chicarica
10.09.19, 10:21
Chciałam Wam pokazać z jakiego rodzaju hejtem spotykają się osoby otyłe również wtedy, kiedy próbują o siebie zawalczyć.
Jest sobie pani. Pani jest aktywna na fejsbuku jako "ciałopozytywna" i wystąpiła w reklamie legginsów plus size wprowadzanych do oferty przez jeden ze sklepów z odzieżą fitnessową. Reklama polegała na widoku jej okazałego tyłka w legginsach tyłem, na schodach. Żadne tam widoczne cellulity, żeby nie było, po prostu duży tyłek w czarnych obcisłych legginsach.
Linka na razie nie podam, żeby nie było, że spam. Sama legginsy zresztą zamówiłam, bo wydają się być fajne, a ja wiecznie po jakichś lasach łażę, będą w sam raz, a i mój rozłożysty tyłek będzie dzięki ciekawemu krojowi tychże legginsów i odpowiednim marszczeniom wyglądał fajnie. No, ale ja nie o tym.
Chodzi o to, że pod zdjęciem się zaczęło. Że promocja otyłości, że jaktotak, sklep fitness, a grube pokazuje. Przecież grube to wiadomo, powinny w norze siedzieć i się wstydzić, a nie na siłowni tłustym tyłkiem w legginsach świecić. Bo jeszcze swoją obecnością urażą wszystkich fit loverów i spowodują nieprzyjemne doznania estetyczne, pocąc się na bieżni i śmierdząc, bo wiadomo, grubi śmierdzą i się pocą.
Tyle tylko, że o czym komentujący nie wiedzą, ta pani stoczyła już gigantyczną walkę i zgubiła kilkadziesiąt kg, o czym właśnie pisuje na swojej stronie facebookowej. I cieszy się, że ma co wciągnąć na tłusty tyłek gdy ćwiczy, w sensie te legginsy. Oraz, tak na oko po fotkach sądząc, najprawdopodobniej cierpi na obrzęk tłuszczowy, czyli jest po prostu chora. Jak widać, to w żaden sposób nie zatrzymuje fali hejtu.
No, to sobie ulałam. Może kogoś skłoni to do ugryzienia się w język, zanim rzuci się hejtować grube.