zosia_1
16.11.19, 16:19
Doszłam już do ściany, nie dałam rady. Gdybym została to znów byłaby awantura na 100 fajerek, ja bym mówiła, że jestem przemęczona i przepraciwana a wszystko jest na mojej głowie, on, że o co mi chodzi. A ja już nie mam siły. Mąż miał wolny dzień w piątek nie ruszyło palcem absolutnie niczego suchego prania, brudnego, obiadu. Prośba napompowanie roweru od tygodnia bez echa, prośba o włożenie do auta zaślepki do auta, którą zamówiłam i odebrałam bez echa. A dziś poszedł do pracy, zostawił usyfioną kuchnię i resztę mieszkania i chyba liczył, że kolejny weekend będę zapierdzielała. Nie, nie będę, bo mam dodatkową robotę na termin. I dodatkowo absolutnie nigdy w ciągu 20 lat nie byliśmy w kinie, teatrze, na obiedzie. Nigdzie. Znalazłam się w czarnej d.. Pie i mam dość. Uciekłam z domu. Czuję tylko tyle, że powinnam zrobić to dużo wcześniej. I jest mi smutno