fawiarina Re: Zdrada meza inaczej...jak sobie poradzic 17.09.19, 13:26 Swoją drogą sposób wyboru partnerki seksualnej przez twojego męża powinien powiedzieć Ci jasno, że on wcale nie podchodzi tak rygorystycznie do wyglądu kobiety, jak Ci się wydawało w świetle jego uwag. Koniec końców to, co mu się podoba, jest pewnie trudno mierzalne i niekoniecznie wpisuje się w jakiś jeden kanon. Mało kto ma jakiś ideał kobiety czy mężczyzny, którego cech szuka u potencjalnych partnerek. Po prostu, nagle odnosimy wrażenie, że ktoś nam się podoba, że jest atrakcyjny. Może być to coś w wyglądzie albo w sposobie mówienia, czy zachowania. Nawet fakt, że się komuś podobamy może być tym, co nas w tej osobie pociąga. Więc porównywanie się do kochanki męża jest bez sensu. Swoją drogą ja poznałam kochankę mojego męża zanim jeszcze stała się jego kochanką i moja pierwsza myśl to było : "ale super dziewczyna!". Bardzo mi się podobała fizycznie, była do tego bystra i miała fantastyczne poczucie humoru. Pomyślałam wtedy, że jest taką lepszą wersją mnie, bo miała cechy, które zawsze chciałam mieć. I choć obiektywnie jesteśmy do siebie baaardzo podobne, to gdy romans wyszedł na jaw, nie mogłam przestać się do niej porównywać. A prawda jest taka, że jej wygląd nie miał znaczenia. Przecież wcześniej ten człowiek był z kobietami, które były zupełnie inne niż ja, podobnie jak ja byłam z facetami zupełnie innymi niż on. I wszyscy mi się podobali ZA CAŁOKSZTAŁT. Co więcej, to że cię zdradzał nie musi oznaczać, że mu się nie podobasz. Najprawdopodobniej podobasz mu się tak samo jak wcześniej. W romansie jest jedna rzecz, której nie ma w domu: adrenalina. Kochanka może być głupsza, brzydsza, grubsza, starsza i mieć dziurawe skarpety, ale jest tej sytuacji zdrady dreszcz emocji, którego nie uświadczy się przy żonie. I to ten dreszcz jest taki atrakcyjny i tak wciąga. Niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
grey.heart34 Re: Zdrada meza inaczej...jak sobie poradzic 17.09.19, 14:26 No właśnie, tu jest za dużo zmiennych, żeby formułować takie opinie, jak tu wyżej bywały. Że może jednak woli grube, że woli nowe, że może tamta ma lepszy charakter, że może ma w sobie "to coś" o czym nie wiemy, że w domu czegoś mu brakło, ciepła czy tam czegoś innego, że może ona jest pewniejsza siebie i nie przejmuje się tą tuszą, że może w domu była nuda itd. itd. itd. To wszystko ma na celu deprecjonowanie kobiety i umniejszanie winy zdradzacza. A fakty są takie: poza skrajnymi przypadkami ze strony kobiet (typu kompletna odmowa współżycia czy w ogóle obojętność, zaburzenia itd.), to winny zdrady jest zdradzacz. I tyle. Wyszukiwanie, że może tamta dała mu coś czego ty nie dałaś jest sadyzmem. W ten sposób można oskarżyć każdą żonę o wszystko a usprawiedliwić każdego wiarołomcę. W każdym małżeństwie jest coś, czego chcielibyśmy od drugiej strony więcej albo częściej albo inaczej. Każdym. Więcej uwagi, adoracji, futer, wakacji, wyjść, więcej kotletów określonego rodzaju. Tak się nie da, bo ludzie to nie roboty i nie da się zaprogramować partnera tak, żeby robił w 100 % to, czego my chcemy. Ale już w razie np. zdrady staje się to świetnym pretekstem do obwiniania się lub kogoś. Jakie ja usłyszałam absurdalne rzeczy, które robiłam, czy nie robiłam, od byłego, to nawet głupio opowiadać. Wszystkie z czapy wzięte albo z kosmosu. Można wymyślić cokolwiek - np. że przez ciebie za mało się umawiałem z kumplami (?! w życiu takiego spotkania nie zabroniłam, bo niby czemu). I już mamy powód - no trudno, musiałem cię zdradzić. Dlatego kobiety - nie brnijcie w to i nie róbcie tego innym ani sobie. A te, co tego nie przeszły - darujcie sobie takie porady w stylu wyszukiwanie w kobiecie wad i dołowanie. Bo to do was może wrócić... Na serio, możecie chodzić na szpilkach full make up 24 h, robić akrobacje w łóżku, a gotując pyszne dania czytać Wittgensteina, być jego przyjaciółką i mieć wspólne pasje... i to was może wcale nie uchronić od zdrady. Odpowiedz Link Zgłoś