Dodaj do ulubionych

Moja matka wątek wyżalny

27.02.20, 08:39
Ja z moją mamą nigdy nie żyłyśmy jakoś przesadnie dobrze. Moja po prostu nigdy mnie nie lubiła i już, a ja wiecznie o tę miłość zabiegałam. Byłam bardziej jak zło konieczne które trzeba wypchnąć z domu.
Przyszedł taki czas że matka moja wylądowała w szpitalu na dłuższy okres czasu, może być to do dwóch miesięcy. Mocno zapracowała na to swoim mega niezdrowym trybem życia, ale ja nie o tym...

Otóż jestem jedną z nielicznych osób które mogą ją teraz odwiedzać bo reszta rodzeństwa mieszka daleko. Znajomi i koleżanki z różnych powodów wykruszyli się, zostały dwie- trzy osoby.

I teraz wiem że zabrzmi to niedojrzale i dziecinnie ale ja nie mam na to przesadnej ochoty. Dlaczego?
A dlatego że jak ja sie tułałam po szpitalach
to mnie niemal nikt nie odwiedzał. Jako chorowite dziecko 7 lat byłam na pobycie sanatoryjnym 2 miesiące i matka odwiedziła mnie tam słownie: raz.
Potem jako dorosła kobieta przebywałam nieraz z chorym dzieckiem po kilka dni ale i po trzy tygodnie. Ani razu sie nie pofatygowała a szpital w tym samym mieście. Ale jak jej znajomki i przyjaciółki chorowały to zawsze znalazła czas i chęci aby ich odwiedzać

Z resztą przez ostatne lata coś jej się odwidziało i nawet nie zachodziła do mnie chociaż mieszka kilometr dalej. Ja ją odwiedzałam ale bardziej przez wzgląd na wnuki które bardzo ją lubią.

I teraz z jednej strony coś mi podpowiada że należy ją codziennie odwiedzać "bo to matka" a z drugiej nie mam na to ochoty, bo tak naprawde ona miała mnie całe życie w odwłoku. Chciałabym żeby odczuła na własnej skórze to co ja czułam, jako dziecko i dorosła osoba- jak to jest siedzieć w szpitalu a najbliższa rodzina ma cię w dupie. Prócz tych szpitali to tak naprawde nigdy między nami nie było za rewelacyjnie. Niby nie było otwartego konfliktu, kłótni, ale tolerowałyśmy się i tak jest do dzisiaj.

Teraz w sumie jest tak że zachodze do tego szpitala raz- dwa w tyg, ale nie mam ochoty codziennie kotłować, pomimo że szpital jest 500 m od domu. Przecież nie powiem jej: ja ciebie teraz nie będe odwiedzać bo ty mnie kiedyś nie odwiedzałaś, bo to zabrzmi głupio. Uważam że robie to co konieczne i nie mam zamiaru rzucać wszystkiego i udawać kochającej córki.

Co by zrobiła ematka: byłaby ponad to i kotłowała codziennie do szpitala czy jednak postępowała zgodnie z własnym sumieniem?

--
*Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
Obserwuj wątek
    • fraudes Re: Moja matka wątek wyżalny 27.02.20, 10:19
      chodziłabym, jak dotychczas - raz, max dwa w tygodniu. A gdyby pojawił się wyrzut, że dlaczego tak rzadko, to bym wprost odparła - bo tak mnie nauczyłaś, bo myślałam, że tak się robi, bo Ty tak robiłaś. Bo Ty mnie nie odwiedzałaś, więc domyśliłam się, że nie lubisz częstych odwiedzin, a to działa w obie strony.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka