Dodaj do ulubionych

Czy powinnam być zazdrosna i interweniować?

09.01.20, 19:24
Mam pewien problem i piszę, ponieważ jestem zazdrosna o męża. Teoretycznie nigdy nic strasznego się nie działo, jest wierny, nie kłamie, jesteśmy małżeństwem od prawie 5 lat. Dzieci brak. Dwa tygodnie temu wynajęliśmy mieszkanie i wprowadziliśmy się tam. Piętro wyżej mieszka sąsiadka. Dowiedziałam się od męża, że zna jej imię, są na ty. Ja jej jeszcze nie poznałam. Któregoś dnia wracaliśmy ze spaceru za rękę, z daleka ktoś woła mojego męża i krzyczy cześć. Okazało się że to właśnie ta sąsiadka (ja jeszcze nie wiedziałam jak wygląda, ale mąż mówił, że ruda i starsza od nas nieco, więc domyśliłam się). Ja mówię dzień dobry, chcę się przywitać, a ona nic, dalej nawija do mojego męża o jakiś swoich sprawach o których mu mówiła przy tym ich pierwszym poznaniu na korytarzu a on kiwa głową. Ja coś głośno wtrącam, żeby wreszcie łaskawie na mnie spojrzała i żebym mogła się przedstawić i przywitać, a ona nic. Wpatrzona w mojego męża, gada jak najęta, uśmiecha się. Zgłupiałam, kompletnie zgłupiałam i uznałam że to jest zwyczajnie niegrzeczne. Po czym podaje mojemu mężowi swój telefon i mówi że musi wpisać jej swój numer, bo rozmawiali o jakimś wynajmie mieszkanie, bo ona z mężem swoim szuka nowego, a mój mąż miał kolegę, który ma wynajmować. I chciała numer mojego męża, żeby móc się z nim w razie czego skontaktować. I dopiero wtedy spojrzała na mnie z głupim uśmieszkiem, jak on jej wpisywał ten numer. Mnie wcięło chyba pierwszy raz w życiu. Ale myślę sobie, no nie wyobrażaj sobie rzeczy, których nie ma. Chociaż jakoś tak chyba moja intuicja myślała coś innego.

Za niedługo pod drzwiami mieszkania znaleźliśmy kawę i dwa kubeczki z serduszkami, w środku karteczka i "Dziękuję, Kasia" Czyli od sąsiadki. Ja się zezłościłam, mąż mówi że to przecież sąsiadka dała dla nas, bo chciała się odwdzięczyć za ten kontakt w sprawie wynajmu. Który swoją drogą niestety nie wyszedł i dalej mieszkają w naszym bloku. Za kolejne kilka dni mąż mówi, że sąsiadka zaprosiła go do swojego mieszkania, bo koniecznie chciała, żeby zobaczył, jak mieszkają i jakie kupiła zasłony i narzuty nowe. Mąż mówi, że było mu głupio bo prawie jej nie zna, więc tylko kuknął przez drzwi i wyszedł. Oczywiście jej męża wówczas w mieszkaniu nie było. Kiedy dzień później ją widziałam na klatce i powiedziałam dzień dobry, udawała że mnie nie widzi i poszła dalej.

Ogólnie mąż jest bardzo uczynnym i dobrym człowiekiem, każdemu pomaga, czy to sąsiad który ma wnieść ciężkie meble do mieszkania, czy komuś przy aucie etc. Przy tym jest jednak dość naiwny i myśli, że nikt nigdy nie ma złych intencji. I uważa że przesadzam, bo sąsiadka po prostu chce się z nami zaprzyjaźnić. A ja mam wrażenie, że nie z nami, a z nim. I coś mi się tutaj nie podoba. Może widzę rzeczy których nie ma, no ale jednak to jest dziwne prawda?
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka