Dodaj do ulubionych

Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych

18.12.19, 20:20
Hej, jak śledzie moje perypetie poprzeprowadzkowe to mam nowości, niestety średnio pozytywne.
Kuchnia w 99% skończona (w międzyczasie reklamowaliśmy piekarnik, bo przyszedł uszkodzony), jeszcze zafoliowana, czekam na moją mamę, żeby mogła zdjąć folię i przeżyć efekt wow (bo docelowo to będzie jej kuchnia i jej dom, nasz jeszcze w proszku). I mamy już schody do nikąd, bo góra na razie nie zaczęta.
My w szpitalu, w mojej miejscowości 3/4 dzieci na jakiegoś wirusa górnych dróg oddechowych, synka tak zaflegmiło, że musieliśmy wezwać karetkę, więc uziemieni jesteśmy ponad 20 km dalej. Chora cała rodzina, ja i mąż na antybiotyku, córa zwalczyła, kaszle, ale nie zeszło na oskrzela i krtani jak u młodszego.
Koty nam chorują, trochę się przetasowaly - ktoś nam zakosil małego rudego kotka, za to przybłąkał się piękny, siwowłosy i długowłosy kocurek w kiepskim stanie (cały obsrany, opchlony, zarobaczonh i z wielkim ropniem, który najpierw sie zaleczył, a teraz otworzył ukazując całe wnętrze kota crying dzisiaj został w lecznicy na operacji. Do tego w dzień karetki tylko wcześniej znalazłam pod sklepem czarno-biała kotke-krowkę z koniczynka na brodzie i ostrym kocim katarem - niestety antybiotyk nie działa, jutro zmieniamy na drugi sad
Nie ogarniam jeszcze magii świąt, nie mamy jak jechać po prezenty nawet dla dzieciaków sad nie mam jak posprzątać i ugotować. Liczę po cichu na rodziców, którzy mają przyjechać w sobotę i na to, że nas wypiszą (ale na razie lekarze odmawiają odpowiedzi, kiedy)
W szpitalu jest mega nudno!! Co robić z dziewięciomiesięcznym człowiekiem na czterech metrach kwadratowych?
I jakim cudem takie pasmo zdarzeń różnych komplikujących życie trwa od kilku miesięcy i nie chce się wyczerpać?
--
Aby zrozumieć rekurencję należy najpierw zrozumieć rekurencję.
Obserwuj wątek
    • alicia033 Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 18.12.19, 20:49
      cóż, uroki zadupia.
      Ale w kotach Ci wynagrodziło.
      Zaakceptuj i pokochaj, bo wybór masz chyba żaden.

      A że najdłuższa żmija kiedyś przemija, życzę Wam, żeby 2020 i następne wynagrodził Wam ten niezbyt fortunny start w nowym miejscu.


      --
      volta2 o uczestnictwie angazetki w białostockim Marszu Równości:
      "a powiedz, po co tam poszłaś? jesteś lgbt+ i te wszystkie łkające licealistki też?
      czy po prostu poszłaś po to, co chciałaś dostać? niczym ten motylek na procesji w łodzi? (podobny poziom wzięcia udziału?). w podsumowaniu: chcącemu nie dzieje się krzywda."
    • stephanie.plum Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 18.12.19, 22:11
      trzym się w tym szpitalu, wiem, trudno jest, ale czasem można trafić na miłych "towarzyszy niedoli", i to pomaga.

      pomyśl, tylko wirusy i flegma, raz-dwa będzie po wszystkim, i, jak głosi powiedzonko: "jeszcze się będziesz z tego śmiała".

      magia świąt? po pobycie w szpitalu wystarczy pewnie powrót do domu, samo to będzie magiczne (zwłaszcza, że mieszkasz w takim pięknym miejscu!!!)

      jeśli nie zdążycie z prezentami, zawsze możecie, po wyzdrowieniu, poszaleć na wyprzedażach - może święty Mikołaj też zaniemógł, i trzej królowie dopiero przyniosą...?

      a koty w Wigilię swoim własnym głosem na pewno bardzo Ci podziękują za schronienie i opiekę!

      --
      idę tam, gdzie idę
      • stwory_z_mchu Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 18.12.19, 22:25
        Ogólnie jakoś sobie z wszystkim radzimy, po prostu mam wrażenie, że co chwilę mi coś spada na głowę i nie mogę wyjść na prostą z czasem. Żeby nie wiem, usiąść sobie, pomyśleć że mam ogarnięte rzeczy na dzisiaj, porządek w domu, rzeczy do załatwienia załatwione, mogę sobie poczytać, polepic z gliny, pospać - a ja ciągle w niedoczasie. W domu bajzel, zakupy w biegu, nawet nie wiem, co będziemy jeść w święta, chyba jakieś resztki z biedronki albo Tesco jak nas do wigilii wypuszcza.
        No i tym kotem się martwię. Jego dziura wyglądała mocno kiepsko, widać było różne różowe kawałki w środku kota sad
        A miejsce mamy super, mam z domu do szpitala taką drogę pod granicą: zielono, żubry i łosie chodzą, sarny, pagórki, laski, drewniane domki. No kurcze, ślicznie to mało powiedziane

        --
        Aby zrozumieć rekurencję należy najpierw zrozumieć rekurencję.
        • stephanie.plum Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 18.12.19, 22:40
          "A miejsce mamy super, mam z domu do szpitala taką drogę pod granicą: zielono, żubry i łosie chodzą, sarny, pagórki, laski,"
          no i o to chodzi, to jest życie!

          co do czasu, to zgłaszam się do klubu - na Wigilię będzie u mnie 20 osób, a tymczasem jestem uziemiona, bo młody właśnie przyniósł z przedszkola bostonkę.

          fajnie wszelakoż, że przez okno z sypialni widujemy rano sarny, a ostatnio, kiedy wracaliśmy od doktora, zaszczycił nas bielik - latał nad stawami.

          kocurowi bardzo życzę, żeby się wylizał, ale co by nie było - zaopiekowałaś się nim. zwierzę wie.
          czytam sobie właśnie Simonę Kossak, polecam!

          --
          idę tam, gdzie idę
    • 3-mamuska Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 18.12.19, 22:38
      Głowa do góry, powoli wszystko się wyprostuje.
      Dzieci wyzdrowieją wrócisz do domu.
      Jak nie wyszorujesz domu nic się nie stanie. Dieta i tak przyjdą.
      Prezenty przez neta nie dojdą?
      Może rodzice coś zrobią ogarnia i ugotują. Wrócisz na gotowe.
      Koty pod opieka wyzdrowieją a wy w święta odpoczniecie.

      Poproś rodziców żeby coś zrobiła może kogoś wynająć do sprzątania od jednego razu świat się nie zawali jak masz dużo do zrobienia.
      😘😘😘💐przytulam trzymaj się.

      --
      -----------------
      Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • lily_evans11 Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 18.12.19, 23:10
      A uj tam już z tymi świętami, żebyście tylko szybko zdrowi byli! Wszystko da się przetrzymać, jak człowiek zdrowy i ma siłę.
      Moja matka, co by o niej nie mówić, przywiozłaby mi pewnie całe świąteczne jedzenie, gdzieś tam kupione, ale to by była ogromna ulga i radość. Wam rodzice też powinni pomóc w tej sytuacji, zdrowi są wink.
      Zdrowia dla was i dla kociaków.


      --
      Zginę, jeśli się obejrzę
    • la_mujer75 Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 19.12.19, 21:16
      Myśmy kiedyś też tak mieli, że cały czas coś się chrzaniło. Moja mama to już bała się w tamtym okresie odbierać ode mnie telefonów...
      Wszystko przerabialiśmy. Zaczęło się, jak Młodszy złapał szkarlatynę. Bałam się, że Starszy się nią zarazi, a zaraz zaczynaliśmy trening Tomatisa (on idzie w cyklach- nie wolno go przerywać, a ja miałam wizję, że Starszy się rozchoruje i wszystkie plany pójda się kochać).
      Zepsuł się nam samochód ( poszedł silnik, a kupno nowego przerastało nas finansowe) i potem w największe mrozy zasuwałam ze Starszym na ten trening - zajmowało mi to ponad godzinę w jedną stronę, samochodem był świetny dojazd, a autobusem fatalny.
      Wzywaliśmy karetkę do Starszego, bo miał zapalenie krtanii.
      Młodszy po szkarlatynie złapał zapalenie oskrzeli, a że dostawał antybiotyk i sterydy, to dostał grzybicy jamy ustnej... Potem miał mega jazdy z migdałąmi. Lekarze przebąkiwali o martwicy i w ogóle był jakis dramat. W między czasie Młodszy wsadził sobie nie do końca pęknięte ziarno popcornu. . Mąż pojechał na SOR i tam lekarka, usuwając ziarnko, obejrzała migdały i powiedziała, żeby odczepić się od tego biednego dziecka i wszystko będzie dobrze. Miała rację, a już następnego dnia mieliśmy jechać do szpitala z Młodszym, aby zostać na badaniach.
      Mąż usuwał sobie ósemkę. W dniu wyjścia ze szpitala, a dokładnie w nocy - przerobiliśmy włamanie do domu. Koleś nam wszedł, a mąż z nim się szarpał! Dwa dni później mąż trafił na tydzień do szpitala, bo doszło do komplikacji po dłutowaniu - zrobił się ropień. Zostałam sama w domu z dwójką małych dzieci!!!!!! Bałam się tak, że wokół drzwi na noc ustawiałam puste butelki, aby w razie czego usłyszeć włamaywaczy.
      Jakieś dwa tygodnie po powrocie ze szpitala, mąż się podziębił i weszło mu na zatoki. Płukał sobie nos i zaczęła mu lecieć krew. Nie dało się zatamować. Wezwaliśmy karetkę. Sanitariusze przyjechali i "brzydko" się na nas patrzyli, że wzywamy karetkę, bo kolesiowi leci krew z nosa, Po założeniu tamponu i po tym, jak w kilka sekund przesiąg, zmienili zdanie i na sygnale wieźli męża ... Zanim dojechali, mąż miał pełną krwi srebrną miskę z IKea'i. Pękła tętniczka i było szycie. Bez tego mąż by się wykrwawił...
      I przypominam- cały czas byliśmy bez samochodu.
      Jakiś miesiąc póżniej znowu mieliśmy włamanie. Tym razem tylko weszli do piwnicy i wytargali glebogryzarkę smile
      W tym czasie 2 x w tygodniu jeżdziłąm ze Starszym na TUS. Bez samochodu... Zajmowało mi to za każdym razem ponad 5 godzin.
      W między czasie różne badania ze Starszym . Cała seria. Do diagnozy.
      Od późnej wiosny dzieciaki non stop chore, ale już bez większych szaleństw- "tylko" zapalenia oskrzeli.
      O, matko, przeżyłam. Ale nadal nie śmieję się z tego okresu.

      Trzymaj się!


      • stwory_z_mchu Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 19.12.19, 21:38
        Wow, rzeczywiście jakąś kosmiczna seria! to trochę pocieszające, że nasza nie była taka krwawa i niebezpieczna. No i że przeżyłaś to wszystko i później stało się normalnie (stało się?).
        My w tym roku wykonczylismy dwa auta (w obu poszła automatyczna skrzynia biegów, gdyby nie to, że w drugim okazało się, że poprzedni właściciel włożył jakąś część, która była niepasująca i mechanicznie te skrzynie uszkodziła to byłabym pewna, że coś źle jeżdżę niszcząc te skrzynie masowo), więc byłam przez kilka miesięcy bez auta też z dwójką maluchów na końcu świata (bardzo wschodnie Podlasie, 60km do dużego miasta) w stuletnim domu bez łazienki k czynnej kuchni smile też już to całkiem miło wspominam, chociaż to swieza akcja smile i wszelkie perypetie przeprowadzkowe (łącznie z tym, że musieliśmy skuwać część łazienki, bo prysznic przeciekał do przedpokoju i na zewnątrz domu smile
        Z takich najtrudniejszych rzeczy to niestety trzy tygodnie temu umarł nasz pies, był 14 lat z nami i mocno to przeżyliśmy sad
        A teraz nas powinni w weekend wypisać, więc idziemy do przodu, może w końcu skończy się ta seria.

        --
        Aby zrozumieć rekurencję należy najpierw zrozumieć rekurencję.
        • la_mujer75 Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 19.12.19, 22:00
          Ta zła seria jakoś się musiała skończyć, bo jestem na forum, a nie w jakimś zamkniętym przybytku wink
          Ale od tego czasu mam uraz. Jak zaczyna się cos dziać, to od razu wpadam w nerwicę, że to tyko "słodkie " początki i znowu się zacznie.
          I od tego czasu nie wierzę w powiedzenie : "Co nas nie zabije, to nas wzmocni".
        • ganesza Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 19.12.19, 23:21
          spokojnie. wiem, brzmi idiotycznie. ale na każdego przypada ściśle określona ilość nieszczęść i niepowodzeń w życiu. wy wyrabiacie to w wersji skomasowanej, ale skoro jest to ściśle określona ilość, to pomyśl, że jak to przetrwacie (a przetrwacie), to jak pięknie będzie potem. trzymam kciuki by to potem było już tuż tuż głowa do góry. już za chwilę będzie pięknie i spokojnie.

          --
          Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
          kompetentna ani majętna, ale jestem.
    • mika_p Re: Pakiet zdarzeń nieprzewidzianych 19.12.19, 22:54
      W ramach magii świąt mogę ci wysłać kartkę pocztową, jak mi na gazetową pocztę podeślesz adres. Niekoniecznie dojdzie do Wigilii, ale zawszeć coś.

      --
      Po człowieku, który lubi salceson, można się wszystkiego spodziewać. Alutka Kossoń

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka