reinadelafiesta
23.08.19, 03:42
Gorąca dyskusja w sąsiednim wątku nakłoniła mnie do opisania tej historii.
Jest małżeństwo, mają jedno dziecko. Dorabiają się sporego majątku, który po tragicznej śmierci męża dziedziczą żona i dziecko. Pieniądze wypracował głównie pan. Kobieta powtórnie wychodzi za mąż, wspólnych dzieci nie mają, a po kilku latach żona umiera. Z drugim mężem nie dorobiła się niczego, żadnego majątku trwałego, oszczędności. Pani przed śmiercią sporządziła testament zapisując wszystko swojemu dziecku z pierwszego małżeństwa. Wydawało się oczywiste, że to ono powinno dostać wszystko po matce, szczególnie że majątku tego dorobił się w całości jego rodzony ojciec. Oczywiste, ale nie dla wszystkich. Ponieważ drugi mąż, który palca nie przyłożył do pomnożenia dóbr, uznał że zachowek mu się należy. No i sąd mu go przyznał. A że majątek był spory, to i zachowek też. No, niby facet miał prawo o niego wystąpić, przepisy mu nie zabraniają, a nawet wręcz przeciwnie, dają taką możliwość. Ale czy to ładnie dziecku zabierać coś, na co zapracował jego własny ojciec, do czego się w żaden sposób nie przyczyniło? W imię czego dziecko miało się majątkiem dzielić z drugim mężem matki, a pan ten zachowek po de facto swoim poprzedniku otrzymać? Czy to jest sprawiedliwe? Słusznie dostał zachowek, czy też dziecko miało prawo otrzymać majątek po rodzicach w całości?