Dodaj do ulubionych

Czy ja jestem rozrzutna?

16.03.20, 21:22
Czytam forum od dawna, rzadko się udzielam, jednorazowo w sumie czasami, wtedy zakładam konto. Forum mi pomogło w paru sprawach głównie wychowawczych, a dzisiaj chciałabym poprosić o spojrzenie z boku na moje finanse i sposób gospodarowania nimi. Sytuacja nie wygląda pozornie źle. Mam dwójkę dzieci (6 i 8). Ojciec biologiczny dzieci, z którym nigdy nie miałam zresztą ślubu, nie jest ze mną od 4 lat. Mimo to dogadujemy się, spędza z dziećmi w sumie prawie tydzień każdego miesiąca. Jest w dobrej sytuacji finansowej i daje mi po 1000 zł na każde dziecko każdego miesiąca. Nie ustanawialiśmy alimentów, więc to taka umowa dobrowolna między nami i on się bardzo skrupulatnie z niej wywiązuje. Zatem od niego mam 2000 zł. Dodatkowe 1000 zł z pięćset plus. Sama zarabiam 3200 i to jest szczyt moich możliwości, tu nic nie zmienię. Czyli 6200 każdego miesiąca na trzy osoby. Nie ma tragedii. Niestety mam też sporo sztywnych wydatków. Mieszkanie 2400 miesięcznie - nie mam swojego wynajmuje. To nie jest rozpasanie, 3 pokojowego (przerobionego z dwóch), w dobrej lokalizacji dla dzieci do szkoły i dla mnie do pracy w przyzwoitym standardzie. Opłaty typu media, internet, szkolne itp. to prawie 600 zł miesięcznie. Zostaje więc już tylko 3200. I za to muszę nas wyżywić, ubrać, przewieźć (paliwo), czasami kupić coś dzieciom ekstra, oczywiście też chociaż minimalnie zadbać o siebie (np. kosmetyki - bez żadnych szaleństw). Ostatniego dnia miesiąca zostaje mi najwyżej 200-300 zł maksymalnie, ale nawet tego nie mogę odłożyć, bo pojawia się co jakiś czas droższy dentysta, wyjazd dzieci na zieloną szkołę, niekiedy zajęcia pozalekcyjne. Wydaje mi się, że żyję racjonalnie i oszczędnie, ale żadnych oszczędności nie mam i nie mogę odkładać. Ojciec kupuje dzieciom prezenty, ale jest to głównie elektronika (konsola, komputer, gry), zabiera je do kina, wyjeżdża też na dwa tygodnie na wakacje. I nie wiem co ja robię źle, bo z tego, co czytam innym za połowę tego, co mam udaje się przeżyć. Chciałbym odkładać chociaż 500 zł miesięcznie i zbudować jakiekolwiek oszczędności. Ojciec dziecka jest zamożny, ma własne eleganckie mieszkanie, nowy samochód, zarabia ponad 8000 netto na UoP. W dodatku dołuje mnie jego nowa partnerka, 11 lat młodsza, która kilka razy kąśliwie mi powiedziała, że zamiast wydawać kasę jej faceta na fryzjera czy hybrydy (nigdy jego kasy na to nie wydawałam!!!) mogłabym bardziej zadbać o swoje dzieci... OK, zołza, ale mnie zabolało. Powiedzcie jak oszczędzać i racjonalniej wydawać pieniądze???
Obserwuj wątek
    • mika_p Re: Czy ja jestem rozrzutna? 16.03.20, 21:31
      Policz, ile wydawałas do tej pory na paliwo, odlicz od tych 3200 i przerzuć do wydatków stałych. Wydatej na zieloną szkołę to nie ejst wydatek nagły, zaplanuj i odlicz od puli wydatków bieżących. I dopiero tym, co ci zostaje, zarządzaj na bieżąco.

      Równolegle zacznij spisywać wydatki, skrupulatnie, i sprawdź, na co ci się kasa rozchodzi,a nie musi.

      Znajdx forum Oszczędzamy i przejrzyj archiwalne wątki.

      --
      Jeśli uważasz, że twoja szklanka jest w połowie pusta, wlej jej zawartość do mniejszej szklanki i przestań marudzić.
    • abecadlowa1 Re: Czy ja jestem rozrzutna? 16.03.20, 21:32
      Przycupnę tu sobie. Nic nie poradzę, ale chętnie sama poczytam dobre rady. Mam bardzo podobną sytuację, ale strukturę przychodów inną - zarabiam więcej, ale nie dostaję zasądzonych alimentów. Są niemożliwe do wyegzekwowania. Czytam forum oszczędzamy i wiem, że zbudowanie oszczędności to często kwestia priorytetów. Moim priorytetem jest bierzące zaspokojenie potrzeb rodziny. Na oszczędności nie umiem się zdobyć.
    • koronka2012 Re: Czy ja jestem rozrzutna? 16.03.20, 22:22
      Nie do końca rozumiem stwierdzenie "Sama zarabiam 3200 i to jest szczyt moich możliwości, tu nic nie zmienię".
      A niby dlaczego nie? skoro mowa o takiej kwocie za wynajem, to zakładam też, że mowa o dużym mieście.
      Dlaczego niby ograniczać swoje możliwości zarobkowe do niskiego poziomu?

      A nawet jeśli są jakieś przeszkody - to stan na teraz, ale nie do końca życia. I może warto się zastanowić, co należy zrobić, żeby zwiększyć swoje możliwości zarobkowe. Jakiś kurs, rękodzieło, usługi? pomijając już wszystko inne - trudno zakładać przecież, że będziesz wynajmować do końca życia? kiedyś musisz się przeorganizować i zadbać o własny dach nad głową.
      • moggi Re: Czy ja jestem rozrzutna? 17.03.20, 07:39
        Wiedziałam, że ktoś się przyczepi do tego szczytu możliwości. Tak, to jest szczyt moich możliwości i jestem autentycznie wdzięczna pracodawcy, że dał mi taką kwotę. Wcześniej pracowałam za 2300-2500, najwięcej 2800, a po 3 latach w obecnym biurze dostałam podwyżkę i mam swoje 3200. Nigdzie więcej nie dostanę w pracy biurowej. Takie są realia, szukałam pracy, aplikowałam, chodziłam na rozmowy kwalifikacyjne, zainwestowałem w profesjonalne CV i LM. Wiem, co piszę.

        Po drugie, nie obraź się Koronko, ale takie gadanie "kurs, rękodzieło, usługi" nic nie znaczy. Co konkretnie? I np. kurs programowania jest nie dla mnie, jak dla większości osób. Kurs chińskiego raczej też nie. Poza tym czas trzeba na to znaleźć, a mam 2 dzieci, opiekunki brak. Sprzątnąć, ugotować, zawieść, odebrać, pomóc w lekcjach itp. Myślisz, że mam dużo wolnego czasu? Od 2 lat ani razu nie spotkałam się towarzysko z żadnym facetem, bo dosłownie nie mam na to czasu, a jak dzieci wyjadą z ojcem i chwila się znajdzie, to jestem padnięta.

        Jak mam się przeorganizować i zadbać o własny dach nad głową? Po rodzicach go nie dostanę (mieszkanie komunalne, a nas jest trójka). Wkładu własnego nie mam. Kredytu nikt mi nie da. Jedyna pociecha, to że mieszkanie ojca dzieci i mojego byłego partnera jest przez niego zapisane na dzieci, tylko mojego spokoju, że wiem, że żadna khmm... pani nie zabierze im własności po ojcu.
        • koronka2012 Re: Czy ja jestem rozrzutna? 17.03.20, 13:06
          moggi napisała:

          > Wiedziałam, że ktoś się przyczepi do tego szczytu możliwości. Tak, to jest szczyt moich możliwości i jestem autentycznie wdzięczna pracodawcy, że dał mi taką kwotę.

          Podejście "pana boga za nogi złapałam" ogranicza perspektywę. To że nie udało się 100 razy nie znaczy, że za 115 się też nie uda. Aha - nie piszę tylko z perspektywy Warszawy, bo mam sporo koleżanek po całej Polsce, wcale nie wąskich specjalistek, tylko raczej biurowych przeciętniaków.

          Realia gdzie? skoro za wynajem płacisz 2400 to nie jest to raczej dziura.
          Powtórzę - jaki masz długofalowy plan na życie? za jakieś 10 lat zostaniesz bez alimentów i 500+ . I co wtedy - iść pod most, do noclegowni?

          > Po drugie, nie obraź się Koronko, ale takie gadanie "kurs, rękodzieło, usługi"
          > nic nie znaczy. Co konkretnie? I np. kurs programowania jest nie dla mnie, jak
          > dla większości osób.

          A skąd ja mam wiedzieć co umiesz? Kurs zdobienia paznokci, dziergania czapek, sprzątanie domów ..?
          z podejściem "niedasię" mogę ci jedynie powiedzieć że pozostaje ci siąść i płakać.

          A dlaczego przykładowy kurs programowania "nie dla ciebie, jak dla większości osób"? skąd to wiesz? próbowałaś?
          znam kobietę po 50tce (z zawodu żonę przy mężu), która po kursie zaczęła tworzyć strony internetowe.
          Moja koleżanka przed emeryturą zaczęła administrować stroną swojej firmy po krótkim przeszkoleniu ze strony jej twórcy. Najwidoczniej nie wymaga to doktoratu z informatyki.

          Oczywistym jest, że masz mało czasu - jak 99% pracujących matek. Tylko czy w związku z tym masz siedzieć z założonymi rękami? Zamiast się bawić w "dlaczego nie", skup raczej na tym co możesz zrobić - to ty powinnaś wiedzieć jakie masz predyspozycje i co możesz. Nikt ci nie da gotowej recepty.
          • kokosowy15 Re: Czy ja jestem rozrzutna? 17.03.20, 16:23
            Zdecydowana większość ludzi ma predyspozycje do pracy najemnej, niektórzy do fizycznej inni do biurowej. Mediana zarobków w Polsce odpowiada mniej więcej pensji Moggi, więc trudno realnie liczyć na więcej. Mieszkania też raczej nie kupi, podobnie jak większość w podobnej sytuacji. Pozostaje racjonalizacja wydatków, samochód w mieście jest zbędny, oszczędne gospodarowanie prądem i gazem a także telefonami komórkowymi, nie kupowanie rzeczy tylko dlatego że się nagle spodobały, nie uleganie reklamom pomaga oszczędzać.
        • kitty4 Re: Czy ja jestem rozrzutna? 18.03.20, 13:54
          moggi, no aż mi zaskrzypiało za uszami, jak przeczytałam twoje wypowiedzi. Na większość racjonalnych argumentów - masz kontragrumenty. Mam podobną sytuację do Twojej - nie wynajmuję - ale spłacam długi po ex mężu - koszty mamy podobne. Mieszkam w Warszawie - koszty życia są horrendalne. Alimentów dostaję 1500 zł. Więc mam już mniej o 500 niż ty. W związku z tym, ze potrzebowałam więcej pieniędzy - na wakacje dla siebie i dzieci - zaczęłam zarabiać dodatkowo. Weź kobieto, znajdź pomysł na siebie. My Cię nie znamy - nie wiemy w czym jesteś dobra. Ja związałam się z dwoma kancelariami adwokackimi ( nie mam wykształcenia prawniczego) ale chciałam to robić nauczyłam się, doczytałam. Zaczęłam działać na forach - bardzo różnych , wśród znajomych itd. Pracuję dodatkowo wieczorami - polecam tę kancelarię, kontaktuję się z klientami, piszę maile z ofertami. Od każdego klienta, który podpisze umowę mam prowizję od klienta. Mam koleżankę , która ma biuro rachunkowe - dobra księgowa jest poszukiwana - od każdego klienta którego jej podrzucę - mam prowizję. Tez mam dzieci, pranie, sprzątanie, gotowanie, odrabianie lekcji itd.
          To Ty musisz chcieć, my za Ciebie tego nie zrobimy. Teraz chcę zmienić samochód - wiem że muszę na to zarobić , wiec poszukałam dla siebie jeszcze innej opcji. Z tego będę miała dodatkowo około 300-500 zł m-cznie. Pójdą na konto samochodowe. To wszystko kosztem mojego czasu wolnego, mojego snu...itd. Funkcjonuję tak już 4 lata. Zapewniam Cię ze się da. Jestem sama z dwójką dzieci i musze mieć na ich utrzymanie, oraz poduszkę finansową - a mam ją taką ze na spokojnie rok mogę przeżyć z nimi bez zmiany statusu finansowego. Sam sobie tę poduszkę wytworzyłam. NIKT mi jej nie dal. Ty też możesz ……
          a jak zaczynałam dorabianie - 10 lat temu - to robiłam rożnego rodzaju kolczyki , wisiorki, naszyjniki - wstawiałam do różnych sklepów, salonów kosmetycznych itd. - z tego wtedy tez była całkiem przyzwoita kasa - znajdź tylko pomysł na siebie - bo nikt inny tego nie zrobi.
    • katiemorag Re: Czy ja jestem rozrzutna? 17.03.20, 10:10
      Jeśli za mieszkanie wynajem płacisz 2.400 + 600 zł za media to na osobę wychodzi 1000 zł. Czyli ojciec pokrywa tylko te wydatki. A ty za resztę czyli 3200 musisz opłacić cała resztę. To mało tym bardziej, ze ojciec ma duże zarobki. Wydatki na wakacje z ojcem nie wlicza się do alimentów, tak samo kina czy McDonaldy.
      Pytanie czy ojciec kupuje dzieciom ubrania, potrzebna kurtka to idzie i wydaje kilka stówek w galerii handlowej? Ma taki gest? Kilka razy w miesiącu wizyta u dentysty to bez problemu się dokłada?
      Ile rocznie wydaje na te komputery/konsole?
      W takiej sytuacji jak Ty mogłabyś bez problemu wywalczyć wyższe alimenty...
      Tylko czy ojciec pracuje w takiej firmie, ze będzie mógł ukrywać zarobki? Byłby do tego zdolny?
      Pomaga Tobie przy dzieciach w tygodniu jak musisz iść do lekarza to bez problemu przyjezdza?
      Jak dzieci sa małe i sobie bez niego nie poradzisz to raczej nie warto walczyć o wyższe pieniądze

    • igge Re: Czy ja jestem rozrzutna? 17.03.20, 13:27
      Przede wszystkim stanowczo powiedz panu, że nie interesują Cię porady i sugestie jego nowej partnerki, która powinna skupić się na sobie zamiast Tobie zawracać dooopę.

      I oczywiście możesz wydawać trochę mniej jeśli sama rzeczywiście chcesz ( ale nie z jakiegoś bzdurnego podłego wpędzania Ciebie w nieuzasadnione poczucie winy).
      Tylko rozważ czy taka dyscyplina i odmawianie sobie ( i dzieciom?) droższych i niekoniecznych produktów nie będzie miała wpływu na Twoje ( i dzieci?) poczucie zadowolenia z życia i nie będzie generować kolejnego niepotrzebnego porównywania do poziomu życia eksa.
    • berdebul Re: Czy ja jestem rozrzutna? 18.03.20, 14:19
      Zostaje Ci 200-300 pln ostatniego dnia przed pensją? Jak tylko wpłynie pensja, przerzucasz 100 pln na subkonto poduszki finansowej, 100 na wydatki typu zielona szkoła.
      Pozostałe wydatki trzeba rozłożyć sensownie - planuj jadłospis, kupuj na przecenach, sprzedawaj ubrania z których wyrosły dzieci. Masz wysokie wydatki na rzeczy około szkolne prześledź je.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka