Dodaj do ulubionych

Niezasznurowane buty...

04.03.20, 11:34
O wychowywaniu dzieci raz jeszcze, żeby dzisiejszych wątków nie zdominował koronawirus wink

Sytuacja z poranka: mąż odwozi córkę (lat 9) do szkoły. Córka schodzi do szatni, mąż czeka na nią w holu wejściowym. Córka wychodzi z szatni tuż przed dzwonkiem i mąż zauważa, że coś jest nie tak z butami - są wsunięte tak, że zadeptuje piętę i nie są zasznurowane. Prosi ją, żeby porządnie założyła buty, bo chodzenie w tak niedbale założonych po schodach jest niebezpieczne. Córka mówi, że zrobi to potem, w sali, bo nie chce spóźnić się na lekcję. Dzwoni dzwonek. Młoda chce biec na schody, mąż idzie za nią, zatrzymuje ją i każe zawiązać buty. Córka zaczyna nieco histeryzować i odmawia. Mąż mówi, że jej nie puści, bo może sobie zrobić krzywdę. Córka zaczyna ryczeć na całego. Zakończenie: córka wsuwa buty, ale ich nie wiąże, idzie spóźniona na lekcje.

Do męża podchodzi nauczycielka i uspokaja, że to taki wiek, dojrzewanie... Mąż się wkurza, że gdyby nauczyciele pilnowali dzieciaki w tym względzie (w sensie sznurowania butów) i zwracali na to uwagę, to w szkole byłoby mniej wypadków (rzeczywiście, szkoła jest przepełniona, dzieciaki przepychają się na schodach, niedawno był przypadek, że chłopiec potknął się o niezawiązaną sznurówkę i spadł ze schodów, musiała go zabrać karetka).

Kiedy powiedziałam, że też raz czy dwa ją puściłam z niezawiązanymi butami, bo nie chciałam, żeby spóźniła się na lekcje, że nie warto wszczynać awantury tuż przed lekcjami, to otrzymałam mini wykład na temat tego, że są kwestie, które nie podlegają dyskusji i że jak mogłam. I generalnie foch.

No więc, drogie forum, kto tu ma rację?
Obserwuj wątek
      • ichi51e Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:58
        Gdybsie chce psa uderzyc to sie kij znajdzie. Przeciez tu nie poszlo o buty tylko maz po raz kolejny chce zeby wyszlo ze dzieciak krnabrny i wstretny on chce dobrze a gowniara go cieplym moczem - jak zyc z taka - no nie da sie
        • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 11:58
          Dzieci wyłapuja niekonsekwencje i wystarczy raz odpuścić, a zapamietaja lepiej niż 999 pouczeń. Moje dzieci i zwierzeta zawsze próbuja ugrać coś przy Ksieciu Małżonku, przy mnie nie traca czasu wink Już tyle razy tłumaczyłam, że szybciej jest zrobić niż po raz kolejny wysłuchiwać dlaczego, że wreszcie zabieram plony. Przecież wiadomo, że mama ma zawsze racje wink
          • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:02
            Rozumiem, że trzeba być konsekwentnym, ale gdzie należy postawić granicę?
            Kiedy dochodzi do sceny buntu, płaczu i szarpania się z dzieckiem tuż przed lekcjami, czy wymuszanie na nim przestrzegania zasad niemal siłą to na pewno jest dobra droga? Co byś zrobiła w tej konkretnej sytuacji?
            • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:15
              Co bym zrobiła, zadziała na moim dziecku. A mojemu dziecku mówie spokojnie "kochanie, wsuń porzadnie kapcie, bedzie Ci wygodniej podbiec do klasy" i moje dziecko kapcie poprawia i biegnie. Moje dziecko lekkie histerie ogarnia w kilkanaście sekund, moja zasługa w tym taka, że połowe genów w dziecko włożyłam wink
              • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:19
                Na mój egzemplarz to działa pewnie w 90% przypadków, czasami jednak córka nagle postanawia zbuntować się na ostro, ni z tego, ni z owego, i wtedy jestem w kropce, bo szarpania się z nią bardzo nie lubię, a bez tego w takich sytuacjach się nie obejdzie...
                • iwoniaw Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:26
                  doloresa napisała:

                  > Na mój egzemplarz to działa pewnie w 90% przypadków, czasami jednak córka nagle
                  > postanawia zbuntować się na ostro, ni z tego, ni z owego, i wtedy jestem w kro
                  > pce, bo szarpania się z nią bardzo nie lubię, a bez tego w takich sytuacjach si
                  > ę nie obejdzie...

                  I moim zdaniem masz rację, że odpuszczasz - ciekawa jestem, co panie (i panowie) zasadnicze zrobią, jak naprawdę dojdzie do kwestii istotnych i buntu w sprawach podstawowych, skoro na etapie sznurówek w szatni są skłonni wytaczać działa. Dziecko jest osobnym człowiekiem, nie musi być idealne i tak, może też robić głupoty albo odbiegać od wzorca zachowań z rodzicielskich marzeń. Jeśli ktoś na serio zaś uważa, że niezawiązane sznurówki są największym zagrożeniem fizycznym w szkole, to w sumie dobrze, że nie ma możliwości zobaczyć, co dzieci tam tak naprawdę robią (już po zawiązaniu sznurówek, bo nauczyciel na 100% zwróci uwagę najpóźniej w czasie pierwszej przerwy), bo by zszedł na apopleksję już dawno.
                  • volta2 Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:48
                    jako pani zasadnicza powiem ci, że stoczę boje na etapie sznurówek i swoje przejdę, ale dziecko się nauczy i w kwestiach istotnych nie będzie miało potrzeby się buntować. bo się już do tego etapu dziecko dotoczy używając rozumu nie emocji.
                    • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:02
                      jako pani zasadnicza powiem ci, że stoczę boje na etapie sznurówek i swoje przejdę, ale dziecko się nauczy i w kwestiach istotnych nie będzie miało potrzeby się buntować.

                      O coś takiego mi chodziło. Niełatwo to opisać i nie chodzi o czepianie sie wszystkiego, ale lepiej zaczać wcześniej i mieć przećwiczone jak rozwiazywać różne sytuacje, niż uczyć sie tego na grubych sprawach.
                      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:08
                        Dziewczyny, ale ja o te przysłowiowe sznurówki też toczę boje na co dzień. Córka wchodzi w wiek dojrzewania i czasami, ni z gruszki ni z pietruszki, próbuje nas testować. Czasami z mężem odpuszczamy, czasami jesteśmy nieugięci, w zależności od tego, czy sprawa jest istotna czy jest zwykłą pierdołą.

                        Podsumowując, ja wiem, że sznurówki są ważne, ale raczej polegam na rozmowach, przypominaniu, przedstawianiu możliwych konsekwencji niewiązania, itp. i dopuszczam, że dziecko czasem nie posłucha, nie posuwam się do zmuszania jej do wykonywania rozkazu tu i teraz, bo zakładam ,że sprawę załatwi za mnie nauczycielka albo że córka za którymś razem zatrybi, że ten opór nie ma sensu. Mąż ma inaczej i czasami się o to spieramy.
                  • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:53
                    Ja na takich sytuacjach ćwicze postepowanie na użytek kwestii istotnych. Jeżeli któregoś dnia dziecko nie zawiaże butów, to już jest indykator, że w grubszej kwestii też nie posłucha. Oprócz dziecka nieco starszego od dziecka autorki, mam też na stanie dziecko dorosłe i to na tym dziecku oceniam skuteczność postepowania. Oraz za pomoca tego dziecka, bo jak starsza nie wiedzac że to słysze mówi młodszej "rób jak mama mówi, to sie opłaca", to chyba jakaś rekomendacja to jest? wink
                • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:44
                  90% to i tak bardzo wysoki odsetek, wiec jesteś w gronie rodziców szcześciarzy smile Weź poprawke na to, że 9+ lat to czesto poczatek nastolęctwa, a to wiek, kiedy komunikacja sie nie poprawia... Żeby utrzymać obecny procent musicie oboje (Ty i maż) uzbroić sie w całkiem nowe pokłady cierpliwości i wypracować nowe techniki docierania do własnego dziecka. Jeżeli moge coś doradzić, to ćwicz tam, gdzie póki co idzie łatwo. W razie odmowy pytaj dziecko dlaczego i mów jakie Ty widzisz pozytywy w twojej wersji wydażeń. Podkreślaj, że jej zdanie jest ważne i nie dyryguj jej życiem w każdym detalu (czesto to widze, nie mówie że na pewno u Was też, Ty oceń jak to wyglada). Daj dziecku wybrać, a jeśli zgodzi sie z Twoja sugestia, później możesz "pochwalić sama siebie", bo dobrze doradziłaś a dziecko wybrało posłuchać Cie. Jeżeli dziecko wybierze wbrew Tobie, to absolutnie nie mówisz "a nie mówiłam", tylko w zależności od rozwoju sytuacji albo przemilczasz, albo pocieszasz "nastepnym razem zrobisz cośtam inaczej i może sie uda". Generalnie podkreślanie że rodzic mówi/radzi dobrze jest lepiej przyjmowane kiedy dziecko cieszy sie swoim sukcesem, a w razie porażki to kopanie leżacego (tego sie nie robi). Jak już wzmocnisz w dziecku przekonanie, że potrafisz doradzić, to możesz sobie w sytuacji kryzysowej pozwolić na szantaż "a pamietasz jak radziłam to, to i tamto, i wyszłaś dobrze na posłuchaniu mojej rady?", co może sie za kilka lat bardzo przydać.
                  • pade Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 14:53
                    Czyli dziecko postępuje mądrze i roztropnie bo wybrało to, co radził rodzic?
                    Nie jest to czasem nauka zewnątrzsterowności? Jakiś tam wybór jest, ale dobry wybór to ten, który zalecał zwierzchnik.
                    • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 15:00
                      Co jest mądre i roztropne w dzisiejszej sytuacji ze szkoły? Niezasznurowanie butów nie jest działaniem roztropnym na pewno. Co powinien wtedy zrobić rodzic? Wymóc na dziecku mądre postępowanie czy pozwolić mu zachować się niemądrze? smile Jak uważasz?
                      • pade Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 15:12
                        Napisałam niżej, często w takich sytuacjach pozwalałam na poniesienie konsekwencji. W przypadku butów- trudno, niech się potknie, byleby coś gorszego się nie stało.
                        Ja mam córkę, teraz już mocno nastoletnią, o bardzo dużym poczuciu autonomii. Gdybym z nią "walczyła" o każdą pierdołę, albo próbowała przekonywać do "mamusia ma rację, zobaczysz" to bym się już dawno udała do sanatorium na co najmniej roczny pobytbig_grin
                        Gdy córka nie chciała się na coś rozsądnego, moim zdaniem, zgodzić, przedstawiałam jej konsekwencje każdego z wyborów, między którymi się wahała. W końcu podejmowała jakąś decyzję, raz zgodną z moim punktem widzenia, raz nie, ale generalnie miała poczucie, że to ona zdecydowała, ona postąpiła właściwie, czy tam roztropnie. Nie, że mamusia miała rację i dobrze podpowiedziała. Ona dobrze zdecydowała. Skąd wiem? Bo czasem o to pytałam. I żadne z moich dzieci nie pamiętało, że podobne rozwiązanie czy wybór sugerowałam. I bardzo dobrzesmile W końcu nie chodzi o to, że JA MAM RACJĘ tylko o wybory i odpowiedzialność moich dzieci.
                    • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 15:06
                      Nie, nie chodzi o to że dziecko postepuje madrze i roztropnie tylko wtedy, kiedy posłucha rodzica, ale o wzmocnienie przekazu, że może sie opłacić posłuchać rodziców. Do głowy mi nie przyszło, że ktoś to odbierze jako "racja rodziców jest nadrzedna i jedyna" sad Dziecku należy sie uznanie bez wzgledu na to, czy wymyśliło coś samo, czy postapiło wedle wskazówek, tyle że w drugim przypadku rodzic ma prawo "pochwalić sam siebie".
                      • pade Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 15:14
                        No właśnie tego nie rozumiem. Po co to podkreślanie? W jakim celu?
                        Wytłumaczyłabyś mi?
                        Bo to, że się opłaciło, sądzę, że dzieciom często przychodzi do głowy, ale po co rodzic ma to podkreślać to nie wiem.
                          • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 15:34
                            Wg mnie to nie niweluje suwerenności podejmowanych decyzji, przynajmniej nie widze tego u moich dzieci. Starsza jest od zawsze samodzielna, co jej nie przeszkadza wysłuchać ani zapytać mnie o zdanie, młodsza dopiero w trakcie wychodzenia na ludzi jest (wiekowo). Z tego co napisałaś wyżej, to wcale tak mocno sie nie różnimy, tylko inaczej to opisujemy. Jak watek nie spadnie za nisko do wieczora, to może uda mi sie wiecej napisać, bo teraz musze lecieć smile
          • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:05
            Przydeptywanie pięt zdarzyło się po raz pierwszy, przynajmniej o ile mi wiadomo...
            Do tej pory zawsze miała buty na rzepy, ale tym razem wybrała sobie właśnie takie wiązane. Może rzeczywiście zakup nowych butów na rzepy lub jakichś gumek będzie dobrym rozwiązaniem.
            • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:19
              Nie odbierz tego jako dokopanie, ale takie problemy ogarnia rodzic na etapie zakupów. Dziecku przedstawia sie do wyboru tylko niewiazane modele, wiec potem, kiedy dziecko w domu wybiera w co sie ubrać, niezawiazane sznurówki już sa wyeliminowane. Teraz jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej, bo sa sznurówki-gumki, łaczace wyglad z bezproblemowościa.
              • katriel Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:27
                > problemy ogarnia rodzic na etapie zakupów. Dziecku przedstawia sie do wyboru tylko niewiazane modele

                Ummm... To znaczy w ogóle nie można kupić 9-latce wiązanych butów? A w jakim wieku już można?
                I jeszcze jedno: w jakim wieku człowiek powinien się nauczyć wiązać buty? I jeśli to jest wcześniej niż 9 lat, to na czym ma się uczyć, skoro nie wolno mu mieć wiązanych butów?

                A jeśli masz ochotę odpowiedzieć, że wiązane buty kupuje się tylko takiej 9-latce, która je karnie wiąże, to się zapytam: a skąd wiedzieć, czy wiąże, zanim się jej pierwsze wiązane buty kupi?
              • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:30
                Rozumiem, ale założyłam, że w tym wieku potrafi już sobie buty zawiązać. Nawet dumna trochę byłam, że takie sobie wybrała i że je ogrania wink Podkreślam, że przez zdecydowaną większość czasu nie ma z tym problemu.
    • joanna_poz Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 11:50
      nie jest to powód do focha - ale w kwestii bezpieczenstwa i wiązania butów popieram Twojego męza.

      moj syn tez miał, na szczęscie krotka, fazę na niewiazanie butów i zwisające sznurówki - i tak, upierdliwie zwracałam mu uwagę, że jest to niebezpieczne i ma wiazac.
        • ninanos Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 21:44
          Czyli twoim zdaniem powinien odpuścić?
          Nie dość, że młoda zrobiła awanturę to jeszcze to mąż ma ustąpić?
          Masakra... to nie malutkie dziecko, tylko 9 letnia pannica, która awantur zwłaszcza w szkole nie powinna robić.
          Dobrze mąż zrobił, że nie odpuścił, a za awanturę powinna dostać karę.
        • bi_scotti Re: Niezasznurowane buty... 05.03.20, 02:30
          doloresa napisała:

          > Nie podoba mi się jednak sposób, w jaki mąż "rozegrał" sprawę w szkole.

          And keep it to yourself. Ewentualnie ponadawaj na niego na forum - ematka wszystko przyjmie smile Relationship pomiedzy Twoim mezem a Twoja corka tudziez tymze mezem a paniami nauczycielkami w szkole to wylacznie ICH sprawa. Tak dlugo jak nikt w zadnym z tych ukladow nie popelnia przestepstwa, nie masz zadnego powodu zeby chocby wyrazem twarzy dawac do zrozumienia, co myslisz w sprawie. Bo to nie Twoja sprawa. Zdarzylo sie bez Twojego udzialu, jakos tam zostalo rozwiazane … lepiej/gorzej … however. Gdy maz Ci opowiada, wysluchaj, nie komentuj. Oczekuj wzajemnosci - gdy Ty zadzialasz jakos tam wychowawczo na Wasza 9latke i maz moze i nie bedzie zachwycony Twoimi metodami, oczekuj spokojnego przyjecia na klate, ze zrobilas/powiedzialas co zrobilas/powiedzialas & case closed. Dyskusje, uczciwe dyskusje wychowawcze mozna i nalezy podejmowac wylacznie wtedy gdy obie strony sa chetne, gotowe i relatywnie sklonne do jakiegos compromise. Przy czym nalezy pamietac, ze compromise rowna sie temu, ze nikt nie ma 100% racji! Life.
      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:07
        Mąż ma rację w ogólności i ja tę rację popieram. Nie podoba mi się sposób załatwienia przez męża sprawy w tej konkretnej sytuacji. Czy podniesiony głos i szarpanie tuż przed lekcjami ma sens i odniesie spodziewany skutek wychowawczy...? Jak reagować na takie sytuacje, jeżeli zdarzą się po raz kolejny?
    • gama2003 Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:10
      Rację ma mąż, w sensie dbania o bezpieczeństwo. W idealnym świecie anielskim głosem oznajmiłabym dziecięciu, że siadam i czekam aż zawiąże. W realnym jestem Twoim mężem. No serio. Dzieciak w sekundę zapomni, że miał zasznurować, pobiegnie i oby tylko wyrżnął bez utraty zębów.
      W kwestii bezpieczeństwa mam nie kij w tyłku a snopek kijów. Wiele z reszty mi powiewa, ale to jest priorytet.
      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:16
        Mi ze dw razy powiedziała, że tylko jedne schody i za zakrętem od razu sala. Wejdzie i zawiąże. Uwierzyłam i puściłam, stojąc na dole i patrząc, czy aby nie próbuje biegać. Przy odbieraniu buty zawsze zasznurowane smile

        Może rzeczywiście trzeba w takich sytuacjach być twardym, z podniesionym głosem i szarpaniem włącznie.
    • iwoniaw Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:20
      Dla mnie to klasyczny przykład problemu, który rodzic sobie generuje na własne żądanie i robienie dramy z pierdoły. Nie mam pojęcia, czy moje dzieci będąc w 4 klasie wychodziły z szatni w butach zasznurowanych czy wprost przeciwnie, bo w tym wieku chodziły już do szkoły samodzielnie (a i wcześniej niekoniecznie odprowadzane były dalej niż do bramy szkolnej/drzwi szatni), zakładam, że jeśli im się sznurówki wlokły, to nauczyciele zwracali im uwagę. Mężowi też polecam takie podejście - tzn. odwożenie dziecka do szkoły, a nie asystowanie mu w szatni i oddychanie w kark aż zniknie w sali lekcyjnej. W sumie jak się tak zastanowiłam, to u nas już w przedszkolu większość dzieci szła się przebierać sama (pomoc pani asystentki w razie potrzeby była), a rodzicom buziaka na wejściu do szatni i papa.
      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:42
        U nas jest podobnie: odprowadzamy córkę do holu wejściowego, do szatni schodzi sama, my gadamy chwilę z innymi rodzicami i czekamy, aż wyjdzie, buziak na do widzenia smile Nikt jej w szatni w kark nie dyszy smile
      • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:20
        Gdyby dało sie sytuacje cofnać do momentu odwiezienia do szkoły, to ja pierwszoklasistke (6 lat) wypuszczałam z auta, tylko patrzac czy w drzwi szkoły trafi wink Pod tym wzgledem całkowicie sie z Toba zgadzam, to też rozwiazałoby problem ze sznurówkami, na zasadzie "czego oczy nie widza..." smile Gdybym zobaczyła niezawiazane sznurówki w innym miejscu i czasie, to wciaż podtrzymuje swoje zdanie smile
    • hanusinamama Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:33
      Kup dziecku buty na gumki lub na rzepy. MOje dziekco umie buty wiązać ale jupuje jej na rzepy (sama tez bym sobie takie kupiła...). Nauczyciele zwracaja na to uwage...tu nauczycielka chciała pocieszyć Pana a Pan sie obruszył bez powodu.
    • mikams75 Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:42
      taki wiek, dojrzewanie a rodzice chadzaja za dzieckiem po szkole i kontroluja kazda pierdole uncertain

      a w temacie - tak, maz ma racje i faktycznie szkola powinna zwracac uwage na bezpieczenstwo dzieci. A rodzice sio ze szkoly, bo generuja niepotrzebny stres. Podejrzewam, ze jakby nauczycielka kazala zawiazac, to by nie bylo histerii.
      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:53
        Podkreślam jeszcze raz, że nikt za córką po szkole nigdy nie gania. Czekamy na nią w holu i żegnamy się, kiedy wyjdzie z szatni. Mąż zauważył niezasznurowane buty i interweniował na ostro. Ja bym właśnie zostawiła sprawę nauczycielce.
          • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 15:27
            Hmmm, dowozimy ją samochodem, potem odprowadzamy do budynku, jakoś tak się utarło, spotykamy się wtedy z innymi rodzicami i zamieniamy kilka słów. Może rzeczywiście nie jest to konieczne. Może sprawy sznurówek by nie było, bo czego oczy nie widzą... Ale różnice w podejściu do egzekwowania zasad między mną a mężem istniałyby nadal, bo sytuacje sporne pojawiają się w różnych miejscach i czasie.
      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:56
        W czym mąż ma rację? Bo że córka powinna mieć zasznurowane buty i że to jest ważne, to ja też wiem. Tylko czy ma rację w szarpaniu się z córką, fuczeniu na nauczycielkę i foszeniu się na mnie? Czy to jest odpowiednia reakcja na tę sytuację?
        • m_incubo Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:10
          Nie mam pojęcia, nie znam twojego męża i nie wiem czy zachowuje się tak na co dzień, raz w tygodniu jak ma kiepski dzień czy to był pierwszy raz i jesteś w ciężkim szoku, że zrobił scenę.
          Ze swej strony zrobiłabym podobnie, młoda zawiązuje buty bez dyskusji, jak ma czas na wrzaski i dyskusje i spóźnia się na lekcję, to tłumaczy nauczycielowi dlaczego się spóźniła.
          Mąż widać nie zdzierżył głupich tłumaczeń nauczycielki, córki i twoich tego samego dnia.
    • kanna Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 12:54
      Kto ma racje, ten stawia kolację tongue_out

      Nikt (albo jak wolisz - obydwoje) macie rację. Ty masz prawo olać wiązanie, mąż ma prawo go wymagać. dziecko szybko się nauczy, jak ma się przy kim zachowywać.

      Ważne tylko, żeby się nie wtrącać sobie nawzajem do wychowania - czyli jak mąż naciska na wiązanie, ty nie robisz NIC i analogicznego zachowania oczekujesz od męża.
      • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:02
        I tak to funkcjonowało, dopóki mąż nie postanowił zrobić mi mini wykładu na temat tego, dlaczego nie mam racji i powinnam postępować tak, jak on. Po czym nastąpił foch.

        Ja naprawdę nie jestem absolutnie przekonana do prawidłowości jednego czy drugiego podejścia, ja tylko wiem, co mogę, a czego nie mogę zrobić. Nie czuję potrzeby szarpania się z dzieckiem o coś takiego. Mogę z nią o tym rozmawiać, przypominać, i na tym - według mnie - kończy się moja rola. Gdyby sytuacja powtarzała się nagminnie, wtedy pewnie musiałabym przemyśleć, co dalej, chociaż jako zdecydowany krok postrzegam raczej zamianę butów na inne, a nie postawę "masz zrobić to, co mówię, tu i teraz", którą zaprezentował mój mąż.
        • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:26
          To ja może uściśle, że moim zdaniem maż ma racje tylko i wyłacznie co do sznurówek, bo już sposób w jaki to forsuje na dziecku nie jest w moim guście ani to jak zwrócił sie do nauczycielki i jak to "rozwiazaliscie" miedzy soba, chociaż tu dopuszczam niedokładność opisu i sie nie czepiam na wyrost.
          • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 13:36
            Ja też zgadzam się z nim, że zawiązane buty są ważne. Ale sposób egzekwowania tego już nie.

            Tylko co zrobić w sytuacji, gdy dziecko nagle się buntuje? Rodzic mówi zawiąż, dziecko mówi nie, i co wtedy? Mąż jest zdania, że nie wolno nigdy odpuszczać (w sytuacjach ważnych z jego perspektywy) i racja rodzica powinna zawsze być na wierzchu. Ja czasem odpuszczam, znaczy w ogóle nie podejmuję dyskusji. W tej konkretnej sytuacji gdy dziecko odmawia mówię coś w stylu: "Ok, ale wiesz, czym to grozi, możesz już na drugim stopniu potknąć się i rozbić głowę. Powinnaś zawsze o tym pamiętać". Ona nie chce odpuścić, duma jej na to nie pozwala wink, ale idzie na górę wolniutko i trzyma się poręczy smile Znaczy, na razie ze dwa razy tak było.
            • jak_matrioszka Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 14:33
              No to w kwestii dziecka, to moim zdaniem i na podstawie tego małego wycinka rzeczywistości, jest dobrze. Komunikacje z meżem możesz pewnie jeszcze polepszyć, ja tam zw swoim wciaż znajduje nowe możliwości smile U mnie, nie tylko na meżu, najlepiej sprawdza sie Doktor Phil i jego "How is that working for you?". Skoro krzyczenie i przytrzymanie nie dało satysfakcjonujacych rezultatów, to może zastosować inne metody i dać im czas sie sprawdzić? Z góry uprzedze, że Ty w stosunku do meża też posłuchaj Dr Phila big_grin Jeżeli twoje dotychczasowe podejście kończy sie jego fochem, to też musisz zrewidować model postepowania wink
            • kanna Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 14:49
              > Tylko co zrobić w sytuacji, gdy dziecko nagle się buntuje?

              Zacząć się przyzwyczajać, ze w pewnym momencie bunt staje się normą.
              Działa wyłącznie negocjowanie, szczególnie w sprawach pierdół.
              Bo inaczej brakuje siły na bycie twardym w ważnych sprawach.

              Generalnie im starsze dziecko, tym więcej negocjacji, a mniej rozkazów... dla facetów bywa to szczególnie trudne do zaakceptowania.
            • pade Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 14:57
              doloresa napisała:

              > Ja też zgadzam się z nim, że zawiązane buty są ważne. Ale sposób egzekwowania t
              > ego już nie.
              >
              Ja czasem odpuszczam, znaczy w ogóle nie podejmuję dyskusji. W tej kon
              > kretnej sytuacji gdy dziecko odmawia mówię coś w stylu: "Ok, ale wiesz, czym to
              > grozi, możesz już na drugim stopniu potknąć się i rozbić głowę. Powinnaś zawsz
              > e o tym pamiętać". Ona nie chce odpuścić, duma jej na to nie pozwala wink, ale id
              > zie na górę wolniutko i trzyma się poręczy smile Znaczy, na razie ze dwa razy tak
              > było.

              Ja postępowałam tak jak Ty i w duchu modliłam się, żeby się ewentualnie lekko potknęło o te sznurówki, a nie wyrżnęło o betonsmile
      • krypteia Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 16:29
        kanna napisała:

        > Kto ma racje, ten stawia kolację tongue_out
        >
        > Nikt (albo jak wolisz - obydwoje) macie rację. Ty masz prawo olać wiązanie, mąż
        > ma prawo go wymagać. dziecko szybko się nauczy, jak ma się przy kim zachowywać

        Wchodzenie przez dziewięciolatke po schodach z rozwiązanymi sznurowkami jest skrajnie niebezpieczne. Kij jesli to plaska powierzchnia najwyżej się przewróci. Upadek ze schodów na skutek przydepniecia sznurowki drugiego buta moze mieć fatalne konsekwencje. Dziwię się wyluzowaniu niektórych jemateczek.
        • doloresa Re: Niezasznurowane buty... 04.03.20, 17:41
          Nikt nie jest wyluzowany w tej kwestii, każdy - łącznie ze mną - twierdzi, że wiązanie jest bardzo ważne. Kwestia, jak się zachować w tej konkretnej sytuacji: zmuszać czy poprzestać na przemówieniu do rozsądku? Córka wchodzi w wiek dojrzewania, czasami buntuje się ot tak, bez powodu, czasem w przypadkach, w których wcześniej postępowała zgodnie z zasadami. I co wtedy?
      • bi_scotti Re: Niezasznurowane buty... 05.03.20, 02:35
        kanna napisała:


        > Ważne tylko, żeby się nie wtrącać sobie nawzajem do wychowania - czyli jak mąż
        > naciska na wiązanie, ty nie robisz NIC i analogicznego zachowania oczekujesz od
        > męża.
        >

        Exactly! Wracasz mi wiara w czlowieka smile Cheers.