Dodaj do ulubionych

Czy przyjaciółka mnie olewa? (elaborat :P)

20.02.20, 14:42
Bo już nie wiem, na czym stoję...
Podam fakty.
Przyjaźń 20 letnia.
W międzyczasie zdarzyło mi się usłyszeć "Mam cię w dupie" i potem było zerwanie kontaktów na 3 lata.
Mniej więcej w tym samym okresie dowiedziałam się, że przyjaciółka założyła się z kimś, że przyjadę do nie w środku nocy, jeśli mnie wezwie w razie W. Przyjechałam.
Nieco wcześniej mój pies zeżarł jej buty z wyprzedaży, które grzecznościowo zabrałam do wymiany fleków do swojego szewca. Po wymianie przez trzy miesiące buty czekały, aż przyjaciółka będzie mogła je odebrać (szkoła jej córki 200 m od mojego domu), nie doczekały się, pies ją ubiegł. Kwotę do zwrotu podała jak cenę bez wyprzedaży (zapomniała, że mi mówiła).
Jestem chrzestną jej córki.
I po tych trzech latach przerwy zgadałyśmy się, dogadałyśmy, codziennie rozmawiałyśmy przez telefon.
Była sytuacja kryzysowa, kiedy zapowiedziała samobójstwo późnym wieczorem, a ja wiadomość odebrałam o 6 rano. Nie mogłam się dodzwonić ani do niej, ani do jej rodziny, więc pojechałam (60 km w jedną stronę, w drodze dzwoniłam na policję), by dowiedzieć się, że dzień wcześniej balowała, no i nikt poza nią nie ma mnie w książce w telefonach, więc nie odbierali rano od obcego numeru.
I potem... w którymś momencie kontakty zaczęły być rzadsze, tak co tydzień, dwa. Okazało się, że nie zostałam zaproszona na 18. starszej córki (pytałam, usłyszałam, że nie ma imprezy, bo dziecko świętuje z rówieśnikami, okazało się, że impreza jednak była, gdy przyjaciółka zwierzyła mi się, że poczuła się dotknięta zachowaniem jednego z gości). Rozmawiałyśmy jednak nadal.
Mniej więcej wtedy wyszło, że choć zawsze drugi dzień świąt (BN czy Wielkanoc) spędzałyśmy razem, to musi się zmienić, bo ona się nie wyrabia. Ok, nie protestowałam, zaczęłyśmy się umawiać po świętach. Spotkania 1:1 praktycznie nie istniały, choć parę razy próbowałam namawiać. Przyjeżdżała jedynie, gdy np. coś w domu zmieniliśmy, czy miała nowy samochód. Żeby obejrzeć, względnie się pochwalić.
Od dawna kiedy ja dzwonię, zwykle nie odbiera i potem oddzwania. W którymś momencie się zirytowałam i też przestałam odbierać, gdy mi się nie chciało - wtedy odstępy między rozmowami się wydłużyły. Następnie wyszło, że praktycznie rozmawia że mną wyłącznie z samochodu (miała pracę w drodze).
I... pewnie najbardziej kontrowersyjna sprawa, od jakiegoś roku powodzi się nam lepiej niż jej i jej rodzinie. Nie wiem, czy to ma znaczenie.
Ostatnio (ok 4 m-cy) przyjaciółka miała problemy w pracy, skończyło się szukaniem nowej, niestety nie może znaleźć. Zauważyłam, że w tym czasie w ogóle do mnie nie dzwoni, inicjatywa kontaktu zawsze wychodzi ode mnie i zaczynam źle się z tym czuć. Właśnie znów dzwoniłam i znów, jak praktycznie zawsze, natrafiłam na sekretarkę automatyczną.
Jestem nieco rozżalona i mam wątpliwości co do tego układu. Z drugiej strony nie do końca ufam sobie, czy aby mnie dramatyzuję nadmiernie.
Dodatkowo na ostatnią Gwiazdkę moja przyjaciółka, gdy zwierzałam się jej z problemów z mamą i teściową, powiedziała, że "mama to zawsze mama", czyli niby mam się cieszyć na wspólną Wigilię. Odebrałam to jako co najmniej faux pas, bo nawet forum wie, jak moje relacje z mamą wyglądają, a ona powinna wiedzieć lepiej.
Ogólnie dobra z niej przyjaciółka, ale nie zawsze. Chyba...
Sprawa jest tym bardziej przykra, że nie jestem zbyt mocna w relacjach i nie mam znajomych i przyjaciół bez liku.
Jak zachowałaby się ematka? Jak interpretowałaby tę sytuację?
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka