le_lutki
20.10.04, 09:25
Szosta trzydziesci dzis rano. Malzonek gotowy do wyjscia (ach znow ten wyjazd
sluzbowy, gdybyz jego klienci wiedzieli jak szczerze ich nie lubie...),
Zegnamy sie czule w trojke - Grubcio w pizamie, ja w pizamie, polprzytomna.
Potem butla, toaleta Grubcia (Grubcio, no prosze cie, tylko dwie sekundy! No
przeciez wiesz, ze musze ci wyczyscic nochal!! Grubcio!!!)
Potem kawa w przelocie podczas gdy Gruby pelza po dywanie i robi poranny
balagan, zeby sie nie czuc nieswojo kiedy wroci od niani po poludniu.
Snuje sie po domu pakujac mu torbe. Co tez ja mu rozmrozilam na dzis? I w
jakim to do cholery bylo pudelku? Przekopuje lodowke. Jest! Przytulanka,
mleko, butla, deser, zapas pieluch - chyba wszystko.
Teraz najtrudniejsza czesc programu - robienie toalety wlasnej majac
rownoczesnie oczy naokolo glowy (Gruby! Slysze cie! Wywalasz tacie kable z
szafki!), albo malowanie rzes przytrzymujac jedna noga drzwiczki od szafki,
zadza wybebeszenia ktorej pala Grubcio. Kolanem blokuje szuflade.
Dobra Gruby, zbieramy sie. Gruby! Gruby zostaw smietnik w lazience. Dobra,
skoro tak to od razu zmienie worek na smieci.
Spadamy. Gdzie czapka? Na bufecie w kuchni - przeciez to logiczne. Jeszcze
tylko bluza (Grubcio pliz nie wij sie jak wegorz). Moj plecak, Grubciowa
torba, smieci, aha! - i Grubcio. Cholera w ktorej kieszeni mam klucze do
mieszkania. OK. Uh. Zahaczamy o smietnik, potem garaz. O! Sasiadka! Super -
potrzymasz i go sekunde, bo zapomnialam mojej trzeciej i czwartej dodatkowej
reki! Dzieki! Garaz, bagaznik, fotelik, wyjazd - kierunek: niania. O! Gory w
sniegu! Cos podobnego, jakos nie zauwazylam... Ladne nawet te gory...