poranne klimaty

20.10.04, 09:25
Szosta trzydziesci dzis rano. Malzonek gotowy do wyjscia (ach znow ten wyjazd
sluzbowy, gdybyz jego klienci wiedzieli jak szczerze ich nie lubie...),
Zegnamy sie czule w trojke - Grubcio w pizamie, ja w pizamie, polprzytomna.
Potem butla, toaleta Grubcia (Grubcio, no prosze cie, tylko dwie sekundy! No
przeciez wiesz, ze musze ci wyczyscic nochal!! Grubcio!!!)
Potem kawa w przelocie podczas gdy Gruby pelza po dywanie i robi poranny
balagan, zeby sie nie czuc nieswojo kiedy wroci od niani po poludniu.
Snuje sie po domu pakujac mu torbe. Co tez ja mu rozmrozilam na dzis? I w
jakim to do cholery bylo pudelku? Przekopuje lodowke. Jest! Przytulanka,
mleko, butla, deser, zapas pieluch - chyba wszystko.
Teraz najtrudniejsza czesc programu - robienie toalety wlasnej majac
rownoczesnie oczy naokolo glowy (Gruby! Slysze cie! Wywalasz tacie kable z
szafki!), albo malowanie rzes przytrzymujac jedna noga drzwiczki od szafki,
zadza wybebeszenia ktorej pala Grubcio. Kolanem blokuje szuflade.
Dobra Gruby, zbieramy sie. Gruby! Gruby zostaw smietnik w lazience. Dobra,
skoro tak to od razu zmienie worek na smieci.
Spadamy. Gdzie czapka? Na bufecie w kuchni - przeciez to logiczne. Jeszcze
tylko bluza (Grubcio pliz nie wij sie jak wegorz). Moj plecak, Grubciowa
torba, smieci, aha! - i Grubcio. Cholera w ktorej kieszeni mam klucze do
mieszkania. OK. Uh. Zahaczamy o smietnik, potem garaz. O! Sasiadka! Super -
potrzymasz i go sekunde, bo zapomnialam mojej trzeciej i czwartej dodatkowej
reki! Dzieki! Garaz, bagaznik, fotelik, wyjazd - kierunek: niania. O! Gory w
sniegu! Cos podobnego, jakos nie zauwazylam... Ladne nawet te gory...
    • ada_zie Re: poranne klimaty 20.10.04, 09:31
      świetne...
      do nas - na sczeście - niania przychodzi
      pozdrawiam serecznie
    • le_lutki droga 20.10.04, 09:57
      Dobra, Grubcio w dobrych rekach niani, instrukcje obiadowo-deserowe wydane,
      mozemy spadac do pracy.
      Przeszukuje torebke w poszukiwaniu identyfikatora dwojego i samochodowego. OK.
      Ruszamy. Niesamowite - zjazd na autostrade pusty. Mozna normalnie jechac, co mi
      sie nie zdarzylo od kilku tygodni. No wiec zadowolona z siebie ruszam
      130km/h... i niestety po dwu kilometrach okazuje sie, ze koniec zabawy. Stoimy,
      a jakze. Nie potrafie racjonalnie wyjasnic dlaczego widok tablicy swietlnej z
      pulsujacym napisem: KOREK - ZWOLNIJ doprowadza mnie systematycznie do szewskiej
      pasji. Przeciez ja JUZ stoje, bardziej zwolnic sie nie da!!! Uh, Yannick Noah
      spiewa "No more fighting, no more killing"... - troche reggae dobrze mi na
      nerwy zrobi... No i te slowa, w sam raz dla mnie smile
      O, nastepna tablica, co my tu mamy? Autostrada - korek, kierunek Grenoble
      centrum - korek, kierunek obwodnica - korek. No to fajnie. Nie mam pojecia
      dokad jedzie ta ciezarowka obok z napisem PILNE - KREW, ale ci, dla ktorych ta
      krew jest przeznaczona raczej jeszcze poczekaja... Skacze po stacjach radiowych
      w nadziei ze trafie na jakas kojaca muzyke, a nie na pieprzone reklamy
      Carrefoura i Championa. Nawiasem mowiac wczoraj w Carreforuze zauwazylam u
      siebie "syndrom korkowy", ktory mi sie rozszerza na wszystkie dziedziny zycia
      najwyrazniej: po 20 minutach korka na obwodnicy, cala przejeta zeby szybkona
      zakupy, bo tam Grubcio u niani czeka, kiedy potykalam sie w Carrefourze o
      pozostawione byle jak w przejsciu wozki, omijalam rozmyslajacych nad kazda
      polka emerytow - to nawet ta niemoznosc normalnego poruszania sie w moim
      wlasnym tempie podnosila mi cisnienie... Malo nie warknelam na dziewczyne
      wciskajaca mi do reki probne produkty Blediny dla niemowlat z haslem "o,
      nareszcie jakas mama!". Kanal, co te nerwy z czlowiekiem robia...
      Dobra, wrocmy do terazniejszosci. Stoje nadal, nie da sie ukryc. Obok mnie
      przejezdza Ford Transit z polska rejestracja - bez pudla reaguje takim samym
      podnieceniem, jak kiedy bylam mala! Lekko oniemialy kierowca zastanawia sie
      dlaczego obca baba wyprodukowala mu przez zybe usmiech numer 5... A, co tam...
      Boze, przede mna jeszcze z 25 kilometrow a ja nadal stoje na drugim...
    • le_lutki a teraz... 20.10.04, 10:08
      siedze w pracy, odkopuje sie z maili i z wiadomosci na sekretarce, cieszac sie,
      ze juz za chwile poczytam gazetowy newsletter...

      Eeeh, czy Wasze poranki tez sa takie "zawrotne" i podobne do siebie?

      Pozdrawiam
      • madelaine6 U nas nieco inaczej: 20.10.04, 10:13
        8.00-dzwoni budzik.Praktykujemy od tygodnia,zeby zmienic sie rozklad
        spania w ciagu dnia,ocalic choc godzinke czasu wieczorem dla siebie...
        Maz i tata wyszedl z domu 6.20,wiec nawet tego nie slyszelismy.
        Za oknem mgla,probuje sie w tym widoku doszukac czegos malowniczego,
        nie wychodzi mi to niestety.Za noge ciagnie mnie Kubus,ktory zdazyl sie juz
        pokotlowac na dywanie z psem.Aaa,no tak-mleko.Idziemy do kuchni,pogania
        mnie wolaniem "mniam mniam mniam mniam mniam"...litosci.Jest.Pije to swoje mleko,ja wyjmuje nocnik z nadzieja,ze moze akurat teraz sie uda (jeszcze nigdy
        nie zrobil do niego nawet siusiu,wyjmuje raz na 2tyg,zeby sie przekonac czy to juz nastapi).Krotka pogadanka z mojej strony,synek siada,ja wypelniona nadzieja...Niestety,trwa to sekunde,mowi tylko "sisi",czeka jeszcze na pochwale
        z mojej strony i ucieka...Dobra,zakladam pieluche,ubieram go,wyciagamy zabawki,
        ufff,moze teraz sie umyje.Wchodze do wanny,lazienka oczywiscie otwarta.
        Za chwile przybiega z glosnym "be,be".O nie-zrobil kupe...trudno,musi chwile zaczekac.Myje sie w ekspresowym tempie,pozniej Kube i znowu kolomyja z ubieraniem.W miedzyczasie pies kreci mi sie kolo nog,z nadzieja czeka az
        sie znajde w kuchni i dam mu sniadanie...
        Pies nakarmiony,ubieram sie w pospiechu,zaraz,co to?Jakas niepokojaca cisza.
        O nie,siedzi w katku i dobiera sie do mojego kremu...
        Wstawiam pranie,Kuba mi pomaga.Ja wkladam do pralki,on wyjmuje.Przyniosl tez
        samochodzik,zly,ze nie pozwalam mu go wlozyc do pralki.Tlumacze wiec co i jak.
        Po kolejnym sklonie w strone pralki mam ciemno przed oczami,ups-chyba pora zjesc sniadanie.Platki+mleko,bo najszybciej.Kuba poklada sie na dywanie z ksiazeczka.Chwila spokoju.Mozna zanurkowac na moment na forum,przejrzec wiadomosci.Krotko to trwa jednak...Juz mam na kolanach jego podusie i kolderke,wklada mi do reki ksiazeczke.Czytamy.Pozniej zada "je je je",co w jego jezyku oznacza wlaczenie muzyki (najlepiej cos skocznego he he) i tancowanie...oczywiscie z mamusia.Wyginamy sie na srodku pokoju,wyglupiamy,konczy sie na laskotkach i ganianiu na czworaka.
        Pora na drugie sniadanie Kuby,dzis jednak nie ma apetytu,patrzy z nadzieja w strone psa i usiluje mu podrzucic troche.No nic,moze pozniej zje.W miedzyczasie
        wstawiam zupe,pomaga mi przy tym wynoszac ziemniaki z koszyka na srodek pokoju.
        Zupa musi sie ugotowac zanim pojdziemy na spacer.Tylko ta mgla...Niech juz zniknie.
        Kiedy pisalam ten post Kuba ogladal bajke a ja pilam kawe.Jedyna chwila,ktora lubie z tych naszych zwariowanych porankow.
        • madelaine6 Re: U nas nieco inaczej: 20.10.04, 10:14
          Przepraszam za uklad graficzny-cos sie skopalo przy kopiowaniu.
          • ada_zie Re: U nas nieco inaczej: 20.10.04, 11:13
            jak czytam Wasze wypowiedzi to dochodze do wniosku, że u mnie ranki są spokojne
            i monotonne...
            pobudka o 6, przystawiam Kacpra do piersi, żeby jescze trochę podjadł no i
            żebym ja nie miała problemów z "nadprodukcją"
            jak wstaję to męża juz nie ma - wychodzi cichuteńko
            ja też na plauszkach - bo prysznic a później makijaż z małym na ręce to
            mistrzostwo świata smile)
            za chwilę wchodzi niania, krótkie wskazówki dotyczące zupek, serków, od czasu
            do czasu leków - niestety
            i do pracy ! i na szczęście mieszkam w małym mieście, więc dojazd zajmuje mi 10
            min

    • yola66 Re: poranne klimaty 20.10.04, 11:09
      6.45 dostaję książeczką po glowie to znak, że Moje Szczęście się obudziło i
      przyczłapało do naszej sypialnii, patrzę na zegra - kurcze mogłam spać jeszcze
      z 15 minut, bo budzik miał zadzwonić o 7.00. Moje Dziecko ciągnie mnie usilnie
      za rękę, mrucząc mniam... mniam/.... mniam... Próbuje go przekonać, że może
      jednak się z nami na chwilę położy, bo mama nie ma siły wstać.... Złości się,
      odpuszcza ciągnięcie za rękę, wychodzi z sypialni sam.... ale za raz wraca i
      patrzy na mnie z wyrzutem jakby chciał powiedzieć "A Ty dalej leżysz??!!".
      Wdrapuje się na nasze łóżko, przytula się, po czy za chwilę siada na mnie i
      zaczyna skakać - to znak, że muszę wstać.... Idę do kuchnii, Mlody chce usiąć
      na blat z którego może patrzeć przez okno. Sadzam go - robię jemu mleko, sobie
      kawę. Dla siebie wyciągam jogurt, ale Młody to wychwycił i już krzyczy mniam...
      mniammm.... Tłumaczę mu, że ma swoje mleko - nie skutkuje - zjada cały mój
      jogurt - znowu polecę na głodnego do pracy. Potem mycie z mężem na zmiany...
      Najtrudniejsza część poranka - przebrać dziecko... Mlody radośnie ucieka
      najpierw w piżamie. Łapię go ściagam piżamę i pieluchę.... Znowu ucieka teraz
      na golasa..... Znowu za nim biegam.... W przelocie patrzę na zegar - 7.45 znowu
      się spóźnię. Wołam męża, żeby ubrał Juniora. Sama się ubieram, szybki makijaż.
      Punktualnie o 8.00 przychodzi opiekunka, a my do pracy....

      Szczerze mówiąc chyba jeszcze śmieszniejsza jest opowieść o moim powrocie do
      domu z pracy...ale o tym innym razem
      • le_lutki Re: poranne klimaty 20.10.04, 11:19
        smile) Napisz w wolnej chwili, dobra?

        pozdrawiam!
    • mamaaga99 Re: poranne klimaty 22.10.04, 15:58
      hej le_lutki ! Fajnie masz, zwłaszcza te góry !

      U mnie poranki wyglądają podobnie, choć całkiem inaczej, tzn. podobny
      rozgardiasz i pośpiech, ale aktorzy inni. Bo ja - co najważniejsze - mam dwoje
      dzieci a to oznacza, że zamieszanie jest dwukrotnie większe ! I naprawdę nie
      wiem, dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć, że można nie zdążyć
      przyprowadzić dziecka do przedszkola przed 9.00 rano. Bo ja generalnie mam z
      tym problem. Ale od początku...

      Ja i mąż wstajemy o 7.00, rano i wtedy też najczeęściej wstaje nasze młodsze -
      Tonia. Uściślając - wstajemy kiedy ona nas obudzi (gdy nas nie budzi, jest
      jeszcze gorzej, bo wtedy każde z nas się spóźnia). No i od rana :"buju buju" -
      woła dziecko. Nie, buju potem, teraz zmieniamy pieluszkę, no chodź do mamusi,
      no chodź grzecznie, tylko na chwileczkę, zaraz zaraz, założymy czystą ! no
      dobra, możesz pobiegać trochę bez. Zaraz będzie śniadanko, zaraz !!!! Mąż o
      dziwo, po szybkim zjedzeniu śniadania i porannej gimnastyce (a może odwrotnie)
      opuszcza nas a ja zostaję sama na placu boju. Nasze starsze dziecko - Helcia -
      wieczorem na tysiąc spraw do zrobienia a rano śpi jak zabita. Aż żal budzić.
      Ale o 7.40 najczęściej posyłam Tonię z poleceniem obudzenia siostry. Tonia
      wydaje przy tym radosne okrzyki, siostra zdecydowanie mniej radosne... No
      chodźcie na śniadanie ! Śniadanie !!!! One zaczęły się już bawić w pokoju.
      Dziewczynki, natychmiast na śniadanie, bo inaczej nie idziemy dziś do
      przedszkola! Ale przy stole nie jest lepiej - jedz proszę, no jedz, opowiesz mi
      po śniadaniu albo po drodze. Nie taka herbatka ? A jaka miała być ? Toniu, to
      kanapka dla mamy, nie, nie będziemy teraz czytać ani robić buju, bo mama je
      śniadanie. Helciu, myj już zęby, ja zaraz z Tonią dołączę, Helciu, zostaw już
      to malowanie, skończysz po przyjściu z przedszkola, Helenko !!!

      Ok, jakoś udało się nam dotrzeć do łazienki, a tam znowu: Helenko, nie mów
      teraz tylko myj zęby, Toniu, otwórz buzię, nie - ta pasta jest mamusi a ta
      twoja. Nie uciekaj, otwórz buzię, to twoja sliczna szczoteczka a to pasta,
      Toniu !!! No dobra dam Ci spróbować mojej, ale otwórz buzię ! Helenko, wypłucz
      zęby i umyj buzię, umyj buzię ! No dobra, ubieramy się raz dwa, bo już 8.30.
      Helenko, ubieraj się, ja też się ubieram a potem ubiorę Tonię. Helenko, no
      przecież miałaś ubierać siebie a nie lalkę !!! Nic jej nie będzie, jak posiedzi
      cały dzień w piżamce, mogła wstać wcześniej. Tak, Dominika (lalka) zostaje w
      piżamce ale Ty nie , ubieraj się ! Toniu, rączki do góry, wracaj,
      wracaj,jeszcze bluzeczka i rajstopki, szybciutko, bo idziemy do przedszkola.
      Nie chcesz iść na dwór ? Ale Helenka chce, Helenko Ty znowu swoje i ciągle nie
      ubrana! Bo pójdę do tego przedszkola sama a Wy obie zostaniecie w domu!!!!

      Uff, o 9.00 sytuacja jako tako opanowana i możemy iść do tego przedszkola. Pani
      wychowawczyni znowu dziwnie na mnie patrzy... Jest już 9.15 ? Jak ten czas
      szybko leci ! Ale ja mam przecież dwoje dzieci i 10 minut drogi do przedszkola
      przy założeniu, że Tonia jedzie w wózku (z Tonią obok wózka to jest jakieś 20-
      25 minut. Ok, jutro postaramy się wcześniej, żeby Helenka zdążyła na początek
      zajęć dydaktycznych.

      ...powoli, wracamy do domu. Powoli, bo Tonia schyla się po każdy napotkany liść
      a tych teraz niestety sporo, oj sporo! Na szczęście o 10.45 przychodzi
      opiekunka, ja szybko się przebieram, robię błyskawiczny makijaż i już lecę do
      pracy, gdzie nareszcie mogę odsapnąć, napić się kawy i zastanowić, co też
      miałam dziś do zrobienia... smile))
      • le_lutki Re: poranne klimaty 22.10.04, 16:06
        smile)
        Niezle! Mam nadzieje, ze i mnie podobne "podwojne" przezycia w koncu dopadna smile

        Pozdrawiam cieplo
        • mamaaga99 Re: poranne klimaty 22.10.04, 18:22
          Wiesz, le_lutki, ze zdumieniem przeczytałam wypowiedź niejakiej/go
          antyajnsztajna w Twoim wątku i zastanawiam się, czy ta osoba na pewno jest
          zdrowa psychicznie, bo żadne inne wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy.
          Poprosiłam o skasowanie wątku, ale nie wiem, jak szybko takie zgłoszenie jest
          realizowane.

          Pozdrawiam ciepło i życze wielu fajnych klimatów, będzie co wspominać na
          starość smile)))
          Aga
      • mamaaga99 Re: poranne klimaty-ach ten pośpiech 22.10.04, 16:22
        Oczywiście opiekunka przychodzi o 9.45 bo ja o 10.00 muszę juz leciec do pracy,
        no i oczywiście się zawsze spóźniam sad(((
    • antyajnsztajn [...] 22.10.04, 18:05
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • milka_milka Re: poranne klimaty - do antyajnsztajna 22.10.04, 18:57
        Za to ty na pewno jesteś cudna i masz wiele interesujących rzeczy do
        powiedzenia...
      • le_lutki Re: poranne klimaty 23.10.04, 14:32
        Dziekuje za rade, ale chyba wole pozostac przy mojej myszowatosci.

        Prace skonczylam i to przed czasem, ale z tego zasadniczo rozliczam sie z
        szefem a nie z anonimami z forum.

        Naprawde nigdy nie zrozumiem po co niektore osoby czytaja posty, ktore ich nic
        nie obchodza - oprocz tego, aby upuscic z siebie troche zlosci, chamstwa i
        zrobic z siebie ubolewania godne widowisko...

        Bez pozdrowien
        • mamaestery Re: poranne klimaty 23.10.04, 16:33
          olej le_lutki osobnikasmile ja tam lubie czytac co piszeszsmile
          pozdrawiam
          monikasmile
    • civic2 nie przesadzaj z tym "grubciem" 23.10.04, 17:33
      bo wpędzisz przez przypadek człowieka w kąpleksy! Niby to tak spoko ale zależy
      od psychiki. Ja miałam cienką i .... ważąc 38kg/ 166cm wzr byłam GRUBA, bo mama
      i tata wołali grubcio, a za nimi cały świat łącznie z chłopakami!!! Nie macie
      czegoś czulszego?
      • le_lutki Re: nie przesadzaj z tym "grubciem" 23.10.04, 19:42
        Kiedy to tak wlasnie z glebi serca i jeszcze sprzed narodzin...smile)
        A tak na serio to coraz bardziej sie staramy tak nie zwracac DO Grubcia (znaczy
        Ludwisia) zeby nam nie weszlo definitywnie w nawyk smile
    • mamaaga99 Re: poranne klimaty 25.10.04, 15:55
      Dzis rano nasza Tonia spała dłużej niż zwykle. Kiedy wreszcie wstała,
      potarmosilismy się jak co rano i Tonia żwawym krokiem pomaszerowała w stronę
      stołu, przy którym jemy. Widząc, że nikogo przy nim nie ma, stanęła i zawołała
      ile sił:
      - Dziudziu (tak woła na siostrę), tiato !
      Ja jej na to:
      - Ależ Toniu, siadaj do stołu, my już dawno zjedliśmy.
      -Aaha - odrzekła Tonia i pomaszerowała do swojego krzesełka.
      Słodkie, prawda ?
      Aga
      • le_lutki Re: poranne klimaty 25.10.04, 15:59
        Slodkie smile Wyobrazilam sobie scenke smile

        Ja juz tak sie nie moge doczekac, kiedy moj Grubcio cos do mnie powie, ze dzis
        w nocy snilo mi sie, ze powiedzial do mnie calym zdaniem: Mamusiu patrz, ja juz
        umiem sam schodzic z kanapy!

        Sek w tym ze za Chiny nie pamietam w jakim jezyku to powiedzial...
        Uscislenie: teraz tez do mnie mowi calymi zdaniami (i to bez przerwy) tylko, ze
        ja tego nie rozumiem smile

        Pozdrawiam
        • mamaaga99 Re: poranne klimaty 25.10.04, 16:12
          Może powiedział to telepatycznie ? A swoją drogą kiedy słucham szczebiotania
          własnego dziecka i muszę powtarzać: nie rozumiem, o co chodzi - to zawsze mam
          wrażenie, że ono myśli sobie wtedy: "Jaka ty mamo jesteś ograniczona umysłowo !
          Przecież ja doskonale rozumiem, co do mnie mówisz do mnie a jak ja coś mówię,
          to Ty ni w ząb nie rozumiesz ".
          Całe szczęście, że ono później zapomina o tym moim ograniczeniu...
          Aga
    • martucha1 no to ja się będę przechwalać :))) 25.10.04, 16:26
      To ja- samochwała wink))
      7.15 idę do łazienki umyć twarz.
      7.20 idę do kuchni zrobić kaszkę mojej niespełna 10 miesięcznej córeczce i
      delikatnie ją głaszczę żeby się obudziła ( w weekend śpi do 9 !!!).
      7.25 siadamy do kaszki (mąż gramoli się do łazienki)
      7.30 przychodzi niania i kończy karmić małą a ja mogę siadać do wrzucania urody
      na twarz.
      7.45 prysznic, ubieranie, kawka i wychodzimy o 8.00 do pracy.
      Żeby się jeszcze bardziej popisać dodam, że mała zasypia o 19.30-20 i śpi bez
      przerwy do rana tralalalalala smile))
      Marta
      • le_lutki Re: no to ja się będę przechwalać :))) 25.10.04, 16:34
        Jesli chodzi o ostatnie zdanie Twojego postu to nie pozostane dluzna: Grubcio
        zasypia o 20h30 (najpozniej 21) i spi nieprzerwanie do szostej trzydziesci-
        siodmej rano smile)
        Pozdrawiam
        • mamaaga99 Re: no to ja się będę przechwalać :))) 25.10.04, 16:51
          Hmm, jakby to powiedzieć... Suchajcie, jak się robi takie grzeczne dzieci i
          żeby jeszcze tak ładnie i długo spały ???
          Aga
          • le_lutki a propos grzecznych dzieci... 26.10.04, 13:08
            Moje grzeczne dziecko dzis rano wstalo lewa noga i bylo ...hmmm, malo grzeczne.
            Nie wiem, co biedakowi dolegalo - czy burza krazaca od wczoraj wieczor (mamy
            alert burzowy w regionie) czy tez te nieszczesne trzonowce - w kazdym razie
            wisialby na mnie bez przerwy i jak tylko go odstawialam (np zeby umyc zeby) to
            rozlegal sie rozdzuierajacy ryk i zaczynalo sie szarpanie za noge. I tak w
            kolko... Skonczylo sie na tym, ze w akcie desperacji, zakladajac z
            przeproszeniem tampax spiewalam ile sil w plucach "idzie niebo ciemna noca"...
            Coz... Widocznie na wszystko w zyciu przychodzi czas...
            W dodatku dolalo nam rowno w drodze do auta i do niani, bo z nieba laly sie
            traby wody i ciemno bylo nadal jak w nocy...
            Sa i takie poranki - co zrobic.

            Teraz mi nieco lepiej, bo od niani sie dowiedzialam, ze Grubcio pospal i humor
            mu sie poprawil znacznie. Ponadto doszlam do wniosku, ze skoro juz nie wyszlo w
            tym miesiacu z potomkiem, to sie chociaz do czegos przydam i poszlam znow oddac
            krew w pracy (dzis do poludnia byla akcja) i od razu sie lepiej poczulam -
            przynajmniej na duchu, bo na ciele niekoniecznie wink
            Pozdrawiam
          • martucha1 do mamaaga99 26.10.04, 13:31
            Bardzo przyjemnie hi hi hi
            Marta
    • bizu Re: do le_lutki 26.10.04, 13:35
      Powiem tylko jedno - pisz dalej, bo piszesz świetnie. Opowieść o wizycie w
      Paryżu to była re-we-la-cja! Cicha fanka smile
      • le_lutki Re: do le_lutki 26.10.04, 14:16
        Dziekuje, fanko wink
        Wiesz, mnie takie pisanie dobrze na nastroj robi - serio. Przelewam taki mniej
        lub bardziej wredny poranek na ekran - i od razu robi sie smieszny, a nie
        wredny. A ze przy okazji ewentualnie ktos sie ze mna posmieje, albo tez sobie
        pomarudzi dla podniesienia nastroju - tym lepiej smile
        Moje obserwacje poranne "powstaly" szkicowo w samochodzie kiedy tkwilam w korku
        (cos trzeba robic). Potem je tylko "przelalam" na klawiature i juz. Tym lepiej,
        jesli sa i tacy, ktorym ich czytanie dobrze robi. Bo ze sa i niezadowoleni - to
        tez juz wiem wink
        Pozdrawiam
    • kacha222 Mój poranek 26.10.04, 14:08
      Pobuda 5.30! poranny prysznic, makijaż - w międzyczasie budzenie męża, który
      zwleka dziecko (2 latka) z łóżka i spiącego ubiera. Koło 6.05. mąż wsadza
      śpiące prawie dziekco do fotelika w moim aucie, ja wsiadam za kierownicę mojej
      rakiety i jadę 30km w kierunku żłobka! Wyjmuję opierające się dziecko z
      fotelika i zanosze do żłobka! Potem jadę do pracy, jest koło 7.15, zaczynam
      walkę! Godzina 15.30 jadę w kierunku żłobka, odbieram dziecko i 30km z tego 10
      km w korku, jedziemy wkierunku domu!
      Młody rzuca w moim kierunku cukierkami, ciastkami, soczkami w kartoniku -
      włączam radio i widzę jak facet na mnie patrzy dziwnie .... no cóż, wytłumacz
      dziecku, że stoimy w korku! A jak autko było nowe to miało być takie czyste w
      środku, mąż sprząta raz w tygodniu .....

      Takie były moje ranki! Teraz młody ma ponad 4 latka! Wychodzę z domu koło 6.15
      jadę do pracy, a mąż budzi młodego o 7.30 i jadą do przedszkola na miejscu ....
      • le_lutki Re: Mój poranek 26.10.04, 14:20
        smile)
        To widze, ze wszystko przede mna wink Te prawdziwie barwne wyjazdy z domu.
        Na razie Grubcio niczym nie rzuca - a w kazdym razie jeszcze nie we mnie.
        Natomiast czasami jodluje rozglosnie smile
        Nie wiem jak bedzie pozniej, jesli sie przeprowadzimy, ale na razie do niani
        mamy 200m.
      • nocek1 Mój poranek 26.10.04, 14:51
        5.30- dzwoni budzik
        5.40- znowu dzwoni budzik, poprzednio zdzielony pięścią
        - wstajemy i do łazienki, szybko, szybko...
        6.10 - budzimy chłopaków do przedszkole, ja Bartusia (2,5), mąż Maciusia (5)
        - walczą jak lwy : "ja chcę spaaaać!"
        6.30 - chłopaki ubrane, umyte i już przytomne, zbieramy się do wyjścia
        6.35 - pakujemy się we czwórkę do 2-osobowego służbowego fiata i po
        osiedlowych uliczkach chyłkiem, chyłkiem do przedszkola
        6.40 - chłopaki w przedszkolu, młodszy musi odprowadzić starszego do grupy,
        żegnają się wylewnie (jakby mieli się miesiąc nie widzieć) i młodszy
        pędzi do swojej grupy, a my po wszystkich pożegnaniach do pracy
        7.00 - podpisuję listę, za której drugi koniec szarpie już kadrowa, żeby
        wpisywać spóźnienia

        to tyle o naszych porankach - do spokojnych niestety nie należą,
        wszyscy są jeszcze śpiący, na dworze ciemno, brrrr...

