować jej sie nie bedzie chciało?? Za co ja utrzymasz jak emerytury nie wyrobisz? Ok załozmy ze pojdzie do pracy....bedziesz na jej utrzymaniu na starość?
          • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:49
            Pewnie ma jakieś zabezpieczenie na przyszłość, nieruchomość do wynajęcia czy coś w tym stylu.
            • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:52
              Tez mam i męża programistę i własnie roie zlecenia ktorych w ciągu dnia nie wyrobiłam. Ja mam za słabe nerwy na takie błogie zycie....
            • szpil1 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 18:57
              saphire-2 napisała:

              > Pewnie ma jakieś zabezpieczenie na przyszłość, nieruchomość do wynajęcia czy co
              > ś w tym stylu.

              Eee tam, przecież nie raz się wypowiadała na forum. Żyje z alimentów córki i tego co jej rodzice dadzą.
              • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 19:04
                Aha. No dobrze. Pytałam ją o to w tym wątku i nie chciała mi powiedzieć.
                Skoro rodzice chcą utrzymać ją i dziecko, to ok, ich prawo. Dobrze, że ma takich rodziców.
                • bo_ob Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 19:07
                  saphire-2 napisała:

                  > Aha. No dobrze. Pytałam ją o to w tym wątku i nie chciała mi powiedzieć.


                  A dlaczego miałaby odpowiadać?
                  To skąd ma pieniądze to jej sprawa.
                  • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 20:19
                    Ojesu, pewnie że jej sprawa. Zapytałam bo wyglądało na to, że żyje od 10 lat tylko z alimentów a te alimenty są małe, więc się zdziwiłam jak to możliwe. Naprawdę nieistotne czy na życie od lat daje jej matka i ojciec czy kochanek o którym tu nie pisze czy dostała spadek.
                • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 19:23
                  Może zbiera haracze z barów wege na Placu Zbawiciela, taką plotkę słyszałam.
          • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 08:31
            Nie ma takiej zależności, zwłaszcza, że młodzi najczęściej się buntują i chcą robić inaczej niż rodzice, więc można powiedzieć, że wprost przeciwnie, córka będzie prawdziwym pracusiem smile
        • kura17 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:30
          > Żadne edukacja, żadna kariera nie pomoże, jeśli dziecko będzie się czuło porzuc one i
          > odrzucone.

          Danaide, a mozesz mi napisac, dlaczego uwazasz, ze corka poczuje sie odrzucona? juz pisalam dzis o tym odrobine wyzej - jestem corka samotnej matki (i siostra tez) i nigdy, nigdy nie czulysmy sie przez mame odrzucone, czy porzucone, choc pracowala na pelen etat (musiala, byla wdowa w latach 70-tych). czasem spedzalysmy czas same, do/ze szkoly/na zajecia dodatkowe chodzilysmy same, ale mama zaspokajala nasze potrzeby emocjonalne w inny (dobry!) sposob. u Ciebie rowniez widze to zaspokajanie (czy tez chec zaspokajania) potrzeb corki - dlaczego taka wielka wage przywiazujesz (tylko) do CZASU razem?
          • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:48
            kura17 napisała:

            > dlaczego taka
            > wielka wage przywiazujesz (tylko) do CZASU razem?

            Boi się, że córka będzie się czuć odrzucona. Ty tak nie miałas, ale sporo dzieci samotnych rodziców boi się odrzucenia i wymagają więcej czasu i uwagi - nie z powodu faktycznych potrzeb, ale emocjonalnych. Ogólnie przerąbane, bo samotna matka potrzebuje też czasu dla siebie, ale go w zasadzie nie ma, bo jej dziecko często potrzebuje więcej uwagi i dłużej niż inne dzieci, a nikt matki nie odciąży. To jest tak jakby mieć samotnie niemowlę przez 10-15 lat, tylko forma opieki/okazywania zainteresowania się zmienia.
            To jest ciężka sytuacja, bo jej błędne rozpoznanie może przynieść katastrofalne skutki - zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Czyli można przegiąć w kwestii nieodpepowienia jak i odpępowienia. Zalezy od konkretnego dziecka.
          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:12
            Danaide kiedyś pisała, że sama jako dziecko czuła się porzucona, bo z kursu, bodajże francuskiego, wracała sama autobusem, a jej koleżankę tata odbierał. Świadczy to o:

            1) egocentryzmie master level
            albo
            2) tym, że nie potrafi nazwać problemu jaki miała z rodzicami, więc nazywa jak potrafi, ale w efekcie problem jest źle „diagnozowany”
            albo
            3) działy się rzeczy tak straszne, że danaide nawet boi się do nich wracać myślami i „wymyśla” inne wytłumaczenie

            Jeżeli jest to punkt 2 lub 3 to warto, żeby zrozumiała, że niemal fetyszyzując mało istotny fakt wcale nie nie pomaga swojej córce. Powinna dotrzeć do istoty swojego problemu i wtedy pomyśleć czy faktycznie dotyczy też on jej córki.
            • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 12:02
              Jak dla mnie nie chce jej sie pracowac na pełen etat (sama pisała ze chce miec czas dla siebie i na kosmetyczke przed 16). Jak ją stać to ok. Pytanie tylko czy i ile dostaje jakis dodatków zasiłków. Bo moze sie okazać ze wszystkie tutaj pracujące matki, ze swoich podatków zrzucają sie na jej niechęć do pracy...
              • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 12:54
                Ty też nie pracujesz 8 godzin dziennie. Nie chce Ci się?
                • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:12
                  Kochana pracuje 8 czasami 10...ale nie w standardowych godzinach. Płace Vat i dochodowy naprawde spory nawet jak pracuje 6 godzin. Oczywscie przez wysokie dochoddy nie dostaje (czemu bym miała) zadnych zasiłków zapomóg. Wiec tak z moich podatków żyją sobie ludzie ktorym nie po drodze z pracą....
                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:23
                    Jeśli Ci będzie potrzebne poważne leczenie czy operacja, to będziesz korzystać również z moich podatków. Albo podatków Danaide.
                    Nic konstruktywnego jak zwykle nie napisałaś, tylko dziwujesz się po raz setny (jak w innych wątkach), "pani, no jak to tak można, jak tak można!".
                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:10
                    Też płacę VAT, dochodowy i składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Może niższe - ale płacę. Każdego miesiąca płacę.
                    I 500+ nie biorę, a Ty bierzesz.
                    To jesteśmy kwita.

                    Nie wiem, może nakręcą kiedyś o mnie serial na Netlix i wtedy przestaniesz się dziwować. Stranger Housewives czy coś w tym stylu.
              • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:00
                hanusinamama napisała:

                > Jak dla mnie nie chce jej sie pracowac na pełen etat (sama pisała ze chce miec
                > czas dla siebie i na kosmetyczke przed 16). Jak ją stać to ok. Pytanie tylko cz
                > y i ile dostaje jakis dodatków zasiłków. Bo moze sie okazać ze wszystkie tutaj
                > pracujące matki, ze swoich podatków zrzucają sie na jej niechęć do pracy...
                Dostaje jakieś świadczenie na dziecko z kraju plodzimierza i ma kasę ze spadku.
                • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:10
                  I w PL nic? Samotna matka, niepracują (wiele lat nie pracowała)???
                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:14
                    Nic. W ogóle mi nie przykro, że znów muszę Cię rozczarować.
                    Przez jakiś czas na wychowawczym mogłabym dostawać 400 zł dla samotnej matki, ale nie miałam ustalonych alimentów, a w takich wypadkach nie wypłacają. A zanim ustaliłam...
            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:16
              4) Godz. 20sta. Zima. Zimno i ciemno kurła. Miałam jakieś 12-13 lat.
              Naści, napaś się swoją wyższością bycia ponad takie problemy jako dziecko.
              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 01:21
                Nie, danaide. Znowu udajesz, że nie rozumiesz. Nie chodzi o ważność Twoich traum tylko o to, że przerzucasz je na własne dziecko. Nie chcę dyskutować o tym czy 13 latka o 20 w zimie w autobusie to ciężki kaliber czy nie. Mówię o tym, że to nie dotyczy Twojego dziecka, bo jemu nie grożą takie powroty nawet gdybyś pracowała na cały etat. W swojej córce widzisz siebie samą małą i starasz się ukoić nie jej ból, tylko swój własny, ból jakiejś małej dziewczynki, która z powodów, o ktorych nie ma potrzeby wspominać, czuła się odrzucona. Ale Twoja córka jest odrębnym człowiekiem.

                I naprawdę nie chodzi o to , że jesteś inna. Chodzi o to, że brzmisz jako osoba, która boksuje się z cieniem i nie jest zadowolona z włąsnych wyborów. Twoje wpisy to nie są wpisy "ale fajnie, nie pracuję/pracuję na pół etatu, mogę sobie zorganizowac dzień zgodnie z moi temperamentem i zainteresowaniami. Nie wyobrażam sobie dnia bez powolnej kawy w ulubionej kawiarni, cieszę się, że odbieram córkę z placówki, po tym jak już zaopiekowalam się sobą, zrobiłam zakupy na ulubionym bazarku".
                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 01:32
                  Jaja sobie robisz?
                  Od początku mojej bytności na forum takie triss, bergi, hanusine i inne żarły mnie za to. Bo ZA ICH siedzę.
                  Jak być zadowoloną, panie premierze?

                  Nie znam żadnego spośród moich realnych kolegów, którym moja sytuacja jest doskonale znana, którzy złe słowo powiedzieliby z tego powodu. Nawet moje dwie realne koleżanki przyjmują to ok.
                  Próbuję wymiksować się stąd, bo to chore co tu odchodzi, ale nie starcza mi silnej woli.

                  Moja córka przez odejście ojca i tak ma / może mieć zaburzone poczucie bezpieczeństwa. Do tego moje traumy, traumy mojej matki - lęki dziedziczone pokoleniowo. Myślę, że jak na dziecko z takim bagażem rodzinnym radzi sobie nieźle. Ale ma prawo, mając 9,5 roku, nie chcieć jeszcze sama dochodzić na zajęcia w mieście (choć jako 6latka latała po bułki w Dębkach, bo chciała) czy nie chcieć spędzać samotnie weekendów. I ja jej to prawo daję. Mnie różne prawa odebrano. Nie mam prawidłowego skryptu więc będę słuchać jednak jej. Nie Was.
                  • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 09:10
                    danaide napisała:

                    > Jaja sobie robisz?
                    > Od początku mojej bytności na forum takie triss, bergi, hanusine i inne żarły m
                    > nie za to. Bo ZA ICH siedzę.
                    > Jak być zadowoloną, panie premierze?
                    >
                    > Nie znam żadnego spośród moich realnych kolegów, którym moja sytuacja jest dosk
                    > onale znana, którzy złe słowo powiedzieliby z tego powodu. Nawet moje dwie real
                    > ne koleżanki przyjmują to ok.
                    > Próbuję wymiksować się stąd, bo to chore co tu odchodzi, ale nie starcza mi sil
                    > nej woli.
                    >
                    > Moja córka przez odejście ojca i tak ma / może mieć zaburzone poczucie bezpiecz
                    > eństwa. Do tego moje traumy, traumy mojej matki - lęki dziedziczone pokoleniowo
                    > . Myślę, że jak na dziecko z takim bagażem rodzinnym radzi sobie nieźle. Ale ma
                    > prawo, mając 9,5 roku, nie chcieć jeszcze sama dochodzić na zajęcia w mieście
                    > (choć jako 6latka latała po bułki w Dębkach, bo chciała) czy nie chcieć spędzać
                    > samotnie weekendów. I ja jej to prawo daję. Mnie różne prawa odebrano. Nie mam
                    > prawidłowego skryptu więc będę słuchać jednak jej. Nie Was.
                    A w terapii bralas udzial z własnego, nieprzymuszonego wyboru czy zmuszona przez jakiś nakaz hmm zewnętrzny? Wiesz, zrzucanie wszystkiego na jakieś "dziedzictwo traum pokoloniowych" i zasłanianie się tym jak tarcza nie są niczym normalnym.
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 10:19
                      Poczytaj sobie o pamięci ciała. Nie wszystko da się przegadać. Widać do najbardziej potrzebnej mi terapii się nie dopchałam. Każdy chce POGADAĆ.
                      • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 10:40
                        Danaide, Lowena znasz? Na youtube są podstawowe ćwiczenia, wg podręcznika Lowena, wykonywałam je, naprawdę polecam. Dalej, Peter Levine, ma książkę z płytą (czyta Czubównasmile).
                        Polecam też Emocjonalne pułapki przeszłości (terapia schematów) oraz Brene Brown (Z wielką odwagą, Rosnąć w siłę), David Hawkins Technika uwalniania.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 10:49
                          Znam tylko Levina, płytę szybko mi wcięło w mieszkaniu (podświadomość?), potem znów wypłynęła. Po małym remoncie duże porządki. Odkopięwink
                          Resztę zapisuję. Na świeżo jestem po Abramović. Też kiedyś krzyczałam. Ale za krótko i w nieodpowiednich miejscachbig_grin
                          • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:20
                            Jeśli chodzi o Lowena możesz tu grzegorzbyczek.com/ zapisać się do newslettera, dostaniesz linki i wskazówki.
                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:33
                              Mam jeszcze D.Berceli Zaufaj ciału.
                      • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:51
                        danaide napisała:

                        > Poczytaj sobie o pamięci ciała. Nie wszystko da się przegadać. Widać do najbard
                        > ziej potrzebnej mi terapii się nie dopchałam. Każdy chce POGADAĆ.
                        Jest jakiś nurt terapii poświęcony pamięci ciała, dopytam znajonej która się zachwycala tym i dam Ci znać na maila gazetowego. I tak jak grru, kibicowalabym Ci z pracą zdalna polegającą na pisaniu tekstów. Też mogę wysłać namiar na mail. Kibicuję Ci na swój sposob (robisz postępy jakby nie patrzec) i to nie tak, ze się cały czas czepiam i dziwuję Twojemu światu.
                      • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:51
                        danaide napisała:

                        > Poczytaj sobie o pamięci ciała. Nie wszystko da się przegadać. Widać do najbard
                        > ziej potrzebnej mi terapii się nie dopchałam. Każdy chce POGADAĆ.
                        Jest jakiś nurt terapii poświęcony pamięci ciała, dopytam znajonej która się zachwycala tym i dam Ci znać na maila gazetowego. I tak jak grru, kibicowalabym Ci z pracą zdalna polegającą na pisaniu tekstów. Też mogę wysłać namiar na mail. Kibicuję Ci na swój sposob (robisz postępy jakby nie patrzec) i to nie tak, ze się cały czas czepiam i dziwuję Twojemu światu.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:56
                          Zważywszy na odpowiedź - Ty również robisz postępywink
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:58
                          Co do zdalnego pisania tekstów - rzeczywiście jak jestem na pracuj.pl to takich ofert nie jest wiele i raczej mocno specjalistyczne, ale widzę, że są inne kanały, nawet na olx.
                          • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:12
                            danaide napisała:

                            > Co do zdalnego pisania tekstów - rzeczywiście jak jestem na pracuj.pl to takich
                            > ofert nie jest wiele i raczej mocno specjalistyczne, ale widzę, że są inne kan
                            > ały, nawet na olx.
                            Z olx i nawet agencjami interaktywnymi stamtąd radze uważać bo czesto zdarza sie januszowanie i opóźnienia w wyplatach. Kojarzę jedną miejscowkę, gdzie dają umowę o pracę, rekrutacja ciagla i wieść o tej robocie niesie się raczej przez media spolecznosciowe a nie pracuj czy olx.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:33
                              Nie masz fejsa nie żyjesz wiecznie żywe?

                              Na dziś wystarczy tej wiedzy...;
                              • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:36
                                Spoko, jak coś to mogę odezwać sie na @ gazetowego skoro utrzymujesz, że potrzebujesz pracy w niepelnym wymiarze, elastyczne godziny plus home office. Profil na spolecznosciowkach nie jest warunkiem koniecznym w tamtej rekrutacji 😉
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:45
                                  Dobrze, będę sprawdzać.
                                  • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 16:19
                                    danaide napisała:

                                    > Dobrze, będę sprawdzać.
                                    sprawdź @
                                • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 07:42
                                  Ja też poproszę - mail gazetowy, dzięki.
                  • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 09:10
                    danaide napisała:

                    > Jaja sobie robisz?
                    > Od początku mojej bytności na forum takie triss, bergi, hanusine i inne żarły m
                    > nie za to. Bo ZA ICH siedzę.
                    > Jak być zadowoloną, panie premierze?
                    >
                    > Nie znam żadnego spośród moich realnych kolegów, którym moja sytuacja jest dosk
                    > onale znana, którzy złe słowo powiedzieliby z tego powodu. Nawet moje dwie real
                    > ne koleżanki przyjmują to ok.
                    > Próbuję wymiksować się stąd, bo to chore co tu odchodzi, ale nie starcza mi sil
                    > nej woli.
                    >
                    > Moja córka przez odejście ojca i tak ma / może mieć zaburzone poczucie bezpiecz
                    > eństwa. Do tego moje traumy, traumy mojej matki - lęki dziedziczone pokoleniowo
                    > . Myślę, że jak na dziecko z takim bagażem rodzinnym radzi sobie nieźle. Ale ma
                    > prawo, mając 9,5 roku, nie chcieć jeszcze sama dochodzić na zajęcia w mieście
                    > (choć jako 6latka latała po bułki w Dębkach, bo chciała) czy nie chcieć spędzać
                    > samotnie weekendów. I ja jej to prawo daję. Mnie różne prawa odebrano. Nie mam
                    > prawidłowego skryptu więc będę słuchać jednak jej. Nie Was.
                    A w terapii bralas udzial z własnego, nieprzymuszonego wyboru czy zmuszona przez jakiś nakaz hmm zewnętrzny? Wiesz, zrzucanie wszystkiego na jakieś "dziedzictwo traum pokoloniowych" i zasłanianie się tym jak tarcza nie są niczym normalnym.
                    • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 09:11

                      > traum
                      *pokoleniowych
                  • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:17
                    danaide napisała:

                    > Moja córka przez odejście ojca i tak ma / może mieć zaburzone poczucie bezpiecz
                    > eństwa. Do tego moje traumy, traumy mojej matki - lęki dziedziczone pokoleniowo
                    > . Myślę, że jak na dziecko z takim bagażem rodzinnym radzi sobie nieźle. Ale ma
                    > prawo, mając 9,5 roku, nie chcieć jeszcze sama dochodzić na zajęcia w mieście
                    > (choć jako 6latka latała po bułki w Dębkach, bo chciała) czy nie chcieć spędzać
                    > samotnie weekendów. I ja jej to prawo daję. Mnie różne prawa odebrano. Nie mam
                    > prawidłowego skryptu więc będę słuchać jednak jej. Nie Was.

                    Błagam.
                    Jak cię lubię, tak nie znoszę tłumaczenia się, czy właściwie zasłaniania się skryptami, dziedziczonymi lękami i tak dalej. W ten sposób każdy z nas mógłby usiąść na tyłku i powiedzieć, że on się nie nadaje do dorosłości, bo dziadek w powstaniu, a rodzice się rozwiedli.
                    Większość z nas pracuje nie dlatego, że to lubi, ale dlatego, że lubi wyjechać na fajne wakacje bez finansowej spiny, stołować się na mieście, nie musieć myśleć, czy jak pójdzie na zakupy ciuchowe, to wystarczy na prąd. Dla większości z nas praca nie jest nadludzkim wysiłkiem wymagającym szczególnej ekwilibrystyki ani bilokacji - gdyby tak było, ludzkość by dawno wymarła, bo nikt nie miałby dzieci, a starzejących się rodziców też by się szybko pozbywał. No i mieszkałby w biurze, żeby uniknąć perturbacji związanych z posiadaniem samochodu i awarii w mieszkaniu.
                    Każdy by wolał mieć więcej czasu dla siebie, bliskich i Netflixa, ale świat działa, jak działa. Można się na to nie godzić, oczywiście, tylko też mieć pomysł na wersję alternatywną. Skuteczny pomysł, bo na slow life to musi być człowieka stać. Przez "stać" nie mam na myśli "mieć na rachunki", tylko więcej.
                    Tłumaczysz, że córka cię potrzebuje. Okej. Tylko za kolejne 9 lat będzie dorosła. I co wtedy?
                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:44
                      Wiesz. Nie wiem o co Ci chodzi.

                      Pytanie z wątku nie było: pracować czy nie? Pytanie było: cały czy połówka.
                      Jeśli to, że chcę dać dziecku czas na oswojenie się z dojściami na zajęcia czy dorośnięcie do samotnych weekendów równa się unikaniu pracy, to nie poradzę na błędy w rozumowaniu. Dostosowuję pracę do okoliczności. Mam prawo i możliwość.

                      Gdzie ja piszę, że praca to dla mnie nadludzki wysiłek? Praca na cały etat jest dla mnie dużo większym wysiłkiem niż w przypadku rodzin pełnych, że o tych nie posiadających dziadków nie wspomnę - ale nadludzkim? Praca na cały etat może też być dla mnie nieopłacalna. Jeśli dostanę za pracę w biurze, sklepie czy kawiarni na rękę 18-20, a tyle biorą a) opiekunki (zwłaszcza takie na godziny, a nie na cały etat), b) sprzątaczki, i jeszcze do tego koszty wzrosną (więcej idzie np. na żarcie na mieście) oraz czasowo będę gonić w piętkę, zależeć od innych, niepewnych ludzi (na półtorej godziny wpaść i dziecko doprowadzić na zajęcia za 20 zł - eeee) - to ja się pytam: w imię czego? Budowania kariery? Jedną próbowałam mieć, kosztem dużych wyrzeczeń, po tym jak mnie potraktowano na koniec właściwie się nie podniosłam psychicznie. Nowej raczej nie zbuduję. Pracy na stare lata? Jaka różnica czy mając 45 mnie nie chcą czy mając 65. Przynajmniej nauczyłam się jak przeżyć. W końcu sobie alternatywę znajdę, teraz weryfikuję rynek.

                      Jak pisałam: niby takie wszystkie jesteście hop do przodu, a potem mnożą się wątki o niehandlowych niedzielach, problemach z doprowadzaniem dzieci, lewych L4 i podobnych historiach. A Ty zresztą nawet o Polsce nie piszesz. Porównujesz inne stawki i się wymądrzasz.

                      No dobrze. To ILE trzeba dać dziecku, żeby było, że to slow, a nie wegetacja?
                      • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:54
                        danaide - nie wiem czy to off top - wytłumacz mi bo nie pojmuję - po co zabierałaś dziecko (7-8 lat, mniej?) do muzeum tortur i pokazywałaś narzędzia do rozrywania kobiecej piersi? Pytam się, bo staram sie zrozumiec Wasz układ.
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:16
                          A skąd ja miałam wiedzieć, że tam są takie rzeczy? Tam były cały średniowieczny arsenał.

                          Moja córka lubi straszności. Jak miała 4 lata to złapała w księgarni Bestiariusz Słowiański (był w sekcji dziecięcej) i nie chciała bez niego wyjść (a to nad wyraz rzadki przypadek, że w sklepach jest jakiś problem). Lubi np. komiksy KRL czy "Trzy cienie", lubi upiory, wampiry, zombie, Maleficient. Ja tego nie rozumiem, ja wolałam Małą księżniczkę, a ta się jara Harrym Potterem.

                          Byłyśmy w Hiszpanii, kontekst kościoła. Opowiedziałam o inkwizycji. Bardzo ją to zainteresowało. Powiedziałam jej, że w Prado będzie sporo straszności - poszła zaciekawiona, ale stwierdziła, że mało. Na to muzeum wpadłyśmy w Toledo, nawet nie wiedziałam, że tam jest. Te rozrywane piersi bardziej poruszyły mnie, ona pewnie inne rzeczy zapamiętała.

                          Nasz układ jest taki, że my bardzo otwarcie o różnych rzeczach gadamy. O seksie, Kościele, ludziach i ich zachowaniach. Filtruję treści, ale nie udaję, że życie to je bajka. No i na początek lepiej porozmawiać, a nie od razu obrazem z mediów walić między oczy. TV mamy, ale oglądamy głównie filmy, ja swoje, ona swoje, a czasem coś razemwink
                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:24
                            Nie chodzi o brak rozmowy, unikania różnych tematów, udawanie, że zycie to bajka, tylko o formę dostosowaną do wieku. O torturach można powiedzieć tak małemu dziecku w bardziej ogólny sposób, bez wciagania go w techniczne szczegóły (a muzeum pokazuje techniczne szczegóły). I jakoś mi się to łączy/nie łączy z (nie)gotowością córki do, upraszczając, Twojego całego etatu.
                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:31
                              Wybacz. Pokazuje narzędzia. Techniczny szczegół to jeszcze umieszczenie w środku człowieka. Żywego najlepiej i puszczenie maszyny w ruch.

                              Czyli uważasz, że ponieważ moja córka przeszła się do muzeum tortur, to dlatego nie chce dziś sama iść na zajęcia i spędzać weekendu, tylko zrobić to z mamą, z którą pogada albo coś zobaczy, okazjonalnie może szybciej niż by wynikało z metryki?

                              Ostatnio były tu kontrowersje wobec tego na jaki wiek jest Stranger Things (nie, nie mam Netflixa). Jaki obstawiasz?
                              • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:08
                                Nikt normalny nie zabiera małego dziecka do muzeum tortur. Za bardzo traktujesz ja jak przyjaciółkę a nie jak dziecko.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:13
                                  Po prostu nie mam jej z kim zostawić. A do tego muzeum akurat ona zabrała mnie.
                                  • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:24
                                    danaide napisała:

                                    > Po prostu nie mam jej z kim zostawić. A do tego muzeum akurat ona zabrała mnie.


