klementyna4
03.01.20, 16:44
www.money.pl/banki/frankowicze-kontra-bank-wyrok-korzystny-dla-panstwa-dziubakow-6463644192892545a.html
Drogie Mamy,
Oświećcie mnie może. Kiedyś - nie wnikając za głęboko w temat - byłam przekonana, że kredyt we frankach to była krzywda. Czytam zalinkowany artykuł. Wzięli kredytu 400 tys. zapewne na x lat, z taką ratą, na jaką ich było stać, kredyt w 2008 r. był oprocentowany x, na pewno nie dzisiejsze 4% rocznie. Argument, że spłacili 250 kredytu (tak kredytu) a do spłaty mają jeszcze 520 tys. i że to taka krzywda, to zadaję sobie pytanie, jaka tu krzywda? Jak bierzesz kredyt, którego nie możesz spłacić w 5-10 lat, to wiadomo z odsetek może ci się uzbierać 100% - 150% kwoty wyjściowej. Gdyby nie magiczne słowo: frank, nikt by łzy nie uronił nad ich losem.
Potem zaczęłam liczyć, 2008 r. kwota 400 000, oprocentowanie dajmy na to 8% rocznie (mogło takie być - zależy na co się zgodzili), rocznie odsetek 32000 - na początku na pewno, minęło 12 lat, mamy 2020: 400 000 + (32000 x 12) = 400 000 + 384 000 = 784 000, tak z grubsza licząc, wiadomo, że powinno być trochę mniej, bo jednak przez te 11 lat spłacali odsetki i trochę kapitału, wszystko zależy, na jakie oprocentowanie się zgodzili, czy były raty równe, czy malejące. A teraz magiczne słowo: frank, i pacz pani: wzięłam kredytu 400 000 na 44 lata z ratą 600 PLN, żeby jeszcze na wakacje w Sharm el Szejk co roku starczyło, a głupi bank chce finalnie 2 x tyle.
Zaznaczam, ja się tylko pytam. Siedzi ktoś w temacie, żeby mi rzucić światło nowe na sprawę? Tak, zdaję sobie sprawę, że mieszkać gdzieś trzeba i że średnia pensja w Polsce to było w okolicach 2500 PLN przez wiele wiele lat. Pozdrawiam,