Dodaj do ulubionych

tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem

19.03.20, 19:16
Śledzę wątki dot. nauki w aktualnym wydaniu i zastanawia mnie jedno: czy nauczyciele rzeczywiście każdorazowo przerabiają taką ilość materiału podczas jednej lekcji plus zadania domowe, ćwiczenia, prezentacje, lektury, eseje, nie wiem co jeszcze, do domu, czy raczej zadając w ostatnich dniach uczniom tak dużą ilość materiału, ćwiczeń, zadań i poleceń do wykonania, chcą sprawiać wrażenie, że tyle materiału na każdej lekcji realizują?
Nie umiem realnie tego ocenić, musiałabym chyba pobyć na takich lekcjach i porównać z tym, co teraz jest uczniom przesyłane. Córka (II klasa LO) oczywiście narzeka, jak wszyscy, ale nie widzę, żeby nauka spędzała jej sen z powiek, wręcz odwrotnie - w końcu może się wyspać.
Generalnie wydaje mi się, że na 45-minutowej lekcji w 30-osobowej klasie mniej można zrobić niż w tym samym czasie samemu w domu, przy założeniu, że młody człowiek koncentruje się wyłącznie na nauce przez 45 min. i nie rozprasza się co chwilę (telefon lub innym komunikatorem w kompie).
Więc: czy nauczyciele rzeczywiście są w stanie tyle materiału przerobić w trakcie jednej lekcji, czy raczej wychodzą z założenia, że w domu są lepsze warunki do przyswajania wiedzy, czy chcą sprawiać wrażenie, że tyle się w szkole robi.
Pytam bez złośliwości. Chętnie poczytam wypowiedzi nauczycielek.
Obserwuj wątek
    • bei Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 19.03.20, 19:32
      Myślę, ze tak, ze tyle przerabiają- lekcje są intensywne, biorą w nich czynny udział, był trend- esencjonalne lekcje, mniej do domu)
      Teraz trudniej tak przeprowadzać lekcję, więc więcej pracy ucznia w domu.
    • slonko1335 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 19.03.20, 19:55
      Muzyka. W normalnym trybie godzina na tydzień. Zero zadań domowych. Lekcje zdalnie zadane: obejrzeć audycje w TVP kultura(50 minut jedna) i z 3 wybranych wysłać notatkę że streszczeniem do nauczyciela plus zrobic plakat o ulubionym kompozytorze, plus wyslac film z nagraniem odgrywania jakiegoś utworu na instrumencie. Nie to nie jedymy przedmiot na którym nauczyciel poszybowal w kosmos....przyszły nawet zadania z religii mimo że moje dzieci na nia nie uczęszczają...

      --
      Sygnaturka się zgubiła....
      • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 19.03.20, 20:07
        Ale to na jeden raz, jako jedna lekcja, czy na czas do 25 marca? Nikt nie uwierzy, że tyle się przerabia podczas jednej lekcji, zwłaszcza, że samo obejrzenie filmu trwa dłużej niż 45 min. I taka ilość zadań domowych po jednej lekcji?? Chyba po trzech...
        Przecież ten nauczyciel nie byłby nawet w stanie tego sprawdzić zakładając, że w każdej klasie tyle zadaje co tydzień. Szaleństwo.
        Czyli co? Jednak pozory, że tyle się w szkole (na muzyce) robi. Chce się wykazać przed dyrekcją, czy rodzicami? Dyrektor sam jest nauczycielem i musi mieć świadomość, że to nierealne, a rodzice to chyba na taczkach wywiozą takiego "pedagoga".
    • fogito Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 19.03.20, 20:02
      Angielski. Na lekcji słuchamy nagrań, czytamy, mówimy i robimy ćwiczenia z podręcznika. Do domu zadaje ćwiczenia z zeszytu ćwiczeń. Jesli nie ma normalnej lekcji to uczeń w domu musi zrobic dwa razy wiecej. To co w klasie by zrobil i to co w domu.
      • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 19.03.20, 20:22
        fogito napisała:

        > Jesli nie ma normalnej lek
        > cji to uczeń w domu musi zrobic dwa razy wiecej. To co w klasie by zrobil i to
        > co w domu.

        To logiczne. Rozumiem też, że inaczej rozkłada się materiał w klasie na uczniów (każdy przeczyta jeden akapit i odpowie na góra dwa pytania, może jakaś praca/dialogi w grupach) niż na jednego w domu. Ale, czy Twoim zdaniem, ilość materiału jaką przerobisz na pojedynczej lekcji w szkole i teraz zmuszona jesteś zadać uczniom do domu, jest taka sama? Czy w klasie jednak nie pracuje się wolniej z wielu względów? Z drugiej strony, w domu dochodzi kwestia zrozumienia zagadnienia, na którą uczeń może stracić znacznie więcej czasu niż na lekcji przy założeniu, że wynosi coś z lekcji (vide: korepetycje).
        • fogito Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 00:14
          U mnie w klasie pracuje sie szybko. Mam klasy 15-20 osob bez podzialu na grupy. Kazdy po kilka razy na lekcji musi cos przeczytać odpowiedzieć lub podac zdanie z cwiczenia. Mowie szybko, oni tez musza sie ogarniac i pisać szybko bo materialu duzo na 45 minut. Mam tylko 1h na jeden temat . Sprawdzam tez prace domowa i czesto jest kartkowka. W domu uczen nie ma nauczyciela i grupy ktora go motywuje i w efekcie cos co by zajelo 10 minut robi 30 minut. I cos co jest nowe zawsze wydaje sie trudne. Ja teraz staram sie zadawać tyle ile byloby zrobione na lekcji + praca domowa. Jednak 40% uczniow nie odbiera wiadomosci wiec i tak nic z tego nauczania nie bedzie. Moze dojdziemy do nauczania on line wkrotce.
          • gaba.m.k Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 22:02
            Są darmowe platformy takie jak teams czy zoom. Wiadomości można przekazywać uczniom na grupce na messengerze wtedy jest 100% pewności że przeczytają. Nawet jeśli nie wszyscy mają dostęp do komputera, to przynajmniej część skorzysta, a teams i zoom można odpalić w telefonie i w ten sposób korzystać z lekcji.
    • volta2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 00:32
      z tego co kojarzę, to miało być tak, że dzieci pracują zamiast lekcji - czyli miały dostawać roboty na 45 minut jako powtórki bez nowych treści

      na moje oko nawet tyle nie dostają, mój dziś żaden nawet do biurka nie usiadł, jeden wymoczył w garnkach 250 żołnierzyków, żeby ich postawić na nogi, drugi bębnił w gry tak, że zapomniał na dwór wyjść.

      nauczyciele się trochę rozpędzili zadając to co na lekcji plus nie wiedzieć czemu jeszcze prace do domu,

      inna sprawa jest taka, że dzieci miały robić robotę same, bo przecież rodzice mają hołmofisy, a tu się okazuje, że to mamuśki pierwsze ruszyły robić robotę i stąd płacze na forum, że tyyyyle tego.
      • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 11:17
        volta2 napisała:

        > inna sprawa jest taka, że dzieci miały robić robotę same, bo przecież rodzice m
        > ają hołmofisy, a tu się okazuje, że to mamuśki pierwsze ruszyły robić robotę i
        > stąd płacze na forum, że tyyyyle tego.

        No właśnie, też mnie to dziwi, że matki tak tutaj zbiorowo lamentują. Stąd moje pytanie wyjściowe.
        Moja córka stęka i kwęka, ale u niej to norma, więc nie traktuję tego w żadnym stopniu jako wykładnik ilości zadawanych treści. Z kolei trudno, żebym interesowała się tym, co i w jakich ilościach przerabia II klasa liceum, stąd moje pytanie, jak jest naprawdę, bo ja tego po prostu nie wiem, a wątków na temat jest dużo.

        Inna sprawa, że z tego, co czytam wynika, że mnóstwo rodziców bardzo (nadmiernie?) angażuje się w naukę swoich dzieci i nie mam tu na myśli dzieci w klasach 1-3, ale znacznie starsze.
      • zonazolnierza Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 17:34
        Przeciez to rodzic online otrzymuje dziestatki maili od nauczycieli. Na kazdy przedmiot w ciagu dnia ok 3 maile (tresc maila mowiaca o tym co ma sie dziecko samo nauczyc, 2 mail z linkiem do durnej aplikacji samolocika wlatujacego w chmurke, nie uczy nic taka zapchajdziura,3 mail z testem do wypelnienia i odeslania po danej lekcji z okreslonym terminem odesłania).
        Kto w takim wypadku musi to dziecku przekazac skoro jako jedyny ma dostep? I malo tego wymóc zrobienie bo przeciez terminy obowiazuja.
    • ga-ti Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 01:14
      Ja w kwestii poruszanych tu prac typu przeczytaj temat z podręcznika,zrób notatkę. Moje dziecko dostało tak z biologii, od razu dostało 2 tematy, bo sa dwie lekcje w tygodniu, nie musi tego zrobić dziś, bo dziś przyszła wiadomość. Ale na lekcji tak właśnie robią, jest temat, pani opowiada treść całą lub część a część doczytują z podręcznika, piszą notatkę albo każdy swoją, albo wspólną, albo dostają gotowca od n-la, albo jakąś formę niedokończoną, którą uzupełniają. Do domu mają zadane ćwiczenia z ćwiczeń. Teraz dostali podobnie, tyle tylko, że temat trzeba było sobie przeczytać samemu, co chyba nie jest niewykonalne dla dzieci w klasie 6? Dostali wytyczne co do notatki, wszystko napisane w podręczniku, zadania z ćwiczeń. Do tego nauczycielka przysłała stronki w necie do obejrzenia sobie danych żyjątek, o których się uczą, wiadomo, że nie trzeba usiąść i wszystko od deski do deski zrobić w ciągu 45 minut.
      Przysyłają sporo odnośników do ciekawostek, ale to nie znaczy, że trzeba wszystko obejrzeć. Przysyłają, bo nie mają możliwości do lekcji online, telekonferencji, a rodzice narzekają, że tylko zadawane czytanie w podręcznikach, więc w ramach urozmaicenia, ciekawostek, zajęcia czasu wolnego dzieciaki mogą sobie zobaczyć w necie coś po za gierkami.
      Pani od plastyki przysłała linki do muzeów, które można sobie zwiedzić online, ale czy to znaczy, że teraz 5 godzin będzie dzieciak każde muzeum zwiedzał? No nie, ale jeśli nie może oglądać reprodukcji prezentowanych w szkole przez nauczyciela, to może będzie chciał w ramach samodoskonalenia pooglądać w necie.
      Trzeba nauczyć się czytać ze zrozumieniem, także wiadomości w Librusie.
      • ga-ti Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 01:18
        A jeszcze dopiszę wink przerwy w domowych warunkach zwykle nie trwają 10 minut co 45, bo trzeba iść siusiu w trakcie, a to pić, a to jeść, a to wyjrzeć przez okno, a to sms zapika, a to rodzeństwo coś chce itp. W klasie jeśli Jaś sobie wyjrzy przez okno to lekcja toczy się dalej, w domu cały proces samouczenia zamiera na czas wyglądania wink
      • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 11:23
        Nie wiem, jak normalnie wygląda przygotowanie nauczyciela do prowadzenia lekcji w klasie, ale z tego co piszesz wynika, że nauczyciel również musi poświęcić sporo czasu na wyszukiwanie tych wszystkich ciekawostek, podsyłanie uczniom linków, zadań i innych rzeczy, które następnie powinien sprawdzić, w międzyczasie przygotowując kolejną lekcję, zestawy ćwiczeń i wyszukując kolejne ciekawostki dla swoich uczniów, skoro rodzice narzekają, że nauka z podręczników jest nudna i banalna. Być może normalnie też to robi i prezentuje w klasie, tylko rodzice o tym nie wiedzą, bo dzieci o tym po prostu nie wspominają?
    • sarah_black38 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 11:52
      >Śledzę wątki dot. nauki w aktualnym wydaniu i zastanawia mnie jedno: czy nauczyciele rzeczywiście każdorazowo przerabiają taką ilość materiału podczas jednej lekcji

      W szkołach funkcjonuje coś takiego jak lekcja otwarta, na którą mogą przyjść inni nauczyciele, dyrektor lub rodzice ( byłam kiedyś u swojej córki na takich zajęciach). Wtedy można zobaczyć jak wygląda lekcja, ile materiału się na niej przerabia, jak moje dziecko na takiej lekcji pracuje. Wówczas nie byłoby zdziwienia ileż to materiału dziecko na lekcji musi przrerobić smile

      --
      Poddasze...
    • agonyaunt Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 12:07
      Może być tak, że to co dzieciaki dostają, to to, z czym nauczyciel przychodzi na lekcję. Tylko nauczyciel wykorzysta część materiałów w zależności od tego czy i jak szybko dzieci łapią, resztę odpuści. Poza tym czasami przekaz na lekcji jest bardziej treściwy, można wykorzystać siłę grupy, żeby coś szybciej wyjaśnić. Jak przy burzy mózgów - jeden coś powie, drugi dopowie i bam, jest treść, do tego łatwiej zapamiętywalna, bo ludzie sami do niej doszli. Podobnie z nauką. Prowadząc grupę zaprowadzę ją do celu w kwadrans; indywidualnie i samodzielnie dzieciaki tak szybko nie pracują. Jeśli następny kwadrans jest na ćwiczenia, to chodząc po klasie widzę że ktoś ma problem i mogę go naprowadzić; w domu dziecko musi samo poszukać podpowiedzi, a to zabiera czas.

      Inna sprawa, to już z opowieści znajomych - dzieci i rodzice nie czytają poleceń. Widzą pięć stron ćwiczeń i skarżą się, że to dużo, ale już nie doczytają, że to nie są ćwiczenia na jutro, tylko na za tydzień. Albo nie widzą, że chociaż treści dużo to pracy jest naprawdę na kilkanaście minut. Z mojego poletka: ile miejsca, a ile czasu zajmuje 30 zdań, w których trzeba tylko wpisać czasownik w odpowiedniej formie, zwłaszcza jeśli całość jest na jeden czas i dotyczy tylko przećwiczenia np. trzeciej formy czasownika?
      • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 12:39
        Przekonuje mnie to, co piszesz, zarówno wyżej, jak i niżej.

        Jednakże zawsze mi się wydawało, że podczas 45-min. lekcji nauczyciel traci mnóstwo czasu na rzeczy, które nie są związane stricte z nauką (samo wejście uczniów do klasy, usadowienie się, rozłożenie rzeczy plus sprawdzenie obecności to już min. 5 minut). Nie wspominam o sytuacjach, kiedy nauczyciel masę czasu traci na zwracanie uwagi uczniom, uspokajanie ich, czasem na rozwiązywanie konfliktów (w młodszych klasach). Jeśli jeszcze przez kwadrans sprawdza zadanie domowe, połowie klasy wpisuje np, robi 5-min. kartkówkę lub odpytuje uczniów (chociaż to teraz rzadkość chyba), uczeń przedstawia zadaną wcześniej prezentację albo nauczyciel prowadzi rozmowę o pogodzie (zdarza się), to ile czasu zostaje nauczycielowi na wprowadzenie nowego materiału, wytłumaczenie, przećwiczenie, utrwalenie itd.? Dlatego zastanawia mnie to, w jaki sposób nauczyciele są w stanie tyyyle materiału "przerobić" podczas jednej lekcji?
        Pytam z pobudek czysto logistycznych.
          • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 12:52
            Jakie ma to znaczenie? Znowu wyczuwam agresywny ton.
            Ja po prostu grzecznie pytam i dzielę się własnymi przemyśleniami. To chyba dozwolone?
            Nie atakuję nikogo. Jestem ciekawa, jak wygląda nauczanie w praktyce, skoro nagle wszyscy tacy zawaleni robotą w domu.
            • agonyaunt Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 13:31
              Nauczanie w praktyce wygląda właśnie tak. Jest program do zrealizowania, już na starcie przeładowany, liniowy, więc nie ma wsparcia międzyprzedmiotowego, a to oznacza, że czasami nauczyciel jednego przedmiotu musi najpierw wyjaśnić zagadnienie z innego żeby móc dalej robić swoje. Jest czas, mocno ograniczony, na który trzeba ten cały program podzielić. Więc się upycha ile można w jedną lekcję. Po stronie ucznia często tego nie widać, bo to mogą być zagadnienia na pięć minut omawiania, ale jakby zrobić z takiej lekcji porządny konspekt, to byłoby widać ile pracy w to idzie. Bo żeby coś ciekawie omówić w pięć minut, trzeba mieć naprawdę sporą wiedzę na temat (a to wymaga czasu) i wiedzieć jak ją przekazać.

              Sama wyżej zauważyłaś, że nauczyciele, żeby pokazać uczniom coś ciekawego, sami muszą te ciekawostki wyszukiwać. Tak właśnie jest. Jak dawałam lekcje to właściwie każda prasówka była jednocześnie wyszukiwaniem materiałów na zajęcia. To trochę tak jak z filmami - spędzasz w kinie dwie godziny, ale żeby ten film trafił na ekran potrzeba jest wielu godzin pracy ludzi, którzy poskładają poszczególne elementy w zrozumiałą dla odbiorcy całość.

              Rodzice teraz bardzo dramatyzują, bo większość nie ma tu i teraz ani wiedzy ani umiejętności potrzebnych do nauczania, no i nic dziwnego, nie siedzą w tym zawodowo na co dzień, myślę że dlatego tak wielu jest tak bardzo przerażonych natłokiem materiału. A dla nauczycieli to wcale nie jest natłok, tyle że niektóre rzeczy robione samodzielnie w domu po prostu zajmą więcej czasu niż gdyby były zrobione w szkole.