                                    Dobrze że Cię do klubu nocnego nie zabrała. Mylisz role - to ty jesteś jej matka i decydujesz co w jej wieku można.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:13
                                      Zdecydowałam że można. Mam konstytucyjne prawo. Jakbym siedziała z nią do 18tki w chałupie to by mi wyrósł taki matołek jak Ty.
                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:13
                                Może. A może polega to na tym, że nie potrafisz rozróżnić potrzeby dziecka od "chcę" i dostosowujesz się do tego chcę bez refleksji dorosłego?

                                p.s. nie mam Netflixa i nie znam Stranger Things, więc nieczego nie mogę obstawić.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:18
                                  Albo mam inny kod odróżniania zachcianek i potrzeb. Dla mnie głód wiedzy, ciekawość świata jest potrzebą.
                                  • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:23
                                    Głód wiedzy i ciekawość świata też musi być pod kontrolą rodzica. To nie znaczy, że rodzic ma zakazywac - ma podawać w formie odpowiedniej do wieku.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:12
                                      Może podaj wiek swojego dziecka i jaką ma literaturę czy filmy na tapecie i teraz dla odmiany ja się wypowiem?

                                      Zgodnie z Konstytucją - każdy rodzic ma prawo decydować o sposobie wychowania dziecka.
                                      Może Twoje jest za wrażliwe na swój wiek. Mojej niestraszne takie historie.
                                      • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:28
                                        24 lata. Merleau Ponty.


                                        I zgodnie z konstytucją mogę powiedzieć co myślę.
                                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:44
                                          Joa?
                                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 15:07
                                            Maurice
                                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:35
                                          Eee, dorosły. To nie wnikam.

                                          A jako dziecko bardzo się bał?
                                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:50
                                            Trudno powiedzieć. Miał długo (do mniej więcej 6-7 roku życia) nadwrażliwośc słuchową, więc wiekszość kin odpadała. Ale potrafił instynktownie odróżnić fikcję od rzeczywistości. Rzeczywistość starałam się tłumaczyć odpowiedno do wieku, nie zawsze ze szczegółami.
                                            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 20:01
                                              Wiesz choco. Jeśli Ty jesteś joa/maria to zaczynam rozumieć.

                                              Rzeczywistość też ma różne wymiary. Widać średniowiecze jest dla niej na tyle odległe (czasowo, kulturowo), że nie wywarło na niej traumatycznego wrażenia, które uparcie chcesz temu przypisać i bardziej może się kojarzyć z filmem o Robin Hoodzie niż realnym życiem.

                                              Ale weźmy na przykład taką II Wojnę Światową. O tym moja córka nie chce nic wiedzieć. Ucieka przed tematem, a przecież Warszawa to miasto tak przesiąknięte historią, że udaje jej się to chyba tylko dlatego, że obie filtrujemy wszechobecne treści. Tylko dzięki strajkowi w programie do historii dla kl. IV nie zmieściła się II WŚw. Inne rzeczy jakoś słabiej przebijają do jej świadomości, tym bardziej, że program jest byle jak realizowany, że nie wiadomo o co w tym biega. Powstania (kogo czego?), Wyklęci, 100lecie jakiejś niepodległości, Traugutt. Wiesz oczywiście, że teraz na akademiach w szkołach podstawowych tematy patriotycznie rządzą, dzieciaki przybiegają przebrane za jakichś powstańców czy innych żołnierzy, na scenie fejkowe bronie, fejkowe wybuchy, nie wiem czy nie fejkowa krew, no, dzieje się!

                                              Ale w domu pojawiły się książki czy komiksy. Maus, Irena (o Sendlerowej, mamy tylko I tom, są 3 i 2 spin-offy), Mój pies Lala (wydana przez Polin książka o chłopcu z getta i o tym jak odebrano mu ukochanego psa - na faktach). Maus jest mój i moje dziecko jak kocha komiksy to Mausa nie tknie - słusznie, za wcześnie, zaczęłam jej czytać pierwszy, przedwojenny rozdział i obie uznałyśmy, że nie dla niej. Irenę chciała kupić na targach (piesek na okładce...) przejrzała, próbowała czytać, ale zbyt wiele rzeczy jest niejasnych i jednak są tam miejscami straszne rysunki, więc leży sobie. Psa Lalę kategorycznie nakazała mi zabrać - wylądował w naszej bibliotece miejskiej.

                                              Więc tak, ja myślę, że dzieci same wiedzą na co są gotowe. Po filmach też to widzę.
                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:26
                            I sama mogłabym zapytać - po co zabieracie dzieci do kościoła i pokazuje im przybitego do krzyża człowieka, a nawet wieszacie taki krzyż im nad łóżkiem?
                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:10
                              Nie wiem, nie zabieram dziecka do koscioła i nie mam krzyża w domu
                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:19
                                Ale wiesz, że mówimy o odwrotnej stronie tego medalu?
                                Ile miałaś lat jak dowiedziałaś się, że jakiś koleś zabrał dziecko na górkę i miał zarżnąć, bo ktoś inny tego chciał?
                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:20
                                  Nie wiem o czym mówisz??
                                  • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:40
                                    O ofierze z Izaaka, jak przypuszczam.
                                    • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:42
                                      To w liceum, na polskim.
                                      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:08
                                        To może chociaż w podstawówce dawali coś o Adamie i Ewie, Kainie i Ablu, Noe, Izaaku, 12 plagach, Józefie i jego braciach, Judycie i Holofernesie itp. itd... ? Nic? O Salomonie, który zaproponował przecięcie dziecka na pół? O Sodomie i Gomorrze na pewno nie, przecież wiem!

                                        To może choć zapodali Ci tę historię o kolesiu, który 7 lat pracował na żonę, a jak mu ją dali i odsłonił ją po ślubie, to okazało się, że to jej brzydsza starsza siostra i kolejne 7 musiał pracować, by oblubienicę dostać? Jak mu leciało?

                                        Ojojoj, ale się stało, że się dziecko dowiedziało w Toledo w jaki sposób królowie kastylijscy umacniali swoją władzę, zwalczali przeciwników politycznych i grabili kasę na rozwój państwa - bo każdy heretyk i jego rodzina pozbawiany był majątku. A co się będą szczypać?!

                                        Bez obaw. Te tablice ją nudziły, sama sobie czytałam.

                                        Potrzeba wiedzy jest jedną z ważniejszych potrzeb.
                                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:16
                                          Po prostu dziwne mi się wydaje , że sama twierdzisz, że nie chcesz udawać przed dzieckiem, że życie to bajka i dlatego nie chronisz małego dziecka przed technicznymi szczegółami tortur, a jednocześnie uważasz, że praca na caly etat rodzica nie jest możliwa bo dziekco nie jest gotowe. Czyli z jednej z strony pokazujesz, że tortury to "zwykła" część życia a praca na cały etat to coś przed czym dziecko trzeba chronić.

                                          p.s. Wybacz ale Biblię i okolice poznałam dopiero w liceum.
                                          • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:17
                                            p.s. 2 co nie zmienia faktu, że jest różnica między legendami i obserwacją narzędzi tortur.
                                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:24
                                          ale się stało, że się dziecko dowiedziało w Toledo w jaki sposób królowie kastylijscy umacniali swoją władzę, zwalczali przeciwników politycznych i grabili kasę na rozwój państwa - bo każdy heretyk i jego rodzina pozbawiany był majątku. A co się będą szczypać?!

                                          Nie. Małe dziecko zobaczyło jak wyglądało i działało urządzenie do rozrywania piersi kobiecie.

                                          Naprawdę nie widzisz róznicy między jednym a drugim?
                                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:50
                                            To zwykły hak był. Jak wyglądało - zobaczyła. Ale NIE zobaczyło jak działało. Dowiedziało się, owszem. O tym jakimi kanaliami mogą być ludzie.

                                            Nie wiem. Włącz sobie bajki na, nie wiem, Nickelodeon. Moje dziecko nie oglądało kanałów dla dzieci, miało przede wszystkim własną bibliotekę DVD. Sądzisz, że to co jest w tak zwanej telewizji dla dzieci jest lepsze? Hałas, strzelania, pseudobohaterowie, świat konstruowany na zasadzie dobrzy-zły (cały Disney do pewnego momentu też tak miał, moje dziecko oglądając takie filmy z Ghibli czy inne pytało - a kto tu jest zły? - i odpowiedź nie była już tak oczywista). To niby ma być lepsze?
                                            Ktoś mi wyjaśni o co chodzi z Bobie Gąbce?
                                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:02
                                              Cartoon network czy jakoś tak (moje już wyrosły), było jeszcze gorsze od Nickelodeon. Zresztą, oba kanały zakodowałam, bo stwierdziłam, że moje dzieci takich wrzasków i debilizmów oglądać nie będą.
                                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:00
                                                Prawda?
                                                A jaką masz opinię o Disney Channel?
                                                • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 19:20
                                                  Nie mam. Młode wyrosły z bajeksmile
                                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 19:24
                                                    pade napisała:

                                                    > Nie mam. Młode wyrosły z bajeksmile
                                                    >
                                                    Za to produkcje Pixara na kasetach! mamy do dziś. Całą rodziną po milion razy oglądaliśmy Potwory i spółka, Toy Story, Nemo, Wall-e, ostatnio nawet W głowie się nie mieści. Miała być druga część ale chyba się nie pojawiła.
                                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:04
                                              Znowu - nie miałam żadnych "kanałów dla dzieci" - kilka wybranych pozycji z różnych kanałów, kino (Iluzjon), płyty.
                                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:45
                                                No dobrze, choco. Tego nie masz, tamtego nie masz, temu się dziwisz, tamtemu się dziwisz.
                                                No i wyobraź sobie, że są ludzie podobni do Ciebie, którzy też wielu rzeczy nie mają, od wielu się odcinają, a jeśli chodzi o dziecko to jest ten nieustający dylemat - na ile można postawić tamę durnej rzeczywistości (typu "kanały telewizyjne dla dzieci") żeby dziecko nie było nerdem odstającym od innych.

                                                I cóż. W moim świecie kanały dla dzieci w większości są be (choć od roku moje dziecko ogląda Disney Channel i cóż - czasem dyskutujemy o tym co tam ogląda(my).
                                                A muzea i wystawy nie. I ja zdecyduję czy na tej wystawie jest treść dla mojego dziecka, a nie starsza pani w rogu sali.
                                                • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:23
                                                  Oczywiście. I zdecydowałaś się na wejscie z dzieckiem 7-8 letnim do muzeum tortur bo uznałas, że jest gotowe, ale nie jest gotowe, żeby np razem z Tobą sprzątać (skoro pisałaś o potrzebie sprzątaczki w przypadku pracy na cały etat). Oczywiście Twoja decyzja i masz do niej konstytucyjne prawo.
                                                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 18:31
                                                    Wiesz? Czy Ty masz jakiś problem ze zrozumieniem? Pytasz jakie są koszty mojej pracy na cały etat. Ano takie. Myślisz, że jak raz w tygodniu przyjdzie sprzątaczka - o ile - to oznacza, że ja i moja córka nie kiwniemy już paluszkiem? Że ktoś, kto wpada raz w tygodniu na parę godzin wszystko zrobi?
                                                    Zresztą, teoria dla mnie. Ja w sumie mam wybitnie ograniczone zaufanie do ludzi po tym jak w kluczowych sprawach niepotrzebnie zaufałam. Dlatego większość rzeczy robię sama.

                                                    A do tego co robi moje dziecko w domu znajdź sobie osobny wątek, jeśli tak bardzo Cię to zastanawia. Był taki. Osobiście zakładałam, bo chciałam wiedzieć czy moje dziecko odstaje i na ile. Ale chyba w normie.
                                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:08
                                              danaide - odniosłam się do czegos innego - ja pisałam o torturach i narzędziach, a Ty uparcie odnosiłaś się do nie istniejącego "zarzutu", że uczyłaś historii (w czym niczego dziwnego nie było). Nie wymyślaj sobie tego co niby ludzie Ci zarzucają.
                                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:47
                                                Wiesz choco, pytasz miesiące po tamtym wątku, a i dziś rozmowa się ślimaczy i przekaz traci.
                                                Ta rozmowa do niczego nie prowadzi. Stało się. I pewnie jeszcze nie raz stanie. Każde z dzieci jest rodzajem eksperymentu.
                      • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:55
                        "A Ty zresztą nawet o Polsce nie piszesz. Porównujesz inne stawki i się wymądrzasz."
                        Jesteś pewna, że odpowiadasz mnie?
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:03
                          Tak, wybacz, może się pomyliłam. Tu często zabierają głos dziewczyny, których mężowie jeżdżą w delegacje, one też jeżdżą. Koszą dobrą kasę i dziwią się, że inni tak nie chcą/nie mogą.
                          A za chwilę double-facepalm (triple-facepalm) każe mi sprawdzać oferty pracy w UP, a tam praca na cały etat, 9-18 w biurze 2500 na rękę. W Warszawie.

                          Ale ja rozumiem, wiele kobiet pisało, jak to szły do pracy zostawiając w domu małe dziecko i oddając niemal całą pensję opiekunce. Mają dziś karierę? No, może mają. Ja próbowałam robić nie mając dziecka, a teraz po prostu... que sera sera. Przeszłam przez morze lęku. Czuję go nadal, często się dławię, tracę oddech we śnie.
                          Nie jestem jednak pewna czy praca na cały etat za 20 zł/godzinę to zmieni.
                    • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 11:48
                      Bardzo upraszczasz. Nie chcę tu robić wykładów na temat skutków PTSD w życiu człowieka, ale mam nadzieję, że mi uwierzysz, że po przekroczeniu pewnej granicy (każdy człowiek ma ją gdzie indziej), nawet codzienne banalne czynności przerastają. Nie, nie chodzi o to, że jest to usprawiedliwienie do nierobienia niczego. Raczej o to, że to nie jest tak proste, jak wtedy, gdy obciążeń się nie posiada.
                      Człowiek z tymi "obciążeniami" codziennie pokonuje lęki o jakim się ludziom bez PTSD nie śniło. Jeśli do skutków traumy dojdzie dzieciństwo z niewystarczająco dobrymi rodzicami, to naprawdę ciężko jest się pozbierać.
                      Zwłaszcza, że te skutki dziwnym trafem objawiają się w okolicach czterdziestki. Wcześniej człowiek lepiej lub gorzej ale sobie radzi.
                      Ofiarowywanie swoim dzieciom wszystkiego, czego samemu się nie otrzymało i chronienie przed tym, przed czym samemu się nie zostało ochronionym jest bardzo naturalne. Ale to powinien być etap, a nie nurt. Bo dziecko jest innym człowiekiem, z innymi warunkami wyjściowymi i osobowościowymi, i jednak do niego powinno się dostosowywać metody, a nie do siebie.
                      Danaide w poście otwierającym odważnie pisze o sobie. Wie, na co się naraża, ale mimo to prosi o wskazówki, pisze, że panikuje - czyli prosi o uspokojenie. W zamian dostaje rozliczanie, wyśmiewanie i upokarzanie.
                      Nie podoba mi się takie podejście do człowieka.
                      • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:00
                        Nie muszę ci wierzyć, bo doskonale wiem, jak to jest, gdy człowieka przerastają banalne czynności - byłam tam. I mam dużo zrozumienia dla osób, które boją się tego, co dla innych jest normalne. Natomiast wiem też, że jeśli nic się z tym nie zrobi, to będzie tylko gorzej.
                        I nie piszę tego z pozycji osoby, która lubi czytać "Charaktery", tylko kogoś, kto na własnej skórze się o tym przekonał.
                        • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:09
                          Również nie piszę z takiej pozycji i wiem, że może być gorzej, tylko, że Danaide nie dostała wskazówek (no dobra, kilka na prawie pięćset postów), co zrobić by było lepiej. Nie zauważyłaś tego?
                        • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:22
                          Z tym "nic" to chyba trochę przesadziłaś...

                          U mnie chodzi nie tylko o lęk czy traumy z dzieciństwa. Ja byłam - w szkole, w pracy - takim malowanym ptakiem, zdolnym, zdolniejszym niekiedy od innych, ale zadziobywanym i kompletnie sobie z tym nie radzącym. I teraz, po latach, jak mam iść do pracy to wiem jedno - nic na siłę. Już nie. Przepraszam, że mam wybór tongue_out
                          • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 12:55
                            Jezu, no to o co halo? Nie chcesz pracować, stać cię na to, by nie pracować - nie pracuj. Problem rozwiązany. Koniec wątku.
                            • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:04
                              Przecież wątek jest o wyborze - pół etatu a cały, a nie o niepracowaniu!
                              • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:30
                                pade napisała:

                                > Przecież wątek jest o wyborze - pół etatu a cały, a nie o niepracowaniu!

                                Ale jakim wyborze? Ofert pracy na pół etatu jest stosunkowo mało, jeśli są, to zazwyczaj takie, które wiążą się z minimalną odpowiedzialnością i są tym samym słabo płatne. No sorry, taki mamy klimat. Nie da się być mitycznym wonskim specjalisto na pół etatu. Owszem, znam taki przypadek, ale facet jest naprawdę genialny w tym, co robi i to, że pracuje na pół etatu, jest powodowane wyłącznie tym, że ma poważne problemy zdrowotne i firma zgodziła się na taki układ.
                                To, jaki masz wybór i czy w ogóle, bardzo zależy od tego, z jakiej pozycji startujesz.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:33
                                  A kto pisze o tym, że oczekuję zna pół etatu pracy dla wąskiej specjalistki? Spokojnie szukam sobie czegoś biurowego w przyjaznej firmie i tyle. Miałam taką ofertę, tyle że na cały. Z tego urodził się wątek. 5% merytoryki, 95% "a za co?" "a dlaczego?" "a jakim prawem?".
                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:40
                                    Dokładnie.
                                    Danaide, a 3/4 etatu?
                                    W tym czasie szkoła młodej plus jakieś zajęcia w szkole bezpośrednio po lekcjach?
                                    Mogłabyś spróbować miesiąc -dwa na cały, a potem zapytać, czy nie ma możliwości zmniejszenia etatu. Co Ci szkodzi? Najwyżej zrezygnujesz.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:45
                                      Już pisałam, cząstki w sumie do przeliczenia, ale nie cały! W wyszukiwarkach jest pozycja "część etatu", część ofert oznaczonych a cały też wspomina o "części" etatu nie precyzując jaki. Takie oferty sprawdzam w pierwszej kolejności.
                                      Cały mogłabym rozważyć, ale przy stawkach 20 zł za godzinę (z benefitami różnie bywa, w ostatniej pracy to chyba tylko kawa/herbata i HO) - nie widzę tego (zwłaszcza jak pakietu medycznego brakwink ).
                                  • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:42
                                    I tym samym potwierdzasz to, co napisałam. Jeśli nie ma pracy, jaką sobie wymarzyłaś, na pół etatu, to albo bierzesz cały, albo pozostajesz bezrobotna. To jest cały wybór, jaki masz. Face it.
                                    • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:46
                                      Albo czekasz i szukasz.
                                      Proście a będzie Wam dane!
                                      tongue_out
                                      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:48
                                        I jeszcze dodam, skoro mam być pozytywnie nastawiona: a w wakacje to nawet mi pasuje. Najlepiej poszukam na pół etatu od września do połowy czerwca.
                                        Howgh!
                                        (I teraz się zacznie. Mówię - na tym forum nie można być szczęśliwym. Vide przypadek szczęśliwej bergi big_grin )
                                        • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:52
                                          Dżizas, ale szukaj sobie czego chcesz, powodzenia. Nie moja sprawa, ja nie muszę, a skoro ty - jak twierdzisz - też nie, to naprawdę nie ma problemu, nieprawdaż. I tyle na temat.
                                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:58
                                            A można było od razu ustosunkować się do postu startowego zamiast dawać się wciągać w dyskusję nad wątkami wyciągniętymi z przepychanek z forumkami, które, jak ładnie ujęła to jedna z dziewczyn "próbują meblować mi moje mieszkanie swoimi meblami". Czyli udzielić wskazówek co do rozwiązań przy pracy nie na cały etat.
                                            • sumire Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:20
                                              Dostałaś całkiem sporo wskazówek i jeszcze więcej odpowiedzi informujących o realiach rynku pracy w Polsce i realiach ludzi pracujących.
                                              Plus, jeśli udzielasz sakramencko skąpych informacji, gdy forumki pytają o wykształcenie i background zawodowy, to naprawdę nikt sensownego rozwiązania ci nie poda. Plus, ogromna większość dziewczyn tutaj pracuje na pełny etat, a ty takiej opcji nie chcesz przyjąć do wiadomości, więc to trochę tak, jakbyś weszła na forum dla ludzi jeżdżących na nartach i pytała, o to jak najlepiej zjechać na sankach z Kasprowego, oni ci na to, że z Kasprowego to najlepiej narty, a ty, że koniecznie chcesz na sankach.
                                              Toteż, jak napisałam, skoro nie ma problemu, nie ma tematu i trzymam kciuki za pracę.
                                              • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 15:20
                                                Forumki nie pytają niestety po to by pomóc, tylko by mieć kolejny powód do wyszydzenia. Nie jesteś tu chyba od wczoraj?
                            • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:06
                              Gdyby musiała pracować i nie miala co dziecku włożyć do garnka to nie rozkminialaby godzinami jakieś bzdury bo musiałaby działać. Danaide lubi się uzalac nad sobą - jest taki typ ludzi, któremu zawsze źle, ciężko i wiatr w oczy.
                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:14
                                Nie, po prostu latami napataczałam się na takie zazdrosne i wściubiające się we wszystko zosie-samosie samochwały-bergi i serdecznie mam ich dość!
                                • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:22
                                  Przepraszam ale czego mam ci zazdrościc? Nieudacznictwa w kazdej sferze życia? Błagam 😅
                                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:36
                                    Ja przynajmniej nie muszę cipki na węzełek zawiązać jak mi się chce z kimś bzykać.
                                    • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:58
                                      danaide napisała:

                                      > Ja przynajmniej nie muszę cipki na węzełek zawiązać jak mi się chce z kimś bzyk
                                      > ać.

                                      No ty zostalas dziewica konsekrowana od kiedy poczelasz dziecko. Ale dobre, wezmę chyba do sygnaturki 😅😂🤣
                                      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:14
                                        Nie, ja zostałam wolną kobietą.
                                        • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:21
                                          danaide- o ile wiem mieszkasz w Warszawie. Ja też. I wiem, że tutaj można zbudowac sobie nie tylko "wioskę" ale i "metropolię" ludzi, z którymi nam pod drodze. Ty uparcie wolisz trzymać się schematu "jestem wyjątkowa" i chyba potrzebujesz kontrastowego tła.
                                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 15:43
                                            No, to raczej mało nas łączy. 2 mln ludzi tak ma. Ale skoro wiesz, że można zbudować tu wioskę a nawet metropolię, to może objaw w jaki sposób. Jakoś tłumy nie szaleją na mój (samej, z dzieckiem) widok. Nie zapomnij o szczegółach (wiek, stan cywilny, praca) oraz o kluczowej informacji - jaką korzyść odnieśli by ludzie z metropolii z kontaktu z Tobą/ze mną?
                                            Co jakiś czas są wątki na emamie - jak poznać ludzi po 40tce? No i słabo, panie, słabo.
                                            Ostatni tip - faceci na rower przez Tindera.
                                            Się zaraz załamię.
                                            A jak napiszę, że na rower jeżdżę z córką, to będą gromy, że to nie koleżanka ani facet (koniecznie z Tindera).

                                            Może też powiedz mi - czy jest jakiś obowiązek budowania metropolii?

                                            Mam kilku znajomych. Co jakiś czas ktoś się objawia. Co jakiś czas ktoś się wykrusza. Jest kilkuosobowy hardcore. Bliżej <5 niż <50. Widać tylu się chciało zaprzyjaźnić z - jak to berga napisała - kimś kto przegrał wszystko na wszystkich polach czy jakoś tak. Nie mogę znaleźć, może już wyczyszczone.
                                            • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 15:55
                                              jak poznać ludzi po 40tce?

                                              Sorry, nie wiedziałam, że od niedawna jesteś w Warszawie.

                                              A co do meritum - jak się buduje wioskę? Normalnie - spotyka się ludzi w szkole, na studiach, w pracy, w rodzinie, na wakacjach itd. Od niektorych nas odrzuca od początku, inni są dla nas ok, ale nie ma chemii, z innymi zaiskrzyło, ale z niewiadomych powodów umarło smiercią naturalną, a inni zostają na długo.

                                              Poza tym wioska, zwłaszcza w Twoim przypadku, to nie tylko najbliżsi przyjaciele. To kino, którego dyrektor dba o fajny repertuar, to kioskarka, która wystawi specjalnego wydania Gazety Polskiej, to piekarnia, w której jest fajny chleb, to festiwal filmowy, muzyczny, sztuk pięknych, kiedy widzisz, że odczuwasz rzeczywistość tak jak inni. To ulubiona i wygodna trasa komunikacji miejskiej. Sama budujesz swoje miasto i widzisz, że "danaide" są tysiące.
                                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:01
                                                Jakoś tłumy nie szaleją na mój (samej, z dzieckiem) widok.

                                                Naprawdę uważasz, że samotne matki odstraszają ludzi????? +/- 50% kobiet, które w jakis sposób kojarzę to samotne matki.
                                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:40
                                                  Nie odstraszają, nie przyciągają samym wystarczybyciem.
                                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:40
                                                Jestem od jakiegoś czasu, z przerwą.

                                                Nie byłam tu ani w szkole, ani na studiach, nie mam tu rodziny, a ludzie z wakacji są rozsiani, a nie w Wawie. Pracę trzeba mieć. W mojej byłej pracy relacje były dość specyficzne. Ale mam kumpla stamtąd. Jeśli chodzi o relacje z pracy, to wiele ematek twierdzi, że nie przenosi ich na poziom prywatny.

                                                Wioskę bezosobową już mam, dziękuję.

                                                Z tego co napisałaś słabo mi się kroi ta metropolia...

                                                Poza tym - czy nie można być lękowo nastawionym do ludzi? Są takie matki. Wybić zanim się toto rozmnoży?
                                                • sko.wrona Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:32
                                                  Można być lękowo nastawionym do ludzi. Nie ma obowiązku budowania metropolii. Nie ma obowiązku pracy na pełen etat.

                                                  Ja tylko nie rozumiem po co zakładałaś tem wątek i co chciałaś usłyszeć?


                                        • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:26
                                          Nic dziwnego. Raczej tlumu adoratorow nie było. My wyłączymy forum i mamy z bańki. A on musiałby to jeczenie mieć na co dzień. Faceci nie sa masochistami zazwyczaj.
                                          • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 15:47
                                            Jak na moje jęczenie - tłum jak na Marszałkowskiej. Żeby tylko tak mi się chciało jak mi się nie chce...
                                            • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:08
                                              Taaaa jasne. Do pani przed 50 -tka nie wala tłumy, nawet bezdzietnej czy z odchowanymi dziecmi. Przykre ale taka prawda. Co robiłaś do 36, roku życia? Miałaś ocean czasu by znaleźć kogoś sensownego i założyć z nim rodzinę. Teraz to już trudniej tym bardziej że jesteś nastawiona anty do całego świata.
                                              • chococaffe Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:11
                                                Walą smile
                                              • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 16:31
                                                Nigdy nie chciałam mieć rodziny.
                                                A taka rodzina jaką ostatecznie mam teraz bardzo mi odpowiada i nie będę nic tu zmieniała.
                                                • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:36
                                                  No to nie chciałaś to nie masz. Powinnas byc zadowolona. Skoro walą to dziwne że żadnego nie zaakceptowałas tylko zazdroscisz innym męża i rodziny.
                                                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 17:48
                                                    Projektujesz. Jak zwykle. Zazdrość to Twoje drugie imię. Czynna i bierna.
                              • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:25
                                bergamotka77 napisała:

                                > Gdyby musiała pracować i nie miala co dziecku włożyć do garnka to nie rozkminia
                                > laby godzinami jakieś bzdury bo musiałaby działać. Danaide lubi się uzalac nad
                                > sobą - jest taki typ ludzi, któremu zawsze źle, ciężko i wiatr w oczy.
                                >

                                Co za ograniczenie! To już nie ma nic po środku? Nie można być samotną matką i mieć co do gara włożyć? Jest tylko głód/ubóstwo/bieda/dramat albo harówa od rana do nocy?
                                • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:31
                                  Etat nie oznacza harowy od rana do nocy 😄 Obie lubicie się nad soba uzalac. Trafil swój na swego.
                                  • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:35
                                    To zależy z kim dzielisz rzeczywistość, nieprawdaż? Obie z triss mądre, rodzina do pomocy, a berga tłucze wątki jak to ona sobie dobrze i mamusię i męża wybrała.
                                    Sio.
                                    • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 14:18
                                      Ja przede wszystkim nie zgrywam wiecznej ofiary losu jak ty. To twoja ulubiona rola. Wplywam na swoj los s nie: "takim mnie Panie Boze nieudolnym stworzyłeś to takim mnie masz" Na wszystko sobie zapracowalam. Z nieba mi nie spadło.
                                      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 15:45
                                        Na wszystko minus to na to, na co zapracował mężuś. Czyli na większość.
                                        Jak tam, ratka z 500+ na nowy samochód dla dziubdziusia, żeby łbem o powałę na pachołkach nie zahaczał już opłacona?
                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:36
                                    To było akurat odniesienie do innego wątku. Ale nie spodziewam się, że zrozumiesz.
                                    Nie masz nic do powiedzenia, nic innego nie potrafisz, tylko dopieprzać innym. To świadczy o ogromnej ułomności psychicznej. Nie ma ci czego zazdrościć.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 13:42
                                  Pade - w Polsce widać nie można. To się tym mieszczkom z domków z ogródkami w głowie nie chce pomieścić.
                                  Samotna matka ma mieszkać w rozpadającym się schronisku patrząc tępo w ścianę, po tym jak ją pięciu gachów, ojców siedmiu dzieci, kopnęło w tłusty, leniwy zad. Nawet wypić nie może, bo ją wywalą, zresztą nie ma za co.
                              • szpil1 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 19:46
                                bergamotka77 napisała:

                                > Gdyby musiała pracować i nie miala co dziecku włożyć do garnka to nie rozkminia
                                > laby godzinami jakieś bzdury bo musiałaby działać.

                                Dokładnie.

                                Danaide lubi się uzalac nad
                                > sobą - jest taki typ ludzi, któremu zawsze źle, ciężko i wiatr w oczy.
                                >

                                Ależ ona się nie użala, ona zgrabnie szuka wymówek, by nie pracować. Gdybyś jej dała pracę do wykonania w dowolnie przez nią wybranych godzinach i za niezłą pensję to też by jej nie przyjęła, bo kilkadziesiąt lat temu sama musiała wrócić z zajęć dodatkowych do domu i nie chce, by jej córka doświadczyła takiej samej traumy rzutującej na całe życie, 10 lat temu w jakiejś pracy szefowa była nieprzyjemna co jest powodem noezrobienia kariery, w przyszłym roku na pewno będzie musiała wezwać hydraulika, w grudniu córka będzie miała katar, a poza tym może pogoda bedzie brzydka któregoś dnia.
                                • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 20:08
                                  Punkt 1 - też się zgadzam.
                                  Punkt 2 - a tu się nie zgadzam.
                                  Ale co ja Was będę przekonywać. Przekonanych nie przekonasz.

                                  Natomiast tak, to, że mogę postawić wreszcie tamę na toksyczne zachowania i jak wkurza mnie szefostwo zabrać swoje zabawki i pójść w cholerę czyli do domu - bezcenne!
                                • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 05.08.19, 18:18
                                  Fakt, są takie życiowe nieogary i niech sobie będą. Tylko niech nie wmawiają innym że niedasie... Danaide i pade reprezentują typ nadwrazliwych księżniczek, na który mam wyjątkową alergię.
                                  • pade Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 05.08.19, 18:33
                                    A ja mam alergię na chamki.
                                    • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 00:01
                                      Dla Ciebie chamka jest osoba myslaca inaczej. Trudno, przeżyje twoje wyzwiska. Kulturę masz tylko na pozór, normalne u znerwicowanych pseudonintelektualistek.
                                    • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 07:22
                                      Ja na leniwe nieogary, które oczekują, że cały świat pochyli się nad ich starannie kreowaną wrażliwością.
                                      • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 07:27
                                        Wrażliwość nie jest kreowana (choć może są osoby, które tylko udają w jakimś celu). Jest to udowodnione naukowo - około 215 -20% w populacji ma nadwrażliwy ośrodkowy układ nerwowy. Takie osoby szybciej się męczą (więc jak nasza Danaide mogą faktycznie nie ogarniać kilku rzeczy naraz, co dla normalnej osoby nie jest większym problemem), są (przy tych samych czynnościach) dużo bardziej przeciążone, mają inne, dodatkowe problemy (jak Cię interesuje polecam fachową prasę lub książki), których nie mają osoby z normalnym OUN-em.
                                        Dodatkowo do tego wszystkiego muszą się zmagać z nietolerancyjnym (wrażliwość nie jest w modzie jak LGBT) społeczeństwem, są wyzywani od leni i nieogarów.
                                      • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 11:52
                                        triss_merigold6 napisała:

                                        > Ja na leniwe nieogary, które oczekują, że cały świat pochyli się nad ich staran
                                        > nie kreowaną wrażliwością.

                                        No tak. Bo "potrzebuja czasu dla siebie" i "nie wyobrażają sobie zycia w pędzie" smile
                                      • karen_ann Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 17:45
                                        Mozesz sprawdzić pocztę gazetową o rekrutacji..
                                        • karen_ann Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 17:52
                                          To była do triss prosba
                                          • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 18:34
                                            A jak mam to zrobić ze smartfona? Nie widzę.
                                            • karen_ann Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 19:21
                                              Wpisujesz w google poczta gazeta i wchodzisz na to co podpowiada wyszukiwarka logujesz się i masz pocztę. Tez wydawało mi się ze się nie da
                                              • bergamotka77 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 19:40
                                                Można też wejść na gazeta.pl i tam rozwija sie po prawej stronie menu i można się zalogować do poczty.
                                                • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 23:23
                                                  Wiesz nie wszyscy zakładają konto do pisania na forum w opcji z pocztą. Da się jak najbardziej bez.
                                              • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 07.08.19, 06:46
                                                Odpisałam.
                                  • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 07:31
                                    Taka sama wrodzona cecha jak choroba serca.
                                    Otyłych nie wolno krytykować bo od razu nazywa się to hejtem, a nadwrażliwych (którzy nie mieli żadnego wpływu - wrażliwy OUN jest wrodzony, są badania, że dziedziczny) już można?
                                • katja.katja Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 06.08.19, 07:34
                                  Ma lęki i fobie, takiemu człowiekowi trudniej znaleźć i utrzymać pracę niż człowiekowi ze zdrową psychiką, ale bez nogi czy ręki.
    • karola2122 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:29
      A może spróbuj protokolantką czy tam do sekretariatu jakiegoś sądu? Niewiele tam się zarabia, ale praca do 16. Słyszałam, że jest dużo wakatów
      • triss_merigold6 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 22:37
        Tak jest mnóstwo wakatów, do sądów są nabory hurtowe ale to ciężka praca, Danaide się nie nadaje, bo niekoniecznie zawsze tylko do 16.
    • iberka Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:40
      A walczyłaś jakoś o tą pracę? Może była szansa tylko nikt nie wiedział czy chcesz kontynuować?
      • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 31.07.19, 23:46
        A o którą z nich?
        • iberka Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:36
          Tej "Miałam szczęście, bo praca nie dość że na pół etatu to mogłam nieco dopasować godziny do swojego grafiku, mogłam sobie robić home office, cafe office - ale uczciwie te 20 godzin tygodniowo przepracowywałam. A jak wypadło więcej to odbierałam dni wolne. Zweryfikowałam w praktyce różne lęki pracowe i wiem już co działa, co nie.

          Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.
          Skończyło się i to."
          • hanusinamama Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:13
            Moze ją straciła bo miała "lęki pracowe"....
            • bo_ob Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:17
              hanusinamama napisała:

              > Moze ją straciła bo miała "lęki pracowe"....

              A CO CIEBIE TO OBCHODZI?

              Co cie obchodzi z jakiego powodu jakaś forumka straciła pracę i co cię obchodzi skąd ma pieniądze?

            • double-facepalm Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 02.08.19, 14:21
              Umowa na próbny to max 3mce. Na zastępstwo tez jest na mocno-określony czas. Janiemoge, "lęki pracowe" przy pracy na pół etatu, zdalnej i zadaniowej?
            • danaide Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 03.08.19, 00:18
              Projekt nie wypalił. Nie ja szefowałam. Może brakło mi też trochę korporacyjnego obycia. Jakiś komentarz tym razem?
    • mildenhurst Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:48
      Konieczność pracy na pół etatu nie wynika przypadkiem z ryzykiem utraty zasiłków? Jeśli i h nie pobierasz to jakim cudem utrzymujesz 2 osoby za 1 ty w Warszawie.
      • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 09:51
        mildenhurst napisała:

        > Konieczność pracy na pół etatu nie wynika przypadkiem z ryzykiem utraty zasiłkó
        > w? Jeśli i h nie pobierasz to jakim cudem utrzymujesz 2 osoby za 1 ty w Warszaw
        > ie.

        Pisała wielokrotnie, że ma inny dochód poza alimentami, nie związany z pracą zarobkową. Jeśli nie kradnie, to imho nie ma znaczenia skąd ten dochód.
        • mildenhurst Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:03
          Nie kradnie i nie pobiera zasiłków. Jeśli by jednak pobierał to w tej sytuacji jest na skraju wyłudzenia.
          • dramatika Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 10:11
            mildenhurst napisała:

            > Nie kradnie i nie pobiera zasiłków. Jeśli by jednak pobierał to w tej sytuacji
            > jest na skraju wyłudzenia.

            Srenia, a nie wyłudzenia. Jak pobiera zasiłki, to ktoś jej musiał przyznać na podstawie jakiejś ustawy. Tutaj jednak nie chodzi o zasiłki, raczej pomoc rodziny, coś mi się tak kojarzy (mogę się mylic) - to zresztą bez znaczenia.
            • ga-ti Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:10
              Żeście się czepnęły dziewczyny. Może ma na wynajem ze trzy mieszkania, dochód cudny. Kto powiedział, że jest obowiązek pracy i to pracy na cały etat najlepiej jeszcze z nadgodzinami, wyjazdami, weekendowymi szkoleniami i telefonem służbowym czynnym 24h na dobę?
              Może potrzebuje pracy, bo potrzebuje ubezpieczenia, może potrzebuje stałego dochodu o określonej porze wpływającego na konto, może chce do ludzi wyjść, a może zdrowie nie pozwala jej na dłuższą pracę? Nie ważne w sumie. Określiła jasno,że szuka pracy na pół etatu. Czy to jakieś przestępstwo? Przecież nie chce kombinować z umową, z pensją, z wypłatą 'pod stołem', chce uczciwie pracować na pół etatu i za przepracowane godziny pobierać wynagrodzenie. Jasne, przejrzyste i jak najbardziej zgodne z prawem.
              • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:12
                Dokładnie.
              • daniela34 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:16
                ga-ti napisała:

                >
                > Może potrzebuje pracy, bo potrzebuje ubezpieczenia, może potrzebuje stałego doc
                > hodu o określonej porze wpływającego na konto, może chce do ludzi wyjść, a może
                > zdrowie nie pozwala jej na dłuższą pracę? Nie ważne w sumie. Określiła jasno,ż
                > e szuka pracy na pół etatu. Czy to jakieś przestępstwo? Przecież nie chce kombi
                > nować z umową, z pensją, z wypłatą 'pod stołem', chce uczciwie pracować na pół
                > etatu i za przepracowane godziny pobierać wynagrodzenie. Jasne, przejrzyste i j
                > ak najbardziej zgodne z prawem.

                Tak ściśle mówiąc, to w pierwszym poście autorka sama zauważyła, że nie ma sensownych ofert na pół etatu i zapytała, co robić, czy jednak próbować na cały etat czy czekać. Dlatego część z nas odpisywała, że jak nie ma na pół etatu, to jednak próbować na cały, a w razie czego się zwolnić. Danide też gdzieś niżej napisała, że bez tego pół etatu budżet się nie spina. Jeśli się spina- to dla mnie nie ma tematu, nie chce pracować- nie pracuje. A jak się nie spina, to dla mnie racjonalne jest przynajmniej podjęcie próby pracy na cały etat.
                • daniela34 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:17
                  Danaide, przepraszam za literówkę w nicku!
              • alicia033 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 11:29
                ga-ti napisała:

                > Może ma na wynajem ze trzy mieszkania, dochód cudny.

                no cudny ale nie ma takiego.
                Danaide sama tu napisała, że potrzebuje pracy, bo ma dochody na styk.
                • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 12:59
                  Dochody na styk bez żadnej pracy i tak od dziesięciu lat to super sprawa smile
                  • chatgris01 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 13:05
                    Można mieć dochody na styk oraz nieruszane oszczędności/lokaty/nieruchomości czy inne zabezpieczenie na czarną godzinę. Co tak się wszyscy tym martwią?
                    • saphire-2 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 13:07
                      Oczywiście że można. Tylko że to nie my szukamy pracy na pół etatu tylko danaide.
    • bo_ob Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 12:35
      danaide napisała:

      > Jakieś wskazówki? Co z tym fantem? Czekać i szukać cierpliwie czy jednak spróbo
      > wać na cały?


      Raczej nikt za ciebie nie wybierze. Sama musisz wiedzieć, co wolisz - czy mniej pracy i miej pieniędzy czy na odwrót.

    • barbra25 Re: Przyszła koza do woza. O pracy. Na serio. 01.08.19, 20:52
      danaide napisała:


      > Bo jak reagować jak eks wypomina Ci, że nie pracujesz ...


      Strach przez niego przemawia? Boi się, że wystąpisz o podwyższenie alimentów i stąd nacisk abyś pracowała?


      > Jak reagować, gdy wypomina Ci, że nie masz pomocy przy dziecku, a on ma swoją m
      > amusię - jakbym ja sobie swoją matkę wybrała.


      Jakoś sobie radzisz bez pomocy mamy pewnie czasem gorzej czasem lepiej a były najwyraźniej jeszcze nieodpępniony więc dla niego opieka nad dziećmi bez pomocy mamy to coś czemu nie byłby w stanie podołać? Zazdrości Tobie zaradności?



      > Jak reagować jeśli liczyłaś, że Twoje dziecko będzie rosnąć, rozwijać się, pozn
      > awać język i wyjeżdżać do ojca i chociaż miesiąc w roku będziesz mogła pobyć sa
      > m na sam ze sobą - a Twoje dziecko zrozumiawszy, że jest dzieckiem drugiej kate
      > gorii wypisało się z systemu i woli siedzieć z Tobą? A Ty wysłuchujesz, że uwie
      > siłaś się na dziecku?



      Można też nie reagować wcale - zwłaszcza jeśli Ty wiesz jaka jest prawda a były uderza w słabe punkty tylko po to aby Tobie dokopać a z siebie zdjać odpowiedzialność za relacje z własnym dzieckiem.
Pełna wersja