        pozdrowienia - Nocek
    • anoczek Re: poranne klimaty 26.10.04, 14:22
      Tak sobie czytam Twój post i jakbym widziała samą siebie rano:
      6.10 - dzwoni budzik - czemu tak szybko, przecież dopiero co położyłam się
      spać. Patrzę obok-Męża już nie ma. Ania jeszcze śpi. Idę do łazienki, nakładam
      pastę i .... aaaaaa. Ania już nie śpi. Do malucha, na rączki, do sypialni,
      cycuś, znowu mnie ugryzła i jeszcze patrzy zdziwiona czemu mama krzyknęła. Ania
      na ręce do aneczkowa na przewijak, ubieramy się (znaczy Anię), ściągamy pajac,
      pampers, zakładamy body bluzeczkę, sikamy, wszystko mokre, rozbieramy się
      znowu, pampers, body, rajtki, spodenki bluzeczka. No Ania ubrana. Ciśnie kupa.
      Zmiana pampersa. Znowu.
      6.40 - Ania ubrana, idziemy do łazienki, mama musi się umyć. Ania za mamą. Noga
      na szafkach, Ania rozsypuje proszek do prania. Wycieramy. Zęby umyte. Teraz
      makijaż. Ania czesze swoje włosy, szczotka (mamy) ląduje w misce z wodą. Ania
      wychodzi z łazienki, chyba poszła się bawić - myślę sobie spoko. Wychodzę Ania
      wyrwała gniazdko telefoniczne (ZNOWU). Tata się ucieszy. Szybkie pakowanie Ani
      (o śniadaniu w domu już dawno zapomniałam) pieluchy, jadełko, ubranka.
      7.10 Idziemy. Klucze o dziwo w drzwiach. 3,2,1 piętro po schodach z Anią a
      ręku. Wychodzimy z bloku. A gdzie smoczuś do spania. Oczywiscie na komodzie w
      domu. 1,2,3 piętro. Gdzie te klucze. Schodzimy do samochodu. Auto na samym
      końcu bloku, bo bliżej nie było miejsca. Ania do fotelika. Jedziemy do babci.
      7.20 Wózek z bagażnika - znowu się zablokował. Babcia już czeka. Buziaczek dla
      mamy, pa pa i biegiem do auta.
      7.30 Czemu znowy mało powietrza w kole? (przecież byłam u wulkanizatora), na
      Statoil, dopompować powietrza.
      7.40 - 25 km w 20 min. i jak tu przestrzegać przepisy.
      7.58 - zamknęli mi szlaban kolejowy przed nosem
      8.02 - 2 min spóźnienia wpisane w akta biurowe.
      Stosy papierów na biurku, bo przecież wszyscy pracują od 7.00 tylko ja ....
      8.00 - 15.00 - Dobrze, że można wejść na forum czasem.
      15.01 - Kocham mojego Focusa
      15.30 - Co na ten obiad kupić. Minimal najbliżej. Będzie chińszczyzna. Ryż,
      piersi z kurczaka, warzywka
      15.40 - Uśmiech Aneczki
      Chola, chola dopiero jest 14.21 jeszcze jestem w pracy. A więc do pracy rodacy.
      Mama Ani
      • mamaaga99 Re: poranne klimaty-do nocek i anoczek 26.10.04, 17:49
        Jejku, strasznie macie z tym wpisywaniem spóźnienia w akta - nawet 2 minuty ???
        I strasznie Wam współczuję takiego rannego wstawania, chociaż osobiście tez
        wolałabym pracować od 8.00 nie od 10.00 sad No ale ja w porównianiu z Wami mam
        niebiańsko - nawet jak spóźnie się 40 min., to co najwyżej muszę się
        wytłumaczyć szefowi, o ile jest już w biurze i to zauważy, bo inaczej to pies z
        kulawą nogą się nie zapyta, dlaczego jestem później. Ale może to też dlatego,
        że moja praca nie ogranicza się do siedzenia przy biurku, ale chyba głównie
        dlatego, że mam takiego szefa. Bo w mojej firmie są i takie działy, gdzie
        kierownik w każdy poniedziałek bierze z kadr listę obecności i każe się każdemu
        kolejno pracownikowi tłumaczyć nawet z 1 minuty spóźnienia.

        pozdrawiam
        Aga
        • anoczek Re: poranne klimaty-do nocek i anoczek 27.10.04, 08:16
          Chciałabym mieć takiego fajnego szefa. A te spóźnienia to kadrowa wiedźma ma
          takie hobby, że pastwi się na pracownikach.
          Dzisiaj w pracy byłam za 7.57 - szlabanu mi przed nosem nie zamknęli.
          Pozdrawiam cieplutko
    • betty_julcia Re: poranne klimaty 26.10.04, 23:20
      No cóż. My z każdym dniem dochodzimy do coraz większej wprawy. Trzy razy w
      tygodniu przychodzi niania i wiozę ja z Julką do domu moich rodziców a
      pozostałe dni w tygodniu na spokojnie same we dwie jedziemy już bez niani. Tak
      więc tak czy owak mamy szykowanie w domu. Podobnie jak w któryms z
      wcześniejszych postów koniec spania następuje po oberwaniu w wersji light
      poduszką albo smoczkiem a ostatnio coraz częściej pustą butelką po herbatce.
      Oznacza to mnie więcej" mama wstawaj i przynieś herbatki" po czym mała idzie do
      nas do łóżka i pieszczochujemy się razem przez jakieś 15 min. Pieszczochowanie
      polega na wsadzeniu głęboko do nosa tacie(oczywiście śpiącemu) małego palca,
      albo przywalenie tacie smoka. Wszystkie podobne zabiegi dotyczą taty bo mama
      czyli ja po przyniesieniu herbatki jestem już zbędna i cłkowicie ignorowana
      więc idę sobie pod prysznic.
      No a potem połowa sukcesu to pozbycie się dużego dziecka czyli taty z domu.
      Gotowanie jedną ręką kawy no i oczywiście pilnowanie żeby Julka nie wyrzuciła
      wszystkich słoików z kiszonymi na ziemię, żeby nie podeptać jej zamiatającej
      zawzięcie między moimi nogami (nic tylko zamiata i zamiata), żeby nie udało jej
      wspiąć sie na kuchenkę po drzwiczkach od piekarnika itp itd. Ok jest kasza
      nierzadko przypalona. Wymyślam coraz to nowe miejsca karmienia. Dziś na topie
      jest blat w kuchni. Fajnie, owijam śliniakiem i pieluchą i wpycham pierwszą
      łyżeczkę kaszki okraszonej sokiem malinowym. Tata woła zza ramienia gdzie
      kaszka dla niego, o boże jak zwykle zapomniałam o drugim dużym dziecku co na
      stare lata zakosztował w kaszce manniesmile No cóz, wszystko co na blacie
      kuchennym fruwa...jabłka, pomidorki, saszetki z herbatkami, butelki, smoczki,
      kubeczki, najróżniejsze korkociągi,otwieracze do konserw a jeszcze pół miseczki
      przed nami a mi pomysły się kończą. przychodzi tato i tylko czycha na te pół
      miseczki. oj, karmienie to historia. Potem szybkie sprzątanie po kaszy w każdym
      kącie, mycie buzi, przebieranie, wiadomo...przewijanie. Ubieranie siebie,
      bąbla, bąbel ubrany stoi pod drzwiami i się denerwuje a mama wrzuca do plecaka
      ubranka (prawie wszystkie ładuję), butki po domu, pieluchy, serki, paróweczki,
      na drodę 2 butle herbatki,monte, zupka w pojemniczku, paluszki, żelki i cała
      masa innych smakołyków żeby przypadkiem głodna nie była. Coś jeszcze???
      Smoczki, bez nich ani rusz. Lecimy, Julia już przy windzie a ja szukam kluczy
      do domu i samochodu, plecak, kurtki i moja torebka wypchana po brzegi złapanymi
      po drodze, zapomnianymi a niezbędnymi drobiazgami, torba z zabawkami i rąk
      brakuje. Dobrze że Julka idzie już na własnych nogach bo w zęby jej nie wezmę.
      I ta co dzień. I łapię się na tym że jakbym wzięła ze sobą tylko Julkę z
      jednymi portkami na zmianę i butkami to na to samo by wyszło, bo przecież jest
      u kochanych dziadków i ma tam wszystko od pieluszek po paluszkismile)))
      -------------------------------------------------------
      Betty to mama a to jestem ja:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
    • mama_szefusia Re: poranne klimaty 27.10.04, 08:53
      U nas jest tak:
      6.20 dzwoni budzik szybko przeze mnie wyłączony żeby chłopaków nie obudzić. Za
      oknem cicho i ciemno (mieszkamy daleko za miastem). Cichutko myję się w
      łazience, wyłączam alarm, daję buziaka śpiącycm mężczyznom. Na dole w kuchni
      pakuję sobie śniadanko do pracy i patrzę na przepiękny jesienny las, otulony
      mgłą, mokry i pachnący.
      6.50 witam się na dworze z pieskami (Filip! Nie skacz, tylko nie na rajstopy!).
      Potem godzina drogi do pracy samochodem. Radio sobie gra, a ja pędzę na
      północny wschód, wprost na wschodzące słońce. Codziennie inny widok, ogromny,
      piekny albo mokry i zamglony.
      7.50 jestem w pracy. Znowu zadowolona, że udało mi sie tajnymi skrótami w
      Jankach, Raszynie i w Alei Krakowskiej ominąć lwią część zaklopsowanego o tej
      porze na amen miasta stołecznego.
      7.55 bawię się w telefoniczne budzenie, żeby mąż i syn zdążyli wstac zanim
      przyjdzie niania.

      A potem to już proza dnia codziennego...
    • le_lutki DLACZEGO?.... 28.10.04, 09:49
      Pisze choc nastroj chandrowaty.
      Niby wszystkie poranki sa dosiebie podobne, ale zdarzaja mi sie takie, kiedy
      mnie szlag trafia i pytam sie DLACZEGO musze pic kawe prawie na stojaco i w
      biegu a maz stoi nade mna i moim krakersem wydzierajac mi talerzyk do mycia,
      dlaczego nie mam czasu sie uczesac, DLACZEGO mam wyrzuty sumienia bo musze nie
      tylko zalozyc ale i zasznurowac buty(!!) a potem jeszcze wziac kurtke z szafy
      podczas gdy maz stoi nade mna z Grubym i pogania. DLACZEGO - za wyjatkiem nocy,
      kiedy spie - jestem w ciaglym biegu?? DLACZEGO nic nie moge zrobic normalnie i
      we wlasciwym tempie?? To nie jest bron Boze skierowane przeciwko Grubciowi i
      mezowi tylko tak ogolnie przeciwko rzeczywistosci. Rozmyslania te naszly mnie
      kiedy bieglam pedem ze smieciami do smietnika, bo maz z Grubym juz czekali w
      samochodzie z wlaczonym silnikiem... A przeciez kiedys trzeba bedzie oprocz
      tego wrociwszy z pracy siasc na dluzsza chwile z Grubym do odrabiania lekcji -
      ja sobie tego nie wyobrazam.... A kiedy czas na jakas z nim zabawe albo
      normalne gadanie o minionym dniu i o glupotach ????
      Wczoraj odebralam Grubcia po pracy, pojechalam z powrotem po meza, bo on musial
      koniecznie cos skonczyc w pracy, potem pognalismy wyjatkowo we troje do
      Carrefoura bo sie skonczyly pieluchy i plyn do naczyn - przy okazji zanabylismy
      nowa mikrofalowke (przynajmniej dzis rano bylo szybciej) bo stara sie zepsula.
      Potem do domu - szybko, zeby zdazyc na kolacje Grubego (i to sztuczne zarcie w
      dodatku, bo nie mialam juz czasu nic ugotowac), potem kolacja dla nas - mycie
      salaty, sos i tralala, potem mycie garow, kapanie Grubcia - wszystko z
      cholernym bolem brzucha i glowy i oczywiscie z mezem, potem moj prysznic
      (nareszcie!! wymarzony od popoludnia) a potem jeszcze szybkie pichcenie zupki
      sila rozpedu na dzis do niani, bo zapasy lodowkowe sie skonczyly....
      Potem tylko odsysanie spiacemu Grubemu zapchanego znow nosa (dzis rano przed
      wyjsciem 4 razy...) Potem mala pobudka o czwartej nad ranem, bo Grubcio sie
      zaklinowal wpoprzek lozeczka wedrujac we snie.... A potem juz jakos dziwnym
      trafem bylo rano i kurc-galopka czesc dalsza....

      Niby ten ranek nie rozni sie niczym specjalnym od innych, tylko jakos ja
      wysiadam czasami...
      Tez tak macie, czy tez zawsze wykrzeszecie z siebie wystarczajaca dawke
      optymizmu??

      Pozdrawiam
      • mamaaga99 Re: DLACZEGO?.... 28.10.04, 12:08
        Ach le_lutki, kiedy zjawiam się w pracy o 10.30 i mówię, że jestem już głodna i
        jeszcze nie piłam kawy to wszyscy niedzieciaci dziwnie na mnie patrzą....

        Niestety musisz się przyzwyczaić, bo ten pośpiech nie mija chyba do...
        emerytury, no może jak dzieci będą już nastoletnie to sie poprawi ?
        W każdym razie ja też czasami wysiadam, mam wszystkiego dość, czuję się jak
        wielkie koło zamachowe czasu i marzę o spokojnym dniu (znaczy bez gonitwy z
        czasem). Ale wiesz, jak mówię mojej rodzinie, że jestem dziś zła i najeżona, to
        moja córka (ta pięcioletnia) podchodzi do mnie i mówi: Choć mamo, ja Cię
        przytulę. I to mnie rozbraja smile
      • ania.silenter_exunruzanka Re: DLACZEGO?.... 28.10.04, 12:27
        A ja myślałam, że ten pośpiech to tylko moja przypadłość bo jest źle
        zorganizowanasad. Nastrój też mam zły - Olcia chora (katar = chore uszysad((), ja
        też, więc siedzę w domu. Mam tylko nadzieję, że Ktoś ma się lepiej od wiecznie
        kaszlącej matkisad.
        Ale słońce pięknie świeci...
        pozdrawiam
        • ms78 Re: DLACZEGO?.... 28.10.04, 19:44
          Nie będę w takim razie opisywać swoich poranków co by Wam żal nie było.
          Dlaczego tak?? bo nie pracujemy w tygodniu. Za to kiedy Wy w słoneczną
          niedziele udajecie się na rodzinne spacery ja np. jestem w Poznaniu, mąż w
          Gdańsku a nasz synek z babcia siedzi w domciu ( Kraków).
          Więc co lepsze??
          • le_lutki Re: DLACZEGO?.... 29.10.04, 09:49
            smile)

            Wyszlo na to, ze ja strasznie zmaltretowana i ponura jestem porankami smile)
            A to nie tak. Ten codzienny galop mam juz poniekad "we krwi" i na codzien nie
            zwracam na to wiekszej uwagi (jak i na to, ze kawe pije stojac na jednej nodze
            i obmyslajac porzadek rzeczy na kolejnych 10 minut).
            Tylko po prostu sa takie dni (zalozmy raz na miesiac) ze w tym pedzie
            nieruchomieje i zastanawiam sie PO CO TO WSZYSTKO? Takie pytanie moglabym sobie
            zadac przy stu innych okazjach, ale akurat wypadlo w srodowy czy czwartkowy
            poranek...
            A tak ogolnie na swoja kondycje nie narzekam tylko dziekuje Opatrznosci
            codziennie (rano i wieczorem i przy kazdej okazji wink ze mam to, co mam smile

            Wczoraj po powrocie do domu, zamiast umierac od bolu glowy, rzucilam sie w wir
            kuchenny bawiac sie rownoczesnie z Grubciem w chowanego (to dopiero
            kombinacja!) i machnelam "od reki" kolacje dla Grubcia, zapas zupki dla niego
            na week-end oraz kaczke w borowikach dla nas na kolacje smile Dzien wczesniej
            gdyby mi przyszlo zrobic jedna z tych rzeczy poczulabym jak osuwam sie
            bezsilnie na podloge smile)

            Pozdrawiam cieplo
            • anoczek Re: DLACZEGO?.... 29.10.04, 10:06
              Chyba każdy ma taki dzień w miesiącu, że czuje się jak najgorsza wersja samego
              siebie. Pocieszające jest to, że taki nastrój mija i znowu można patrzeć
              optymistycznie na świat. Popatrz na małego, jak się do ciebie uśmiecha, kiedy
              masz doła to zaraz ci się cieplej na sercu zrobi. U mnie to skutkuje.
              Pozdrawiem cieplutko
              le_lutki, czy twój Synek zaczął już chodzić?

              Mama Ani
              • le_lutki Re: DLACZEGO?.... 29.10.04, 10:09
                Stawia kroki idac "za raczke" - koslawo i pociesznie ale robi postepy. Mysle,
                ze ktoregos dnia nas po prostu zaskoczy i wystartuje jak torpeda smile Bez
                uprzedzenia. Tak jak ze wszystkim do tej pory. Dlugo dlugo nic i nagle bum!
                jest! smile

                Pozdrawiam
                • agulka295 Do was kochane.... 29.10.04, 11:02
                  Witam smile dziewczyny piszcie o porannych klimatach jak najwięcej , uwielbiam was
                  czytac, ja mam 3,5 letnia córeczkę , narazie nie pracujesad, ale mam dość
                  siedzenia w domu i bardzo ciągnie mnie do pracy....wiem , wiem....wtedy to
                  dopiero sie zacznie, będzie dokladnie u mnie to samo co i u was, czyli pospiech
                  niedojadanie itp.powiem że ja nie pracuje i czasami czasu mi brak, wyda wam sie
                  to dziwne ale to prawda, rano śniadanie potem spacer ,zakupy,czwarte piętro,
                  jedna ręka zakupy drugą ciągne córke, sprzątanie obiad, w między czasie
                  komputer, mąż wraca z pracy, podaje obiad i...pranie prasowanie, a jak nie ma
                  prania i prasowania to lece na cherbatke do przyjaciólki smile pozdrawiam
    • l.e.a Re: poranne klimaty 28.10.04, 20:26
      godz. 7- 8 rano budzi mnie lizanie po twarzy i szczekanie - od trzech tygodni
      mój synek każe nazywać siebie pieskiem. Szczeka i prosi o chrupki z mlekiem
      teraz i natychmiast już ! 5 minut jest za późno i piesek zaczyna wyć.
      wstaje półprzytomna, grzeję mleko w mikrofali, wyciągam ulubione płatki Nesqik
      i sypię do czerwonej miseczki z obrazkiem kolorowego domku.
      Niosąc sniadanie piesej skomle siiikuu, mimo tego iż sam potrafi ściągnąć
      spodenki i zrobić siku uważa za słuszne powiadomić o tym całą rodzinę.
      Jeszcze w pidżamie włączam - komputer zanim się uruchomi robię sobie kakao i
      kawę dla męża, w miedzyczasie synek zaczyna lizać tatę.
      Pijąc kakao nadal w pidżamie rozpoczynam pracę, po godzinie w koncu wstaję idę
      pod prysznic, przebieram się i nadal pracuję.
      Synek piesek wędruje z tatą do przedszkola albo zostaje w domku i buduje klocki
      lego - ulubiona zabawa ... smile
    • mamaaga99 Re: A wczoraj wieczorem... 29.10.04, 12:08
      ... mąż zapytał ni stąd ni zowąd:
      - To jak jutro ubieramy Helenkę do przedszkola ?
      - Nie rozumiem, co masz na myśli ? - zdziwiłam się jego nagłym zainteresowaniem
      w temacie ubioru córki.
      - No na ten bal.
      - Jaki bal ????
      - No nie wiesz ? Przecież kartka w przedszkolu wisi od poniedziałku ?
      No tak, ja w tym tygodniu spasowałam z odprowadzaniem Helenki do przedszkola,
      bo jednak za dużo tych liści na chodnikach (patrz: Tonia),zawoził ją mąż, no i
      oczywiście ani on, ani opiekunka nic nie pisnęli wcześniej, że przedszkole
      urządza bal z okazji Halloween.
      - Ja chcę być duchem ! - dopbiega nas głos Helenki.
      Ustalamy wspólnie, że rano mąż pomaluje jej buzię farbkami do malowania twarzy
      na ducha a tymczasem wyciągamy starą nieużywaną już poszwę na kołdrę z rombowym
      wycięciem pośrodku. Uznajemy, że to będzie się świetnie nadawało, ale po
      włożeniu na Helenkę okazuje się, że otwór pośrodku jest o wiele za duży,
      płaszcz spada jej z ramion i trzeba go zmniejszyć. A więc szycie, a ja nie mam
      maszyny. No to fajnie, żegnaj depilacjo nóg, maseczko na twarz i wieczorna
      lekturo najnowszych numerów gazet (zakupionych właśnie na ten wieczór). Kiedy
      dzieci już śpią, zabieram się mozolnie za zmniejszanie otworu sad Aha, muszę
      pamiętać,że Helenka chciała mieć skrzydełka z fałd materiału...
      Potem idę się kąpać, o 23.50 ląduję w łóżku, biorę gazetę do ręki. O 0.05 nagle
      słyszę, jak Tonia woła coś przez sen i zaczyna płakać. Biegnę do niej, głaszczę
      po głowie, uspokajam, czekam aż zaśnie. O 0.20 wracam do łóżka - no trudno, już
      nie poczytam...
      • mamaaga99 Re:Znowuż dziś rano.... 29.10.04, 17:25
        wstaliśmy wcześniej, bo mąż wychodzi dziś wcześnie a przecież ma pomalować
        buzię naszej Helenki (ja jestem beztalenciem w tych sprawachsad) Nasza pociecha
        po obudzeniu podskakuje radośnie i nie może się doczekać pójścia do
        przedszkola. Wieczorem przygotowała nawet kilka rysunków z duchami do dekoracji
        sali. Podczas śniadania przypomniała sobie, że najpierw jeszcze jadą całą grupą
        do muzeum, więc nie możemy jej pomalować, bo "przecież nie mogę straszyć ludzi
        w muzeum". No tak, to co robimy ? Ustalamy, że farbki zapakujemy jej do
        przedszkola, może pani ją pomaluje przed balem. Więc mąż, już niepotrzebny,
        powoli zabiera się do wyjścia. Tonia woła:
        - Sisi
        -Chcesz siusiu ? - pytam
        - Tiak
        - Chcesz iść na nocniczek ?
        - Yhy - odpowiada Tonia.
        Ok, wyciągam ją z krzesełka, zdejmuję pieluszkę, sadzam na nocniczku. Po chwili
        Tonia mówi:
        - Sisi nie.
        - Już nie chcesz siusiu ?
        - Nie - odpowiada.
        Ok, zakładamy pieluszkę i wracamy do stołu. Zdążyłam przełknąć kęs i słyszę
        znowu:
        - Sisi
        - Chcesz na nocniczek ?
        - Yhy.
        Ok, wyjmyję z krzesełka, zdejmuję pieluszkę itd.
        Po kolejnej chwili Tonia mówi:
        - Sisi nie.
        - Wracamy do stołu ? - pytam
        - Tiak - odpowiada Tonia.
        Znowu zakładam pieluszkę, sadzam w krzesełku i nie mija wiele czasu a ja znowu
        słyszę:
        - Sisi
        Cholera jasna, już lepiej jak te dzieci w ogóle nie mówią, co ją wzięło z tym
        nocnikiem ??? Ale spokojnie - morze, wydmy, plaża... *
        - Chcesz na nocniczek ?
        - Tiak
        Ok, morze, morze, zdejmujemy pieluche, siadamy na nocnik..
        - Sisi nie.
        No tak, oczywiście. Już mi się nie chce zakładać tej pieluchy, i tak za chwilę
        trzeba będzie zdjąć.
        Wracamy do stołu, Tonia kończy śniadanie a ja idę przygotować ubrania dla
        Helenki. W pokoju dobiega mnie głos Toni:
        - Sisi
        No oczywiście, spodziewałam się.
        - Już idę Toniu
        Hm, jasne, zsikała się do krzesełka. Myję Tonię, myję krzesełko, ubieram Tonię.
        - Sisi.
        No nie, zaraz szlag mnie trafi. Trudno, może to nie jest wychowawcze, ale:
        - Dobrze córeczko, to zrób do pieluszki
        - Aha - mówi Tonia i temat się kończy...
        - Pośpieszmy się, na pewno jesteśmy już spóźnione - gorączkuje się Helenka.
        - Jeszcze nie, ale jak zaraz nie skończysz się ubierać, to na pewno będziemy !
        Czeszę Helenkę, zapłatam jej warkoczyk i zastanawiam się, co kupić w mięsnym -
        przed nami 3 dni wolnego, wyjazd do rodziców.
        - Mamo a umiesz narysować kucyka pony ? Jak nie to zaraz Ci wytlumaczę, jak sie
        to robi. No więc rysuje się tak, głowę tak i tak, pyszczek tak... - wywija
        palcem w powietrzu.
        Tak, a do rodziców najlepiej zabrać gotowy obiad, bo mama jak zwykle nie ma do
        tego głowy, poza tym pójdziemy na groby. No właśnie, co tu przygotować ?
        - ...a grzywę rysuje się tak a jak chcesz to możesz mu jeszcze narysować koronę
        a jak nie chcesz to nie. I co, umiesz już ?
        - Jasne, a jak nie przestaniesz się kręcić, to nigdy nie skończymy tego
        warkocza. No dobrze, zakładamy buty.

        Stoimy wreszcie w drzwiach, godzina 8.45 - mamy szanse być punktualnie !
        - Mamo, muszę jeszcze poszukać swojego misia !
        - A nie może dziś zostać w domu ?
        - Nie, obiecałam mu, że go zabiorę na Halloween !
        Zabiję tego misia. Morze, morze, pusta plaża...
        - Słuchaj, musimy już naprawde iść, bo nie pojedziesz do tego muzeum jak się
        spóźnimy.
        - Dobrze, dobrze, jeszcze chwilka.
        Zabije misia jak nic. Córki nie mogę.
        - No co ja robie, przecież jeszcze wczoraj włożyłam go sobie do torebki ! -
        woła uradowana Helenka.
        Ma szczęście ten miś. Wychodzimy.
        - Mamo, jeszcze książka o potworach ! Obiecałam koleżankom, że im pokażę
        potwory domowe.
        Zabije te potwory. I koleżanki. jeśli starczy mi odwagi sad
        No dobra, książka jest, wszystko spakowane, wychodzimy. Na dworze fajnie,
        cieplutko.
        - Mamo, szybko,szybko, bo na pewno jesteśmy już spóźnione ! - mówi Helenka
        Jasne, teraz to już na pewno. Ja się chyba zabiję....


        * to nie moje, pożyczyłam od Magdy Szczypiorskiej -Mutor (patrz: felietony w
        DZIECKU" - ale stosuję i rzeczywiście pomaga w uspokajaniu nerwów smile
        Aga
        • agulka295 Do mamaaga99 29.10.04, 18:05
          mamoago99 bardzo mi sie podobało, szczególnie ta plaża i morze...smile pozdrawiam
          • mamaaga99 Re: Do mamaaga99 02.11.04, 12:28
            Cześć agulko295 !
            Dzięki za ciepłe słowa, może i Ty się przyłączysz i napiszesz coś niecoś o
            swoim poranku ?

            Pozdrowienia
            Aga
Pełna wersja