              Ale tak, właśnie tak to wygląda po tej drugiej stronie. Mam nadzieję, że to wszystko da do myślenia tym, którzy uważają nauczycieli za nierobów z 18-godzinnym tygodniem pracysmile
              • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 14:22
                Dziękuję za to obszerne wyjaśnienie. Nad wieloma rzeczami człowiek po prostu nie zastanawia się, ale jak mu się to składnie wytłumaczy, to układa się to w logiczną całość (vide: pierwszy akapit).
                Zgadzam się, że nauczyciel w 5 minut może wytłumaczyć to, do czego uczeń sam nie doszedłby w godzinę, a może nawet nigdy - zaczynam rozumieć, że lekcja może być dobrze "upakowanym", wcześniej solidnie opracowanym i przygotowanym, obszernym zakresem materiału, w umiejętny sposób "przemyconym" ucznim. Być może stąd teraz takie wrażenie rodziców, że "tyyyle tego" - tak jak piszesz. Dziękuję smile
        • agonyaunt Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 12:58
          To wszystko zależy od przedmiotu, nauczyciela i klasy. Jedni są, bo potrafią uczyć z werwą a do tego mają podatnych uczniów, inni niekoniecznie, bo chociaż potrafią, to klasę mają oporną i cały proces zwalnia. Poza tym są rzeczy, których można się uczyć z książek, są takie, do których potrzebne są inne bodźce. Wydaje mi się, że teraz łatwiej biologowi zadać nowy rozdział niż angliście sprawdzić czy dzieciaki potrafią poprawnie wymawiać nowe słowa.

          Trzeba pamiętać, że dla wszystkich jest to zupełnie nowa sytuacja, po jednej stronie mamy nauczycieli niegotowych na uczenie online, po drugiej uczniów, którzy czasami nawet do tego online nie mają dostępu. Myślę, że jak wszyscy oswoją się z sytuacją, to i ilość rzeczy do przerobienia nieco się unormuje. Na razie większość po prostu eksperymentuje.
            • jagoda2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 18:26
              Z tego, co można poczytać na forum, to rodzicom i dzieciom (z tego, co e-mamy piszą, to rzadko które dziecko pracuje samodzielnie), zajmuje to cały boży dzień, czyli pewnie z 8 godzin.
              Moje obserwacje są inne: córka śpi do południa, coś tam robi, je, pije, wzdycha, jak to nudno i ciężko, generalnie siedzi w swoim pokoju i tylko do kuchni czasem wychodzi. Na spacer nie chce dać się wyciągnąć w ramach przerwy od ciężkiej pracy i dla zabicia nudy. Ile czasu spędza na nauce, a ile na na rozrywce, nie mam najmniejszego pojęcia i nawet nie wiem, czy chcę to wiedzieć wink. Jakoś tak mi jednak wychodzi, że robi znacznie mniej niż, gdyby normalnie chodziła do szkoły. Może mam olewusa i leniwca w domu sad
              • volta2 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 20.03.20, 20:34
                no właśnie, moje dzieci też śpią do 10, w tym czasie byliby już po dwóch lekcjach.
                pomijam, że na naukę poświęcają pewnie 10 minut, bo jakoś nauczyciele u nich uśpieni, szkoły nic nie robią ani instytucjonalnie ani nauczyciele indywidualnie. na cały tydzień u jednego pani się obudziła online na historię, miała być druga wczoraj ale się nie odbyła. reszta milczy, nawet niespecjalnie zadając. no jakoś dzieci mam karne, więc ściemy ze nic nie zadane raczej nie ma.
      • paskudek1 Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 22.03.20, 10:12
        Może to powinno wziąć pod uwagę MINISTERSTWO?? WSZYSTKO zwalono na dyrektorów i nauczycieli, dano im dwa dni na opracowanie planów, harmonogramów, dostosowanie wszystkiego do wymogów bhp i co tam jeszcze. I minister czysty jak łza i zadowolony

        --
        nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
    • hanusinamama Re: tyyyle nauki, czegoś nie rozumiem 22.03.20, 12:26
      Klasa 1 podstwówki: mam porównanie bo przed zarazą moja córka była tydzien w domu -chora (teraz uwazamay ze własnie wszyscy corone przeszlismy). Jak dostawałam od innej matki w klasie co było robione tego dnia w cwiczeniach pluz zeszyt to jest mniej wiecej tyle co teraz zadają.

      --
      "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka